mma_ramotswe
26.01.08, 12:27
Mam tak, że z koleżanką, którą znam jeszcze z czasów licealnych,
lubimy się spotykać we dwie, przy herbacie.
Mam tak, że z koleżankami-mężatkami często spotykamy się sam na sam,
czasem z dziećmi.
Mam tak, że lubię gdzieś pojechać z koleżanką, nawet na 2tygodniowe
wczasy
A tu się dowiedziałam, że co Bóg złączył, tego człowiek nie może
rozdzielać. I jesli kocham męża i dzieci (a kocham, dodam, że z
wzajemnością i bardzo jestem z mojego małżeństwa i rodziny
zadowolona), to mam z nimi wszędzie chodzić. Czyli nie spotkanie z
koleżanką we dwie, a w dziesiątkę (bo tak się składa, że mam męza i
4 dzieci, ona ma męża i 2 dzieci). Że jak kobieta spotyka się z inną
kobietą, to w czymś jej mąż zawinił, że albo on złym mężem jest,
albo ona złą żoną (dobra żona nie ma potrzeb, których nie może
zaspokoić jej mąż).
Opinie te usłyszałam nie od zakrystianina, nie od babci w moherze,
nie przeczytałam ich w średniowiecznym podręczniku.
Jak jest u Was?