Dodaj do ulubionych

chyba zbliża się koniec...

IP: *.* 06.02.02, 13:14
Moj Synek niebawem skończy 2 latka...I czas już na odstawienie od piersi. Nie wiem, jak sobie z tym poradzę...Muszę go odstwaići wziąć się za siebie-czeka mnie przyjmowanie hormonów...Strasznie mi przykro z tego powodu...Nie wiem, jak sobie poradzimy:synek, mąż i ja... Karmienie piersią jest takie cudowne, tak piękne...Uwielbiam patrzeć w oczka mojego Synka, kiedy tak do mnie się tuli.Ale on jest już duży, muszę go uczyć samodzielności, niezależności... Na pewno pokarmię go do 11 lutego-dnia 2 urodzin. A potem musimy się rozstać z cysiem. Mam nadzieję, że mi pomożecie.Chyba płakać mi się chce...Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • Gość: AgusiaH Re: chyba zbliża się koniec... IP: *.* 06.02.02, 13:28
      Dobrze pamiętam ten stan ducha. Mały miał prawie dwa latka, gdy rozstawaliśmy się z karmieniem, i opłakałam tę decyzję rzewnymi łzami. Uwielbiałam karmić piersią!Ale podobnie opłakiwałam pierwsze śpioszki, z których wyrósł, pierwszy kroczek (bo tylko patrzeć, jak zda maturę, pójdzie na studia i tyle go będę widziała). Maluchy są takie słodkie...Z drugiej strony zawsze okazywało się, że koniec jednego etapu jest początkiem następnego, który niesie nowe, fajne sprawy. Gdy skończyliśmy karmienie, nagle zauważyłam, że więcej czasu spędzamy na wspólnym odkrywaniu świata, zabawie. Że jest ciekawiej, dynamiczniej, że - o dziwo - mały zaczyna się skokowo rozwijać pod różnymi względami, a ja z rozkoszą mu w tym towarzyszę. Bartek też uwielbiał chwile karmienia piersią i na rzecz takiego słodkiego przytulania rezygnował z innych zajęć - te odkrył dopiero, gdy pożegnaliśmy się z piersią. Pisz, jeśli będzie ci trudno. Jestem z Tobą. Pamiętaj - coś tracisz, coś zyskujesz. i ciesz się ostatnimi karmieniami, nie myśląc, co będzie, gdy...
      • Gość: janeczka Re: chyba zbliża się koniec... IP: *.* 07.02.02, 21:52
        Dzięki Agusiu! Widzę,że mamy podobne charaktery i odczucia...Też "ubolewałam" nad każdą parą śpioszków. Rzeczywiście, potem przychodzą inne ciekawe rzeczy...Spróbuję także na tę sprawę poatrzeć tak jak Ty... Karmię do poniedziałku. W poniedziałek drugie urodziniki i zaczniemy się odstawiać... Pewnie będę się tu jeszcze nie raz żalić...Dobrze, że tu znajdę kogoś, kto mnie rozumie.
    • Gość: janeczka Re: chyba zbliża się koniec... IP: *.* 19.02.02, 11:06
      W dzień już się odstawiliśmy-Jasiek podchodzi i mówi że to dla dzidzi. Powiedziałam mu, że mleko poszło do dzidzi i go nie ma, bo dzidzia jest mała i nie może jeść zupy ani mięsa. O dziwo-dał się nabrać-on tak uwielbia dzidzie.Gorzej jest nocą. Płacze i już. A ja nie mam siły i daje mu się przyssać...
      • Gość: AgusiaH Re: chyba zbliża się koniec... IP: *.* 19.02.02, 12:19
        Pokarm go jeszcze trochę w nocy, a potem (tydzień, miesiąc?)wynieś sie pod jakimś pretekstem na noc do innego pokoju. Albo wyjedź sobie na kilka dni - ja tak zrobiłam i metoda okazała się skuteczna w 100%, a przy tym bezbolesna dla małego. Na pewno jest łatwiej, jeżeli dziecko w dzień już nie je i rozumie o co z grubsza chodzi.Trzymam kciuki, żeby wam udało się przejść przez ten okres jak najłagodniej. Agnieszka
    • Gość: janeczka Już nie karmię!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.* 10.03.02, 20:23
      To ja... Nie karmię juz od dwóch tygodni-nie mogłam się wcześniej pochwalić, bo mój komp wariuje-w tej chwili dorwałam się do komputera brata...Poszło lżej niż się tego spodziewałam.Pierwsza noc...Mniama zakleiłam sobie plasterm-już w dzień Jaś wiedział, że "Mamę boli mniama."-ubolewał nade mną cały dzień. W nocy kiedy poprosił o pierś, tłumaczyłam mu, że mnie boli, zasnął...Obudził się po jakims czasie i znów prosił, zaczął płakać. No to ja opowiadałam baję, że będziemy jeżdzić na sankach, pojedziemy do babci-tak co kilka godzin...W sumie Jaś płakał przez całą noc jakieś 10 minut.Dobrze, że zakleiłam sobie pierś(karmiłam tylką jedną), bo mogłabym się złamać...Druga noc.Jaś już nie płakał-prosił o cysia, ale dotykał plastra i mówił, że mamę boli. Głaskał cysia, przytulał się do niego.W dzień było podobnie-Jaś zaglądał mi pod bluzkę i rozczulał się nad moim plastrem, głaskał, nawet wąchał...Trzecia noc.Jeszcze zaklejałam pierś. Jasiek spał z nami od drugiej...Już w ogóle nie marudził.Czwarta noc.Już bez plastra-musiałam się pilnować-bo u mnie odruch podawania piersi Synkowi stał się odruchem bezwarunkowym. Dziś mija 2 tygodnie. Jasiek pamięta o mniamie, ale mówi, że mamę boli i że to dla dzidzi.Często podchodzi do mnie, podciaga bluzkę, głaszcze cysie, nawet je wącha, ale już nie chce ssać. Odkrył, że tata też ma mniamy-zaglada mężowi pod koszulę...A ja? Przeszłam to prawie bezboleśnie. Odstawiałam stopniowo, więc uniknęłam zastojów i bolących piersi...Rzeczywiście mniam mnie bolał, bo zrobił mi się czyrak-ale to akurat na tym, którym nie karmiłam.Karmiłam 2 lata i kilka dni.To była cudowna przygoda, piękne chwile, których nigdy nie zapomnę...Kiedy będę miała drugiego dzidziusia, będę go karmić nawet dłużej niż Jasia.Przepraszam za długi post-może komuś przydadzą się moje doświadzcenia. A po drugie chciałam opowiedzieć, to komuś, kto mnie zrozumie.Pozdrawiamjaneczka
      • Gość: mamula Re: Janeczko............. IP: *.* 11.03.02, 13:34
        Ja Cie rozumiem!!!!Tyle,ze nie mogę sobie z tym poradzic. Moj synek pare dni temu skonczył 2 lata i piers (jedna) jest czwartym członkiem naszej rodziny. Mnie nie preszkadza karmienie i jak dotad nie podejmowalam prob odstawienia. Czasem chcialam synka sprawdzic wiec mowiłam mu,ze cycuś jest chory. On go pocieszal, czasem caley dzien, ale wieczorem cierpliwosc sie skoncyła. Kiedy niedawno zachoroawałm uznałam,ze moze bedzie to dobry moment-jest pretekst-musze brac lekarstwa. Lekarka doradza odstawienie.Po wyjsciu od niej ryczałam cała droge. Ktos , kto tego nie przeszedł po prostu nie zrozumie. Matka-wariatka, takie slysze reakcje. No wiec telefon do pani Staszewskiej, mojej podpory. Poradzila, abym zmienila lek lub sprawdzila,czy naprawde jest szkodliwy lub zdecydowala sie na odstawienie okupujac to zalem, no wrecz żałobą. Ja juz prawie zdecydowana. Wyszłam z domu-mąż usypiał. Potem synek sie budził ( ja sie schowałam) i dał sobie wytłumaczyc. Ale potem.....awantura. Poza tym maż sam podjal decyzje, o tym odstawieniu nagle. Ja chciałam stopniowo. NO i.....karmie. Uspokoil mnie chirurg u ktorego byłam, ze t lekarstwa sa ok. No i co teraz???Do 7 klasy chyba. Bo on nie zamiezra rezygnowac. Mnie brak silnej woli. Poza tym ja nie moge ograniczyc karmien w ciagu dnia-bo on mi nie daje.Janeczko, poradz, prosze....Wiem, ze konsekwencja, ale ja jestem jakas nieodporna na jego żale....:((((Moj synek zrywa plastry, odrzuca na bok mowiac_no juz, nie ma. i zabiera sie do najulubienszej czynnosci swego zycia.(nie powiem,mnie tez jest milo)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka