matrek
19.12.07, 22:51
Urodzil sie w 7 m-cu ciazy w USA, moj udzial przy cesarce, kilka tygodni w
szpitalu i moich cokilkudniowych pielgrzymek 150 mil do jego inkubatora w
Neonatology Intensive Care Unit, ogromny zawchwyt amerykanckim poziomem
poloznictwa i podejsciem personelu medycznego do malych oraz duzych pacjentow
(i takze ojcow), pozniej pol roku ze mna, a teraz przez kilka miesiecy jeszcze
jest beze mnie w Polsce.
Z jednej strony mam ogromne poczucie winy ze nie jestem teraz z nim, a z
drugiej strony jeszcze wieksza tesknota, siegajaca nie raz rozpaczy.
W tej chwili ma juz nieco ponad rok, wlasnie zaczal stawiac pierwsze
samodzielne kroki bez pomocy i podtrzymywania sie mebli, a zdjecia i filmy nie
wystarczaja...