Dodaj do ulubionych

Coś o in vitro....

28.12.07, 14:19
Pewnie niewiele mam z tego forum jest w podobnej sytuacji: jestem mamą dziecka
poczętego metodą in vitro.
O tym, co się teraz dzieje, o tych wszystkich słownych przepychankach nie chce
mi się nawet pisać. Faktem jest,że i mój mąż i ja dostaliśmy rozgrzeszenie (?!).
Ale czasem, jak natknę się na coś w necie, to zastanawiam się,czy się śmiać,
czy płakać nad ludzką głupotą...
Oto ten tekst:
"Myślę, że kościół ma problem z dziećmi poczętymi "in vitro", bo one
nie mają duszy. Duch Święty wkłada duszę do zarodka, który się
tworzy w macicy matki. Gdy włoży dwie dusze to powstają bliźniaki.
Ale myślę, że Benedykt XVI gdyby chciał to mógłby załatwić z Duchem
Świętym aby ten wszczepiał dusze również do zarodków ludzkich
powstających z zapłodnienia "in vitro". Sugeruję pisanie listów do
Watykanu z taką prośbą."
Obserwuj wątek
    • marghe_72 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:22
      skąd to wytrzasnęłaś???
      • gardeniaa Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:25
        a po co ty w ogóle czytasz takie głupoty?
        takim tekstem to mozna sobie jedynie tyłek obetrzećsmile
      • joanna.gr Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:29
        Tu był artykuł; komentarze pod artykułem.
        www.gazetawyborcza.pl/1,75478,4791478.html
    • na_pustyni Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:26
      też czytałam... komentarz do wywiadu w GW z parą, która ma dwoje dzieci po ivf
    • demonii Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:26
      Wiesz... ja zastanawiam się jak to jest. Ty piszesz, że dostaliście
      rozgrzeszenie - jak zapewne nie jedna katolicka para, która zna swojego
      spowiednika, rozmawia z nim i tak dalej... a tu robią notable kościelni raban,
      że to be i fuj i w ogóle - dla mnie to czysta hipokryzja, niestety.
      Mam tylko nadzieję, że to co zacytowałaś nie wyszło z ust jakiegoś księdza...czy
      jakiegoś jeszcze bardziej na topie kościelnym biskupa czy kogoś takiego.
      • joanna.gr Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:36
        Ja mam w ogóle coraz więcej wątpliwości-co do swojej przynależności do KK,
        niestety sad Dostaliśmy rozgrzeszenie od dwóch niezależnych księży, których nigdy
        wcześniej nie widzieliśmy.Trafiliśmy na nich-ot, przypadek. Niemniej jednak
        podejście KK sprawia,że zaczynam czuć się wykluczona. I coraz bardziej
        rozzłoszczona. KK nie przyzna przecież, że się myli, a takich pomyłek ma już na
        swoim koncie od groma (począwszy od negacji nauk Kopernika, Galileusza, przez
        św. inkwizycję, podejście do narkozy, przeszczepów, czy ostatnio
        prezerwatyw-wszak pod wpływem AIDS coś się zaczyna zmieniać). Fajnie. Tylko ile
        osób przez to straci życie, nie doczeka upragnionego dziecka...itp? Bo się,
        qrdę, KK pomylił....
        Ech.....Dobija mnie stwierdzenie, że "to tylko jakieś tam marzenia dwojga
        ludzi". Przecież człowiek nie jest stworzony do cierpienia, ale szczęścia, więc
        jakie znowu "tylko marzenia"???
        Mam ciężżżżżżżżżżżki kryzys -nie tyle wiary w Boga- co wiary w KK.
    • iwles Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:30

      > "Myślę, że kościół ma problem z dziećmi poczętymi "in vitro", bo
      one
      > nie mają duszy.



      a cały świat ma problem z tymi, co TAK myślą...
    • kawad Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:31
      Czy ten tekst, który cytowałaś był na serio? Chyba nie, ale jest
      świetny jeśli chodzi o ironiczne podejście do sprawy in vitro.
      kościół robi z tego aferę godną lepszej sprawy. Niby dlaczego dzieci
      urodzone tą matodą maja być gorsze, inne? Są czasem o wiele bardziej
      chciane i kochane niż dzieci poczęte w zgodzie zkościelną
      wykładnią...
      Pamiętacie jak jakiś czas temu kościół ZADECYDOWAŁ że dzieci, które
      zmarły bez chrztu nie idą do czyśćca tylko do nieba (czy jakoś tak).
      No kurcze, ja myślałam, że jeśli już ktoś o takich sprawach decyduje
      to Bóg a nie paspieżczy kardynałowie. Tak samo może być z in vitro.
      Być może za xlat kościół znów ZADECYDUJE że jadnak jest to ok bo
      dziecko zrodzone jest zmiłości. Coraz bardziej przekonuję się, że ja
      i kościół idziemy po dwóch różnych ścieżkach i moja oddala się coraz
      bardziej (i jakos tego nie żałuję).
      • mor_lena Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:39
        Przeczytałam zalinkowany artykuł i komentarze pod nim i też mi się
        wydaje, że to ironiczna wypowiedź, co zresztą sugeruje tytuł postu
        ("obecnie in vitro nie mają duszy").
      • joanna.gr Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:46
        Mnie w ogóle sporo rzeczy zastanawia: skoro embriony są ludźmi, to dlaczego
        odmawia się pochówku dzieciom urodzonym przez 5 mies. ciąży?
        Poza tym, są kliniki, w których zarodków się nie niszczy! Może to jest kwestia
        paru prawnych uregulowań, a nie kategorycznych zakazów? Ale wtedy KK stwierdzi,
        że takie zapłodnienie jest niegodne dla człowieka.
        Bo jak człowiek jest poczęty przez gwałt, to godność została zachowana...
    • elza78 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:43
      kurde ja napisze tak, o ile w wielu kwestiach moje poglady sa bardzo
      konserwatywne, z czym nieraz niektore z was sie zetknely przy okazji jakichs tam
      dyskusji, o tyle w kwestii invitro mam mieszane uczucia, i nie wiem pod wzgledem
      wiary jak do tego podejsc, z jednej strony kosciol swoje stanowisko "na nie"
      tlumaczy tym ze w tej metodzie ginie tyle i tyle zarodkow z drugiej strony
      cholera normalna babka ktora stara sie zajsc w ciaze czasem sama nie wie ze
      poroni przed terminem miesiaczki i wtedy tez zarodek ginie, musze chyba pogadac
      o tym z jakims madrym ksiedzem etykiem zbey mi wytlumaczyl na czym rzecz polega,
      a wy skoro rozgrzeszenie otrzymaliscie to nie powiniscie rozdlubywac tak tej
      sprawy, gratuluje - bo macie malucha ktory kosztowal was zapewne wiele
      cierpienia i wyzeczen bo o tym ile kobiete kosztuje invitro malo kto pisze
      pozdrawiam
      • joanna.gr Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:54
        Tyle,że ja nie potrafię "nie rozdłubywać', bo cała nasza przynależność do KK
        stoi teraz pod znakiem zapytania. Nie zgadzam się z tym podejściem, kurczę - nie
        zgadzam się i kropka. I co? Mam udawać, że jednak się zgadzam? Albo być
        katoliczką 'warunkowo'?
        No i najnormalniej w świecie mnie to rusza. Przykro mi, jak słyszę takie rzeczy.
        • elza78 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:57
          ale posluchaj, nie wolno tak robic, otrzymalas rozgrzeszenie to mozesz o tym
          zapomniec, wiesz w KK tez jest mnostwo idiotow warto rozmawiac z ludzmi madrymi
          ktorzy zblizaja cie do boga a nie od niego odpychaja.
          • elza78 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:00
            i jeszcze Ci napisze, ze im bardziej sie czlowiek w to wszystko zaglebia, tym
            bardziej twierdzi ze nie zdola zyc bez jakiegokolwiek grzechu i zawsze bedzie
            cos co oddala go od Boga, ale on jest milosierny, nigdy nie jest tak ze dasz
            rade zyc dokladnie wedlug prawa i bedzie wszystko ok, zawsze bedzie jakas "rysa"
            cos z czym sie nei zgadzasz, ale trzeba szukac wink
            • elza78 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:01
              i kochac, to przede wszystkim...
      • chicarica Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:15
        Elza, masz swój rozum i on podpowiada słusznie.
        Ksiądz ma Ci mówić co masz myśleć?
        • elza78 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:35
          ja nie chce chica zeby mi ksiadz mowil co mam myslec, ja chce zwyczajnie na te
          temat porozmawiac jak cywilizowany czlowiek, zeby sie czegos dowiedziec wink
          szukajcie a znajdziecie wink
        • ally Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:51
          o ile mi wiadomo z lekcji religii w liceum, na które chodziłam z ciekawości, bo
          uczył mądry ksiądz z doktoratem wink, to ostateczną instancją zawsze jest własne
          sumienie...
    • mathiola Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 14:51
      Ja myślę, że to tekst ironiczny, z przymrużeniem oka. Nikt o zdrowych zmysłach
      nie napisałby przeciez takiego czegoś na serio.
      Natomiast jeśliby go przyjąć jako szyderstwo z głupców, jest nawet zabawny i
      inteligentny.
      • joanna.gr Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:02
        Na dwoje babka wróżyła - możliwe, że to ironia.
    • lola211 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:09
      Tekst ironiczny- to widac slychac i czuc.
    • dzyndzolka Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:11
      Joanna, czuję chyba bardzo podobnie do Ciebie. Ja także tracę
      poczucie przynależności do KK. Nie mam dziecka pochodzącego z
      zapłodnienia in vitro. Ale po prostu nie podoba mi się cała misyjna
      działalność kościoła.
      Kościół jest przeciwny in vitro, aborcji, nawet gdy ciąża zagraża
      zdrowiu matki, używaniu prezerwatyw... O co chodzi z tymi
      prezerwatywami? Chyba księża znając sytuację niektórych biednych
      rodzin, powinien zachęcać do ich używania. Przecież nie dochodzi do
      zapłodnienia!
      A ja nigdy nie słyszałam, żeby się jakiś biskup publicznie
      wypowiedział i potępił bicie dzieci, że już o porzucaniu noworodków
      nie wspomnę. Myślę, że przede wszystkim w tych kwestiach Kościół
      powinien nauczać. Miłości do bliźnich, do zwierząt, współczucia i
      tolerancji. A ja mam wrażenie, że w wielu kwestiach nauki Kościoła
      działają jakoś pokrętnie odwrotnie.
    • ally Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:11
      szczerze? nie chciałabym, by moi rodzice się spowiadali ze sposobu, w jaki
      sprowadzili mnie na świat.
      jako osoba niewierząca nie potrafię pojąć, czemu ludzie pozwalają sobą pomiatać.
      • gardeniaa Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:26
        > jako osoba niewierząca nie potrafię pojąć, czemu ludzie pozwalają sobą pomiatać
        > .
        bo do tego trzeba chyba dojrzeć
        za przykład mogę podać moją szczerą spowiedz przedmałżeńską
        gdyby dziś mnie ksiądz zapytał czy uprawiałam sex przedmałżeński roześmiałabym
        mu się w twarz
    • lola211 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:26
      KK dba przede wszystkim o swoj wlasny interes, dobro jednostki ma
      dla niego marginalne znaczenie.Te wszystkie zakazy, nakazy słuza
      trwaniu i wzmacnianiu jego roli w swiecie.Pod plaszczykiem ochrony
      godnosci czlowieka, zycia,chodzi o trwanie instytucji KK.
      Z drugiej strony jakby nie patrzec to zasady koscielne ida w parze z
      interesem spoleczenstwa - to, by nie dokonywac aborcji, rozmnazac
      sie, adoptowac sieroty jest patrzac z punktu widzenia ogólu
      obywateli korzystne.
      Tu istnieje po prostu konfikt interesow- jednostki i spoleczenstwa.
    • jowita771 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:34
      przeczytałam Twój post i pomyslałam zaraz o rażących błędach KK, raz uważają
      tak, za jakiś czas inaczej. KK jest skostniały i dojście do każdego wniosku
      zajmuje mu kilkakrotnie więcej czasu niż innym ludziom (pisząc KK mam na mysli
      osoby decyzyjne w tej instytucji, bo znam tekst, że każdy katolik tworzy kościół)
      czy naprawdę zdanie tej niepoważnej instytucji ma tak wielkie znaczenie, że
      czujesz się gorsza? masz dziecko, to się liczy. co sądzi o tym papież i
      kardynałowie naprawdę jest bez znaczenia.
      • joanna.gr Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:42
        To nie tak, że "czuję się gorsza". Widzę po prostu rażącą niesprawiedliwość. Nie
        chcę, żeby ktoś mądry inaczej wmawiał mojemu dziecku, że coś z nim nie tak.
    • dirgone Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:50
      A ja prawdę mówiąc nie potrafię zrozumieć jednego - kościół katolicki nie jest
      JEDYNYM kościołem w Polsce. Zasady ma jakie ma, inne kościoły chrześcijańskie
      podchodzą do wielu spraw w bardziej ludzki sposób. Czy tak trudno się
      przekonwertować? Zbór protestancki jest na pewno otwarty na wszystkie osoby
      niezadowolone z reguł kościoła katolickiego i oferuje praktyki religijne na o
      wiele wyższym poziomie. Moi znajomi protestanci jakoś nigdy nie skarżyli się na
      swoją religię.
      Ja jestem ateistką, mnie te sprawy nie dotyczą, więc w sumie nie mam tutaj zbyt
      wiele do powiedzenia, ale dawno temu sama chciałam się przekonwertować i sposób,
      w jaki byłam traktowana przez pastora był naprawdę rewelacyjny.
      Jeśli jesteś wierząca i zależy ci na praktykach religijnych, to po prostu zmień
      wyznanie na takie, które bardziej ci odpowiada.
      Chociaż przyznam, że nie wiem totalnie, jak kościół protestancki zapatruje się
      na in vitro. Też tak samo?
      • syriana Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:54
        tylko katolicyzm odrzuca in vitro
    • syriana Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:52
      ja z mieszanymi uczuciami obserwuję tę reakcję Kościoła na całą sprawę

      z jednej strony - jako niewierząca, myśląca, mająca świadomość siebie i
      zależności, którym podlegam jestem oczywiście skrajnie zniesmaczona takimi
      tekstami hierarchów i po prostu najzwyklejszy wqurw mnie bierze na myśl, że tak
      ludzi można szmacić

      a z drugiej - Kościół to Kościół a nie osiedlowe stowarzyszenie zuchów
      jest konserwą w sprawach obyczajowo-etycznych i dziwnym byłoby, gdyby nie zabrał
      głosu jednoznacznego w tej sprawie, skoro wiadomym jest jakie ma stanowisko

      pewnie trudno jest być katolikiem i z pokorą przyjmować takie słowa, ale cóż..
      nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i zawsze z górki

      szkoda tylko, że żyjąc w państwie tak jednowymiarowym religijnie, wszystkich nas
      konsekwencje tych (i podobnych) słów dotykają i wszyscy pod tą górkę razem z
      wierzącymi musimy zapieprzać
      • syriana Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 15:57
        no i dodam jeszcze, że na miejscu rodziców mających dzieci z in vitro i żyjących
        w Polsce, zadbałabym o odpowiednie pranie mózgu już od początku

        nie ma się czego wstydzić i trzeba dzieciakowi od małego wprost mówić jak się
        wszystko odbyło i wpajać poczucie dumy, że rodzicom się chciało go mieć tak
        bardzo, że wiele za to zapłacili
    • denea Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 20:38
      Tekst jest ironiczny, też tak to odbieram. Można go nawet pociągnąć
      trochę dalej - skoro papież załatwił, że nieochrzczone dzieci nie
      idą już do piekła, to i tę sprawę też może...
      I pewnie bym się nawet i pośmiała, gdyby nie świadomość, jakie
      straszne cierpienia przez wieki przeżywali wierzący rodzice zmarłych
      przed chrztem dzieci sad
      Ale nie o tym chciałam. Myślę, że akurat tym tekstem zupełnie
      niepotrzebnie się przejmujesz.
      A co do Kościoła - nie jestem pewna bo nie interesowałam się tym
      specjalnie - ale KK przecież w żaden sposób nie "potępia" dzieci z
      in vitro, nie uważa je za gorsze. Protestuje przeciw procedurze
      stwarzania większej ilości zarodków niż to potrzebne w przypadku
      konkretnej pary i umieszczaniu ich w azocie czy unicestwianiu. Można
      uczynić krok wstecz i doprowadzać do zapładniania powiedzmy tylko
      dwóch jajeczek, kiedyś tak się robiło, kiedy technika była mniej
      zaawansowana. I tu stanowisko KK nawet jestem w stanie zrozumieć,
      skoro uważa zarodek za człowieka, to jest to dość logiczne.
      Z drugiej strony jako obywatel jestem strasznie rozczarowana
      niejasnym stanowiskiem rządu, bo całym sercem uważam, że ludziom
      borykającym się z tak tragicznym problemem państwo powinno pomóc i
      przynajmniej częściowo refundować in vitro jako leczenie
      niepłodności. Kościół od tego jest, żeby wyrażać włąsne zdanie, ale
      nie tylko katolicy są obywatelami państwa i z założenia ono ma być
      laickie uncertain
      A Ty, Joanno... Napiszę Ci oczywistość: masz największy skarb i z
      tego się ciesz smile Chociaż z drugiej strony rozumiem Twoje rozterki sad
      Przykro mi sad
      • ally Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 20:47
        > zaawansowana. I tu stanowisko KK nawet jestem w stanie zrozumieć,
        > skoro uważa zarodek za człowieka, to jest to dość logiczne.

        ale to nie jest jedyny argument kościoła przeciwko in vitro, pozostałe są - dla
        niewierzącego - znacznie bardziej bełkotliwe i ubliżające zdrowemu rozsądkowi
        (np. argument, że poczęcie in vitro to poczęcie bez miłości, albo że in vitro
        upokarza przyszłych rodziców, bo spermę pozyskuję się poprzez masturbację itp.)
        • syriana Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 20:56
          masturbację też na upartego można obejść, bo KK dopuszcza stosunek seksualny w
          dziurawej (!!) prezerwatywie, by z niej już godne nasienie pobrać

          no ale to zdaje się tylko jest w porządku i z poszanowaniem zasad, przy
          schorzeniach gdzie wystarczy wstrzyknąć plemniki do dróg rodnych kobiety, a one
          już same dają sobie radę dalej
          • syriana Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 20:59
            tygodnik.onet.pl/1546,1346477,dzial.html
            tu dla wytrwałych wyłożenie filozofii KK w tej materii
            • guderianka Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 21:05
              zasady są po to by je łamać. Wg KK złamaliście zasadę, ale zostało
              wam to wybaczone. Więc wszystko powinno być ok. NIe jest prawdziwie
              wierzącym ten kto na ślepo przyjmuje każdą regułę ale ten kto
              błądzi, poszukuje, gubi się i wraca, zadaje pytania i szuka
              odpowiedzi
              Bóg-czy to katolicki czy inny- z pewnością nie cieszy się z dusz
              przyjmujących wszystko na ślepo, bez własnego umysłowego wkładu w
              rozpatrzenie każdej moralnie dyskusyjnej sprawy
              • miirabelka Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 21:16
                Niestety nie wszystko jest ok, bo teoretycznie powinno się za ten "grzech"
                żałowac.. A ja na przykład nie żałuję i co więcej nie zamierzam, gdyż dzięki
                niemu mam cudną córeczkę, o którą walczyliśmy z mężem cztery długie latasmile
                ♥♥ • ♥♥ • ♥♥ • ♥♥
              • kawka74 Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 21:57
                > zasady są po to by je łamać.
                To nie w KK.
                Świadomy grzech (świadome łamanie pewnych zasad) i brak skruchy to grzech
                przeciw Duchowi Świętemu, a ten jest niewybaczalny.
                Problem z KK, tak jak z wieloma innymi wyznaniami, że nie owieczek sprawą jest
                rozważanie pewnych dogmatów czy zasadności pewnych reguł, i niektóre dogmaty i
                reguły trzeba przyjąć na ślepo, bezdyskusyjnie.
                Myślę, że należy pamiętać o tym, że wiara i religia to nie są tożsame pojęcia.
                Chcę powiedzieć, że - moim zdaniem - w ogólności, w odniesieniu do wiary, masz
                rację, ale w odniesieniu do konkretnego przypadku KK - raczej nie.
                • jowita771 Re: Coś o in vitro.... 30.12.07, 10:49
                  kawka74 napisała:

                  > > zasady są po to by je łamać.
                  > To nie w KK.
                  > Świadomy grzech (świadome łamanie pewnych zasad) i brak skruchy to grzech
                  > przeciw Duchowi Świętemu, a ten jest niewybaczalny.
                  > Problem z KK, tak jak z wieloma innymi wyznaniami, że nie owieczek sprawą jest
                  > rozważanie pewnych dogmatów czy zasadności pewnych reguł, i niektóre dogmaty i
                  > reguły trzeba przyjąć na ślepo, bezdyskusyjnie.

                  a ja się z tym nie zgadzam, wiele razy prowadziłam spory z księdzem na ten
                  temat, kiedy jeszcze byłam katoliczką.
                  dla mnie takie bezmyslne przyjmowanie wszystkiego to jest grzech. po to Bóg dał
                  mi rozum, żebym z niego korzystała. po to dał mi wolną wolę, abym sama
                  dokonywała wyborów. znacie przypowieść o talentach? trzeba je wykorzystywać, a
                  nie tylko posiadać. kościół katolicki wymagał ode mnie czego innego niż Bóg i
                  się rozeszliśmy.
                  • kawka74 Re: Coś o in vitro.... 30.12.07, 11:25
                    > dla mnie takie bezmyslne przyjmowanie wszystkiego to jest grzech.
                    Dla CIEBIE.

                    po to Bóg dał
                    > mi rozum, żebym z niego korzystała. po to dał mi wolną wolę, abym sama
                    > dokonywała wyborów.

                    I chwała Ci za to.
                    Ja - zgodnie z danym mi rozumem i daną mi wolną wolą - też się wyprowadziłam z KK.
            • denea Re: Coś o in vitro.... 29.12.07, 07:57
              syriana napisała:

              > tygodnik.onet.pl/1546,1346477,dzial.html
              > tu dla wytrwałych wyłożenie filozofii KK w tej materii
              >
              No tak, nie doceniłam ciężkiej pracy teologów KK, to o wiele
              bardziej skomplikowane niż myślałam...
              Tym bardziej mogę sobie wyobrazić jaki dylemat mają katolicy
              pragnący dziecka, dla których in vitro jest skuteczną metodą
              leczenia.
            • jowita771 Re: Coś o in vitro.... 30.12.07, 10:53
              kiedys kościół utzrymywał, że współżycie w okresie niepłodnym jest grzechem.
              potem doszedł do wniosku, że skoro Bóg stworzył tak organizm kobiety, że jest
              czas niepłodny, to stworzył go po to, żeby ludzie z tego korzystali. za ileś lat
              kościół dojdzie do wniosku, że gdyby Bóg nie chciał, aby powstawały dzieci
              metodą in vitro, to zaprogramowałby świat tak, aby nie było to możliwe.
    • ciociacesia Re: Coś o in vitro.... 28.12.07, 21:56
      ten tekst to trolowa prowokacja, kobieto smile
      mnie czasem telepie kiedy czytam rodziców licznej gromady którzy sypia gromkimi
      gromamami na całe te zabawy z in-vitro. bo moznna adoptowac. bp mi panstwo a
      dzieci nie da a komus na in-vitro. ja chyba nerke bede musiała zastawic zeby
      sobie na dziecko pozwolic
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka