Dodaj do ulubionych

jak żyć z takim balastem

30.01.09, 08:38
niedawno poznałam pewną rodzinę (znajomość dość luźna). Na pierwszy rzut oka
pełnia szczęścia: utalentowana muzycznie córka, ludzie b. zamożni,stosunkowo
młodzi, wysportowani, wypasiony dom, egzotyczne podróże itp.
Potem dowiedziałam się, że kilka lat temu stracili młodsze dziecko. Zmarło
śmiercią tragiczną niemal na ich oczach..
I tak się zastanawiam czy można potem normalnie żyć, cieszyć się tym co się
ma. Czy można chociaż na jeden dzień zapomnieć i stłumić wyrzuty sumienia (bo
dziecko dosłownie zniknęło im z oczu na sekundę), czy to jest możliwe?
Obserwuj wątek
    • marina2 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 08:44
      jednym się udaje innym nie.nie wiesz jak /czy sobie radzi ta rodzina "znajomość dość luźna".
      można na pozór wyglądać tak jak opisujesz a w środku zgliszcza.
      mam nadzieję,że nie oceniasz tych ludzi pt "jak mogli się pozbierać?"
      fakt,że ktoś ma to opisujesz nie znaczy,że tkwi w wiecznej szczęśliwości i równowadze.materia to nie wszystko
      • jestem.mama Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 08:58
        marina2 napisała:
        mam nadzieję,że nie oceniasz tych ludzi pt "jak mogli się pozbierać?"
        > fakt,że ktoś ma to opisujesz nie znaczy,że tkwi w wiecznej szczęśliwości i
        równowadze.materia to nie wszystko

        no, nie zrozumiałaś mnie niestety. Oczywiście, że nie podchodzę do tego w taki
        sposób.Myślę tylko, jak mylące może być odbieranie przez nas innych ludzi.
        Przecież jak ktoś nie wie o tej tragedii, to mógłby nawet z zazdrością mysleć
        jak to im się super w zyciu ułozyło.
        Ja się zastanawiam nad tym, czy mozna po czymś takim normalnie żyć.
        czy da się zapomnieć nawet na jeden dzień i po prostu cieszyć tym co się ma, bez
        wyrzutów sumienia, bezsennych nocy.
        • aetas Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:03
          Bez wyrzutów sumienia i bezsennych nocy pewnie nie
        • gryzelda71 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:04
          jestem.mama napisała:
          > Ja się zastanawiam nad tym, czy mozna po czymś takim normalnie żyć.
          > czy da się zapomnieć nawet na jeden dzień i po prostu cieszyć tym co się ma,
          bez wyrzutów sumienia, bezsennych nocy.

          Można.Jak widać można.I nie znaczy to,że się zapomina.
    • triss_merigold6 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 08:56
      Po pierwsze nie wiesz jak jest naprawdę.
      Po drugie - może zauważyłaś, że mają starsze dziecko? Uprawianie
      nieustannego kultu żałoby po tragicznie zmarłym z całą pewnością nie
      zrobiłby żyjącemu dziecku świetnie.

      Jasne, powinni wszystko rozdać, rzucić prace a potem popełnić
      zbiorowe samobójstwo.
      • asiaiwona_1 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:04
        To, że żyją normalnie nie znaczy że zapomnieli o zmarłym dziecku. Ja
        też jestem mamą aniołka i mimo, że się śmieję, wyjeżdżam na wakacje,
        itp nie znaczy, że zapomniałam o moim Synku. Od jego śmierci nie
        było nawet jednego dnia, żebym o nim nie pomyślała. Ale muszę żyć
        dalej, mam jeszcze jedno dziecko, kolejne w drodze i oni tez
        potrzebują mojej uwagi. A mój synek zawsze będzie w moim sercu i
        zawsze będę o nim myślała. To, że zamknęłabym, się w domu, oddała
        wszystkie "bogactwa" nic by nie zmieniło dla mojego Aniołka. I myślę
        sobie że on by chciał, żebym była szczęśliwa tu na ziemi...
        • jestem.mama asiaiwona_1 30.01.09, 09:13
          pięknie to opisałaś..
    • aetas Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:01
      Można żyć z każdym balastem, jak się okazuje, człowiek jest w stanie
      dostosować sie do każdej sytuacji i z każdej się w mniejszym lub
      większym stopniu pozbierać. Właściwie nic nie wiem o tej rodzinie,
      Ty też niewiele, więc nie wiesz, jak naprawde im się - wobec tego,
      co sie stało - żyje.
      Zewnętrzne warunki to tylko obudowa, postronnemu obserwatorowi do
      wyobrażenia pasowałoby raczej widzieć ich we włosiennicach, ale w
      końcu trzeba dalej żyć (nikomu nie życzę, żeby życie zmusiło go do
      zbierania sie po takiej traumie!), zwłaszcza że mają drugie dziecko,
      któremu również chcieliby zapewnić normalne - na ile to możliwe -
      życie.
      Tak naprawdę nikt z nas nie wie, jak im się z tym żyje, i się nie
      dowie raczej...
      • czar_bajry Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:11
        nie wiem i nie chcę wiedzieć.
    • madameblanka Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:31
      może to sa zagorzali katolicy i głęboko wierzą że Bog ją zawezwał i że niedługo
      się z nią spotkają. I wszyscy będą szczęśliwi ble ble ble. Wał wie jak do tego
      podchodzą. Może płaczą nocami, a podróże, dom i ten styl życia po to żeby
      zapomnieć /tzn nie przezywać/.
      • asia_i_p Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:38
        Nie tylko katolicy wierzą w życie pozagrobowe.
        Wydaje mi się, że jeśli się w pełni przeżyje żałobę, to potem można
        już żyć pełnią życia, choć przez cały czas się pamięta o stracie.
      • gryzelda71 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:40
        A może po prostu normalnie żyją.Nie mogą cofnąć czasu i pewnie zdają sobie z
        tego sprawę więc nie analizują przez resztę życia co mogliby zrobić,a czego nie
        zrobili.
        Nie muszą się też ze swoim smutkiem obnosić,bo to ich sprawa.
    • na_pustyni Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 09:49
      Napisałaś, że to luźna znajomość, ale wiesz o tragedii, która ich spotkała. Może
      warto zastanowić się nad rozmową? Nie chcę absolutnie teraz urazić rodziców,
      którzy stracili dziecko.. Mam znajomych (dobrych), którzy stracili synka i oni
      nie lubią omijania tematu jego śmierci. Przeczytaj:
      www.dlaczego.org.pl/d/index.php?option=com_content&task=view&id=81&Itemid=25
      • jestem.mama na_pustyni 30.01.09, 10:23
        wiersz o słoniu bardzo mocny... nie mogę tego czytać, te zdjęcia dzieci...
        Jestem w pracy, ledwo trzymam łzy..

        nie umiałabym chyba rozpocząć takiej rozmowy.
      • sanciasancia Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 11:57
        Ludzie są różni.
        Ja nie lubię rozmawiać o śmierci mojej córki, a jakby ktoś kogo właśnie poznałam
        chciał to ze mną omówić, to mógłby nie ujść cało.
        Jeżeli ktoś ma potrzebę rozmowy o takich przeżyciach, sam ją zacznie. Wpychanie
        się z usyfionymi walonkami w cudze życie nie jest dobrym pomysłem.
        A do wątkotwórczyni.
        Ja to rozumiem tak - ludzie mają jeszcze jedno dziecko i ich moralnym
        obowiązkiem jest zapewnić mu miłość, otoczyć je opieką, wychować je - jednym
        słowem - stworzyć dla niego normalną rodzinę, na tyle na ile się da po takich
        doświadczeniach. I chwała im za to, że się starają, a jeżeli do tego im
        wychodzi, tym lepiej. Poza tym każda rodzina po takich przeżyciach jest
        naruszona w posadach (patrz wątek dragicy) i dochodzi powoli do jakiegoś stanu
        równowagi - mniej lub bardziej chwiejnego.
        To zapewne jest ich stan równowagi, lepiej go nie burzyć.
        Moja pierwsza córka umarła i było to wydarzenie całkowicie bez sensu - urodziła
        się dziewczynka z letalną wadą genetyczną i do momentu diagnozy utrzymywano ją
        przy życiu, a potem (zgodnie zresztą z naszą wolą) odłączono. I było to bez
        sensu, całkowicie negatywne (jak się nie ma gałek ocznych nie można na mamę
        nawet popatrzeć, żeby mogła powiedzieć, że widok tych błękitnych oczu...) i
        destrukcyjne. Dość długo dochodziłam do siebie, za bardzo nie pamiętam jednego
        roku życia, oprócz tego, że byłam powiedzmy delikatnie dość agresywna, a mój mąż
        właśnie wychodzi z PTSD.
        Teraz oczekujemy drugiego dziecka i szybko jej nie powiemy, że miała starszą
        siostrę, bo nie widzimy sensu obarczania jej tym brzemieniem. Naprawdę
        wystarczy, że my je nosimy.
        • kiovec [...] 09.02.09, 15:18
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • listopadowa31 Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 16:12
            Twoja podłość chyba nie zna granic.
    • lola211 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 10:03
      Taka tragedia z pewnoscia zostawia trwały slad.Ale zyc trzeba i z
      tego zycia tez sie trzeba cieszyc.Duzo zalezy od psychicznej
      wytrzymalosci.

      >Czy można chociaż na jeden dzień zapomnieć

      Pochowalam swoje pierworodne dziecko, 12 lat temu.Na co dzien wiode
      normalne zycie,czasem tylko dopada mnie chandra i wspomnienia.Na co
      dzien nie mysle non stop o tej smierci, prawda jest, ze czas leczy
      rany.

      Niedawno dowiedzialam sie, ze moja bratowa kilkanascie lat temu
      stracila 2 dzieci, 2-3 letnich- zaczadziły sie.Nie lubie jej,
      jednoczesnie zas az boje sie myslec, co ona musiala przezywac.
    • magda762 Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 10:45
      Poczytałam co piszecie i wiecie co, tak mnie naszło, że człowiek
      przeżyje wszystko, dosłownie. Beznadziejne stworzenie, gdzie
      instynkt zamozachowawczy jest najsilniejszy. Pewnie jakieś
      uzasadnienie to ma, typu: geny...
      Tylko bez głupoch tekst: ja nikogo nie oceniam. To tylko taka luźna
      uwaga.
      • rybka.marcowa Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 11:01
        Moja dobra koleżanka parę lat temu pochowała 2 letnia córkę.
        Jechały obie,ona prowadziła....Wypadek hm..z jej winy(wymusiła).
        Jej nic,dziecko zmarło na miejscu.
        Dziś maja syna,ładny dom,są przed 30-stką-żyja zdawałoby się normalnie.Pierwsze
        dwa lata była na lekach,mąż chciał ją zostawić-z tego co wiem przetrwała tylko
        dzięki temu ża ma wspaniała rodzinę.
        Za córka tęskni ogromnie ale dzięki opiece mądrego księdza(wierząca bardzo)
        uporała się z poczuciem winy.
        Patrząc dzis na nich widac normalna rodzinę,ale nikt do końca nie wie co
        przeżyła(i przeżywa),tak że byłabym ostrożna w ocenianiu takich sytuacji.
        • dragica Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 11:43
          W czerwcu 2005 roku urodzilam martwego synka,Maly umarl kilka godzin
          przed cc.Teraz,po 3 latach,ja zyje prawie normalnie-4 miesiace temu
          urodzila sie moja corka.Zeby moc zyc mniej wiecej normlanie musialam
          przejsc przez koszmar-separacje z mezem,stracenie pracy,wizyty u
          psychiatry,nieudana probe samobojcza...Pierwszych 3 miesiecy po
          smierci Malego nie pamietam,potem bylo jeszcze gorzej.
          nauczylam sie zyc z tym bolem,prweie codziennie mysle o moim
          Synu,jaki by dzisiaj byl,co by umial...
          Zaakceptowalam fakt,ze mojego pierwszego dziecka nie ma.To strasznie
          boli,ale naprwde trzeba nauczyc sie z tym zyc.
      • dragica Re: Magda 30.01.09, 11:44
        Samobojstwo po smierci dziedka nie jest rozwiazaniem
        problemu,szczegolnie,jesli osieroceni rodzice maja starsze dzieci.
        • sanciasancia Re: Magda 10.02.09, 12:29
          Albo rodziców i męża, którzy i tak ciężko przeżyli całą sytuację.
    • deela Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 14:07
      mozna bo trzeba
      zycie w zalobie niczego nie zmieni, zreszta moze juz odbyli swoja zalobe? skad
      wiesz? nie bylo cie tam....
    • mama-maxa Re: jak żyć z takim balastem 30.01.09, 14:17
      nie wiem i mam nadzieję, że nigdy się nie dowiemuncertain
    • kominiek Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 10:55
      nie wiem, ale skoro im sie udało to chyba tak.
    • jurek.powiatowy Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 11:00
      Wszystko zależy od przepracowanej żałoby. Wszystko jest możliwe, choc czasem
      potrzebna jest interwencja specjalisty.
    • lubie_gazete Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 11:01
      jestem.mama napisała:

      > niedawno poznałam pewną rodzinę (znajomość dość luźna). Na pierwszy rzut oka
      > pełnia szczęścia: utalentowana muzycznie córka, ludzie b. zamożni,stosunkowo
      > młodzi, wysportowani, wypasiony dom, egzotyczne podróże itp.
      > Potem dowiedziałam się, że kilka lat temu stracili młodsze dziecko. Zmarło
      > śmiercią tragiczną niemal na ich oczach..
      > I tak się zastanawiam czy można potem normalnie żyć, cieszyć się tym co się
      > ma. Czy można chociaż na jeden dzień zapomnieć i stłumić wyrzuty sumienia (bo
      > dziecko dosłownie zniknęło im z oczu na sekundę), czy to jest możliwe


      Jak "miło",że tacy państwo idealni (wypasiony dom,pewnie lepszy od Twojego M-2 w
      bloku na Pradze),z utalentowanym dzieckiem (nie to co Twój ledwo przeciętny
      Jasiu tongue_out ),młodzi i wysportowani (pewnie też tutaj lepsi od Ciebie) mają takiego
      zonka,co?
      Ech,baby uncertain
      Naprawdę Was nie rozumiem,Waszej zazdrości,ale oooo...."jaka jednak
      niespodzianka,los jednak sprawiedliwy,dziecko im umarło,hehe,wiedziałam,że to
      wszystko zbyt piękne by mogło być prawdziwe"
      • czar_bajry Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 11:07
        Sądzę że zapomnieć się nie da ale żyć trzebasad
      • jestem.mama Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 11:11
        lubie_gazete napisał:
        > Jak "miło",że tacy państwo idealni (wypasiony dom,pewnie lepszy od Twojego M-2
        > w
        > bloku na Pradze),z utalentowanym dzieckiem (nie to co Twój ledwo przeciętny
        > Jasiu tongue_out ),młodzi i wysportowani (pewnie też tutaj lepsi od Ciebie) mają takieg
        > o
        > zonka,co?
        > Ech,baby uncertain
        > Naprawdę Was nie rozumiem,Waszej zazdrości,ale oooo...."jaka jednak
        > niespodzianka,los jednak sprawiedliwy,dziecko im umarło,hehe,wiedziałam,że to
        > wszystko zbyt piękne by mogło być prawdziwe"

        chciałbyś mnie sprowokować, ale ci się nie uda drogi trollu
        • anusiaczek87 Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 12:20
          dlatego właśnie podziwiam moją teściową... jej pierwsze dziecko
          umarło mając niewiele ponad roczek- miało guza w brzuszku... nawet
          nie próbuję sobie wyobrazić jak cierpiała.. ale życie potoczyło się
          dalej, gdzieś 1-2 lata później urodziła kolejne dziecko, a potem
          kolejne... Marzenkę wspomina do dziś, pamięta o jej urodzinach i jej
          odejściu, choć od jej śmierci minęło ponad 30 lat... ale nie jest
          pogrążona w smutku, bo ma jeszcze czwórkę dzieci, które również
          potrzebują jej uwagi
    • racheela Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 13:25
      myslałam, że to Ty straciłaś dziecko i szukasz pomocy, pocieszenia,
      zrozumienia...ale nie...więc po co to takie pytanie???? z ciekawości? jesteś
      ciekawa jak cierpią ludzie, którzy stracili to co dla nich najcenniejsze? Życzę
      ci, abyś nigdy się tego nie dowiedziała....a na razie idź po rozum do głowy i
      nie męcz ludzi, którzy cierpią, a przez przypadek mogą trafić na ten wątek!!!
      • uruk.hai Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 17:02
        Mam podobne wrażenie jak 'lubie_gazete'. Zastanawiam się jaki problem chce
        rozwiązać autorka wątku??? I niestety nasuwa mi sie skojarzenie , że to
        podświadoma satysfakcja, że "oni maja wszystko, ja muszę sie borykać z
        problemami materialnymi, ale ... jest sprawiedliwość na świecie"... Ludzie jako
        tako poradzili sobie po tragedii. A powinni ubierać się na czarno i lamentować.
        Do tego śmią jeszcze cieszyć się zyciem!! Skandal!!!
        • umasumak Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 17:25
          Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, żeby tak odczytać intencję autorki wątku.
          • gabrielle76 Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 17:38
            dokładnie, nie sadze ze autorka miała cos tak paskudnego na mysli
            • cubitus12 Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 18:33
              a ja powiem tak. Jak miała na myśli coś takiego, to sie ze wstydu
              spala i tak ... a jesli po prostu wiecej chce sie dowiedziec z
              dobrego serca, to chwała jej za to. Nie wszyscy chca. Wiem niestety
              z własnego doswiadczenia.

        • jestem.mama Re: jak żyć z takim balastem 10.02.09, 08:32
          uruk.hai napisała:

          > Mam podobne wrażenie jak 'lubie_gazete'. Zastanawiam się jaki problem chce
          > rozwiązać autorka wątku??? I niestety nasuwa mi sie skojarzenie , że to
          > podświadoma satysfakcja, że "oni maja wszystko, ja muszę sie borykać z
          > problemami materialnymi, ale ... jest sprawiedliwość na świecie"... Ludzie jako
          > tako poradzili sobie po tragedii. A powinni ubierać się na czarno i lamentować.
          > Do tego śmią jeszcze cieszyć się zyciem!! Skandal!!!


          wyobraź sobie, że trafiłaś jak kulą w płot. Ani się nie borykam z problemami
          materialnymi, ani nie szukam "sprawiedliwości" na świecie. Winny się tłumaczy,
          więc ja przed stadem wron z emamy tym bardziej tłumaczyć się nie będę.
          Ale trzeba być wyjątkowo wrednym, żeby w ten sposób odczytać moje intencje.
      • jestem.mama Re: jak żyć z takim balastem 12.02.09, 10:02
        racheela napisała:

        > myslałam, że to Ty straciłaś dziecko i szukasz pomocy, pocieszenia,
        > zrozumienia...ale nie...więc po co to takie pytanie???? z ciekawości? jesteś
        > ciekawa jak cierpią ludzie, którzy stracili to co dla nich najcenniejsze? Życzę
        > ci, abyś nigdy się tego nie dowiedziała....a na razie idź po rozum do głowy i
        > nie męcz ludzi, którzy cierpią, a przez przypadek mogą trafić na ten wątek!!!

        to Ty idź po rozum po głowy, zanim kolejną głupotę napiszesz. Chyba większość z
        was próbuje własne kompleksy leczyć wyżywając się na innych. Historia tych ludzi
        ogromnie mnie poruszyła, nie mogłam długo dojść do siebie kiedy się o tym
        dowiedziałam. A durne internetowe sępy przypisują mi zazdrość, wścibstwo i
        włażenie z buciorami w życie innych. Po prostu ręce opadają. Szkoda klawiatury
        na dyskusje z wami...
    • kol.3 Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 18:18
      Osobiście nie lubię takiego dywagowania i wtrącania się do cudzego
      życia. Masz ochotę pogmerać komuś paluchem w ranie?
      O śmierci dziecka zapomnieć się nie da, nie należy też nikogo
      obarczać winą za śmierć nie znając sprawy. Ludziom to tak łatwo
      przychodzi, a ich chamstwo nie zna granic. Skąd wiesz jak było?
      Luźna znajomość z nowo poznanymi ludźmi, a już o nich wszystko wiesz
      i już ich podsumowujesz.
      Stanowczo odradzam rozpoczynanie rozmowy na temat śmierci ich
      dziecka.
      Kiedy moje pierwsze dziecko zmarło na raka, krótko po pogrzebie,
      zaczepiła mnie sąsiadka z bloku obok(znałam z widzenia) i
      powiedziala lekkim tonem: "Słyszałam, że pani dziecko umarło,
      podobno się zadławiło tabletką , bo się pani nie chciało jej
      rozgnieść". Ciekawe od kogo ona się tego dowiedziała, pewnie tak
      samo jak Ty.
      • jestem.mama Re: jak żyć z takim balastem 10.02.09, 08:38
        kol.3 napisała:

        > Osobiście nie lubię takiego dywagowania i wtrącania się do cudzego
        > życia. Masz ochotę pogmerać komuś paluchem w ranie?> O śmierci dziecka
        zapomnieć się nie da, nie należy też nikogo
        > obarczać winą za śmierć nie znając sprawy. Ludziom to tak łatwo
        > przychodzi, a ich chamstwo nie zna granic. Skąd wiesz jak było?
        > Luźna znajomość z nowo poznanymi ludźmi, a już o nich wszystko wiesz
        > i już ich podsumowujesz.

        Komu gmeram paluchem w ranie? Kogo podsumowuje?? Kogo obarczam winą za śmierć???
        To po prostu niewyobrażalne, jakie głupoty wypisujecie, nie zważając na czyjeś
        odczucia
        • lubie_gazete Re: jak żyć z takim balastem 10.02.09, 09:33
          "Kogo podsumowuję? Kogo obarczam winą za śmierć"

          A tutaj (cytat z Twojego pierwszego postu):

          "Czy można chociaż na jeden dzień zapomnieć i stłumić wyrzuty sumienia (bo
          dziecko dosłownie zniknęło im z oczu na sekundę), czy to jest możliwe?"

          Nie pamiętasz już co pisałaś? Jak się kogoś nie obarcza za śmierć to nie pisze
          się o wyrzutach sumienia.
          • umasumak Re: jak żyć z takim balastem 10.02.09, 12:26
            E tam, pitolicie kolego. To samo czytaliśmy - ja zinterpretowałam zupełnie inaczej.
    • agab51 Re: jak żyć z takim balastem 09.02.09, 22:15

      chcesz wiedzieć jak to jest?, to jakby umarła ciebie część a ty musisz żyć
      nie da się zapomnieć
      wyrzutów sumienia nie da się zagłuszyć, poczucie winy może tkwić głęboko
      ale mozna nauczyć się z "takim balastem" żyć, pracować, awansować, chodzić do
      kina, uczyć drugie dziecko jeździć na łyżwach czy oglądać z mężem komedie
      śmiejąc się do łez,
      są dni, gdy się tylko trochę myśli, a do wspomnień można się wtedy uśmiechnąć: a
      pamiętasz, jak bylismy tu i tu jak było wesoło/ miło / radośnie/ normalnie!, a
      są dni gdy się wyje z bólu i rozpaczy. te gorsze chwile nie są wcale na
      cmenatrzu, przeciwnie- w pokoju dziecięcym, gdy wpadnie w rękę zabawka, ciuszek,
      za kanapą odnajdzie się dawno zapomniany kapeć, gdy nikt nie widzi...
      nasze życie od pewnego czasu jest po prostu inne...
      • jawnuta7 Re: jak żyć z takim balastem 10.02.09, 08:47
        Co może powiedzieć na ten temat osoba, która nie zna bólu cierpienia po stracie
        najbliższej sercu istoty.
        To co napisała agab51 wzrusza i oczy same zachodzą mgłą.
        Mam prośbę niech wypowiadają się ci, którzy mają coś do powiedzenia w danym
        temacie. A dywagacje zostawmy na inny temat.
      • jestem.mama agab51 12.02.09, 09:54
        ogromnie mi przykro...

        Ja teraz jak spotykam czasem tą kobietę, to aż serce mi się ściska.. Podziwiam
        ich ogromnie za hart ducha i tak ogromnie im współczuję. Wiem, że nigdy ten
        temat nie zostanie między nami poruszony.. Ale faktycznie, - jak w wierszu wyżej
        - nie można udawać, że w pokoju nie ma słonia..
    • tato69 Re: jak żyć z takim balastem 12.02.09, 09:40
      Doświadczyłem śmierci mojego pierwszego dziecka. Doświadczyłem ograniczenia kontaktu z drugim dzieckiem przez jego matkę. Oba przeżycia to trauma dla ojca. I mówcie co chcecie. Ja wiem swoje. Nie każdy facet to zimny drań, a każda kobieta użyje swojego dziecka jako karty przetargowej, żeby tylko dokopać jego ojcu. A jak wiadomo, jak ktoś kocha swoje dziecko, to najłatwiej go zranić. A że przy okazji cierpi dziecko?? Kogo to interesuje??


      -------------------------------------------------------------
      Pierwszego syna zabrał mi "bóg", drugiego żona.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka