26.10.07, 18:02
Dziewczyny napiszcie jaki miałyście poród. Wiem że to trochę intymne ale
chciałabym wiedzieć po prostu czego można się spodziewać. Nie oczekuję że ktoś
napisze że nic nie boli i ogólnie super. Ale po prostu ciekawa jestem jakie są
późniejsze wrażenia. Może jakieś rady......
Obserwuj wątek
    • issy25 Re: poród 26.10.07, 20:30
      Ja mialam cesarkę, więc nie wiem czy do czegoś Ci się to przyda. Moja cesarka
      miala być ze skurczami a nie "na zimno" bo wtedy podobno macica lepiej się
      obkurcza. Następny razem nie będe taka glupia.

      Do szpitala trafilam ok godziny 3 rano. O 2 odeszly mi wody więc napiliśmy się z
      mężem kawki, ja wzięlam prysznic i pojechaliśmy. Na izbie przyjęć zrobiono mi
      ktg, wypelniliśmy mnóstwo papierów, zbadal mnie lekarz. Potem polożna
      zaprowadzila mnie na sale porodową.Skurcze zaczęly mi się po 3. Na początku
      bardzo delikatne jak przy okresie. Ja mialam skurcze czesto. Od samego początku
      co 3-4 minuty. Pomalutku coraz bardziej się nasilaly, rozwarcie minimalne. Okolo
      godziny 5 bylo już zdecydowanie gorzej. Skurcze coraz mocniejsze i dluższe co 2
      minuty. Mialam wrażenie że wogóle nie ma przerw miedzy nimi. Rozwarcie nadal
      bylo male, na 4cm, więc gdybym miala naturalnie rodzić to pewnie by to jeszcze
      potrwalo. Na szczęście ok 7 wreszcie dojechal mój lekarz i męki się skończyly.
      No prawie bo jeszcze 2 godziny sobie czekalam, wtedy bolalo już bardzo. Na ktg
      skurcze byly już ok 80%, więc mialo prawo bolećsmile Cięcie mialam o 9 w
      znieczuleniu ogólnym. Wcześniej zalożyli mi cewnik i pomaszerowalam na sale
      operacyjną. Na tym filmi mi się urywa. Obudzilam się na sali pooperacyjnej i to
      byl najmniej przyjemny moment porodu. Po wybudzeniu z narkozy mija kolka minut
      zanim śrokki przeciwbólowe zaczynają dzialać. I to niestety bardzo boli. Ale
      potem bylo już coraz lepiej. Następnego dnia rano wstalam, poszlam pod prysznic.
      Trochę bolalo, ale da się przeżyć. Bardzej denerwowal mnie ten cholerny cewnik i
      dren. Z każdny dniem jest lepiej. Trzeba zamować się Maleństwem wiec nie ma
      czasu na rozczulanie się nad sobą.
      Nie mam jakiś strasznych wspomnień z porodu. Szybko zapomina sie o bólu i innych
      nieprzyjemnościach. Maluch wynagradza wszystkosmile
    • kawkaga relacja z mojego drugiego porodu:) 26.10.07, 20:39
      termin miałam wyznaczony na 8 kwietnia (Wielka Niedziela), jeszcze
      dzien wczesniej mowilam mezowi ze ja to sie nawet nie czuje na 9
      miesiac a co dopiero na porodwink
      w nocy z soboty na nadziele poczułam gdzies kolo godziny 2 pierwszy
      silniejszy skurcz, ale nic sobie z niego nie zrobilam, poczekalam 10
      minut i zasnęłam, obudziłam sie kol 4 rano i znowu cos poczulam,
      troche sie juz wystraszyłam, zeszlam na dół poinformowac męża, który
      chory leżał w saloniesmile Pozniej poszlam pod prysznic i ponownie spac
      czekajac co bedzie sie działo. ale juz koło godziny 5 rozpoczeły sie
      skurcze regularnie co 15 pozniej co 10 minut. Odczekalam do 5 35 i
      maz zadzwonil po sasiadow, ktorzy zapalili juz swiatelko w lazience
      bo zbierali sie na rezurekcjesmile Na gorze spal moj starszy synek wiec
      maz nie mogl mnie odwiezc do szpitala. Po drodze do szpitala mialam
      skurcze co 5 minut, zostałam przyjęta na izbie około 6, zaczeły sie
      skurcze co 3 minuty - rozwarcie 5 cm.
      Lekarka wziela mnie na USG, ale ciezko było zrobic cokolwiek -
      skurcze co minutesmile wiec w te pedy zwiezli mnie na sale porodowa,
      tam pare skurczy jeszcze, no i zaraz zaczely sie skurcze parte,
      rozwarcia jeszcze nie bylo całkowitego wiec ku mojemu zdziwieniu
      zakazały mi polozne parcia.
      nagle cos stało sie z KTG, lekarka kazala mi przeć, po chwili cała
      akcja stanęła, wszyscy mieli strach w oczach, ale na szczescie po
      chwili dostałam kolejnego skurczu, pozniej jeszcze chyba jeden i
      przy nastepnym urodziłam slicznego chlopczyka - była godzina 7 23,
      wiec porod trwal kolo 1,5 godziny!!!
      Pozniej tylko szycie i czyszczenie i inne mało przyjemne zabiegi,
      Jeszcze na sali porodowej dostałam kajtka do karmieniasmile
      Porod był dokładnie w terminie, dzieki Bogu, bo dwa dni pozniej
      bylam umowiona z lekarzem na badanie KTG i USG ktore mialy
      zdecydowac o tym czy bedziemy wywolywac porod! Czego balam sie od
      samego poczatku, gdyz lekarz straszyl mnie wielkim dzieckiem i
      cesarka! ale ja byłam oporna i przeciagalam, przeciagalam ten termin
      w nadzieji ze samo wszystko wczesniej sie rozwiazesmile Nie ma to jak
      wlasna intuicja!smile
    • a.g.g.a Re: poród 26.10.07, 21:52
      Mój poród był szybki(uwinęłam się w 3.5 godziny)i pięknysmile.Ból
      czułam na początku,gdy miałam rozwarcie na 1 cm,potem praktycznie
      nie czułam nic,choć skurcze miałam bardzo silne.Pomogło mi siedzenie
      pod prysznicem i polewanie brzucha strumieniem wody.Zaskoczyły mnie
      dopiero skurcze parte.To nieprawdopodobna siła i uczucie
      rozrywania,ale spokojnie,da się przeżyćsmileZamiast cierpieć,raczej
      byłam pod wrażeniem,co potrafi organizm kobiety.Odnośnie rad,bardzo
      ważne jest POZYTYWNE NASTAWIENIE,świadomość,że tu działa
      natura.Pamiętaj,że NIE WOLNO panikować,słuchaj poleceń położnej i
      rób co Ci mówi.Gdy rozwiera się szyjka macicy baaardzo pomaga
      prysznic i oddychanie przeponą(głęboki wdech nosem,brzuch się
      unosi,wydech ustami).Jeśli masz taką możliwość zadbaj o miłą
      atmosferę i poczucie intymności w trakcie porodu.Dobrze wybierz
      szpital.Nie przyniesie Ci komfortu porodówka pełna rodzących
      kobiet,bieganina i hałas.Oczywiście zdaję sobie sprawę,że na to my
      nie mamy większego wpływu,ale jeśli masz możliwość,spróbuj stworzyć
      w miarę komfortowe warunki,np.znajoma ,zaufana położna
      • a.g.g.a Re: poród 26.10.07, 21:55
        Dodam tylko,że te 3.5 godziny to czas od rozwarcia na 1 cm do
        pojawienia się mojego synka na świeciesmileŻyczę równie szybkiego i
        lekkiego porodusmile
    • katx1 Re: poród 28.10.07, 21:05
      Oto garść moich wspomnień z porodu.
      Wody odeszły mi o 4 w nocy, po ciężkim dniu, w którym kiepsko
      się czułam szczególnie wieczorem, ale to nie były skurcze raczej
      tępy ból żołądka, który już mi się wcześniej zdarzał, teraz myślę że
      to mały kopał, i tak kopał i rozpychał się, że wreszcie ten worek
      owodniowy pękł.
      Na porodówkę trafiłam o 8 godzinie z 2 cm rozwarcia, skurcze były
      nietypowe bo krótkie ale bardzo częste, przy tym rozwarciu dosłownie
      co 3 minuty, potem wszystko szło bardzo szybko i bolało jak jasna
      cholera, skurcze miałam dwa lub trzy pod rząd i dopiero przerwa,
      chyba się dałam jak opętana ale było mi wszystko jedno, od 7 cm moją
      bratową która była ze mną błagałam o cesarkę.
      Na porodówce spotkałam dwa anioły, pod postaciami położnych były ze
      mną cały czas i pomagały jak mogły, zupełnie przypadkowe osoby,
      żadne tam opłacone położne.
