jinka
24.06.03, 09:34
Witajcie kochane emamy,
muszę napisać żeby się wyżalić i jednocześnie podzielić wielkim szczęściem.
Jakiś misiąc temu napisałam post :"Cień nadzieji" pisałam w nim o chorobie
mojego ojca.
Ale zaczne od początku...
Ponad miesiąc temu mój ojciec trafil do szpitala ponieważ "zżółkł" trafił do
szpitala zakażnego a następnie do jednego z renomowanych szpitali w Bytomiu.
Tam przeprowadzono zabieg polegający na włożeniu w przewody żółciowe protezki
(która rzekomo miała rozszerzać przewody żółciowe)potem dowiedziałąm się, że
ojciec ma mieć zrobioną tomografię komputerową. Po paru dniach czekania
(dowiedziałam się, że jest tak wielu chętnych i nie ma wolnych miejsc)
postanowiłam interwaniować. Poszłam do lekarza dyżurującego (ponieważ
ordynatora już nie było) i przeżyłam ogromny ogromny, potforny
szok!!!!!!!!!!!! Lekarz poninformował mnie, że ojciec ma nowotwór trzustki,
zajęte 90 % powierzchni jamy brzusznej i praktycznie nie ma już szans, mamy
przygotować się na jego śmierć ponieważ zostało mu około 6 m-cy życia.
Możecie sobie wyobrazić co przeżywaliśmy....a jeszcze lekarz stwierdził, że
tomografii to już nie ma po co robić. Jak pogodzić się z taką wiadomością??//
co powiedzieć tacie? człowiekowi, którego nigdy nic nie
bolało ..wygladającemu jak okaz zdrowia????
Dzięki pomocy kolegi z pracy w końcu tacie zrobiono tomografie, a my
postanowiliśmy ojca pzrenieść do szpitala w naszym mieście. Nie muszę mówić
jakie było oburzenie ordynatora!!!!, że przenosze ojca do takiego szpiatala,
do nikomu nieznanego lekarza. Pan ordynator proponował mi przeniesienie ojca
do szpitala w Ochojcu do bardzo słynnego profesora (jego pzryjaciela).
Kochane postawiłam na swoim przeniosłam ojca do Sszpitala w Chorzowie,
zaopiekował się nim wspaniały lekarz, cudowny człowiek. Niestety operacja
była konieczna pilnie trzeba było usunąć protezę (która zupełnie nie
potrzebnie założono w Bytomiu!!!!!!!!),która się zatkała, ponownie wystąpiła
żółtaczka, nie udało się już uratować woreczka żółciowego . Wczoraj była
operacja, wiem od lekarza, ze wszystko się udało i kochane emamy NIE MA
ŻADNEGO RAKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!, a ojciec wczesniej miał zapalenie trzustki,
które można było wyleczyć odpowiednimi lekami. Teraz mój ukochny tata powraca
do zdrowia i już wkrótce wyjeżdza na długo oczekiwane wczasy razem z moją
mama. Jestem taka szcześliwa, a jednocześnie wściekła na kilku
lekarzy!!!!!!!! Jak można stawiać diagnoze nie mając zrobionych badań???
Ps. Musze przyznać, że bardzo pomogła mi pewna pielęgniarka, która
zasugerowała, że lekarz z którym rozmawiałm prawdopodobnie pomylił pacjentów!
Uff już mi lepiej, proszę kochane emamy trzymajcie kciuki żeby mój ojciec jak
naszybciej doszedł do siebie, pozdrawiam serdecznie,
bardzo szczęśliwa ania.