Tak się zastanawiam nad powyższym pytaniem w związku z tym, jakie reakcje
obserwuję, kiedy ludzie słyszą lub obserwują np. moje metody wychowawcze i
wszystko to, co tyczy się mojego poglądu na opiekę nad dziećmi.
Okazuje się bowiem, że to co w moim odczuciu jest dzisiaj normą, jest jednak
dziwactwem, a ja w związku z tym jestem dziwologiem

i "muszę" tłumaczyć
się naokoło z tego dziwactwa.
Dziwne niezmiernie jest więc to, że:
1. Nie biję dziecka (przykład reakcji: "dziecko trzeba lać po tyłku, bo na
głowę wejdzie!" lub "Jak dziecko poczuje co to znaczy dostać lanie, to będzie
wiedziało jak się zachować".)
2. Karmię dwulatka piersią (przykład reakcji: "O Boże, tak długo! Takie duże
dziecko" i pełna politowania mina)
3. Chcę spędzać z dzieckiem jak najwięcej czasu i np. po pracy biegnę na łeb
na szyję, by się z nim zobaczyć (reakcje: pełne politowania spojrzenia i inne)
4. Mąż jest na wychowawczym i zajmuje się dzieckiem, oprócz tego nie chcemy
opiekunek, żłobków i babci (dla nas jest to dobra, przemyślana decyzja,
najlepsza byłaby jednak gdybym to ja mogła być w domu, ale z pewnych względów
nie mogę. A reakcje: No, przecież można dziecko do żłobka dać, a jak nie
chcecie to chociaż opiekunkę! Plus pełne politowania kiwanie głową.)
5. Mówienie do dziecka czule, czasem pieszczotliwie (zaznaczam, że czasem, bo
oczywiście ciągłe mówienie do dziecka w ten sposób też uważam za nie do końca
dobre, nie mniej jednak, razem z mężem tak bardzo kochamy dziecko, że również
w ten sposób okazujemy mu czułość, synek wspaniale się rozwija bez naukowych
monologów z naszej strony)
6. Nie zmuszanie dulatka do nauki korzystania z nocnika (widzimy, że jest do
końca na to gotowy i dajemy mu czas nie widząc w tym problemu), itp, itd.....
Ja się tym nie przejmuję, bo staram się świadomie i dopowiedzialnie
wychowywać synka. Długo przed ciążą dokształcałam się w temacie dzieci,
czytałam co się dało, rozmawiałam z doświadczonymi rodzicami i starałam się
oraz nadal się staram wychowywać synka tak, by czuł się kochany, akceptowany
i był zadbany. Nigdy nie poganiałam jego rozwoju, ale tez nie hamowałam. Mąż
również.
Jednak trochę czuję już zmęczona tymi radami, a nawet wyrazami niechęci za
strony często przypadkowych osób, zwłaszcza jeśli te osoby nie mogą same
poszczycić się mistrzostwem w wychowaniu swoich dzieci (najmniej przejmuję
się jeśli słyszę coś o mamy, czy teściowej, ich tzw. wtrącanie potrafię jakoś
wytłumaczyć).
Ciekawa jestem czy Wy również spotykanie się z czymś takim?