hej,
opiszę krótką historyjkę z moich wczorajszych urodzin.
Dla mnie urodziny są świętem-tzn uroczyście zawsze obchodzę taki dzień syna i
męża i jakoś uważałam że mi to też sie należy, aby ten dzień nie był takim
zwykłym, powszednim dniem.
Mąż przeważnie zapomina o moich urodzinach, w tamtym roku np pomylił datę i
prezent dostałam tydzień wcześniej

W tym roku jakoś ze dwa tygodnie wcześniej podpowiedziałam że niedługo mam
urodziny i mąż oczywiście zaczął się głowić odnosnie prezentu- że znów będzie
miał problem z prezentem. Pomyslałąm że skoro nie może sam podjąć decyzji co
mi kupić to mu podpowiem co by mi sie przydało więc wymieniłam kilka drobiazgów.
Chodził po sklepach tydzień, był zły że to taki problem. Dzień przed moimi
urodzinami powiedział że nie wie czy zdąży z prezentem bo nie moze nigdzie
znaleśc tego co wymyslił na prezent.W końcu powiedziałam że był dał sobie
spokój z tym prezentem bo za duzo zamieszania.
No ale wczoraj po pracy wraca do domu z kwiatami i prezentem zapakowanym.No
i...rozczarowanie z mojej strony.Jakie było moje zdziwienie jak z torebki
wyjęłam małą skrzyneczkę "na coś"-mąż powiedział ze ma to byc szkatułka na
moja biżuterię ize miał coś kupić jeszcze do tej szkatułki ale już nie zdążył.
Te pudełko-jest jakieś porysowane,szczerze mówiąc wygląda jak używane,kupił to
pewnie za 5 zł w kiosku Ruchu...a tyle było chodzenia i marudzenia.
Wiecie nie wiem czemu ale byłam zła wczoraj, w tamtym roku kupił mi blachę do
pieczenia ciasta, dwa lata temu koszyczek na biżuterię a wczoraj szkatułke na
biżuterie.
Kolezanka mnie pyta-co dostałaś od męża?