      O 13 miałam już pełne rozwarcie i zaczęła się druga faza a z
      nią „schody”, mały nie był jeszcze w kanale rodnym i mimo parcia nie
      mógł tam zejść, kiedy parłam na skurczu główka się pojawiała a kiedy
      skurcz mijał cofała się, po pół godzinie lekarze zdecydowali o cc,
      ze względu na potrzebę szybkiego zakończenia miałam znieczulenie
      ogólne niestety.
      Mały przyszedł na świat o 14: 27 niestety był podduszony wodami,
      których nie mogli mu odsączyć i trafił na kilka godzin do inkubatora.
      Przywieźli mi go dopiero o 21 wieczorem, może nie jestem zbyt
      obiektywna ale czegoś tak pięknego to się nie spodziewałam. Tak się
      złożyło, że w szpitalu nie było ani mojego lekarza, ani mojej
      położnej, ani osoby z którą byłam umówiona na poród rodzinny, ale
      szczerze powiedziawszy miałam to w nosie, opiekę miałam dobrą i obcy
      lekarze i położne też robili co do nich należy,

      To co najgorsze zaczęło się wkrótce, mój synek był taki grzeczny i
      kochany zasługiwał na wszystko co najlepsze a ja nie miałam pokarmu,
      do tego miał żółtaczkę i po kilka godzin dziennie leżał w
      inkubatorze, rączki miał cale pokłute od pobierania krwi, och ile ja
      tam łez wylałam, szczególnie jak mi się pewnej nocy przyśniło że to
      nie moje dziecko bo nie mogę go wykarmić.

      Pokarm przyszedł dopiero w 5 dobie po sporej dawce herbatek Hipp na
      laktację.

      Do domu wyszliśmy dopiero w 6 dobie, ja jeszcze obolała po cięciu
      ale mega szczęśliwa.
    • kami_sia Re: poród 28.10.07, 22:03
      Oj długo się zbierałam żeby napisać ale pisze..smile
      Więc tak-byłam przyjęta do szpitala bez skurczy bo przyjechałam
      w poniedziałek 10.09 na ktg tylko tak sobie (termin miałam na 22.09)
      Ale się czułam tak sobie więc przyjechałam..
      Na izbie Pani doktor zbadała mnie przy okazji i powiedziała,że rozwarcie na 3 palce i na sale przedporodową-ja w szoku!!
      Wiem,że 3 dni wcześniej miałam rozwarcie na 2 palce (tydzień chodziłam bez krążka już),no a ja nawet nic nie miałam
      przy sobie,dopiero czekałam żeby mąż mi przywiózł rzeczy-w między czasie jeszcze zeszłam do automatu po kawcie smile)
      No i zostałam przyjęta-acha dodam,że "dogłębnym" badaniu
      chyba troche czopa odeszło i niedługo po tym dostałam skurczy,skurcze były byle jakie ale co 3 min.potem ustały.
      Tak "beztrosko" minął mi poniedziałek,wtorek i w środe rano
      na obchodzie (10 dni to terminu) z-ca ordynatora stwierdził,że
      podłączą mi oxy bo widać,że ja taka niecierpliwa jestem i jak
      podłączą to napewno dziś urodze-ja byłam cała happy smile)
      Jeszcze badanie (bolało jak nie wiem ) ale to był masaż szyjki
      po którym zaczełam krwawić troche ,potem lewatywa (wcale nie było źle-naprawde ) położna najpierw zbadała (wtedy sobie przypomniałam jak położne badają-tzn.którędy...)ale też nie było żle...smile
      No i po godz.13 już miałam kroplówke,troche chodziłam na początku,bo jest zalecane łażenie o po jakimś czasie jest męczące..(bo korytarz nie za długi,a chodzisz w te i we wte..) ,co jakiś czas słucha nie tętna dzidzi na stojąco tylko kilka sekund,co jakiś czas badanie
      przez położną i tak do konkretnych bóli czas leciał,ja uśmiechnięta chodziłam,choć skurcze od samego początku miałam co 3 min.
      W pewnym momencie po lekkim skurczu -stanełam-oj co to było-skurcz??
      -zabolało konkretnie-inaczej niż do tej pory-położna,która mnie
      obserwowała co jakiś czas na korytarzu stwierdziła,że to chyba właśnie zaczynają się konkretne skurcze-no i miała racje.
