jakoś nigdy nie mogłyśmy się dogadać, a od kiedy są dzieci to jest jeszcze
gorzej. teraz mój synek ma zapalenie płuc, drugi raz, pierwszy w zeszłym roku
i był w szpitalu. teraz jesteśmy w domu, mamy zastrzyki, antybiotyk, a ja mam
wyrzuty sumienia,że coś przegapiłam. chociaz nwet lekarka była zaskoczona, bo
nie miał żadnych objawów, poszłam bo wydawało mi się, ze ciężko oddycha i
jestem przeczulona. moja mama zawsze tragizuje. dzwoni do mnie i ciągle
wymyśla jak to zaradzić, co zrobić, ciagle coś! dziś ardzo grzecznie
powiedziałam, ze czuje się kontrolowana i jestem zestresowana, bo sama bardzo
się martwie, a ona rzuciła słuchawką. ja wiem, ze ona się martwi !!! ale ja
nie wiem, czy jest lepiej?? on ma się świetnie od początku, zero gorączki,
lekki kaszel, biega i się nudzi. mama ma tysiąc pomysłów na cudowne
ozdrowienie i mi nie wierzy, kiedy mówię, ze tak nie można, bo pytałam. ufff.
jakoś mi lepiej, choć mam wyrzuty sumienie. teraz ze mną nie rozmawia i nie
czuje się najlepiej. może jestem za mało wyrozumiała??
może któraś z was mnie pocieszy . okropnie się czuje