ewurek
05.06.03, 10:36
Witam, wczoraj napisalam juz taki post, ale szczerze mowiac nie wiem co sie z
nim stalo- nie doszedl...
Licze na to, ze mi znowu pomozecie. W ostatnia sobote moj maz wybral sie na
rajd (jako widz). W domu nie bylo Go od 5.30 do 20.00. Moze sie troszke nad
soba rozczulam, ale jestem na okraglo z nasza dziadzia w domu (nie pracuje) i
czasem tez mam po prostu dosyc tego wszystkiego. Prosilam, zeby nie jechal-
malutkiej(15 miesiecy) wychodza 4 zabki, na dodatek jest okropnym
niejadkiem.Ale moja druga polowka postawila na swoim i pojechal.Corcia byla
nieznosna, caly dzien przewisiala na mnie (nawet prasowalam z Nia na
rekach).Wieczorem telefon od tesciowej. Wyzalilam sie jej, prawie jak
przyjaciolce. Mowilam, ze jestem zla na jej syna, zmeczona i padam z nog.I w
tym momencie wypowiedzialam zdanie "jestem na Niego taka zla, ze chyba Go
zabije". A ona na to, ze ja obrazam, ze u nich w domu sie tak nie mowi, jak
ja tak moglam powiedziec...
Wytlumaczylam, ze nie jestem wariatka, ktora zazga jej syneczka, ze to
przenosnia. ale wszystko na nic. Final rozmowy- zapytalam czy przyjada do
wnusi na Dzien Dziecka (bylismy umowieni)- uslyszalam, ze maj inne
plany.Wczoraj dzwonil tesc do meza (do pracy), powiedzial ,ze sa obrazeni i
mam ich przeprosic.Powiedzcie tak bezstronnie co o tym myslicie?
Ewa