joanna35
02.08.07, 22:17
Na początku tego tygodnia moje w miarę normalne ciśnienie znów zostało
poddane ciężkiej próbie przez mojego teścia. Z góry zaznaczam, że go nie
cierpię, więc nie spodziewajcie się po mnie obiektywizmu. Możecie mnie
osadzić od czci i wiary, ale to i tak w niczym nie zmieni faktu, że jest
gadem tak w ogóle, a przez fakt faworyzowania mojego straszego syna, a
lekceważenie obecności drugiego dla mnie jest gadem do potegi"n-tej"

. Nie
chcę sięgać do czasów Popiela

i wywlekać tu historii mojej rodziny(gdyby
ktoś był zainteresowany proszę skorzystać z wyszukiwarki), ograniczę się
jedynie do historii najnowszej, bo przedwczorajszej. Otóż we wtorek mój
starszy syn dostał od dziadka rower - czwarty w ciągu 6 lat. Powiecie - i co
w tym złego? Otóż to, że w miedzyczasie drugie moje dziecko, młodszy syn, nie
dostał od niego nic. Mam nadzieję, że powstrzymam głosy świętego oburzenia
kiedy napiszę, że nie jestem pazerna i nic od niego nie chcę, a
najszczęśliwsza byłabym wtedy gdyby żadnemu nie dał nic. Ja rozumiem, że
można jednego wnuka kochać bardziej itp., ale wg. mnie niekoniecznie trzeba
to robić w sposób tak manifestacyjny. Tak się akurat składa, że mój ojciec
bardziej lgnie do młodszego, ale kasę(prezentów nie robi

dzieli równi, więc
chyba można. Dlaczego Paweł nie dostaje nic od dziadka? Ano dlatego,że ma
mózgowe porażenie i jest opóźniony w rozwoju, nie jest więc powodem
do "dziadowskiej" dumy, a wręcz przeciwnie raczej powodem do zażenowania i
wstydu. Poruszyłam kiedyś ten temat z teściową, bo w swej naiwności, żeby nie
powiedzieć bezdennej głupocie pozwoliłam sobie pomyśleć, że jako matka dwójki
dzieci z poprzedniego związku, kóre pozostawały w cieniu mojego męża zrozumie
mój ból. Odpowiedziałam mi "ależ Joasiu, przecież on i tak nie rozumie".
Nieco mną w tym momencie zatrzęsło, bo nijak nie mogłam(i nadal nie mogę)
pojąć dlaczego w przypadku mojego młodszego syna tak ważne jest zrozumienie
dziadkowej hojności, podczas gdy starszy, zdrowy na ciele i umyśle, nie pada
przy okazji każdej 50-tki na kolana i nie wielbi pod niebiosa. Nie jest tez
tak, że młodszy nie ma żadnych potrzeb finansowych. Fakt, na rower na razie
nie wsiądzie(może nigdy), ale sprzęt do rehabilitacji, tudzież prywatni
terapeuci też kosztują, więc raczej bym tych pieniędzy nie przejadła. Dzisiaj
po raz 555 wyłuszczyłam swój punkt widzenia mojemu mężowi, a on nie widzi w
tym nic złego. On jest bardzo zadowolony z nowego nabytku, mimo, że trzy
miesiące wcześniej rozważaliśmy kupno roweru, ale zaniechaliśmy w związku z
przyszłoroczną komunią(chrzestny już sie interesował). Dzisiaj wykręcił kota
ogonem, jak zawsze gdy chodzi o teścia i kasę. Nie ukrywam, że mam żal.
Największy chyba o to, że on w ogóle nie trybi o co chodzi. Nie wykluczam, że
nie chce zatrybić, bo musiałby wtedy sie zaangażować, a to nie lezy w
tchórzliwej naturze mojego męża. Tchórzliwej jeżeli chodzi o konfrontację z
teściem, bowiem podczas konfrontacji ze mną wstępuje w niego "lew, tygrys,
dwa nosorożce, hipopotamy", zwłaszcza w obronie tatusia i nieważne, że chodzi
o interes jego dziecka. A o co chodzi? A o to, że kiedyś gdy nas zabraknie
Paweł będzie miał tylko swojego brata i głównie od ukształtowania ich
wzajemnych relacji teraz i w ciągu najbliższych lat zależeć bęa ich relacje w
przyszłości. Nie zamierzam obarczać starszego syna obowiązkiem całodobowej
opieki nad bratem, chodzi mi raczej o to,żeby o nim nie zapomniał i odczuwał
potrzebę odwiedzenia go chociaż raz w miesiącu w miejscu, w którym Paweł
zamieszka. Powiedzcie mi jak mam "wypracowac" tę więź skoro dziadziuś i tatuś
uważają, że starszemu należy się wszystko, a młodszemu nic?