Dodaj do ulubionych

Mój mąż nie akceptuje mojego synka

19.11.07, 02:14
Proszę o radę. Od roku jestem mężatką. Mam 7-letniego synka z
poprzedniego związku. Mój mąż nie akceptuje małego, nie próbuje
nawiązać z nim kontaktu, ciągle go prowokuje, aby potem móc go
karcić. Nie ma rozmów, wspólnego spędzania czasu, zabaw...Mąż nigdy
nie starał się sprawić małemu radości. No chyba, że chodziło o zakup
nowej gry komputerowej. Odnoszę wrażenie, że mąż rywalizuje z małym.
Próbowałam z nim(mężem) o tym rozmawiać, ale w odpowiedzi
usłyszałam, że mam obsesję na punkcie dziecka. Bardzo mnie boli, że
jedyne co słyszę, kiedy jesteśmy wszyscy razem w domu, to
zdenerwowanie dziecka. Mąż albo doprowadza go do płaczu albo do
złości, aby potem z satysfakcją kazać mu być cicho. Nie tak miało
być....Mały go zaakceptował, zaczął mówić do niego tato...I tyle
chyba mu wystarczyło...Czy jest ktoś, kto ma podobny problem?
Obserwuj wątek
    • ewa.zimny Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 04:07
      dopiero teraz to zauwazylas, czy tez moze bylo tak od poczatku, a ty
      bylas tak zauroczona, ze wybaczalas wszystko i liczylas, ze samo sie
      wszystko ulozy?
    • zebra12 Zachowuje się jak samiec lwa... 19.11.07, 06:20
      Ta zabijają nieswoje potomstwo, by spłodzić swoje. Twój to robi
      bardziej cywilizowanie. Najchetniej by się go pozbył i już!

      A ja bym się natychmiast pozbyła faceta! Jeśli tego nie zrobisz
      będziesz mieć ogromne problemy wychowawcze z synkiem w okresie
      dojrzewania!
      Dla dziecka NIE MA nic gorszego niż brak akceptacji u dorosłego i na
      dodatek tego, który ma mu ojcować! Horror!
      Zacznie więc szukać akceptacji gdzie indziej. Domyśl się gdzie i w
      jaki sposób.
      Chyba nie warto poświęcać swojego dziecka dla jakiegokolwiek samca!
      • gryzelda71 Re: Zachowuje się jak samiec lwa... 19.11.07, 07:44
        Jak ciebie zebra czytam to wizja świata z seksmisji całkiem realna...
        • afrodyta190 Re: Zachowuje się jak samiec lwa... 19.11.07, 07:51
          Ja dalabym czas facetowi zeby sie zastanowil nad soba i swoim zachowaniem,jesli
          pozniej widzialabym ze nie ma poprawy to olalabym faceta.
    • moofka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 08:06
      megi, czy chlopczyk zna swojego prawdziwego ojca? utrzymuje z nim
      kontakt?
      i jak uklada sie miedzy wami, jestes szczesliwa, kochana?
      zawsze w takich sytuacjach wydaje mi sie, ze gdyby naprawde kochalo
      sie partnera nie krzywdzilo by sie jego dzieci
      • zajacj Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 12:11
        Jestem tego samego zdania co moofka. Kiedyś jako dziecko byłam w takiej samej
        sytuacji, było to dla mnie traumatyczne przeżycie, ciągnęło sie wiele lat. Skoro
        Twój syn zaczął nawet mówić do Twojego męża Tato to ten gość powinien być dla
        niego jak najlepszy, do cholery nie jest maleńkim chłopcem walczącym o Twoje
        uczucia tylko dorosłym facetem i przecież wiedział, że masz syna i jaka to
        odpowiedzialność!. Bardzo proszę stój zawsze za dzieckiem!!!! nawet kosztem
        rozejścia się!!!
        Ja przegrałam w tej relacji, wybrała inaczej sad
      • megi_blue Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 00:23
        Moofka mały nie zna biologicznego ojca i nigdy go nie widział. Nie
        wiem gdzie jest. Między nami układa się coraz gorzej - własnie ze
        względu na to, że nie potrafie zaakceptować jego relacji z małym.
        Zamknięty krąg..
    • drie Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 08:43
      megi, odbierz maila gazetowego.
    • karimea Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 08:46
      Czy jest ktoś, kto ma podobny problem?

      ja przez to przeszlam.
      tyle, ze ja bylam wlasnie takim dzieckiem.
      radze Ci zrobic z tym jak najszybciej porzadek...
    • poccnr Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 08:52
      Droga Megi!
      Na szczęście nie mam takiej sytuacji jak Ty,ale widzę jak mój syn lgnie do ojca
      więc popieram Zeberkę-Dziecko będzie szukało akceptacji w inny sposób...
      Sytuacja która opisujesz znam z dzieciństwa...
      mój ojciec umarł gdy miałam 6 lat-w domu byliśmy w 7+ mama,która szybko znalazła
      sobie innego faceta-dla którego byliśmy...balastem.
      Robił wszystko aby nas wygryźć...tak dokładnie całą 7!
      Starsze rodzeństwo poszło na swoje a my zostaliśmy w 4 sióstr...to było
      straszne. Małe dziecko nie potrafi sie obronić...więc próbuje po swojemu...czuje
      się odrzucone...staje się zamknięte w sobie...lub jak ja-agresywne wobec siebie
      gdyż czuje się problemem...
      Megi...błagam Cię jako to dziecko,które to przeżyło....zrób coś z
      mężem..cokolwiek,ale błagam-niech syn czuje się ważniejszy...
      jeśli nie chcesz dla niego takiego losu jak ja mam dzisiaj....bo zobacz:
      mam szczęśliwe małżeństwo..i ukochanego syna a jednak....raz w tyg. chodzę na
      terapię i...prawdopodobnie czekają mnie psychotropy,więc czy tego chcesz dla syna?
      Megi...nawet jeśli będzie tego wymagała sytuacja..odejdź od męża!
      Powiedź mu-"słuchaj...jeśli kochasz mnie...pokochaj tez moje dziecko-wiedziałeś
      że jeśli wyjdę za ciebie to automatycznie mój syn będzie Twoim synem,więc jeśli
      nie chcesz aby Cię znienawidził,a ja Cię zostawiła...zmień tą sytuację-bo ja
      tego jako matka nie wytrzymam!"
      Droga Megi...jeśli chciałabyś porozmawiać-zapraszam:
      poccnr@o2.pl
      lub gg: 6359847.
    • gaskama Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 09:39
      Meggi, po jakiego grzyba wychodziłaś za niedorozwiniętego
      emocjonalnie fagasa??? Jeśli nie przesadzasz i sytuacja ma się tak,
      jak opisujesz, to zmień priorytety, jęśli nie chcesz utracić syna.
      • bsl Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 09:41
        nie wierze, ze wczesniej nie było widac braku akceptacji faceta do
        dziecka
        • lucerka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:06
          Bsl, ale co to zmieni jesli bylo wczesniej widac? Czy wtedy bedzie mozna
          kolezance na forum dolozyc, ze zachowala sie nieodpowiedzialnie???? Ze ma, to co
          chciala? Po co te glupie teksty? Juz druga osoba pyta, czy autorka watku nie
          wiedzala, ze jej maz taki jest. A jak wiedziala ale nie chiala widziec albo
          wierzyla, ze sie ulozy to co chcesz jej powiedziec?
          • bsl Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:21

            ja za nią walizek gosiciowi za drzwi nie wystawie
            sama jestem po rozwodzie w drugim związku, wiem ze nikt nie ma
            szklanej kuli, ale pewne rzeczy widac gołym okiem, sporo w życiu
            przeszłam i nie związalabym sie z kimś komu przeszkadzają moje
            dzieci
            autorka chce pomocy ? jakiej ? to ona musi dokonac wyboru
    • intuicja77 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 09:48
      Teraz się ocknełaś? Troche późno.
      • asinek68 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 09:59
        A nie widziałaś tego przed ślubem ??? Postaw sprawę na ostrzu noża:
        albo się rozstajecie albo zaczyna inaczej traktować Twoje dziecko.
        Zdaję sobie sprawę, że do miłości go nie zmusisz ale normalne,
        przyjazne relacje dorosły facet z dzieckiem może nawiązać. Jeśli
        teraz tego nie zrobisz i nie naprawisz teraz to pomyśl co będzie się
        działo jak urodzisz 2 dziecko !
        Twój syn cierpi, nie przyglądaj się temu biernie.
    • kali_pso Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 09:56
      Ech dziewczyno....trochę późno na szukanie porad...
      Jeśli facet w ten sposób zachowywał się przed Waszym ślubem to chyba
      całkowitym zaslepieniem i potrzebą posiadania spodni w domu można
      tłumaczyć Twój brak reakcji.
      Może jednak być i tak, że gość sprytnie wyczuł, w jaki sposób Cię
      ująć, udawał troskliwego, prezentami przekupywał dziecko i udało się.
      Swoim brakiem stanowczej reakcji na jego zachowanie, dajesz mu wolną
      drogę do dalszego dręczenia dzieciaka- on JUŻ wie, że nie
      zareagujesz, więc spodziewaj się narastania jego niechęci.
      • dlania Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 12:14
        Wyrazy współczucia dla Twojego synka...
    • mathiola Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 12:22
      Wysłałabym faceta do psychologa.
      Albo do wszystkich diabłów.
    • rita75 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 12:27
      > Proszę o radę. Od roku jestem mężatką. Mam 7-letniego synka z
      > poprzedniego związku. Mój mąż nie akceptuje małego, nie próbuje
      > nawiązać z nim kontaktu, ciągle go prowokuje

      Dlaczego TERAZ (rok po slubie) brak akceptacji dziecka ze strony
      ojczyma stal sie dla ciebie problemem?
      Na co, przepraszam, liczylas?
      Czy moze maz udawal, ze malego lubi?
      • lucerka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:15
        > Dlaczego TERAZ (rok po slubie) brak akceptacji dziecka ze strony
        > ojczyma stal sie dla ciebie problemem?
        > Na co, przepraszam, liczylas?
        > Czy moze maz udawal, ze malego lubi?

        A czym sie kierujesz piszac taka odpowiedz, Rita? Chcesz jej dolozyc? Ona prosi
        o pomoc a ty to wykorzystujesz przeciwko niej.
        • dlania Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:17
          lucerka napisała:

          > > Dlaczego TERAZ (rok po slubie) brak akceptacji dziecka ze strony
          > > ojczyma stal sie dla ciebie problemem?
          > > Na co, przepraszam, liczylas?
          > > Czy moze maz udawal, ze malego lubi?
          >
          > A czym sie kierujesz piszac taka odpowiedz, Rita? Chcesz jej dolozyc? Ona prosi
          > o pomoc a ty to wykorzystujesz przeciwko niej.

          Opie..czasem działa terapeutycznie. Na pewno pozwala przejrzeć na oczy.
          Szkoda mi dziewczyny, bo to trudna sytuacja, ale dziecka szkoda mi dużo bardziej.
          • dlania Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:18
            Wycięło mi opier..., niech bedzie ochrzanwink
          • rita75 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:45
            > Opie..czasem działa terapeutycznie.

            Otoz to
        • rita75 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:18
          > A czym sie kierujesz piszac taka odpowiedz, Rita? Chcesz jej
          dolozyc? Ona prosi
          > o pomoc a ty to wykorzystujesz przeciwko niej.

          Chce poznac genezę tej sytuacji.
          • guderianka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:26
            widziały gały co brały? widziały. Nie wierzę żeby obecny mąż zanimm
            poprosił cię o rękę był przyjacielem twojego syna a dopiero po
            ślubie wyszło szydło z worka
            • myelegans Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:41
              Nie potrafilabym kochac kogos kto w ten sposob traktuje dziecko,
              zwlaszcza moje.
              • rita75 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:45
                > Nie potrafilabym kochac kogos kto w ten sposob traktuje dziecko,
                > zwlaszcza moje.

                Wlasnie...mam dwoch synów- taki ktos nie mialby czego u mnie
                szukac, nie umialabym takiego kogos kochac.
            • marianna73 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 17:10
              guderianka napisała:

              > Nie wierzę żeby obecny mąż zanimm
              > poprosił cię o rękę był przyjacielem twojego syna a dopiero po
              > ślubie wyszło szydło z worka


              zdziwiłabyś się jak ludzie czasem potrafią się umiejętnie i sprytnie
              kamuflować,szczególnie jak im na czymś zależy, teraz juz nie musi się starać bo
              osiagnął cel i pokazuje prawdziwe oblicze