      Więc chodziłam dalej i to jest bardzo ważne-słuchaj co mówią
      położne-kucaj na korytazu przy skurczach na rozstawionych nogach bardzo pomaga na rozwarcie!!
      Przeg godz.19 zadzwoniłam po swojego gina ale nie mógł przyjechać
      bo miał dyżur w innym szpitalu ale to nic zostałam
      "powierzona" dr.Najmanowi akurat przyszedł na zastępstwo na pare godzin.
      Między 19 a 19-50 powiem szczerze,miałam dość,bolało ale nadal kucałam przy skurczu więc w pewnym momencie wogule stwierdziłam po którymś ze skurczu ,że ja nie wstaje wogule bo mi dobrze na klęczkach na podłodze to mnie położna zebrała stamtąd twierdząc,że na korytarzu nie ma nic do odebrania porodu smile)
      Wzieła mnie na sale porodową i teraz miałam mieć przebity
      pęcherz płodowy bo nadal nie odeszły mi wody,a tu lekarz patrzy,a ja
      rozwarcie na 10 cm.(a mówiłam już im na korytarzu,że czuje parcie..)
      No i ,że rodzimy a ja na to -co?? wink
      Jak się położyłam i naszykowali mi pozycje do porodu mi skurcze mineły,lekarz stwierdził,że lepiej mi szło na stojąco i może ja chce tak rodzić,więc ja mu ,że ja nie wstaje-nie ma szans..smile)
      No i przyszedł skurcz-położna kazała się złapać za takie uchwyciki przy nogach są fotela,lekarz stał i mnie podniósł do parcia i PRZYYJJJ!!!!!
      Jeden skurcz-nic położna mówi,że mnie musi naciąć,ja się modle po cichu ,żeby to zrobiła na szczycie skurczu..
      Drugi skurcz,nacieła (poczułam ale nie nie bolało nacięcie-słowo)
      i pre,pre i urodziła się główka a ja wogule sądziłam,że już po, hihi
      no i trzeci skurcz i nagle....JEEESSSTTT!!!!
      Moja córeczka -pięknie zapłakała..Słysze,że była krótka pępowina, piękne czyste wody,no i dziecko mi się w czepku rodziło smile
      Położyli mi ją na piersi,obejrzałam ją troszke,ona mnie...
      Wzieli ją do oględzin słysze ile waży jaka długość,jakie obwody główki,klatki piersiowej..
      No i ja jeszcze zdążyłam w między czasie urodzić łożysko-co już nie boli absolutnie,potem lekarz wziął się za szycie mnie.
      Co do szycia to samo szycie nie boli absolutnie,tylko sam zastrzyk nie jest przyjemny ale to sekunda tylko..
      No i tak moja córcia urodziła się punkt godz.20.
      II faza porodu 5 min. smile
      Pierwsza faza porodu 7 godz.25 min.
      Potem jeszcze troche poleżałam na sali w między czasie czułam się już rewelacyjnie,przyszła do mnie tam koleżanka z którą leżałam na sali przedporodowej ,podała mi picie bo możesz pić przecież,pogadałam z nią,a energia mnie rozpierała -dosłownie
      ja mogłam góry przenosić!!
      Potem zawieźli mnie z bloku porodowego na położnictwo i to tyle,w sobote wyszłyśmy.
      Zniosłam ten poród dobrze-opieka na PCK rewelacja,lekarze i położne są przemili-pomagają-nie ma się czego bać,bo każdy jeden ból zostaje wynagrodzony w jedym dosłownie momencie-jak zobaczysz to swoje,małe,wyczekane,cudo .....
      I tak doświadczyłam tego cudu narodzin .smile
    • joanna666 Re: poród 01.11.07, 13:39
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=63895451&a=63917938
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=63895451&a=63918096
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=548&w=63895451&a=63918369
      Moje wypowiedzi z innego forum.
      Zeznania podtrzymuję. Będzie OK, nie martw się!
      Najbardziej krępujące z całego porodu dla mnie było to, że Częstochowa jest dużą
      wsią i na sali przedporodowej spotkałam dwie (więcej pacjentek nie było)
      dziewczyny, przemiłe zresztą:
      1. daleką krewną,
      2. koleżankę męża z pracy. To już była przesada, nigdzie nie mogę być anonimowa,
      prawie jak osoba publiczna, he, he... Oczywiście żartuję, taki lajf, w momencie
      porodu i tak mi było wszystko jedno, kto się znajduje za ścianą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka