agacz2905
04.04.08, 23:27
Dzisiaj o g.7.30 stawiłam się przymusowo na komisję ZUS-u
(otrzymawszy wezwanie za pośrednictwem poczty polskiej zaledwie
wczoraj wieczorem), która to (komisja) w łaskawości swej orzekła, że
zwolnienie lekarskie mam wystawione prawidłowo. Zatem - niech żyje
ZUS! Mocno starszawy lekarz-rzecznik dokładnie 5 (słownie pięciu)
minut potrzebował, żeby wprowadzić do komputera (wypasionego, a
jakże) mój... PESEL! Siłą woli powstrzymałam się, żeby nie odsunąć
go moimi kulami łokciowymi od komputera i nie pisać za niego. Słowo
daję, byłoby 5 razy szybciej, skromnie licząc. Niedowiarek orzecznik
oprócz dokumentacji medycznej kazał mi jeszcze "okazać" bliznę po
operacji (miałam całkowitą alloplastykę lewego stawu biodrowego z
tzw. "dojścia tylnego", ergo+ 3/4 interesującej pana lekarza blizny
znajduje się na mym lewym pośladku

. Pokazałam mu, a jakże, niech
widzi, niewierny Tomasz i uwierzy! Ale mimo wszystklo pozostał mi po
sprawie jakiś... niesmak??
Szymek
Agatka