    • vanderica Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 13:42
      no galy pewnie widzialy co braly.i co z tego?strasznie wspolczuje temu
      chlopcu,bo przez takie zachowanie ojczyma moze sobie spaprac zycie.brak poczucia
      wlasnej wartosci,narkotyki,zle towarzystwo i nienawisc do matki,ze na to
      pozwolila.ocknij sie kobieto!nie warto za taka cene trzymac sie kurczowo
      faceta,ktory takim traktowaniem twojego syna pokazuje,ze chyba cie nie kocha.
    • moofka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 14:04
      czy to teraz wazne kiedy i dlaczego?
      czlowiek wchodzac w nowy zwiazek zawsze widzi swiat przez rozowe
      okulary
      dobrze ze w miare szybko opadly
      w tym ukladzie nikt nie jest szczesliwy
      ani zona i matka, ktorej zycie rodzinne to pasmo nerwow i zgryzoty
      ani dziecko, ktore rosnie w przekonaniu, ze jest nieakceptowane i
      gorsze
      ani chyba monsz skurczybyk, bo jakby byl to nie musialby sie wyzywac
      na dziecku
      nie wiem, co poradzic
      bo sytuacja jest bardzo trudna, a bedzie jeszcze trudniejsza
      jezeli nie jest w stanie zaakceptowac siedmiolatka, a to stosunkowo
      bezproblemowy wiek, to co bedzie dalej, kiedy maly wejdzie w wiek
      dorastania
      eskalacja pretensji i proba sil, bedzie nie do wytrzymania
      ofiara bedzie dziecko
      dziecko - ktore i tak jest juz bardzo pokrzywdzone, przez sam fakt
      rozejscia sie rodzicow
      sama bylam takim dzieckiem, nieakcepowanym przez partnerow rodzicow
      nie lubili mnie, nie tolerowali i spodziewali sie wszystkiego co
      najgorsze, zal dla mnie bylo kasy, miejsca i wsyztskiego innego
      z zalem, ze rodzic nie stoi za toba murem i wybiera obcego tez dosc
      trudno sobie poradzic
      co wiecej czas pokazuje, ze kiedy to "niechciane" i wredne dziecko
      sobie z domu pojdzie to wcale sie sielanka nie zaczyna, bo problem
      gdzie indziej jest
      twoj wybor megi, ale pamietaj, ze nie jestes sama
      masz prawo ulozyc sobie zycie i miec nowego partnera, ale nie jestes
      juz panienką bez zobowiazan i nie kosztem dziecka
      i czasem warto cos poustawiac priorytety
      ja bym w kazdym razie dobra dziecka nie ustawila nizej jakiegos
      sadysty fagasa,
      • guderianka moofka 19.11.07, 14:18
        czlowiek wchodzac w nowy zwiazek zawsze widzi swiat przez rozowe
        > okulary
        > dobrze ze w miare szybko opadly

        Moofka- jakie różowe okulary? Samotna matka z dużym dzieckiem
        znalazła partnera a przy wyborze kierowała sie tylko światem
        widzianym oczyma zakochanej kobiety? W układzie gdy jest dziecko
        matka oprócz doopy powinna jeszcze ruszyć mózg. I zdjąć te okulary i
        przyjrzeć sie jak jej partner traktuje dziecko.
        Właśnie w takich przypadkach ważne jest kiedy, dlaczego i jak bo
        jest to sytuacja wg mnie dziwna. Jak matka może związać sie z
        człowiekiem , który krzywdzi jej dziecko.?
        Piszesz, że dobrze że okulary opadły. Pewnie że dobrze. I dlatego
        współczuję autorce wątku, bo chyba zaczyna zdawać sobie sprawę z
        kolejnego błędnego życiowego wyboru.
        • moofka Re: moofka 19.11.07, 14:34
          no dajcież spokój dziewczynie - sytuacja trwa rok
          nie sadze zeby od samego pocztaku bylo zle
          musialo byc dobrze, skoro sie zdecydowala na wspolne zycie z tym
          chlopem
          teraz nie jest i ona to widzi
          to chyba tez dobrze?
          • guderianka Re: moofka 19.11.07, 15:30
            nie mam pewności że "musiało być dobrze" -dlatego na chwilę obecną
            mam takie a nie inne zdanie.
            • moofka Re: moofka 19.11.07, 15:34
              niewiele ono wnosi i nie wiele pomaga twoje zdanie na te chwile
              glupias i sama sobie winna bo od razu widzialas, to chcesz
              powiedziec?
              a ja mysle ze bylo inaczej
              ze chlop zabiegal o jej wzgledy, probowal udawac zainteresowanie
              synkiem
              a ona wyobrazala sobie jaka beda fajna nowa rodzina
              rok wystarczyl zeby zweryfikowac marzenia
              teraz pytanie brnac dalj i udawac ze jest dobrze
              czy uznac ze z tej maki chleba nie bedzie (ja bym sie do tego
              bardziej sklaniala)
              i ratowac synka i siebie poki mozna
              • guderianka Re: moofka 19.11.07, 15:38
                moje zdanie nie ma tobie pomóc i nie dla ciebie zostało ono
                napisane. A wnosic moze wiele bo być moze nie będzie jak w
                przysłowiu "Polak przed szkodą i po szkodzie głupi ". Ty myślisz
                inaczej-i git, myśl sobie jak chcesz. Twoje zdanie nic nie wnosi tongue_out


                czy uznac ze z tej maki chleba nie bedzie (ja bym sie do tego
                > bardziej sklaniala)
                > i ratowac synka i siebie poki mozna
                popieram

                pytanie również "co dalej"? następny okaże zainteresowanie, względy
                i zasłuży na miano "taty"?
                • moofka Re: moofka 19.11.07, 15:40
                  oczywiscie ze nie mnie
                  nie ja tu szukam pomocy
                  natomiast autorka watku zapewne nie po takie jak twoje kopniaki tu
                  przyszla
                  • guderianka Re: moofka 19.11.07, 15:49
                    moofka-nie miałabym odwagi skrytykować tego co opisała, gdybym nie
                    była w podobnej sytuacji. Inaczej patrzysz ty-z perspektywy dziecka
                    które przeszło swoją traumę, inaczej ja z perspektywy samotnej matki
                    wchodzącej w nowy związek. I uważam ze każda z nas wnosi coś do
                    dyskusji. Dlatego nie uciszaj mnie, nie umoralniaj bo słowa krytyki
                    pod swoim adresem a raczej krytyki dotyczącej tego co napisałam
                    powinna wyrazic autorka a nie ty. I od niej przyjmę je z pokorą i z
                    chęcia podrążę temat dalej-ale ty nie baw się w forumowego adwokata
                    • moofka Re: moofka 19.11.07, 15:50
                      fajnie
                      gdybys ty z pozycji samotnej matki wchodzacej w nowy zwiazek
                      podzielila sie doswiadczeniem zapewne byloby to cenne i pozyteczne
                      ty ja tylko zasypujesz pretensjami
                      to nie jest fajne
                      • guderianka Re: moofka 19.11.07, 15:58
                        nie mam pretensji. Napisałam "widziały gały co brały ". Nikt nie
                        przezyje za autorkę watku jej życia. Można dac tysiąc rad, można dac
                        tysiąc koniaków a i tak nie bedzie sie miało pewności co na ten
                        temat sądzi autorka (która zresztą nie śledzi toku dyskusji lub
                        jeśli śledzi nie chce się udzielać )

                        Jeśli autorka wątku poprosi mnie o radę to jej udzielę. Póki co
                        załozyła wątek na inny temat a ja się w nim wypowiadam.

                        p.s. może faktycznie podchodzę zbyt impulsywnie ale reaguję
                        alergicznie na takie sytuacje, w których mama widzi przede wszystkim
                        siebie o swoje szczęście, rzuca sie w wir nowej znajomości a potem
                        prosi o pomoc
                        • sowa_hu_hu Re: moofka 19.11.07, 16:03
                          z powiedzeniem "widziały gały co brały" sie nie zgodze ,bo sama na
                          włąsnym przykładzie sie przekonałam ,że sa ludzie którzy
                          rewelacyjnie udają kogoś innego...

