iris_ek
27.04.17, 15:31
Cześć :)
24 marca urdziłam (cc) córkę, którą karmię wyłącznie piersią. Na dzień dobry mogę powiedzieć też, że nie używamy smoczka, ani razu nie podałam też jej butli.
Dziewczyna je bardzo szybko i bardzo krótko - ok 2 godzin w ciągu całego dnia. Czasem jedno karmienie to 6 minut czasem 20, ale nie więcej. Mamy 8 karmień dziennie, karmię na życzenie.
Pieluchy są pełne, dziewczyna przybiera dobrze - waga początkowa była 2930, wyjściowa ze szpitala 2700, w tej chwili ma ok 4100 (piszę około, bo dokładność naszej wagi jest kontrowersyjna). Córka w wyczuwalny sposób opróżnia mi piersi.
Problem mam taki, że na palcach u jednej ręki mogę policzyć kamrienia, gdy córa zjadła z obu piersi. Zawsze je z jednej. Trzymam ją zawsze przy piersi póki sama nie puści brodawki. Nie przeszkadza mi absolutnie ten sposób karmienia w trakcie dnia, kiedy karmienia są dość częste (rozstrzał od 1,5 do maksymalnie 3 godzin) ale w nocy jest trochę problematycznie. Karmię ją ostatni raz około godziny 23, potem budzi się około 3 i następny raz już rano około 7. Czasem to daje 8 godzin przerwy dla jednej piersi i mam wrażenie, że jakbym się zamachnęła to mogłabym okno wybić, taka jest twarda (ale córka sobie radzi z uchwyceniem brodawki bez problemu, je jak kombajn) no i tkliwa.
Moje pytanie brzmi kiedy organizm zrozumie, że nie potrzeba mi takiej samej ilości mleka w nocy jak w dzień? Czy odciągać trochę laktatorem w nocy by ulżyć tej 'przeterminowanej' piersi (nie chciałabym pobudzić jej do jeszcze większej produkcji w nocy)? Czy może budzić córkę na karmienie (wolałabym nie, ona śpi pięknie, a my przy niej)? Czy zostawić tak jak jest modląc się by nie było zastojów? Proszę pięknie o radę :)