dziewczyny, mam powazny dylemat
ale może do ad remu
mam dwoch synow - jeden wlasnie debiutowal w pierwszej klasie SP, drugi - w
zerowce.
Rok temu zmienilam prace. A teraz zaczynam bardzo powaznie zastanawiac sie nad
zostaniem mamą domową.
Skonczylam 2 kierunki studiow, dodatkowo zrobilam studia podyplomowe, ale
praca dla mnie nigdy nie byla miejscem do udowadniania sobiwe wlasnej wartosci
(wiec wzgledy ambicjonalne i dążenie do kariery nie sa moimi priorytetami
zyciowymi)
Za zostaniem w pracy przemawiaja:
- praca w budzetowce (pensja pewna, ZUS pewny, wieksze bezpieczenstwo pracy),
powiedzmy do 15.30 (choc w praktyce to roznie wyglada - w zasadzie na
niekorzysc moją

)
- dobra pensja z widokiem (realnym) na szybką podwyzke
- szkolenia
- mozliwosc ksztalcenia sie podyplomowego
- mozliwosc awansu w przeciagu kilku lat
- niezaleznosc finansowa i wolnosc w razie, gdyby mąż za pare lat zglupial i
sie zakochal (choc nie przewiduje takiej mozliwosci)
- nieumiejetnosc zorganizowania zycia domowego (wieczne zmeczenie, sprzatanie
kosztem relacji z czlonkami rodziny, ew. utrzymywanie bliskich relacji kosztem
domowych obowiazkow)
- moja najbliższa przyjaciolka juz nie mieszka w mojej bramie, wiec moglabym
sie czuc osamotniona
- w zasadzie w zespole w pracy jestem lubiana i nie mam problemow z relacjami
miedzyludzkimi
- szefostwo jest do mnie pozytywnie nastawione
przeciw rezygnacji z pracy:
- nie mam problemow z relacjami z wyjatkiem jednej mlodej bzdziagwy totalnie
nastawionej na kariere po trupach (i ta kobietka dosc mocno mi w pracy na
każdym kroku syfi - donosi z powodu byle drobiazgu)
- praca (plus ta sytuacja) jest stresujaca dla mnie do tego stopnia, ze
zaczelam leczyc nerwice (nie jestem przyzwyczajona do takiego stylu pracy)
- lubie bycie z dziecmi w domu; lubie, gdy jest posprzatane i upieczone a
dziecmi maja z kim pogadac o swoich problemach
- dzieciki nie musialyby spedzac czasu po lekacjach na swietlicy i bylby
ktos,kto mialby czas na posiedzenie z nimi przy sprawiajacych klopoty lekcjach
- mąż niezle zarabia, mniej forsy rownaloby sie co najwyzej pozostaniu w
54-metrowym mieszkaniu i nie pakowaniu sie w kredy na kupno wiekszego
mieszkania (lub domu)
- mąż bardzo duzo pracuje, wiec tak naprawde to na mnie spoczywa obowiazek
organizacji zycia domowego jak rowniez dbanie o rozwoj dzieci i organizowanie
im sensowne (spacery, zabawy i te de) czasu
Dziewczyny, co byscie zrobily na moim miejscu?
(o odpowiedz prosze mamy, ktore stanely przed podobnym dylematem i wybraly
ktores z powyzszych rozwiazan - i bardzo uprzejmie Was prosze o nieteoretyzowanie)