                          są dwa wyjścia - albo udawał albo dziewczyna nie zwracała uwagi że
                          coś jest nie tak...
                          • guderianka Re: moofka 19.11.07, 16:07
                            no dobra. faktycznie. może użyłam niefortunnie ale to było pierwsze
                            co mi przyszło na myśl. Zwłaszcza iż wydawałoby sie że osoba, która
                            przeżyła jeden zawód miłosny i została sama z dzieckiem powinna
                            wiedzieć jak oddzielić "ziarno od plew".
                            Tak samo jak powinna wiedzieć co zrobić gdy mąż traktuje źle dziecko
                            a nie pytać o to na forum
                            • sowa_hu_hu Re: moofka 19.11.07, 16:13
                              nie nooo ,bez sensu... czyli mam rozumieć że ty znasz odpowiedzi na
                              wszystkie problemy które napotykasz na swojej drodze? nigdy sie
                              nikogo nie radzisz?

                              poza tym ja też przezyłam dawno temu zawód miłosny ,poznałam faceta
                              który wydawał mi sie wspaniały ,i nie tylko mnie sie taki
                              wydał ,moja rodzina go uwielbiała ,moi znajomi ,kolezanki równiez -
                              wszyscy sie zachwycali że to taki dobry ,inteligentny człowiek...
                              i co? okazało sie ,że facet jest to kłamaca i oszust! nawet
                              podejrzewam że jest z lekka niezrównowazony...
                              • guderianka Re: moofka 19.11.07, 18:33
                                w ważnych życiowych kwestiach radzę się bliskich zaufanych osób, w
                                kwestiach w których nie ma jednoznaczności i nie wiadomo co zrobic.
                                Dla mnie ta sytuacja jest jednoznaczna i nie wymagająca porad innych-
                                ale skoro autorka nie wie jak sie zachować w tej sytuacji to
                                niestety potwierdza swoj brak priorytetów.

                                A napisz proszę jak "rozszyfrowałaś" tego swojego faceta? Bo musial
                                nieźle grac skoro wszystkich oczarował. W jaki sposób poznałaś że
                                kłamie i oszukuje. I..po co on to robił?

                                p.s. świnia z niego
                                • sowa_hu_hu Re: moofka 19.11.07, 21:57
                                  nie wiem po co to robił wiem że robi to nadal - wg mnie ma coś z
                                  głową...

                                  jak go rozszyfrowałam? duuuuuzo by opowiadać... ale również dawałam
                                  szanse i na g...o sie one zdały! zmarnowałam tylko czas!
                                  • guderianka Re: moofka 20.11.07, 09:17
                                    sowa- nie zmarnowałaś czasu, zdobyłaś coś bezcennego DOŚWIADCZENIE
                        • joanna35 Re: guderianka 19.11.07, 16:07
                          guderianka napisała:

                          >
                          > p.s. może faktycznie podchodzę zbyt impulsywnie ale reaguję
                          > alergicznie na takie sytuacje, w których mama widzi przede
                          wszystkim
                          > siebie o swoje szczęście, rzuca sie w wir nowej znajomości a potem
                          > prosi o pomoc

                          Mnie również takie zachowanie doprowadza do szału dlatego napisałam
                          wcześniejszy post, który zresztą nie tyle był bezpośrednio do Ciebie
                          co do wszystkich potępiających dziewczynę w tym wątku, a promujących
                          matczyne szczęście w innych. Nie byłam matką samotnie wychowującą
                          dziecko, ale parę razy zdarzyło mi się "odłożyć" swoje szczęście na
                          zaś i wszyscy na tym dobrze wyszliśmy - zarówno dzieci, jak ja i mąż.
                          • guderianka Re: guderianka 19.11.07, 16:11
                            widzisz joanno- bo potrafisz mysleć nie tylko sercem, ale również
                            głową. I to właśnie jest cecha dobrej matki-matki która na chłodno
                            potrafi oceniać sytuację , analizowac uczucia. Gdy w grę wchodzi
                            dobro dziecka nie wyobrażam sobie kierowania sie samymi tylko
                            emocjami
                            • croyance Re: guderianka 19.11.07, 19:29
                              Dziewczyny, dziewczyny, znamy relacje jednej strony; niech Autorka
                              watku poda jakies konkretne przyklady, wtedy bedzie latwiej ocenic i
                              pomoc. Bo moze naprawde jest przewrazliwiona matka, syn rozwydrzony,
                              a facet ok. Przeciez ona nie podala zadnej sytuacji, tylko swoje
                              ogolne spostrzezenia, ze facet nie akceptuje dziecka, ze je celowo
                              drazni, ze je denerwuje etc. To sa bardzo subiektywne rzeczy, moze
                              nie jest wcale tak, jak jej sie wydaje.
                              • guderianka Re: guderianka 19.11.07, 19:57
                                słuszny kubeł zimnej wody wink
                        • makurokurosek Re: moofka 19.11.07, 21:43
                          dziwne, że nie reagujesz tak alergicznie na problemy nastolatek oraz ich matki
                          która całkowici odcina sie od tematu. Czyżby twoja troska dotyczyła tylko małych
                          dzieci ? Ciekawe czemu tu tak ostro krytykujesz kobietę za błąd, kobitę która
                          szuka sposobu na rozwiązanie problemu podczas gdy na drugim wątku wspierasz
                          kobietę odcinającą sie od problemów. Co sprawiło że akurat autorka postu
                          otrzymała twoja dezaprobatę, czyżby to że sama byłaś w podobnej sytuacji?
                          • guderianka Re: moofka 20.11.07, 09:18
                            ty kolejną krucjatę zaczynasz ?tongue_out
                            • makurokurosek Re: moofka 20.11.07, 10:51
                              zdecydowanie nie, nie wypowiadam sie na tematy o których nie mam pojęcia. Po
                              prostu zaskoczyła mnie twoja wypowiedz.
        • joanna35 Re: moofka 19.11.07, 15:22
          guderianka napisała:

