Dodaj do ulubionych

Oszustwo własnego syna...

    • fajka7 Re: Oszustwo własnego syna... 18.12.08, 22:27
      Dowiedzialam sie kiedys od czlonka rodziny meza, ze tesc kiedys
      odwalil mezowi chamski numer majacy wplyw na cale zycie. Usilowal
      pokierowac losem syna w sposob taki, ze moglby mu to zycie
      zmarnowac. Wiedzac to co wiem, chociaz mnie to wcale nie dotyczy, a
      jednak dotyczy i to bardzo, bo to moj maz, a moglby nim nie byc,
      traktuje tescia inaczej niz, gdybym o tym nie wiedziala. Stracil
      wiele w moich oczach z tego powodu, bo sie okazalo, ze on jest taki,
      a nie inny. Maz te historie potwierdzil, bo go kiedys zapytalam czy
      to prawda.
      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 10:30
        Otóż to, niby mnie to nie dotyczy, a dotyczy, bo mąż mógłby mieć
        zmarnowane życie, a i moje potoczyłoby się zupełnie inaczej. Ja
        byłam przez teściową od początku ledwie aprobowana, więc odkrycie
        kłamstwa nie zmieniło specjalnie mojego stosunku do niej. Trochę
        mnie jednak zabolało, że okłamywała własnego syna, bo nie potrafię
        sobie wyobrazić, że mogłabym wyciąć taki numer własnemu dziecku.
        • gryzelda71 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 10:45
          azile.oli napisała:

          > Otóż to, niby mnie to nie dotyczy, a dotyczy, bo mąż mógłby mieć
          > zmarnowane życie, a i moje potoczyłoby się zupełnie inaczej.
          A skąd pewność,ze twój obecny mąż miałby zmarnowane życie?Bo nie z tobą?I co by
          cie obchodziło jakie życie ma obcy facet?
          • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:01
            Teraz, po latach, to nie jest dla mnie obcy facet. A rzadko kiedy
            udaje się zbudować udany związek na kłamstwie. Dlatego, jako
            potencjalnego człowieka, byłoby mi go żal. A moje życie ? Cóż...
            Moja teściowa i tamta kobieta snuły intrygi aż do dnia naszego
            ślubu. Przypuszczam, że gdyby mąż wiedział o kolejnym kłamstwie
            matki mielibyśmy święty spokój, bo przynajmniej na jakiś czas by się
            od niej odizolował. a tak to tylko ochrzaniał ją o kolejne duperele,
            które choć niewiele znaczyły, były denerwujące i psuły mi radość z
            przygotowań ślubnych.
            • gryzelda71 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:05
              A ty to tego męza podstępem do ołtarza doprowadziłaś ze ciągle o przeszłość wisi
              nad tobą?
              • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:27
                Przeszłość nade mną nie wisi. Ot, przypadkowo, po latach odkryłam
                kłamstwo i tyle. Do ołtarza mąż mnie na rękach zaniósł, żebym mu się
                przypadkiem nie wymknęła.
                • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:32
                  azile.oli napisała:

                  > Do ołtarza mąż mnie na rękach zaniósł, żebym mu się
                  > przypadkiem nie wymknęła.

                  Dziwisz sie? Przeciez to juz stary kawaler byl.
                  • gryzelda71 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:45
                    nutka07 napisała:
                    > Dziwisz sie? Przeciez to juz stary kawaler byl.

                    Buahahahaha.Cała prawda.....
                    • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:52
                      Owszem, jak na tamte czasy stary kawaler, ale przystojny i bogaty do
                      tego, więc całkiem niezła partia.
                      • gryzelda71 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 11:54
                        azile.oli napisała:

                        > Owszem, jak na tamte czasy stary kawaler, ale przystojny i bogaty do
                        > tego, więc całkiem niezła partia.

                        A....ciągle się boisz że mamusia coś wykombinuje i go stracisz,a raczej jego
                        pieniądze hehehe
                        • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:02
                          Mamusia może sobie kombinować, co chce. Połowa majątku jest na mnie
                          (nawet tego przedślubnego, przepisane notarialnie),także mieszkanie,
                          w którym mieszka teściowa jest moją własnością. Mąż nieźle mnie
                          zabezpieczył. Zresztą w chwili ślubu też posiadałam własny majątek,
                          więc nie wyszłam za mąż dla pieniędzy.
                          • gryzelda71 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:05
                            O jesu....
                            Pielęgnuj ten związek,fortunę i na wszelki wypadek mamusię,bo zapis notarialny
                            zawsze można zmienić
                            • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:14
                              Zapis, w sensie darowizny, owszem. Natomiast aktu notarialnego, w
                              którym jest zapis, że kupiliśmy coś z majatku dorobkowego lub że ja
                              kupiłam coś z majątku odrębnego zmienić nie można. Tak że nawet w
                              najgorszym przypadku stracę niewiele. A mamusi bać się nie muszę.
                              Związek pielęgnuję, ale nie dla kasy, a dlatego, aby nam obojgu
                              przynosił satysfakcję.
                          • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:07
                            Do tego nowy as w rekawie na tesciowa. Zyc nie umierac.
                            • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:22
                              Nie trzymam asa w rękawie na teściową i w życiu nie zrobiłabym jej
                              krzywdy. Nie potrafię się też zdobyć na szacunek dla niej. Ale nie
                              jestem mściwa i nigdy nie będę się na niej odgrywać. Wystarczy mi
                              miłość jej syna, ona nie musi mnie kochać. Widać mąż ma do mnie
                              zaufanie, skoro mieszkanie dla niej zostało kupione na moje
                              nazwisko. Widocznie poznał mnie na tyle, że wie, iż do podłości nie
                              zniżę się nigdy. Może to dlatego, że jestem wobec niego lojalna?
                              • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:34
                                Wiesz co zachowujesz sie jak zazdrosnica. Niepewna swego. Opisy bylej jaka to
                                ona byla, co mogla by mu zaoferowac itd. Ty jestes lepsza, Ty jestes ta niesiona
                                do oltarza, masz interesujacy zawod, hobby itd. Ona kawki z tesciowa,
                                bezplodnosc, starosc itd. Przeczytaj caly ten watek. Teraz jeszcze teksty o
                                majatku. A kogo to obchodzi. Tu nie musisz sie z tego tlumaczyc i nikogo
                                przekonywac. Wazne jak Ty sama sie z tym czujesz. Dlatego napislam wczesniej,
                                pomysl co Cie tak naprawde boli, gdzie istota problemu a nie grzebiesz sie w
                                tym. W jakim celu to wyciagasz. Skad wiesz czy maz tego nie wie. Jakbys mu
                                powiedziala to dlaczego mialby byc zly na tesciowa. To nie jej obowiazek byl
                                informowac syna o wieku. Zreszta juz pisalam moze sam widzial ja na naszej klasie.

                                Masz go. Swojego meza. Mlodego, wysportowanego, zakochanego, majetnego. Czego
                                chcesz wiecej. Gdybanie jest bez sensu.
    • delecta Szanowna autorko, popraw tytuł wątku, 18.12.08, 23:42
      bo nijak się ma do treści.
      Oszustwo własnego syna... oznacza, że ów SYN kogoś oszukał.
      Chyba chodzi Ci o OSZUKANIE syna przez Twoją teściową, a jego matkę.

      Reszta nie warta komentarza.Jestem przekonana, że jesteś trollem, bo
      niemożliwe, żeby normalna kobieta robiła aferę o nieistotne
      drobiazgi sprzed wielu lat.

      Wydaje mi się, że pani, której tak nieelegancko dowalasz, nie była
      jedynie przykrym epizodem w zyciu Twojego męża.

      >pokazałam zdjęcie tej pani na nk
      > mojej córce i stwierdziła, że wygląda starzej, niż moja matka, ja
      > niestety też odniosłam takie wrażenie

      Tylko córce? A dalszej rodzinie sąsiadom?
      Pokaż i nam, a przy okazji zamieść swojesmile
      Wesołych Świąt.
    • robatchek A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 18.12.08, 23:47
      i trudno, nie będę powielać głosu większości, może sobie kręcę stryczek, ale...

      Wątek raczej powinnaś zatytułować w stylu - kłamstwo wyjdzie wcześniej czy
      później. Przypadek, że ktoś stworzył NK, że można tam znaleźć wszystko i
      wszystkich. Ciekawość czasem zmusza nas do szukania ludzi, na których wcale nam
      nie zależy, ale, jak już ich znajdziemy, może się okazać, że wdepnęliśmy na nich
      niepotrzebnie. I nie wiadomo, co zrobić z tak zdobytą wiedzą.
      Warto pamiętać, że rzecz się działa bardzo dawno temu i mentalność faktycznie
      była inna, teraz mówimy o singlach, a wtedy były stare panny, i już. Matki
      upatrywały sobie kandydatki na synowe i jak już taka jedna się uparła, to choćby
      po trupach, ale musiała postawić na swoim. W końcu synowa to nie byle kto, tylko
      żona dla MOJEGO (czytaj: doskonałego, wspaniałego, idealnego) syna!! Musi być
      więc równie doskonała, idealna, pracowita, musi być go godna, i co najważniejsze
      - ma mi się podobać. Wzór we wzorek, znaczy się. Bo jak się nie dogadamy, to
      będzie się buntować przeciwko moim radom co do firanek, kwiatków na balkonie,
      gęstości zupy, rękawów prasowanych na gładko/na kancik, metodom wychowywania
      dzieci!
      Nie twierdzę, że wszystkie matki synów tak postępowały. Zależało to od tak wielu
      czynników, że nawet szkoda wymieniać. Jednak wspomniana wyżej teściowa mogła
      właśnie taka być. Wnioskuję to także stąd, że spiskowała sobie z ciotką, gdy syn
      przebywał za granicą. Znaczy, mógł nie mieć czasu, albo głowy, do szukania żony,
      a kto, jak nie matka, miałby mu pomóc? Według niej była to już najwyższa pora...
      Małe, według niej, kłamstewko, lub inaczej - zatajenie prawdy, mogło mieć
      kolosalne znaczenie dla samego zainteresowanego. Może wiedziała, że syn lubi
      młodsze kobietki, a jej się spodobała właśnie ta starsza? Wtedy pięć lat różnicy
      mogło być zupełnie niewidoczne, po kilkunastu latach może kłuć w oczy, zależy
      jak się kobieta starzeje. Może mama miała nadzieję, że z czasem tych dwoje
      pokocha się na zabój i ta niewielka różnica wieku przejdzie prawie niezauważona.
      Fakt bezpłodności, moim zdaniem, powinien być omówiony jak najwcześniej, jeżeli
      kobieta faktycznie o tym wiedziała. Jest to rzecz bardzo istotna w związku i
      zatajenie tego może doprowadzić do unieważnienia małżeństwa, także kościelnego.
      Może to być zupełnie nieistotny szczegół, a może też decydować o całej
      przyszłości związku. Budowanie więzi z kłamstwem w tle nie prowadzi do
      umocnienia zaufania.
      Nie dziwi mnie wcale, że Azile napisała kilka szczegółów bo to przecież o nie
      się rozchodzi. I nie wiem, czy naprawdę nikt nie widzi, że nie chodzi o
      obsmarowanie, jak to któraś napisała, nieszczęsnej, bezpłodnej, brzydkiej
      kobiety, która tak naprawdę stanowi tło tej sytuacji, ale raczej o to, że po
      tylu latach, zupełnym przypadkiem, sprawa się rypła. Nie przeszkadza to już w
      niczym i nikomu, bo Azile jest szczęśliwą mężatką, kobieta gdzieś tam wiedzie
      swoje życie i nawet teściowa Azile nie ma problemu z pogodzeniem się, że synowa
      wprawdzie jest, tyle, że inna (tak sądzę?) Jedyny szczegół, który pewnie umknął
      niektórym, to ten, że Azile swoją wiedzą nie podzieliła się ani z mężem, ani z
      teściową. Pewnie, pokazując profil kobiety swojej córce, mrugnęła okiem ze
      słowami - a to mogła być twoja mamusia, albo, że to eks panna taty, coś w tym
      stylu. A córa, solidarnie, stwierdziła - mamuniu, jesteś ładniejsza smile Ot, i
      wielkie halo. Teraz Azile może się zastanawiać, czy pokazać profil mężowi, albo,
      czy powiedzieć teściowej o tym, że jej, niby niewinne, oszustwo, wyszło na jaw.
      Azile, na Twoim miejscu, mimo wszystko, nie robiłabym tego. Życie masz
      poukładane, spokojne i szczęśliwe. Ujawnieniem tego szczegółu możesz zepsuć
      sobie układy z mężem, bo pomyśli, że szpiegujesz jego życie, i choć wiesz, że
      tak nie jest, to nie udowodnisz, że nie jesteś wielbłądem wink Teściową przerobisz
      sobie na wroga, a po co, niech sobie żyje z błogą nieświadomością. Jakby Cię
      kusiło, żeby jej wygarnąć, to sobie przypomnij słowa rabina ze "Skrzypka na
      dachu", który zapytany, bodajże, przez Tewje, czy istnieje błogosławieństwo dla
      cara, po krótkim namyśle odpowiedział - oczywiście! Niech żyje długo, i z dala
      od nas smile Car niech będzie teściową, życz jej dobrze, ciesz się ze spotkań,
      swoje sobie myśl, i pamiętaj - takie czasy były. I tylko się cieszyć, że jakiś
      tam, nie opisany przez Ciebie, szczegół, wpłynął na decyzję Twojego męża i
      doszło do ich rozstania bez Twojego udziału. I ciesz się, bo mimo wszystkich
      zabiegów matki, ciotki, koleżanki, mimo dziesiątek kobiet, być może całkiem
      interesujących, będących w zasięgu jego ręki - on wybrał właśnie Ciebie smile

      Azile.oli, czy dobrze zrozumiałam intencje i Twój tok myślenia?

      PS. Ukrywanie wieku na NK uważam za skrajny idiotyzm. Wiek ukryty, za to
      wymienione wszystkie klasy podstawówki, liceum etc big_grin Wystarczy policzyć wink
      • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 10:51
        Tak, właśnie idealnie zrozumiałaś moją intencję, a opisałaś sytuację
        sprzed lat dokładnie tak, jakbś przy tym była. Nigdzie w swoim wątku
        nie naśmiewałam się z tej kobiety, chciałam tylko przedstawić
        sytuację, w której matka za wszelką cenę chce pokierować życiem
        syna, nawet robiąc mu krzywdę. O tym , że ta kobieta nie może moieć
        dzieci powiedziała mężowi ciotka, która pewnie zrozumiała, że sprawa
        jest poważna, tyle, że było to już po zerwaniu. Oczywiście , że nie
        powiem mężowi ani teściowej o swoim odkryciu. Nic dobrego by to nie
        przyniosło żadnej ze stron, nie chcę skłócać matki z synem. Córce
        pokazałam zdjęcie na zasadzie ciekawostki i z uśmiechem - to duża i
        poważna dziewczyna, więc doskonale zrozumiała moje intencje.
        Sytuację opisałam dokładnie, po to, aby była jasność, a nie po to,
        żeby się wywyższać. Jakby mu tamta kobieta odpowiadała, to by z nią
        został. Ale rozstał się z nią właśnie przez kłamstwo i to mogłoby
        się wydawać błahe, codzienne. Gdyby nie to, że poznał mnie, kto wie,
        czy teściowa by ich jeszcze nie pogodziła i kryła inne kłamstwa
        wymarzonej synowej. Sama mam syna, wiem, że inne czasy, ale nie
        wyobrażam sobie, że mogłabym go okłamać w poważnej w końcu sprawie.
        • robatchek Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 10:56
          smile

          Też jestem matką syna i nie wyobrażam sobie.... Nie, no co ja piszę, nie tylko w
          stosunku do syna przecież! Ale że o syna chodzi, więc dopiszę - nie wyobrażam
          sobie oszukania go w ogóle, a w takich sprawach w szczególności. To on ma żyć z
          tą kobietą, którą sobie wybierze, a nie korzystać z moich wskazówek. Poprosi o
          radę, to ją dostanie. A czy skorzysta - wolny wybór. Każdy swoje życie musi
          przeżyć sam smile
        • vibe-b Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:10
          azile.oli napisała:

          chciałam tylko przedstawić
          > sytuację, w której matka za wszelką cenę chce pokierować życiem
          > syna, nawet robiąc mu krzywdę.


          Oj ale sie uparlas na ta krzywde. Skad wiesz, moze wlasnie bylby z
          nia szczesliwy. Moze szczesliwszy niz z toba. W koncu to ze
          byla "stara, brzydka i nieplodna" nie musi przesadzac o charakterze.
          • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:31
            Ale to, że kłamała, chyba jakoś świadczy o charakterze. Mój mąż nie
            znosi kłamstwa, więc nie sądzę, aby był z nią szczęśliwy. Zresztą,
            to nie ma znaczenia, bo wybrał mnie i na razie nie widę, aby tego
            żałował.
        • nutka07 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:16
          azile.oli napisała:

          > Jakby mu tamta kobieta odpowiadała, to by z nią
          > został. Ale rozstał się z nią właśnie przez kłamstwo i to mogłoby
          > się wydawać błahe, codzienne. Gdyby nie to, że poznał mnie, kto wie,
          > czy teściowa by ich jeszcze nie pogodziła i kryła inne kłamstwa
          > wymarzonej synowej.


          Czyli jak jest wlasciwie? Nie jest z nia przez jej klamstwo czy przez szczesliwe
          poznanie Ciebie? No bo gdyby Ciebie nie poznal to pewnie tesciowa by ich
          pogodzila(?!) i wtedy maz by jej wybaczyl klamstwo tak? Skoro tesciowa uzyla by
          swej sily przekonywania i pogodzila dwoje doroslych ludzi, ktorzy sie rozstali.

          A moze mu ta kobieta odpowiadala ale nie mogl sie pogodzic z tym, ze go oklamala
          i to jedno zawazylo nad wszystkim.
          • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:47
            Miałam na myśli, że zerwali ze sobą o jakieś duperelne kłamstwo
            tamtej, chociaż myślę, że mąż szukał pretekstu. Mogła istnieć opcja,
            że teściowa zażegnałaby drobna kłótnię, ale kłamstwa w sprawie
            bezpłodności mąż by i tak nie wybaczył. Przypuszczam, że gdyby się o
            tym dowiedział po ślubie, toby go unieważnił, dobrze, że ciotka
            miała więcej rozumu. Czy kłamstwo co do wieku by wybaczył - też
            wątpię, jakby się nałożyło na to drugie. Ale o tym się nie
            dowiedział. To była opcja, gdyby mąż mnie nie poznał. Z chwilą, gdy
            zostaliśmy parą tamta kobieta przestała się dla niego liczyć, tym
            bardziej, że nas połączyło uczucie, a nie zeswatany związek.
            Moja teściowa miała jako matka dużą siłę przebicia i gdyby mąż się
            nie zakochał, to tamto kłamliwe małżeństwo ''z rozsadku''mogło być
            zawarte.
            • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:49
              Czemu wymyślasz jakieś scenariusze przeszłości?
              • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:55
                Nie ja zaczęłam. Same zaczęłyście snuć przypuszczenia, co bu było,
                gdyby mnie nie poznał, czy z tamtąś kobietą byłby szczęśliwszy itd
                • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:56
                  To MY założyłyśmy wątek?
                  • wilma1970 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:00
                    No nie wiem, Azile, jak Ci pomóc, ale się Ciebie spytam, bo Ty będziesz
                    wiedziała : co zrobić, żeby mi mi nie pleśniał płyn do płukania w dozowniku pralki?
                    • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:05
                      Myj ten pojemnik po każdym praniu, żeby resztki nie zostawały.
                • nutka07 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:00
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=88711273&wv.x=2&a=88713151
                  przeczytaj ostatnie zdanie, bedziesz wiedziala kto zaczal co by bylo gdyby...
              • malila Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:06
                gryzelda71 napisała:

                > Czemu wymyślasz jakieś scenariusze przeszłości?

                A jakie to ma znaczenie, jak ona sobie wyobraża alternatywną
                historię? Wątek jest na temat tego, że matka dla swojego na swój
                własny sposób rozumianego dobra oszukiwała syna, nie biorąc pod
                uwagę tego, że mogło się to dla niego źle skończyć. Azile wbrew
                insynuacjom nie wiesza się na byłej niedoszłej męża, tylko czuje
                niesmak na myśl o tym, co zrobiła teściowa jej mężowi.
                Ja czuję niesmak mimo że nie znam (jak sądzę) ani Azile, ani jej
                męża i mnie ta sprawa rzeczywiście nie dotyczy. Gdyby świństwo
                uczyniono mojemu mężowi, czułabym więcej niż niesmak, bo mąż to
                najbliższa mi osoba. Niedorzecznością byłoby, gdybym uparcie
                twierdziła, że jego krzywda mnie nie dotyczy. Nawet jeśli on byłby
                nieświadomy, że próbowano go skrzywdzić.
                • nutka07 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:11
                  A skad pewnosc, ze tesciowa celowo klamala? Moze nie myslala, ze powinna
                  informowac syna o wieku, bezplodnosci itd. W zwiazku takie sprawy omawia sie razem.
                  • malila Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:19
                    nutka07 napisała:

                    > A skad pewnosc, ze tesciowa celowo klamala? Moze nie myslala, ze
                    powinna
                    > informowac syna o wieku, bezplodnosci itd. W zwiazku takie sprawy
                    omawia sie ra
                    > zem.

                    Bo myślę sobie, że ciężko byłoby mi mówić do kobiety syna "synowo",
                    mając świadomość, że syn jeszcze nie został poinformowany o tym, iż
                    pani nie będzie mogła zajść w ciążę. Byłoby mi cieżko i ze względu
                    na niego, ale przede wszystkim ze względu na nią; nie chciałabym jej
                    robić niepotrzebnych nadziei.
                    • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:33
                      Malila, wyjęłaś mi te słowa z ust.
                      A co do męża - wykryte dopiero teraz kłamstwo może nawet bardziej
                      boli, bo obecnie mąż jest naprawdę bliskim mi człowiekiem, ojcem
                      moich dzieci, z którym przeżyłam kilkanaście lat. Krzywda wyrządzona
                      mu przez matkę, która obecnie potrafi przyczepić się do niego lub do
                      mnie o pierdołę właśnie wobec tej wiedzy szczególnie boli.Dziękuję.
                • robatchek Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:13
                  No. I wreszcie ktoś zrozumiał słowo pisane. Na palcach jednej ręki można
                  policzyć odpowiedzi na temat wątku, a nie na temat - czy nie masz większych
                  problemów?

                  smile
                  • nutka07 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:22
                    Jak na emamie wink wiesz inaczej by wygladal watek typu: Matka oklamala syna co do
                    wieku kobiety, z ktora go swatala. Uwazala, ze jest starym kawalerem i z ciotka
                    postanowily 'pomoc'. W rzeczywistosci kobieta byla starsza 5 lat a nie rok. Co
                    myslicie na ten temat? Cel uswieca srodki?
                • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:17
                  Ale skąd założenie ze z tą kobietą byłby nieszczęśliwy?
                  Każdą przykrość jakiej kiedyś przed znajomością z tobą doznał twój mąż tak
                  rozpamiętujesz?Nie szkoda czasu?
                  • malila Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:36
                    gryzelda71 napisała:
                    > Każdą przykrość jakiej kiedyś przed znajomością z tobą doznał twój
                    mąż tak
                    > rozpamiętujesz?Nie szkoda czasu?

                    Tak, to znaczy jak? Pisząc o tym na forum?wink No, w taki sposób to
                    raczej nie. Czy w ogóle rozpamiętuję? Tak, oczywiście, że myślę o
                    tym. Myślę o tym, jak do tego doszło, co można zmienić. Taką myślącą
                    mnie natura stworzyławink Czy spać nie mogę przez po nocach? A zdarza
                    się, jeśli mojego męża akurat nocą najdzie ochota na zwierzenia. Czy
                    nie szkoda czasu? Jeśli uznam, ze coś jest istotne, to nie szkoda mi
                    na to czasu. Na pewno nie bardziej jest mi go szkoda na rozważania
                    na temat relacji mojego męża z jego matką niż na wgłębianie się w
                    cudze problemy i instruowanie obcych ludzi, co ich powinno dotykać,
                    a co nie. No dobra, z tym wgłębianiem się to troche przesadziłamwink
                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 12:50
                    Tu nie chodzi o to, czy byłby szczęśliwy, ale o to, że własna matka
                    chciała go wplątać w związek, posługując się przy tym kłamstwem. I
                    to jest meritum sprawy. Sądzę, że nie byłby szczęśliwy, bo został
                    wmanewrowany w życiową sprawę przez dwie kłamczuchy. Gdyby matka
                    chciała szczęścia syna, to raczej nie szukałaby mu kandydatki, która
                    nie może dać mu dzieci, wiedząc, że syn o dzieciach marzy. Wybrała
                    osobę o podobnym do swojego charakterze, bo najważniejsze było, żeby
                    ona się z synową dobrze dogadywała. Innych znajomości męża nie
                    rozpamiętuję, w ciąśgu naszego małżeństwa padło na ich temat
                    zaledwie kilka zdań, raczej mało istotnych. Gdybym nie odkryła tego
                    kłamstwa, to bym tej ostatniej znajomości też nie rozpamiętywała.
                    • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 13:12
                      Strasznie wpółczujĘ,że musisz żyć z taka wiedzą.
                    • vibe-b Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 13:22
                      azile.oli napisała:

                      > Tu nie chodzi o to, czy byłby szczęśliwy, ale o to, że własna
                      matka
                      > chciała go wplątać w związek, posługując się przy tym kłamstwem. I
                      > to jest meritum sprawy. Sądzę, że nie byłby szczęśliwy, bo został
                      > wmanewrowany w życiową sprawę przez dwie kłamczuchy. Gdyby matka
                      > chciała szczęścia syna, to raczej nie szukałaby mu kandydatki,
                      która
                      > nie może dać mu dzieci, wiedząc, że syn o dzieciach marzy. Wybrała
                      > osobę o podobnym do swojego charakterze, bo najważniejsze było,
                      żeby
                      > ona się z synową dobrze dogadywała.


                      Dziewczyny, zbierzmy sie i chorem potwierdzmy tej dziewczynie,
                      wszystko co chcialaby uslyszec! Ze matka jedza, ze nie bylby
                      szczesliwy, gdyby wybral tamta, ze tamta za stara i bezplodna, i
                      klamczucha, ze jak matka mogla oszukac wlasnego syna! Przyklasnijmy
                      jej bo ona nas zameczy i bedzie pisac w kolko to samo az do wakacji
                      2009!
          • to.ja.kas Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 11:55
            big_grinDD to mi się humor poprawił.
            Ze teściowa syna kłamała. A ile on miał lat, ze obawiasz się iz
            podstepem mamunia z narzeczoną i ciotka popchnęłyby go do ołtarza?
            Dupa nie facet musiał być, skoro się skarzył, żemamcia mu narzeczona
            znalazła i on z rozsądku musiał ją bzykac póki Ciebie nie trafił :-
            ))))

            Rany boskie, mam nadzieję, że w Wigilię przyjdzie otrzeżwienie i
            zrozumiesz, ze teściowa nawet jak ukryła pare faktów to widocznie
            uważała iż sa rzeczy które ewentualni przyszli małżonkowie SAMI
            musza sobie powiedziec...np. o bezpłodności.

            Azali...azali rozsmieszył mnie twój watek smile
            • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 13:08
              Wiesz co, ja znam swoja teściową i wiem, że ostatnia rzecząś , jaka
              ją cechuje jest delikatność. Więc nie pasują do niej słowa ''może
              uważała, że powinni...itd''. To byli narzeczeni w jej planach i tej
              kobiety, powinna była powiedzieć zanim związek zdążył się rozwinąć,
              do czego obie usilnie dążyły. Jesteś wulgarna, pisząc o tym bzykaniu
              z rozsądku.
              • to.ja.kas Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 13:25
                No bo kurde nie wiem o co Ci chodzi?
                Chłop pobył ze starszą, bezpłodna i brzydką (jak nam zdążyłaś
                niewulgarnie ja opisać) panią i znalazł takie cudo jak Ty.
                Opatrzność nad nim czuwała i nie udało się mamie i cioci wepchnąć
                jego, cuda i chodzącą nieświadomość i niewinność w łapy tej wiedźmy.
                A teraz minęło 16 lat i sprawa się rypła. O to Ty możesz donieść mu,
                jak niedobra ma matkę, jak to chciała niby tego szczura na pożarcie
                anakondzie rzucić.

                Kobieto 16 lat mineło. Ty zdążyłaś się zastarzec, teściowa może
                zdążyła zmądrzeć....czego o Tobie powiedzieć niestety nie można. Na
                szczescie jesteś piękna i płodna.
                I tego sie trzymaj. smile)))
                • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 13:40
                  Cały czas chodzi tylko o to, że matka okłamała syna dla własnych i
                  egoistycznych celów. Teściowa nie zmądrzała, ale ja na nią skarżyć
                  nie będę. To nie ma znaczenia, jaka była tamta kobieta, jakie miała
                  zalety, a czego jej brakowało. Kłamała w fundamentalnych sprawach i
                  tyle. Jak widać charakter przełożył się też na urodę. (to ironia,
                  żeby nie było, że biedaczkę prześladuję, a ja taka piękna jestem).
                  • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 13:48
                    Twoja teściowa jest okropna osoba,oszukująca własne dziecko,żeby zrealizować
                    własne cele(mieć podobna do siebie synową i nie mieć wnuków stąd znalazła
                    bezpłodna pannę).
                    A bezpłodna panną została za kłamstwa ukarana brakiem urody na stare lata.
                    • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 14:09
                      Teściowa miała starszego syna i wnuki, więc widocznie na szczęściu
                      młodszego już jej nie zależało.
                      • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 14:10
                        Może starszy z tymi dziećmi jest nieszczęśliwy i chciała uchronić młodszego od
                        powielenia tego losu?
                        • to.ja.kas Ja pierniczę 19.12.08, 14:13
                          Słuchajcie ja nie wierze, nie wierzę, że laska naprawde to przezywa.
                          Ona musi ściemniać.
                          Jeśli nie, to znaczy, że tak jak Lema...dopiero internet oświecił
                          mnie w zakresie ludzkiej psychiki smile)))
                          • dirgone Re: Ja pierniczę 19.12.08, 14:27
                            Ja im dalej czytam, tym bardziej rechoczę. Mąż - coraz młodszy bóg, przystojny,
                            bogaty, inteligenty, wysportowany i wyglądający 15 lat młodziej niż ma i coraz
                            starsza raszpla, jędza obrzydliwa, bezpłodna, kłamiąca, wredna i brzydka. Im
                            dalej, tym weselej.
                            • chloe30 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 14:30
                              Ja obstawiam dwa warianty:
                              - że Azile jest ta porzuconą raszplą

                              - albo bardziej prawdopodobny, że to raszpla męża młodego boga
                              rzuciła bo dupek i maminsynek, mąz do tej pory cierpi i tęskni za
                              tamtą, a Azile się dowartościowuje.

                              To pisałam ja, raszpla starsza 7,5 roku od męża big_grinDD
                              • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 14:47
                                Wariant pierwszy- pudło, nie jestem i nie byłam porzucona.

                                wariant drugi - to mąż zrezygnował z tej znajomości, a wiem to od
                                niego, ciotki i teściowej, a także dlatego, że''raszpla''czekała aż
                                do dnia naszego ślubu, mając nadzieję, że teściowa jakoś odciągnie
                                syna ode mnie i połączy z nią. Mąż nie tęskni za tamtą, bo nie ma
                                powodów. Co do maminsynka - właśnie taka opcja odpowiadałaby tej
                                pani, bo jakby grzecznie słuchał mamusi, to zostałaby jego żoną, a
                                że się wyłamał i olał mamusię, to pani została na lodzie.
                                A co do różnicy wieku... Ja nie mam nic przeciwko, byle druga strona
                                o tym wiedziała. Jak wszystkim to odpowiada, to gdzie problem?
                                • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 14:54
                                  Coraz lepiej ...mówisz, że Pani jest raszplą???smile))
                                  Oj musisz Ty miec kompleksy...ale tak brzydko je leczysz....feeee
                                  • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:04
                                    To chloe, a nie ja nazwała ją ''raszplą'', nazwała ''raszplą'' także
                                    mnie. Ja użyłam tego słowa w cudzysłowie, broniąc się przed
                                    wyssanymi z palca zarzutami.
                                    • chloe30 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:05
                                      azile.oli napisała:

                                      > To chloe, a nie ja nazwała ją ''raszplą'', nazwała ''raszplą''
                                      także
                                      > mnie.

                                      Odstosunkuj się od Chloe.
                                      Raszpla funkcjonuje od połowy tego watku, głownie dzięki Twojemu
                                      opisowi jak to staro i brzydko kobieta wygląda.
                          • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 14:37
                            Nie, ja tego nie przeżywam. Co prawda trudno mi uwierzyć, że można
                            okłamać dziecko w tak ważnej sprawie, ale nie stanowi to dla mnie
                            życiowej tragedii. Po prostu odpowiadam na posty, niektóre
                            atakujące, broniąśce tamtej kobiety, choć zaatakowałam ją dopiero
                            wtedy, gdy zaczęła być tak intensywnie broniona.
                            • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 14:41
                              Buahahahahahaha czyli zazdrosnik z Ciebie Kochana. jak zaczęto
                              bronic tamtej kobiety to Ty wtedy zdecydowałas sie ja zaatakowac?
                              Nie w smak Ci, ze ktos mógł po Twoim pierwszym poście (głupim jak
                              cholera) stwierdzić, ze tamta kobieta pewnie nie taka zła, tesciowa
                              na spalenie na stosie powinna sobie bardziej zasłuzyc, a Ty nie taka
                              piekna i wspaniała jak pewnie opisujesz.

                              Piszesz Kochanieńka, żes studia z wyróżnieniem ukończyła, że s
                              piekną była (i jestes), i nie byłas rozwydrzona...a ja w to watpie.
                              Chyba, że ktoś podszywa się pod Ciebie, bo wszystko co piszesz to
                              takie mundre jakby stworzyła to Jolka Rutowicz po kilku głebszych :-
                              )))))
                              • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:00
                                Nigdzie nie napisałam, że byłam czy jestem piękna. To, że wyglądam
                                lepiej od starszej od siebie 16 lat kobiety jest w zasadzie
                                naturalne, pod warunkiem braku jakichkolwiek inwazyjnych zabiegów
                                upiększających.Rozwydrzona nie jestem. Ze studiami - też prawda.
                                Co do innych zarzutów - piszę o dwóch kobietach, które kłamały, w
                                ważnych sprawach, skupiam się na teściowej, bo tu zachodzi relacja
                                matka- dziecko, po czym dostaję odpowiedzi jak śmiem po tylu latach
                                wogóle oceniać tamtą biedną kobietę. To, że napisałam, że wygląda
                                staro i pokazałam zdjęcie córce to takie okropne? Wielokrotnie
                                oceniacie tu wygląd osób publicznych, a ja nie mogę napisać o jednej
                                starej babie, która zapracowała sobie na moją opinię dwulicowością i
                                kłamstwem? Sprawiła, że przyszła teściowa potraktowała mnie jak
                                intruza, bo nie byłam tamtą?
                                • chloe30 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:04
                                  Może i ona jest starą babą, ale sądzisz że te raptem 5 lat róznicy
                                  czyni z Twojego męża młodego boga, jak ktos napisał?
                                  • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:24
                                    Rzeczywiście Azali (czy jak Ci tam)...jest tak cholernie delikatna i
                                    taktowna w opisie tamtej kobiety, że aż Ci współczuję.
                                    Będziesz stara babą, wierz mi.
                                    A Twój niewinny, nieświadomy Miś juz jest starym wałkoniem co to
                                    nadaje sie tylko do tego by pokazywac innym jego zdjęcie i nabijac
                                    sie jaki z niego stary, brzydki pryk tongue_out
                                    • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:38
                                      Pewnie, że będę kiedyś stara, jak wszyscy i mój mąż będzie stary,
                                      ale wiesz, nie wyglądam jak jego matka, a on też nieźle się trzyma.
                                      I tu nie wygląd jest ważny, ale fakt, że kiedyś byliśmy młodzi,
                                      potrafiliśmy się bawić i korzystać z życia, mieliśmy dopasowane do
                                      siebie temperamenty. A teściowa chciała sprezentować synowi żonę, z
                                      którąś mogłaby oglądać i komentować telenowele, która po prostu
                                      chciała zostać żoną, bo zegar jej tykał.
                                      • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:41
                                        Tia. Pisz tak dalej jak Ci to pomaga albo zazyj wiecej prozacu. Po
                                        nim świat jest piekniejszy a ty zostaniesz za chwilę Miss World z
                                        pałacem na Hawajach , Twój Misio spadkobiercą Rockefellera, a ta
                                        stara baba waszą służacą. No tylko fantazji mi brak jakie miejsce
                                        dla tesciowej przeznaczysz w tej swojej wybujałej wyobrazni. Ale
                                        znajac zdolnosci emam coś wymyśla tongue_outPP
                                      • chloe30 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:50
                                        azile.oli napisała:

                                        > która po prostu
                                        > chciała zostać żoną, bo zegar jej tykał.

                                        Wytłumacz mi jaki zegar jej tykał, skoro podobno była bezpłodna.

                                        A twój mąz dla większośc z nas JUŻ jest stary, śmieszne jest to
                                        twoje robienie z niego adonisa.
                                        • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:51
                                          Dla mnie stary to on nie jest, ale facet który dokonuje tak
                                          tragicznych wyborów jest dla mnie nie do przełkniecia smile
                                          • chloe30 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:52
                                            to.ja.kas napisała:

                                            > Dla mnie stary to on nie jest,

                                            no może nie, ale skoro, pardon le mot, raszpla jest stara to un
                                            chyba też???
                                            smile)
                                            • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:55
                                              No un nie, wiesz zaraz piekna, płodna i młoda żona napisze, ze
                                              kobiety, zwłaszcza raszple i bezpłodne, do tego wredne stare baby
                                              starzeja sie brzydko a un, cud swiata, przy takiej wspaniałej Azalii
                                              jak una to młody bóg, ogier i nurmalnie miszczostwo świata.

                                              Idę do domu. Miłej zabawy smile)))
                                              • chloe30 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 15:57
                                                to.ja.kas napisała:

                                                > >
                                                > Idę do domu. Miłej zabawy smile)))


                                                Zaczynam świateczny urlop!!!!!!
                                                Wesołych Świąt smile
                                              • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:15
                                                Ludzie sdtarzeją się w różnym tempie. To jeśli chodzi o wygląd. Mają
                                                na to wpływ różne czynniki, styl życia, geny. Najgorzej, gdy jest
                                                różnica w takim starzeniu charakterologicznym - jedno już w kapciach
                                                przed telewizorem, a drugie na meczyk w kosza.
                                            • ciociacesia koles ma 49 lat 22.12.08, 17:56
                                              moze jeszcze nie stoi nad grobem, ale młody to on nie jest
                                          • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:09
                                            Co masz na myśli, pisząc o tragicznych wyborach mojego męża?
                                            • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:24
                                              żone wybrał fatalna tongue_out
                                              • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:32
                                                On na szczęście nie narzeka.
                                        • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:07
                                          Taki zwykły zegar. Latka mijają, a ja niczyja...
                                          • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:09
                                            Tobie też tykał,ze w 3 miechy się uwinęłaś/
                                            • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:17
                                              W wieku 22 lat, to mi jeszcze zbyt głośno nie tykał, ale tacy
                                              zakochani byliśmy...
                                              • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:22
                                                Znaczy wpadka?
                                                • to.ja.kas Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:25
                                                  Byli zakochani. czyli czas przeszły, dokonany. Juz miłosci nie ma,
                                                  wiemy skąd frustracja i nienawiść do swiata smile)))
                                                  • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:39
                                                    Byliśmy, jesteśmy i mam nadzieję zawsze będziemy zakochani. Tylko
                                                    teraz mamy siebie na stałe, a wtedy po prostu nie mogliśmy się
                                                    doczekać chwili , aby być razem, jako mąż i żona. Po prostu wtedy
                                                    byliśmy zakochani szaleńczo, teraz nasza miłóść jest dojrzalsza, ale
                                                    wcale nie mniejsza, może nawet bogatsza.
                                                • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:35
                                                  Nie wpadka. W ciążę zaszłam dopiero 8 miesięcy po ślubie.
                                                  • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:37
                                                    Znaczy na kasę poleciałaś....
                                                  • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:44
                                                    Nie poleciałam na kasę. Zakochałam się po prostu. Z wzajemnością
                                                    zresztą. To przyszły małżonek nalegał na szybki ślub, a że w
                                                    zasadzie przeciwskazań nie było, pobraliśmy się tak szybko, jak to
                                                    było możliwe.
                                                  • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:46
                                                    Zwiał w ten sposób od mamusi.
                                                    Wybacz ale jesteś porąbana.
                                                  • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 16:57
                                                    Nie zwiał. Półtora roku mieszkaliśmy z teściową, bo rozpaczała, że
                                                    zostanie sama w pustym domu. Zgodziłam się na to z miłości do męża i
                                                    chciałam wykazać dobrą wolę. Potem się wyprowadziliśmy , bo się nie
                                                    dało wytrzymać. Acha, nie byliśmy na utrzymaniu teściowej, równie
                                                    dobrze mogliśmy zamieszkać w moim domu rodzinnym. Facet był dorosły,
                                                    samodzielny, stać go było na mieszkanie, więc nawet bez żony nie
                                                    musiał mieszkać z mamusią. Jeśli chodzi o pranie, gotowanie - radził
                                                    sobie znakomicie sam, większość czasu przebywał za granicą i nauczył
                                                    się samoobsługi.
                                                  • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 17:03
                                                    A co się stało,ze teraz teściowa mieszka w twoim mieszkaniu.Własne w karty
                                                    przegrała czy jak?
                                                  • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 17:45
                                                    To był dom. Sprzedała, bo wymagał inwestycji, a drugi syn nie chciał
                                                    partycypować w kosztach. Dom był do remontu, wiele nie dostała,
                                                    jeszcze musiała starszemu synowi spłacić część po ojcu. Nie była w
                                                    stanie kupić za to mieszkania, ale przecież mieszkać gdzieś musiała.
                                                    Gdybyśmy kupili mieszkanie na nią, dziedziczyłby też drugi syn,
                                                    mogła komuś zapisać w darowiźnie. Różne rzeczy ludzie robią.
                                                  • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 17:48
                                                    Troszkę czasu zajmuje to wymyślaniesmile))
                                                  • azile.oli Re: Ja pierniczę 19.12.08, 17:57
                                                    A niby dlaczego miałabym cokolwiek wymyślać? Nie chcesz, nie wierz,
                                                    Twoje prawo.
                                                  • gryzelda71 Re: Ja pierniczę 19.12.08, 17:59
                                                    Oj żeby rozrywki dostarczyć.
                                                  • dz_iedzic11 :))))))) 28.02.15, 19:58
                                                    gryzelda71 napisała:

                                                    > A co się stało,ze teraz teściowa mieszka w twoim mieszkaniu.Własne w karty
                                                    > przegrała czy jak?
                        • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 14:32
                          Mogę Cię zapewnić, że obaj synowie uwielbiaja swoje dzieci i nie
                          wyobrażająż sobie życia bez nich.
                          • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 14:35
                            No ale moze bez dzieci też byłoby im fajnie jak sądzisz?
                            • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 15:12
                              Mąż chciał mieć dzieci. Gdyby nie mógł mieć własnych, to by
                              adoptował. Nie sądzę jednak, aby zrobił to z tą panią, bo żeby
                              wybaczyć takie kłamstwo, potrzebna jest wielka miłość. Są dwie
                              rzeczy, których mój mąż wybaczyć nie potrafi - kłamstwa w ważnej
                              sprawie i zdrady. Przemilczenie własnej bezpłodności to podstawa do
                              unieważnienia małżeństwa. Zdrada - oznacza dla niego koniec
                              małżeństwa.
                              • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 16:48
                                Ciekawe, jak by Twoj maz sie zapatrywal na to, ze rozpowiadasz
                                sprawy z jego przeszlosci w internecie, pokazujesz zdjecia jego
                                bylej Waszej corce - za jego plecami - i pierzesz rodzinne brudy na
                                publicznym forum.
                                • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 16:51
                                  To drobne kłamstwa.Takie wybaczasmile
                                • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 17:04
                                  To nie są sprawy, które w kjakikolwiek sposób by go ośmieszały. Nie
                                  tylko ja omawiam na forum sprawy rodzinne, a brudy nie dotyczą
                                  bezpośrednio mnie, ani jego. Co do pokazywania zdjęcia córce, nie
                                  żartuj - co w tym złego, pornografii jej nie pokazywałam, acórka tę
                                  osobę znała i widziała w realu, tyle, że ładnych parę lat temu.
                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 17:39
                                    Skad wiesz, ze maz zyczy sobie, zebys zapoznawala corke z faktami
                                    dotyczacymi jego przeszlosci? Jakby chcial, zeby cos o tym
                                    wiedziala, moze by jej sam powiedzial? Intrygujesz za jego plecami,
                                    a masz pretensje do tesciowej, ktora BYC MOZE sklamala 20 lat temu.
                                    • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 17:54
                                      Córka zna sprawy z prtzeszłości męża, a najwięcej dowiedziała się od
                                      babci, czyli teściowej, która uwielbiała jej o tamtej pani
                                      opowiadać. Oczywiście nie wtajemniczałam córki w fakt bezpłodności
                                      tamtej pani, ani w szczegóły, w jakich tatuś zrywał tamten związek.
                                      Co do różnicy wieku, sama się połapała, bo liczyć umie i niezły
                                      miała ubaw, że babka tatę tak przerobiła. Oczywiście nic nikomu nie
                                      powie. Jak już wspomniałam córka znała tę kobietę, a także
                                      wysłuchała niepochlebnej opinii ojca na temat tej pani, bo coś nam
                                      załatwiała i zrobiła dokładnie odwrotnie, niż mąż prosił. Z całej
                                      wypowiedzi męża wynikło, że zrobiła to specjalnie, bo jest
                                      zazdrosna. Choć było to sporo lat temu, córka doskonale to
                                      zapamiętała.
                                      • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:00
                                        Mysle, ze masz jakis powazny problem psychologiczny. Nie wyobrazam
                                        sobie, zebym miala tak analizowac byle malzenstwo mojego meza, ani
                                        to, jak sie sprawy miedzy nimi ukladaly. To kwestie miedzy nimi, i
                                        ja sie w to nie wtracam, bo mnie to nie dotyczy.

                                        Roznica 5 lat to, wybacz, zadna roznica; w ogole nie rozumiem, o co
                                        Ci chodzi.

                                        A facet, ktory przy corce glosi 'niepochlebne opinie' o swojej bylej
                                        nie ma klasy. Nie wyobrazam sobie, zeby moj maz mowil zle o swojej
                                        bylej zonie.
                                        • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:01
                                          To nie było małżeństwosmile
                                          • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:03
                                            No, wtedy dopiero by przezywala big_grin
                                            • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:12
                                              Nie, nie przeżywałabym, bo nie wyszłabym za mąż za rozwodnika.
                                              • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:16
                                                A co za roznica, rozwodnik, czy nie rozwodnik? Mial kobiety przed
                                                Toba, wiec chyba nie o jego cnote Ci chodzi. Jesli o slub koscielny -
                                                to chyba oznaczalby oddzielenie przeszlosci i symboliczne zaczecie
                                                czegos razem - bez ogladania sie na to, co bylo?
                                                • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:27
                                                  Dla mnie różnica. Bo jak przysięgał innej przed ołtarzem, czy nawet
                                                  w urzędzie i tę przysięgę złamał, to jakąś mam pewność, że nie
                                                  postąpi tak ze mną. No, chyba, że trafiła mu się alkoholiczka,
                                                  narkomanka lub puszczalska. Bo jeśli nie, to wina zazwyczaj leży po
                                                  obu stronach.
                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:33
                                                    Skoro wiec wina w rozstaniu lezy po obu stronach, nie lepiej uznac,
                                                    ze oboje nawalili, zwiazek sie rozpadl, i zakonczyc na tym sprawe?
                                                    Slub czy nie slub, bycie razem to zawsze jakas obietnica.
                                        • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:09
                                          Nie wiem, czy zauważyłaś, ale to nie było małżeństwo, jedynąż żoną
                                          jaką kiedykolwiek miał mój mąż jestem ja.
                                          A co do reakcji męża, to wcale jej nie pochwaliłam, po prostu się
                                          wkurzył i powiedział głośno, co myśli o tej kobiecie. Nie przyszło
                                          mu do głowy, że córka skojarzy, że pani o której mówi w nerwach, to
                                          ta sama, o której bajki opowiada jej babcia. Ale skojarzyła, bo dość
                                          bystra. mĄż mówił do mnie, tyle, że przy dzieciach. Gdyby nie
                                          teściowa, córce nie przyszłoby do głowy, czego dotyczyć miała ta
                                          zazdrość.
                                          • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:12
                                            Po diabla pokazujesz jej zdjecia?
                                            Dziewczyny, wyobrazacie sobie, ze matka pokazuje Wam zdjecie bylej
                                            ojca? Biedna dziewczynka musi sie czuc cholernie glupio. No chyba,
                                            ze maz pokazuje jej np. zdjecia Twoich bylych.

                                            Wniosek mam, co do tej kobiety, jeden: miala tzw. lucky escape smile
                                            • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:23
                                              A co jest złego w pokazaniu zdjęcia. Córka nie była zbulwersowana, a
                                              raczej rozbawiona. Wiedziała o tej pani tyle, że to osoba, z którą
                                              babcia chciała wyswatać tatusia. Ona nie traktuje jej jak byłej
                                              partnerki ojca, bo tak w zasadzie to tą partnerką jeszcze nie była,
                                              raczej w marzeniach teściowej i swoich.
                                              • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:25
                                                To pocieszasz się na zasadzie patrz jaka był dziewczyna ojca jest brzydka?
                                                • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:32
                                                  Nie, pokazałam jej zdjęcie, bez komentarza. Wiedziała, czyje zdjęcie
                                                  ogląda. Najpierw ją zatkało, a potem zaczęła się śmiać. Tak oto
                                                  wyglądała wychwalana przez babcię elegancka, zadbana i młodziutko
                                                  wyglądająca pani Krysia(imię zmienione).
                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:37
                                                    No wiesz, kwestia gustu. Mam kumpla, ktory uwaza Jennifer Aniston za
                                                    najpiekniejsza kobiete na swiecie i nie moze sie nadziwic, jak Brad
                                                    Pitt mogl zostawic ja dla 'brzydkiej Angeliny'.

                                                    5 lat to jest nic; moze Pani Krysia podobac sie komus bardzoj, niz
                                                    Ty. A czepianie sie czyjegos wygladu naprawde jest ponizej pasa.
                                                    Byla zona mojego meza, na przyklad, jest otyla: ale nie z tego
                                                    powodu sie rozstali, i lekko nie na miejscu by mi bylo to
                                                    komentowac. Akurat jej uroda nie miala zadnego udzialu w rozpadzie
                                                    ich zwiazku, zawazyly zupelne inne czynniki.
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:48
                                                    Mój mąż zakończył znajomość z tą panią również nie z powodu wyglądu.
                                                    5 lat , to czasem nic, ale w wyglądzie tej kobiety a mojego męża
                                                    jest większa różnica ,a urody chyba nie będziemy porównywać, bo to
                                                    facet i kobieta. Jeśli chodzi o porównywanie mnie z nią, to byłabym
                                                    nie w porządku, gdybym to robiła - nas dzieli 16 lat, była o rok
                                                    starsza, niż ja teraz, gdy chciała wyjść za mojego męża. Mnie też
                                                    absolutnie nie zbulwersowało zdjęcie, ale prawdziwy wiek, który w
                                                    końcu ujrzał światło dzienne. No i niestety, czas nie obszedł się z
                                                    kobietą łaskawie, więc obecnie wygladaliby z moim mężem nie jako
                                                    para, ale jak matka i syn.
                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:55
                                                    No i co z tego, ze wygladaliby jak matka i syn? Znam kilka takich
                                                    par i sa szczesliwe.

                                                    Skad wiesz, ze to, co podala na nk to jej prawdziwy wiek?
                                                  • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:39
                                                    Pokazałaś jej zdjęcie bez komentarza powiadasz....
                                                    hahahahaha
                                                    Ale poprawiłaś sobie humor co?
                                              • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:32
                                                Masz nierowno pod sufitem. A co do swatania, mam mnostwo znajomych w
                                                malzenstwach aranzowanych, ktorzy bardzo sobie ten system chwala i
                                                strasznie mnie zaluja, ze ja musialam szukac sobie meza sama, bez
                                                zadnej pomocy i wsparcia rodziny.

                                                Nie rozumiem, co w tym takiego oburzajacego (BTW znasz takie
                                                powiedzenie 'kto nie sklamie, ten niczego nie sprzeda?' tongue_out
                                                Wszystkie klamiemy, szukajac partnera - farbujac wlosy, rzesy,
                                                nakladajac roz na policzki, starajac sie wygladac mlodziej, lepiej,
                                                etc. etc.)
                                          • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:15
                                            azile.oli napisała:

                                            > A co do reakcji męża, to wcale jej nie pochwaliłam, po prostu się
                                            > wkurzył i powiedział głośno, co myśli o tej kobiecie. Nie przyszło
                                            > mu do głowy, że córka skojarzy, że pani o której mówi w nerwach, to
                                            > ta sama, o której bajki opowiada jej babcia. Ale skojarzyła, bo dość
                                            > bystra.

                                            To mąż nie wiedział,ze macie bystrą córkę?
                                            I cóż tam musiało się dziać,skoro rozpamiętujecie to po 16 latach.
                                            • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:20
                                              Znam faceta, ktory na przyjeciu - po 20 latach od rozwodu -
                                              rozmawial ze swoja byla zona nie rozpoznawszy jej; oboje sie
                                              zorientowali, gdy zostali sobie oficjalnie przedstawieni.

                                              Ja swoich nielicznych bylych chyba nie poznalabym na ulicy, nigdy
                                              tez o nich nie mysle: bylo, minelo, koniec. Nawet, jakbym sie teraz
                                              dowiedziala, ze mnie ktorys robil w konia albo co, nie mialoby to
                                              dla mnie zadnego znaczenia, bo sprawy naleza do przeszlosci.

                                              A tu po 16 latach oboje malzonkowie wspominaja, corka sie
                                              wypowiada ...
                                              • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:56
                                                Nie, my teraz z mężem nie wspominamy tej osoby, awantura, o której
                                                pisałam, miała miejsce dobre kilka lat temu. Ja o tej kobiecie wcale
                                                nie myślałam, po prostu trafiłam przypadkowo na jej profil i mnie
                                                podkusiło. Nie zbulwersował mnie wygląd, zdjęcie, a fakt,że własna
                                                matka okłamywała syna w imię swoich mrzonek. To nieważne , ile lat
                                                minęło, po prostu jak zaufać takiej osobie? Przecież dalej może
                                                kształtować rzeczywistość, jak jej wygodnie.
                                                • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:57
                                                  Ciebie nie oklamywala, wiec Ciebie sprawa nie dotyczy.
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:04
                                                    Jeśli potrafiła kłamać w tak poważnej sprawie, to jakąś mam
                                                    gwarancję, że nie zrobi czegoś podobnego kolejny raz? Jak się nie ma
                                                    skrupułów, to można tworzyć takie scenariusze, które w końcu kogoś
                                                    skrzywdzą, bo tak jej będzie pasowało.
                                                  • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:08
                                                    azile.oli napisała:

                                                    > Jak się nie ma
                                                    > skrupułów, to można tworzyć takie scenariusze, które w końcu kogoś
                                                    > skrzywdzą,
                                                    Masz rację
                                                    Więc już nie pisz więcej

                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:16
                                                    Sprawa wcale nie byla powazna, zreszta daj spokoj, to bylo sto lat
                                                    temu. Gdyby ludzie mieli oceniac mnie po tym, co robilam 15 lat
                                                    temu, to ladnie bym wygladala.
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:24
                                                    Sprawa była poważna. dotyczyła posiadania potomstwa i wieku
                                                    kandydatki na żonę. A 15 lat temu teściowa była już dojrzała osobą,
                                                    nawet babką i można ją oceniać po tym ,co robiła.
                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:28
                                                    Ale Ciebie nie dotyczyla. Gdyby to maz mial pretensje, to rozumiem
                                                    (chociaz to, ze sluchal sie matki, zanim porozmawiac z ewentualna
                                                    kandydatka jest smieszne) - ale Ty nie masz z tym nic wspolnego.
                                                • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:02
                                                  azile.oli napisała:

                                                  > Nie, my teraz z mężem nie wspominamy tej osoby, awantura, o której
                                                  > pisałam, miała miejsce dobre kilka lat temu. Ja o tej kobiecie wcale
                                                  > nie myślałam, po prostu trafiłam przypadkowo na jej profil

                                                  Powiedz jak się trafia przypadkowo na profil?
                                                  Awantura kilak lat temu,dziecko ją pamięta...ludzie.....
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:15
                                                    Bardzo prosto. mój profil odwiedziła dawna koleżanka. żłożyła mi
                                                    życzenia. Ja z kolei weszłam na jej profil, wśród ostatnio
                                                    odwiedzających ten profil pojawiło się znajome imię i nazwisko.
                                                    kliknęłam z ciekawości. Dzięki temu dowiedziałam się, że mam
                                                    teściową kłamczuchę.
                                                    Dziecko (teraz już panna) nie kojarzyłoby wogóle tej osoby, gdyby
                                                    nie peany babci , wygłaszane do dziecka na jej cześć.
                                                    Starszym wnuczkom też robiła takie pranie mó zgu, bo otwierała album
                                                    i pokazywała zdjęcia starszego syna z dziewczynami i
                                                    komentowała: ''szkoda, że się z niąś nie ożenił''. dziewczynki,
                                                    wtedy jeszcze małe płakały, że mamusia ładniejsza, a teściowa się
                                                    śmiała.
                                            • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:38
                                              przecież ja tego nie rozpamiętuję z córką. Tylko pokazałam jej
                                              zdjęcie. Mąż wiedział, że ma bystra córkę, ale nie przypuszczał,
                                              żeby temat ją zainteresował, poza tym był tak zły, że nie czekał na
                                              elegantszą dekorację , tylko powiedział ,co myśli.
                                              • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:41
                                                Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej pokazywalabym dziecku -
                                                gdybym takie miala - zdjecie bylej zony meza (czy jakiejkolwiek
                                                bylej). Tak samo nie chcialabym, zeby np. maz pokazywal swojemu
                                                synowi zdjecia mojego bylego.
                                              • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:42
                                                Czemu był zły?Córka powiedziała,że ma kiepski gust i jego była jest stara?Matko
                                                z ojcem.....
                                                • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:44
                                                  Byl zly, bo pewnie nie zyczy sobie, zeby ktos grzebal w jego
                                                  przeszlosci i uwaza, ze cokolwiek miedzy nimi nie bylo - jesli np.
                                                  go oszukiwala etc. - dotyczy tylko jego.

                                                  Juz nie wie, biedak, gdzie sie kryc big_grin
                                                  • gryzelda71 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:47
                                                    No ale ona pisała,ze on nie wie,że ona na naszej klasie....
                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 18:54
                                                    Skomplikowana sytuacja, jak w Dynastii big_grin
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:39
                                                    Następna ma kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. mĄż nie wie, że
                                                    oglądałam zdjęcie. Nie musiałam grzebać w jego przeszłości, bo
                                                    wszystko sam mi opowiedział, nawet to o oszukiwaniu go w kwestii
                                                    płodności. O oszukiwaniu w kwestii wieku nie wie i ja mu tego nie
                                                    powiem. Nie był zły na mnie, ani na córkę, ale na byłą, podczas ich
                                                    ostatniego spotkania, które miało miejsce kilka lat po naszym ślubie
                                                    i w którym ja też uczestniczyłam, jako zainteresowana załatwieniem
                                                    pewnej sprawy.
                                                  • croyance Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:53
                                                    Skoro maz nie ma pretensji, to po co Ty masz miec?

                                                    A oszukiwanie w kwestii wieku ... he he, przesadzasz, i to mocno.
                                                    Kiedys to bylo bardzo popularne - teraz zreszta tez smile Kobiety sie
                                                    zreszta nie pyta o wiek tongue_out To takie babskie sekrety, tak samo, jak
                                                    to, czy ma sie naturalne czy farbowane wlosy i czy mialo sie lifting.
                                                • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 19:33
                                                  Czytaj uważnie,mąż był zły nie na córkę , ale na byłą i to o niej
                                                  powiedział parę ostrych słów. Załatwiał coś w instytucji, w której
                                                  pracowała, z reguły załatwiał to z ciotką, ale jej nie było. Pani
                                                  załatwiła sprawę tak, że można ją było posądzić o złośliwość, ale to
                                                  powiedział mąz, nie ja. On ją znał lepiej, więc może miał powody
                                                  przypuszczać, że było to złośliwe. Wtedy córka usłyszała, co tak
                                                  naprawdę tatuś myśli o tej pani, którą tak wychwala babcia.
                                                  Córka w życiu nie komentowała by przy ojcu wyglądu tej kobiety.
                                                  • rita75 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 20:01

                                                    widocznie mezowi po tylu latach pani nie jest obojetna, jezeli tak
                                                    zywiolowo zareagowal...hehe co za mydlana opera.
                                                  • nutka07 Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 20:09
                                                    Jak widac autorce tez nie jest obojetna i ich dawny zwiazek.
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 21:18
                                                    Nie jest mi obojętny jedynie fakt, że teściowa okłamywała swojego
                                                    syna w poważnych sprawach i intrygowała. Związek męża z tą kobietą
                                                    nie obchodzi mnie wcale, zwłaszcza, że istniał bardziej w sferze
                                                    życzeniowej mojej teściowej. Ciekawa jestem, dlaczego nikogo nie
                                                    zbulwersował fakt pokazywania przez teściową zdjęć byłych jej
                                                    starszego syna i drażnienie się z nimi, że są lepsze niż ich mamusia.
                                                  • azile.oli Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 20:59
                                                    Wkurzyła go, bo zrobiła nam na złość, przysporzyła uciążliwości,
                                                    zwłaszcza, że mieliśmy małe dzieci i mąż specjalnie zaznaczył w
                                                    zamówieniu pewną opcję. Zareagował żywiołowo, jak w p[rzypadku
                                                    każdego człowieka, który zrobiłby mu na złóść. Niepokoiło by mnie,
                                                    gdyby próbował kobietę tłumaczyć. Z natury chłop jest wybuchowy,
                                                    więc potraktował byłą jak na to zasłużyła.
                  • to.ja.kas Re: A ja tam widzę sprawę trochę inaczej 19.12.08, 14:11
                    Wolałabym kłamiacą czasem teściowa niz taką sfrustrowaną, czepiającą
                    się, rozpamietujacą NIE SWOJE SPRAWY (bo rozumiem, ze to przed
                    pojawieniem sie Twej osoby działo) synową...na szczescie mam córkę.
                    I pacz pani ona tez zawsze mówi, ze jestem ładniejsza niż ktoś tam
                    inny smile
    • robatchek Azile, podaj adres! 19.12.08, 12:24
      Bo się na pocztę gazetową nie wysyła. Napisz mi na priv jakiś alternatywny,
      możesz? Thx smile
      • azile.oli Re: Azile, podaj adres! 19.12.08, 13:26
        michalina37@poczta.onet.pl
    • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 12:42
      Jestes dobrym przykladem na to, ze czasem lepiej sie nie spowiadac ze swojej
      przeszlosci obecnemu partnerowi.
      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 21:49
        Mąż mi się nie spowiadał. Opowiedział po prostu, co go spotkało i
        moim zdaniem dobrze zrobił, bo przyszła teściowa pod jego
        nieobecność próbowała mi wmówić, jaką to wspaniałą kobietę dla mnie
        zostawił. Na szczęście od męża wiedziałam, że ta wspaniała kobieta
        to zwykła kłamczucha. Słowa męża potwierdziła eż owa ciotka, która
        się przekonała co do mojej osoby i powiedziała mi,jak wyglądała
        prawda, biorąc też winę na siebie. O różnicy wieku mi nie
        powiedziała, ale być może myślała, że matka powiadomiła o tym syna.
        Ogólnie to ta ciotka dała mi do zrozumienia, że za bardzo dała
        teściowej sobą manipulować i nie przypuszczała,że obie panie będą
        okłamywaly męża. Była też pierwszą osobą, która powiedziała
        teściowej, żeby nie robiła dramatu, bo widzi, że mnie i jej syna
        łączy głębokie uczucie, a tamto to była farsa i błąd z ich strony.
        • czajkax2 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 22:09
          Ale żescie naskoczyły na dziewczyne. No głupio to wszystko opisala.
          Ale dajcie dziewczynie zyc.

          Piszecie ze po co przejmowac sie rzeczą ktora zdarzyla sie nascie
          lat temu. Napawrde uwazacie ze upływ czasu jest wystarczajacym
          powodem zeby czyms sie nie przejmowac? Czy gdyby któras z was
          DZISIAJ sie dowiedziala ze mąz zdradzil ją NAŚCIE lat temu, to nie
          przejęla by sie tym wogóle? Bo przeciez zdarzylo sie NASCIE lat temu?
          • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 22:29
            Dziękuję czajka za zrozumienie i wybacz czasem głupie posty, ale po
            prostu dawałam się sprowokować. Dla mnie to istotne, że osoba bliska
            dla mojego męża okazała się kłamcą i to w ważnej sprawie. Jaką mam
            pewność, że dziś nie kłamie - żadnej.
    • flavilla Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 15:42
      Masz chłopa? Masz. Złapany? Złapany. To po co rozważać, jak okropnie
      ZUA jest teściowa?
    • emigrantka34 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 18:05
      "Powiem" krotko - co Cie to obchodzi i po co to analizujesz. Ten
      watek niczemu nie sluzy. Chyba sie nudzisz i jeszcze na dodatek
      wciagasz w to wlasne dziecko. Po co Ci to?
    • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 20:12
      My tu chyba wszystkiego nie wiemy wink
      Nastoletnia zazdrosnica.
    • renia_84 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 20:52
      Mam wrażenie, że wątek poruszyła jakaś 15-latka. Mam radę dziewczyno-
      przeczytaj sobie mój wątek śmierć- to takie niesprawiedliwe
      poruszony jakieś 2 godz. temu, może otworzy Ci na coś oczy, da do
      myślenia. Widać że to co piszesz ma jakies "drugie dno", o coś Ci
      chodzi, może mąż wspomniał ostatnio, że była atrakcyjna. rany
      zresztą na co ja wogóle odpisuje
      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 21:03
        Masz rację, śmierć jest niesprawiedliwa. Na drugą część postu nie
        odpowiem, bo przeżyłaś traumę i nie chcę Cię obrażać przyziemnymi
        tematami.
        • renia_84 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 22:42
          Myślałam, że coś zrozumiesz a nie odpiszesz coś co jest oczywiste.
          Jeśli chodzi o Twój temat to najgorsze jest to, że on nie jest
          przyziemny- on jest kosmiczny jakiś. Zresztą czytając komentarze
          innych dziewczyn tylko utwierdzam się, że nie wymyśliłam sobie tego.
          Miałam jeszcze nadzieję, że napisałaś to może dla żartu ale teraz
          już wiem, że nie po Twoich żarliwych odpowiedziach.Przeczytaj sobie
          jeszcze raz swoje wypowiedzi i pomyśl czy to ma jakiś sens. Nie chcę
          Ci dokuczać tylko serio kompletnie nie rozumiem jaki masz problem.
          Acha, tak wogóle to może powinnam Cię poinformować(bo może nie
          piszesz do takich osób),że jestem z rozwodnikiem. I to bez ślubu. I
          jakoś jesteśmy w stosunku do siebie w porządku. Czy serio myślisz,
          że jak się złoży przysięgę to się jej nie złamie? I że jeśli się jej
          nie złoży to znaczy że nie można sobie ufać?Bo tak wywnioskowałam-
          może niesłusznie.
          • renia_84 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 22:49
            Na marginesie to była mojego mężczyzny jest 7 lat od Niego starsza,
            a ja o 10 młodsza i co? Powinnam teraz zacząć nadawać na nią, że
            stara, brzydka itp. a ja taka cudowna? żenada
            • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 23:23
              Widzisz,ale prawdopodobnie wiedział, że była starsza, mój mąż
              nie,było też inne, poważniejsze kłamstwo. Nigdzie nie napisałam, że
              jestem piękna i cudowna. A przypadek tamtej kobiety dowodzi, że
              ukrywanie wieku nie zdało się na nic i tak prawda wyszła na jaw. Nie
              zrozumiałaś nic z tego, co napisałam. To miał być wątek o kłamstwie
              i zaufaniu. Natarczywa obrona kłamczuchy skłoniła mnie do paru
              niezbyt przyjemnych postów na jej temat. Poza tym ta kobieta miała
              pozostawać gdzieś daleko w tle. Nie traktuję jej w kategoriach ona -
              ja. Ja jestem żoną, mamy dzieci, tworzymy rodzinę, ona do niej nie
              należy i w niczym mi nie zagraża. Zaniepokoiło mnie to, że teściowa
              była skłonna okłamać własnego syna i wpakować go w małżeństwo, które
              ona dla niego sobie wymarzyła.
          • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 23:11
            Jeśli czytałaś komentarze innych dziewczyn, to może dostrzegłaś, że
            niektóre były bardzo napastliwe, dlatego temat o uczciwości zmienił
            się w farsę. Czajka słusznie zauważyła, że to, że coś się wydarzyło
            dawno, niekoniecznie musi tracić na znaczeniu. Ktoś okłamał
            najbliższą osobę w ważnej sprawie, może robi to nadal, a prawda
            ujrzy światło dzienne za kilkanaście lat. Niektóre forumki zamiast
            odpowiedzieć, że temat je nudzi, zaczęły się czepiać moich dzieci,
            potem się okazało, że napadam na niewinną kobietę i się wywyższam.
            Moje odpowiedzi były często takie, jakie pytania, na napastliwe
            pytanie- wyzywająca odpowiedź. we wstępie zaznaczyłam, że tu nie
            chodzi o mój problem, ale o szersze zjawisko, a posłużyłam się
            własnym przykladem, bo był mi najbliższy.
            Osobiście nie mam żadnych uprzedzeń do rozwodników jako takich,
            każdy żyje, jak chce,nie każdemu do szczęścia potrzebny jest ślub.
            Napisałam tylko, że nie wyszłabym za rozwodnika, bo jako do partnera
            nie miałabym do niego pełnego zaufania, po drugie czasem z tego
            zwiazku są dzieci, nie lubię takich komplikacji. Ale nie potępiam
            rozwodników, ani ludzi żyjących w wolnych zwiazkach. Oczywiście, że
            można sobie ufać i żyć do śmierci bez ślubu, a złamać przysięgę
            małżeńską. ja tylko napisałam, że nie wybrałabym sobie na towarzysza
            życia rozwodnika, ale to tylko taka moja osobista decyzja.
            • to.ja.kas Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 23:27
              Azile a Ty dalej sie tłumaczysz, opowiadasz i przezywasz...mie
              pilnujesz swego szczescia rodzinnego i Misia i nie ogrzewasz mu łoża
              swym młodym ciałem????

              Rany ja myslałam, że ja jestem upierdliwa...ale Ty wpedzasz mnie w
              kompleksy smile
            • renia_84 Re: Oszustwo własnego syna... 19.12.08, 23:27
              Myślę, że powinnaś sobie dać z tym spokój. Co innego gdyby kłamstwo
              bezpośrednio dotyczyło Ciebie.
      • jowita771 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 12:42
        > Mam radę dziewczyno-
        > przeczytaj sobie mój wątek śmierć- to takie niesprawiedliwe
        > poruszony jakieś 2 godz. temu,

        > zresztą na co ja wogóle odpisuje

        wow, cóż za popis megalomanii.
    • fajka7 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 00:55
      Hmm, wydaje mi sie, ze tylko ja choc troche rozumiem autorke.
      Odkryla przypadkiem, ze tesciowa ma na sumieniu dosc powazny
      grzeszek sprzed lat i sie zbulwersowala. Sprawa przedawniona, ale
      grzeszek swoja wage ma. Pokazuje jakie numery kobieta potrafi
      odstawic najblizszym w imie wlasnych przekonan. Mysle, ze do takiej
      tesciowej mialabym stosunek co najmniej ostrozny. Wydaje mi sie to
      oczywiste. I mam wrazenie, ze o nic wiecej azile nie chodzi. Po
      prostu podzielila sie swoim odkryciem, bo sytuacja stara, ale
      odkrycie swieze jak rozumiem.
      Mysle, ze rowniez nie przeszlabym nad takim newsem ot tak do
      porzadku dziennego jakby to byla normalka i miala prawo zdarzac sie
      kazdemu i co chwile. Pewnie tez bym komus o tym opowiedziala. No nie
      wiem, do mnie to dociera.
      • to.ja.kas Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 01:03
        Jakby Azalia napisała coś w stylu: "kurcze moja teściowa tak swatała
        mego chłopa, że "zapomniała" mu powiediec o tym iż przyszła żona
        jest starsza i ma problmy z zajsciem w ciąze. Zastanawiam się czy wy
        e mamy posunełybyscie sie do kłamstwa w imie zaaranżowania dziecku
        małzenstwa" pewnie ten watek skonczyłby sie po 15 postach.
        Ale ta forma, te raszple, to smiejace sie z eksi dziecko, te
        niesamowite opowiesci o tym jak ta stara raszpla wygląda o
        przypadkowym wejsciu na profil i takie tam to juz zakrawa na
        komedię...i stąd taka frekwencja na watku.

        Mysle, ze ja zrozumiałam foremki będące w opozycji do
        Azali_kobiety_Cud big_grin
        • fajka7 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 01:28
          Jakby Azalia napisała coś w stylu: "kurcze moja teściowa tak swatała
          > mego chłopa, że "zapomniała" mu powiediec o tym iż przyszła żona
          > jest starsza i ma problmy z zajsciem w ciąze. Zastanawiam się czy
          wy
          > e mamy posunełybyscie sie do kłamstwa w imie zaaranżowania dziecku
          > małzenstwa"

          No ja wlasnie tak odebralam to co napisala i nie do konca znajduje w
          jej slowach az taka "niesamowitosc" i "cudownosc" jaka jest jej
          przypisywana i wkladana miedzy wiersze. Ot zwykla ludzka reakcja nie
          wykraczajaca poza norme. Moze mam zawyzona tolerancje? Nie wiem, ale
          nie dostrzegam wiekszosci z tego wszystkiego co zostalo wywleczone w
          ramach interpretacji.
        • fajka7 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 01:35
          Powiem inaczej: nawet jesli dziewczyna zbulwersowana troszke sobie
          przy okazji ulala i sie dowartosciowala i tak nie robi to na mnie
          wiekszego wrazenia w zestawieniu z akcja w wykonaniu tesciowej. A ta
          akcja jakos mnie porusza rzeczywiscie.
          To oczywiscie sprawa indywidualna - jestem znacznie mniej wrazliwa
          na jakies takie pojedyncze zachowania i reakcje pod wplywem emocji,
          kiedy ujawniaja sie slabosci ludzkiego charakteru, niz na programowe
          zaplanowane wyrachowane manipulacje osobami bliskimi w celu
          sprawowania nad nimi kontroli i podporzadkowywaniu wlasnym celom.
          Czyli - wybryk charakterologiczny zniose, przejawy kontroli budza we
          mnie lwice i je z mety zwalczam nawet jesli mnie nie dotycza smile
      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:03
        Dokładnie o to mi chodziło. Kłamstwo miało swoją wagę, dotyczyło
        własnego dziecka, nie mam gwarancji, czy przez naście lat teściowa
        nie robi podobnych numerów, tylko, że one jeszcze nie wyszły na jaw.
        Nie miałam się z kim podzielić tym odkryciem, więc założyłam wątek,
        chciałam się po prostu pożalić.
    • figrut Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 03:05
      Dla mnie to całe kłamstwo teściowej jest tylko punktem zaczepnym do Twojej próby
      dowartościowania się. Cały czas podkreślasz, że kobieta była starsza od Twojego
      męża, pokazałaś ją córce do oceny z nadzieją, że usłyszysz to, co chcesz
      usłyszeć i jeszcze gdzieś tam dalej piszesz, że nie będziesz ujawniała
      wszystkiego o tej kobiecie, bo na Ciebie z większą siłą napadną. Jednym słowem
      pokazujesz tą kobietę w jak najgorszym świetle, aby sama lepiej ze sobą się
      poczuć. Mnie przychodzi tylko jedno na myśl. Skoro miałabym potrzebę
      krytykowania byłej mojego faceta, to znaczyłoby to tylko, że jestem o nią
      zazdrosna, że nie czuję akceptacji ze strony mojego faceta, że czuję się
      zagrożona i próbuję udowodnić sobie i całemu światu, że jestem lepsza od tamtej
      pod każdym względem.
      W moim związku nie układa się zbyt fajnie, ale nie czuję potrzeby udowadniania
      sama przed sobą, że jestem lepsza niż jestem, więc jak źle musi być w Twoim
      związku, skoro ja nie muszę, a Ty tak ?
      Jestem od mojego faceta starsza o 4 lata, mam tylko maturę, jestem przed
      czterdziestką i nie czuję się absolutnie zagrożona. Mój facet nawet nie ma
      ochoty na młodsze spojrzeć, a ja nie mam potrzeby krytykowania jego byłych
      (młodszych od niego) dziewczyn i nie mam też potrzeby brania ślubu (choć mój
      facet bez przerwy mi z tego powodu d.... truje). Partnerka brata mojego faceta
      (niedługo żona) jest od niego starsza o 12 lat i też jakoś problemu metrykowego
      nie widzą, ani też ona nie czuje potrzeby krytykowania jego byłych dziewczyn.
      Pisząc, że chodzi tylko o kłamstwo, starasz się usilnie stworzyć przykrywkę do
      tego, co najbardziej Cię boli, czyli do tamtej kobiety. Matkoooo, ja nawet nie
      pamiętam co było te 16 czy 20 lat temu, a wszelkie cudze potknięcia już dawno są
      zapomniane.
      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:24
        Dorabiasz własną ideologię do tego, co chciałam napisać. W pierwszym
        poście starałam się skupić na postępku teściowej, a o byłej męża
        wspomniałam, bo należało to do meritum sprawy. To, że później
        napisałam o niej parę słów prawdy wcale nie oznacza, że jestem o nią
        zazdrosna. Gdybym nie została zaatakowana, że czepiam się
        nieszczęśliwej kobiety, pewnie nie napisałabym o niej już nic, albo
        niewiele. Tu nie chodziło o różnicę wieku jako taką, bo jak wszyscy
        o niej wiedzą i ją akceptują, to żadnego problemu nie ma.
        Chyba nie myślisz, że przez 16 lat gnębi mnie była mojego męża, albo
        wogóle o niej myślę i nagle zapragnęłam wylać swe żale na forum.
        Napisałam o sprawie, która wyszła na jaw w ciągu ostatnich dni,
        poczułam się nieco dziwnie i założyłam wątek. Jakbym była złośliwa,
        to bym napisała, że w Twoim związku nie układa się zbyt fajnie i
        może Twój facet myśli o byłej? Nie bierz tego do siebie, bo wcale
        tak nie uważam. Tylko bardzo wiele forumek wmawiało mi, że pewno
        tamtą lepiej wspomina, że wolał dojrzalsze kobiety, ożenił się ze
        mną dla celów reprodukcyjnych itp. Lubisz, jak ktoś tak
        nadinterpretuje, bo ja nie. Ja podałam tylko fakty, nawet to, że
        kobieta wygląda starzej od mojej matki jest faktem, może niezbyt
        miłym, ale faktem. Wcale mnie to nie dowartościowuje, bo tak
        naprawdę mam w nosie, jak ona wygląda, chodziło mi tylko i wyłącznie
        o fakt zatajenia wieku i to głównie przez teściową, która o tym
        wiedziała.
    • jowita771 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 10:58
      Przyznam, że nie przeczytałam wszystkich postów dokładnie, tzn gdzieś pod koniec
      drugiej setki zaczęłam czytać wybiórczo, ale z tego, co się orientuję, to nie
      zgadzam się z większością wypowiadających się.
      Pal licho wiek wybranki, bo to by nie zrobiło na mnie dużego wrażenia, ale
      przemilczenie przez obie panie niepłodności to nie jest drobiazg. Dziewczyny,
      wyobraźcie sobie sytuację, że dowiadujecie się po ślubie, że mąż nie może mieć
      dzieci i wiedział o tym, ale "zapomniał" wspomnieć. I na dodatek wiedziała o tym
      wasza matka, ale też nie powiedziała, bo tak lubiła przyszłego zięcia. I która
      by to przełknęła i nie miała żalu?
      Poza tym, muszę to napisać, juz dawno zauważyłam na tym forum instynkt stadny. W
      zależności jak wypowie się kilka pierwszych osób komentujących i co to za osoby,
      tak będzie wyglądała reszta wątku. Ktoś napadł na autorkę, to reszta tez jak na
      komendę.
      Ten wątek powinien być przedrukowany i pokazywany uczniom w szkole jako
      książkowy wręcz przykład nadinterpretacji.
      • kawka74 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:09
        > Ten wątek powinien być przedrukowany i pokazywany uczniom w szkole jako
        > książkowy wręcz przykład nadinterpretacji.

        Ja bym raczej pokazała ten wątek studentom psychologii - jak to nie da się ukryć
        tego, co naprawdę chodzi po głowie, i prędzej czy później człowiek się sypnie.
        Pani teoretycznie boleje nad oszustwem, ale po tamtej kobiecie jeździ równo, jak
        walec. Że staro wygląda, że nie ma studiów, że mało pasjonujący zawód uprawia.
        Naprawdę trudno tej niechęci - nie do teściowej, tylko do tamtej pani - nie
        zauważyć. No, chyba że to skutek czytania wybiórczego.
        • jowita771 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:21
          Pani napisała, że ta kobieta wspólnie z teściową knuła jakąś intrygę, w celu
          niedopuszczenia do ślubu autorki, a po ślubie jeszcze cos tam zrobiła im na
          złość. To naprawdę takie dziwne, że pani nie pała sympatią do tamtej?
          • kawka74 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:31
            Wydaje mi się, że skoro postawiony problem miał dotyczyć teściowej, a potem
            ciężar winy przesunął się, rękami autorki wątku, na wspólniczkę w grzechu, to
            może lepiej nazwać rzecz po imieniu, a nie kombinować, że teściowa taka i owaka.
            Zresztą i tak po jabłkach, mąż złapany, tamta pani poszła w odstawkę.
            • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:35
              wiesz co, męża akurat łapać nie musiałam.
          • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 11:33
            Dzięki za zrozumienie. Albo forumki czytają wyrywkowo, albo same nie
            pamiętają, co napisały, bo akurat to, że napisałam , że skończyłam
            studia a tamta pani nie było odpowiedzią na atak, że facet po 30 z
            pewnością wolałby tamtą panią, niż 22- letnią gó...arę, bez
            skończonych studiów i pewno na dodatek postrzeloną i niedojrzałą. Na
            to ja odpisałam, że w przeciwieństwie do tamtej kobiety studia
            ukończyłam.
            Tak , to nadinterpretacja, ktoś czyta tylko moje odpowiedzi, nie
            sprawdzając nawet, czy w poprzednim poście nie zostałam do czegoś
            sprowokowana, albo nawet zapytana o konkrety, niekoniecznie w miły
            sposób.
          • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 12:16
            Zauważyłaś cennąż rzecz, owszem ,miałam powody, aby za kobietą nie
            przepadać, ale wogóle o niej nie myślałam od wielu lat. To cenne
            spostrzeżenie socjologiczne : człowieka łatwo sprowokować,
            zwłaszcza , jeśli wypowiedział czy napisał coś w jednej intencji, a
            przypisuje mu się najgorsze pobudki działania. To dowód, jak łatwo
            można manipulować nie tylko jednostką, a jeszcze łatwiej grupą.
      • angazetka Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 16:49
        > Pal licho wiek wybranki, bo to by nie zrobiło na mnie dużego
        wrażenia, ale przemilczenie przez obie panie niepłodności to nie
        jest drobiazg. Dziewczyny, wyobraźcie sobie sytuację, że
        dowiadujecie się po ślubie, że mąż nie może mieć dzieci i wiedział o
        tym, ale "zapomniał" wspomnieć. I na dodatek wiedziała o tym
        > wasza matka, ale też nie powiedziała, bo tak lubiła przyszłego
        zięcia. I która by to przełknęła i nie miała żalu?

        Po ślubie to inna para kaloszy - w końcu zatajenie tej informacji to
        podstawa nawet do unieważnienia ślubu kościelnego, rzecz z grubej
        półki. Ale chyba ten związek był na etapie daleko przedślubnym, pan
        był niezaangażowany, a pani nie mogla być aż tak głupia, by tego nie
        widzieć, więc może nie widziala za stosowne rozmawiać o takich
        sprawach.
        A matka na pewno nie jest osobą, która powinna o takich rzeczach
        informować. Dwoje dorosłych ludzi powinno umieć samodzielnie ruszać
        paszczami.
        • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 17:14
          Matka nie powinna wogóle swatać syna z kobietą, o której wiedziała,
          że jest bezpłodna, znając stosunek swojego syna do kwestii
          posiadania dzieci. Wiem od ciotki, że teściowa wspólnie z jej
          wybranką postanowiły mego męża o tym nie informować. Ciotka się
          wystraszyła, nie wiedziała, czy wydać kuzynkę, było jej głupio, że
          tę panią wogóle przedstawiła teściowej, odetchnęła, gdy związek sam
          się rozpadł i wtedy powiedziała mężowi prawdę. Co do wieku, możliwe,
          że nie wiedziała, że teściowa też to zataiła, może wiedziała, ale
          było jej głupio, że w tym swataniu uczestniczyła.
          • angazetka Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 17:19
            > Matka nie powinna wogóle swatać syna z kobietą, o której
            wiedziała, że jest bezpłodna

            Matka nie powinna w ogóle swatać syna. Z kimkolwiek. Kropka. Gdyby
            syn się zakochał w kobiecie bezpłodnej, uwierz, jakoś by to
            przełknął (w większości przypadków).
            Piszesz o tej bezplodności tak, jakby to nie chodziło o kobietę, o
            człowieka, tylko o klacz rozpłodową.
            • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 17:37
              Gdyby syn zakochał się w jakiejkolwiek kobiecie zapewne przełknąłby
              i bezpłodność i różnicę wieku i wiele jeszcze innych rzeczy. Nie
              sądzę jednak, żeby gładko przełknął kłamstwa.
              Myślę jednak, że kochająca matka, wiedząc, jak synowi zależy na
              dzieciach raczej nie spiskowałaby z ewentualną kandydatką na żonę,
              wiedząc, że tego marzenia syna nigdy nie spełni, raczej doradziłaby
              jej, żeby powiedziała prawdę.
            • jowita771 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 17:44
              Pani nie jest winna, że nie może mieć dzieci, ale fakt, że zataiła to przed
              człowiekiem, z którym miała nadzieję się związać działa bardzo na jej niekorzyść.
              Co do Twojego poprzedniego postu - nie zgodzę się, że matka nie powinna
              informowac o takich rzeczach. Nie wyobrażam sobie zataić coś takiego przed
              dzieckiem licząc, że tamta osoba powie. Mało tego, nawet nie będąc matką,
              ostrzegłabym delikatnie kogoś, kto pakuje się w związek z osobą bezpłodną,
              chorą, uzależnioną, wiedząc, że ta osoba planuje to zataić.
              • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 20:55
                No więc właśnie. Nie rozumiem, jak można być tak nielojalną w
                stosunku do własnego syna. Sama aranżując związek powinna uprzedzić
                syna, zwłaszcza wiedząc, jakie są jego priorytety, a nie spiskować w
                porozumieniu z obcą w końcu osobą.
                • rita75 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 20:59
                  Sama aranżując związek powinna uprzedzić
                  > syna, zwłaszcza wiedząc, jakie są jego priorytety, a nie spiskować
                  w
                  > porozumieniu z obcą w końcu osobą.


                  Czy zbieznosc nazwisk wzielas pod uwagę? Osoba na naszej klasie nie
                  musi być tą osobą.
                  • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 21:27
                    To jest ta osoba. Mimo upływu czasu poznałam ją na zdjęciu.
                    • rita75 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 21:30
                      > To jest ta osoba. Mimo upływu czasu poznałam ją na zdjęciu.

                      po 20 latach? niewiarygodne...
                      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 21:38
                        Nie po 20. Wielokrotnie pisałam, że widziałyśmy się kilkakrotnie
                        kilka lat później. Więc , powiedzmy, że nie widziałam jej jakieś 8
                        lat. Poza tym inne dane też się zgadzały (np nazwisko dwuczłonowe, w
                        tym jeden człon bardzo rzadki), miejsce zamieszkania, wspólni
                        znajomi. Poza tym ma pewien znak szczególny, dość widoczny, więc o
                        pomyłce nie ma mowy.
                        • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 21.12.08, 10:02
                          Znak szczegolny? Ma duza kurzajke na czubku nosa.
    • alexandra74 Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 12:32
      >O ile wiem, związek
      rozwijał się pod czujnym okiem mamusi, a mąż był za granicą, gdy
      obie baby nagrywały sprawę. Namiętności i pożądania też nie było,
      raczej taki związek z rozsądku.

      Boziu, to jakieś chore jest. Jak można kogoś "pakować w związek"
      (dorosłego chłopa) albo "nagrywać sprawę" pod nieobecność głównego
      zainteresowanego??

      Mój wniosek - teściowa jest toxic, a mąż maminsynek nie potrafiący
      pokierowac swoim życiem. Nie wyobrażam sobie, żeby facet mógł
      pozostawać w związku "z rozsądku" na życzenie mamusi.

      A czasami wydaje mi się, że to ja nienormalna jestemwink
      • azile.oli Re: Oszustwo własnego syna... 20.12.08, 13:13
        Mąż ostatecznie pokierował swoim życiem , tak, jak chciał, choć
        faktycznie, teściowa starała się kierować jego życiem, a robiła to w
        bardzo cwany sposób, w białych rękawiczkach, jak to się mówi.
        Prawdziwe oblicze odkryła przed synem dopiero, kiedy mnie poznał, bo
        za nic w świecie nie pasowałam do jej wzorca idealnej synowej, choć
        bardzo się starałam, a ona na mój widok miała minę, jakby przed
        chwilą jej ktoś umarł, bolały ją zęby, ewentualnie przyklejony
        sztuczny uśmieszek (to po awanturze z synem). Owszem, moja teściowa
        to toksyczna osoba i fakt, że jest moją teściową nie ma tu nic do
        tego, potrafi być niemiła, intrygować i szkodzić wielu osobom, taki
        ma po prostu charakter, to nie wynika z faktu bycia teściową.
    • nutka07 A moze 20.12.08, 12:49
      zapytaj meza ile ma lat tamta Pani?
      • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 16:42
        A niby w jakim celu? Raczej nie zna prawdy, a jeśli nawet się
        dowiedział, to też raczej niedawno. I co, mam go skłonić do
        wyznania, że własna matka go okłamała? Jeśli nie wie, trudno, ja mu
        tego nie powiem, bo nie przyniesie mu to nic dobrego. Aczkolwiek
        czasem warto mieć świadomość, że bliska osoba może zrobić świństwo.
        W każdym razie ja będę zwracała baczniejszą uwagę na słowa i czyny
        teściowej i raczej nie będę uważała za prawdę wszystkiego, co mówi.
        • toniesamowite Re: A moze 20.12.08, 16:56
          rany,ale jestes durna...
        • nutka07 Re: A moze 20.12.08, 18:44
          Czy to bedzie jakas zmiana w porownaniu do Twojego obecnego zachowania?
          • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 21:00
            Owszem. Przyjmę potencjalnie, że każde słowo teściowej może być
            kłamstwem.
            • rita75 Re: A moze 20.12.08, 21:03
              > Owszem. Przyjmę potencjalnie, że każde słowo teściowej może być
              > kłamstwem.

              Mozze sklamala w imię ratowania syna przed zwiazkiem z toba
              • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 21:31
                Okłamała syna zanim mnie poznała, a nawet zanim jej syn poznał
                mnie.Poza tym najlepiej by zrobiła nie wtrącająśc się wogóle, tzn
                nie szukając synowi żony, wtedy nie musiałaby kłamać .
                • rita75 Re: A moze 20.12.08, 21:45
                  "A prawdę
                  powiedziawszy, to jedyne , co usłyszałam, to to, że sam się sobie
                  dziwi, że się spotykał z dwulicową kłamczuchą i ''starą dupą'',
                  która myślała, że może go sobie owinąć wokół palca."

                  kawal chama z twojego meza...
                  nie bardzo rozumiem, po co ci to opowiadal? Moim zdaniem nie wiesz
                  wszystkiego.
                  • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 22:00
                    Wiesz co, może nie owijał w bawełnę, ale powiedział to do mnie nie
                    do niej. Moim zdaniem przynajmniej na pierwsze określenie sobie
                    zasłużyła i to nawet mógł jej w oczy powiedzieć. Być może by mi tego
                    nie powiedział, ale intrygowała jeszcze w czasie przygotowań do
                    naszego ślubu, buntowała teściową przeciwko synowi, teściowa też nie
                    była zbyt delikatna i omawiała pewne sprawy w mojej obecności, czyli
                    informowała męża szczegółowo o odczuciach i nowościach z życia
                    Krysi. A co miało to obchodzić mnie, przyszłą żonę. dlatego też mąż
                    dość dokładnie poinformował mnie o wszystkim, co dotyczyło
                    tego ''związku''. Nie miał powodów, aby coś przede mną ukrywał.
                    Zresztą w takim przypadku poinformowałaby mnie z radością teściowa,
                    bo tamta chętnie jej się ze wszystkiego zwierzała.
                    • rita75 Re: A moze 20.12.08, 22:07
                      > Wiesz co, może nie owijał w bawełnę, ale powiedział to do mnie nie
                      > do niej.

                      Nie wazne- czy do niej, czy do ciebie, Twoj maz nie jest
                      dżentelmenem, delikatnie mowiac.


                      >buntowała teściową przeciwko synowi,

                      tesciowa ci powiedziala, ze jest buntowana?

                      teściowa też nie
                      > była zbyt delikatna i omawiała pewne sprawy w mojej obecności,
                      czyli
                      > informowała męża szczegółowo o odczuciach i nowościach z życia
                      > Krysi.

                      nie akceptowala cię/ nie akceptuje- tu jest problem
                      • marina2 Re: A moze 20.12.08, 22:19
                        o losie .no męczysz węża dramatycznie.fakty : skłamała,postąpiła źle ,ale czy
                        jest złym człowiekiem?
                        oczekujesz ,że grad kamieni się na nią posypie?
                        popełniła błąd ,ale szczęśliwie koniec świata nie nastąpił.widać Twój Mąż ma
                        dobrego Anioła Stróża życie potoczyło się dobrze.
                        na tym forum pojawia się mnóstwo wątków o teściowych mających wiele za
                        uszami,ale Twoje wypowiedzi w moim odczuciu są jakieś takie wysycone niedobrymi
                        emocjami.potrafisz wybaczać? zagryziesz się .za chwilę Wigilia i seria spotkań
                        rodzinnych .nie podkręcaj się już.pomyśl o przebaczeniu.
                        • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 22:36
                          Nie czuję wobec teściowej nienawiści. Nie jest dobrym człowiekiem,
                          ale zaskoczyła mnie jednak tym, że byłaby w stanie skrzywdzić własne
                          dziecko. W czasie świąt raczej się nie spotkamy, nie z mojej
                          winy,zaprosiłam ją, ale nie skorzysta. To nie miał być wątek o
                          relacji teściowa- synowa, ale matka - syn.
                          • rita75 Re: A moze 20.12.08, 22:40
                            W czasie świąt raczej się nie spotkamy, nie z mojej
                            > winy,zaprosiłam ją, ale nie skorzysta.

                            moze ten watek przeczytala ? wink Zartuje...pewne rzeczy sie czuje- w
                            szczegolnosci nieszczere gesty.
                            • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 22:51
                              Jakoś przez wiele lat korzystała z moich zaproszeń, gdyż starszy syn
                              twierdził,że święta spędza z rodziną, a rodzina to dla niego tylko
                              żona i dzieci. Od dnia ślubu była zapraszana do nas na wszelkie
                              uroczystości, bo nie wyobrażałam sobie, aby matka mego męża spędzila
                              Wigilię sama w domu. Ostatnio starszy syn zmienił przyzwyczajenia i
                              matkę zaprasza. Nagle pojęcie rodziny mu się rozszerzyło.
                              • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:00
                                starszy syn
                                > twierdził,że święta spędza z rodziną, a rodzina to dla niego tylko
                                > żona i dzieci.

                                niemozliwe, ze taki ideal- jak twoj maz- wywodzi sie z takiej
                                rodziny...tesciowa- zly czlowiek, brat meza- jeszcze gorszy, dla
                                ktorego matka to nie rodzina. Akt wymienienia Cie na nowszy model,
                                jest kwestia czasu...wink
                                • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 23:12
                                  Wyobraź sobie, że brat męża ma charakter dokładnie taki, jak jego
                                  matka. Natomiast mój mąż miał też ojca, naprawdę świetnego
                                  człowieka, który niestety już nie żyje. On głównie zajmował się
                                  wychowaniem mojego męża , bo teściowa faworyzowała starszego syna. A
                                  może jeszcze Cię zdziwię - szwagier tworzy ze swoją żoną od 27 lat
                                  szczęśliwe małżeństwo i jest bardzo troskliwym ojcem. Teściowa przez
                                  te wszystkie lata nie miała do starszego syna absolutnie żadnych
                                  pretensji, że nie zaprasza jej na święta. Nie zapraszał jej , bo
                                  nie akceptoweała jego żony.
                                  Na razie nie zanosi się, aby mąż wymienił mnie na nowszy model, jest
                                  z natury monogamistą, poza tym uwielbia mnie i dzieci. Jesteś
                                  wróżką, że snujesz takie scenariusze?
                                  • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:16
                                    Jesteś
                                    > wróżką, że snujesz takie scenariusze?

                                    to apropos tej "starej dupy"
                                    • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 23:29
                                      Wiesz co, to nie chodziło tylko o wiek, ale raczej o zachowanie.
                                      Poza tym ona była starsza od męża i to było widać, a ja jednak
                                      jestem 11 lat młodsza. Mogę być starą dupą dla młodego chłopaka, ale
                                      nie dla męża, który dobiega 50-tki. Łączy nas po tych kilkunastu
                                      latach bardzo wiele i nie sądzę, żeby chciał to zepsuć. Zresztą
                                      traktuje mnie jak najważniejszą kobietę na świecie i nie sądzę, żeby
                                      mu tak nagle przeszło. Zresztą na co poleciałabuy teraz dużo młodsza
                                      kobieta. Na dość atrakcyjnego człowieka ,ale jednak przed 50 - tką,
                                      do tego z dwójką dzieci, które są niemalże celem jego życia?
                                      Najgorszym zmartwieniem byłoby w naszym związku wygaśnięcie uczucia.
                                      Ale na to jak na razie się nie zanosi.
                                      • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:34
                                        > Poza tym ona była starsza od męża i to było widać,

                                        on tego nie widzial, skoro uwierzyl, ze jest praktycznie jego
                                        rowiesnica
                                        • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 23:41
                                          Widział, że wygląda starzej, ale przecież ludzie różnie się
                                          starzeją, sam wygląd nie stanowił dla niego jeszcze decydującego
                                          argumentu na ''nie'', ale też przesadnie się w związek nie angażował.
                                          • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:47
                                            sam wygląd nie stanowił dla niego jeszcze decydującego
                                            > argumentu na ''nie''

                                            czyli "stara dupa" to jego okreslenie wzgledem kobiet kolo 40stki ?
                                            • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 12:16
                                              Nie, stara dupa to dla niego określenie tej konkretnej kobiety,
                                              która mimo dojrzałego wieku nie potrafiła się zachować z godnością.
                                          • nutka07 Re: A moze 21.12.08, 10:18
                                            Opisujesz ich zwiazek jakbys pisala o swoim. Coz za dokladna wiedza o uczuciach,
                                            intencjach, przezyciach.
                                            • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 12:18
                                              No cóż, zostałam dość dokładnie poinformowana, co nie miałoby
                                              miejsca, gdyby ta pani zachowała się z godnością , a teściowa
                                              odpuściła.
                                      • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:37
                                        a ja jednak
                                        > jestem 11 lat młodsza

                                        to żadna polisa...a najlepszy afrodyzjak to wladza i pieniadze, to
                                        tak apropos tego :
                                        "Zresztą na co poleciałabuy teraz dużo młodsza
                                        kobieta. Na dość atrakcyjnego człowieka ,ale jednak przed 50 - tką"
                                        • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 12:22
                                          Ja nie jestem tylko dodatkiem do kasy i władzy, ale też jej
                                          posiadaczką i to w większej części , niż mąż. Musiałby się najpierw
                                          odkochać we mnie, zakochać w innej no i zniszczyć dzieciom rodzinę.
                                          Uwielbianym dzieciom.
                                          • croyance Re: A moze 21.12.08, 19:22
                                            Naiwna jestes, azile.oli. Jak sie facet zakocha, to - jak to pisala
                                            Chemielewska - 'coz znacza dzieci wobec ukochanej kobiety?'.

                                            A zreszta, czy musi niszczyc rodzine? Moze wda sie w romans z
                                            sekretarka tongue_out o ktorym zapewniam Cie, nigdy sie nie dowiesz.
                                            Zakochanie w Tobie nie ma tu nic do rzeczy.
                                            • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 19:55
                                              Bardzo lubię Chmielewską i zazwyczaj zgadzam się z nią w poglądach
                                              na tematy damsko - męskie, mój mąz nie jest ideałem, ale dzieci są
                                              dla niego w życiu najważniejsze, wszystko, co robi, robi z myślą o
                                              nich. Nie przypuszczam, żeby poświęcił miłość córki dla
                                              jakiegokolwiek zauroczenia, bo wiem, że młoda by mu tego nigdy nie
                                              wybaczyła. Pewnie, że może wdać się w romans, ale taka sprawa też
                                              może wyjść na jaw, choćby nie wiem jak się starał, a wtedy rozbije
                                              rodzinę. Poza tym nie ma sekretarki, ma księgowa, z której strony
                                              raczej nic mi nie grozi (starsza, zamężna babka), na wszelkich
                                              imprezach oficjalnych towarzyszę mu ja, tak było od zawsze. Nie
                                              czuję się zagrożona, bo nie mam do tego powodu.
                      • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 22:29
                        Teściowa mi nie powiedziała, że jest buntowana, ale powiedział mi to
                        mąż (wtedy przyszły). Teściowa nie akceptowała mnie, ale z faktami
                        pogodzić się musiała, a nawet traktować mnie, jak pełnoprawnego
                        członka rodziny, stosunki między nami nie były gorące, ale poprawne,
                        korzystała z mojej pomocy, odwiedzałyśmy się. Problem widzę w tym,
                        że teściowa okłamała syna zanim mnie poznał, więc nie ja byłam
                        powodem. uważam, że nic jej nie tłumaczy. Mimo tego, że ostatnio
                        stosunki między nami uległy pogorszeniu nigdy nie podejrzewałam jej
                        o to, że była zdolna do perfidnego kłamstwa i spiskowania z obcą
                        osobą przeciw własnemu dziecku. Akceptacja teściowej nie jest mi
                        teraz absolutnie do niczego potrzebna, może oczekiwałam jej zaraz po
                        ślubie, bo byłam młoda, czułam się źle wiedząśc, że ktoś mnie nie
                        lubi tylko dlatego, że istniję. Teraz mam w nosie uczucia teściowej
                        względem mnie.
                        • rita75 Re: A moze 20.12.08, 22:36
                          Akceptacja teściowej nie jest mi
                          > teraz absolutnie do niczego potrzebna

                          kogo ty chcesz oszukac?
                          • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 22:44
                            Nie chcę nikogo oszukać, obecnie jest mi potrzebna akceptacja ludzi,
                            których kocham i którzy mnie kochają, a także tych, których szanuję,
                            a oni szanują mnie. Powiedz mi, po co mi po tylu latach akceptacja
                            kobiety, która mnie nie lubi. Czy będę mogła być pewna szczerości
                            tych uczuć? A poza tym, mam teraz taki luz - nie jestem skazana na
                            towarzystwo osoby, która mnie nie lubi. Lepsze to, niż udawanie.
                            • rita75 Re: A moze 20.12.08, 22:46
                              Powiedz mi, po co mi po tylu latach akceptacja
                              > kobiety, która mnie nie lubi.

                              wlasnie o to chodzi- tobie nie jest obojetne, ze ona cie nie lubi
                              • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 23:00
                                Po tylu latach jest mi to obojętne. Mało tego, przyzwyczaiłam się,
                                nie musisz mi wierzyć, ale tak jest. Oczywiście, że chciałabym mieć
                                dobrą i miłą teściową. Ale ona nie jest takim człowiekiem. Przez
                                kilkanaście lat była skłócona z żoną starszego syna. Powiem Ci tak,
                                wolę mieć dobrego, kochającego męża, niż dobra teściową. Mam
                                koleżankę, której teściowa to szczere złoto, lubiły się
                                autentycznie, niedawno teściowa zmarła, koleżanka bardzo to
                                przeżyła. Ale jednocześnie mąż tej koleżanki odbiega od ideału,
                                pije, awanturuje się, jest nieodpowiedzialny. Tyle jej przyszło z
                                dobrej teściowej, że sobie czasem razem popłakały.
                                • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:03
                                  > wolę mieć dobrego, kochającego męża, niż dobra teściową. Mam
                                  > koleżankę, której teściowa to szczere złoto, lubiły się
                                  > autentycznie, niedawno teściowa zmarła, koleżanka bardzo to
                                  > przeżyła. Ale jednocześnie mąż tej koleżanki odbiega od ideału,
                                  > pije, awanturuje się, jest nieodpowiedzialny. Tyle jej przyszło z
                                  > dobrej teściowej, że sobie czasem razem popłakały

                                  kolezanka wyszla za mąż dla tesciowej?
                                  • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 23:16
                                    Nie, ale ona zawiodła się na mężu, z którym żyje pod jednym dachem,
                                    a ja na teściowej, z którą mogę się spotykać lub nie. Nie z nią
                                    śpię, wychowuję dzieci, planuję przyszłość.
                                    • rita75 Re: A moze 20.12.08, 23:19
                                      maż i tesciowa to dwie zupelnie odrebne kwestie- wybór- co sie woli-
                                      dobrego meza, czy tez dobra tesciowa- jest absurdalny
                                      • azile.oli Re: A moze 20.12.08, 23:33
                                        Tu się zgodzę. Zdarzają się i takie szczęśliwe sytuacje, że można
                                        mieć jedno i drugie.
                  • nutka07 Re: A moze 21.12.08, 10:07
                    Nie rozumiem jak mozna brac za dobra monete takie slowa? Maz obrazajacy swoja eks.
                    • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 12:33
                      Jeśli ta eks go okłamywała, snuła intrygi przeciwko nam, gdy byliśmy
                      już razem, to jakoś nie miałam mu za złe, że się dosadnie o niej
                      wypowiedział. Tak samo mógł powiedzieć o innej, równie upierdliwej
                      osobie. Nie zdarzyło Ci się powiedzieć nigdy nic obraźliwego o
                      osobie, która Ci bruździ do innej osoby, która też w sprawie
                      uczestniczy i ponosi konsekwencje? Niby dlaczego miał ochraniać eks?
                      Spotykali się krótko, widywali rzadko, bo mąż był za granicą, nie
                      zdołali stworzyć trwalszego związku, więc w zasadzie jaka eks? Po
                      prostu kobieta, którą chciała uszczęśliwić go mamusia.
                      • angazetka Re: A moze 21.12.08, 12:39
                        > Spotykali się krótko, widywali rzadko, bo mąż był za granicą, nie
                        > zdołali stworzyć trwalszego związku, więc w zasadzie jaka eks?

                        Weź się zdecyduj na jedną wersję - bo raz piszesz, że tam w zasadzie
                        związku nie było, a drugi, że powinna poinformować go o
                        bezpłodności. Ja bym panu, z którym w trwałym związku nie jestem,
                        nie wyskakiwała z takimi rewelacjami, bo to zbyt intymne sprawy. Na
                        etapie nietrwałego związku dzieci się nie planuje.
                        • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 12:56
                          Wersja jest taka, że jeżeli planowała wyjść za mąż za tego
                          konkretnego człowieka, snuła konkretne plany z jego matką oraz
                          współnie z nią uzgodniła, że o bezpłodności mu nie powiedzą, to już
                          to źle o niej świadczy. Więc nawet gdyby związek trwał dłużej i
                          pomyślnie się rozwijał, prawda i tak miała być zatajona.
                          • angazetka Re: A moze 21.12.08, 13:03
                            Skąd pewność? Zatajenie prawdy o tak waznej sprawie to ewidentne
                            świństwo, ale przecież NIE WIESZ, co by było, gdyby.
                            • azile.oli Re: A moze 21.12.08, 13:11
                              Nie wiem, co by było gdyby mąż nie rozstał się wcześniej z tą panią,
                              może wzięliby ślub, a mąż przez lata pozostawałby w niewiedzy, albo
                              bomba wybuchłaby wcześniej...Nie wiem, co by zrobił, ale znając go
                              te kilkanaście lat przypuszczam, że po odkryciu kłamstwa
                              zdecydowałby się na unieważnienie małżeństwa, a pani nie chciałby
                              już oglądać na oczy.
    • rita75 Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazywac 20.12.08, 22:12
      nie lubi mnie tesciowa- co moge z tym zrobic?
      odpowiedz brzmi- olać.
      Nie rozszarpywac ran sprzed lat- bo to juz zakrawa na jakis cyrk lub
      samoudręczanie.
      • marzeka1 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 12:44
        Nie wątek po przejrzeniu powinien być zatutułowany "Kosmici, a włąściwie kosmitki, są wśród nas". Czytam i szok.
      • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 13:55
        Problemem nie są moje układy z teściową. Wątek zaczął ewoluować w
        tak dziwnym kierunku, że aż się sama zdziwiłam. Aż zszokowało mnie,
        że można bronić biednej intrygantki, której nie udało się złapać
        chłopa, a nalatywać na żonę, że wogóle śmiała wejść na jej propfil
        na nk, odkryć poważne kłamstwo teściowej i założyć wątek o
        lojalności na linii matka - syn.
        • siasiuszek Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 14:37
          Po tym JAK piszesz odnoszę wrażenie, że po pierwsze:
          Może teściowa miała racje
          Po drugie: w miłości i na wojnie nie ma zasad
          • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 14:56
            Po pierwsze - wytłumacz mi z czym teściowa miała rację
            Po drugie - Miłość bez zasad jest farsą, chciałabym też wiedzieć,
            jaką miłość miałaś na myśli (rodzicielską czy partnerską)
            Po trzecie - z pewnością nie czytałaś całego wątku, bo
            zrozumiałabyś, że często byłam prowokowana, najpierw odpowiadałam na
            te prowokacje z przykrością, potem już dostosowałam poziom do
            atakujących
            • nutka07 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 16:13
              Pieknie. Jaka Ty biedna jestes nawet tu. Z przykroscia odpowiadalas na
              prowokacje hehehe. No i musialas rownac w dol. Robisz z siebie ofiare.
              • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 16:20
                Najpierw odpoiadałam z przykrością, teraz - nawet mnie to bawi.
                Jestem ciekawa, co jeszcze można wymyślić i jakie intrygujące
                pytania zadać?
        • croyance Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 19:27
          Oj tam, a Ty wciaz swoje.

          Tesciowa mogla pomysles tak:

          Ten moj Jozek dobry chlopak, ale taka z niego ciapa, dobrze by bylo,
          jakby sie ozenil. Inni chlopcy juz rodziny maja, a on nic i nic,
          coraz bardziej mnie to martwi. O, wiem, Mariolka to taka dobra
          dziewczyna - obrotna, zaradna, ladna ... starsza troche od niego i
          podobno dzieci miec nie moze, ale jak juz sie z nia oswoi i pokocha,
          to i wiek mu przeszkadzac nie bedzie, a dzieci - kto wie, moze i Bog
          jednak da? Kto tam wie, jakie sa boskie wyroki. Postaram sie, zeby
          sie nia zainteresowal, bo martwie sie o niego, martwie ... chlopak
          zdrowy, a dziewczyny nie ma, pomoc mu trzeba- a kto ma pomoc, jak
          nie matka?
          • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 19:49
            bo martwie sie o niego, martwie ... chlopak
            > zdrowy, a dziewczyny nie ma, pomoc mu trzeba

            a juz sąsiadki mówiły, ze dyć może to gej ?

            <lol>
            • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 20:09
              Sąsiadki też próbowały podsuwać mężowi swoje siostrzenice i kuzynki -
              teściowa zniechęcała je na wstępie swoją postawą, forsowała
              zdecydowanie tylko tę jedną kandydaturę.
              • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 20:12
                >Sąsiadki też próbowały podsuwać mężowi swoje siostrzenice i
                >kuzynki

                no tak...chcialy sprawdzic, czy aby nie tęczowy...
                • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 20:16
                  Nie sądzę, po prostu był całkiem niezłą partią, przystojny, z kasą ,
                  własną firmą, spokojny, niepijący..
                  • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 20:29
                    > Nie sądzę, po prostu był całkiem niezłą partią, przystojny, z
                    kasą ,
                    > własną firmą, spokojny, niepijący..

                    jeszcze jest takie cos- zazwyczaj-nikt, kogo cos nie pili i o ile
                    jest przy zdrowych zmyslach, nie hajta się po 3 miesiacach
                    znajomosci- jakies bzdety o wielkiej milosci mozna miedzy bajki
                    wlozyc. Mysle, ze te sasiadki, kuzynki daly mi niezle w kosc- ciagle
                    gledzenie ozeznsie Jozek- ozen- no stad ten slub po tak krotkim
                    czasie. w sumie jego matka tez mogla miec tego dosc- dlatego swatala
                    go z ta kobietą.
                    • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 20:56
                      Najmniej te zabiegi były uciążliwe dla mojego męża, ponieważ
                      większość czasu spędzał za granicą i brał też pod uwagę opcję
                      pozostania tam na stałe. Wyobraź sobie, że mąż oświadczył mi się po
                      10 dniach znajomości i jesteśmy szczęśliwym małżeństwem już od
                      kilkunastu lat. Przypuszczam, że gdyby chciał się tylko pozbyć
                      zabiegów mamusi dawno bylibyśmy po rozwodzie. Oczywiście wielka
                      miłość też nie gwarantuje trwałości związku, ale nam się
                      najwyraźniej udało. Czułam się kochana, byłam adorowana, nie sądzę,
                      żeby mąż przez kilkanaście lat odgrywał wielkie uczucie. Nie wiem
                      nawet, czy udawałoby mu się grać zakochanego przez te 3 miesiące do
                      ślubu. A po ślubie było nam jeszcze lepiej.
                      • wilma1970 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 21:02
                        Azile, jesteś jedyna w swoim rodzaju!
                      • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:12
                        Wyobraź sobie, że mąż oświadczył mi się po
                        > 10 dniach znajomości

                        naprawde? zerwalabym natychmiast z takim...
                        • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:17
                          > naprawde? zerwalabym natychmiast z takim...

                          zachowanie desperata, (takich zawsze unikalam...) byc moze mamusia
                          tez desperatka- wszak niedaleko pada jablko od jabloni- jezeli
                          chodzi o sklonnosci, dlatego synka chciala wkrecic w to malzenstwo?
                          • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:35
                            Mój mąż był zawsze daleki od wszelkich desperackich kroków.
                            Zdesperowana to może być stara panna, a nie samodzielny, ustawiony
                            życiowo facet. Mamusia też nie desperatka, raczej typ człowieka
                            apodyktycznego, działającego z rozmysłem i przebiegłością.
                            Po prostu facet widocznie uznał, że trafił na kobietę, która spełnia
                            wszelkie jego oczekiwania i chce z nią spędzić resztę życia.
                            Zapewniam Cię, że chętnych kandydatek miał sporo, ale zwiąśzki
                            szybko się kończyły. Nie ujawniał ich przed mamusią, bo nie uznawał
                            za stosowne spowiadać jej się z przebrzmiałych spraw. Dlatego pewnie
                            uznała za stosowne go wyswatać, zwłaszcza jak znalazła kandydatkę
                            podobną z charakteru do niej samej.
                            • rita75 Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 21.12.08, 22:39
                              najlepiej?



                              > Mój mąż był zawsze daleki od wszelkich desperackich kroków.
                              > Zdesperowana to może być stara panna, a nie samodzielny, ustawiony
                              > życiowo facet. Mamusia też nie desperatka, raczej typ człowieka
                              > apodyktycznego


                              czy aby tesciowej nie przypisujesz swoich wlanych cech charakteru?
                              • azile.oli Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 21.12.08, 22:41
                                Nie wiem wszystkiego najlepiej, np nie wiem, czemu teściowa chciała
                                skrzywdzić syna. Apodyktyczna nie jestem.
                                • rita75 Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 21.12.08, 22:43
                                  > Nie wiem wszystkiego najlepiej, np nie wiem, czemu teściowa
                                  chciała
                                  > skrzywdzić syna. Apodyktyczna nie jestem.

                                  moim zdaniem nie chciala- uwazala tylko, ze zeniac sie z toba
                                  popelnia blad
                                  • azile.oli Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 21.12.08, 22:48
                                    Ja miałam na myśli, że chciała go skrzywdzić, swatając z tamtą
                                    kobietą. 33-latka moim zdaniem nie trzeba chronić, warto tylko go
                                    nie okłamywać.
                                    • rita75 Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 21.12.08, 22:50
                                      > Ja miałam na myśli, że chciała go skrzywdzić, swatając z tamtą
                                      > kobietą

                                      od razu krzywdzic...moze miala cechy, ktorych ci brakuje- swietnie
                                      robila fellatio
                                      • azile.oli Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 21.12.08, 23:00
                                        Widocznie te cechy były istotne dla teściowej. Ja pewnie miałam inne
                                        zalety, której tamtej brakowało, a które mój mąż docenił. W końcu są
                                        takie zalety, których teściowa nie jest w stanie docenić.
                                • croyance Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 22.12.08, 13:54
                                  Azile.oli, alez nie wiem, jakim cudem do Ciebie nie dociera, ze
                                  przesadzasz.

                                  Opowiesc o tym, jak to matka swatala synowi/obecnemu mezowi jakas
                                  tam panne moze byc najwyzej rodzinna anegdotka, a nie przyczyna
                                  wielkich rozwazan o moralnosci.
                                  Najwyrazniej matka sadzila, ze panna owa nadaje sie na zone lepiej
                                  niz Ty. I tyle, taka miala opinie - a ze syn mial inna, to i sam
                                  wybral i juz.
                                  • azile.oli Re: Po co ten wątek, jezeli ty wiesz wszystko 22.12.08, 14:44
                                    To, że swatała, to rzeczywiście mogłaby być anegdota. To , że
                                    okłamywała w ważnych kwestiach chyba trochę z moralnością ma
                                    wspólnego. Opinie teściowa mogła sobie mieć jakie chciała, ale
                                    kłamać nie powinna.
                        • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:23
                          A niby dlaczego? Nie znaliśmy się osobiście, ale sporo o sobie
                          wiedzieliśmy, jego brat był sąsiadem siostry mojej mamy. Można więc
                          powiedzieć, że mijaliśmy się przez wiele lat, aż w końcu los nas
                          połączył. Nie wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja też
                          kiedyś nie wierzyłam...
                          • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:33
                            Nie wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? Ja też
                            > kiedyś nie wierzyłam...

                            co ma piernik do wiatraka?
                            chyba, ze on ci po 10 dniach powiedzial, ze cie kocha- a ty nam
                            napisalas, ze sie oswiadczyl.
                            • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:38
                              Jednego dnia powiedział, że mnie kocha, a następnego zabrał na
                              wycieczkę w góry, gdzie w romantycznej scenerii mi się
                              oświadczył.Wyznając mi uczucie dał mi do zrozumienia, że chce ze mną
                              poważnie porozmawiać. Spodziewałam się oświadczyn.
                              • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:41
                                Wyznając mi uczucie dał mi do zrozumienia, że chce ze mną
                                > poważnie porozmawiać. Spodziewałam się oświadczyn.

                                jeszcze zapomnailas o stadzie wypuszczonych bialych gołąbków, ktore
                                unosily w przestworzach szarfe z waszymi imionami, namalowanymi
                                zlotymi zgloskami..
                                ehh, rotfl- ja o niebie- ty o chlebie
                                • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:44
                                  Nie było gołąbków, za to mróz - 20 stopni, ale do tego piękne
                                  słońce, śnieg. Fakt, po tej wycieczce byliśmy oboje chorzy, ale dziś
                                  wspominamy to z sentymentem.
                                  • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:49
                                    za to mróz - 20 stopni, ale do tego piękne
                                    > słońce, śnieg. Fakt, po tej wycieczce byliśmy oboje chorzy, ale
                                    dziś
                                    > wspominamy to z sentymentem.

                                    nawet nie było pługów sieznych malujacych na sniegu serca z waszymi
                                    imionami? Chyba jednak to byl akt desperacji...<lol>
                                    • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 22:57
                                      Nie zwracaliśmy uwagi na pługi śnieżne. Myśl sobie co chcesz, w
                                      akcie desperacji trudno się zachowywać naturalnie, jakby był taki
                                      zdesperowany mógłby się dawno ożenić z inna dziewczyną i to bez
                                      wiedzy teściowej, postawić ją przed faktem dokonanym i mieć święty
                                      spokój. Widocznie jednak czymś się różniłam od znanych mu dotychczas
                                      dziewczyn.
                                      • rita75 Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 23:02
                                        Widocznie jednak czymś się różniłam od znanych mu dotychczas
                                        > dziewczyn.

                                        to bylo ich wiecej? Nie obrzydzal Cie taki zuzyty?? Wiem, wiem- to
                                        nie mydlo...
                                        • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 23:08
                                          Ja nie mówię, że łączyły go z nimi jakieś bliskie związki, ale mógł
                                          sobie którąś wybrać, pojąć za żonę, uwolnić się od mamusi. To, że
                                          miał znajome stanu wolnego nie znaczy, że utrzymywał z nimi stosunki
                                          intymne. Miał wybór, a że nie skorzystał...Widocznie nie widział w
                                          nich odpowiedniej kandydatki na żonę.
          • azile.oli Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 21.12.08, 20:04
            Taka wersja mogła być prawdopodobna. Co do posiadania dzieci -
            teściowa nie mogła mieć nawet nadziei, że Bóg pobłogosławi. Dlatego
            powinna synowi o tym powiedzieć i o prawdziwym wieku też. Kiedy syn
            oświadczył matce, że już znalazł sobie kandydatkę na żonę, powinna
            była odpuścić,starokawalerstwo mu już nie groziło, tymczasem wraz ze
            swoją kandydatką umilały nam życie. I chociażby nie wiem co
            wymyślała to nie było przyczyny, dla której miałabym się okazać
            nieodpowiednią kandydatką na żonę jej syna. Nie miała przeciwko mnie
            żadnych racjonalnych argumentów.
            • croyance Re: Odnoszę wrazenie- ze watek powinien sie nazyw 22.12.08, 13:55
              No ale najwidoczniej uwazala, ze lepsza taka, niz zadna.
    • morgen_stern Tak swoja drogą.. 21.12.08, 22:51
      .. to nie wiem, czy podziwiać, czy się dziwić, że chciało wam się tyle
      naprodukować w tak durnym temacie.. nakarmiłyście trolla, aż miło wink
      • rita75 Re: Tak swoja drogą.. 21.12.08, 22:55
        > .. to nie wiem, czy podziwiać, czy się dziwić, że chciało wam się
        tyle
        > naprodukować w tak durnym temacie.. nakarmiłyście trolla, aż
        miło wink

        od poczatku mam ubaw, czytajac ten watek- do tego stopnia, ze
        postanowilam sie wlaczyc...trollik nie trollik- ale plodny
        • azile.oli Re: Tak swoja drogą.. 21.12.08, 23:03
          Muszę wam powiedzieć, że mnie też ten temat bawi, a raczej to, w co
          się przeobraził. Ale wszystko to, co napisałam jest prawdą, choć
          zakładając wątek nawet mi taki schemat nie przyszedł do głowy.
          • azile.oli Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 10:50
            Wczoraj ciekawostka - wizyta u teściowej, ta wylatuje do męża z
            tekstem , że Krysia się o niego pytała. Mąż nic. Teściowa powtarza
            komunikat, bo może nie usłyszał? No to mąż :''I co mamusia
            powiedziała?" "No, że dobrze, dzieci masz duże , firmę prowadzisz".
            Mąż cisza. Na to teściowa, że tamta spotkać się chciała, pogadać.
            mĄż kazał jej przekazać , że: nie ma ochoty, czasu, nie widzi w tym
            celu, nie ma czego wspominać, do kawiarni woli iść z żoną.
            • croyance Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 13:56
              Wniosek:

              tesciowa Cie nie lubi;
              uwaza, ze Krysia bylaby dla Twojego meza lepsza zona niz Ty;
              wciaz ma nadzieje, ze maz pojdzie po rozum do glowy i moze sie z nia
              zwiaze
              • azile.oli Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 14:50
                Wniosek :
                teściowa jest złą matką, bo chce rozbić szczęśliwe małżeństwo syna z
                kobietą, którą sam wybrał, jest też niedobrą babką, bo nie bierze
                pod uwagę uczuć wnuków, jest bezkrytyczna, bo myśli, że 50- letni
                facet da się nabrać na jej podchody.
                • gryzelda71 Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 14:56
                  Skoro już doszłaś do tych wniosków to napisz koniec.
                • rita75 Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 15:36
                  > teściowa jest złą matką, bo chce rozbić szczęśliwe małżeństwo syna
                  z
                  > kobietą, którą sam wybrał

                  a ty czzujesz się chyba zagrozona w swoim zwiazku- inaczej by nie
                  bylo tego watku.
                  • azile.oli Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 15:51
                    Przeczytaj mój pierwszy post. Będziesz wiedziała, czy pojawiają się
                    tam jakieś słowa, świadczące o poczuciu zagrożenia, więc z całą
                    pewnością nie dlatego pojawił się wątek, zwłaszcza, że nie czuję się
                    zagrożona.
                    To o teściowej to była odpowiedź na przypuszczenia którejś z
                    forumek, czego chce teściowa. Ja nie wiem, czy tego chce, ale jeśli
                    tak, to jest złą matką, co przekłada się nijak na moje poczucie
                    zagrożenia.
                    • gryzelda71 Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 15:55
                      To o co chodzi.Tworzycie szczęśliwą rodzinę,macie wspaniałe dzieci,0 problemów
                      materialnych,mąż świata za tobą nie widzi,nawet własnej matki.Czyż może być lepiej?
                      • azile.oli Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 16:40
                        Pomijając Twój sarkazm, to chodziło mi tylko o to , że bardzo bliska
                        osoba okłamała mojego męża w bardzo ważnej sprawie i wyszło to
                        dopiero po wielu latach, nie mam żadnej gwarancji, że ta osoba w
                        ważnych sprawach nie kłamała też przez te wszystkie lata, nie mam
                        gwarancji czy dalej nie zmienia świata na swoją modłę, czym może
                        wyrządzić krzywdę bliskim mi osobom. to miał być temat, czy matka
                        miała prawo okłamać syna? Odpowiedź mogła brzmieć tak lub nie, a
                        brzmiała, że chyba nie mam większych problemów, bo to było dawno. A
                        wogóle jestem przewrażliwioną wariatką, która nie może mieć gorszego
                        dnia i wiecznie chwali się zdolnymi dziećmi. No i doszedł oczywiście
                        zarzut, że nie miałam prawa wejść na profil tamtej kobiety, szkaluję
                        ją i prześladuję. i jeszcze śmiem twierdzić, że staro wygląda na
                        zdjęciu, a to przecież niemożliwe, a nawet jeśli, to powód do
                        współczucia. I konkluzja płynąca z większości postów, że z nią mój
                        mąż z pewnością byłby szczęśliwszy. Oto skrót z tych ponad 300
                        postów.
                        • gryzelda71 Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 19:05
                          Bez tego wątku nie byłaś pewna,że nikt nikogo nie powinien oszukiwać?
                          No to już wiesz.Jesteś szczęśliwa to pilnuj tego.
                          • azile.oli Re: Tak swoja drogą.. 22.12.08, 20:08
                            Oczywiście, że wiedziałam; tak, jak większość ludzi wie, że nie
                            należy zdradzać partnera, bić dzieci, robić pijackich awantur,
                            zakłócać sąsiadom spokoju, a jednak takie wątki powstają i nikt się
                            nie czepia.
    • jansen25 Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożytecznym! 22.12.08, 18:27
      Może coś przygotuj z okazji Świąt i nie produkuj się w tym śmiesznym
      wątku.
      • azile.oli Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 20:13
        Zajmuję się czymś bardzo pożytecznym Zebrałam materiał do ciekawej
        pracy socjologicznej, a że na własnym przykładzie i mi się przy
        okazji oberwało to wnioski tym cenniejsze. Przygotowaniami do świąt
        zajmuje się gosposia, a ja tylko doglądam; dzieci ubierają choinkę,
        a wątek wcale nie jest śmieszny, jest nawet dość ciekawy
        psychologicznie.
        • rita75 Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 20:50
          Przygotowaniami do świąt
          > zajmuje się gosposia, a ja tylko doglądam;

          No cóż...rozumiem, czego się boisz.
          • azile.oli Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 21:03
            Oświeć mnie, bo się nie boję , ale może powinnam, ale prosze, napisz
            czego...
            • rita75 Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 21:09
              > Oświeć mnie, bo się nie boję , ale może powinnam, ale prosze,
              napisz
              > czego...

              te twoje watki- albo lamentujesz, ze ktos nie zauwazyl twojej
              fryzury na wywiadowce albo serwujesz jakies odgrzewane kotlety- do
              ktorych dorabiasz ideologie- jawisz sie jako kobieta na granicy
              zalamania nerwowego...na pewno nie jako spelniona w
              malzenstwie...niewazne co napiszesz, i tak to brzmi nieszczerze.
              • azile.oli Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 21:18
                Dodaj jeszcze, że się chwalę dziećmi i udanym małżeństwem, a na
                pewno wyłoni się obraz kobiety nieszczęśliwej. Nikt Ci nie każe
                wierzyć w to, co napiszę, ale może właśnie to, że czasem się pożalę
                z błahego powodu oznacza, że jestem zwyczajnym człowiekiem. Daruj
                sobie te odgrzewane kotlety, to, że coś stało się kilkanaście lat
                temu , a było złe wcale nie staje się dobre przez upływ czasu.
                • rita75 Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 21:27
                  że się chwalę dziećmi i udanym małżeństwem, a na
                  > pewno wyłoni się obraz kobiety nieszczęśliwej.

                  napisalam tylko, ze czytajac ciebie odczuwa się dysonans hmmm-
                  poznawczy.
        • angazetka Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 23.12.08, 10:25
          Jakem socjolozka, materiału na pracę socjologiczną tu nie widzę.
          Psychologiczną prędzej.
          • azile.oli Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 23.12.08, 10:40
            Zależy, z jakiej strony spojrzeć. Bo w zasadzie pod co podciągnąć
            zakładanie z góry , że ktoś pisze nieprawdę ? Ppod socjologię, czy
            pod psychologię? Z samych wypowiedzi na forum nie stworzysz portretu
            psychologicznego człowieka.
            • rita75 Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 23.12.08, 11:25
              Bo w zasadzie pod co podciągnąć
              > zakładanie z góry , że ktoś pisze nieprawdę ? Ppod socjologię, czy
              > pod psychologię?

              Nie z góry, tylko na podstawie Twoich postów...i nie chodzi tu o
              tworzenie portretu psychologicznego, ale o jego wycinek.
              • rita75 azalio 23.12.08, 11:30
                > Nie z góry, tylko na podstawie Twoich postów...

                chodzi o to, że one nie wygrywają ze sobą harmonijnego
                dźwieku...rozumiesz? ty bardzo chcesz za kogoś uchodzic- ale ja tego
                nie kupuję.
                • azile.oli Re: azalio 23.12.08, 12:44
                  Ależ ja naprawdę nie chcę wychodzić na nikogo, kim nie jestem. A
                  spójność...Wiesz, natura ludzka jest skomplikowana. Starałam się
                  ujawniać tylko fragment rzeczywistości, niezbędny dla tematu, ale
                  wobec pewnych zarzutów ujawniałam też rzeczy, o których pierwotnie
                  wcale nie miałam zamiaru pisać. A Ty wcale nie musisz mi wierzyć,
                  masz takie prawo.
              • to.ja.kas Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 23.12.08, 11:32
                Jak ty Azalia jestes socjologiem to znaczy, że na UW wykładają
                jakies brednie nie socjologię big_grin
                • azile.oli Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 23.12.08, 12:38
                  Ależ ja absolutnie nie jestem socjologiem. To napisała inna forumka.
                  Akurat z tego wątku można jednak wyciągnąć wnioski socjologiczne,
                  nie potrzeba być fachowcem. Ale fakt, faktem, więcej wsp[ólnego
                  miałam z psychologią. Na UW nigdy nie studiowałam . Wybrałam raczej
                  inny uniwersytet.
      • rita75 Re: Kobieto, zajmij się wreszcie czymś pożyteczny 22.12.08, 20:59
        > Może coś przygotuj z okazji Świąt i nie produkuj się w tym
        śmiesznym
        > wątku.

        ten watek- to bardzo powazny problem- a ty to trywializujesz..
    • lila1974 Nie macie serca 22.12.08, 20:10
      przecież ja TO będę musiała przeczytac tongue_out
    • dz_iedzic11 To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 19:56
      dzieki tym, które go zalinkowały, poprawiłyście mi humor...
      • annajustyna Re: To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 20:05
        Dlaczego dekady? Oplaca sie czytac w ogole komentarze, bo mnie juz post wprowadzajacy w "intryge" zmeczyl...
        • dz_iedzic11 Re: To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 20:10
          ego dekady?Bo "problem" rozstrzasany przez autorkę jest tak poważny, że niemożliwe, że mogła zrobić to dorosła osoba. Czy warto czytać? Ja się uśmiałam setnie zwłaszcza z komentarzy gryzeldy, uwielbiam jej cięte pióro.
          • baltycki Re: To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 21:14
            Watek jest z poprzedniej dekady, tytuly zostaly juz dawno rozdane.
            Wyciagniecie starocia nie uczyni go nowym.
            A tak w ogole, kawal tego, no.. trolla jestes.
            • pade Re: To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 22:03
              szacunsmile
      • pade Re: To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 20:09
        czym?
        nabijaniem się z kogoś?
      • nangaparbat3 Re: To jest bezapelacyjnie wątek DEKADY 28.02.15, 20:18
        dz_iedzic11 napisała:

        > poprawiłyście mi humor...
        Pewnie - za wywleczenie wątku sprzed lat wylacznie po to, by dokopać autorce, nalezy ci sie tytuł chama dekady. Brawo.
    • mandolinka.bramborova Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 20:50
      Czekaj czekaj.

      Twój mąż ożenił się z tobą, gdy miał 33 lata, więc gdy spotykał się z nią, miał 32-33 lata. Ona była o 5 lat starsza, więc miała 37-38 lat. Ty masz teraz mniej, niż ona wtedy. Czyli masz 36-37 lat.

      I już wydajesz córkę za mąż? (Chodzi mi o wątki o teściach twojej córki, weselu itp.)
      Ty tak młodo urodziłaś, czy córka tak szybko chce się zawinąć z gniazda? Czy może zapomniałaś się przelogować?
      • mandolinka.bramborova Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 20:52
        uuuups, sorry, nie zauważyłam, że to wątek sprzed 7 lat i już myślałam, że zdemaskowałam trolla sad Nikt nie archiwizuje takich staroci?
        • nutka07 Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 21:05
          Jakis czas temu "odarchiwizowali" wszystko smile
          Mozna sie znou wpisywac.
        • echtom Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 21:44
          Ups, też się nabrałam. Muszę uważnie patrzeć na daty smile
          • baltycki Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 21:56
            Nie wiem, jak czesto bywasz,
            nabieraja sie panie piszace czesto,
            podejrzewaja, ze watek rozrosl sie na 400 postow w czasie ich 3-godzinnej nieobecnosci?
    • echtom Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 21:42
      Za długi wątek, żeby czytać cały, więc może autorka lub ktoś inny mi odpowie albo zalinkuje post z odpowiedzią smile Czemu jakaś dawno nieaktualna sprawa sprzed 20 lat nagle wybiła i wzbudziła takie emocje?
      • buuenos Re: Oszustwo własnego syna... 28.02.15, 22:28
        O rany tez dopiero zakumalam,ze watek sprzed latsmile Ale skoro poswiecilam czas to streszcze.
        Dawno, dawno temu zyl sobie mlody ksiaze, piekny, bogaty i prawy. Niestety mial zla matke i ciotke wiedzme, ktore to za jego plecami powziely spisek, zeby wyswatac go ze stara raszpla, z pypciem na nosie,ale mila sercu zlej matki.Ksiaze spotykal sie z raszpla, ale pewnego dnia male, niewinne klamstewko raszpluni ( niezaplacony mandat za przejscie na czerwonym? nie wiadomo) polozylo cien na zaufaniu do przyszlej wybranki.Postanowil ksiaze, miast sie oswiadczac, dac jasny przekaz swiatu o statusie zwiazku,, to skomplikowane". Zla matka ze ,,skaplikowana" knuly a ksiaze w miedzyczasie poznal mloda Bogine Piekna i Plodnosci.Byl slub,chrzciny,bale i przyjecia. AZ po latach okazalo sie ,ze raszpla nie dosc,ze stara to i bezplodna! I brzydka jak noc a pypec na nosie jest wielkosci ego Bogini.Nawet dziatwa ksiazeco-boginiowa chichra po katach,ze takie szpetadlo mialo zamiary na ojca-ksiecia.
        Bogini Z ksieciem zyja dlugo i szczesliwie (bogini wciaz mloda,w przeciwienstwie do raszpli) i jedynym zmartwieniem bogini jest fakt,ze jak sobie pomysli,ze gdyby nie ona to ksiaze pojalby za zone raszple i bylby tak nieszczesliwy, to plakac jej sie chcesad
        • buuenos Streszczenie 28.02.15, 22:38
          buuenos napisała:

          > O rany tez dopiero zakumalam,ze watek sprzed latsmile Ale skoro poswiecilam czas
          > to streszcze.
          > Dawno, dawno temu zyl sobie mlody ksiaze, piekny, bogaty i prawy. Niestety mial
          > zla matke i ciotke wiedzme, ktore to za jego plecami powziely spisek, zeby wys
          > watac go ze stara raszpla, z pypciem na nosie,ale mila sercu zlej matki.Ksiaze
          > spotykal sie z raszpla, ale pewnego dnia male, niewinne klamstewko raszpluni (
          > niezaplacony mandat za przejscie na czerwonym? nie wiadomo) polozylo cien na za
          > ufaniu do przyszlej wybranki.Postanowil ksiaze, miast sie oswiadczac, dac jasny
          > przekaz swiatu o statusie zwiazku,, to skomplikowane". Zla matka ze ,,skapliko
          > wana" knuly a ksiaze w miedzyczasie poznal mloda Bogine Piekna i Plodnosci.Byl
          > slub,chrzciny,bale i przyjecia. AZ po latach okazalo sie ,ze raszpla nie dosc,z
          > e stara to i bezplodna! I brzydka jak noc a pypec na nosie jest wielkosci ego B
          > ogini.Nawet dziatwa ksiazeco-boginiowa chichra po katach,ze takie szpetadlo mia
          > lo zamiary na ojca-ksiecia.
          > Bogini Z ksieciem zyja dlugo i szczesliwie (bogini wciaz mloda,w przeciwienstwi
          > e do raszpli) i jedynym zmartwieniem bogini jest fakt,ze jak sobie pomysli,ze g
          > dyby nie ona to ksiaze pojalby za zone raszple i bylby tak nieszczesliwy, to pl
          > akac jej sie chcesad
          • echtom Re: Streszczenie 01.03.15, 09:46
            Dzięki smile
    • czar_bajry Re: Oszustwo własnego syna... 01.03.15, 01:55
      big_grin azile wątek ślubny twojej córki był lepszy, ale mimo wszystko masz pecha kobieto: wredna teściowa, wredni przyszli teściowie córki...za dużo jak na jedną azilebig_grin
    • kira02 Re: Oszustwo własnego syna... 01.03.15, 08:34
      Tytuł sugeruje, że to syn oszukiwał - tak na marginesie.

      Cyt. "no i może teściowej, bo miałaby synową bardziej zbliżoną do siebie wiekiem." Skoro starsza o 5 lat, to chyba jednak wiek miała bardziej zbliżony do Twojego męża, a nie do teściowej? No, chyba, że teściowa urodziła w wieku 10 lat ;P

      IMHO- intryga grubymi nićmi szyta, w sam raz do pośmiania się w gronie znajomych. Nie widzę powodu do oburzenia - tym bardziej, że Twój mąż chwilę później miał szczęście poznać Ciebie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka