Juz z sił opadam po prostu nie rozumię dlaczego on taki jest..chodzi o
podejście jego do mnie i synka...ale zacznę od poczatku..mąz pracuje całymi
dniami rozumiem ze jest zmęczony ale ma gdzieś nasze dziecko..nie tęskni za
nim w ogóle..przychodzi do domu zje i wlacza sobie laptopa albo idzie pograc
w piłke albo ogląda tv..nie pobawi sie z synkiem nawet 10 minut..mi nie
chodzi oto zeby siedział znim po kilka godzin ale chodziaż troszeczke
poświęcić mu uwagi!! synek tak za nim jest a on go zbywa...uważam ze jak by
tęsknił za synkiem to chociaż by go uspił albo wykąpał a tu nic..ja robie
wszystko sama...on ma gdzieś...obiecuje ze w weekend zajmie się synkiem
poświęci mu troszke uwagi i co..nic!! wczoraj tylko na małego krzyczał,na
mnie też..i poszedł sobie do brata..na calą noc!!! a najsmieszniejsze jest to
ze ja ostatnio miałam awanture bo chciałam isc na solarium wyszła bym na 30
minut to on ( 32 letni facet) zadzwonił do mojej mamy na skarge ze mu
dzeicko zzostawiam i wyhcodze!!! i jak tu żyć?? on nie pytal sie mnie co
uważam o tym zeby wyszedł na całą noc!!! tylko wyszedł...synek płakał bo
chciał znim pobyć

nie ma go dot ej pory...a ja mam awantury jak che wyjśc
na soalrium!!! mam dosyć..jak jest tak jak on chce to jet ok ale jak tylko
powiem swoje zdanie( któe ma i tak gdzieś) to jest awantura...ciągle na mnie
krzyczy, docina,jest niemiły..

z teściową nie mam oc zym gadać bo ona
uważa ze skoro on pracuje to ja powinnam siedziec cicho...z reśztą sama sie
pozbywala męża jak był mały..zawoziła go do dziadków i miala gdzieś... ciągle
z synkiem siedzimy sami...szkoda mi dziecka...