          >
          > Moofka- jakie różowe okulary? Samotna matka z dużym dzieckiem
          > znalazła partnera a przy wyborze kierowała sie tylko światem
          > widzianym oczyma zakochanej kobiety? W układzie gdy jest dziecko
          > matka oprócz doopy powinna jeszcze ruszyć mózg. I zdjąć te okulary
          i
          > przyjrzeć sie jak jej partner traktuje dziecko.
          Z całym szacunkiem guderianka, ale 3/4 tego forum wyznaje pogląd, ze
          szczęśliwa matka =szczęśliwe dziecko, więc skąd nagle ta nagonka na
          megi. Priorytety Wam się pozmieniały, wydoroślałyście?
          • guderianka Re: moofka 19.11.07, 15:27
            joana35-nie będę wypowiadać się za prorytety innych. Wszystko działa
            w dwie strony :szczęśliwa matka=szczęśliwe dziecko ale również tak
            powinno być w drugą stronę : szcześliwe dziecko=szczęśliwa matka. A
            w sytuacji obecnej ani jedno ani drugie szczęsliwe nie jest . I
            patrzę na to z perspektywy nie forum czy też jego 3/4 ale z
            perspektywy siebie jako byłej samotnej matki
    • tosina Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 14:08
      DZIEWCZYNY. Ten mezczyzna nawet nie lubi tego dziecka a gdzie
      miłosc , sympatia, zrozumienie? I Ty MATKA pozwalasz by mezczyzna
      ktoremu Twoj syn zaufal i chcial go nazywac tata DRECZYL GO? Ta bo
      to co on robi to poprostu dreczenie!! Przedstawilas nam sytuacje
      ktorych jestes swiadkiem a co dzieje sie ilekroc wychodzisz z domu?
      CZy zabilas juz w synu samoobrone na tyle ze nawet nie opowiada Ci o
      tych sytacjach w imie swietego spokoju? W imie czego na to
      pozwalasz? Bo jesli dla penisa to powiem ci ze mozesz kupic sobie
      sztucznego a conajmniej masz 100%satysfakcji i syn spokojne
      dziecinstwo.
      Nie powinnas pisac tutaj takiego postu bo to powinno byc dla Ciebie
      oczywiste i bezsprzeczne ze wybierasz dobro syna rezygnujac z
      TAKIEGO partnera .A ty iszac ten post liczysz na jakies cudowne
      rady jak oswoic idiote lub co zrobic bydziecko przestalo byc
      problemem. Jesli on jest problemem dla niego a raczej wydaje mi sie
      ze dla was juz teraz to co bedzie gdy urodzisz dziecko temu
      mezczyznie? Nie chce snuc tu czarnych scenariuszy ale to 100%.
      A Ty wszystko to akceptujesz .Twoj syn z jakiegos powodu wychowuje
      sie bez OJCA. Chyba wystarczy jak na jedyne male 7 lat dosc bagazu.
      Mam synka w zblizonym wieku i powiem Ci ze chlopcy sa wtedy bardzo
      wrazliwi.
      • croyance Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 19:32
        Bede znowu adwokatem diabla; tego, czy facet dziecko lubi, czy nie,
        nie wiemy.
        Znamy subiektywne odczucia matki, zadnego konkretnego przykladu. Nie
        mowie, ze tak nie jest, ale jak na razie, to JEJ sie wydaje, ze syn
        jest nieakceptowany, to JEJ sie wydaje, ze maz chlopca celowo
        denerwuje. To jest jej percepcja sytuacji. Jak jest obiektywnie, nie
        wiemy.
        • tosina Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 20:03
          Wiesz a mi sie wydaje ze ta matka nie jest wlasnie taka
          przewrazliwiona na punkcie swego syna. Bo gdyby byla az tak
          zapatrzona w swoje dziecko to ni minuty nie tolerowalaby tego co
          robi jej dziecku jej NOWy maz.
          • croyance Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 20:44
            No, ja nie wiem, jak jest naprawde - byc moze tak, jak mowi - ale
            byc moze wcale nie. Mamy zbyt malo informacji, by tak naprawde dojsc
            do jakichs konstruktywnych wnioskow.
    • nchyb proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:02
      > zdenerwowanie dziecka. Mąż albo doprowadza go do płaczu albo do
      > złości, aby potem z satysfakcją kazać mu być cicho. Nie tak miało
      > być....
      no więc niech tak nie będzie.Nie pozwól stosować przemocy
      (psychicznej - nie mniej paskudne niż fizyczna) wobec swojego
      dziecka. Jeżelikochasz synka - nie pozwól go krzywdzić. Mąż dorosły
      facet, radę da. Jeżeli nie potrafi kochać Ciebie i synka (gdyby
      kochał Ciebie - nie raniłby bliskiej Ci osoby)to walizka w łapkę
      krzyż na drogę. On sobie poradzi, a twój synek z nim - niestety
      nie...
      Zdecyduj,kogo kochasz bardziej i na kim bardziej ci zależy...
      Na zmianę zachowania męża raczej bym nie liczyła, jeżeli pojawi
      sięjeszcze na dokładkę wasze wspólne dziecko, problem może się
      jeszcze bardziej pogłębić. Ty ucierpisz, ale to Twój wybór. A Twój
      syn nie ma wyboru i cierpieć będzie najbardziej. Czy go kochasz?...
      • sowa_hu_hu Re: proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:33
        a ja nie rozumiem dlaczego wyszłaś za faceta który nie akceptował
        twojego dziecka?
        dla mnie zawsze bedzie najważniejsze moje dziecko i jakby mój facet
        go nie akceptował dostałby kopa w d...
        sama jestem w podobnej sytuacji ,i też nie było na początku
        kolorowo ,ale dałam facetowi czas żeby mogli sie z małym dotrzeć...
        i jest coraz lepiej!!!
        Nigdy nie wyszłabym za mąć gdyby moje dziecko było nieakceptowane.
        Niestety nie kazdy facet nadaje sie żeby byc ojcem czy opiekunem dla
        cudzego dziecka... to wymaga naprawde wielkiej dojrzałości...
        • moofka Re: proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:37
          > Niestety nie kazdy facet nadaje sie żeby byc ojcem czy opiekunem
          dla
          > cudzego dziecka... to wymaga naprawde wielkiej dojrzałości...
          >


          dokladnie tak
          w przypadku dzieci z rozbitych rodzin nawet nie ojcem
          bo taki maluch najczesciej ojca ma i doskonale go zna
          opcja drugi udawany tata nie jest potrzebna tak naprawde do szczescia
          opcja zyczliwy, wyrozumialy facet, czy nawet ho ho przyjaciel malego
          czlowieka bylabym idealna
          • sowa_hu_hu Re: proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:44
            moofka napisała:

            > > Niestety nie kazdy facet nadaje sie żeby byc ojcem czy opiekunem
            > dla
            > > cudzego dziecka... to wymaga naprawde wielkiej dojrzałości...
            > >
            >
            >
            > dokladnie tak
            > w przypadku dzieci z rozbitych rodzin nawet nie ojcem
            > bo taki maluch najczesciej ojca ma i doskonale go zna
            > opcja drugi udawany tata nie jest potrzebna tak naprawde do
            szczescia
            > opcja zyczliwy, wyrozumialy facet, czy nawet ho ho przyjaciel
            malego
            > czlowieka bylabym idealna


            u mnie mały zna swojego ojca ,choc sama już nie wiem czy dobrze
            biorą pod uwage jakim facet jest ojcem uncertain
            mój nowy partner nigdy nie będzie pretendował do roli ojca ale do
            roli opiekuna ,przyjaciela... sadze nawet ,że może sie kiedyś stać
            kimś ważniejszym dla mojego syna niż rodzony ojciec...
            ale u mojej znajomej jest tak ,że jej facet (teraz już mąż) jest
            ojcem dla jej córki z pierwszego związku ,mała ojca biologicznego
            nie pamięta. do meęża matki mówi tata.


            >
        • nchyb Re: proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:38
          to wszystko to prawda, ale...
          autorka wątku już wyszła za mąż, czasu nie cofnie. Jedyne co teraz
          może zrobić, jeżeli kocha synka, to nie pozwolić więcej go
          krzywdzić...
        • wieczna-gosia Re: proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:39
          > a ja nie rozumiem dlaczego wyszłaś za faceta który nie akceptował
          > twojego dziecka?

          no ja sadze ze jednak do slubu kochal czy udawal ze kocha- chociazby slowa, ze
          synek zaakceptrowal partnera i zaczal mowic tato- o tym swiadcza.

          I przychylam sie do zdania moofki ze gadanie "trzeba bylo" jest diabla warta i
          sluzy glownie osobie to zdanie wypowiadajacej. A czlowiek, ktory odkryl ze byl
          robiony w jajo i dociera do niego, ze chyba zle zainwestowal uczucie po prostu
          marzy jeszcze o kopniaku w stylu "widzialy galy co braly" albo "trzeba bylo
          uwazac".
          • sowa_hu_hu Re: proponuję wymianę meża... 19.11.07, 15:47
            oczywiście ,że juz jest musztrada po obiedzie.
            ja pytam z czystej ciekawości...
            tak naprawde nie wiemy jak było przed slubem bo dziewczyna nic nie
            napisała... może udawał... może ona była tak zaślepiona ,że nie
            zauważała niepokojących symtomów...

            ja w kazdym razie nie wiem co poradzić... jedyne co mi przychozi do
            głowy to jakaś poradnia rodzinna ,choć nie wiem czy facet dałby sie
            namówić...
    • rycerzowa Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 16:36
      Zrozumcie kobietę, zrozumcie dziecko, zrozumcie mężczyznę.

      Przedtem chłopczyk był słodkim maluszkiem, trochę onieśmielonym, przymilnym,
      zachwyconym,że pojawił się jakiś tata.

      Teraz ma 7 lat, wyrósł, stracił dziecięcą słodycz, powoli zaczyna być mężczyzną
      ( tak), mieć swoje zdanie.
      Nawet w zwyczajnych, dobrych rodzinach może dojść w tym okresie do napięć.
      Ojciec nie zawsze umie się znaleźć w nowej roli.
      A bywa ,że i matka nie nadąża, bo wydaje jej się,że synuś ciągle malutki,
      ciągle potrzebuje takiej samej wyrozumiałości i opieki.

      Tu jest jeszcze trudniej, gdyż w życiu chłopca sporo się zmieniło.
      Nowy tata jest na co dzień, w domu, ma pewne słuszne wymagania.
      Młody mężczyzna nagle dostał duże dziecko i nie umie nim się zająć, bo
      nienauczony, nieprzyzwyczajony.

      Najłatwiej rozwalić kolejne małżeństwo.
      Ale nie daje to gwarancji sukcesu. Żal do syna za zmarnowaną szansę na nowe
      życie może mieć destrukcyjny wpływ na jego dojrzewanie.

      Chyba, że się inaczej nie da...
      Wtedy najważniejsze jest dziecko, bo słabsze.

      Ale trzeba próbować. Są poradnie rodzinne, a w nich specjaliści.
      Są fora internetowe, np. Macochy (z dołu strony, na Prywatnych)
      gdzie podobne megi_blue dzielą się doświadczeniem.
      • tosina Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 18:29
        No pewnie dawac szanse,1,2,3,..............133 itd. Zmarnowac zycie
        i sobie i dziecku .Wiecznie czekac i dawac szanse, miec nadzieje na
        gruszki na wierzbie a zycie bedzie bieglo. Wydaje mi sie ze te
        rozmowy i proby naprawy dziewczyna juz wykorzystala zanim do nas
        albo raczej na forum napisala. Teraz pora cos z tym zrobic. I to
        radykalnie po mesku .No ktos musi w tej rodzinie okazac
        sie "mezczyzna" . Mam syna w zblizonym wieku do tego chlopca. Fakt
        nie jest slodkim i papusnym 3latkiem. Ale nadal goruje w nim
        dziecko. Potrzebuje autorytetu, kompana i oparcia. Jesli facet nie
        radzi sobie juz teraz w tej sytuacji to co bedzie pozniej?Np. gdy
        chlopiec bedzie mial 13 lat a jego slodzitki maluch np. 3? Jestem
        przekonana ze ta lekcje chlopak odrobil bardzo dobrze i wzgledem
        tego mezczyzny zawsze bedzie czul sie gorszy. Wiesz jesli on nie
        zadal sobie trudu , albo wprost nie poradzil sobie z sytuacja bycia
        pelnoetatowym tata to nie sadze by zadal sobie trud by wyprowadzic
        psychike malca na prosta.
      • croyance Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 19:38
        Znam taka pare; ona byla samotna matka przez wiele lat, potem wyszla
        za maz, teraz ma z obecnym mezem drugiego synka.
        I dramat.
        Bo - przyzwyczajona do samodzielnosci - kazdy ruch meza uwaza za
        zamach na wlasna niezaleznosc i 'wtracanie sie' w jej kompetencje
        jako matki. Facet nie moze nawet dzieciakowi powiedziec, zeby
        posprzatal w pokoju, bo ta juz sie wkurza, ze to jej dziecko, i on
        ma sie nie mieszac. Facet dupa i juz nawet odpuscil, ale chce miec
        wplyw na wychowanie przynajmniej ich wspolnego syna.
        Bardzo trudno to wyegzekwowac. Ona ma nadal przyzwyczajenia samonej
        matki i wkurza ja, ze ojciec chce miec cos do powiedzenia. Nigdy nie
        pyta go o zdanie, jest zdziwiona, ze musi z nim cos uzgadniac.
        Takze, roznie bywa. Oczywiscie, bywa i tak, ze facet dziecka nie
        akceptuje, ale bywa i tak wlasnie, ze matka kazda probe wychowania
        dziecka traktuje jako zamach na wlasne terytorium.
    • kai_30 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 18:27
      Megi - doskonale Cię rozumiem. Byłam w podobnej sytuacji, tyle że synów mam
      dwóch, a za mąż nie wyszłam. Facet, z którym byłam w związku nie akceptował
      moich dzieci. I gadanie "widziały gały co brały" można sobie o kant d* rozbić -
      nie widziały, bo na początku było inaczej!

      Potem się zaczęło psuć. Coraz bardziej. W sposób bardzo podobny do opisywanego
      przez Ciebie. Po raz pierwszy (hehe) rozstaliśmy się po roku. Potem on
      przysięgał, że się zmienił, że wszystko zrozumiał, że już wie... Uwierzyłam. I
      znów było dobrze - przez jakiś czas. A potem znowu, stopniowo, zaczęło się
      pogarszać. I znów, po kolejnym roku się rozstaliśmy, w momencie bardzo dla mnie
      trudnym (poroniłam). I znów, głupia debilka, pozwoliłam mu wrócić, bo poszedł na
      terapię i przysięgał, że się zmienił, że wszystko zrozumiał, że już wie...

      Do trzech razy sztuka. Za trzecim razem wystawiłam walizki definitywnie. Mam do
      siebie olbrzymie pretensje, że tak wiele czasu potrzebowałam, żeby uwierzyć, że
      na dłuższą metę on nie jest w stanie się zmienić.

