Dodaj do ulubionych

Wiecznie u kogos...:(

24.07.08, 15:08
Wlasnie przeczytalam watek "boje sie kredytu" i postanowilam sama
opisac swoja sytuacje, bo juz sama nie wiem co robic.
Generalnie chodzi o to, ze tak jak i w tamtym watku najwiekszym
problemem mojej rodziny jest brak wlasnego kata. Przeprowadzalam sie
juz kilkanascie razy w doroslym zyciu a konca nie widac. Mam juz
dosc wiecznego przywyczajania sie i odzwyczajania do nowych
mieszkan, okolicy, sasiadow, wiecznego urzadzania sie 'na nowo',
wiecznego zaczynania wszystkiego od poczatku. Pochodze z Warszawy,
maz z Olsztyna i mimo ze zawsze jakos sobie radzilismy finansowo to
nigdy nie stac nas bylo na kredyt, nie mielismy zdolnosci
kredytowej. Teraz pracujemy z mezem za granica i w koncu
mamy "upragniona" zdolnosc kredytowa ale przez ten caly skok na
rynku nieruchomosci nie wiemy czy ryzykowac, czy nie wkopiemy sie na
cale zycie w studnie bez dna. Musielibysmy wziac co najmniej 300
tysiecy na 30 lat, i placic raty po 1800-2000 zl, oczywiscie mowie o
malym mieszkaniu 2 pokojowym w wielkiej plycie bo co innego kupie z
za te pieniadze w Warszawie. No moze 3 pokoje w wielkiej plycie POD
Warszawa i wydam w perspektywie lat kupe kasy na dojazdy, nie mowiac
o tym ile czasu to zajmie. Kolejna sprawa to to jakby to nasze zycie
wygladalo po oplaceniu raty. Mysle, ze maksymalne maksimum jakie
mozemy zarobic z mezem w Warszawie to 4-5 tysiecy zlotych, wiec za
2200-3000 musielibysmy utrzymac 3 osoby, oplacic przedszkole,
dojazdy, ubrania, wakacje... wszystko. Wiem, ze mozna, wiem ze da
sie ale... no wlasnie i tu pojawia sie ale. Mamy alternatywe -
mozemy zamieszkac u tesciowej, pod Olsztynem w jej mieszkaniu. Ona
mieszka jeszcze gdzies indziej, wiec bylibysmy niby niezalezni. Tyle
ze tesciowa lubi ukladac zycie innym, do tej pory nasze relacje byly
poprawne ale boje sie jak to by wszystko wygladalo gdybysmy
mieszkali u niej.
Ona twierdzi, ze by sie nie wtracala, ze to marnotrawstwo kupowac
inne mieszkanie skoro jej duze mieszkanie stoi puste, ze jestesmy
glupi po prostu, honorowi z ten zly sposob, ze jeszcze za malo zycia
znamy etc. Tak twierdza tez niektorzy nasi znajomi, tak twierdzi
czesc rodziny. Z kolei druga polowa - znajomych i rodziny (zwykle ci
ktorym sie po prostu lepiej w zyciu powiodlo albo ci ktorzy zdolali
kuoic mieszkania przed "gorka") mowi zebysmy nie byli jeleniami,
naiwniakami - ze jak mamy szanse na wlasne mieszkanie na kredyt, to
zeby brac i nie ogladac sie na tesciowa. Puszczaja gadki w stylu
lepsze ciasne ale wlasne(nawet Ci ktorzy dostali 50 procent kasy na
m od rodzicow), ze satysfakcja wieksza itd. Ze bedziemy oplacac
czynsz, remontowac, urzadzac mieszkanie ktore nigdy nie bedzie nasze
i w ktorym tesciowa zawsze bedzie mogla rzadzic. Ze to zadna
niezaleznosc. A ja juz sama nie wiem, nie wiemy oboje jakas podjac
decyzje. Boimy sie, ze po powrocie do Polski znowu nie bedziemy miec
zdolnosci kredytowej, ze moze juz nigdy nie bedziemy jej miec, ze
uzaleznimy sie w pewniem sposob od tesciowej, ze mozemy miec
problemy z praca w Olsztynie, ze znowu bedziemy u KOGOS...
Tak bardzo brakuje mi stabilizacji, ale w tym wszystkim nie wiem juz
jak i gdzie jej szukac. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze obawa o
corke, ktora poki co jest malutka i niewiele rozumie ale juz
niedlugo zacznie, i to ciagle zmienianie miejsca pobytu, srodowiska,
brak wlasnego domu zacznie tez ja dotykac. Chce miec wlasny kat,
wlasny dom, chce w koncu kupic sobie swoje meble, bibeloty, urzadzic
sie a nie kupowac to co praktyczne i tanie - bo trzeba bedzie i tak
oddac czy sprzedac przy kolejnej przeprowadzce, chce by moje dziecko
mialo swoj pokoj, swoje rzeczy a nie ciagle tylko cos
tymczasowego...ale jakim kosztem, czy za wszelka cene? Jak to
rozwiazac...?
Obserwuj wątek
    • michasia24 Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 15:12
      zamieszkałbym w mieszkaniu u teściowej, duże raty wychodzą jak dla mnie za duże
      • dlania Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 15:41
        Poprosić teściową o przepisanie mieszkania na was.
        Albo/i powiedziec jej o swoich obawach co do wtracania się - oczywiście bardzo
        grzeczniewink
    • noa15 Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 15:40
      Poszabym na swoje. Po ślubie mieszkaliśmy w mieszkaniu z teściem jak
      się urodził syn przenieśliśmy się do moich rodziców. Niby wszystko
      ok ale zawsze znajdzie się coś co nie będzie komuś odpowiadać. NIby
      drobnostki ale jak się wszystko skumuluje to można zwariować. Teraz
      też rozgladamy się za swoim, oczywiście na kredyt.
      • messinmyhead Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 15:57
        Probleem w tym wszystkim jest moje nastawienie, to jak ja bym sie psychicznie
        czula w tej calej sytuacji. Moja tesciowa nawet by poszla nato przepisanie
        mieszkania, nie trzeba jej byloby jakos naklaniac. Jednak chodzi mi o te
        wszystkie drogne sprawy, niuanse typu ze tesciowa przyjezdza (a jak ja znam to
        przyjezdzalaby czesto) i byloby pytanie a gdzie sa jej jakies tam filizanki, a
        dlaczego zmienilismy to czy tamto, ze przeciez bylo dobrze itp. Oczywiscie
        wszystko w bialych rekawiczkach, zadnych awantur bo ona taka nie jest, ale zadne
        tlumaczenie jej ustalanie ze chcemy cos po swojemy zrobic nie przyniosloby
        dlugofalowego efektu. Przestalaby wtracac, pytac, komentowac do... nastepnego
        razu. I bylby w tle klimat no ze jak to ona we wlasnym mieszkaniu, ktore nam
        dala, uzyczyla -nie moze zrobiic tego czy tamtego, czy "niewinnie" zapytac czy
        skomentowac.
        Oczywiscie mowie sobie ze po prostu musialabym sie z tym pogodzic, zdystansowac,
        sie, niech sobie pogada etc. bo w gruncie rzczy faktem jest ze robi nam
        grzecznosc, ze pomogla i ze to nadal jest jej mieszkanie (choc "dom" moze nasz).
        W sumie to miejszy problem chyba niz ogromniasty i trudny do splacania kredyt na
        cale zycie. Tylko czy ja nie przekonuje czasem samej siebie... czy jesli tam
        zamieszkamy to czy bede umiala traktowac to miejsce jak dom? Biorac pod uwage ze
        go nie kupilam za zarobione przez siebie pieniadze i ze jest w 100% zrobiony pod
        tesciowa i ze kazda zmiana moze byc zle widziana? Tego nie wiem i sie obbawiam.
        • dlania Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 16:01
          A jakbys jej powiedziała o swoich obawach? Powiedziała, że chciałabys go
          urzadzic po swojemu, a jej może byc z tego powodu przykro itd. Co ona na to?
          Zrozumie czy nie?
          • messinmyhead Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 20:14
            Ona powie, ze rozumie... i zacznie mnie przekonywac, ze rozumie ale po co, skoro
            jej mieszkanie jest urzadzone, po remoncie. Fakt, jest urzadzone i remont kiedys
            tam byl, jest bardzo czysto i w sumie przytulnie ale zupelnie nie w moim czy
            naszym stylu, i jak tu przekonac tesciowa ze nie kazdy musi kochac cepeliowskie
            serwetki, boazerie w przedopokoju i kwiaciaste kanapy? Na jakies czas byloby OK,
            ale tak na cale zycie...wink?
        • guderianka Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 20:44
          Teściowa wiecznie żyć nie będzie..
          A wtedy chałupę sprzedasz i kupisz sobie SWÓJ dom
    • madame_edith Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 15:48
      A czy na pracę i zarobki macie identyczne szanse w Warszawie jak pod
      Olsztynem? Z tego co wiem to Warmińsko-Mazurskiem wielkich kokosów
      się nie zarabia (może się to zmienia powoli, nie wiem).
      Tam jest na pewno ładniej i życie bez kredytu na szyi kusi, ale ja
      bym chyba jednak wolała u siebie.
      Możecie ewentualnie na próbę zamieszkać tam na rok. Jak mamusia nie
      da żyć to wtedy plan B.
      Dla mnie osobiście takie właśnie "ciasne, ale własne" to wielki
      komfort psychiczny, ale moja rata kredytu stanowi nie tak duży
      procent dochodów, bo kredyt brałam przed podwyżkami.
    • przeciwcialo Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 16:06
      Taniej chyba raczej nie będzie. Póki jestescie za granica i zarobki
      macie lepsze to bierzcie kredyt, przez jakis czas możecie jeszcze
      pracowac za granica i juz spłacac i mieszkanie wynając- tez jakis
      zysk. A potem z oszczędnoiściami wracacie i możecie sie urzadzac.
    • atta Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 16:15
      Skoro teściowa byłaby skłonna przepisać na Was mieszkanie, to może wchodziłaby w
      grę opcja - sprzedać mieszkanie pod Olsztynem i kupić w Warszawie. Wtedy
      musielibyście wziąć o wiele mniejszy kredyt tylko na pokrycie różnicy cen...
      • gabrielle76 Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 16:26
        Kobieto bierzcie mieszkanie tesciowej, problemy typu gdzie sa filizanki to mały
        pikus w porównaniu z ratami które byscie spłacali za kredyt
      • messinmyhead Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 16:32
        Tesciowa mieszkania nie sprzeda bo, jak mowi to dorobek jej zycia, ma sentyment
        do niego, do okolicy i sprzedaz nie wchodzi w gre.Z jej punktu widzenia bez
        sensu jest sprzedawac duze 70 merowe mieszkanie w ladnej okolicy, w niskim bloku
        z cegly by kupic 40 m w wielkiej plycie na blokowisku w Warszawie, i jeszcze
        doplacac. W sumie ja rozumiem, tylko co poradze na to ze w Warszawie wyrchowalam
        sie i tam jest praca...
        • sir.vimes Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 20:01
          Oczywiście, że bez sensu.


          .Z jej punktu widzenia bez
          > sensu jest sprzedawac duze 70 merowe mieszkanie w ladnej okolicy, w niskim blok
          > u
          > z cegly by kupic 40 m w wielkiej plycie na blokowisku w Warszawie, i jeszcze
          > doplacac.
    • ru-da Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 17:09
      Brać mieszkanie od teściowej, jak daje, ale żeby było przepisane na was. Wtedy
      będziecie u siebie, jak zrobisz remont to dla siebie, i będziecie spać spokojnie
      bez rat.
      Można wtedy spróbować część pieniędzy odkładać na kupno mieszkania w W-wie
      (spróbować przez kilka miesięcy odkładać tyle, ile mogłyby wynosić raty, i
      wówczas podjąć decyzję o zakupie mieszkania i przeprowadzce do W-wy). Ale może
      się zdarzyć, że zdobędziecie dobrą pracę w Olsztynie i wszystko Wam się ułoży.
      Tego życzę smile
    • urbanflow7 Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 17:12
      Uważam, że poszukiwanie własnego miejsca nie jest unoszeniem się honorem, ale
      właśnie całkowicie rozważnym krokiem. Mam nadzieję, że Wam sie uda.
      • setia Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 17:31
        rozwiązanie: wziąć kredyt na mieszkanie w Warszawie a mieszkanie teściowej
        wynająć i z czynszu za wynajem spłacać kredyt. przynajmniej dopóki nie staniecie
        na nogi.
        • osa551 Re: Wiecznie u kogos...:( 24.07.08, 17:44
          Dokładnie tak, albo na odwrót - kupić mieszkanie w Warszawie i wynająć (niech
          się spłaca) a mieszkać w mieszkaniu teściowej. Jak staniecie trochę na nogi to
          zawsze można przyspieszyć spłatę kredytu.
        • e_r_i_n Re: Wiecznie u kogos...:( 25.07.08, 08:56
          setia napisała:

          > mieszkanie teściowejwynająć i z czynszu za wynajem spłacać kredyt

          Mhm, wynajem pod Olsztynem raczej nie spłaci kredytu w Wwie.
          • sir.vimes Re: Wiecznie u kogos...:( 25.07.08, 10:44
            też tak myślę.
    • 18_lipcowa1 a moze tak? 24.07.08, 18:21
      bierz kredyt i kupuj
      i zyj sama i sama decyduj
      nie daj sie namowic tesciowej bo potem bedzie wieczne wtracanie,
      wytykanie, wypominanie itp.

      Moze inna opcja? O takiej myslalam. Wezcie kredyt, wynajmijcie je i
      zamieszkajcie u tesciowej. Jak bedzie zle, macie w razie co swoje -
      jak bedzie okej, niech wam ktos to splaca.

      My tak wlasnie zrobimy. Mamy jedno swoje- wlasne i bierzemy kredyt
      na zarobki UK na nastepne w Polsce. Wynajmiemy je i za 30 lat
      zrobimy z nim co tylko nam sie spodoba.
    • sir.vimes Nie brać kredytu 24.07.08, 20:00
      wynająć coś maleńkiego i odkładać.

      Myslę, że jest wileka szansa na to, że ludzie którzy teraz biorą kredyty
      mieszkaniowe - mocno pożałują.

      jeżeli teściowa jest fajna i dalibyście radę z nią mieszkać - myślę, ze warto
      zastanowić się nad jej ofertą.
      • guderianka Re: Nie brać kredytu 24.07.08, 20:41
        > Myslę, że jest wileka szansa na to, że ludzie którzy teraz biorą
        kredyty
        > mieszkaniowe - mocno pożałują.

        A czemuż ?
        • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 24.07.08, 21:00
          Nie wiem czy w to wierzyć ,a le ostatnio pwna ekonomistka tłumaczyła mi długo i
          namiętnie jak kształtować się będą ceny mieskzań itp itd. Gorzka to była opowieść.

          Mnie to nie rusza bo mam własne mieszkanie, nie banku.

          Ale zastanawiałam się nad kredytem na mieszkanie dla córki - już się nie
          zastanawiam tylko odkładam dalej.

          w każdym razie wynikało z tej opowieści, ze jeśli ktos moze kupic na kredyt
          hiper mieskzanie typu przedwojenny apartament w super dzielnicy to warto. w
          innych przypadkach - bardzo nie warto.

          Oczywiście - niekoniecznie tak będzie.
          Ale, że te wywody pokrywają się z moją opinią nt kredytów - wierzę.
          • setia Re: Nie brać kredytu 24.07.08, 21:34
            niestety ceny mieszkań rosną szybciej niż oprocentowanie Twoich oszczędności w
            banku, więc możesz długo zbierać.
            • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 24.07.08, 22:09
              Wróżka?

              Czemu zdaje Ci się, że wiesz w jaki sposób zbieram i gdzie trzymam oszczędności?


              swoja drogą , nachlane promowanie brania kredytów jako "mniejszego zła"
              zwyczajnie mnie bawi.
              • sir.vimes nachalne, oczywiście 24.07.08, 22:10
                a nachlać sie można z żalu jak się podliczy ile naprawdę zapłaciło się za
                kupione na kredyt mieszkanie.
                • purpurowa_komnata Re: nachalne, oczywiście 24.07.08, 22:20
                  Ja się zagadzam z Sir.vimes. Tylko czasami nie ma wyjścia i kredyt
                  jest koniecznością...
                  • zonka77 a czemu taka wysoka rata? 24.07.08, 22:41
                    Bo ja przed chwilą zrobiłam symulację w millenium i przy takim kredycie w CHF
                    (300 tys na 30 lat) to rata wynosi coś powyżej 700zł...
                    Przy 5 tys netto zdolność macie...
                    Nie znam się na tym, tak sobie sprawdziłam na szybko bo ja planuję wziąść kredyt
                    2x tyle i rata mi wychodzi coś około 2 tys.
                    • zonka77 300 tys 24.07.08, 23:18
                      złotych oczywiście a nie franków smile Tylko kredyt we frankach smile
                      • aga-agata Re: 300 tys 25.07.08, 12:41
                        chyba się gdzieś machnęłaś - ja mam kredyt we frankach - 180 tys
                        złotych, rata 910 złotych
                    • messinmyhead Re: a czemu taka wysoka rata? 25.07.08, 00:37
                      Zonka, sprawdz dokladnie swoja symulacje - jesli podajesz jako walute kredytu
                      CHF - raty tez ci wylicza w CHF. Czyli to bedzie cos ponad 700 - ale CHF, nie
                      zlotych. Jak pokazujesz harmonogram splat to masz napisane 'Harmonogram splat w
                      walucie kredytu'. Niestetysad
                      Sprawdzilam na stronie Millenium, bo az mi sie wierzyc nie chcialo ze rata dla
                      300 tysiecy na 30 lat wyniesie tylko 700 zl skoro w Multibanku, PKO BP, Fortis,
                      mbanku, wszedzie wlasciwie gdzie sprawdzalam, raty sa w granicach 1600-1900 zl.
                • przeciwcialo Re: nachalne, oczywiście 25.07.08, 06:56
                  Ja nie przeliczam tak ile kosztowac bedzie mieszkanie po spłacie.
                  Na razie rata wynosi mniej niz wynajem na wolnym rynku. Gdzies
                  mieszkac trzeba a co miesiąc bliżej nam do pełnej własnoeści tych
                  czterech ścian.
              • setia Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 09:02
                sir.vimes napisała:
                > swoja drogą , nachlane promowanie brania kredytów jako "mniejszego zła"
                > zwyczajnie mnie bawi.

                nic nie promuję, przedstawiam po prostu rozsądne, ekonomiczne argumenty. ale jak
                się okazuje większość ludzi nie potrafi myśleć ekonomicznie.
                osobiście nie miałam potrzeby brać kredytu na mieszkanie (przynajmniej nie na
                własne) i chyba wycofam się z tych dyskusji o kredytach bo nie mam żadnego
                interesu w tym, jak to nazwałaś, promowaniu kredytów, wręcz przeciwniesmile
                • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:27
                  "ale jak
                  się okazuje większość ludzi nie potrafi myśleć ekonomicznie."

                  dokładnie.
                  A potem komornik ma uciechę.
                  • przeciwcialo Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:49
                    Nie kazdemu rodzice kupia czy dadza mieszkanie.
                    Nie każdy wygrywa w totka szóstke.
                    Mało kto ma gotówke na kupno mieszkania.
                    Niewiem dlaczego tak psioczysz na kredyty.
                    • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:55
                      Sir chyba nie psioczy na kredyty jako takie, tylko na ich pochopne
                      branie. I tutaj ja dobrze rozumiem - ile jest takich osob, ktore w
                      czasie 'bumu' zwietrzyły koniunkture (kupuje za 3000, sprzedaje za
                      8000), a potem mialy czkawke, bo kredyt kosztowal wiecej, niz
                      zarobek na mieszkaniu?
                      W tej chwili fakt jest taki: mieszkania tanieja, kredyty drozeja. I
                      trzeba mierzyc sily na zamiary.
                      • przeciwcialo Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:58
                        Ok. MOże faktycznie źle zrozumiałam.
                        My bez kredytu nie mielibyśmy mieszkania. Trzeci rok spłacamy juz
                        kredyt. Zostało jeszcze jakies 12 lat ale jak wróce do pracy to
                        podgonimy spłate. W naszy przypadku rata to mniej niz koszt wynajmu
                        takiego samego metrazu i moge sie bardziej czuc na swoim niz w
                        wynajmowanym. Z kazdym miesiącem jest coraz bardziej nasze.
                        • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:00
                          Ja tez musze wziac kredyt, zeby miec mieszkanie - ale tez nie chce
                          placic wiecej, niz jest konieczne smile. I wiecej, niz w okresie tych
                          kilkudziesieciu lat zakredytowania bede w stanie. Bo teraz pol
                          biedy - gorzej bedzie za lat 30 wink.
                      • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:12
                        Mniej więcej o to chodzi + mój ogólny pesymizm.

                        > Sir chyba nie psioczy na kredyty jako takie, tylko na ich pochopne
                        > branie.

                        A najbardziej irytuje mnie branie 40 letnich kredytów na mieskzanie za małe by
                        mogło być na całe życie. Zarzynać się dla klitki? Wg . mnie nonsens.

                        > W tej chwili fakt jest taki: mieszkania tanieja, kredyty drozeja. I
                        > trzeba mierzyc sily na zamiary.

                        No właśnie - ceny mieszkań zmieniają się i nie warto potem żałować.
                        • przeciwcialo Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:18
                          No to w sumie wiadomo skad takie kosmiczne ceny wynajmu- własciciele
                          nabrali kredytów i chca aby wynajmujacy je spłacili za nich.
                          • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:20
                            To jest przeciez oczywiste.
                    • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:09
                      Ogólnie nie lubię kredytów.

                      Poza tym - obserwowałam różne dziwne historie - np. człowieka , który dostał
                      kilka kredytów typu na laptop, na remont łazienki, na coś tam - i niby zdolność
                      miał. Z tym, że - wypadki losowe zadecydowały, że koniec końców matka tego pana
                      musiała sprzedać swoje mieszkanie i kupić mniejsze by popłacic jego długi. Nikt
                      w rodzinie nie dysponował wystarczającą kwota oszczędności by go poratować nie w
                      tak drastyczny sposób.
                      Dane na temat niespłacanie kredytów i tragedii ludzkich, które z tego wynikają
                      są dość porażające.

                      Dla mnie założenie, ze przez 30 lat na 100% będzie się miało nie tylko pracę ale
                      PRZEDE WSZYSTKIM zdrowie jest nieco za bardzo optymistyczne. Okaże się np., że
                      dziecko ma ciężką , przewlekłą, kosztowną chorobę - i wygodny plan spłaty
                      kredytu bierze w d.

                      Druga rzecz - zdolność często wyliczana jest niemal na styk (szczególnie takie
                      sytuacje w których tylko jeden bank przyznał kredyt sa alarmujące). A potem
                      zaczyna się batalia o życie na jakimkolwiek poziomie i skończyć się może na
                      kardiologii.
                      Nie wiem czy warto.

                      Po trzecie - gdybym mieszkała w niespłaconym mieszkaniu miałabym poczucie, że
                      należy nie do mnie, tylko do banku. Czyli gorsze niż w wynajetym.

                      Po czwarte - IMo lepiej sprężyć się i poharować 5 lat w nudnej, cieżkiej, a
                      przynoszącej duże zyski pracy a potem mieć własne niż sprężać się 20 lat dla banku.

                      Po piąte - rzeczywiście, miałam to szczęście, że otrzymałam małe mieszkanko w
                      spadku, mogłam je potem sprzedać i część gotówki miałam już w ręku. Natomiast
                      wiele moich koleżanek takiego szczęścia nie miało. A w kredyty się nie pakują.

                      Słyszałam za to o innych, bardzo fajnych rozwiazaniach - np. o wynajmowaniu w
                      dwie , trzy rodziny lub grupę przyjaciół ogromnych, świetnych domów na linii WKD
                      - niby mieszka sie z kimś ale warunki milion razy lepsze niż we "własnej", za to
                      30 metrowej kawalerce. A jeśli właściciel oszaleje pakuje się graty i startuje z
                      czystym kontem.

                      Myślę, że to są kwestie indywidualne - każdemu co innego przeszkadza, każdy ma
                      inne potrzeby.

                      No i, kredyt na 10 lat to też co innego niż na 40.


                      • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:19
                        sir.vimes napisała:

                        > Ogólnie nie lubię kredytów.

                        Tyle, że sensownie brane są dla ludzi i często są JEDYNĄ szaną na
                        wlasne mieszkanie.

                        > Po czwarte - IMo lepiej sprężyć się i poharować 5 lat w nudnej,
                        > cieżkiej, a przynoszącej duże zyski pracy a potem mieć własne niż
                        > sprężać się 20 lat dla banku.

                        Wybacz, ale to chyba jakies zyczeniowe myslenie.
                        Zalozmy moja sytuacje: mieszkanie, ktore uznam za docelowe (a tylko
                        na taki zakup sie zdecyduje, nie mam ochoty na kilka mieszkan 'po
                        drodze'), to koszt (w Warszawie) minimum 600 tys. Jak rozumiem
                        postulujesz odlozenie tej kasy? Oznacza to koniecznosc odkladania
                        120 tys rocznie, 10 tys miesiecznie. Czy musialabym zarabiac jakies
                        20 tys (netto). Niestety, troche za mloda jestem na takie zarobki.

                        > Po piąte - rzeczywiście, miałam to szczęście, że otrzymałam małe
                        > mieszkanko w spadku, mogłam je potem sprzedać i część gotówki
                        > miałam już w ręku.

                        A reszta? smile

                        > Natomiast wiele moich koleżanek takiego szczęścia nie miało. A w
                        > kredyty się nie pakują.

                        I co robia? Mowiac szczerze wole wziety (rozwaznie) kredyt, niz
                        mieszkanie z kimś.

                        Zgadzam się z Toba w temacie racjonalnego brania kredytow. Ale
                        robienie wokoł nich szumu, ze to tragedia i stryczek - tez jest
                        przesada. W ostatecznosci zabieraja mieszkanie i wracasz do punktu
                        wyjscia, czyli do wynajetego.
                      • guderianka Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 21:40
                        My mamy kredyt na 35lat
                        Brany był 2,5 roku we frankach, na kwotę 173 tys
                        Dziś mieszkanie jest warte 300tyś ale więc w razie jakiegoś
                        niespodziewanego wypadku czy choroby wymagającej dużych nakładów
                        finansowych możemy sprzedać to mieszkanie, spłacić kredyt, kupić za
                        150tys coś mniejszego i mieć tym sposobem w kieszeni 600-800zł raty
                        (piszę o takim przedziale poniewaz gdy braliśmy kredyt frank był
                        droższy i rata wynosiła ok 800zł teraz gdy staniał wynosi ok 680zł)
                        Kredyt będziemy spłacać tyle lat jeśli żadne z naszych rodziców do
                        tego czasu nie umrze. Kwestia nieuchrona w końcu. Jeśli któryś z
                        rodziców odejdzie z tego świata otrzymujemy w spadku nieruchomość
                        warta minimum tyle co nasze mieszkanie teraz. Jeśli rodzice będą żyć
                        więcej niż 35lat-daj im boże-to po ich śmierci i tak odziedziczymy
                        niezłą sumkę, która zaspokoi naszą potrzebę bezpieczeństwa na
                        starość i będzie miłym akcentem do emerytur
                        Jest jeszcze wariant optymistyczny-że my sami spłacimy ten kredyt
                        wcześniej-ale biorąc pod uwagę fakt,iż mamy niepełnosprawne dziecko
                        wymagające większego nakładu pieniędzy i jeszcze przez jakiś czas
                        mojego uziemienia zawodowego- szanse na to nie są spore


                        Generalnie nie jestem przeciwniczką kredytów o ile biorą je ludzie
                        na karku, którzy wczesniej przeprowadzili symulacje różnych
                        życiowych wariantów.
          • ally Re: Nie brać kredytu 24.07.08, 23:22
            > innych przypadkach - bardzo nie warto.

            mieszkać gdzieś trzeba wink słyszałam też od koleżanki teorię o tym, że jak już
            kupować, to tylko w nowym budownictwie (a nie w wielkiej płycie), co ona właśnie
            uczyniła. po czym u niej w budynku zaczęły walić się sufity i chyba zmieniła
            zdanie co do słuszności poczynionej inwestycji wink
            • ally Re: Nie brać kredytu 24.07.08, 23:27
              a propos cen jeszcze - ja słyszałam teorię, że mieszkania nie będą w najbliższym
              czasie drożeć w szaleńczym tempie, ale nie ma co oczekiwać, że z powrotem będą
              tak tanie jak kilka lat temu. także nie ma co liczyć na to, że jak kogoś dziś
              nie stać, bo za parę lat kupi cokolwiek bez kredytu.

            • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 00:13
              Ale to jest oczywiste, że nowe slumsy są tak samo slumsami jak stare.

              Tzn. są budowane na szybko, są tanie, jakości odpowiedniej do ceny, zestarzeją
              się szybciej niż naprawdę stare budynki.

              Jeżeli ktoś ma gotówke , potrzebuje mieszkania na kilka lat, małego - moze sie w
              cos takiego pakować , za ILEŚ z pewnościa to sprzeda. Ale na kredyt, na
              kilkadziesiąt lat ? W życiu.


              słyszałam też od koleżanki teorię o tym, że jak już
              > kupować, to tylko w nowym budownictwie (a nie w wielkiej płycie), co ona właśni
              > e
              > uczyniła. po czym u niej w budynku zaczęły walić się sufity i chyba zmieniła
              > zdanie co do słuszności poczynionej inwestycji
              • messinmyhead A moze jednak brac.... 25.07.08, 00:52
                Ja tam nie jestem ideologicznie jakas specjalna przeciwniczka wielkiej plyty, w
                koncu zanim kupilabym mieszkanie to bym kilka razy je obejrzala i od razu
                odrzucila 12 pietrowe bloki z obsikanymi klatkami, pospalanymi windami,
                smierdzacymi zsypami itp. Zreszta, wydaje mi sie ze opowiesci o slumsach z
                wielkiej plyty sa mocno przesadzone. Znam mnostwo osob z Brodna, Bemowa,
                Ursynowa, zdarzalo mi sie bywac na tych osiedlach i jakos nie jest to menelstwo,
                po prostu nie kazdego stac na nowe apartamenta, a ludzie mniej zarabiajacy tez
                chca do cholery jakos zyc, gdzies mieszkac. Sama wychowalam sie na Zoliborzu,
                tez w bloku z wielkiej plyty tyle ze niskim i do dzis mam tam rodzine, znajomych
                i wszyscy to normalni uczciwi, pracujacy, zwykle wyksztalceni ludzie, choc i
                menelstwo sie zdarza, jak wszedzie. Tyle za na moim rodzimym osiedlu (okolice
                Elei) ceny mieszkan 2-pokojowych stoja grubo powyzej 300 tysiecy.
                No ale przeciwnicy wielkiej plyty wiedza swoje i z luboscia glosza hasla typu -
                wielka plyta sie rozleci, instalacje sie beda spalaly, wybuchnie gaz itd. i moje
                ulubione - jak tu chowac dziecko w TAKIM srodowisku (ze blokowisko, blokersi,
                bida z nedza iogolnie patologia...

                Myslalam dzis o tym wszystkim caly dzien, az mnie lepetyna boli... mysle, ze
                moje wrodzone czarnowidztwo kaze mi sie jednak jakos ubezpieczyc (czytaj:
                zapewnic jakiekolwiek lokum na czarna godzine. i I stanie na tym ze cos jednak
                kupimy, tyle ze nie ma raczej szans by kredyt w calosci pokrywaly przychody z
                wynajmowania takiego m. Ja od poczatku bylam za takim rozwiazaniem ale wszedzie
                slysze i czytam historie o ludziach ktorzy miesiacami probuja sprzedac
                mieszkania w wielkiej plycie, spuszczaja cene i nic. No i moj najwiekszy strach
                to taki, ze wywalimy 300 tysiecy plus pewnie jeszcze pare na jakis niewielki
                remot i wyposazenie, by jakos sensownie to wynajac, a i tak bedziemy musieli do
                tego interesu dokladac (skad???) a w najgorszej wersji, gdybysmy chcieli za
                jakis czas sprzedac, to bedziemy musieli spuscic kilkadziesiat tysiecy z ceny
                (ciagle zapowiada sie przeciez spadki w wielkiej plycie, nawet do 5 tysiecy za
                metr w Warszawie. No ale kto nie ryzykuje, ten przeciez nie ma...
                • sir.vimes Re: A moze jednak brac.... 25.07.08, 10:28
                  No ale przeciwnicy wielkiej plyty wiedza swoje i z luboscia glosza hasla typu -
                  > wielka plyta sie rozleci, instalacje sie beda spalaly, wybuchnie gaz itd. i moj
                  > e
                  > ulubione - jak tu chowac dziecko w TAKIM srodowisku (ze blokowisko, blokersi,
                  > bida z nedza iogolnie patologia...

                  KOMPLETNIE nie o to chodzi.
              • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 08:58
                No dobrze, ale co dokladnie ta Twoja kolezanka powiedziala?
                Ze sie nalezy wstrzymac z kupowaniem mieszkania czy w ogole go nie
                kupowac, tylko wynajmowac?
                • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:29
                  wstrzymać, jeżeli ktoś może.



                  • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:36
                    Do czasu aż...?
                    • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:43
                      Aż się ustabilizują ceny - tzn bedzie większa różnica w cenie zależna od jakości
                      (bloki na Targówku, że posłużę się przykładem - mocno stanieją, apartmanety na
                      Żoliborzu mogą nawet zdrożeć). Podobnie z domami - i to pokazała mi na
                      przykładach cen - rzeczywiście , rok czy pół roku temu za jakieś rudery w D...
                      Świata ludzie winszowali sobie niesamowite sumy, teraz pokazała mi ceny
                      podobniejsze do tych sprzed 2006 - nawet takiej typu 40.000.


                      Ty jesteś może z branży?

                      Jak tak - wyraź swoje zdanie.

                      Może zmienię zdanie i wezmę ten kredyt. A mój plan jest taki by kupić dość
                      ryzykownie - w dzielnicy , która ma szanse się rozwinąć w coś ciekawego a na
                      razie jest nielubiana i tania.
                      • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:47
                        Niby z branzy (finansowej), ale na nieruchomosciach sie nie znam i
                        wypytuje z czysto prywatnych powodow - bo sie zastanawiam nad
                        zakupem mieszkania? domu? teraz czy jeszcze nie?
                        A ze lubie miec rozne opinie, to Ciebie ciągnę za język smile
                        Jedna opinia jest stała, powtarzana przez wielu ekspertow - przez
                        najblizszy rok ceny beda spadać, a mieszkania już nie są sprzedawane
                        na pniu (przynajmniej takie, jakie ja chce kupic, czyli co najmniej
                        czteropokojowe, co najmniej 80 metrowe i najlepiej nowe, ale
                        porządne).
                        • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:14
                          W Wilanowie bardzo przyzwoitą inwestycję widziałam - niskie to, ładne. Chyba tam
                          będzie sporo przyzwoitych mieszkań.

                          (przynajmniej takie, jakie ja chce kupic, czyli co najmniej
                          > czteropokojowe, co najmniej 80 metrowe i najlepiej nowe, ale
                          > porządne).
                          >

                          • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 11:21
                            Tak, widziałam, przyglądałam się. Poki co nadal mam dylemat, czy
                            mieszkanie w Warszawie, czy dom pod.
                          • paszczakowna1 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 13:49
                            Od Wilanowa bym sie trzymala z daleka, podobnie jak od wszystkich osiedli, ktore
                            sa w calosci nowe. Nawet jesli technologia budowy jest dobra (a roznie bywa, nie
                            zawsze to widac, a wyjdzie po paru latach), to a) budynki moze niskie, ale
                            maksymalnie zabudowany teren, okno w okno i brak zieleni (osiedle na Polu
                            Mokotowskim mnie groza przejmuje pod tym wzgledem - budynki nawet ladne, ale tam
                            mozna wedke z jednego okna do drugiego zarzucic), b) dojazd tylko samochodem (to
                            Wilanow), c) brak publicznych szkol, przedszkoli, przychodni itp, d) zero
                            parkow, otwartych placow zabaw i w ogole przestrzeni publicznej.

                            Ja co prawda kupilam na Kabatach, ktore tez maja sporo wad 'nowych' osiedli
                            (punkty c i d - no tyle ze las jest), ale przynajmniej w rozsadnie odseparowanym
                            od innych budynku (jak go budowali, grunt byl tam jeszcze tani). No i metro jest.

                            Ale w ogole kupno mieszkania 80 m+ w sensownej okolicy i w sensownym stanie to
                            jest duuuzy problem. Z malymi jest prosciej.

                            > W Wilanowie bardzo przyzwoitą inwestycję widziałam - niskie to, ładne. Chyba ta
                            > m
                            > będzie sporo przyzwoitych mieszkań.
                            >
                            > (przynajmniej takie, jakie ja chce kupic, czyli co najmniej
                            > > czteropokojowe, co najmniej 80 metrowe i najlepiej nowe, ale
                            > > porządne).
                            • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 14:04
                              Niedawno w czasie wycieczki rowerowej do Powsina zajechalismy na
                              budowane osiedle w Wialnowie i powiem szczerze, ze nie zauwazylam
                              blokow okno w okno z innymi (patrze na te juz wybudowane), wokol
                              zielono, place zabaw są. Dojazd tylko samochodem tez niekoniecznie -
                              dojscie do petli Wilanow zajmuje jakies 2 minuty.
                              Mieszkam w tej chwili niedaleko, wiec logityke mniej wiecej znam.
                              Szkola mlodego po trasie, wiec znowu - nie jest to wielki problem.

                              paszczakowna1 napisała:

                              > Ale w ogole kupno mieszkania 80 m+ w sensownej okolicy i w
                              > sensownym stanie to jest duuuzy problem. Z malymi jest prosciej.

                              Robilam w tym temacie tylko wstepny rekonesans i mowiac szczerze mam
                              odmienne zdanie.
                              A od jednego z deweloperow wlasnie dostalam oferte - i mieszkania
                              okolo 100 metrow, z tarasem i ogrodem (wada do rozwazenia to parter)
                              za okolo 650 tys sa. Wiec chyba nie jest tak najgorzej.
                              • paszczakowna1 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 14:40
                                > Niedawno w czasie wycieczki rowerowej do Powsina zajechalismy na
                                > budowane osiedle w Wialnowie i powiem szczerze, ze nie zauwazylam
                                > blokow okno w okno z innymi (patrze na te juz wybudowane), wokol
                                > zielono, place zabaw są. Dojazd tylko samochodem tez niekoniecznie -
                                > dojscie do petli Wilanow zajmuje jakies 2 minuty.
                                > Mieszkam w tej chwili niedaleko, wiec logityke mniej wiecej znam.
                                > Szkola mlodego po trasie, wiec znowu - nie jest to wielki problem.

                                To niezgorzej. Tylko jesli chodzi o dojazdy do szkoly, pamietam swoje z Ursynowa
                                w czasach przed-metrowych. Oczywiscie, do wszystkiego sie mozna przyzwyczaic,
                                ale to szkola przetrwania byla (a i tak nam z Reytana caly Ursynow zazdroscil,
                                bo plan lekcji mielismy przesuniety o 15 minut, i mielismy szanse wejsc do
                                autobusu).

                                > Robilam w tym temacie tylko wstepny rekonesans i mowiac szczerze mam
                                > odmienne zdanie.
                                > A od jednego z deweloperow wlasnie dostalam oferte - i mieszkania
                                > okolo 100 metrow, z tarasem i ogrodem (wada do rozwazenia to parter)
                                > za okolo 650 tys sa. Wiec chyba nie jest tak najgorzej.

                                Moze sie poprawilo, ja szukalam 3 lata temu. Poza tym ja mam uczulenie na a)
                                dlugie dojazdy, b) grodzone osiedla, c) okna na ruchliwe ulice (a fajne
                                mieszkanie przy Grojeckiej bylo...), wiec byc moze po prostu wielkopanskie
                                fanaberie mam i marudze. Jedno bylo idealne, ale cenowo nie do przyjecia.
                                • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 14:46
                                  paszczakowna1 napisała:

                                  > To niezgorzej. Tylko jesli chodzi o dojazdy do szkoly, pamietam
                                  > swoje z Ursynowa w czasach przed-metrowych.

                                  No zdecydowanie z Wilanowa do szkoly (tej, do ktorej Mlody poki co
                                  zapisany) blizej, niz z Ursynowa do Rejtana smile
                                  Jakby sie uparl, to nawet spacerkiem dotrze smile

                                  > Moze sie poprawilo, ja szukalam 3 lata temu. Poza tym ja mam
                                  > uczulenie na a)dlugie dojazdy, b) grodzone osiedla, c) okna na
                                  > ruchliwe ulice (a fajne mieszkanie przy Grojeckiej bylo...), wiec
                                  > byc moze po prostu wielkopanskie fanaberie mam i marudze. Jedno
                                  > bylo idealne, ale cenowo nie do przyjecia.

                                  E tam wielkopanskie smile
                                  Nie wiem, czy wiesz o ktorej inwestycji mowie - ta, ktora ja mam na
                                  mysli jest:
                                  a) z dobrym dojazdem w miejsca, ktore mnie interesuja - akurat po
                                  trasach, ktore poki co sie nie korkuja;
                                  b) osiedle nie jest ogrodzone (sa tylko bloki z plotkami, co jest
                                  plusem, jesli chodzi o bezpieczesntwo dzieci na placu zabaw);
                                  c) bloki sa odsuniete od ulicy, wiec nie ma sasiedztwa wielkich
                                  arterii.
                                  Nie zebym wychwalała pod niebiosa, ale chyba jednak Wilanów nie jest
                                  taki tragiczny.
                                  • madame_edith Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 16:16
                                    Ja tylko słyszałam od taksówkarza o miasteczku Wilanów takie opinie,
                                    że tam jest (była) droga powierzchnia handlowa, więc problem był z
                                    infrastrukturą sklepikową. Ludzie podobno po bułki i masło muszą
                                    gnać kawał drogi. Ja w Śródmieściu mieszkam więc w temacie odlegości
                                    jestem nieco rozpieszczona. Ale nie widziałam problemu na własne
                                    oczy, a te bloczki, które oglądałam bardzo mi się podobały i o dziwo
                                    o parkingu dla gości także pomyślano.
                                    • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 17:29
                                      No wiec juz na tym osiedlu powstaly sklepy, w tym spozywczy i wielki sklep
                                      Gianta z szerokim wyborem smile. Do tego rzut beretem do Sadyba Best Mall.
                            • sir.vimes Ale erin chce nowe 25.07.08, 23:01

                              > Od Wilanowa bym sie trzymala z daleka, podobnie jak od wszystkich osiedli, ktor
                              > e
                              > sa w calosci nowe.

                              A z nowych Wilanów zapowiada się najprzyzwoiciej.
              • ally Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 13:03
                o kurczę, strasznie drogi ten jej slums wink
                sir.vimes, a jaka jest Twoja definicja slumsów?
                • sir.vimes Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 13:24
                  szczerze?

                  Miejsca, które mi się nie podobają.

                  smile))
          • guderianka Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 09:03
            Szkoda,że nie pamiętasz więcej z tych opowieści sad
            • zales239 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 09:26
              Nie wiem co poradzić,kredyt to zmora na parę ładnych lat i wisi nad
              człowiekiem miesiąc w miesiąc-musisz mieć kasę.
              Mieszkanie pod Olsztynem hmm,czy tam jest praca?
              • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 09:39
                zales239 napisała:

                > Mieszkanie pod Olsztynem hmm,czy tam jest praca?

                Nie, ludzie tam zyją ze zbierania grzybów i poziomek (oczywiscie z
                tasiemcem bablowcem).
                uncertain
                • zales239 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:13
                  Może też tak żyją,ale nie jest to taki kombinat jak Warszawka erin!
                  • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:25
                    Co Ty nie powiesz. Spiesze doniesc, ze w Olsztynie praca jest i to
                    za niezle pieniadze. Dysproporcje miedzy duzymi miastami sa coraz
                    mniejsze.
                    • zales239 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:40
                      Erin a ciebie osa dzisiejszego pięknego poranka ugryzła,czy masz tak
                      zawsze?
                      • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 10:43
                        Hmm, nic mnie nie ugryzło - po prostu nie lubie, deliaktnie mowiac,
                        niemądrych pytań.
                        • zales239 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 12:14
                          e_r_i_n napisała:

                          > Hmm, nic mnie nie ugryzło - po prostu nie lubie, deliaktnie
                          mowiac,
                          > niemądrych pytań.

                          No tak najmądrzejsza erin,jak cię obserwuję po wpisach to zawsze
                          silisz się na orginalność i osobę wszystkowiedzącą a to ci nijak nie
                          wychodzi.
                          Wszędzie wstawiasz kontrę to trochę śmieszne już jest erin!!!
                          • sir.vimes Hm, dlaczego? 25.07.08, 12:32
                            Mnie jakoś nie smieszy.
                            Wręcz przeciwnie - smieszne jest beczenie wraz ze stadem - beee, bee - kiedy
                            stado nie ma racji.

                            Nie zawsze zgadzam sie z Erin, czasem nawet bardzo się nie zgadzam - ale z całą
                            pewnością nie jest śmieszna. Ani głupia, co sugerujesz.

                            • zales239 Re: Hm, dlaczego? 25.07.08, 13:08
                              Paczpani to ty powiedziałaś o głupocie.
                              Nie beczę ze stadem,też mam kredyty i wiem o co chodzi,a z tobą w
                              pyskówki nie będę się wdawać bo nic nie wnoszą do wątku.
                              • sir.vimes Re: Hm, dlaczego? 25.07.08, 13:25
                                Racja, twoje uwagi o Erin nic nie wnoszą do wątku.
                                • zales239 Re: Hm, dlaczego? 25.07.08, 13:38
                                  i vice versa
                          • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 13:22
                            Tak, tak, wiem, ze posiadanie wlasnego zdania jest smieszne i
                            irytujace. A orYginalna jestem. Jak każdy smile
                            • zales239 Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 13:38
                              Towarzystwo wzajemnej adoracji!
                              • e_r_i_n Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 13:50
                                Tak, tak, szczególnie ja i Sir.vimes wink
                          • dlania Re: Nie brać kredytu 25.07.08, 14:38
                            zales239 napisała:

                            > No tak najmądrzejsza erin,jak cię obserwuję po wpisach to zawsze
                            > silisz się na orginalność i osobę wszystkowiedzącą a to ci nijak nie
                            > wychodzi.
                            > Wszędzie wstawiasz kontrę to trochę śmieszne już jest erin!!!


                            Trudno o bArdziej nietrafioną charakterystyke erin. Ale może ja za słabo
                            obserwuję. Bo nie wiem zreszta po co miałabym to robićwink
    • kajak75 Re: Wiecznie u kogos...:( 25.07.08, 10:25
      Mess,
      nie laduj sie z deszczu pod rynne. Teraz przeszkadzaja ci przeprowadzki i
      urzadzanie sie od nowa, a rozwazasz przeprowadzke do mieszkania tesciowej, gdzie
      przestawienie filizanek moze powodowac niesnaski.

      Kup mieszkanie na kredyt, jezeli masz taka zdolnosc. A po najdluzszym zyciu
      tesciowej sprzedacie jej mieszkanie i splacicie czesc kredytu lub dolozycie do
      wiekszego mieszkania.

      Macie ten komfort, ze gdyby okazalo sie , ze nie mozecie splacac kredyty -
      sprzedajecie mieszkanie i jedziecie do Olsztyna.
    • burza4 Re: Wiecznie u kogos...:( 25.07.08, 18:40
      wiesz, co ja wolę ciasne ale własne.

      poza tym - śmiem wątpić, czy wasze dochody w Olsztynie będą choć
      zbliżone do warszawskich. Po drugie - skoro zakładasz dochody na
      poziomie 5 tys, to zakładając że pracujecie oboje - przewidywane
      zarobki każdego z was są jak na Warszawę niskie. Jeśli jesteście
      wykształceni, znacie języki - bez większego trudu dostaniecie
      większe pieniądze.

      Generalnie może się okazać, że wasze dochody z własnym mieszkaniem w
      Warszawie nawet po odjęciu kredytu - a te w Olsztynie bez kredytu są
      bardzo zbliżone. Z tym, że Warszawa daje większe możliwości awansu,
      wyższych zarobków, czy choćby zmiany pracy. W Olsztynie rynek pracy
      jest nadal rynkiem pracodawcy, w Warszawie już nie tak bardzo - na
      kazdym kroku widać ogłoszenia o szukaniu pracowników.

      kolejna sprawa - czy aby na pewno takie raty kredytu wam wyjdą?
      koleżanka wzięła kredyt na 400 tys. i raty ma 2 tys., ty piszesz o
      kredycie o 100 tys. mniejszym? co do dojazdów - dużo osób w szkole
      córki dojeżdża pociągiem z podwarszawskich miejscowości - jadą
      krócej niż moja córka z Ursynowa.

      co do cen - to wszyscy piszą, że spadają, teraz developerzy szukają
      klientów i kuszą promocjami, bo rynek się trochę nasycił w momencie,
      kiedy wszyscy straszyli podwyżkami i ludzie się rzucili kupować.
      Pooszczędzajcie jeszcze chwilę za granicą, poszlifujcie język - i
      idźcie na swoje.
      • zuzanna56 Re: Wiecznie u kogos...:( 25.07.08, 21:26
        Ja bym liczyła na siebie i męża a nie na teściową. Sama zresztą tez
        tak zrobiłam i nikt sie teraz do moich decyzji nie wtrąca, właśnie
        dlatego że żadnej pomocy od nikogo nie otrzymaliśmy. Popracujcie
        trochę jeszcze za granicą a potem kupcie własne mieszkanie.
    • umathurman Re: Wiecznie u kogos...:( 25.07.08, 21:31
      a nie mozesz wziac kredytu na 40 lat? przeciez mlodzi jestescie? teraz nawet na
      45 daja...
      rata bedzie zdecydowanie mniejsza.

      ja mam kredyt na 175 tysiecy (30 lat) i place 800 zl mcznie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka