plosia
07.07.05, 22:44
Zdarzyła się pewna sytuacja którą opiszę i proszę o męski punkt widzenia.
11 lat po ślubie 2 dzieci(3 lata i 1,5 roku)siedzimy sobie wczoraj na wybiegu
w knajpce mój mąż siedzi z kumplem i jego żoną przy stoliku.Ja jedno dziecko
z prawej drugie z lewej -trzymam za rączki.Nagle młodzsza córka potknęła sie
i pociągnęła mnie za sobą.Nie mogłam przestawić nogi bo krzesło było tak
ciężkie że nie dało rady go przesunąć nogą.straciłam równowagę i upadłam
dziecko obok niegrożnie ale płacze.ja zdarte kolano i łydka.Mój mąż dalej
siedzi i po chwili komentuje-jakbyś dostojniej chodziła to byś się nie
przewróciła.Póżniej do kolegi-"no wyjebała się "hi hi hi
Dodam że mój mąż nic nie robi przy dzieciach ponieważ "jest od zarabiania
kasy"Ciągle słyszę jako to jestem głupia(jestem mgr pedagogiki on średnie)
prosta i ostatnio- "robię krzywde dzieciom"
Czy ja ma mylne wyobrażenie o ojcu i mężu bo wg mnie powinien wstać i
sprawdzić czy coś nam się stało i itp ale może zadużo fantazji się naczytałam.
Bardzo proszę o opinie na ten temat.