Mam 2,5 miesięcznego synka i przeżyłam już maraton gości i miałam wrażenie że
po wielu wizytach maluszek robił sie niespokojny, marudny, nie wiedziałam jak
to zmienić, no bo przecież nie schowam synka przed gośćmi. Ale rzecz dotyczy
tu jednej osoby-siostry mojego męża, starej panny, bez rodziny ale za to z
dużą ilością wolnego czasu. Odkąd urodził się maluszek, zaczęła nas regularnie
odwiedzać a ostatnio wpadała nawet po trzy razy dziennie!! Jak tylko weszła to
od razu do maluszka leciała i kładła się przy nim albo nad nim wystawała i
zaczepiała go, a to za rączkę a to za nóżkę. W ogóle to wpadała gdzie jej sie
podobało- nawet do łazienki weszła mi bez pukania, bo akurat kąpiel była i ona
chciała zobaczyć(dobrze że zdążyłam ręcznik na siebie narzucić bo właśnie
wyszłam spod prysznica). A jak miałam małego na rękach to krok w krok za mną
łaziła. I ta sytuacja zaczęła mnie już zdrowo denerwować. Mówiłam mężowi zeby
zwrócił jej uwagę ale on nic. Więc zrobiłam to sama, tyle że wg. męża mało
delikatnie ale co ja mam sie patyczkować jak mi ktoś do sypialni potrafi nawet
wejść kiedy drzwi zamknięte!Powiedziałam jej zeby tak nie nachodziła mojego
maluszka bo się jakiś nerwowy zrobił - bo to przecież jeszcze taka kruszynka
co ledwo twarz mamy i taty poznaje a tu jakaś ciocia przychodzi i głupie
zabawy np. w zabieranie dziecku smoczka wymyśla.Może ja jestem jakaś
przewrażliwiona?Ale wydaje mi sie że okres macierzyński to czas mamy i taty a
nie plus ciocia.I w ogóle denerwuje mnie jej osoba i głupie pytania typu - czy
ty go dobrze nosisz? czy ci dobrze mleko leci, bo maluszek płacze? a może
nosek mu zatykasz? No co najmniej jakbym jakaś nienormalna była i krzywdę
dziecku chciała zrobić!Czy to źle powiedzieć komuś, że jego zachowanie mu nie
odpowiada? Bo ona się obraziła i popłakała no i jeszcze poskarżyła mojej
teściowej że jej dziecka nie pozwalam odwiedzać. Co o tym myślicie? Czy mam
uszczęśliwiać rodzinę czy siebie i dziecko?Chcę z moim synkiem spędzać jak
najwięcej czasu i najchętniej nie wpuszczała bym nikogo do domu a powrotu do
pracy sobie na razie nie wyobrażam

(. Czy to jest normalne?Czy nie jestem
zbyt zaborcza?Co o tym sądzicie?