Dodaj do ulubionych

"Rotterdam" już zaprasza gości

IP: *.gdynia.mm.pl 07.04.09, 21:25
dwoma restauracjami?

dwa restauracje?

Czy to po polskiemu?
Obserwuj wątek
    • Gość: eko "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.09, 22:20
      Niech Gazeta zbada co w Niemczech zrobiono z azbestem.
      • Gość: xyz Re: "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.chello.pl 08.04.09, 07:25
        Jak to co?Zapewne trafił gratis do Polski:D
    • Gość: edmund Andrzeju, prosimy o dymisję IP: 212.122.214.* 07.04.09, 23:09
      ładnie się kończy historia faceta, który swój urząd piastuje z nadania, a nie z
      racji posiadanych kompetencji. tzn. historia faceta się nie kończy ale ale
      kolejny interes pan spieprzył. Panie Andrzeju, kolejna łapówka?
    • Gość: rom "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.netia.com.pl 08.04.09, 08:13
      Panie Chrzan niech Pan zacytuje głupoty które gazeta wtedy pisała.
      Poza tym azbest nie jest toksyczny. Jego szkodliwe działanie ma
      charakter. mechaniczny. I na koniec jego remont miał się odbyc w
      Stoczni Gdańskiej. A to nie jest firemka.
      • Gość: - - - Re: "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.vnet.pl 08.04.09, 09:06
        pisze Pan do nich, jakby Pan ich nie znał...

        jakby Pan ufał ich ogólnej jakości dziennikarskiej, tylko w tym przypadku próbował ich sprowadzić na dobra drogę (rzetelności dziennikarskiej)...

        ...jakby na codzień byli dobrymi, rzetelnymi dziennikarzami, a RAZ, w przypadku Rotterdama im się zdarzyło coś nabzdurzyć...

        przecież nagminnie sadzą grube błędy... na codzień...

        raz wynikają one z olewactwa i braku rzetelnego researchu dziennikarskiego, braku obiektywizmu i przyjrzenia się sprawie ze wszystkich stron, z dyletanctwa i marnego wykształcenia...

        a innym razem np. z polityczno-poprawnościowej tendencyjności... z "zamówienia" politycznego...

      • Gość: - - - chrzanienie Chrzana IP: *.vnet.pl 08.04.09, 09:16
        Wyręczymy Chrzana, który ciągle chrzani...


        "Wybiórcza" przyklaskiwała mocno politykom, którzy ulegli eko-histerykom... np.:

        Tak trzymać, panie wojewodo

        Gazeta w Trójmieście, 2006-05-10

        Na razie rządowi Kazimierza Marcinkiewicza zbyt wiele dobrego zrobić się nie udało. Uważam jednak, że rzeczą, która się panu premierowi udała, jest wybór wojewody pomorskiego. Piotr Ołowski, jeszcze niedawno pilot boeingów, udowadnia, że na odpowiedzialnych stanowiskach sprawdzają się ludzie, którzy z zawodową polityką dużo wspólnego wcześniej nie mieli.
        Ołowski zasługuje na szacunek za sprawę statku "Rotterdam". Działał tu właściwie sam: przeciwko usuwaniu azbestu w Porcie Północnym, które - jak się okazuje - byłyby nielegalne, nie zaprotestował głośno ani Urząd Morski, ani prezydent Gdańska. Presję zwiększał sam inwestor, który mówił, że zgoda na remont oznacza wydanie w naszym regionie ok. 100 mln zł.
        Dobrze, że pieniądze nie przysłaniają wszystkim zdrowego rozsądku. Jeśli tak by było, to wkrótce moglibyśmy zarabiać nie tylko na sprowadzaniu odpadów azbestowych, ale także np. radioaktywnych. Na szczęście dzięki takim ludziom jak Ołowski pokazujemy zagranicznym inwestorom, że Polska to nie kraj trzeciego świata, gdzie za pieniądze można kupić wszystko: przychylność urzędników, obejście przepisów czy zgodę na zanieczyszczenie środowiska.

