Gość: guest
IP: *.*
25.06.01, 18:58
I STAŁO SIĘ. Oto ja, człowiek w pracy w gajerku, idę z córką do piasku. Problem pojawił się na początku. Otóż Julia (11,5 m-ca) nie znosi butów. - Idziemy Dada, na spacerek, buty są bardzo potrzebne- AAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaeeeeeeeeeeeee mamammmmmaaaaaaaa- Nie ma mamy, jest tata, idziemy na spacerek do piachu- DzzdzzzzzzzzzzUdało się wcisnąć buciki prawie bez krzyku (zimny pot obtarłem z czoła).Dobra, buty założyłem, ale co ja włożę, przecież do piaskownicy nie założę marynarki bo mnie dzieci wyśmieją. Może jest cieplej niż mi się wydaje, założę tylko koszulę, najwyżej zmarznę. Wyszliśmy. Córcia wesoła, a ja w strachu. Ciekawe jak mnie dzieci przyjmmą. Pewnie będą się mamy śmiały z młodego tatusia w piaskownicy z wiaderkiem. Ale jestem dzielny, zagadam do mamuś o tym co daję dziecku jeść, w co przewijam, ile śpi i jak sobie radzę z kąpielą. Przygotowany na najgorsze zbliżamy się do piaskownicy: ja, córka pod pachą, pod drugą mata do siedzenia, wiaderko i akcesoria prawie w zębach. Uffffffffffff, Huraaaaaaaa. Piaskownica jest pusta, tylko dla nas.