jako ze wreszcie przyjeto mi córke do przedszkola - grypy i przeziebienia
ufundowały kilka dodatkowych wolnych miejsc ;P - nasuneło mi sie kilka
refleksji którymi mam zamiar się z wami podzielic.
1. jest w grupie kilkoro dzieci które od poczatku września jedyne czym sie
zajmują to bezustanny płacz. Wpadaja w histeryczny ryk od rana dopóki mamusia
nie odbierze. Nic nie pomaga, interwencje przedszkolanek, innych dzieci.
Dochodzi do sytuacji ze pozostałe dzieciaki wyalienowały "beksy" z grupy. Po
prostu ignorujac ich bezustanny płacz przestały je zauwazać. Pytałem
przedszkolanek skad ten problem. Wszystkie 3 panie stwierdziły ze dzieci mają
sytuacje gdzie "mamusia uber alles".. Nadopiekuńczość mamusina zabiła w tych
dzieciach zdolność integracji społecznej.
2. Spotykam codziennie kilku tatusiów z mojej grupy którzy codziennie przywożą
dzieciaki i je odbierają - dzieci zaczynaja dyskusje ze sobą juz na podwórku i
zapominaja o nas. Jesteśmy potrzebni tylko po to aby dopilnowac zeby się
rozebrały i powiesiły wszystko na wieszaczkach. Wszystkie te dzieciaki łączy
to samo w szatni ciągłe :"zostaw ja sam/a" itd. Dlaczego?
3. Niektórzy pamietaja juz tu wspominałem ze w lipcu odprowadzałem siostrę
której jestem prawnym opiekunem i której zmieniałem pieluchy ,do ołtarza. Ot
gdzieś przeminęło 22 lata i wyrosła kobieta która wiosną urodzi swoje dziecko.
Teraz odprowadziłem swoja córke do przedszkola, zaraz bedzie szkoła studia i
znów komus ja zaprowadzę do ołtarza. Córka radośnie wbiegła do sali
przedszkolnej... stary miał schrzaniony cały dzień..