        mik


        "Wybiócza" KŁAMAŁA (nie tylko w tej sprawie poniższej) tendencyjnie - przeciwko ROTTERDAMOWI:

        Przemycił do nas azbest

        Gazeta w Trójmieście, 2006-04-29

        - Powinniście być dumni, że wspaniały transatlantyk "Rotterdam" będzie remontowany w Gdańsku - mówili jego holenderscy właściciele. - Nie przywozimy tu żadnych śmieci, a azbest z izolacji zostanie bezpiecznie usunięty - zapewniali. Pewni siebie byli aż do wczoraj.
        Ich cynizm nie mieści mi się w głowie. Czy liczyli, że Polska to kraj mniej cywilizowany niż Europa Zachodnia? Spodziewali się pewnie, że nasi urzędnicy nie będą im patrzeć na ręce, a pozbycie się ton toksycznych materiałów nie sprawi problemu.
        Dzięki czwartkowej akcji Straży Granicznej i wcześniejszym działaniom wojewody udało się Holendrów wyprowadzić z błędu. Kolejny krok należy do prokuratury. Mam nadzieję, że parowiec bardzo szybko zostanie odholowany do Rotterdamu, a kara, nałożona za nielegalny przywóz azbestowych śmieci, odstraszy innych zainteresowanych takimi operacjami armatorów.

        Mikołaj Chrzan


        no właśnie - kolejny krok należy do prokuratury... i prokuratura kolejny krok uczyniła...

        Panie Chrzan, dlaczego Pan nie zrelacjonował w "Wybiórczej" poniższego ? (niech Pan nie odpowiada, to było pytanie retoryczne - wiadomo - "WYBIÓRCZA") :

        Właściciel statku wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie o uchylenie bądź unieważnienie decyzji o wydaleniu "Rotterdamu" z terytorium RP. Sąd uznał argumenty armatora. Stwierdził, że decyzja ministra Wiecheckiego naruszyła przepisy prawa procesowego i materialnego. Niewątpliwie podstawą orzeczenia WSA było umorzenie przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku śledztwa przeciw właścicielom ss "Rotterdam". Prokuratura ustaliła, iż w pomieszczeniach chłodni statku znajdowało się 14 szczelnie zamkniętych plastikowych worków o pojemności 50 litrów, a w nich zużyte kombinezony robocze, maseczki ochronne oraz inne tego typu materiały pozostałe po pracach malarskich, a także kilka (sic!) owiniętych w folię płyt azbestowych. Podczas wizji lokalnej na zlecenie prokuratury pobrano próbki powietrza z pomieszczeń jednostki.
        Badania przeprowadzone w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku wykazały, iż ilość włókien azbestu na statku mieściła się poniżej oznaczalności metody, tj. poniżej 0,012 włókien na cm2.
        Najwyższe dopuszczalne stężenie tego zanieczyszczenia na stanowisku pracy wynosi dziesięć razy więcej - 0,12 włókien na cm2. Wyrok WSA otworzył drogę holenderskiemu armatorowi do dochodzenia roszczeń od polskiego skarbu państwa. Kwota roszczenia jest owiana na razie tajemnicą, postępowanie jest w toku.
        Tak to Polska za czasów PiS [ za czasów PiS, ale z przyklaskiem gromkim ze strony "WYBIÓRCZEJ" ] zrobiła "kokosowy" interes. Nie zarobiła grosza, nie pozwoliła zarobić polskim firmom, skompromitowała się na arenie międzynarodowej, a wkrótce polski podatnik słono do tej hucpy dopłaci.



      • Gość: - - - kolejny przykłąd chrzanienia Chrzana IP: *.vnet.pl 08.04.09, 09:19
        trudno o przykład bardziej durnego, nierzetelnego dziennikarsko, niekompetentnego artykułu...


        Holendrzy przysyłają do Gdańska ekologiczną bombę

        Gazeta w Trójmieście, 2006-02-27

        Pełen niebezpiecznego azbestu statek pasażerski "Rotterdam" dotrze dzisiaj na redę gdańskiego portu. Przypłynie, aby usunąć z niego azbest. Wcześniej nie chciały się tego podjąć inne europejskie stocznie. - Nie wpuścimy go do portu - zapewnia dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni.
        Losy holenderskiego statku pasażerskiego "Rotterdam" przypominają sprawę francuskiego lotniskowca "Clemenceau" - dawna duma ich marynarki wojennej od lat szuka stoczni, która zechciałaby go zezłomować. Francuzi wszędzie słyszeli: nie podejmiemy się tego zadania.
        Choć "Rotterdam" nie ma być pocięty na żyletki, tylko przebudowany na hotel, to obie jednostki łączy problem azbestu, który w latach 50., gdy były wybudowane, był powszechnie wykorzystywany do izolacji. Początkowo przebudowa "Rotterdamu" miała odbyć się w Gibraltarze w 2004 r. Potem statek trafił do Cadiz w Hiszpanii. Tam ograniczono się jedynie do przemalowania kadłuba.
        Naszpikowany azbestem statek w lipcu 2005 roku nabyła firma z Rotterdamu. Holendrzy zapłacili zaledwie 1,75 miliona euro. Zdecydowali, że remont statku odbędzie się w Polsce. Początkowo negocjacje prowadzone były z Gdańską Stocznią Remontową.
        - Wszystko było na dobrej drodze do podpisania umowy, gdy Holendrzy powiedzieli nam wreszcie o azbeście - mówi Piotr Kubicz z GSR. - Stwierdzili, tak jakby chodziło o drobiazg, że w grę wchodzi usunięcie 1000 ton azbestu. Powiedzieliśmy im, że jesteśmy stocznią, a nie wysypiskiem niebezpiecznych odpadów.
        Holendrzy są jednak zdeterminowani, aby ich jednostka była remontowana w Polsce. Wiadomo, że za przebudowę na hotel odpowiadać polski oddział wywodzącej się z Holandii firmy Imtech.
        Stanisław Kotlarz z Imtechu zapewnia: - Usuwaniem azbestu zajmie się inna firma, która dysponuje odpowiednimi pozwoleniami.
        Co to za firma? Tego Kotlarz już nie chce zdradzić.
        "Rotterdam", ciągnięty przez holownik, miał dotrzeć do gdańskiego portu dziś rano, ale wszystko wskazuje na to, że będzie musiał zostać na redzie.
        - Nie otrzyma zgody na wejście - zapowiada Andrzej Królikowski, dyrektor Urzędu Morskiego w Gdyni. - Armator nie pokazał władzom portowym żadnych zezwoleń na prace związane z usuwaniem azbestu. Dlatego będzie musiał czekać z zawinięciem. Obawiamy się, że jeśli statek zostałby wprowadzony do portu, mógłby zostać u nas porzucony.
        Przeciwko remontowi protestują też ekolodzy z Greenpeace.
        - "Rotterdam" jest na naszej liście niebezpiecznych statków, które bezustannie śledzimy. Wiemy, że armator chce, by azbest ze statku został w Polsce. Na to nie chcemy pozwolić - mówi Jacek Winiarski z polskiego oddziału Greenpeace. - Holendrzy nie przyjmą azbestu z powrotem, bo zabraniają im tego przepisy unijne. Dlaczego Polski te przepisy nie obowiązują? Polacy nie są przecież bardziej odporni na azbest niż Holendrzy.

        Mikołaj Chrzan




        Holendrzy przysłali ekologiczną bombę?...

        no to sobie Chrzanie poczytaj:

        Właściciel statku wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie o uchylenie bądź unieważnienie decyzji o wydaleniu "Rotterdamu" z terytorium RP. Sąd uznał argumenty armatora. Stwierdził, że decyzja ministra Wiecheckiego naruszyła przepisy prawa procesowego i materialnego. Niewątpliwie podstawą orzeczenia WSA było umorzenie przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku śledztwa przeciw właścicielom ss "Rotterdam". Prokuratura ustaliła, iż w pomieszczeniach chłodni statku znajdowało się 14 szczelnie zamkniętych plastikowych worków o pojemności 50 litrów, a w nich zużyte kombinezony robocze, maseczki ochronne oraz inne tego typu materiały pozostałe po pracach malarskich, a także kilka (sic!) owiniętych w folię płyt azbestowych. Podczas wizji lokalnej na zlecenie prokuratury pobrano próbki powietrza z pomieszczeń jednostki.
        Badania przeprowadzone w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku wykazały, iż ilość włókien azbestu na statku mieściła się poniżej oznaczalności metody, tj. poniżej 0,012 włókien na cm2.
        Najwyższe dopuszczalne stężenie tego zanieczyszczenia na stanowisku pracy wynosi dziesięć razy więcej - 0,12 włókien na cm2. Wyrok WSA otworzył drogę holenderskiemu armatorowi do dochodzenia roszczeń od polskiego skarbu państwa. Kwota roszczenia jest owiana na razie tajemnicą, postępowanie jest w toku.
    • Gość: Agent "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.09, 08:23
      Pan Królikowski tak sie boi o bezpieczeństwo w trójmiejskich
      portach, że nie jest w stanie dostosować do dzisiejszych realiów
      przepisów portowych wprowadzonych jeszcze w pierwszej połowie lat
      60. XX wieku. Przykład: statek, który do portu w Antwerpii wchodzi z
      jednym holownikiem musi korzystać z trzech holowników w Gdyni. To
      nic, że w Antwerpii są pływy, kilkadziesiąt kilometrów żeglugi rzeką
      i trzeba przejść przez śluzy, a w Gdyni jeden holownik podaje cumę,
      zaś dwa pozostałe kręcą się bezużytecznie gdzieś za rufą.
      Bezpieczeństwo przede wszystkim.
    • Gość: - - - "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.vnet.pl 08.04.09, 08:58
      a dlaczego "Wybiórcza" nie ma teraz cywilnej odwagi przyznać, że "osiągnęła sukces" (bo tak wtedy to przedstawiano), tzn. doprowadziła do wyrzucenia statku z Polski, przyczyniając się walnie do bezprecedensowej, pełnej tendencyjności - braku obiektywizmu i kłamstw w dziennikarstwie, nagonki na ROTTERDAMA ?...


      Azbestowe łby

      Nie, 2009-03-16

      W lutym 2006 r. do Portu Gdańskiego zawinął wielki wycieczkowiec s/s "Rotterdam", ponad 50-letni staruszek zwany przez Holendrów Wielką Damą. Transatlantyk do dziś klasyfikuje się w dziesiątce największych liniowców świata (228 m dł. całkowitej, 28,66 m szerokości), swego czasu uchodził za najnowocześniejszy i prestiżowy statek pasażerski. Zabierał na pokład 1456 pasażerów, w tym 580 w pierwszej klasie spełniającej ówcześnie wszelkie znamiona luksusu. Zawiłe losy Wielkiej Damy - od świetności i czasów, gdy podróżowała nim królowa holenderska Beatrix, aż po współczesność, gdy statkowi-muzeum groziło zezłomowanie - spowodowały wielkie zainteresowanie społeczeństwa i rządu Niderlandów. Holendrzy zaczęli zabiegać o to, aby statek odkupić od zbankrutowanego armatora i przywrócić mu jego dawną świetność. Nowy właściciel postanowił przebudować stary wycieczkowiec na pływający obiekt hotelowo-konferencyjny. Na przycumowanej do rzecznego nabrzeża Wielkiej Damie mają zamieszkać rotterdamscy studenci. Remont miał być wykonany w Polsce. Wraz z legendą przypłynął do Gdańska ogromny i prestiżowy plac budowy. Ale pojawił się pewien szkopuł. Wielka Dama to także jeden z 50. najbardziej niebezpiecznych ekologicznie statków na świecie. 180 ton azbestu użyto do budowy i izolacji ścianek działowych, rur kanalizacyjnych. Skażone były też prawdopodobnie materiały znajdujące się we wnętrzu statku, setki ton mebli, wykładzin, obić tapicerskich.
      W Polsce podniósł się krzyk od morza do Tatr: precz z azbestem!

      • Gość: - - - ciąg dalszy cytowanego artykułu IP: *.vnet.pl 08.04.09, 08:59
        Panika
        Wojnę azbestowi na statku wydali ówczesny wojewoda pomorski Piotr Ołowski (PiS) do spółki z partyjnym kolegą wicewojewodą Piotrem Karczewskim, a popart ich koalicyjny minister gospodarki morskiej Rafał Wiechecki (LPR). Momentalnie podnieśli protest ekolodzy z Greenpeace'u. Alarmowali, że choć polskie prawo dopuszcza takie prace, to przyjęcie "Rotterdamu" stwarza niebezpieczny precedens, bo za Holendrami mogą przypłynąć do nas inne statki, aby usunąć z nich azbest. Wtórowały im pomorskie tytuły prasowe, a tefałenowska "Uwaga" wyemitowała materiał o tym, jak to staruszków na gdańskiej plaży łamie w kolanach od holenderskiego azbestu.
        • Gość: - - - i dalej... IP: *.vnet.pl 08.04.09, 09:00
          Gdańska historia Rotterdamu
          27.02.2006 - "Rotterdam" wpływa do Portu Północnego w Gdańsku, cumuje do pirsu rudowego (wysunięte w głąb morza sztuczne nabrzeże służące do przeładunku lub remontów wewnątrz statku). Początkowo władze Portu Północnego i Urząd Morski nie wykluczają przeprowadzenia remontu, ale pod naciskiem urzędu wojewódzkiego i opinii publicznej zapewniają, że w razie wykrycia jakichkolwiek nieprawidłowości statek nie będzie remontowany.
          27.04.2006 - po donosie anonimowego informatora Straż Graniczna wkracza na wycieczko-wiec. Odkrywa plastikowe worki składowane w chłodniach jednostki, a w nich odpady, które błyskawicznie okrzyknięte zostają "żywym azbestem", "ekologiczną bombą" podstępnie przemyconą do Polski. W prasie i na stronie Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego pojawiają się oskarżenia wobec holenderskiego armatora o nielegalne wwiezienie na terytorium RP 500 metrów sześciennych niebezpiecznych odpadów. Spekuluje się, że Holendrzy zamierzają porzucić u nas tony trującego azbestu.
          10.05.2006 - Wojewoda Ołowski zapewnia publicznie, że nie pozwoli na remont w Porcie Północnym, bo to teren Parku Natura 2000 i nie godzi się ptactwu azbestem podsrywać. No, może w jakiejś stoczni i przy zachowaniu wszelkich procedur, ale armator nie ma umowy z żadną stocznią, więc remontu nie będzie. Holendrzy zaczynają mieć problemy z uzyskaniem stosownych pozwoleń z Urzędu Morskiego i od Głównego Inspektora Ochrony Środowiska. W połowie maja podpisują list intencyjny ze Stocznią Gdańską. Ta wyraża chęć i gotowość przeprowadzenia remontu. Pada propozycja kontraktu za 25 mln euro (wówczas ponad 100 mln zł). Chcemy wykorzystać potencjał polskich firm i znane na świecie doświadczenie polskich specjalistów - deklaruje Rob Hagens, przedstawiciel właściciela s/s "Rotterdam". Jednocześnie zawiera wstępne umowy z Algader Hoffman - renomowaną i opatrzoną wszelkimi certyfikatami warszawską firmą specjalizującą się w bezpiecznym usuwaniu azbestu, między innymi z takich obiektów, jak Domy Towarowe "Centrum" w Warszawie, dawny Hotel Forum czy Uniwersytet Warszawski. Armator ustala miejsce składowania wydobytego azbestu, tak jak chce tego strona polska, poza terytorium RP. Wybór pada na niemieckie składowisko TKK Kodersdorf Gmbh. Wydaje się, że wszystko gra.
          21.06.2006 - Główny Inspektor Ochrony Środowiska nakazuje armatorowi do 15 lipca wywiezienie podejrzanych odpadów. Rob Hagens ściąga z Holandii statek Selicca, aby ten zabrał sporne worki i wywiózł w cholerę do Holandii. Ale to za mało. Tym razem wicewojewoda Piotr Karczewski, wydaje zakaz przeładunku przy pirsie, albowiem jest to nielegalne (sic!) i wydaje nakaz przeprowadzenia operacji na wodach międzynarodowych. Tego z kolei zabrania międzynarodowe prawo. To sabotaż państwa prawa - komentują Holendrzy. W międzyczasie Urząd Morski w Gdyni wydaje decyzję nakazującą statkowi opuszczenie polskich wód terytorialnych do 10 lipca. Następuje impas prawny. Armator odwołuje się do ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego.
          13.07.2006 - zostaje podpisana umowa pomiędzy Rederij de Rotterdam B. V (właściciel statku) a Stocznią Gdańską SA. Zarobienie przez stocznię 100 mln zł wydaje się być realne. Jednocześnie Holendrzy czekają na rozstrzygnięcie śledztwa prokuratorskiego w sprawie wwiezienia niebezpiecznych odpadów na terytorium RP Mija czwarty miesiąc bezproduktywnego, a kosztownego, cumowania statku w Porcie Północnym. Nie czekając na decyzje ministra wojewoda Ołowski ogłasza przetarg na siłowe odholowanie "Rotterdamu" do Holandii. Warto dodać, że przetargi były dwa, obydwa bezskuteczne, bowiem żadna z polskich firm nie przystąpiła do przetargu i nie pokusiła się na kontrakt za 150 tys. dolarów. Gdańskie mewy ćwierkają, że w grę weszła solidarność firm związanych z morzem, nikt nie chciał wykorzystywać trudnej sytuacji jednego z armatorów. Wojewoda składa te donos do Inspektora Nadzoru Budowlanego o samowoli budowlanej na ss "Rotterdam" - armator postawił na statku 5 metalowych kontenerów i zabudował przedział rufowy drewnianymi przegrodami. Znaczy się, uparcie i podstępnie przygotowuje się do przeprowadzenia remontu w Gdańsku. Holendrom coraz mniej jest do śmiechu.
          1.08.2006 - Minister Gospodarki Morskiej podtrzymuje decyzję o wydaleniu liniowca poza wody terytorialne RĘ zaznaczając jednak, że dopuszcza możliwość powrotu statku po usunięciu spornych 500 metrów sześciennych rzekomych azbestowych odpadów składowanych w pomieszczeniach jednostki. Prezes Stoczni Gdańskiej Andrzej Jaworski (z nadania PiS) zaczyna deklarować, do spółki z wojewodą Ołowskim, iż chętnie widzą statek w Gdańsku i równie chętnie zarobią te 100 melonów, niemniej jednak azbestu zawartego w konstrukcji statku i w workach niech się Holendrzy pozbędą gdzieś indziej. Holendrzy uznali propozycję za nonsens ekonomiczny, a dalsze rozmowy ze stroną polską za bezcelowe. Rob Hagens przyznał na konferencji prasowej, że żałuje, iż jego wybór padł na Gdańsk.
          25.08.2006 - Ostatnia cuma utrzymująca holenderski statek została zrzucona i ss "Rotter-dam" odpłynął w stronę północnomorskiego portu Wilhelmshaven w Niemczech. Przez cały obszar polskich wód eskortować go będą nasze jednostki patrolowo-pościgowe. Zakładamy dobrą wolę armatora. Jednak to za mało. Musimy mieć pewność, że nikt nie wyrzuci za burtę żadnych zanieczyszczeń - oświadczył "Gazecie Wyborczej" Tadeusz Gruchała, p.o. rzecznika Morskiego Oddziału Straży Granicznej. Wojewoda Ołowski w imieniu Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego ogłosił na swojej stronie internetowej sukces, połowiczny co prawda, ale jednak sukces. Azbest z Polski przepędził!
          Razem z Rotterdamem odpłynął kontrakt na 100 mln zł dla Stoczni Gdańskiej, możliwość czasowego zatrudnienia dla 500-osobowej załogi w zdychającej stoczni, niepoliczalne zyski dla całego regionu oraz polskich firm zamierzających kooperować z holenderskim armatorem.
          • Gość: - - - no i końcówka artykułu IP: *.vnet.pl 08.04.09, 09:02
            Rotterdam w Wilhelmshaven
            Pod koniec sierpnia 2006 r. "Rotterdam" zawija do portu Wilhelmshaven. Stocznią docelową jest Turbo-Technik Reparatur-Werft GmbH & Co. KG. Według doniesień niemieckiej prasy kontrakt opiewał na bagatela 60 mln euro. A przypuszczalnie zamknął się sumą dwa razy wyższą, bo wystąpiły nieprzewidziane okoliczności - dwa pożary, w tym jeden solidny, który zmusił armatora do całkowitej odbudowy części rufowej. Jakiś ochłap z ogólnej kwoty urwały polskie firmy, które zawinęły za "Rotterdamem" do Wilhelmshaven. W ciągu dwóch lat wykonano 70 proc. zaplanowanego remontu, usunięto niemal cały azbest znajdujący się w kadłubie statku. Protestów ekologów nie było, niemieccy turyści bezpiecznie wylegiwali się na pięknych plażach Zatoki Wilhelmshaven. 1 sierpnia 2008 r. pożegnano Wielką Damę, która odpłynęła do macierzystego portu w Rotterdamie na końcowy etap renowacji. Pożegnano ją z pompą i żalem. Bo dzięki niej podreperowała swoje finanse stocznia, do kasy Wilhelmshaven wpłynęły grube podatki, odkuli się właściciele mieszkań i pokoi pod wynajem, restauratorzy, sprzedawcy i producenci odzieży ochronnej, narzędzi, materiałów oraz wszelka regionalna drobnica handlowa.

            Zapłacimy
            To nie koniec przygody Polski z Wielką Damą. Właściciel statku wniósł do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie o uchylenie bądź unieważnienie decyzji o wydaleniu "Rotterdamu" z terytorium RP. Sąd uznał argumenty armatora. Stwierdził, że decyzja ministra Wiecheckiego naruszyła przepisy prawa procesowego i materialnego. Niewątpliwie podstawą orzeczenia WSA było umorzenie przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku śledztwa przeciw właścicielom ss "Rotterdam". Prokuratura ustaliła, iż w pomieszczeniach chłodni statku znajdowało się 14 szczelnie zamkniętych plastikowych worków o pojemności 50 litrów, a w nich zużyte kombinezony robocze, maseczki ochronne oraz inne tego typu materiały pozostałe po pracach malarskich, a także kilka (sic!) owiniętych w folię płyt azbestowych. Podczas wizji lokalnej na zlecenie prokuratury pobrano próbki powietrza z pomieszczeń jednostki.
            Badania przeprowadzone w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku wykazały, iż ilość włókien azbestu na statku mieściła się poniżej oznaczalności metody, tj. poniżej 0,012 włókien na cm2.
            Najwyższe dopuszczalne stężenie tego zanieczyszczenia na stanowisku pracy wynosi dziesięć razy więcej - 0,12 włókien na cm2. Wyrok WSA otworzył drogę holenderskiemu armatorowi do dochodzenia roszczeń od polskiego skarbu państwa. Kwota roszczenia jest owiana na razie tajemnicą, postępowanie jest w toku.
            Tak to Polska za czasów PiS zrobiła "kokosowy" interes. Nie zarobiła grosza, nie pozwoliła zarobić polskim firmom, skompromitowała się na arenie międzynarodowej, a wkrótce polski podatnik słono do tej hucpy dopłaci.

            ----------------
            Pół tony na głowę
            Szacuje się, że w Polsce znajduje się około 15 mln ton azbestu, który w latach 70. i 80. szeroko stosowano w budownictwie w postaci pokryć dachowych z eternitu (faliste ptyty azbestowo-cementowe) i prasowanych płyt elewacyjnych. Wyroby te mają 13 proc. zawartość azbestu. Wysokociśnieniowe rury azbestowo--cementowe, przewody wentylacyjne, dymowo-spalinowe mają aż 23 proc. zawartość szkodliwych minerałów krzemianowych tworzących włókna azbestowe. Ok. 85 proc. azbestu w Polsce znajduje się w budynkach mieszkalnych (większość w budownictwie indywidualnym), szpitalach, szkołach, hotelach i gmachach użyteczności publicznej. W Polsce jest 31 składowisk azbestowych, na których bezpiecznie przechowuje się pod ziemią zutylizowane już materiały zawierające azbest.

            Iwona Legędź ("Nie")



            ...i przypominam, że to "Wybiórcza" WALNIE przyczyniła się (przez przyłączenie się do eko-histerycznej nagonki) do wyrzucenia ROTTERDAMA z Trójmiasta...
    • Gość: marek "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.ensch1.ov.home.nl 08.04.09, 09:38
      rotterdam jeden z wiekszych afer finansowych w histori
      hollandi ,miasto roterrdam wcisnelo to cudo swojej spoldzielni
      mieszkaniowej ktora zaplanowany kosztorys 20 mln euro przekroczyla
      tylko o dalsze 230 mln euro sprawa nie tak dawno zawitala z wielkim
      hukiem na forum parlamentu holenderskiego ,moze dzienikarze GW
      nauczyli by sie korzystac z internetu......gdyz cala afera jest b.
      smakowita .
    • Gość: kotek_na_płocie Wyrzucili go za azbest, który i tak trafił do nas IP: *.chello.pl 08.04.09, 16:21
      wiadomo, że Niemcy przywożą do nas swoje śmieci, te z Rotterdamu też?
    • Gość: gegroza Jako jeden z niewielu miałem więce rację IP: 195.74.91.* 08.04.09, 17:04
      Ekooszołomstwo nie popłaca. Wszysćy święci twierdzili, ze nikt w Europie tego
      nie wyremontuje i dlatego zrobiono to w POlsce. A tu co ? Wstyd i skandal.
      Kolejny dowód na to jak ekologia źle rozumiana ciągnie nas do trzeciego świata :(
    • Gość: staszek "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.04.09, 17:21
      jako stoczniowiec z Gdanskiej powiem, za nikt wtedy i obecnie nie robilby
      Rotterdamu. Odeslanie Rotterdamu w 2006 wyszlo oddolnie od robotnikow, chociaz
      zarzad i róznej masci cwaniaczki mocno naciskali. Nie taki glupi robol, jak go
      maluja.
      • Gość: Bogdan Debilizm decydentów IP: *.limes.com.pl 08.04.09, 18:49
        Co ty stoczniowiec z gdańskiej pieprzysz za głupoty, że coś wyszło
        od robotników. Wydziały wyposażeniowe nie miały wtedy co robić i to
        była bardzo dobrze płatna robota dla nich. Debilizm Królikowskiego i
        Kapitanatu Portu z Piotrzkowskim na czele doprowadził do wydalenia
        statku z Gdanska. Opowiadano bajki o bombie ekologicznej koło
        starówki i inne głupoty. Królikowski niech nie łże, miały być
        zatrudnione super specjalistyczne firmy do usuwania azbestu (pod
        namiotami foliowymi) i dopiero wtedy na czysty statek mieli wejść
        stoczniowcy. Soyka i Remontówka przegrały przetarg, więc psy
        łańcuchowe z Królikowskim na czele pogoniły statek z Gdańska.
        Polskie sądy jak zwykle przeciągaja ewidentną sprawę, ale to już
        norma.
    • Gość: YYY "Rotterdam" już zaprasza gości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.09, 20:49

      Może wreszcie w tym kraju osoby odpowiedzialne za złe decyzje będa
      odwoływane z zajmowanych stanowisk ,a nie bedzie sie tylko obwiniać
      polityków. Niech wtym kraju zapanuje porządek i pełna
      odpowiedzialność.Decydenci w końcu mają niemałe uposażenie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka