babsee
05.06.08, 11:56
Tytuł taki, bo jak znam zycie to własnie wkładam kij w
mrowisko.Rzecz sie tyczy zabierania maluszków(czyt. dzieci do roczku
i moze ciut wiecej)na egzotyczne wyprawy.Czy mozecie mi wytłumaczyc,
na jaką cholere?ale jakies rozsadne argumenty, bo te że dziecko ma
prawo zwiedziac świat sa raczej niepoważne.
Moja Mama wlasnie wrocila z Egiptu-wyprawa "Rejs po Nilu".Byly 2
pary z dziecmi -jedno okolo 6 mies, drugie nieco ponad roczek.I co?
horror.Dla kogo?dla pozostalych uczestników wycieczki-bo dzieci
wymeczone i drące sie , a rodzice ambitni ponad miare, zabierali je
jeszcze na wycieczki fakultatywne np,do Kairu(wyjazd o 2 w nocy,
powrót po blisko 24 h).Wszytsko to pod sztandarem "nie bedziemy z
niczego rezygnowac.Dziecko nas nie ograbnicza"
Czy tak trudno zrozumiec, ze dziecko owszem, ogranicza?czy to taka
straszna rzecz, poczekac rok, moze dwa i wtedy pojechac z dzieckiem?
czy tak trudno popatrzec dalej niz czubek wlasnego nosa i pomyslec
ze dziecku to absolutnie żadnej frajdy nie sprawia?a innych
towarzyszy podrózy moze po prostu meczyc?
Ja mialam ta watpliwa przyjemnośc spedzic 3 h w samolocie i podczas
tychze 3 h dziecko darlo sie wnieboglosy.Stwierdzialam jednak,ze
moze byla taka koniecznosc, ze musialo gdzies leciec z rodzicami.Ale
przezywac cos takiego, bo komus zachcialo sie oglądac piramidy z
roczniakiem?