poszukiwaczka_przygod
29.12.11, 12:21
Witam serdecznie. Podczytuję forum odkąd przyszłam do domu z maleństwem i próbuję ogarnąć się z karmieniem piersią. To moje pierwsze dziecko, więc do tej pory temat był mi znany tylko teoretycznie. Naprawdę nie wiem co ja sobie wcześniej myślałam, chyba że przyjdzie mi to tak łatwo, naturalnie, płynnie i że wystarczy tylko chcieć karmić piersią. W tej chwili to ja mam już bardzo ambiwalentne odczucia i sama dobrze nie wiem czego chcę ani co byłoby lepsze dla mojej córeczki, więc przyszłam poszukać wsparcia i bardzo na was dziewczyny liczę :) Spróbuję opisać naszą sytuację.
Początki były bardzo trudne bo: poród zakończył się cięciem (2.10), które bardzo źle zniosłam, a dolegliwości mam jeszcze do tej pory. Pokarmu nie miałam wcale, dziecko dostałam po kilku godzinach, oczywiście nakarmione. W szpitalu żadnej pomocy jeśli chodzi o podanie dziecka czy przystawienie do piersi. To była dla mnie główna bariera, bo nie chodziło o to, że nie wiedziałam co i jak mam robić, tylko zwyczajnie nie potrafiłam z bólu zrobić tego co powinnam. Ponieważ pokarmu nie było wcale - pracowałam laktatorem uciagając za każdym razem po kilka kropelek. Piersi napełniły się dopiero w 8 dobie i ściągnęłam raptem 20 ml. Cały czas starałam się przystawiać małą do piersi, co też nie było łatwe, bo zołza jedna ciągle mnie kąsała i płytko cycka łapała, więc ból, poranione brodawki etc. Do tego wszystkiego doszły problemy z serduszkiem u małej - cięcie było ze względu na tachykardię, potem po porodzie wysokie tętno utrzymywało się, ekg było nieprawidłowe i podejrzewano zespół wydłużonego QT (co na szczęście z czasem w innym szpitalu wykluczono).
Sytuacja z cyckaniem poprawiła się w domu, gdy odeszły szpitalne stresy, ciągle jednak dokarmiałam MM i niestety butelką. Tak od początku robiłam w szpitalu, bo niestety nie miałam siły czy woli a może jednego i drugiego na zabawy w strzykawki, pipetki, kubeczki etc. W domu też nie starczało mi czasu ani rąk, żeby co 3 godziny przystawiać do piersi, dokarmiać i ściągać. Zabawa ze ściąganiem skończyła się po miesiącu, gdy pies podczas mojej nieuwagi radośnie wychłeptał z laktatora mleczko a potem go przegryzł. Sądzę jednak, ze wyszło nam to na dobre, bo częściej przystawiałam dziecię do cyca, a karmienie zaczęło robić się bezbolesne, przyjemne i relaksujące. Wtedy przyszły długie godziny cyckowania i myślałam, że wszystko będzie dobrze. Niestety zawsze, ale to zawsze długie godziny na cycku kończyły się strasznym rykiem, prężeniem, protestem i odpychaniem przy próbie kolejnego przystawienia, zmiany piersi, pozycji etc. mimo, iż w piersi były jeszcze krople mleka. Krople, bo nie znam prawie wcale uczucia pełnych piersi tryskających mlekiem. Ponieważ tętno małej ciągle było podwyższone pediatra stwierdziła, że dziecko męczy się przy ssaniu i żeby nie ociągać się z dokarmianiem. Tak też robiłam, po każdym cyckowaniu podawałam 100 ml MM i zwykle część lub całość znikała z pola widzenia - chyba w zależności od tego ile udało się z piersi wyciągnąć. Mam to szczęście, że moja mała (w przeciwieństwie do mamusi) do łakomych nie należy i zdecydowanie preferuje cycka nad butlę. Wtedy wpadłam na pomysł, że aby nie katować dzieciaka męczącym ssaniem, będę podawać MM ale nie więcej niż 100 ml, a w miarę wzrostu i rozwoju resztę zapotrzebowania pokryją piersi.
Metoda sprawdzała się do momentu, gdy zapotrzebowanie dziecia wzrosło, nauczyło się opróżniać pierś do ostatniej kropelki i wściekle awanturować o dokładkę. Broniłam się ze dwa dni, ale w końcu z ciężkim sercem podałam 120 ml MM zwłaszcza, że zbiegło się to w czasie, gdy po porodzie dostałam miesiączkę, co mnie kompletnie dobiło, bo im więcej widziałam krwi tym mniej mleka z cycków leciało. Niby wiem, że miesiączka teoretycznie nie ma związku z efektywnością karmienia, no ale....czy nie mówi się tak kobietom po prostu, żeby nie traciły ducha? Jest miesiączka to mało prolaktyny, mało prolaktyny to mało mleka i już - zresztą widziałam to po sobie i żeby nie było - wcale nie mam na tym punkcie obsesji, ale laktacja mi siadła.
A moje dziecię jak już dostało 120 ml to zaczęło nockę przesypiać. Z tym przesypianiem to od początku problem, bo ona od urodzenia przesypiała jedno karmienie, ale nie stresowało mnie to dopóki ładnie przybierała na wadze. Teraz jest trochę gorzej, bo wychodzi na to, że często gęsto przesypia w nocy dwie pory karmienia albo wystarcza jej cycek, przy którym odlatuje i nie ma potrzeby podawania butli. Jeszcze kilka dni temu po takiej przespanej nocy to chociaż czułam, że mam cycki pełne mleka, a teraz już w zasadzie nic nie czuję, tylko normalne miękkie piersi. Niby fajnie tak nockę przespać, ale trochę się niepokoję, bo mi malutka ostatnio słabo przybiera na wadze. Na flachę się krzywi, a z cycków nie leci. No i co ja mam z tym teraz zrobić?
Twarde fakty są takie:
1. Majka ur. 2.10 przez CC (nieprawidłowy zapis ktg) w 40+1 t.c. 3370 g
2. Najniższa waga 3150
3. Waga z 10.11 - 4637 g, waga z 21.12 - 5200 g
4. Nieprawidłowości kardiologicznych mimo usilnych starań nie znaleziono
5. Okiem neurologa tez wszystko ok
[choć niepokoiła mnie trochę jej nadpobudliwość i nadaktywność, wprawdzie w nocy śpi jak zabita, to w dzień prawie wcale - wykazując ciągła gotowość do zabaw wszelakich, ćwiczeń, rozmów, zachwytów, przebieranek, spacerków, chustowania, kąpieli etc. A kiedy już matka przy niej pada na pysk to leży sobie i sama przebiera rączkami i nóżkami]
6. Aktualny system karmienia to: MM o 9, 13, 17, 21, 1, 5 - z czego 1 i 5 jest w głębokim śnie, tudzież zadowala się cyckiem o dowolnej porze w nocy. KP przed każdym MM i na każde żądanie, co za dnia wychodzi co ok. 2 godziny, a w nocy 1 raz albo wcale. Mleka robię jej 120 ml z czego wypija całość lub większość ale czasem tylko 40-60 i nie mam pomysłu od czego to zależy. Po nocy wcale nie domaga się jedzenia, trzeba ją zachęcać tak samo do cycka jak i do butli. Zużywa 5-6 pieluszek na dobę. Kupki nie rzadziej niż co drugi dzień, a czasem 2 razy na dzień.
7. Powrót do pracy planuję 01.03.2012, Rezygnować z karmienia wcale nie chcę, ale utrzymanie pełnej laktacji przy obecnych problemach uważam za niemożliwe. Dobrym rozwiązaniem byłoby karmienie mieszane jak do tej pory, tylko czy nie zgubie całkowicie pokarmu, którego i tak mam mało?
8. Dziecię jest bezsmoczkowe - wyłącznie na cycku jako uspokajaczu i tu cienko widzę swój powrót do roboty.
9. Krwawienia po połogu: 10.11, 7.12 i od dzisiaj - długie i obfite z plamieniami w międzyczasie ale gin twierdzi, ze tak może być i wsio jest ok.
No to poddaję się publicznej krytyce i otwieram na rady mądrzejszych od siebie :)