Istnieje teoria, że człowiek rodzi się jako niezapisana tablica - tabula rasa.
Osobiście pozwalam sobie obalać poglądy wielkich umysłów oraz feministek
Obserwuję moje dzieci, przypominam sobie również swoje dzieciństwo i wychodzi
mi inaczej, aniżeli wielcy tego świata twierdzą.
Uważam, że człowiek rodzi się z pewnymi cechami przynależnymi do danej płci.
Pewne struktury w mózgu, które ukształtowała sama natura na drodze ewolucji
są, istnieją i żeby nawet całe stado feministek twierdziło inaczej, ja uważam,
że chłopak rodzi się z męskim mózgiem, a dziewczynka z dziewczęcym i ma to
odzwierciedlenie w ich zachowaniu oraz w zabawach, jakie wybierają.
Moim bliźniakom kupuję takie same zabawki. Nigdy nie było tak, że syn dostał z
jakiejś okazji samochód, a córka lalkę. Jeśli samochody to dwa, jeśli lalki -
też dwie (inaczej się biją). Do tego mają do dyspozycji zabawki starszego
brata, oczywiście chłopięce. I cóż z tego wynika? Córka wybiera bardziej
dziewczęce zabawki, syn - te bardziej chłopięce. Kiedy córka tuli misia, synek
w tym czasie z upodobaniem robi brrrruuuuum samochodem. Mają dwa jeździki,
jednak to synek siedzi na swoim całymi dniami, jeżdżąc, trąbiąc i kręcąc
kierownicą.
Obserwuję je i widzę, jak bardzo się różnią, mimo, iż od poczęcia rozwijają
się obok siebie, w tym samym środowisku, wśród tych samych zabawek.
Dziewczynka jest ewidentnie dziewczęca, syn to taki prawdziwy (stereotypowy

) chłopak.
Feministki uważają, że różnice między chłopcami a dziewczynkami są efektem
nacisków ze strony patriarchalnego społeczeństwa, które od urodzenia
przygotowuje ich do przypisanych im ról społecznych.
Ja się z tym nie zgadzam, przynajmniej nie do końca. A wy?