reno77
11.03.08, 13:13
chodzi o karmienie piersią. Mój synek to pierwsze dziecko, ma teraz
prawie 7 m-cy. Karmienie u nas to od początku udręka. Miałam cc,
pokarmu było mało, pierwsze 6 tyg nie wychodziłam z łóżka, a mały
leżał tylko przy "cycu" - o bólu i poranionych brodawkach nie
wspomnę... Do tego ciągły wrzask dziecka - było głodne, (tak myślę),
trzeba było dokarmiać. Z butelki dojadał chętnie, ale...tylko do 2-
go miesiąca, potem całkowicie butelkę odrzucił i ssał tylko pierś. O
smoczku nie było mowy - dostawał szału - a nazwa: smoczek
uspokajający możnaby zamienić na:smoczek rozwścieczający i tak jest
do dziś. Podobno dzieci na piersi często tak mają, ale oczywiście
nikt mnie o tym nie uprzedził. W zimowe dni nie dało się wyjść na
spacer, bo darł się przy ubieraniu i smoczkiem buzi nie dało się
zatkać (miał wrzeszczeć na mrozie i łapać to zimne powietrze?
Dziękuję, taka odważna nie jestem)Do tego te nieprzespane noce.
Rodzinka pocieszała: "będzie starszy, to nie będzie się tak często
budził". Guzik prawda - co 1,5-2 godz nadal i jeszcze się kręci w
międzyczasie, jestem zupełnie niewyspana, mój organizm już tego nie
wytrzymuje. Butli z mieszanką lub kaszką na noc też nie mogę mu dać,
bo gumowy smoczek rozpoznaje nawet przez sen. Wszystkie nowości
podaję łyżeczką, nawet herbatkę, bo z kubka-niekapka też nie chce
pić. Jestem totalnie wyczerpana, z domu nie wychodzę, czuję się jak
w klatce. Z małym nikt nie chce zostać, bo nigdy nie wiadomo kiedy
zażąda piersi, a jak nie dostaje to jest dzika histeria- kto sobie
zechce wziąć taki kłopot na głowę? Gdybym to wszystko wiedziała,
chyba karmiłabym butelką. Moja znajoma ma dziecko też 7-miesięczne.
Od razu po wyjściu ze szpitala dała butelkę. Gdy widzę jaka
jest "czasowa" - wychodzi gdzie chce, w końcu butelkę może podać
każdy, dziecko naje się na noc, przesypia z 6-godz przerwą, to coś
mnie bierze. Zadbana, nie to co ja - rozkopaniec bez wyglądu. Jej
dziecko ciągle ma smoczek w buzi, a ja jak mam uspokoić mojego syna?
Jak inaczej niż piersią go uśpić? W efekcie 3/4 dnia jest noszony na
rękach. Na karmienie piersią jest kładziony duży nacisk, ale mało
informacji z czym się musisz liczyć, z jakimi wyrzeczeniami, ile to
kosztuje. Dzieci "butelkowe" też przecież żyją, prawda? Powiecie, że
to najlepsze dla dziecka, że zaprocentuje w przyszłości. Tylko czy
ja tego doczekam, czy prędzej nie zjędzą mnie nerwy i nie padnę z
przemęczenia? I co Wy na to?