      Nie da się, po prostu się nie da żyć z kimś, kto nie akceptuje Twojego dziecka.
      Wcześniej czy później go znienawidzisz, Twoje dziecko już go pewnie nienawidzi -
      a po części nienawidzi również Ciebie, bo na to pozwalasz.

      Obawiam się, że szanse są niewielkie. Możesz spróbować namawiać go na terapię -
      ale żeby terapia była skuteczna, to trzeba przyznać, że się ma problem. A w jego
      optyce zapewne to nie on ma problem, ale dziecko jest niedobre, niegrzeczne i
      złe, a Ty się przyp*dalasz nie wiadomo o co.
    • 18_lipcowa1 to jakim cudem ty za niego wyszlas??? 19.11.07, 22:23
      dziwie sie kobieto tobie, bo mimo iz sama nie mam dzieci i za nimi
      nie przepadam, nigdy w zyciu nie wyszlabym za maz za faceta ktory
      nie tyle ze nie lubi, ale NAWET NIE PROBOWALBY polubic mojego
      dziecka....
      az taki ped mialas do posiadania portek w domu???????????????
    • driadea Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 19.11.07, 23:20
      Wyszłaś za faceta, który nie akceptuje Twojego dziecka?!
    • figrut Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 20.11.07, 03:01
      Zejdźcie w końcu z dziewczyny kopiąc ją głupimi komentarzami z rodzaju "nie
      widziałaś tego wcześniej" itp. . Jest jak jest, więc teraz potrzebne jest
      działanie zamiast wygłaszania moralizatorskiej mowy.
      Na Twoim miejscu Megi, rozstałabym się z facetem, zanim na świat przyszłoby jego
      własne dziecko [a może już tak się stało]. Ty nie jesteś szczęśliwa patrząc na
      cierpienia synka, synek nie jest szczęśliwy będąc dla Twojego męża piątym kołem
      u wozu. Na troje ludzi, dwoje jest nieszczęśliwych, a to przewaga. Rozstań się z
      facetem już teraz. Na początku łatwiej, bo im dalej w las, tym więcej drzew i
      później to, co teraz wydaje się niemożliwym do przebrnięcia, stanie się pestką w
      porównaniu z tym, co może być później. W tej chwili pewnie jesteś jeszcze na
      etapie - dać mu szansę. Ja bym nie dawała, bo później na świat mogą przyjść
      następne dzieci i co wtedy ? Wtedy już dużo trudniej odejść, bo - mieszkanie,
      sprawy finansowe i zaczynasz się uzależniać od sytuacji. Co zrobisz później,
      jeśli z nim zostaniesz ? Będziesz patrzeć na to, jak JEGO dzieci będą kochane
      przy Twoim nie kochanym przez męża synku ? Będziesz codziennie patrzeć na
      cierpienia swojego pierwszego synka i jednocześnie myśleć o tym, że jak się
      rozstaniesz, to ucierpią na tym Wasze wspólne dzieci czy dziecko, które pewnie
      będzie kochał i wyróżniał je ponad Twojego pierwszego syna. Faceta można zmienić
      zawsze, albo on może zmienić sobie Ciebie na inną. Dziecko jest zawsze Twoje i
      nie zamieni Cię na inną matkę. Zacznij działać już teraz póki łatwiej, zanim
      problemy z rozstaniem zaczną urastać do niemożliwych do pokonania.
      Powodzenia Ci życzę ze szczerego serca i właściwego wyboru smile
      • asinek68 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 20.11.07, 08:38
        a ja sądzę, że to podpucha jakaś. Taki nick nie występuje na żadnym
        innym forum. Wy się wywnętrzacie dziewczyny a autorka siedzi, czyta
        i się śmieje.
        • moofka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 20.11.07, 08:52
          nawet jezeli ten konkretny przypadek jest wymyslony
          takie rzeczy sie dzieją i to wcale nie rzadko
        • tosina Albo... 20.11.07, 08:52
          Nowy nick jednej z staryszych uzytkowniczek forum.Na potrzeby
          sytuacji.Ale tak by nie zdemaskowac ze to ja ta krysztaliczna X.
          • asinek68 Re: Albo... 20.11.07, 09:14
            Nowy nick jednej z użytkowniczek forum stworzony aby ubarwić na
            Forum kolejny jesienny dzień ...
    • karola1008 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 20.11.07, 12:08
      Megi opisała b. poważny problem, dziewczyny jej doradzają, a ona się
      nie odzywa. Dziwne. Moim zdaniem-podpucha.
    • megi_blue Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 00:16
      Witam i serdecznie dziękuję za wszystkie wypowiedzi.Przepraszam,
      niestety nie mogę pisać na bieżąco, nie zawsze mam dostęp do
      komputera.
      Nie myślcie proszę, że swiadomie poświęciłam dziecko, aby złapać
      faceta. Zanim wyszłam za mąż, związana byłam z kimś innym. Kimś, kto
      dosłownie wyłaził ze skóry, żeby mały czuł się szczęśliwy i kochany.
      Zresztą nam też było ze sobą bardzo dobrze. Ta sielanka trwała do
      czasu, kiedy się zaręczyliśmy. Jego stosunek do małego zmienił się o
      180 stopni.Wtedy okazało się, że moje dziecko ma same wady i "musi
      nauczyć się samo sobą zajmować". A wszystkie starania ze strony
      ówczesnego partnera były tylko środkiem do osiągnięcia celu, czyli
      związania się ze mną. Tamten związek zerwałam - dla dobra dziecka. I
      nie muszę chyba pisać, jak bardzo mały to przeżył.
      Bałam się kolejnego wiązku i tego jak mały się w tym wszystkim
      odnajdzie. Mój obecny mąż nie jest Polakiem i na początku główną
      przeszkodą w jego kontaktach z małym była bariera językowa. Zresztą
      synek też był nastawiony na "nie" (czemu nie ma się co dziwić). Mąż
      nie ukrywał, że jest mu trudno nawiązać kontakt z małym i że
      potrzeba będzie dużo czasu, zanim ich wzajemne relacje się poprawią.
      Uważałam to za uczciwe postawienie sprawy i wzięłam za dobrą monetę,
      że nie próbował mydlić mi oczu. W końcu mały przyzwyczaił sie do
      nowej osoby w naszym życiu i zaakceptował męża (pobraliśmy się po
      dwóch latach znajomości). Zaczął mówić do męża tato. I jemu to chyba
      wystarczyło. Bycie ojcem "z tytułu". Nie znaczy to, że wszystko
      zaczęło się z dnia na dzień. Na początku były jakies drobne spięcia,
      nerwowe sytuacje. Starałam się być sprawiedliwym mediatorem, zresztą
      nigdy nie byłam "harpią" zapatrzoną w synka, uważałam, że jeśli
      postąpił źle - powinien ponosić konsekwencje swojego zachowania.
      Chciałąm aby decyzje dotyczące wychowania dziecka były podejmowane
      przez nas oboje. Niestety tak sie nie stało. W miarę upływu czasu
      takie "zapalne" sytuacje stały się coraz częstsze. Wiele razy
      próbowałam rozmawiać z mężem - ale on odbiera to jako ataki na
      siebie. Nie chcę niczego ubarwiać ani koloryzować - zdarzają się też
      dobre chwile - ale jest ich niewiele...Nie wiem jak się odnaleźć w
      tej sytuacji. Za dwa miesiące spodziewamy się dziecka. Wiele razy
      myślałąm o rozwodzie, ale jest mi trudno podjąć tę decyzję.
      Zwłaszcza teraz. Z Waszych wypowiedzi i doświadczeń wynika, że nie
      ma co liczyć na to, że mąż się zmieni. Może jednak mając własne
      dziecko uświadomiłby sobie, czym są uczucia rodziców do dziecka i
      odwrotnie? Boję się jednak, że nawet jeśli tak sie stanie - mały
      zawsze będzie dyskryminowany i "na drugim planie". Wiem, że nie
      mozna nikogo zmusić do miłości. Nie wiem, dlaczego wszystko sie tak
      potoczyło.
      Nie chcę krzywdzić małego, bardzo poruszyły mnie wypowiedzi osób,
      które miały podobne doswiadczenia z dzieciństwa.
      Mały jest dobrym ,kochanym dzieckiem, a ja się tak bardzo cieszyłam,
      że będziemy mieli pełną rodzinę. Ale teraz nie wiem czy układ w
      jakim żyjemy można jakkolwiek nazwać.
      • joanekjoanek Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 00:33
        Ale Ty przeczytałaś te wypowiedzi?

