somebody1234
29.07.09, 18:35
Hejka
Muszę się wygadać...nie wiem może ja mam jakieś wypaczone pojęcie o pewnych
rzeczach ale jest mi cholernie przykro...
Mam młodszego brata , jakoś zawsze tak było że brat miał fory u mamy, zawsze
był "nieszczęśliwy" "chory" zawsze miał pod tzw górę (głównie twierdził tak on
oraz moja matka).
W każdym razie brat z narzeczoną kupił mieszkanie, najpierw były korowody że
nie ma kasy ze to że tamto a w końcu okazało się że właściwie ma 80% wartości
mieszkania...oczywiście zrzucili się rodzice obu stron no i rzekomo sami mieli
odłożone pieniądze jak się okazało sporą sumkę dostali od mojej matki (miała
być tajemnica przede mną ale jakoś się wydało) kurde zrobiło mi się cholernie
przykro.
Bo jakoś jak ja kupowałam mieszkanie to matka mnie nie spytała czy by się nie
dołożyć , zresztą jakoś nigdy ją nie obchodziło czy mam za co żyć, czy mam się
w co ubrać itp ( w sumie może nie jej problem ale skoro pyta mojego brata to
mogłaby i zapytać mnie) jak byłam na studiach to dostawałam od niej głodowe
racje (autentycznie ) bo moja matka twierdziła że da się za 300 zł miesięcznie
przeżyć (a było to całkiem niedawno), natomiast brat mój dostawał najniższą
krajową (bo starsza uważała że właśnie tyle powinien dostawać ) plus opłacała
mu akademik i co tydzień woziła paczki żywnościowe (więc kasę miał właściwie
na tzw drobne wydatki.
No kurde nie wiem smutno mi się zrobiło, jakoś tak...że właściwie jest nas
dwoje a jakby jedno było...ech