egon26
20.06.07, 09:07
To jest dosyć ciekawy temat więc postanowiłem założyć wątek.
Nasze babcie wychowują kiedy chcą i kiedy ewentualnie mają czas i nie jest to
zbyt często - bo chyba też im się za bardzo nie chce.
Ostatnio byliśmy z malcem u jednej z babć nie padało ale jakieś 2-3 kilometry
od domu słychać było piorun, Babcia łazi z malcem po podwórku, więc jej mówię
"wejdźcie do domu bo jeszcze was trzepnie", Przyszli postali chwilkę, mały
zaczął ciągnąc babcie na pole i trochę pojękiwać. Minęło może 10 s babcia
popatrzyła na mnie i powiedziała: "A bo myślisz że z nim się tak da" i polazła
na pole. No ręce mi opadły, nie wymagam by pomagały go wychowywać ale może
niech nie robią kreciej roboty - mały musi czasem wiedzieć że to dorosły ma
ostatnie słowo.
Inna sytuacja: Jedziemy autem, mały siedzi w foteliku, znudziło mu się, więc
się kręci i pomrukuje. Babcia przemawia do wszystkich: "Wezmę go na ręce.".
Mówię: "Nie wolno bo w razie jakby ktoś w nas wjechał i nie utrzymasz go".
Babcia do dziecka: "Babcia by cię wzięła ale tata nie pozwala." Oj za to to
już dostała mały opierdo..ek . Ale chyba był za mały bo już dwa razy słyszałem
podobne hasełko. Przykładów można by mnożyć na "pomocną" dłoń w wychowaniu
dziecka, ale chcę się dowiedzieć też jak jest u was?? Bo może tylko nam się
takie babcie trafiły ;P