Nie wiem, czy uda mi się wytłumaczyć o co chodzi.Ale spróbuję
Daleko jest mi od "dzieciocentryzmu" ale tak obserwując świat, wątki na emamie
i innych forach zastanawiam się czy my, rodzice, bierzemy pod uwagę zdanie
naszych dzieci i to ,że ponoć rodzą się one nie jako tabula rasa, ale jako
osobniki z dość ukształtowaną osobowością i psychiką. Czy nasza ingerencja w
wychowanie/ uczenie 'dobrych' naszym zdaniem nawyków nie idzie zbyt daleko?
Myślę, że parę przykładów by się przydało, żeby oświetlić o szochozzziii:
1. Pełno jest wątków; ratunku wstaje o 5, 6, a ja lubię pospać, jak to
zmienić" No i pełno rad. Mój też, niestety, to ranny ptaszek i tak się
zastanawiam, czy próba tego zmienienia, nie jest działaniem na przekór
dziecku, jego wewnętrzne,u zegarowi

2. Kwestia żłobka/przedszkola. Czy zdecydowałybyście się zabrać dziecko z w/w
instytucji po wyraźnym komunikaie dziecka, że jest mu tam źle? Czy
liczyłybyście, że po jakimś czasie, przywyknie, a wiadomo,że ludzie przywykają
do najgorszych warunków.
3. Kwestia hobby czy też zainteresowań niedzieciowych. Teraz modny jest
pogląd, że wszystko da się robić z dziećmi. Wspinać po górach, podróżować w
nieznane, czy choćby jeździć na nieszczęsnych wrotkach. No ale ja np widzę, że
mój Bajtel ma serdecznie dość moich włóczęg geologicznych, go o wręcz
śmiertelnie nudzi, minę ma taką jaka ma przy okazji szczepień. I co mam go
uszczęśliwiać na siłę?
Ogólnie mi chodzi o to, ile w wychowaniu jest na prawdę wychowania człowieka,
a ile naginania dziecka do widzimisię rodzica..