        Nie wierzę. A jeśli nawet przeczytałaś, to chyba nie dotarło do Ciebie nic.

        Ocknij się, kobieto!!!

        "myślałam o rozwodzie, ale mi trudno podjąć decyzję"... "rozmawiałam, ale on odbiera jak ataki na siebie"... Co to w ogóle za teksty są? Sorry, ale sprawiasz wrażenie osoby, która się usiłuje zasklepić w jakiejś skorupie niewrażliwości na krzywdę dziecka. Dziecku się krzywda dzieje!!! Nie widzisz Ty tego? Nie chcesz widzieć? Będzie się mu działa jeszcze większa krzywda! Z dnia na dzień coraz większa! Nie uciekniesz przed tym. Możesz się tylko okłamywać. A jeśli się będziesz okłamywać, jeśli niesprawiedliwe cierpienie dziecka nie będzie dla ciebie najważniejszą sprawą na świecie - to nie aspiruj łaskawie do miana troskliwej mamy, która chce jak najlepiej. Nie, nie chcesz jak najlepiej. Chcesz czegoś, co jest nierealne, a w czasie, w którym mogłabyś naprawić to, co się da, i robić coś, co jest ważne - postępujesz źle.

        No bo przecież postępujesz źle, pozwalając obcemu chłopu krzywdzić Twoje dziecko, prawda? Tu nie ma "a bo to, a bo tamto". To złe jest. Pozwalając na to, sama krzywdzisz.

        Aha, jeśli potrzebujesz pomocy, to trzeba o nią poprosić, tylko inaczej. Takiej osobie, jaką się teraz prezentujesz - nikt nie pomoże. Dopiero gdy zdecydujesz się _naprawdę_ podjąć jakieś kroki, żeby przerwać to, co się dzieje - będzie można wyciągnąć do Ciebie dłoń. Tak, nawet obce baby na forum. W ludziach jest mnóstwo życzliwości, ale nie wyzwoli tej życzliwości postępowanie tchórzliwe i paskudne.

        Otrząśnij się. Zrób coś. Przynajmniej wymyśl, co możesz zrobić.
        • guderianka Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 08:06
          Cofam to co napisałam bo :Gały nie widziały co brały
          ale teraz widzisz i rozumiesz

          Ja myślę w ten sposób : Kochasz syna, kochasz maluszka w brzuchu i
          kochasz siebie. Jeśli kochasz też męża konieczna jest dla was
          terapia psychologiczna. Tylko to dałoby wam szansę na normalnie
          funkcjonujący związek.
          Jeśli mąż się nie zgodzi- uważam że małżeństwo nie ma sensu
          • karola1008 Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 12:00
            Megi, posądziłam Cię o trollowanie, wycofuję się i przepraszam. Mąż
            brał Ciebie w pakiecie-z dzieckiem. Musi się z tym liczyć. Jak
            będzie dalej tak traktował małego, to nie tylko synek będzie
            nieszczęśliwy, Ty-także. A Twoje i Twojego starszego dziecka
            nieszczęście nie pozostanie bez wpływu na to maleńkie, które ma się
            urodzić. A co będzie, jesli dumny tatuś, zapatrzony we własne
            dziecko, będzie synka traktował jeszcze gorzej? Porozmawiaj z mężem,
            zaproponuj terapię. A jesli się nie zgodzi, to naprawdę marne
            perspektywy przed wwaszym małżeństwem.
    • mateoeasy Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 13:29
      a mi sie wydaje ze facet porostu nie wie jak byc ojczymem.jemu tez
      jest moze trudno i reaguje agresja.moze znajdz im wspolne
      hobby.pilka?,basen?moze jakies samochodziki?u mnie byl,moze i
      jeszcze jest,podobny problem,tylko z roznica,ze to rodzony ojciec
      odtracil swa corke.bo urodzili sie chlopcy...odtad stalawala sie dla
      niego glupia i miala od razu dorosnac i po jakims czasie czulam ze
      przestaje ja kochac i rozmowy nic nie dawaly,wiec postanowilam
      pomalu.niedziela-gry planszowe dla calej rodziny.potem male zakupy
      na ktore wasylalam meza tylko z corka.na poczatku przychodzili
      skloceni,ale teraz przychodza juz w coraz lepszych humorach.jestem
      dopiero na poczatku tej drogi i nie jest latwo mimo ze to jej
      ojciec..moze powinnas dac odczuc facetowi,ze jest escie rodzina i
      sprobujcie jak najwiecej rzeczy robic razem.ida swieta...wspolne
      gotowanie z podzialem na role..nie wiem.,ale niektorzy swiezo
      upieczeni tatusiowie zachowuja sie podobnie..jezeli to zawiedzie to
      sie zastanow czy warto dalej w to brnac...pozdrawiam
      • sowa_hu_hu Re: Mój mąż nie akceptuje mojego synka 21.11.07, 13:48
        Podpisuje sie pod dziewczynami. Jeśli facet nie zgodzi sie na
        terapie to marne szanse...
        Nie wyobrażam sobie cierpienia twojego dziecka kiedy jego młodszy
        brat/siostra będa adorowane przez ojca a ono odrzucane...
        Ja często z moim partnerem rozmawiam na ten temat... wprost mu mówie
        co myśle ,że nie wyobrażam sobie aby traktował mojego syna gorzej od
        swoich ewentulanych biologicznych dzieci...
        Ja już naraziłam dziecko na cierpienie rozstając sie z jego
        ojcem ,cały czas patrze na jego ból spowodowany tym że ojciec go
        olewa... Nie mogłabym więc zafundować mu rodziny w której nie byłyby
        akceptowany ,kochany...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka