03.09.08, 11:28
dziewczyny, mam powazny dylemat

ale może do ad remu wink

mam dwoch synow - jeden wlasnie debiutowal w pierwszej klasie SP, drugi - w
zerowce.

Rok temu zmienilam prace. A teraz zaczynam bardzo powaznie zastanawiac sie nad
zostaniem mamą domową.
Skonczylam 2 kierunki studiow, dodatkowo zrobilam studia podyplomowe, ale
praca dla mnie nigdy nie byla miejscem do udowadniania sobiwe wlasnej wartosci
(wiec wzgledy ambicjonalne i dążenie do kariery nie sa moimi priorytetami
zyciowymi)

Za zostaniem w pracy przemawiaja:
- praca w budzetowce (pensja pewna, ZUS pewny, wieksze bezpieczenstwo pracy),
powiedzmy do 15.30 (choc w praktyce to roznie wyglada - w zasadzie na
niekorzysc moją wink )
- dobra pensja z widokiem (realnym) na szybką podwyzke
- szkolenia
- mozliwosc ksztalcenia sie podyplomowego
- mozliwosc awansu w przeciagu kilku lat
- niezaleznosc finansowa i wolnosc w razie, gdyby mąż za pare lat zglupial i
sie zakochal (choc nie przewiduje takiej mozliwosci)
- nieumiejetnosc zorganizowania zycia domowego (wieczne zmeczenie, sprzatanie
kosztem relacji z czlonkami rodziny, ew. utrzymywanie bliskich relacji kosztem
domowych obowiazkow)
- moja najbliższa przyjaciolka juz nie mieszka w mojej bramie, wiec moglabym
sie czuc osamotniona
- w zasadzie w zespole w pracy jestem lubiana i nie mam problemow z relacjami
miedzyludzkimi
- szefostwo jest do mnie pozytywnie nastawione

przeciw rezygnacji z pracy:
- nie mam problemow z relacjami z wyjatkiem jednej mlodej bzdziagwy totalnie
nastawionej na kariere po trupach (i ta kobietka dosc mocno mi w pracy na
każdym kroku syfi - donosi z powodu byle drobiazgu)
- praca (plus ta sytuacja) jest stresujaca dla mnie do tego stopnia, ze
zaczelam leczyc nerwice (nie jestem przyzwyczajona do takiego stylu pracy)
- lubie bycie z dziecmi w domu; lubie, gdy jest posprzatane i upieczone a
dziecmi maja z kim pogadac o swoich problemach
- dzieciki nie musialyby spedzac czasu po lekacjach na swietlicy i bylby
ktos,kto mialby czas na posiedzenie z nimi przy sprawiajacych klopoty lekcjach
- mąż niezle zarabia, mniej forsy rownaloby sie co najwyzej pozostaniu w
54-metrowym mieszkaniu i nie pakowaniu sie w kredy na kupno wiekszego
mieszkania (lub domu)
- mąż bardzo duzo pracuje, wiec tak naprawde to na mnie spoczywa obowiazek
organizacji zycia domowego jak rowniez dbanie o rozwoj dzieci i organizowanie
im sensowne (spacery, zabawy i te de) czasu

Dziewczyny, co byscie zrobily na moim miejscu?
(o odpowiedz prosze mamy, ktore stanely przed podobnym dylematem i wybraly
ktores z powyzszych rozwiazan - i bardzo uprzejmie Was prosze o nieteoretyzowanie)
Obserwuj wątek
    • doral2 Re: dylemat 03.09.08, 11:30
      a jakie za i przeciw bycia mamą domową?
      • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 11:34
        za?

        dzieci nie chodzilyby na swietlice i mialyby czas na rozmowe z matką czy wyjście z nią na spacer (a nie na podziwianie wypompowanej psychicznie matki, kojarzącej to, co sie do niej mówi, z szybkością zółwia lądowego), mama nie bylaby znerwicowana, dom posprzatany i zorganizowany
        • ally Re: dylemat 03.09.08, 14:29
          > dzieci nie chodzilyby na swietlice i mialyby czas na rozmowe z matką czy wyjści
          > e z nią na spacer (a nie na podziwianie wypompowanej psychicznie matki, kojarz
          > ącej to, co sie do niej mówi, z szybkością zółwia lądowego), mama nie bylaby zn
          > erwicowana, dom posprzatany i zorganizowany

          jesli dla ciebie posprzatany dom ma taka wartosc, to droga wolna. osobiscie
          wolalabym, zeby moja matka miala inne priorytety.
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 14:57
            priorytetem (nie czytasz uwaznie) jest dla mnie dobry kontakt z dziecmi - bo na
            razie mam wrażenie, że przez te prace, moje zmeczenie, sfrustrowanie pracą i
            samodzielnym borykaniem się ze wszystkimi pracami domowymi i wieczne po pracy
            "dzieci, za chwilę, jestem zmęczona/zdenerwowana/głowa mnie boli* (*niepotrzebne
            skreślić) nie mam czasu na bycie dla dzieci prawdziwą matką (no, ale może ja
            sobie wysoko stawiam poprzeczkę, gdy o matkowanie chodzi wink )
    • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 11:31
      Przeciw pozostaniu w pracy a nie p[rzeciw rezygnacji z pracy, oczywiscie
    • kotbehemot6 Re: dylemat 03.09.08, 11:33
      w Za i przeciw pracy odrzuc wszystkie punkty właśnie kariery zawodowej dotyczące
      -bo nie są dla Ciebie priorytetem-zobacz co Ci zostało i podejmij decyzje.

      Co bym zrobiła, cóż ja właśnie walczyłam o pracę w budżetówce, akurat
      bezpieczeństwo finansowe jakie dają stałe dochody jest dla mnie priorytetem, bo
      żyłam bez stałych dochodów i bywało niefajnie, chociaz i rewelacynie też, więc
      szukałam opcji-średnio ale pewnie.
    • agatar-m Re: dylemat 03.09.08, 11:35
      powiem ci tak, moja mam skończyła administracje na prawie, cały czas
      pracowaw budżetówce. musiała zrezygnować z pracy bo musiała sie
      zajmować chora siotra ( moja) teraz może iść w końcu do pracy.
      zrobiła oczywiście kurs, bo przecież to wszystko co sie nauczyła, a
      przynajmniej wiekszość sie zmieniła, i znalazła bez problemu, mimo
      wieku prace w zawodzie dobrze płatna. bo mi sie wydaje ,ze to nawet
      nie zalezy od planów kilkuletnich, no bo posiedziesz zdziecmi,
      bedziesz spełniona i ok, ale trzeba pomysleć, czy twoje
      wyksztalcenie i praca dadza ci możeliwo powrotu za te np 10 lat gdy
      juz chłopcy podrosna i zdecydujesz sie na to. ja bym postawiła na to
      co mnie tak naprawde cieszy...w sercu smile
      pozdrawiam
      • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 11:38
        skończone prawo, administracja, podyplomówka z zakresu rachunkowości
        • mamamonika Re: dylemat 03.09.08, 11:39
          Czyli cały czas się musisz uczyć. Kilkuletnie przerwa to kupa roboty
          później.
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 11:41
            ale siedząc w domu mozna nadal się rozwijać (drugie studia skończyła w
            zaawansowanej ciąży z pierwszym dzieckiem, podyplomówkę zrobiłam na wychowawczym)
            • mamamonika Re: dylemat 03.09.08, 11:46
              Tak, ale od pewnego momentu nic nie zastąpi wiedzy praktycznej,
              zwłaszcza w Twojej działce.
              Może zmień troszkę działkę i poszukaj pracy, którą można wykonywać
              głównie w domu, jakichś dłuższych projektów, może jakaś współpraca z
              biurem podatkowym, audytorskim czy prawnym - nie wiem do czego Ci
              bliżej. Ja tak już "ciągnę" ładnych kilka lat
        • doral2 Re: dylemat 03.09.08, 11:40
          yenna_m napisała:

          > skończone prawo, administracja, podyplomówka z zakresu rachunkowości.."

          no to trochę szkoda zmarnować taki potencjał pomiędzy kotletem i praniem...
          pomijam już fakt, że dzieci zaraz przestaną być małe i coraz mniej czasu będą
          spędzać w domu, będą miec coraz więcej nauki, kolegów, znajomych, zajęć poza
          domem, wreszcie pójdą na swoje, a ty nadal będziesz kotlety smażyć i
          prasować.... chyba nie o to ci chodzi?
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 11:43
            ale nawet nastolatek potrzebuje rozmowy z rodzicem a nie zbywania "daj mi
            spokój, głowa mnie boli, jestem zmęczona"

            obawiam się, że jesli dalej tak pociągniemy (jak napisałam, mąż nie za bardzo
            włącza sie w sprawy domowo-dzieciowe) wychowamy sobie potencjalnych klientow
            wymiaru sprawiedliwosci, a nie o to chodzi
            • ally Re: dylemat 03.09.08, 14:31
              > obawiam się, że jesli dalej tak pociągniemy (jak napisałam, mąż nie za bardzo
              > włącza sie w sprawy domowo-dzieciowe) wychowamy sobie potencjalnych klientow
              > wymiaru sprawiedliwosci, a nie o to chodzi

              powtarzasz stereotypowe bzdury.
              • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 15:00
                ally, rozejrzyj sie po podworku - zobacz, jak zachowuja sie dzieci z rodzin, w
                ktorych rodzice duzo pracuja i nie maja na nie czasu

                a najgorsze, ze takie zachowanie czesto jest wolaniem o chwile uwagi

                ale ja nie o tym

                prosilam o wypowiedz osoby z konkretnym doswiadczeniem. Twoje ping-pongi nic nie
                wnosza do dyskusji (dla mnie). A musze sprobowac rozwiazać ten problem (bo dla
                mnie to naprawde spory problem)
        • purpurowa_komnata Re: dylemat 03.09.08, 11:41
          Wg mnie to duże dzieci. Ewentualnie zastanawiałabym się gdyby były
          mniejsze. Ja w tej sytuacji poszukałabym np. pracy na pół etatu. Co
          do rezygnacji-nie. Wydaje mi się,że jednak chcesz zostać na jakiś
          czas kobietą domową i szukasz do tego impulsu z forum. Zrób to co
          uważasz za słuszne,pozdrawiam.
    • mamamonika Re: dylemat 03.09.08, 11:37
      Ja bym nie rezygnowała z pracy jako takiej, może poszukaj czegoś co
      można częściowo robić w domu. Nie skoczyłabym tak "z pieca na łeb".
      Teraz może masz dosyc pewnego układu i chęć odpocząć, ale ... co
      dalej? Nie ukisisz się w tym domu?
      Praca z opisu wygląda na perspektywiczną i nie za bardzo
      obciążającą. Dzieci - zdecydowanie wyroścnięte. Zostałabym w pracy.
      • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 11:39
        praca jest totalnie obciążająca - nie ma czasu nawet wyjść siku wink
        no i związany jest z nią spory stres (jak napisałam,od kiedy pracuję, z powodu
        pracy leczę nerwicę)
        • agatar-m Re: dylemat 03.09.08, 11:42
          sądze,że podjełaś decyzje..tak tylko chcesz sobie podyskutować..mi
          sie wydaje ,że z takim wykształceniem spokojnie znajdziesz coś mniej
          stresujacego w domu i z chłopcami bedziesz....a za kilka lat możesz
          wrócić do kieratu..smile
        • gaskama Re: dylemat 03.09.08, 11:56
          Ja też sądzę, że już pdjęłaś decyzję. Podchodząc do problemu
          racjonalnie, to powinnaś dalej pracować. Tak mi się wydaje
          (niezależność finansowa, dzieci już stosunkowo duże, po to
          studiowałaś itd.). Ale w życiu są jeszcze emocje i uczucia i te
          najwyraźniej Ci podpowiadają, że chcesz zostać w domu. A co na to
          Twój mąż?
          Ja mam podobne dylematy co jakiś czas, trochę podobną sytuację. Ale
          ja muszę mieć własną kasę. Taka psychika i taka sytuacja finansowa
          (muszę pomagać finansowo rodzicom).
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 12:01
            mąż zostawia mi wolną rękę - nigdy mi nie wypomniał, gdy byłam na wychowawczym,
            że mnie utrzymuje (konto zawsze było wspolne, kasa wspolna)

            poza tym maz wie,ile trzeba byloby zaplacic dobrej niani i gosposi wink
            • gaskama Re: dylemat 03.09.08, 12:11
              Yenna, w takiej sytuacji chyba sprawa jest jasna. Byłaś na
              wychowawczym, wiesz, czym to pachniewink. Ja wybrałam pracę. Ale mam
              jedno dziecko. I niestety sporo złych doświadczeń związanych z mamą,
              która głównie wychowywała mnie i brata, pracowała więc tylko 20 lat
              i teraz musi żyć z kilkuset złotych emerytury. Poza tym mam bardzo
              dobrze płatną pracę. Ale chętnie przez kilka lat pobyłabym kurą
              domową. Jak rano jadę samochodem do pracy i widzę mamy idące z
              wózkami do lasu na spacer, to aż mnie coś ściska. Tyle że syn ma już
              sześć lat i za żadne skarby do wózka by się nie dał już zapakowaćwink
    • hrabina_murzyna Re: dylemat 03.09.08, 12:30
      Wiesz, dzieci masz już duże. Odpuść sobie trochę tego sprzątania,
      jadajcie na stołówkach. Z pracy bym nie zrezygnowała. To wcale nie
      jest tak dobrze jak mama w domu siedzi. Wiem co piszę, bo miałam
      mamę przez dobre 2 lata w domu. Moje koleżanki miały luzik do 16-17,
      a ja do domu, bo mama z obiadkiem czeka. Jak wróciła do pracy to
      obie odżyłyśmy, raz finansowo, dwa psychicznie.
    • kajak75 Re: dylemat 03.09.08, 13:29
      Wyjscie wydaje sie byc stosunkowo proste. Teraz masz dwa etaty - w pracy i w
      domu, bo jak piszesz, maz dlugo pracuje.

      Jezeli stac Was finansowo na Twoja rezygnacje z pracy - to powinno byc Was tez
      stac na zatrudnienie pani do prowadzenia domu.

      Taka osoba zdjelaby z Ciebie ciezar domowych prac - sprzatania, gotowania,
      prania czy prasowania. Jezeli zostawalaby do 16.30-17.00 mogłaby miec baczenie
      na chlopcow, bo juz nie sa w wieku wymagajacym nieustannej opieki. NIe musialaby
      pewnie tez przychodzic codziennie, skoro chlopcy moga zostac czasami w swietlicy.

      Kiepska sytuacja w pracy tez sie poprawi. Jezeli bedziesz spokojna, ze w domu
      wszystko ok, i nieprzemeczona etatem domowym, zupelnie inaczej bedziesz
      podchodzila do pracy i mlodych bzdziagwsmile

      Prosilas o doswiadczenia, a nie teorie, ja podjelam decyzje o pracy. Moja corka
      jest duzo mlodsza, wiec caly cas mam jeszcze wentyl bezpieczenstwa w postaci,
      coraz krotszego niestety, urlopu wychowawczego.

      Mam obecnie nianie, ktora oprocz zajmowania sie dzieckiem sama z siebie
      "ogarnie" dom, nastawi pranie i czasami cos przeprasuje - mowie o naszych
      rzeczach, bo o rzeczy dziecka dba zgodnie z umowa. Ostanio nawet sugerowala, ze
      ze wieksze pieniadze ( bo czas pracy dluzszy) podjelaby sie rowniez prowadzenia
      nam domu, gotowania i sprzatania. I szczerze mowiac zaczelam sie zastanawiac nad
      ta propozycja. Mam nadzieje, ze moja corka w przyszlym roku pojdzie do
      przedszkola. Jednak z przerazeniem patrze ile rzeczy, ktore teraz "mimochodem"
      robi niania spadna na mnie i chyba zdecyduje sie na taka osobe, ktora pomoze mi
      w domu. Mysle, ze to nie bedzie juz caly etat, bo obiad mozna ugotwac na dwa dni
      itd. Zgadalam sie nawet z zaprzyjazniona sasiadka, ktora ma podobna sytuacje i
      chetnie by zatrudnila pania na drugie pol etatusmile ( najwyzej wszyscy bedziemy
      jedli to samosmile
      • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 14:52
        ale wtedy bede pracowac na nianie o gosposie i nikt mi nie da gwarancji, ze za
        pare lat, jak chlopcy beda nastoletni i znajda sie w wieku, gdZie dzieciak jest
        potencjalnie najbardziej zagrozony narkomania, demoralizacja, bede miec z nimi
        kontakt

        z drugiej strony pracuję na emeryturę (mąż ma tzw małe brutto i od jego zarobkow
        pracodawca nie odprowadza ZUSu wiec nie bede mogla w razie czego odziedziczyc
        jego skladek - bo ich nie ma)
        • mamamonika Re: dylemat 03.09.08, 15:00
          Mama domowa nie chroni nastolatków przed demoralizacją na 100%, a
          pracująca jej nie powoduje na 100% wink) To nie jest takie proste.
          Raczej zarobisz sporo więcej niż zapłacisz nianio-gosposi? To jest
          naprawdę bardzo fajne rozwiązanie, tez korzystam na ile jest mi
          wygodnie. Nie ma problemu "dwóch etatów" czy "domowego kieratu"
          którym to Domową Męczennica jest przygnieciona chociaz Dużo
          Pracuje wink)
          Na wielką "tradycyjną" emeryturę nie liczę, ale jednak lepiej ją
          mieć niż nie mieć, szczególnie jesli "nie mieć" dotyczyłoby obojga.
          Chyba, że macie spore oszczędności na stare lata czy stabilny i
          perspektywiczny biznes.
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 15:05
            mamamonika, a co wtedy, gdy męczennicą się jest w pracy a w domu sie kwitnie? wink
            • mamamonika Re: dylemat 03.09.08, 15:35
              Ty już chyba masz odpowiedź wink))
              To co ja mogę wink
        • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 15:03
          acha - mialam pania do sprzatania.
          Rezultat byl taki, ze mialam w tygodniu jeden dzien dla rodziny, bo w soboty
          przez caly dzien mialam obca osobe w domu i nie moglam spokojnie sie
          zrelaksowac, odpocząc, pomieszkac. Zrezygnowalam z tego rozwiązania roznoczesnie
          oddychajac z ulga i wybralam samodzielne zajecie sie mieszkaniem (na zasadzie
          mniejszego zla).

          NAtomiast gosposia nadal mi nie rozwiaze problemu niezaspokajania potrzeb
          emocjonalnych dzieci.
          heh
    • volta2 Re: dylemat 03.09.08, 13:38
      ja bym chętnie była mamą domową,
      w pracy stres, stres, stres
      pensja żadna (w domowych rachunkach niemal niewidoczna)
      lubię zajmować się sobą i domemsmile

      mąż niestety nie bardzo widzi tę moją wizję życia, więc jeszcze
      dlatego chodzę do pracy...
      ale gdyby zobaczył, że leczę nerwicę to pewnie sam by mi zabronił


      co do twojej sytuacji - zmiana pracy koniecznie, jeśli nerwica jest
      wynikiem chodzenia do tej konkretnej firmy
      jeśli jest wynikiem pracy samej w sobie - pozostanie mamą domową
      powinno dać ci trochę wytchnienia
    • mruwa9 Re: dylemat 03.09.08, 13:54
      Ja bym nie zrezygnowala z pracy, najwyzej zmniejszyla wymiar
      zatrudnienia (np. do 50-70-80%). IMHO kazdemu potrzebny jest jakis
      wentyl bezpieczenstwa, emerytura na starosc tez nie jest glupim
      pomyslem, szkoda potencjalu intelektualnego, szkoda twojego
      wyksztalcenia. Zatrudnienie kogos do pomocy w domu nie jest glupie,
      a reszte tez daloby sie jakos poukladac, zeby np. miec jeden wolny
      dzien w tygodniu , albo konczyc prace wczesniej. Da sie.
    • renkag Re: dylemat 03.09.08, 14:23
      Yenna,

      Mam takie same myśli jak Ty - wprawdzie moja praca dobrze płatna,
      nie w budżetówce i nie stresująca, za to ponad 40 km od domu. I
      nawet jak dzieci były mniejsze nie czułam aż takiej potrzeby bycia w
      domu - wiedziałam, że opiekunka się dobrze zajmuje, a ja też nie
      siedziałam w pracy po nocach. A teraz moja starsza w I klasie, po 5
      lekcji dziennie - reszta na świetlicy. I jakoś mam poczucie, że
      właśnie teraz jestem jej bardziej potrzebna. Zajęcia dodatkowe -
      problem, bo daleko, nie ma kto zawieźć. I tak angażuję do pomocy
      2osoby - opiekunkę i moją mamę, bo każda z nich oczywiście ma inne
      obowiązki. A tak chciałabym nie angażowac - sama przyprowadzić,
      odprowadzić, dopilnować lekcji. Teraz jestem na zwolnieniu z
      młodszą - w domu spokój, luz, zero nerwówki. Dziecko bez świetlicy
      poszło na lekcje. Super. Tak mi się marzy taki tryb życia - ale jak
      przejdę na pół etatu (jeśli w ogóle ktoś by się na to zgodził), to
      więcej wydam na dojazdy niż zarobię sad
    • lola211 Re: dylemat 03.09.08, 15:11
      Ja optuje za rozwojem zawodowym i praca.
      Dzieci masz juz duze.
      Dzieci uzyskaja duzo lepszy wzorzec matki pracujacej, realizujacej
      sie takze poza domem niz model kury domowej, spelniajacej sie w
      sprzataniu i gotowaniu.
      Nie pracujesz cale dnie, czasu wystarczy i dla pracy i dla dzieci.
      • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 15:16
        lola, ale matka siedzaca w domu moze:
        mase rzeczy czytac
        studiowac
        pisac doktorat wink (jesli tylko sie zmobilizuje dostatecznie)
        i robic cala mase ciekawych rzeczy

        dlaczego Twoim zdaniem siedzenie w domu ogranicza?

        moim zdaniem ogranicza praca sprowadzajaca sie do monotonnego wykonywania
        okreslonych czynnosci wink Ale pewnie to tez kwestia preferencji wink

        Kurcze, wychodzi mi, ze probuje rzeczywiscie zracjonalizowac sobie pozostanie w
        domu wink
        • purpurowa_komnata Re: dylemat 03.09.08, 15:26
          > Kurcze, wychodzi mi, ze probuje rzeczywiscie zracjonalizowac sobie
          pozostanie w
          > domu wink

          Więc zrób to co uważasz za słuszne- Ty co uważasz -nie forum e-mama.
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 15:33
            no i na pewno tak zrobie
            w kazdym razie kazda odpowiedź za pracą powoduje, że jeszcze bardziej utwierdzam
            się w przekonaniu, że wartaloby przemyslec napisanie wypowiedzenia wink Oczywiscie
            uprzednio przedyskutowac sprawe z męzem i przemyslec wspolnie wszystkie opcje
            rozwiązania sytuacji, oraz wszystkie "za" i "przeciw"
        • lola211 Re: dylemat 03.09.08, 15:33
          Niby tak, tylko jakos latwiej jednak sie zdemobilizowac do roznej
          aktywnosci.Ja uwazam , ze pracujac, spotykajac sie z ludzmi czlowiek
          sie rozwija.W domu z dzieckiem spedzilam 3 pierwsze lata, widze
          wyrazna roznice na niekorzysc tamtego czasu jesli chodzi o
          mnie.Wiecej mi sie teraz chce, jestem aktywniejsza.Poza tym dziecko
          nie majac non stop mamy pod reka ma wieksze szanse na samodzielnosc,
          a tak- obiadek pod nos, lekcje przypilnowane przez mame, tak z
          reguly to wyglada.
          • yenna_m Re: dylemat 03.09.08, 15:40
            tylko czy pracowanie na nianie i gosposie w takiej sytuacji mają sens? Bo i tak
            bede musiała dopilnowac pierwszaka, zeby odrobil lekcje, dopilnowac
            zerowkowicza, zeby cwiczyl czytanie i szlaczki, zadbac o dom - bo w koncu ludzie
            do tego domu tez przychodzą a i piachu sie wnosi mnostwo z piaskownicy. Po calym
            dniu w pracy padam na pysk i marze i pojsciu spac (i czesto odpadam). I powiem,
            ze gdy bylam na wychowawczym, mialam zrobiony manikure, wlosy bez odrostow, brwi
            zadbane, razw tygodniu z dziecmi u jakiejs kolezanki (albo vice versa).

            No, dziczeję w tej pracy wink
            I mam wrażenie, że praca zaczyna być całym moim zyciem.
            I nie bardzo mi sie to podoba.

            (ale lola, moze tak gadam,majac w pamieci pare doswiadczen zwiazanych z operacja
            guza krtani, z kilkakrotnym wykluczaniem ziarnicy zlosliwej - kurcze, no walnelo
            mi to po priorytetach)
            • lola211 Re: dylemat 03.09.08, 15:54
              > tylko czy pracowanie na nianie i gosposie w takiej sytuacji mają
              sens?
              Gosposia -tak, a raczej pani do sprzatania.Niania- nie, ja stawiam
              na swietlice.

              > bede musiała dopilnowac pierwszaka, zeby odrobil lekcje,

              w pierwszej klasie tych lekcji do odrabiania dzieci maja na 15 min.

              dopilnowac
              > zerowkowicza, zeby cwiczyl czytanie i szlaczki

              Nie ma takiej koniecznosci, naprawde.




              dopilnowac
              > zerowkowicza, zeby cwiczyl czytanie i szlaczki,
              • jagoja Re: dylemat 04.09.08, 00:15
                Ja może nie w temacie się odezwę, ale mam synka, który właśnie
                poszedł do II klasy... więc świeżo w pamięci mam klasę pierwszą.
                Odrabianie lekcji zajmowało mu codziennie ok. 2 godz. Lekcje w I
                klasie to podręcznik, zadania domowe, ćwiczenie ortografii, pisania,
                czytania. Tego nie da się zrobić w 15 min. Mam tę komfortową
                sytuację, że prowadzę dział. gosp. i sama ustalam sobie godz. pracy.
                Wiem dokładnie ile trwa odrabianie lecji, bo siedzę z synkiem i
                pomagam mu w nich.
                • kali_pso Re: dylemat 04.09.08, 16:17
                  Szczerze mówiąc nie przypominam sobie, aby syn odrabiał kiedykolwiek
                  lekcje przez 2 godziny i to codziennie tak długo- często po prostu
                  nie miał nic zadane, bo robił to w szkole- te 2 godz. w pierwszej
                  klasie to nie jest norma, więc trochę straszysz na wyrost moim
                  zdaniemwink

                  I jeszcze jedno- pomagasz dziecku odrabiać lekcje w I klasie- to, co
                  się będzie działo jak będzie np w IV czy V?
                • lola211 Re: dylemat 04.09.08, 21:16
                  Ja doskonale pamietam okres od zerówki do 3 klasy.Odrabianie lekcji
                  zabieralo 15 min.
                  2 godz po lekcjach to jakas paranoja, kiedy dziecka ma odpoczac od
                  nauki?
                  • yenna_m Re: dylemat 04.09.08, 22:32
                    lola,moze wszystko zalezy od podrecznikow

                    moja kolezanka bardzo wyklinala na "ja i moja szkola" - bo wymagal podobno ten
                    podrecznik wykonywania mnostwa pracy w domu

                    my mamy "wesola szkole" wiec podobno nie trafilismy najgorzej wink

                    ale mlody mi dzis ze zmeczenia po szkolei swietlicy (a byl tylko do 13) stanal
                    okoniem i odwalil histerie

                    ciezko bedzie, trudno
                    trza zagryzc zeby i pracowac dalej
                    • zuzanna56 Re: dylemat 05.09.08, 18:56
                      Co do odrabiania lekcji.
                      Moja córka jest w drugiej klasie. Poszła do szkoły wcześniej, bo i
                      wcześniej rozpoczęła zerówkę. Odrabianie lekcji nie zajmowało jej w
                      pierwszej klasie dłużej niż pół godziny dziennie, robiła to sama,
                      pamiętała sama, co ma zrobić. Syn jest w piątej klasie i bardzo
                      rzadko zdarza się, że w czymś mu pomagam, ale czasem tak bywa.
                      Według mnie ważne jest aby dziecko od początku wiedziało, że to jest
                      jego szkoła i jego nauka i ono powinno pamietać o swoich lekcjach, o
                      tym co przynieśc na drugi dzień itd. Uważam, że da się pogodzić
                      pracę ze szkołą dziecka, choć mi jest może łatwiej, nawet gdy mam
                      półtora etatu to jest to 5-6 godzin pracy dziennie. Plus oczywiście
                      praca wieczorami (sprawdzanie klasówek), ale jeśli chodzi o bycie z
                      dziećmi, to odbieram je ze szkoły ok. 15.00 i wtedy mam dla nich
                      czas.
                    • jagoja Re: dylemat 05.09.08, 20:53
                      Witam ponownie,
                      Mój synek ma podręcznik "Ja i moja szkoła". Ja naprawdę nie
                      przesadzam jeśli chodzi o czas odrabiania lekcji. Oprócz zadań w
                      podręczniku, często w zeszycie - z matematyki i j. polskiego,
                      codziennie ma do do zrobienia domowniczek. Faktem jest, że jego pani
                      jest bardzo wymagająca i od pierwszego zebrania w I klasie mówi nam,
                      że dzieci muszą pracować, pracować, bo w IV klasie to będzie się
                      działo... Samo odrabanie lekcji zajumje masę czasu, a przecież
                      trzeba jeszcze ćwiczyć czytanie, ortografię - przynajmniej raz w
                      tygodniu są dyktanda. Na koniec każdej książki (a jest ich 10)
                      dzieci piszą całodniowy sprawdzian. Dodam jeszcze, że synek jest
                      naprawdę dobrym uczniem, więc wolę sobie nie wyobrażać ile czasu
                      zajmuje odrabianie lekcji uczniom słabszym.
                      • lola211 Re: dylemat 07.09.08, 16:01
                        Zmienilabym szkole.
                        dziercko ma sie uczyc w szkole, a potem miec czas wolny dla siebie,
                        na zabawe, na zajecia rozwijajace.Paranoja jest zaganianie dziecka
                        od 1 klasy na cale dni do nauki.
                    • lola211 Re: dylemat 07.09.08, 16:02
                      Moja córka 3 lata przerobila na "wesolej szkole" wlasnie.
            • lola211 Re: dylemat 03.09.08, 15:57
              moze tak gadam,majac w pamieci pare doswiadczen zwiazanych z operacja
              guza krtani, z kilkakrotnym wykluczaniem ziarnicy zlosliwej -
              kurcze, no walnelo
              mi to po priorytetach)

              Rozumiem.

              Ja jednakze stoje na stanowisku, ze praca zawodowa jest czlowiekowi
              potrzebna do zycia, jest wielka wartoscia i szkoda by mi bylo mimo
              wszystko..
    • annamariamuff Re: dylemat 03.09.08, 16:33
      Nie wiem co poradzic ja akurat po urodzeniu drugiego dziecka
      podjelam decyzje o zrezygnowaniu z pracy.
      Tylko ,ze kilka czynnikow na te decyzje sie zlozylo , brak Babci ,
      godziny mojej pracy do 18.30.
      Potem narodzilo sie trzecie dziecko wiec okres bez pracy sie
      przedluzyl.
      Teraz obaj ida do przedszkola tzn sredni chodzi juz od 2 lat a
      mlodszy zaczyna teraz, najstarszy w tym roku idzie do liceum.
      Ja narazie do pracy sie nie wybieram czyli dalej bede mama domowa.
      Moja praca byla obsorbujaca i pochlaniala wiele godzin dziennie. Od
      kiedy nie pracuje ( 5 lat) mam czas na wiele rzeczy moge nareszcie
      uczestniczyc w zyciu dzieci tak jak zawsze chcialam , prowadzic dom
      na takim poziomie jak mi odpowiada no i mam czas dla siebie i
      przyjaciol.
      Tylo ,ze mi odpowiada rola gospodyni domowej .
      Wiem z doswiadczenia ,jak trudno obcuje sie z nastolatkiem i ciesze
      sie ,ze moge miec na oku rowniez mojego starszego synawink)
      Jesli praca niszczy Cie wewnetrznie, pochlanie Twoj caly czas a nie
      daje satysfakcji daj sobie spokoj.

      A co do tego ,ze cyt :"Dzieci uzyskaja duzo lepszy wzorzec matki
      pracujacej, realizujacej
      sie takze poza domem niz model kury domowej, spelniajacej sie w
      sprzataniu i gotowaniu."
      Mysle ,ze chodzi glownie o to aby zostawic sobie cos dla siebie nie
      koncentrowac sie tylko na rodzine ale miec swoje pasje,
      zainteresowania, odskocznie.
      Wiem ,ze sa ludzie , ktorzy bez pracy czuja sie jak bez reki miotaja
      sie po domu i nie moga sobie miejsca znalezc sa tez tacy , ktorzy
      realizuja sie w inny sposob niekoniecznie pracuja zawodowo.
      Odpowiedz sobie na pytanie " Co daje Tobie satysfakcje"
      .



    • siasiuszek Re: dylemat 03.09.08, 17:16
      dzieci maz już duże za 3-4 lata mam w domu będzie im raczej
      przeszkadzać. Ja pamiętając swoje dzieciństwo napewno bym tak nie
      chciała i jakoś na normalną osobę wyrosłam.
    • dilmahh Re: dylemat 03.09.08, 23:04
      To, co napiszę, jest z pewnością niemodne i pewnie mnie zaraz dziewczyny
      zakrzyczą, ale ja Ciebie, yenna, doskonale rozumiem i jeśli Cię tylko na to
      stać, to zrezygnuj z pracy. Ja tam bym nie chciał, by moje dzieci siedziały w
      "opiece zbiorowej" od ósmej rano do szesnastej czy siedemnastej. No a takie są
      realia, gdy rodzice pracują. To ja chce wychowywać swoje dzieci, a nie oddawać
      je komuś w opiekę na prawie cały dzień. Pomysł zatrudnienia kogoś do sprzątania
      w oczywisty sposób nie rozwiązuje tu sprawy. Przez te pierwsze dziesięć lat
      warto dużo czasu poświęcac swoim dzieciom, to naprawdę procentuje w przyszłości.
      Oczywistą bzdurą jest, że siedząc w domu człowiek głupieje. To zależy wyłącznie
      od człowieka, nie zaś od okoliczności. Ja napisałam doktorat. W Twoim wypadku,
      ponieważ dzieci będą pewien czas spędzać w szkole i przedszkolu,rozsądna wydaje
      się też opcja pracy na pół etatu. Ale nie przegap dzieciństwa Twoich dzieci,
      miej w tym udział. Pozdrawiam i zyczę mądrych, choć niekoniecznie modnych decyzji.
      • volta2 Re: dylemat 04.09.08, 00:41
        dilmahh bardzo ładnie napisała...
        a ja w kwestii wzorca- nie wiem dziewczyny jakie wy miałyście
        matki, ale moja zawodowo szalała, mniej więcej od mojej zerówki.
        często cały dzień jej nie widziałam, zdarzało jej się wrócić z pracy
        nad ranem.
        jak na lata 70/80 i głęboką komunę, to fakt, kasy było full,
        potrafiłyśmy sobie kilka razy w tygodniu do warszawy do kawiarni
        przyjechać(jak miała czas do odebrania za nocne zmiany), w sklepach
        mogła sobie wiele rzeczy kupić - nie w tych, w których nic nie było,
        tylko w komisach i na różycu, gdzie ceny miały kilkakrotne przebitki.
        ale w sferze emocjonalniej to ja zaniedbana dosyć byłam, do szkoły
        nie miał kto przygotować mi ubrań, a potem dostawałam opieprz, że
        coś brudnego założyłam. to dla siedmiolatki było de facto bardzo
        przykre. a pamiętam jak po raz pierwszy zobaczyłam kanapki, jakie
        mama koleżanki przygotowała dziecku przed wyjściem do pracy - to był
        kosmos, wtedy zobaczyłam, co znaczy troskliwa mama, mama która ma
        czas dla dziecka - bo mama jak to w komunie bywało - wracała o 15-
        tej do domu. a moja to prywatna inicjatywa była - i zresztą jest do
        dziś. i dalej zapierdziela jak mały motorek, do wnuka zajrzy raz na
        ruski rok, wcześniej oczywiście oblatując warszawskie sklepy z
        ciuchami. a ja właśnie taki wzorzec mając - chciałabym być kobietą
        domową(i przy okazji mamą)

        dodam, że mama nie rozumie o co mi chodzi, jak mówię, że nie mam
        zamiaru uganiać się za pieniędzmi, że wystarczy jak już jedno to
        robi i caly dzień dzieci ojca nie widzą. ona i jej mąż ganiali
        oboje, oczywiście godząc jak się da opiekę nade mną.
        • aguskin Re: dylemat 04.09.08, 08:29
          też siedzę w domu,
          też często kusi mnie powrót do pracy,
          ale jak sobie przypomnę ten kierat, to dziękuję bardzo
          choć ja jestem jeszcze na wychowawczym, ale gdybym bardzo chciała,
          wiesz tak samo dla mnie ambicje zawodowe to puste słowa ( choć
          bardzo szanuję wszystkie zapracowane i odnoszące sukcesy kobiety),
          cieszę się, że mój wracający syn ze szkoły nie musi siedziec w
          pustym mieszkaniu, lub na swietlicy,
          że ma obiad (choc wolałby nie miećsmile ),
          że mam chęć i siłę, prowadzić go na różne zajęcia, pogadać o
          wygłupach z kolegami, młodszy się przy tym świetnie rozwija, bo
          obraca sie w "starszym towarzystwie",
          pracę zawsze można stracić najlepszą, a później mieć jeszcze lepszą,
          u mnie tak samo, że mąż jest na zewnętrznej non stop,
          gdyby nie moja organizacja, pewnie nie mielibyśmy o czym już
          rozmawiać, i byli jak większość naszych znajomych małżeństw po
          rozwodzie,
          bycie panią domu, to nie tylko sprzątanie i pranie, to robi każda w
          jakimś zakresie,
          bycie panią domu to może być prawdziwa sztuka, jeśli podchodzisz do
          tego poważnie, nie zaniedbujesz siebie,
          u nas pokutują takie przekonania,
          siedzi w domu, rozmymłana, głupia i znudzona,
          w wielu krajach mówi się pracuje na cały etat w domu,
          zajmuje się prowadzeniem domu,
          wsłuchaj się w siebie i ciesz się dobrą decyzją,
          jak ktoś chce do pracy zawsze wróci takiej czy innej,

          najważniejszą sprawą przy podjęciu decyzji
          jest to, żebyś miała poczucie, że robisz to dla siebie,
          nie dla dzieci, nie dla męża, tylko dla siebie,
          że ten wybór uszczęśliwi Ciebie, a oni tylko na tym skorzystają,
          wtedy bedziesz spełniona, w innym przypadku zawsze po jakimś czasie
          bedziesz czuła, że coś poświęcasz dla nich i oczekiwała nie wiadomo
          jakich dowodów wdzięcznoścismile
          • m.i.n.e.s Re: dylemat 04.09.08, 10:22
            Yenna_M
            Ale tu nie o dzieci tylko chodzi, prawda?
            Ty jestes wypalona?

            a moze rok, dwa przerwy w pracy i nabierzesz sily i innej
            perspektywy na swoja dotychczasowa prace.smile

            P.S
            Juz wiem dlaczego zniknelas z forum smile
    • czajkax2 Re: dylemat 04.09.08, 11:41
      Byłam w takiej sytaucji i zrezygnowałam z pracy.

      Moje bycie mamą domową trwa juz jakiś czas, dorabiam sobie troszkę
      i czuje sie szczęsliwa.

      Nie wykluczam ze w ciągu roku pójdę do pracy, powoli dojrzewam do
      tej decyzjismile
    • alabama8 Re: dylemat 04.09.08, 11:56
      1. Zmień pracę na lepszą (mniej stresującą)
      2. Do dzieci wynajmij opiekunkę która je odbierze ze szkoły ,posadzi
      do lekcji i zrobi obiad na nastepne 2 dni,
      3. Pamiętaj o emeryturze - z jednej mężowskiej nie wyżyjecie, a
      jeśli mężowi się odwidzi małżeństwo (i tak bywa) to nie zostaniesz
      na lodzie z 2 dzieci, bez pracy i praw do emerytury.

    • kali_pso Re: dylemat 04.09.08, 16:20
      Czasami zazdroszczę ludziom takich dylematówsmile
      Moje dziecko czesto widzi matkę zmęczoną i mająca dla niego czas
      najczęściej w weekend, bo w ciągu roku szkolnego bywa z tym
      różnie....
      Ja Ci nie pomogę, zrób tak, aby było dobrze- dla Ciebie i dzieci,
      dla Was wszystkichsmile
    • burza4 Re: dylemat 04.09.08, 18:46
      Prawda jest taka, że szukasz jedynie potwierdzenia, że nie powinnaś
      pracować.

      a ja takiej potrzeby nie widzę, bardzo mi przykro. Gosposia będzie
      cię kosztować 400 zł miesięcznie, nie mów, że będziesz tylko na to
      pracować, bo z drugiej strony mówisz o porządnej pensji i szansach
      na podwyżkę. Dodatkowo - masz złe doświadczenia, bo źle się zabrałaś
      do sprawy - gosposię bierze się z polecenia, taką, która przychodzi
      pod nieobecność domowników. Na tym to polega, żeby wracać do domu do
      czyściutkiego mieszkania, a nie być uwiązanym cały dzień pilnowaniem
      pomocy domowej. Trzeba poszukać kogoś godnego zaufania i solidnego.

      Kolejny powód za pracą - długa przerwa w zatrudnieniu świadczy o
      kiepskiej motywacji do pracy. To zły sygnał dla przyszłego
      pracodawcy, bo oznacza, że praca jest dla ciebie raczej dopustem
      bożym, albo traktujesz ją jak hobby. Takich pracowników się omija,
      więc za 2-3 lata będziesz miała problem z powrotem do pracy, a twoje
      dzieci nie będą już potrzebować twojej atencji, bo w naszym chorym
      systemie będą kończyły lekcje o 14tej.

      zwyczajnie tchórzysz.

      nadmierne skupienie na dzieciach nie służy ani dzieciom, ani
      rodzicom. Argumenty, że bez ciebie dzieci niechybnie się stoczą,
      jest śmieszne. Powiem ci że paradoksalnie, te dzieci spośród
      znajomych, które stwarzają takie problemy (z narkotykami) miały
      cieplarniane warunki, łącznie z mamusią, która krzątała się cały
      dzień w domu.

      Naturalnie nikt ci nie zagwarantuje że dzieci nie będą sprawiały
      problemów (choć uważam, że zwalanie tego jedynie na pracę to duuuże
      uproszczenie), ale również nikt ci nie zagwarantuje, że twój mąż:
      a) nie padnie na zawał po paru latach samodzielnego zasuwania na
      rodzinę
      b) nie będzie miał tego dość
      c) nie odbije mu i wymieni cię na młodszy model.

      w życiu nie ma gwarancji, ale ty pracujesz do naprawdę wczesnych
      godzin, 15.30 nawet jeśli z tendencją do przedłużania, to nadal
      raptem dwie-trzy na świetlicy. Bez przesady, zamiast świetlicy
      zresztą możesz dzieciom w tym czasie zorganizować zajęcia dodatkowe.
      • yenna_m Re: dylemat 04.09.08, 18:56
        z tendencja do przedluzania do 19 wink
        w zeszlym tygodniu siedzialam w pracy 11 godzin. Nie pierwszy i nie ostatni raz
        w roku

        Ale pensja dobra i praca stala

        Fakt - nie bardzo podoba mi sie ta praca (przebranzowilam sie i mecze sie w tej
        pracy bo moj temperament nie pozwala mi na bycie szczesliwa za biurkiem) wink

        przemyslalam - na razie zostaje w tej pracy i zaczynam spokojnie szukac innej.
        • mamamonika Re: dylemat 04.09.08, 19:07
          Spróbuj pracy na luźniejszych zasadach, może jakieś projekty, coś do
          samodzielnego wykonania? Naprawdę jak się rozejrzysz, to akurat z
          twoim przygotowaniem spokojnie się uda tak pracować. Oczywiście
          trzeba się kontaktowac z klientami, zupełnie zdalnie się nie da, ale
          nie jest to kierat w stylu 11 godzin za biurkiem. Nie wiem tylko,
          czy potrafiłabyś tak sobie zorganizować dzień, żeby efektywnie
          pracować w domu. Nie każdy to umie.
          • zuzanna56 yenna 04.09.08, 19:16
            Piszesz, że pracujesz w budżetówce i masz całkiem niezłą pensję.
            Przepraszam, że pytam, możesz nie odpowiadać, jaka to mniej więcej
            suma? Ja mam znowu inny dylemat, myślę o zmianie pracy, czuję, że
            dłużej w szkole nie wytrzymam. Chętnie popracowałabym w urzędzie
            jakimś.
        • zuzanna56 Re: dylemat 04.09.08, 19:11
          Ja mam dzieci starsze od twoich (ale twoje takimi maluchami już nie
          są) i pracuję, kiedyś troche w domu, trochę popołudniami na część
          etatu, ale od dawna na etat (a nawet na półtora ale w szkole).
          Jeśli twoja rezygnacja z pracy miałby oznaczać pozostanie w tym
          mieszkaniu (wiadomo, większe kosztuje), to nie rezygnowałabym.
          Miałam mieszkanie niewiele mniejsze (51m2) i było nam ciasno z
          jednym dzieckiem. Z dwójką mieszkaliśmy w 65m2 i do czasu było OK.
          Nigdy nie myślałam o rezygnacji z pracy, ale dzięki temu, że
          pracujemy z mężem obydwoje, udało nam sie kupic i urządzić dom. Nie
          zawsze jest mi łatwo, ostatnio bardzo mnie moja praca denerwuje, ale
          mając dwie pensje jest nam po prostu łatwiej finansowo. Jeśli twój
          mąż zarabia naprawdę sporo, no nie wiem, przynajmniej 10 tysięcy, to
          pewnie możesz zrezygnować z pracy, starczy zarówno na życie jak i na
          większe mieszkanie czy dom.
    • mika_p Re: dylemat 05.09.08, 20:24
      Yenn, na Starszym dziecku jest wątek, ile godzin tygodniowo mają gimnazjaliści.
      Za 6 lat okaże się, że siedzisz całe dnie sama w domu - bo do 15 dzieci są w
      szkole, a potem idą do swoich spraw. Brałas to pod uwagę w rozważaniach o
      nastolatkach?
      • guderianka Re: dylemat 05.09.08, 20:35
        W takiej sytuacji jak Twoja poszłabym do pracy na pół etatu-i wilk
        syty i owca cała. Może pomyślałabym o założeniu własnego biura
        rachunkowego ? smile
      • yenna_m Re: dylemat 05.09.08, 22:50
        tego nie bralam pod uwage smile
        • pade Re: dylemat 05.09.08, 23:53
          też miałam taki dylemat, tzn iść do pracy czy zostać w domu...
          i poszłam do pracy na pół etatu, pracuję 3 dni w tygodniu, dwa mam
          na załatwienie różnych spraw bez obecności dzieci (mąż też non stop
          poza domem). I jestem zadowolona, pieniądze może niezbyt duże, ale
          mam możliwość rozwoju, czuję się dowartościowana, to też ważne.
          To nieprawda, ze masz duże dzieci i nie musisz poświęcac im duzo
          czasu. Wszystko zalezy od dziecka. Ja poświecam synowi bardzo duzo
          czasu jesli chodzi o lekcje. Nie odrabiam za niego, broń boże, ale
          muszę nad wszystkim czuwać, pilnować, przypominać. Widzę już efekty
          swoich metod wychowawczych więc może za rok będe mogła tylko spytac:
          co w szkole, na razie jeszcze nie jest to możliwe. Moje dzieci
          niestety wolałyby żebym była w domu. Czesto pytają dlaczego muszę
          pracować, więc tłumaczę, że mam swoje pieniądze, uczę się nowych
          rzeczy, mam kontakt z ludźmi. Póki co zachwycone nie są. A ja jestem
          zachwycona, ze to tylko 3 dnismile)) a potem mogę je odespaćsmile))
    • patyk.od.zosi Re: dylemat 06.09.08, 07:18
      yenna,
      nie jestes sama smile
      odkad, po paru latach wychowawczego, wrocilam na wiosne tego roku do
      pracy, mam podobne dylematy
      i mysle, ze chyba juz wiem co zrobie...
      ale o tym to juz na priva smile
      _______
      pozdr.,
      patyk+2
    • m_o_k_o Re: dylemat 06.09.08, 08:37
      Yenna o jak miło Cię czytac 3 lata temu miałam podobne dylematy i
      załozyłam dokładmnie taki sam tytuł posta ale na innym forum.
      Tylko, ze ja mam jednego syna. Miałam pracę na pełny etat i studia.
      Gdy we IX Oskar poszedł do szkoły obniżyłam etat do 1/2 etatu od X
      miałam 3/4, od I pełny w połowie III zwolniłam się.
      Fajnie z nim było w domu, jednak wcale moja pomoc nie była
      potrzebna, nie na całym etacie mamuśki domowej. Dobrym rozwiązaniem
      bylo obniżenie etatu. Gdy oskar poszedł do II klasy podjęłam pracę (
      miałam przerwy kilka m-cy i dostawałam czegoś w domu - mimo iż
      miałam studia i obronę mgr na karkuI całą II i połowę III klasy
      pracowałam na 3/4 etatu, od I 2008 cały etat - oskar IV klasa juz.
      Jest luz. Moja pomoc była pewnie cenna dla niego ale nie bezcenna.
      Wcale nie potrzebował opieki a ja mimo wszystko znajdowałam zawsze
      czas na dodatkowe zajęcia sportowe dla niego.
      • renkag Re: dylemat 07.09.08, 13:47
        Jak szefowie reagują na prośbę ozmianę wymiaru czasu pracy. Też
        myślę o przejściu na 3/4 etatu, ale nie wiem jak o będzie odebrane w
        pracy.
        • yenna_m Re: dylemat 07.09.08, 15:11
          u mnie nie ma mowy o zmianie wymiaru pracy - skoro jest etat, to trzeba go
          obsadzic. Inaczej musieliby szukac dodatkowej osoby na obsadzenie tej drugiej
          polowki i zastanwic sie, jak rozwiazac posadzenie tej drugiej polowoetatowej osoby

          ale w budzetowce specyficznie jest z podejsciem do etatow
          w firmach prywatnych moze jest inaczej?
          • m_o_k_o Re: dylemat 07.09.08, 15:34
            ooooo u mnie poszło na noże w momencie kiedy złozyłam pismo o
            obnizenie etatu - dostałam odmowę, bo akurat mam taką prace, ze
            mniej niz etat nikt nie pracuje - nie ma szans - szef musiałby
            zatrudnić kogoś nowego, pzreszkolić go kilka m-cy.
            Więc gdy dostałam odmowe - złożyłam wypowiedzenie i tyle.
            Na kilka dni pzred końcem wypowiedzenia szef zaproponował mi
            mniejszy etat w innym dziale.
            Dla chcącego nic trudnego. Na moje miejsce przesuną inna panią z
            innego działu - była na mnei obrazona do knca, łacznie z płaczem itp.
            Bo ona nie chciała się uczyć nowych obowiazków......
            długa historia.
    • e_r_i_n Re: dylemat 06.09.08, 08:57
      Pod koniec sierpnia, nie wiedząc jeszcze, jak będzie wyglądała szkoła Młodego
      (pierwszak) ze stresem myślałam o świetlicy, o jego całym dniu w nowej szkole. I
      poważnie rozważałam rozmowę z szefostwem o zmianie pracy na 1/2 etatu.
      Po pierwszym tygodniu wiem, że nie ma się czym stresować. Młodego ze szkoły
      odbieram o 16:10 (zmieniłam po prostu godziny pracy i zaczynam o 7:30, kończę o
      15:30 - wcześniej 8-16). I mam mnóstwo czasu dla dziecka.
      Jednak: jeśli musiałabym być w pracy dłużej (do 18-19), na pewno zrobiłabym coś,
      żeby to zmienić. Ale w moim przypadku na pewno nie byłoby rzucenie pracy w ogóle.
    • kol.3 Re: dylemat 07.09.08, 15:49
      Ja na Twoim miejscu wróciłabym do pracy choćby ze względu na
      przyszłą emeryturę. Wszelkie urlopy wychowawcze i okresy bez pracy
      bardzo się odbijają na kapitale początkowym i wielkości emerytury w
      przyszłości. Czas biegnie szybko i za chwilę wylądujesz z jakimiś
      groszami na starość. Piszesz, że mąż ma słabe perspektywy na dobrą
      emeryturę, a Ty chcesz siedzieć w domu. To wszystko ma krótkie nogi.
      Dzieci masz w zasadzie odchowane, można wziąć pomoc domową/nianią
      żeby w domu było lżej, obeszłoby się bez świetlicy i miałby kto
      wpuścić dzieci do domu. Taka niania potrafi być czasem wielką
      przyjaciółką dzieci.
      Mama siedząca w domu jest słabym autorytetem dla dzieciaków, które
      Cię wkrótce zaczną traktować "a co Ty tam wiesz", natomiast mama z
      osiągnięciami zawodowymi może być przykładem i przedmiotem podziwu.
      Wybór należy do Ciebie.
      Doskonale się orientuję że w budżetówce nie pije się 8 godzin kawki,
      czasem jest to ciężka i stresująca praca. Ale raczej nikt nie płaci
      kroci za darmo.
      • yenna_m Re: dylemat 07.09.08, 15:56
        mąż, jesli dozyje, bedzie miec wysoki stan spoczynku wink
        ino od jego pensji nie potraca sie skladek - takie prawo.
        • patyk.od.zosi Re: dylemat 07.09.08, 21:19

          chyba ze obecny minister wprowadzi w zycie odebranie tego stanu
          spoczynku...
          _______
          pozdr.,
          patyk+2
      • yenna_m Re: dylemat 07.09.08, 15:57
        niedokladnie czytasz smile
      • selavi2 kol.3 07.09.08, 17:51
        "...Mama siedząca w domu jest słabym autorytetem dla dzieciaków, które
        > Cię wkrótce zaczną traktować "a co Ty tam wiesz", natomiast mama z
        > osiągnięciami zawodowymi może być przykładem i przedmiotem podziwu."

        Ja osobiscie nie mam zamiaru i nie chce byc dla dzieci autorytetem.
        Sama nie kierowalam sie nigdy autorytetami, cenie sobie wlasne myslenie, co nie
        znaczy, ze nie wyslucham i nie pomysle nad tym. Dzieki temu wszystkie swoje
        decyzje, rowniez i te błędne moge zawdzieczac tylko sobie, a nie autorytetowi w
        postaci ojca, ksiedza czy innej osoby.
        Zdecydowanie bardziej zalezalo mi na nauczeniu dzieci szacunku dla drugiego
        czlowieka, bez wzgledu na to co robi, a ze wzgledu na to, jakim jest czlowiekiem.
        Po 18 latach wiem, ze osiagnelam sukces, moje dzieci mnie szanuja i szanowaly
        bez wzgledu na to, czy bylam bezrobotna, czy pracowalam jako niania na czarno,
        czy zarabialam niezle w korporacji. Znaczenie mialo to, jakim bylam czlowiekiem
        i jakie mialam podejscie do zycia. Wiecej mysle nauki wyciagnely dla siebie,
        patrzac sie na to,co robilam - ze mozna upasc i mozna sie podniesc, ze mozna z
        najgorszego dola wyjsc, jak sie chce. Bo to nie praca swiadczy o czlowieku,
        tylko jego podejscie do zycia i innych istot zyjacych.
        Moje Mlode, jak byly w takim wieku, jak chlopcy yenny, zawsze bardziej wolaly,
        zebym byla w domu.
        Ja na ten przyklad, zawsze mialam za zle matce nauczycielce, ze jest taka
        slodko-pierdzaca do swoich uczniow, a w domu, juz w progu przemienia sie w
        zestresowaną, zmeczoną, majacą do wszystkich pretensje ofiare ciezkiego zycia,
        co z mina męczennicy zabiera sie za obiad, wyganiajac nas z kuchni i nie majac
        nigdy dla nas czasu.
        Moja mama jako matka nie jest dla mnie osoba godna zaufania, mimo, ze bardzo ja
        kocham.
        Zadna przemeczona, urobiona na 2 etatach, zestresowana, z poczuciem winy lub
        zalu do losu, kobieta nie bedzie ani dobra matka ani zona.
        Wiem, ze niektore nie maja innego wyjscia, sama bylam w takiej sytuacji ale
        yenna nie ma patowej sytuacji i moze sobie pozwolic na bycie w domu.
        • yenna_m Re: kol.3 07.09.08, 20:35
          selavi, sa rozne matki
          sa takie matki, ktore sie nie rozwijaja, i ktore siedzac w domu maja bardzo
          szeroka wiedze

          poza tytm rolą matki jest uczenie dziecka szacunku (miedzy innymi do siebie)
          jesli dziecko przyjmuje w stosunku do matki poze "a co ty tam wiesz" to znaczy,
          ze proces wychowawczy jakos poszedl nie bardzo halo

          mysle (bede zarozumiala wink ) ze aby dociagnac do ilosc dyplomow i takich tam
          roznych sukcesow zawodowych (wczesniej pracowalam na uczelni, zrezygonowalam z
          powodow zdrowotnych) dzieci beda musialy sie troche nameczyc. I zeby mi
          powiedziec "aco ty tam wiesz" zrobic nie tylko 2 kierunki studiow (max) ale i
          obronic doktorat (ktory ze wzgledu na stan gardla sobie odpuscilam)

          a wtedy niech se gadaja ile wlezie wink


          acha - matka moze byc autorytetem dla dziecka nawet posiadajac niepelne
          podstawowe wyksztalcenie. Wystarczy, zeby mądrze prowadzila to dziecko przez swiat.

          Ale ja generalnie mam dziwne podejscie do zycia wink
          I dziwne priorytety wink
    • selavi2 kobieto-domowa 07.09.08, 17:18
      Pragne przypomniec o tym, o czym mam wrazenie, ze zapomnialas.
      Mianowicie - otóż -dlugotrwaly stres powoduje, ze cialo sie buntuje.
      Latwo zapomniec, ze nie jest sie z żelaza, dopoki sie nie zachoruje.
      A stres generuje choróbska.
      I po tym przypomnieniu, zycze Ci owocnego zajecia sie domem i chlopaczkami. W koncu zawsze do tej pracy mozesz wrócic. Praca nie zajac-nie ucieknie. A zdrowie i dzieciństwo dzieciakow-uciekaja. Ani sie obejrzysz i juz zamiast dzieci tylko wnuki Ci zostana i sie chlopaki Twoje beda wkurzac, ze nimi to sie tak nie cackałas,;-P
      Powodzenia - matka ze stazem 18-letnim i niania ze stazem 8-letnim
      • mamaziq Re: kobieto-domowa 07.09.08, 21:43
        to może do wróżki pójdziesz, bo sama nie wiesz, czego chcesz...
        napisz szczerze, ze ci się nie chce pracować a nie zasłaniaj się
        odchowanymi dziećmi
        • yenna_m Re: kobieto-domowa 07.09.08, 21:55
          generalnie nie chce mi sie pracowac w tej konkretnej pracy wink
          ale`tej pracy od poczatku (pracuje od roku) nie lubie

          musze? wink

          chyba powinnam, prawda?
          (poprzednia bardzo lubilam)

          maz nie ma nic przeciwko zonie domowej, boi sie jedynie tego stanu spoczynku wink

          jak napisalam - dam szanse tej pracy wink
          ale rownolegle poszukam innej smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka