brak.polskich.liter
15.06.08, 23:26
Bedzie o stosunkach na linii gosc-gospodarz.
Zainspirowal mnie watek Czajki o tesciowej. Kto ciekaw, ten przeczyta.
Zachowanie tesciowej - no comments, baba dala popis chamowy, ale nie w tym rzecz.
Urzekl mnie glowne pytanie watkowe: jak sie zachowac, jesli tesciowa
przyjdzie? Rady padaly rozne, ale zadna z osob - poza mna - nie wyrazila
cienia zdziwienia faktem, ze skoro kogos nie zapraszamy, to implikacja, ze
ktos jednak przyjdzie/moze przyjsc jest lekko absurdalna.
Wynika z tego, ze niezapowiedziane wizyty niezapraszanych gosci sa traktowane
jako rzecz zupelnie normalna, szczegolnie, jesli ci goscie to
rodzice/tesciowie/rodzina (przypuszczam, ze osobom spoza rodziny nie
starczyloby tupetu, zeby do kogos przychodzic bez zaproszenia, ale lektura co
poniektorych postow wskazuje, ze i tu moge sie mylic). Do tego stopnia
normalne, ze sie ich nawet nie zauwaza jako zjawiska i nie klasyfikuje jako
potencjalnego problemu.
Dla mnie osobiscie sytuacja, w ktorej gosc - wszystko jedno, czlonek rodziny,
czy nie - przychodzi bez uprzedzenia i zaproszenia, jest nie do pomyslenia.
Wszechswiat rownolegly. Zawsze sadzilam, ze prawo do decydowania, z kim i na
jakich warunkach sie spotykam we wlasnym domu i planowania kontaktow
towarzyskich, jest czyms oczywistym. Z obserwacji szerokiego grona znajomych
wynika, ze raczej nie jestem w swoich pogladach odosobniona...
A tu zonk. O co zatem chodzi? Naprawde uwazacie, ze niezapowiedziane wpadanie
"na kawke" jest czyms normalnym?