Dodaj do ulubionych

jest mi przykro...

29.07.09, 18:35
Hejka
Muszę się wygadać...nie wiem może ja mam jakieś wypaczone pojęcie o pewnych
rzeczach ale jest mi cholernie przykro...
Mam młodszego brata , jakoś zawsze tak było że brat miał fory u mamy, zawsze
był "nieszczęśliwy" "chory" zawsze miał pod tzw górę (głównie twierdził tak on
oraz moja matka).
W każdym razie brat z narzeczoną kupił mieszkanie, najpierw były korowody że
nie ma kasy ze to że tamto a w końcu okazało się że właściwie ma 80% wartości
mieszkania...oczywiście zrzucili się rodzice obu stron no i rzekomo sami mieli
odłożone pieniądze jak się okazało sporą sumkę dostali od mojej matki (miała
być tajemnica przede mną ale jakoś się wydało) kurde zrobiło mi się cholernie
przykro.
Bo jakoś jak ja kupowałam mieszkanie to matka mnie nie spytała czy by się nie
dołożyć , zresztą jakoś nigdy ją nie obchodziło czy mam za co żyć, czy mam się
w co ubrać itp ( w sumie może nie jej problem ale skoro pyta mojego brata to
mogłaby i zapytać mnie) jak byłam na studiach to dostawałam od niej głodowe
racje (autentycznie ) bo moja matka twierdziła że da się za 300 zł miesięcznie
przeżyć (a było to całkiem niedawno), natomiast brat mój dostawał najniższą
krajową (bo starsza uważała że właśnie tyle powinien dostawać ) plus opłacała
mu akademik i co tydzień woziła paczki żywnościowe (więc kasę miał właściwie
na tzw drobne wydatki.
No kurde nie wiem smutno mi się zrobiło, jakoś tak...że właściwie jest nas
dwoje a jakby jedno było...ech
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Nie dziwię się, że ci przykro 29.07.09, 18:46
      Pomyśl sobie jednak, że przynajmniej nikt ci nie powie, że to nie sobie wszystko
      zawdzięczasz.
      • somebody1234 Re: Nie dziwię się, że ci przykro 29.07.09, 18:50
        no może i tak ale jakoś sobie myślę że smutno mi że tak jest, mało tego często
        matka się na mnie obraża o to że np ni finansuję brata (chociaż on sam dobrze
        zarabia i jego laska również) ale np zrobiła mi awanturę że kupuję sobie
        samochód chociaż jeden już mam (prawie 15 letniego rzęcha) zamiast dać bratu na
        mieszkanie...
        • marzeka1 Re: Nie dziwię się, że ci przykro 29.07.09, 18:53
          Też nie dziwię się, że masz żal, matka -tak bardzo różnicując dzieci- wyrządza
          im krzywdę- ty masz poczucie krzywdy, brat- będzie miał kłopoty z odpępowieniem.
          Za to masz teraz dobry tekst na wszelkie wtrącanie matki w twoje finanse: mamo,
          czy ja rozliczam cię, że tyle pieniędzy dałaś bratu na mieszkanie, w sytuacji,
          gdy ja nic nie dostałam???

          "ale np zrobiła mi awanturę że kupuję sobie
          > samochód chociaż jeden już mam (prawie 15 letniego rzęcha) zamiast dać bratu na
          > mieszkanie..."- i co? Pozwoliłaś sobie taką awanturę zrobić?
        • zuzanka79 Re: Nie dziwię się, że ci przykro 29.07.09, 18:57
          somebody1234 napisała:

          > matka się na mnie obraża o to że np ni finansuję brata (chociaż on
          sam dobrze
          > zarabia i jego laska również) ale np zrobiła mi awanturę że kupuję
          sobie
          > samochód chociaż jeden już mam (prawie 15 letniego rzęcha) zamiast
          dać bratu na
          > mieszkanie...

          A dlaczego masz dać bratu na mieszkanie, wystarczy, że ona dała. Jak
          wywnioskowałam obydwoje ( ty i brat) jesteście dorośli i każdy ma
          swoje życie. Każdy pracuje i zarabia dla siebie i wydaje tak jak
          chce. Nawet gdyby u ciebie na podjeździe stały trzy twoje samochody -
          nikomu nic do tego. Przecież ich nieukrałaś tongue_out I tyle.
        • hipotamica coooooooooo??? 31.07.09, 13:01
          Czytam cię i czytam i nie mogę kopary z gleby pozbierać... Tobie
          jest przykro? Szlag by mnie trafił na miejscu! Pasożyt zassany na
          rodzicach, rodziców już wyssał a teraz szuka nowego żywiciela? Nie
          daj się. Trzymam kciuki!
    • elegia Re: jest mi przykro... 29.07.09, 18:56
      to bardzo smutne i przykre! niestety czeste w naszym spoleczenstwie. w przypadku mojej znajomej jest tak samo, mamusia kupila synkowi mieszkanie a coreczka musi wynajmowac etc.
      przy czym jak trzeba cos zalatwic dla mamusi to tylko do coreczki bo synek jest zawsze zajetysmile
      z czego to wynika?...moim zdaniem duza liczba kobiet jest nieszczesliwa w zwiazkach, przelewa wszystko na dzieci ( czesto synow) a corka jako kobieta musi poczuc przez co przechodzila mamusia...
      • somebody1234 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 19:07
        MOże i tak jest że to jakaś frustracja wynikająca ze związku (raczej rodzice moi
        małżeństwem szczęśliwym nie są) często zresztą moja mama krytykowała mojego męża
        i czepiała się naprawdę śmiesznych rzeczy tylko że jak się czepia mnie to ja się
        przejmuję a mój chłop wali prosto z mostu że jakby nie mamusi sprawa więc
        starsza odpuściła...
        • bi_scotti Re: jest mi przykro... 29.07.09, 19:30
          Ogranicz kontakty z mama do kartek na swieta i imieniny tudziez
          wielkie imprezy rodzinne typu slub kuzynki z Zawiercia. Poza tym
          ograniczaj jakiekolwiek rozmowy czy spotkania do minimum, bo postawa
          mamy sie nie zmieni a tylko w Tobie bedzie przybywac wiecej zalu i
          goryczy. Po co? Lepiej sie odciac i cieszyc sie swoim zyciem z
          fajnym mezem i wlasna, przez siebie zalozona, rodzina. A brat
          jeszcze po uszach od zycia dostanie, bo tak to juz bywa, ze kazdy
          predzej czy pozniej od losu oberwie. C'est la vie wink
          • frisky2 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 19:40
            A ja sobie mysle, ze pieniądze nie moje (moich rodzicow) są nie moje i nie moja
            sprawa kto na co je wydaje. Rozumiem, że jak się pomysli, że bratu dają więcej,
            to trochę przykro. Ale z drugiej strony - to ich sprawa. Ja nie wnikam na co i
            komu moi rodzice wydają pieniądze.
            • bi_scotti Re: jest mi przykro... 29.07.09, 20:11
              frisky2 napisała:

              > A ja sobie mysle, ze pieniądze nie moje (moich rodzicow) są nie
              moje i nie moja
              > sprawa kto na co je wydaje. Rozumiem, że jak się pomysli, że bratu
              dają więcej,
              > to trochę przykro. Ale z drugiej strony - to ich sprawa. Ja nie
              wnikam na co i
              > komu moi rodzice wydają pieniądze.

              I to jest bardzo sluszna postawa tak dlugo jak rodzice (matka) nie
              oczekuja od starszej siostry, ze bedzie wspierac finansowo mlodszego
              brata z uszczerbkiem dla Jej wlasnego komfortu i bezpieczenstwa
              (przyklad 15-letniego samochodu powyzej). Gdy oboje brat i siostra
              sa dorosli i zadne nie jest niepelnosprawne, nie ma zadnego powodu
              by matka stawiala takie oczekiwania. To, ze sama chce synowi pomoc,
              to jest oczywiscie Jej niezbywalne prawo i wolna wola, ale
              zatruwanie przy okazji zycia corce juz w porzadku nie jest i dla
              corki lepiej bedzie kontakty z mama minimalizowac.
              • somebody1234 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 20:22
                No tak tylko ja mam jakiś problem z takim odizolowaniem się od matki , nie wiem
                czemu jakoś wydaje mi się że to w końcu matka i cięzko mi tak postawić sprawę na
                ostrzu noża i mocno ograniczyć stosunki, druga sprawa że moja matka jest z tych
                mega toksycznych , no i trzecia jest w tym wszystkim jeszcze ojciec, więc ciężko
                odwiedzac ojca i udawac że sie starszej nie zauważa...tym bardziej że mieszakamy
                w innym mieście i z reguły wizyta moje trwają parę dni ...
                • zuzanka79 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 20:28
                  A nie można po prostu powiedzieć: Mamo to są MOJE pieniądze. I tak,
                  jak ja nie isteresuję się twoimi tak proszę nie interesuj się moimi
                  (pieniędzmi, życiem itd). To się nazywa asertywność smile
                  • somebody1234 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 20:33
                    zuzanka79 napisała:

                    > A nie można po prostu powiedzieć: Mamo to są MOJE pieniądze. I tak,
                    > jak ja nie isteresuję się twoimi tak proszę nie interesuj się moimi
                    > (pieniędzmi, życiem itd). To się nazywa asertywność smile

                    Można tylko do mojej mamy to jakby nie dociera, tzn tak według mojej matki
                    powinnam chodzić w jednych ciuchach (bo jak ona twierdzi ona sobie nie kupuje
                    nic więc ja tez nie powinnam), jak kupiłam sobie fajny grający sprzęt o którym
                    marzyłam i na który cięzko zapracowałam to stwierdziła że ona haruje a ja sobie
                    kasę wydaję na głupoty zamiast oszczędzać , ale ja za swoje kupiłam i od niej
                    kas nie proszę i nie prosiłam...
                    • marzeka1 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 20:44
                      Kobieto, masz toksyczną w reakcjach matkę i tylko spotykając się i słuchając jej
                      gadania, dołujesz się. Ona się nie zmieni, tylko ty możesz zmienić swoje do niej
                      nastawienie. I założę się,że na starość (jej) to ty będziesz ta, która ma
                      sprawować opiekę (bo córka), a szanowny braciszek wypnie się na mamunię.
                      Zrozum, póki wyraźnie nie postawisz granicy, że ma się do twoich wydatków i
                      finansów nie mieszać, będziesz miała takie jazdy i będziesz przeżywać,jak sobie
                      coś kupicie, bo "co mamunia powie". A mamunia z lekka toksyczna.
                      • lady_nina Re: jest mi przykro... 31.07.09, 13:30
                        powtorze za marzeka, zeby sie wyrylo - masz TOKSYCZNA matke! Tobie
                        jest przykro? Ty sie przejmujesz? w sytuacjach, ktore przytoczylas,
                        jedyna osoba, ktorej powinno byc przykro jest twoja matka i to ona
                        powinna Cie przepraszac za swoje zachowanie.

                        > jak się czepia mnie to ja się przejmuję a mój chłop wali prosto z
                        > mostu że jakby nie mamusi sprawa więc starsza odpuściła...

                        i rob to samo co chlop! asertywnosc to podstawa w stosunkach z
                        osobami toksycznymi. wal prosto z mostu, ze sobie nie zyczysz
                        wtracania sie w swoje zycie, dysponowania Twoimi finansami i
                        krytykowania Twojego postepowania. matka sie z Toba nie szczypie (i
                        nigdy nie szczypala), dlaczego Ty masz opory?
                • princess_yoyo Re: jest mi przykro... 29.07.09, 23:23
                  jest w tym wszystkim jeszcze ojciec, więc ciężk
                  > o
                  > odwiedzac ojca i udawac że sie starszej nie zauważa...tym bardziej
                  że mieszakam
                  > y
                  > w innym mieście i z reguły wizyta moje trwają parę dni ...

                  ale to jest jedyny sposob, jak mame zaczniesz traktowac z dystansem,
                  ograniczajac stosunki do minimum, nawet jak przyjezdzasz z wizyta to
                  moze sie kobieta opamieta (musisz tylko byc konsekwentna, zadnego
                  uginania sie pod szantazem emocjonalnym) a jak sie nie opamieta to
                  tym gorzej dla niej. moge sie zalozyc ze zacznie wtedy gledzic za
                  uszami twojemu bratu i jego tez wyalienuje. niektorzy ludzie musza
                  sie uczyc na wlasnych bledach, a na nauke nigdy sie nie jest za
                  starymsmile
            • aurita Re: jest mi przykro... 29.07.09, 20:40
              owszem ale znajac zycie to brat stara matka sie nia nie zajmie (no bo biedny i
              wogole) i na kogo spadnie obowiazek?

              Moja prababcia wydziedziczyla mojego dziadka i reszte licznych dzieci na korzysc
              jednej ukochanej coreczki w ktora wszystko pchala: zgadnijcie gdzie spedzila
              ostatnie chwile?
              Jestem jedynaczka i mam jedno dziecko i zupelnie nie rozumiem jak mozna tak
              faworyzowac jedno dziecko kosztem drugiego..
              • somebody1234 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 21:39
                No cóż może macie rację, zresztą podobną radę dał mi psycholog, nie brać do
                głowy gadania matki, ale jakoś kurde nie potrafię, chociaż z roku na rok coraz
                bardziej jestem asertywna w stosunku do niej i jej pomysłów...
                • marzeka1 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 21:55
                  "ale jakoś kurde nie potrafię, "- TO SIĘ NAUCZ, bo warto.Ogranicz kontakty do
                  niezbędnego minimum, nie opowiadaj jej o tym, co kupisz/kupiłaś, w ogóle
                  problemu pieniędzy przy niej nie poruszaj. Ona się NIE ZMIENI, ty musisz zmienić
                  swoje nastawienie.
            • lola211 Re: jest mi przykro... 30.07.09, 09:33
              A ja tak nie uwazam.To jawne faworyzowanie jednego dziecka i to jest
              juz nie fair.
    • kosmitka06 Re: jest mi przykro... 29.07.09, 22:08
      U nas podobna sytuacja tyle tylko, że to jest mojego męża brat smile
      My mieszkamy już właściwie na swoim, czasami męża rodzice cos nam
      kupili na tzw. osiedliny, czasami dołozyli do czegos abysmy mieli to
      już, a nie jak odłożymy za 3-4mies. Osobiscie nigdy od nich nic nie
      oczekiwałam- zależało mi na tym aby przy najbliższej kłótni nie
      wykrzyczeli mi, że mamy cos dzieki nim (bo jak wiadomo róznie to w
      życiu bywa).
      Też niedawno- zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że męża brat w
      raz z żoną (on nie pracuje, ma 28 lat i może w swoim życiu
      przepracował rok czasu albo i nie, jego żona zas pracuje dorywczo),
      nie było by w tym nic dziwnego, że jak się okazało mają odłożoną
      sporą sumkę pieniędzy i właściwie na mieszkanie wpłata w 90%! Ja
      zaciekawiona (już taka ma natura) pytam teściowej z czego? Więc ona
      mi na to, że oni nie są rozrzutni i oszczędzali przez całe 3 lata
      ich związku. Rozumiem, że można odłożyc ale chyba nie z marnych
      groszy które ona zarabia/ła. No ale... pozniej jak sie okazało
      tesciowa miała "ciche" konto no i pokazna sumka sie uzbierała!
      Do nas często przychodziła i mówiła, że zgubiła pieniądze, często
      nie wypłacali jej pensji i że to niby dała spokój pracodawcy który
      jej nie wypłacił bo rzekomo ma 5-cioro dzieci na utrzymaniu.
      Pracowała jak wół po 12-14h a czasami jak było trzeba to i po 24h.
      Często przychodziła i pozyczała od nas na jedzenie, pozniej było mi
      jej szkoda no bo skoro tak mówiła, że nie ma to nie bede od niej
      wyrywała ostatnich groszy.
      Ale teraz?! Jestem w szoku! Też było i nadal jest nam przykro, że
      właściwie jednego syna obdarowała wszystkim a drugi na wszystko
      musiał zarobic sam.
      Nie kłóciliśmy sie, nie wracamy do tematu- ale w sercu żal pozostał.
      Pozdrawiam
    • ewrzostar Re: jest mi przykro... 30.07.09, 01:20
      Daj spokoj, to nie matka tylko zawistna, niedobra kobieta ktora swe
      niepowodzenia zyciowe zwala na Ciebie.
      Serio, daj spokoj. Przestan sie sluchac matki, po prostu zignoruj.
      Rozumiem, ze ciezko ich nie odwiedzac, odcinac pepowine, ograniczyc kontakty. To
      zapewnie spory przelom. Ale jedno co moge powiedziec - na pewno Ci sie oplaci.
      Unikniesz wiekszych przykrosci.
      Moj maz jest z tej drugiej strony - jego beznadziejnie toksyczni (szczegolnie
      matka) rodzice chcieli w niego ladowac forse (odmowilismy), idealizuja go, mowia
      o nas same komplementy, rozglaszaja dookola, jaki to ich synus nie jest, a ta
      nasza corcia a ich wnuczka, a jakie osiagniecia zawodowe, a jaka kariera, a jaka
      zona, a jaki zdolny, a jaki przystojny, a jaki... Mlodszy brat przez to wszystko
      dostal takiej depresji, ze wyladowal w psychiatryku. To nie zart, niestety.
      • somebody1234 Re: jest mi przykro... 30.07.09, 08:41
        Mnie właściwie przed jakąś mega deprechą uratowało to że mieszkam kilkaset
        kilometrów od matki, udało mi się stworzyć fajną rodzinę , i nieraz mam wrażenie
        że matka jest tym faktem ...zszokowana...bo zawsze mi powtarzała że jestem gruba
        , brzydka, że powinnam się lepiej uczyć bo nic w życiu nie osiągnę i takie
        tam...los tak chciał że wylądowałam na studiach daleko od domu i tak już
        zostało...ale jakiś żal i pustka nieraz wraca...no i sny mam nieraz koszmarne z
        matką związane
    • igooska Re: jest mi przykro... 30.07.09, 09:26
      No to ja jestem z tej trzeciej strony albo nawet i czwartejsmileMam starsza siostrę i brata młodszego.I matkę bardzo wkurzającą.Potrafi ona rozpowiadać co tez nam nie dala ,jak nam pomogła,ile to nam obiadów nagotowała a i dzieci wychowała.Teraz mieszkamy daaaaaaaaaleko wiec nie mam wpływu co rozgaduje ale doszło do tego ze pokłóciła się z siostra(swoja starsza córka),mało tego skłóciła mnie z siostra ,bo niestety siostra mimo ze wie jaka matka jest dala się nakręcić na temat co ja od niej dostałam.A tak naprawdę wszystko co mamy to zarobiliśmy sami a mamusia uwielbia wymyślać i koloryzować.Koszmar.
    • tabakierka2 Re: jest mi przykro... 30.07.09, 09:43
      niestety częsty schematindifferent
      czasem się cieszę, że nie mam rodzeństwa jak słyszę takie historie.
      Chociaż jeden plus.
      Nie martw się somebody -żyj po swojemu - przynajmniej możesz
      powiedzieć, że wszystko, co masz zawdzięczasz sobie i tyle.
      Albo pogadaj z mamą i powiedz jej, co czujesz.
      • lacitadelle Re: jest mi przykro... 30.07.09, 12:25
        > niestety częsty schematindifferent

        w znanych mi przypadkach, a jest ich sporo - jest to wręcz reguła.

        Dlatego śmieszą mnie zawsze argumenty, że warto mieć rodzeństwo. Z rodziną
        dobrze wychodzi się na zdjęciu - smutne, tym bardziej, że w moim otoczeniu jakże
        prawdziwe sad
        • tabakierka2 Re: jest mi przykro... 30.07.09, 12:29
          lacitadelle napisała:

          > > Z rodziną
          > dobrze wychodzi się na zdjęciu - smutne, tym bardziej, że w moim
          otoczeniu jakż
          > e
          > prawdziwe sad

          i to czasami stojąc w boku, żeby móc się z tegoż zdjęcia wyciąćtongue_out
          • agaffa Re: jest mi przykro... 31.07.09, 11:46
            Tak na marginesie - niektórzy stosują metodę, że stają w środku, aby ktoś ich
            wyciąć nie mógł. wink
    • selavi2 Re: jest mi przykro... 01.08.09, 08:45
      Wiesz co?
      Matka ma urodziła troje dzieci a często zachowywała sie jakby miala tylko jedno
      - najmłodszego brata. Pod Twoim postem mogłabym się podpisać oburącz i obunóż.
      Smutne to jak cholera i boli.
      I choć już stara baba jestem - 45 lat, moi bracia mają 38 i 39 lat, to przejmuje
      sie tym bardzo.
      Bo jak własna matka tak byle jak traktuje swoje dziecko, to podkopuje to bardzo
      poczucie bezpieczeństwa i sensu, Przynajmniej u mnie.
      Niemniej jednak - sporo takich matek jest i ciężko dojść do wniosku, ze własna
      matka do nich należy.
      Przytulam Cię serdecznie.
    • selavi2 Re: jest mi przykro... 01.08.09, 09:25
      I jeszcze dopiszę, może zbyt emocjonalnie ale co tam...
      Niektóre kobiety, swiadomie lub nieświadomie oczekują, ze ich córki bedą
      powielać ich zycie, zazdroszczą im, ze maja lepiej itp., często też, jak to juz
      dziewczyny pisały - syn staje się zastępczym mężczyzną.

      Chodzę od 5 lat na terapie(jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholika, choć to mój
      ojczym a nie ojciec pił). Umiem byc asertywna, jestem sterapeutyzowana, ze
      ho,ho. Jednak to nie uchroniło mnie przed ryczeniem przez 2 bite dni i noce
      (byłam tak spuchnieta i niewyspana, ze do pracy nie poszłam), bo mi mamusia
      powiedziała rózne rzeczy i przypisała intencje z sufitu wysłane. Bo z taka
      niechecią mówi mojej 19 letniej córce-"Jesteś taka sama jak matka." i nie jest
      to komplement w jej ustach.
      Natomiast chyba dopiero teraz mam na tyle ugruntowane poczucie własnej wartości,
      ze nie pozwolę sobie tego wiecej robic. Ograniczę kontakty do kartek, choć
      mieszkamy w tym samym mieście.
      Ma w miarę dobry kontakt z najmłodszym, ukochanym synem, który się poczuwa do
      opieki nad nia, wiec na siłe sie nie bedę pchała, bo ja osaczam - dzwoniąc raz w
      tygodniu.
      Drugi brat-mieszka z nia w tym samym domu- wyrzekł sie jej po smierci ojca i
      traktuje ja jak powietrze. Powiedział,ze od pewnej sytuacji matki nie ma, bo
      matki sie tak nie zachowują. Spełniła swoja rolę do pewnego momentu, a teraz on
      mieszka z obcą, nieżyczliwą mu kobietą. I choć próbowałam mu wytłumaczyć, że to
      matka itp. to nic to nie dało, a w rok póżniej sama zaczęłam podzielać jego
      poglad. Boli to bardzo, zwłaszcza, ze jestem samotną kobieta ale przeżyję.
      Ty masz, jak piszesz - szczęsliwa rodzinę, wiec pilnuj tego, zeby Twoja mama nie
      zepsuła ci tego, zatruwajac ci zycie i sprawiajac, ze zyjesz w poczuciu zalu i
      krzywdy.Twoja rodzina nie zasłuzyła sobie niczym na smutną, rozżalona żonę i
      mame, i na wtrącanie się i ocenianie przez babcie. Proponuje stanowcze kroki,
      jednak zdaje sobie z tego sprawe, ze musisz do tego dojrzeć. To bardzo cięzkie i
      trudne uznać, że matka zachowuje sie jak wróg i podjac decyzję o odcieciu. Ale
      to wszystko kwestia tego czy szanujesz siebie jako człowieka, czy masz
      ustanowione granice, które cie chronia, czy jesteś pewna tego, że inni nie mają
      prawa Cie ranić, lekceważyć itp., nawet jesli sa twoja rodzina.
      Ja tych rzeczy nauczyłam sie dopiero po 40-tce. Stwierdziłam, ze nie pozwolę
      robić sobie tego więcej,że tyle razy mnie wystawiła, ze juz dosyc, że moje
      dzieci nie zasługują na wysłuchiwanie o mnie nieprzyjemnych rzeczy, że choc
      bedzie cięzko - nie jest mi potrzebna ta proteza emocjonalna, którą było
      myślenie, ze matka mnie kocha i akceptuje.Wazne, ze ja na tyle jestem dla siebie
      wazna i na tyle się wreszcie kocham, że nie pozwole sie wiecej krzywdzic.
      Czego i Tobie zycze.
      Bedzie cięzko, ale dam sobie rade.
      Powodzenia.
      • somebody1234 selavi2 01.08.09, 15:59
        Witaj selavi2

        No cóż ja szczerze mówiąc też myślałam o terapii ( w związku z jazdami jakie mi
        fundowała matka w młodości).
        Bo zdarzają mi się dni totalnego doła i mam wrażenie że pewne rzecz gdzieś we
        mnie podświadomie siedzą.
        W sumie z moją matką jest dziwna sytuacja bo teoretycznie nas utrzymywała itp
        natomiast jazdy psychiczne jakie mi fundowała to moje.
        Napisałaś ważną rzecz że matka być może jest po prostu zazdrosna o moje życie i
        faktycznie były sytuacje że próbowała interweniować w wychowanie dzieci itp.
        Ale chyba stwierdziła że więzy jakie mnie łączą z dzieciakami i mężem są zbyt
        silne i nie tak łatwo dadzą się wmanewrować w jej histerie.
        No ale jakby nie było ciężko mi ją zrozumieć i cięzko mi nieraz zrozumieć siebie.
        Piszesz fajne mądrze rzeczy i sporo w tym racji i prawdy...
        • ytryzka . 01.08.09, 21:47
          Moja matka nigdy nie była dla mnie mila. Kolezanki spod bloku,
          mowily: ale masz miła mame, a ja sie zastanawialam czy ze mną jest
          coś nie tak.. bo czułam (jeszcze wtedy w ten sposb nie myslalam, ale
          czułam), że jest mi z nią źle.
          Była ostra, nieczuła. Bardzo niecenzurlanie wyrazala sie o mojej
          kroliczej wardze, która mi zoperowano wl atach niemowlęcych, ale w
          opkresie w którym o tym mowila niestety bylo jeszcze widac. Byłam
          panicznie niesmiala, gdy spotykalam z nią jakiś ludzi, to zawsze
          zaczynalo sie od tego 'jaka ja niedobra jestem', jak ona ma ze mną
          cięzko (była samotna matką). Nawet nie wiecie, jak sie balam gdy
          rozmawiała z jakimś facetem, mowila: 'zobaczysz, związe sie z kimś,
          i tak cie w d..bedzie bil, ze będziech chodzila jak w zegarze''.
          Przmeoc fizyczna była na porządku dziennym. Zazwyczaj dlatego, że w
          pracy ktoś coś powiedział, że wylądowala na dywaniku itp... Pamiętam
          sytuacje, kiedy jako 10 latka wrocilam do domu, a tam wsyzstko z
          szaf powywalane, a ona zaplakana, siedząca nad tymi szpargałami i
          krzycząca, że jest sama, że to przeze mnie.. Itp. A ja nie
          wiedzialam o co chodzi. Kiedyś, najdawnisjze wspomnienie, był bal
          przebierancow, a ja nie chcialam tańczyć, ze zmeczenia. Dzień
          wcześniej mialam awanturę, z krzykami, placzem itp.
          Przestała sie mna interesowac, gdy mialam 13lat. Chodziłam ciągle w
          tych samych ubraniach, finansowala mnie nasza rodzina. Byłam głoda.
          Jak dostałam jakies pieniadze, to zaraz kazala oddawac 'bo
          zgubię', 'wydam', albo jeszcze inna bzdura. Bylysmy tylko my w 4
          scianach. Po awanturach chodzilismy do sasiadow pytac 'czy slyszeli
          moje krzyki. To mialo mnie upokorzyc. Bo ja strasznie krzyczalam
          wtedy. Ale coż.
          Szlysmy do lekarza: to slyszalam 'jaka masz dobra mamę, twoja mama
          cie sama wychowuje, a ty coś niegrzeczna jesteś'. Caly czas to
          slyszalam. Caly czas czulam sie winna. W szkle balam sie odezwać.
          Matka mowila mi rozne rzeczy, co kto o mnie mysli. Na zajecza warge
          trzeba bylo zrobic druga opreacje, ale ona nie chciala. Powiedziala,
          ze jestem tak brzydka, że nic mi nie pomozei że to 'co mam w srodku
          jest na zewnątrz', wiec nie powinna sie dizwić. Miesiac temu sie
          odwazylam i sama zrobilam ten zabieg.

          Potem poznalam chlopaka, ktorego nie kaocetwala. Obecnie jesteśmy
          malzeństwem i nie msizkam dziecki temu z nią. Czuje sie winna, że ja
          opuscilam. Zaczepai mnie, sa gluche telefony. Przjyezdzam i sie
          zaczyna. Jest tak okropnie chamska. Nie moge tego sluchac.
          Zakosztowalam zycia z nim, on jest tak inny od tego, co mialam w
          domu, że nie moge uwierzyc, że moze byc inaczej. Ze cisza nie
          oznacza pozniejszej awantury. Że moge isc jesc, kiedy chce, ze mam
          30 lat i nie boje sie ogladac tv po 22. Boze.
          • pijanykot ytryzka 02.08.09, 18:51
            może lepiej byłoby zerwać lub ograniczyć kontakt z matką..
            rozumiem, że nie chcesz zostawić jej samej, ale.. gdy byłaś dzieckiem nikt nie
            odebrał jej możliwości robienia Ci krzywdy, a teraz to Ty sama decydujesz,
            właśnie Ty masz taką możliwość! nareszcie!

            _______
            moje Aniołki (+17.12.2007)(+24.11.2008)

            https://bd.lilypie.com/xrjYp1/.png

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka