Czy ja się czepiam?

02.08.07, 22:17
Na początku tego tygodnia moje w miarę normalne ciśnienie znów zostało
poddane ciężkiej próbie przez mojego teścia. Z góry zaznaczam, że go nie
cierpię, więc nie spodziewajcie się po mnie obiektywizmu. Możecie mnie
osadzić od czci i wiary, ale to i tak w niczym nie zmieni faktu, że jest
gadem tak w ogóle, a przez fakt faworyzowania mojego straszego syna, a
lekceważenie obecności drugiego dla mnie jest gadem do potegi"n-tej"smile. Nie
chcę sięgać do czasów Popielawink i wywlekać tu historii mojej rodziny(gdyby
ktoś był zainteresowany proszę skorzystać z wyszukiwarki), ograniczę się
jedynie do historii najnowszej, bo przedwczorajszej. Otóż we wtorek mój
starszy syn dostał od dziadka rower - czwarty w ciągu 6 lat. Powiecie - i co
w tym złego? Otóż to, że w miedzyczasie drugie moje dziecko, młodszy syn, nie
dostał od niego nic. Mam nadzieję, że powstrzymam głosy świętego oburzenia
kiedy napiszę, że nie jestem pazerna i nic od niego nie chcę, a
najszczęśliwsza byłabym wtedy gdyby żadnemu nie dał nic. Ja rozumiem, że
można jednego wnuka kochać bardziej itp., ale wg. mnie niekoniecznie trzeba
to robić w sposób tak manifestacyjny. Tak się akurat składa, że mój ojciec
bardziej lgnie do młodszego, ale kasę(prezentów nie robiwinkdzieli równi, więc
chyba można. Dlaczego Paweł nie dostaje nic od dziadka? Ano dlatego,że ma
mózgowe porażenie i jest opóźniony w rozwoju, nie jest więc powodem
do "dziadowskiej" dumy, a wręcz przeciwnie raczej powodem do zażenowania i
wstydu. Poruszyłam kiedyś ten temat z teściową, bo w swej naiwności, żeby nie
powiedzieć bezdennej głupocie pozwoliłam sobie pomyśleć, że jako matka dwójki
dzieci z poprzedniego związku, kóre pozostawały w cieniu mojego męża zrozumie
mój ból. Odpowiedziałam mi "ależ Joasiu, przecież on i tak nie rozumie".
Nieco mną w tym momencie zatrzęsło, bo nijak nie mogłam(i nadal nie mogę)
pojąć dlaczego w przypadku mojego młodszego syna tak ważne jest zrozumienie
dziadkowej hojności, podczas gdy starszy, zdrowy na ciele i umyśle, nie pada
przy okazji każdej 50-tki na kolana i nie wielbi pod niebiosa. Nie jest tez
tak, że młodszy nie ma żadnych potrzeb finansowych. Fakt, na rower na razie
nie wsiądzie(może nigdy), ale sprzęt do rehabilitacji, tudzież prywatni
terapeuci też kosztują, więc raczej bym tych pieniędzy nie przejadła. Dzisiaj
po raz 555 wyłuszczyłam swój punkt widzenia mojemu mężowi, a on nie widzi w
tym nic złego. On jest bardzo zadowolony z nowego nabytku, mimo, że trzy
miesiące wcześniej rozważaliśmy kupno roweru, ale zaniechaliśmy w związku z
przyszłoroczną komunią(chrzestny już sie interesował). Dzisiaj wykręcił kota
ogonem, jak zawsze gdy chodzi o teścia i kasę. Nie ukrywam, że mam żal.
Największy chyba o to, że on w ogóle nie trybi o co chodzi. Nie wykluczam, że
nie chce zatrybić, bo musiałby wtedy sie zaangażować, a to nie lezy w
tchórzliwej naturze mojego męża. Tchórzliwej jeżeli chodzi o konfrontację z
teściem, bowiem podczas konfrontacji ze mną wstępuje w niego "lew, tygrys,
dwa nosorożce, hipopotamy", zwłaszcza w obronie tatusia i nieważne, że chodzi
o interes jego dziecka. A o co chodzi? A o to, że kiedyś gdy nas zabraknie
Paweł będzie miał tylko swojego brata i głównie od ukształtowania ich
wzajemnych relacji teraz i w ciągu najbliższych lat zależeć bęa ich relacje w
przyszłości. Nie zamierzam obarczać starszego syna obowiązkiem całodobowej
opieki nad bratem, chodzi mi raczej o to,żeby o nim nie zapomniał i odczuwał
potrzebę odwiedzenia go chociaż raz w miesiącu w miejscu, w którym Paweł
zamieszka. Powiedzcie mi jak mam "wypracowac" tę więź skoro dziadziuś i tatuś
uważają, że starszemu należy się wszystko, a młodszemu nic?
    • liwilla1 Re: mysle, ze wcale sie nie czepiasz 02.08.07, 22:25
      ba, uwazam wrecz, ze jestes aniolem cierpliwosci. rodzenstwu zawsze daje sie po
      rowno, albo nie daje sie wcale. i co za durny argument, ze Twoj mlodszy synek i
      "tak nie rozumie"??
      powinnas pogadac z tesciem, mezem i tesciowa naraz i (o ile dasz rade)
      zachowujac wzgledny spokoj powbijac im do czaszek swoje racje. a jak sytuacja
      sie nie zmieni, to sprzedaj rower a pieniadze rowno podziel miedzy synow.
    • emilly4 Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 22:25
      Nie nie czepiasz sie,po prostu sie MARTWISZ jak kazda matka:o)
      W jakim wieku sa Twoi synowie??
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 22:28
        7 i 9 lat
        • emilly4 Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 22:34
          Mam nadzieje,ze Twoj starszy synek ma lepszy stosunek do swojego brata niz
          dziadek,umie sie z nim dzielic swoimi zabawkami..ba nawet sam go zabawia i uczy
          roznych rzeczy- to bardzo wazne,aby oni ze soba wspolgrali,powtarzaj starszemu
          jak wazne jest posiadanie brata,ze kiedys zostana oni tylko we dwojke i beda
          musieli sobie pomagac.
          Zdecydowanie przeprowadzilabym rozmowe z tesciem-albo chlopcy beda dostawac po
          rowno,albo podziekuj za podarunki.
          Mnie sie w glowie nie miesci jak mozna tak traktowac wlasne wnuki?? To wlasnie
          mlodszy jest bardziej rozpieszczany,a tu na odwrot i to z takim argumentem,"ze
          przeciez i tak nic nie rozumie"..naprawde przykre!
    • mamaigiiemilki Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 22:34
      wcale sie nie czepiasz- masz 100% racji
    • gacusia1 Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 23:15
      Szkoda,ze starszy syn juz widzial rower.Bo w Twojej sytuacji pewnie
      sprzedalabym ow nieszczesny rower i obu synkom kupilabym po rowno cos
      innego.Nie omieszkalabym powiadomic o tym fakcie dziadka.
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 23:18
        Rower poszli kupić we trójkę - dziadek, mój mąż i synek.
        • dorianne.gray Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 23:39
          No to w takim razie "brawa" nie tylko dla dziadka, ale i dla tatusia.

          Brak słów. Nie czepiasz się, walcz z tym, to głupie.
        • fajka7 Re: Czy ja się czepiam? 02.08.07, 23:39
          Czyli Pawel nie jest czlonkiem wielopokoleniowego meskiego klubu sad Kurcze Asia
          nie wiem jak to zrobic, ale to nie moze byc tak, ze dziadek ma wieksze wplywy
          niz Ty w Waszym domu, nawet przy wparciu meza. Jakos to trzeba rozgryzc moze
          sprytem czy co. Ja widze problem nie w tym, ze dziadek daje jednemu, a jakby z
          drugiej mańki- w tym, ze tylko jeden dostaje, doskonale to widzi i pewien model
          rejestruje. Ale miedzy daniem a dostaniem z pewnoscia w jakis sposob jestes w
          stanie i masz prawo sie pojawic z odpowiednia oprawa. Tak, zeby obdarowany,
          czyli Twoj syn oczywiscie odpowiedno te dary zaczal postrzegac w kontekscie
          Pawla. Wiem, ze teoretyzuje, ale mam w planie sobie to przemyslec i cos
          wymyslic, co sie da wdrozyc. I zaraz Ci o tym powiem smile
          • bunny.tsukino Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 08:35
            Współczuje. Nie wiem, co mam Ci poradzić. A te pozostałe rowery? No bo piszesz,
            że to już któryś z kolei, to może sprzedać tamte pozostałe, kupić coś synkowi?
            Albo ze 'swoich'? A z mężem na spokojnie porozmawiać, chyba utrwala on nawyki
            wyniesione z domu, takie nierówne traktowanie dzieci.

            I to nie prawda, że dziecko niepełnosprawne nie rozumie!!
    • soemi Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 08:50
      Gromy należą sie Twojemu mężowi!!! I jego występowanie w konfronatcji z teściem
      przeciwko Tobie jest ciosem poniżej pasa. Ewidentnie potwierdza uległość
      rodzicom. Zatraciłabym całkiem poczucie bezpieczństwa przy mężu w takiej
      sytuacji, zostaiwa Cię by podbudować zdanie tatusia. Najpier należy zacząć od
      męża.
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:03
        Soemi rozmawiałam z nim wczoraj po raz n-ty. On nie widzi w tym nic złego, ani
        w tym co robi dziadek, ani w tym, że sam jak dotąd nie kiwnął palcem, żeby
        zabezpieczyć byt małego w przyszłości. Podczaswczorajszej rozmowy miałam
        wrażenie, że trafiłam na beton - nie po raz pierwszy zresztą, ale po raz
        pierszy to sobie tak boleśnie uświadomiłam.
    • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 08:58
      Dzięki dziewczynysmile To nie chodzi o rower, równie dobrze mogłabym "przyczepic
      sie" do kasy, którą Mateusz dostaje od dziadka, kiedy go odwiedza lub kiedy ten
      jest u nas(rzadziej, bo pewnie sie boi, że mogę odstawić szopkę z podziałem
      kasy przy nim). Chodzi o zasadę, o to, że to Paweł został pokrzywdzony przez
      los i wątpię,żeby kiedykolwiek potrafił sam o siebie zadbać, a Mateusz ma
      zdrową głowę, zdrowe ręce i nogi i może sam o siebie zadbać, tymczasem od
      małego się go uczy, że wszystko mu się należy "lekko, łatwo i przyjemnie"Nie
      wydaje mi sie, zeby to była właściwa nauka na te czasy - jest przecież tak
      ciężko np. z pracą. A co się stanie jak główny sponsor przeniesie się w
      zaświaty, a synowi zostanie nawyk łatwiej kasy? Zacznie kraść? Ale to też nie o
      to chodzi - przynajmniej nie do końca. Nie sprzedam tego roweru, bo kocham
      mojego starszego syna i widziałam jak bardzo się cieszył, mimo, ze ja chyba mu
      te radość popsułamsad. Po powrocie do domu dopytywał sie czy mi sie rower
      podoba, a ja odpowiadzałam "najważniejsze, że się Tobie podoba" i tak 2-3 razy,
      wreszcie wydarł się mój mąż, że ma się przestać pytać , bo mamie się rower nie
      podoba, więc dokładnie wyjaśniłam dziecku o co chodzi, zwłaszcza, ze juz nie
      raz rozmawiałam z nim o zachowaniu dziadka, o niesprawiedliwym traktowaniu
      Pawła, o jego czy raczej ich przyszłości. No i każde pieniądze, które Mateusz
      dostanie od dziadka dziele na dwa. I mam nadzieję, że dobrze robię, bo czuję
      się z tym źle. Dobry dziadzius bo daje, zła mamusia bo zabiera - i wcale nie
      jestem przekonana czy o to nie chodzi mojemu teściowi. Wracając do rozmowy - po
      jakimś czasie moje dziecko weszło do pokoju i stwierdziło, że jeżeli dostanie
      pieniążki na komunie to kupi Pawłowi cos do rehabilitacji. Rozjaśniło się moje
      strapione matczyne serce i trwało w tym stanie do rana, bo rano przy sniadaniu
      nastapiła taka wymiana zdań(nie pytajcie o szczegóły, bo sama nie wiem jak się
      zaczęło, a to pamietam tylko dlatego, że mnie "siekło")ja - "kupił Cie
      dziadek", Mateusz, 9 letnie dziecko - "możesz go przebić". Zatkało mnie i tyle.
      • gorgona_1 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:40
        Mnie tez zatkało!
        Rower w charakterze jednorazówki mogę zrozumieć, ale regularnego dawania
        pieniędzy takiemu małemu dziecku - nie.
        Moim zdaniem dziadek może wziąć wnuka do kina, kupić mu loda, dać czekoladę.
        Jeżeli chce dać pieniądze - to powinien dać Wam i Waszej decyzji zostawić, na
        co je przeznaczycie.
        On go rzeczywiście kupuje i rzeczywiście na oczach dziecka robi to przeciw
        Tobie.
        I działa wybitnie niewychowawczo. Uczy łatwej kasy i kupowania uczuć.
        Nie możesz pozwolić, żeby syn za jedyną formę okazywania miłości uważał dawanie
        pieniędzy - "kupię coś Pawłowi do rehabilitacji". Powiedz mu, żeby lepiej
        pobawił się z Pawłem, i podpowiedz taką formę zabawy, żeby dla obu była w miarę
        atrakcyjna.
        Myślę, że na tym etapie jest za wcześnie, żeby z Mateuszem rozmawiać o ich
        wspólnej przyszłości. Raczej trzeba ją budować przez kształtowanie ich więzi i
        wychowywanie syna na porządnego człowieka, który badzie potrafił zachowywać się
        przyzwoicie wobec wszystkich ludzi, brata też.
    • gorgona_1 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:04
      W sytuacji, gdy w rodzinie jest niepełnosprawne dziecko mnóstwo czasu i uwagi
      trzeba poświęcić zdrowemu, bo jego sytuacja z wielu względów jest trudniejsza
      niż rodziców.
      Na pewno tak nie jest w Waszym przypadku, ale bywa, że faworyzowane jest
      dziecko niepełnosprawne - z konieczności albo z bezmyślności. Może dziadek chce
      Wam pomóc, tylko nie wie jak, a najprościej rowerem?
      Sądzę, że nie chodzi tu o prezenty, bo właściwie gdyby dziadek dał starszemu
      rower a młodszemu np. pieniadze na rehabilitację, to starszy mógłby spokojnie
      darowiznę dziadka na rzecz młodszego brata przeoczyć.
      Chodzi o stosunek do dzieci, o przekaz, że jesteście różni, macie różne
      potrzeby (nie tylko z powodu mpd jednego z was), ale was kochamy i obu chcemy
      sprawiać radość.
      Może Twój mąż tak to rozumie - że jest to troska o starszego bez krzywdzenia
      młodszego? Niemniej Twój mąż musi ZROZUMIEĆ o co Ci chodzi, a nie udawać, że
      problemu nie ma. I nawet nie chodzi o to, żeby zrozumienie zaowocowało walką z
      teściem.
      Największe wrażenie robi na mnie jednak teściowa z tym "on i tak nie rozumie",
      powinna wiedzieć, że starszak rozumie i TY rozumiesz. I dać młodszemu zabawkę,
      chwilę się pobawić. Starszy dostałby jasny komunikat - dla ciebie to, dla brata
      owo, wszyscy zadowoleni.
      Z drugiej strony starszak może wyczuwać, że Twój ojciec bardziej lgnie do
      młodszego i to może być dla niego też bolesne.
      Ogólnie nie sądze, żeby te rowery mogły mieć fundamentalny wpływ na stosunki
      między braćmi w przyszłości. Przede wszystkim dlatego, że nie traktujecie
      starszego syna jako dodatku do rehabilitacji młodszego teraz i opiekuna później.
      Bo w tej sytuacji martwi Cię to, jak to wszystko zrozumie starszak, a nie, że
      młodszy nie dostał prezentu.
      Powodzenia!
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:36
        Gorgona - doceniam Twoje dobre intencje, niestety, mylisz się od początku do
        końca. Przeceniasz zarówno mojego teśćia, jak i człowieka, którego sam
        wychował - mojego męża. Z przykrością musze stwierdzić, ze myslenie nie jest
        mocną stroną ich obu, a już zwłaszcza myslenie o innych. Naprawdę nie chcę tu
        opisywać całej 7 letniej historii życia Pawła i związanego z nim zachowania
        dziadka, napisze tylko o rozmowie, która przeprowadziłam z mężem mniej wiecej
        rok temu - chodziło o zainteresowanie się przyszłością Pawła, o założenie
        jakiegoś funduszu, z którego w przyszłości można by opłacić dom opieki, a tym
        samym odciążyć Mateusza. Co odpowiedział mój mąż - jak umrę to inni się o niego
        pomartwią i tyle. Do dzisiejszego dnia nie zrobił w sprawie funduszu nic.
        • gorgona_1 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:45
          Masz rację, ja faktycznie raczej za mocno teoteryzuję, a z dalszych postów
          widzę, że tu chodzi głównie o męża i podejrzewam, że nie tylko o ten fundusz....
          • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:21
            Gorgona to co napisałaś w swoim wcześniejszym poście jest bardzo mądre i wierz
            mi, że gdyby u nas tak było nie miałabym nic przeciwko temu, zeby dziadek się
            tak zachowywał, w imię tych wszystkich spraw, które poruszyłaś.
            • gorgona_1 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:39
              Wierzę, to wszystko po prostu jest o wiele trudniejsze niż mi się wydawałosmile
              Wg mnie najważniejsze jest to, że widzisz problem tam gdzie on jest i wobec
              tego pewnie znajdziesz rozwiązaniesmile
      • buba13 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:40
        W Towich postach uderzylo mnie jedno: jestes zla na meza i na tescia, a odbija sie to na Twoim synku
        (np. zgryzliwe w moim odczuciu komentowanie: jesli Tobie sie podoba). Przeciez on nie jest winien
        temu, jak zachowuje sie jego ojciec i dziadek. Piszesz slusznie, ze nie chcesz obciazac go obowiazkiem
        opieki nad bratem, ale czy tak naprawde na to nie liczysz? Czy nie probujesz wzbudzic w nim poczucia
        winy? Czy nie jest jeszcze za maly na takie obciazenie?

        Wiesz, zrobilo mi sie po prostu zal Twojego dziecka (starszego).

        Jesli chodzi o to, ze kazde pieniadze, ktore dostaje w prezencie zabierasz mu i dzielisz na pol -
        pomysl, jak bys sie czula, gdyby ktos tak potraktowal prezent, ktory Ty dostaniesz. NIe mowie, ze jest
        cos zlego w dzieleniu - sama zachecam do tego swoje dzieci - wydaje mi sie jednak, ze siegasz do zbyt
        drastycznych metod.

        Z drugiej strony - sa ludzie, ktorzy pewnych spraw nie zrozumieja nigdy. Nie twierdze, ze jest tak z
        Towim mezem, czy tesciem, ale nie jest to oczwiscie wykluczone. I co wtedy - przez nastepne 30 lat
        prowadzisz walke w ten sposob? Pisanie, ze ktos cos MUSI zrozumiec jest bledem - nie zmusisz nikogo
        do zrozumienia.
        • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:58
          Bardzo dziękuję za zrobienie ze mnie potworasmileByłabym jednak bardziej
          wdzięczna, gdyby za tą krytyką szły jakieś konstruktywne rozwiązania. Nie masz
          niepełnosprawnego dziecka , jak mniemam, bo w przeciwnym razie nie obca byłaby
          Ci wizja dorosłego syna leżacego w zanieczyszczonym pampersie jakimś
          zapyziałym domu opieki, głodnego, "wyjącego" z bólu czy głodu - bo nie mówi, a
          nikt nie zadł sobie trudu, żeby dowiedzieć się o co mu chodzi. Ale nie to mnie
          dobija - najbardziej dobija mnie to, że może nigdy nie zrozumieć dlaczego nikt
          go już nie przytula, nie głaszcze, nie jest dla niego czuły, ciepły i dlaczego
          mama nie przychodzi(po mojej śmierci). Tak trudno zrozumieć dlaczego chce tego
          funduszu czy jakiegokolwiek innego zabezpieczenia jego przyszłości? Bo płacisz
          i wymagasz. No i potrzebny jest jeszcze ktoś kto mógłby nad tym sprawować
          kontrolę, komu dobro Pawła mogłoby leżeć na sercu jak własne. Ciekawa jestem co
          Ty zrobiłabys na moim miejscu?
        • gorgona_1 Buba 03.08.07, 10:12
          Joanna próbuje wychowywać swojego syna. Teścia i męża już nie wychowa, ale
          chce, żeby syn zachowywał się inaczej i miał inną hierarchię wartości.
          Nie zabiera dziecku tych pieniędzy, żeby zabrać, tylko żeby mu coś pokazać.
          Ona sama ma przecież wątpliwości co do stosowanych przez siebie metod, tylko
          nie wie, co zrobić (szczerze mówiąc ja też szukałabym innych rozwiazań).
          To dziadek krzywdzi dziecko stawiając je w takiej sytuacji.
    • demarta Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 09:57
      no cóż..... relacje rodzinne nieciekawe, mam wrażenie, że to sytuacja patowa.
      bo sama jedna chyba nie dasz rady zrobić rewolucji w głowach tylu ludzi
      naraz.....
      jedno co mi przychodzi do głowy, to wytłumaczenie zachowania dziadka, ze może
      on poprostu nie wie, jak ugryźć problem dzieciaka z DPM. może nie wie jak sie w
      stosunku do niego zachować, jak się z nim obchodzić i dlatego udaje, że go nie
      dostrzega? moze on nie ma zamiaru świadomie ignorować i być obojetnym, a trzeba
      go przeszkolić i nauczyć?
      ale oczywiscie nic nie usprawiedliwia do końca jego zachowania, bo jako
      dorosły, dojrzały człowiek nie powinien mieć problemu z przyznaniem się do owej
      niewiedzy i poproszeniem o pomoc.
      przykre jest to, czego doświadczasz, ale nie wiem co ci poradzić. napewno
      nadal powinnaś wiercić dziurę w brzuchu mężowi, a i do rozmowy z teściową
      wrócić i nie dać się zbyć głupim "on tego nie rozumie", bo celem tej rozmowy ma
      być, żeby właśnie zrozumiał. a skoro ona nie ma zamiaru w tym pomóc,to idź do
      dziadka bezpośrednio i może z nim porozmawiaj.....
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:13
        demarta napisała:

        > no cóż..... relacje rodzinne nieciekawe, mam wrażenie, że to sytuacja patowa.
        > bo sama jedna chyba nie dasz rady zrobić rewolucji w głowach tylu ludzi
        > naraz.....
        Masz całkowita rację, też tak myślę.

        > jedno co mi przychodzi do głowy, to wytłumaczenie zachowania dziadka, ze może
        > on poprostu nie wie, jak ugryźć problem dzieciaka z DPM. może nie wie jak sie
        w
        >
        > stosunku do niego zachować, jak się z nim obchodzić i dlatego udaje, że go
        nie
        > dostrzega? moze on nie ma zamiaru świadomie ignorować i być obojetnym, a
        trzeba
        >
        > go przeszkolić i nauczyć?
        Dwa lata teść obudził się ze stuletniego snu i stwierdził, ze Paweł ma
        potencjał i, że on chciałby mu poświecić trochę czasu, bo wg. niego gdyby się
        odpowiednio Pawłem zająć to można by dużo uzyskać, bo on dużo czytał itp.
        Przeczytał Michałowicza dla studentów medycyny, ostatnią rzecz jaką poleciłabym
        do przeczytania rodzicom, dziadkom itp. Zgodziłam się. Podczas pierwszej
        wizyty "rehabilitacyjnej" palnął nam przy kawce kazanko, z kórego wynikało, ze
        on nam dopiero pokaże, jak trzeba rehabilitować dziecko itp. Mój mąz postawił
        mu sie chyba po raz pierwszy w życiu, tyle, ze nie chodziło o Pawła, a o
        godzenie w jego kompetencje. po wymianie zdań dziadek z całą swoją butą zamknał
        się z Pawłem w pokoju. Po godzinie kiedy wyszedł buta uleciała jak powietrze z
        przekłutego balonika, a do mnie powiedział "wiesz Joasiu, jaka to cięzka praca"
        Chodził przez pięc dni, po pięciu dniach zadzwonił, ze się pochorował i nigdy
        wiecej nie ponowił swoich "zabiegów" Niestety, o ile po starym becwale(wiem, ze
        nieładnie, ale sobie ulżę)to spłyneło jak woda po gęsi o tyle Paweł sie do
        niego przywiązął. Teraz kiedy dziadek przychodzi idzie do niego, czepia sie
        jego spodni,zeby go wziął na rece i ten owszem bierze go po to, zeby odłożyć go
        na podłoge z powrotem. Sama byłam świadkiem jak dziadek szedł do pokoju Mateusz
        i przekraczał leżacego mu na drodze Pawła a ten łapał go za nogawki
        spodni.Niestety, argument o niezrozumieniu istoty MPDZ w przypadku mojego
        tescia odpada. Zreszta dla mnie problemem w tym wzgledzie jest mój mąż - beton.
        • demarta Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:32
          wobec tego pomogłoby jedynie przestawienie mózgownic dziadka i taty. dziadek
          ewidentnie postawił na to, że on wam wszystkim pokaże, że małego da się z tego
          wyciągnąć. problem leży więc w niemożności zaakceptowania ułomności dziecka.
          dziadek bez terapii, której by chciał i na którą by się sam zgodził chyba sie
          nie zmieni. a jego syn, czyli twój mąż podchwycił światopogląd dziadka jak
          gąbka i też sam z siebie z dnia na dzień się go raczej nie wyzbedzie.

          z moich osobistych i prywatnych obserwacji wynika, że wśród naszych rodziców i
          ich rówieśnikó często spotyka sie taki mur. może to wynika z tego, że w czasach
          ich dzieciństwa należało nienawidzić niemców, potem ruskich, cały czas żydów? i
          trzeba było mieć krzepę i zdrowie, zeby sobie na tym świecie poradzić? może
          dlatego osoba niepełnosprawna, to ktoś kto sobie nie poradzi i nie warto w
          niego inwestować? kobiety mają bardziej miękkie serca i jeszcze jakoś z tym
          żyją, ale faceci jak sobie coś do głowy wbija, to cieżko im z tego zrezygnować.
          ja mam najbardziej wyrazisty przykąłd w osobie długoletniego gacha mojej mamy.
          on jawnie przyznaje się, ze nienawidzi kalek, kobiet w ciąży i niemowlaków. to
          są ludzie pod ochroną, należy im się szczególne traktowanie i tym chyba tak
          bardzo kłują go w oczy i serce, którego nie ma. tyle, ze ja owego gacha mijam
          szerokim łukiem i mam go w dupsku. nie daję mu już możliwości konfrontowania
          jego swiatopoglądu z moim, bo szkoda mi na niego czasu. ale z waszym dziadkiem
          nie jest tak łatwo........
    • trudy77 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:07
      Niedawno sama poruszyłam temat nierównego traktowania wnuków....
      Może przy następnej kasie dla starszego synka poproś małego (koniecznie przy
      dziadku): "Może kupisz za te pieniądze coś sobie i swojemu bratu." Ciekawe co
      na to szanowny dziadek.
      • gorgona_1 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:25
        Nie jestem przekonana, że to dobry pomysł.
        Bracia w tym wieku powinni się dzielić cukierkami czy czymś takim.
        Tu wyglada, że chodzi o spore sumy a nie można stawiać 9-latka w roli osoby
        decydującej o wydatkach w rodzinie. W skrajnym przypadku - mamusia nie ma
        pieniędzy na zajęcia rehabilitacyjne Pawła i Mateusz decyduje, czy zechce to
        sfinansować "ze swoich", czy nie.
        W ogóle takie małe dziecko nie powinno dysponować zbyt dużymi sumami
        pieniędzmi, bo to rodzice mają decydować co się kupuje. Przecież rodzice mogą
        nie chcieć czegoś kupić dziecku nie tylko ze względów finansowych. A poza tym
        jedno dziecko w rodzinie nie może być w wyraźnie lepszej sytuacji finansowej
        niż reszta.
        • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:36
          To naprawdę nie chodzi o pieniądze, a przynajmnie nie tylko, bo nie jest tak,
          ze moje dziecko robi w domu co chce i kupuje sobie za dziadkową kase co chce.
          Mam dobry kontakt z moim starszym synem. Dużo ze sobą rozmawiamy i czasami są
          to bardzo trudne dla mnie rozmowy, ale zwłaszcza wtedy staram sie tak
          wytłumaczyc mu problem, zebyz rozumiał i zawsze mówię mu prawdę. Obecnie jest z
          dziadkiem na wakacjach i kiedy dzwoni do domu to ze mną chce rozmawiać nie z
          ojcem. Tylko co z tego, mój mąż też mówi, że ze wszystkim szedł do matki, bo
          ojca sie bał, w przeciwieństwie do jego przyrodniego rodzeństwa. Świętą krową w
          tej rodzinie jest mój teść.
          • gorgona_1 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:57
            Najważniejsze, że masz dobry kontakt z synem i wiesz, czego go chcesz nauczyć.
            Dzieci niestety nie wychowuje się w idealnym wspomagającym otoczeniu. Tobie
            się akurat trafił teść.
            Mateusz po prostu uczy się, że nie wszystko jest proste, że nie wszyscy zawsze
            mają rację, że zdarzaja sie konflikty. Dowiaduje się też, że nie wszyscy będą
            akceptować jego brata i że jego matka zawsze stanie ich stronie, jego i Pawła.
            Że obaj zawsze mogą na Ciebie liczyć.
            I że o wszystkim można rozmawiać, i że jeżeli sąsiadka/ciocia/kolega powie coś
            złego o Pawle, można z tym iść do mamy.
            Wy -rodzice- go wychowujecie, Wy macie być dla niego punktem odniesienia i
            autorytetem. Może okazać się, że dziadek jest tylko dawcą rowerów. A może Twój
            teść naprawdę pokocha Twego syna i dzięki niemu zmieni swój stosunek do Was
            wszystkich?
    • melka_x Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:15
      Nie czepiasz się, masz rację.

      Czy próbowałaś z teściem rozmawiać (bo w poście jest tylko o rozmowie z
      teściową)?

      Jeśli próbowałaś i guzik, albo wiesz, że będzie guzik a stosunki w Twojej
      rodzinie i tak są napięte, więc nic nie ryzykujesz to może powiesz wprost, że
      nie życzysz sobie prezentów tylko dla jednego dziecka?
    • chipsi Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:37
      Nic mnie tak nie rusza jak robienie róznic między dziecmi/wnukami. Zdarza się
      czesto także miedzy dziećmi zdrowymi. Z tego co zrozumiałam to Twój mąż był
      własnie tak faworyzowany więc będzie mu trudno zrozumieć problem. Mam podobny
      problem, tzn moją upośledzona siostrę rodzice i rodzenstwo ojca traktuje jak
      powietrze. Jako siostra mam do nich żal i staram się jej to zrekompensować. Mam
      nadzieje ze twój starszy syn bedzie miał podobnie zdrowe podejście do brata.
    • gama2003 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:41
      Moim zdaniem nie czepiasz sie wcale. Jestes matka i myslisz sercem i tak ma
      byc.Masz instynktowny plan jak wychowywac synow w ich szczegolnej sytuacji, a
      najblizsze dorosle osoby zamiast wspolpracowac, moze cos proponowac- dla dobra
      obu chlopcow, psuja Ci nawet to co probujesz w tej rodzinie stworzyc.Rece mi
      opadaja jak czytam o postawie tescia czy Twojego meza...Walcz o ten fundusz dla
      mlodszego syna. Masz niesamowicie trudna prace do wykonania- wychowac obu synow
      tak, by przy zachowaniu wiezi nie byli dla siebie klopotem, obciazeniem.. nie
      wiem jak to nazwac..by wzajemne ich relacje byly po prostu nawykiem a nie
      obowiazkiem...Bardzo serdecznie Ciebie i chlopakow pozdrawiam smile, czytalam
      tylko ten jeden Twoj watek, ale bije z niego wielka sila i szkoda, ze nie
      dodaje sie do tego sila wsparcia najblizszych.Masz w rodzinie wsrod doroslych
      kogos kto rzeczywiscie wspiera Twoje starania? Albo wsrod bliskich znajomych?
      Pytam, bo ciekawi mnie, czy poza wzorcem jaki daja Mateuszowi dziadek i tata-
      widzi on inne postawy doroslych traktujacych chlopcow jednakowo?
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 10:48
        gama2003 napisała:
        Masz w rodzinie wsrod doroslych
        > kogos kto rzeczywiscie wspiera Twoje starania? Albo wsrod bliskich znajomych?
        > Pytam, bo ciekawi mnie, czy poza wzorcem jaki daja Mateuszowi dziadek i tata-
        > widzi on inne postawy doroslych traktujacych chlopcow jednakowo?
        Tak, cała rodzina z mojej strony, niestety, mieszkamy daleko od siebie, więc
        kontakt nie jest częsty.
    • monia145 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 12:08
      Joanno- nie czepiasz się.
      Troska o przyszłośc dziecka jest obecna w zyciu każdego rodzica, Ty masz tej
      troski duuużo więcej, ze zrozumiałych powodów.
      Co do teścia- z tego, co piszesz wnioskuję, że młodszy wnuczek nie spełnia
      oczekiwań dziadka i świadomie, czy nie, poprzez te prezenty daje on Wam to do
      zrozumienia. Wątpie, aby dało sie to zmienić....może byc również i tak, że
      dziadek nawet nie przypuszcza, że mały może mieć jakieś potrzeby poza czysto
      pielegnacyjnymi..w naszym społeczeństwie stosunek niektórych ludzi do
      niepełnosprawności nadal trąci średniowieczem..
      Myśle natomiast, że zachowanie dziadka nie powinno zbyt mocno wpłynąć na
      stosunki między braćmi, ważne aby straszy od Was dostawał jasny komunikat, że
      chciaż są inne, ale obydwaj mają określone potrzeby, i żadnego nie stoją na
      pierwszym miejscu, są równie ważne.
      A z mężem drąż ten temat zabezpieczenia przyszłości syna.
      W ostateczności sama zainetersowałabym się tematem lokaty a jego postawiłabym
      przed faktem dokonanym. To się samo nie ukształtuje, jak może mysli Twój mąż?wink

      Pozdrawiam i siły życzęsmile
    • adudi Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 14:53
      nie czepiasz sie. MASZ RACJE!!!
      tylko z tego co czytam, to zupelnie nie rozumiem postawy Twojego meza... czy on
      w ogole nie mysli co bedzie z tym chorym synem jak go i Ciebie zabraknie?????
      nie ma zadnych uczuc?
      nie kapuje tego.....
      mam siostre z zespolem Downa i choc jak zalozylam wlasna rodzine, to juz nie
      utrzymuje z nia takiego kontaktu i jak urosla, zrobila sie bardziej
      zlosliwa.... to jednak ciagle mysle co z nia bedzie jak zabraknie moich
      rodzicow. mam jeszcze druga siostre... ale mysle. odkladam te mysli ale czesto
      mnie nachodza.
      wiesz... czytam Twoje wypoweidzi i widac po nich, ze jestes inteligentna
      osobka, ktora ma poukladane w glowie.... jak mozesz miec takiego
      poweidzmy "nieinteligentego" smile meza????????
    • krollo Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 19:56
      Po przeczytaniu wątku dochodzę do takich wniosków:

      małe szanse, żeby zmienić czy to dziadka, czy nawet twojego m. Powiem
      przekornie: mądrość zyciowa twojej teściowej jest w tym przypadku górą: „on
      tego nie zrozumie”. Moja koleżanka (wychowans w domu, gdzie oprócz ojca miała
      tylko braci), gdy się kiedyś bardzo emocjonowałam, że facet nie przyjmuje do
      wiadomości oczywistych dla mnie spraw podsumowała ze stoickim spokojem: „Nie
      zrozumie, bo to TYLKO facet.” Równie dobrze można by było wkurzać się, że
      daltonista nie rozróżnia barw.

      W kwestii roweru i innych prezentów przyjęłabym postawę taką: „mieczy ci u nas
      dostatek, ale i te przyjmiemy”. Starszy synek cieszy się z roweru – ok, dziadek
      i tata chcieli mu sprawić radość tym rowerem – ok. No i pozostaje kwestia, żeby
      ten rower (czy każdy inny prezent) nie stał się kością niezgody między wami i
      granicą podziału na szczęśliwych: dziadek, tata, Mateusz i odrzuconych: ty i
      Paweł. Jeśli dziadek, tata i M będą sobie chodzić na ten rower i będą cię nim
      cieszyć sami to kicha, bo wtedy M uczy się, że jest obóz szczęściarzy i
      odrzuconych, tych co to nie mają z niego żadnego pożytku i jeszcze się przez to
      złoszczą. To go tylko oddala od Pawła.

      Dlatego zastanawia mnie, czy ty i Paweł nie możecie mieć z tego roweru radości?
      Czy istnieje możliwość, żebyście wszyscy razem chodzili na ten rower? Czy
      możesz poprosić, żeby dziadek i tata zajęli się P, a ty pójdziesz na rower z M?
      Czy silny dziadek i tata mogą posadzić Pawła chocby na chwilę na rower i
      powozić na nim? Innymi słowy: czy Paweł też może mieć radochę z tego roweru na
      miarę swoich możliwości i czy można by było sprawić, żeby M poczuł radosć z
      tego powodu, że P też bawi się jego rowerem?? Pamiętam, że mój syn, gdy dostał
      rower bardzo długo wcale nie miał ochoty na nim jeździć, co bardzo denerwowało
      dziadka. Świetnie bawił sie za to dzwonkiem i uwielbiał kręcić sobie kółkami to
      dużymi, to bocznymi, gdy dziadek coś majstrował przy rowerze a najwspanialszym,
      co mial z tego roweru było chowanie swoich małych skarbów w pudełku umocowanym
      na bagażniku i w koszyku przy kierownicy. Byłoby ok, gdyby M zobaczył, że
      zabawka jest o tyle fajna, o ile każdy może mieć dzięki niej trochę
      przyjemności, Paweł też na swój sposób.

      Zastanawiam się, czego teraz uczy się M na przykładzie tego roweru? Że mama się
      denerwuje o ten prezent? Że z powodu prezentu jedni są szczęśliwi a drudzy się
      boczą. (Jeśli chodzi o twoje uczucia względem dziadka, bardzo dobrze potrafię
      sobie wyobrazić, jakie to wszystko jest przykre dla Ciebie i jestem pewna, że
      tak samo silnie reagowałabym na twoim miejscu, ale najważniejsze w tym
      wszystkim jest, jak to widzi M.).

      Dziadka nie skłonisz do budowania pozytywnych relacji z niepełnosprawnym
      wnukiem, ale rzecz to tylko rzecz – sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła,
      zależy jak sie ją wykorzysta. Wykorzystaj ten rower, żeby ci spajał rodzinę, a
      jeżeli ma być kością niezgody, to na śmietnik z nim i wtedy rzeczywiście jak to
      ujął twój syn: musiałabyś ten rower czymś „przebić”, ale chyba nie tędy droga.

      Zrozumiałam, że i tak nosiliście się z zamiarem sprawienia M roweru. Skoro
      dziadek wyłożył kasę na rower, to te pieniądze zostają ci w kieszeni i możesz
      wydać na potrzeby P.
      Jeśli mieliście wydać jakąś sumę na rower a nie wydaliście, bo zrobił to
      dziadek, to może zaoszczędzone pieniądze wpłacić na fundusz M. I jeszcze
      podziękować dziadkowi, że dzieki temu, że kupił rower starszy wnuk ma radochę z
      zabawki a mlodszy dzieki temu zyskał trochę kasy na zabezpieczenie swoich
      potrzeb w przyszłości?
      • joanna35 Re: Czy ja się czepiam? 03.08.07, 20:18
        Krollo przede wszystkim dziękuję Ci za czas poświecony na odpowiedźsmile
        > Po przeczytaniu wątku dochodzę do takich wniosków:
        >
        > małe szanse, żeby zmienić czy to dziadka, czy nawet twojego m. Powiem
        > przekornie: mądrość zyciowa twojej teściowej jest w tym przypadku górą: „
        > on
        > tego nie zrozumie”. Moja koleżanka (wychowans w domu, gdzie oprócz ojca m
        > iała
        > tylko braci), gdy się kiedyś bardzo emocjonowałam, że facet nie przyjmuje do
        > wiadomości oczywistych dla mnie spraw podsumowała ze stoickim spokojem: „
        > Nie
        > zrozumie, bo to TYLKO facet.” Równie dobrze można by było wkurzać się, że
        >
        > daltonista nie rozróżnia barw.

        Z całym szacunkiem, ale ja nie mam w zwyczaju traktować mężczyzn jak
        półgłówków i usprawiedliwiać każdego świństwa nic nie mówiącym
        stwierdzeniem "to tylko facet". Przykro mi, ale ta koncepcja do mnie nie
        przemawiasmile
        > Czy istnieje możliwość, żebyście wszyscy razem chodzili na ten rower? Czy
        > możesz poprosić, żeby dziadek i tata zajęli się P, a ty pójdziesz na rower z
        M?
        >
        Ależ oczywiscie, zwłaszcza, że Mateusz albo sam jeździ po podórku, albo to ja
        wychodzę z nim do parku - co on bardzo lubi, bo jak się zmęczy jazdą siadamy
        sobie na ławeczce i rozmawiamysmile
        > Zastanawiam się, czego teraz uczy się M na przykładzie tego roweru? Że mama
        się
        >
        > denerwuje o ten prezent? Że z powodu prezentu jedni są szczęśliwi a drudzy
        się
        > boczą.
        Tak się szczęśliwie, albo nieszczęśliwie dla mojego dziecka składa, że nie
        potrafię kłamać i udawać czegoś czego nie ma, co nie znaczy, że w sposób
        demonstracyjny okazuję swoje niezadowolenie. A ze swoim synem rozmawiam i
        rozmawiałam także na temat tej sytuacji, bo nie unikam trudnych tematów, nawet
        jeżeli są one dla mnie niewygodne.

        > Zrozumiałam, że i tak nosiliście się z zamiarem sprawienia M roweru. Skoro
        > dziadek wyłożył kasę na rower, to te pieniądze zostają ci w kieszeni i możesz
        > wydać na potrzeby P.
        Rower miał kupić chrzestny na komunię.

        > Jeśli mieliście wydać jakąś sumę na rower a nie wydaliście, bo zrobił to
        > dziadek, to może zaoszczędzone pieniądze wpłacić na fundusz M. I jeszcze
        > podziękować dziadkowi, że dzieki temu, że kupił rower starszy wnuk ma radochę
        z
        >
        > zabawki a mlodszy dzieki temu zyskał trochę kasy na zabezpieczenie swoich
        > potrzeb w przyszłości?
        Kochana gdyby tak było to ja nie rozpoczynałabym tego wątku.
Pełna wersja