lucerka
08.10.08, 11:33
Niedawno zaskoczyla mnie moja wlasna matka. Wiedzialam, ze sie
roznimy ale nigdy nie myslalam, ze az tak.
Rozmawialysmy o jej znajomej, ktora ma raka z przerzutami. Znajoma
zawsze byla prawym czlowiekiem, angazowala sie spolecznie i gdy
choroba ja zaatakowala zaczela sobie zadawac pytanie: dlaczego mnie
sie to przydarzylo, przeciz jest tyle ludzi, tyle mentow, pijakow
itd, dlaczego ja?
Nigdy nie bylam w takiej sytuacji jak ta znajoma ale skomentowalam
to w ten sposob: czy w takim razie wolalaby, zeby ktos inny zamiast
niej mial tego raka? Czy tego by sobie zyczyla? Od slowa do slowa
moja mama zaczela mowic o bardzo kuriozalnym dla mnie podziale na
lepszych ludzi i gorszych. Ci lepsi, jej zdaniem, cos osiagneli,
maja dobra prace, pomogli wielu ludziom a ci gorsi to ci "spod budki
z piwem", zyjacy na koszt innych, majacy gdzies innych ludzi.
Tak sobie pomyslalm, ze nigdy bym sie nie odwazyla powiedziec, ze
jestem lepsza od..bezdomnego, pijaka, narkomana, ze jestem od nich
lepszym czlowiekiem. Moze mam lepsza sytuacje w zyciu, moze mialam
farta albo zapracowalam ale daleko mi od oceniania czyjegos
czlowieczenstwa.
A wy? czy czyjecie sie czasem lepszymi (czy gorszymi) ludzmi?