alfa36
07.06.09, 20:34
Tydzien temu nie poszłam z mężem na urodziny jego chrześniaczki
(takie nieproszone urodziny, tradycyjnie chodzimy zanieśc prezent).
Uszykowalam prezent (zawsze to robię), ale nie poszlam, bo małż
zdenerwowal mnie dokładając do książki (ktorą kupilam na prezent)
jeszcze pieniądze (a nie przelewa się nam ostatnio). To moje
niepójscie wyszlo bardzo spontanicznie, małż nie tłumaczyl mi swojej
decyzji (on z takich co zawsze mają rację), nie prosił, itp. (zawsze
postępuje na zasadzie: nie chcesz to nie...)No i dziś usłyszalam, że
na święto Bożego Ciała do mojej siostry (planowane od dawna, siostra
wielokrotnie zapraszala)mogę sobie jechac sama, on się nie ruszy, bo
ja nie poszlam z nim na urodziny. Co zrobić? Jechać sama? Prosic,
żeby jednak jechal ze mną (trudne do zrobienia, on uparty...., no i
niby dlaczego mam prosić...). Przekonac siostrę, żeby przyjechala do
nas? Mam wrażenie, że małż postępuje jak rozkapryszone dziecko (choć
może ja niezamierzenie też tak postąpilam tydzien temu). Co myślicie?