panizalewska
07.08.12, 21:37
Witam :)
Mam od jakiegoś tygodnia problem z moją 6-tygodniową córą. Bardzo często przy przystawianiu do piersi zaczyna płakać, w rodzaju "coś mnie boli". Na początku karmienia, w środku, rozbudza się, nie uspokaja się przy karmieniu generalnie (chyba, że po dłuuuuższym). Na siedząco w pozycji klasycznej i na leżąco. Kiedy tak się dzieje - podnoszę, przytulam, staram się uspokoić i znowu przystawić, zmienić pierś, pozycję, cuda na kiju i akrobacje. Dzisiaj walka trwała 5 godzin :( co gorsze, puściły mi nerwy i krzyczałyśmy i płakałyśmy obie :(
Mała w zasadzie od samego początku bardzo się pręży i wygina silnie do tyłu, jak leży na plecach, jak ją podnosimy, przewijamy, jak nosimy w pionie. Przy karmieniu to już w ogóle jest tak sztywna, a kręci główką i szuka piersi głównie nie tam, gdzie ona jest. Nie mogę jej przecież na siłę doginać do siebie na zasadzie "dziecko do piersi, a nie pierś do dziecka" bo jeszcze większy krzyk i płacz w najlepszym razie, a w gorszym coś jej mogłabym zrobić :( Jak się uda to siedzę pogięta przez pół godziny i dłużej, żeby tylko mała jadła i była spokojna.
Mleka mam bardzo dużo, więc to nie problem. Karmię na żądanie, staram się wychwytywać pierwsze oznaki głodu. Mała nie zna smoczków i butelek. Przybiera super, mnóstwo pieluch zużywa. Tylko te płacze są bardzo przykre i obie się męczymy.
Czy ktoś wie, co może powodować taką sytuację? Czy to raczej nie kp a sprawy mięśni / nerwów małej?
Baaardzo proszę o wskazówki i pozdrawiam :)