gamika
26.06.09, 09:04
Dziewczyny, baaardzo potrzebuję wsparcia.
Po ostatniej wizycie u pediatry okazało się, że moja 8,5 mc córcia
bardzo kiepsko przybrała na wadze (120 g w ciągu 6 tygodni).
Karmień miałam 8-9 dziennie, z czego 1x warzywa z mięsem (1-2
słoiczków), 1x kaszka na Nutramigenie (150-230 ml), 1x owoce (1-1,5
słoiczka), reszta - pierś. Były karmienia nocne (np. o 21, 2, 5).
Żadnych przekąsek. Do picia w upały tylko woda.
Poza nieszczęsną wagą - okaz zdrowia, radosna, ruchliwa, żadnych
wysypek, kupy bez śluzu i krwi.
Rozmawiałam już z Panią Moniką i doradziła mi zwiększyć ilość
karmień piersią (podawać pierś przed karmieniem kaszką czy ze
słoiczka). Próbuję, ze wszystkich sił próbuję i tu zaczynają się
schody :((
Problem w tym, że córcia nie jest zainteresowana piersią. Próbuję
różnych pozycji, pór karmienia - albo w ogóle nie chce ssać, albo
possie 1-2 min (nawet nie usłyszę odgłosów przełykania) i idzie
sobie, tzn. odraczkowuje ewentualnie zaczyna się bawić w
przygryzanie i pociąganie brodawki. I tak jest od 2 dni.
Czy to może mieć związek z okresem? Dostałam właśnie pierwszy okres
od ciąży.
Problem w tym, że z walką o karmienie piersią zostałam zupełnie
sama. Pediatra - "proszę pani, w tym wieku to mleko z piersi nie
jest dla dziecka wystarczająco odżywcze. Proszę zwiększyć ilość
podawanej kaszki!". Niestety powiedziała to przy mężu, dla którego
zdanie lekarza jest wiarygodne.
Mąż, który wspierał mnie w pierwszych miesiącach karmienia, teraz
uważa, że nic się nie stanie, jeśli przestanę karmić piersią,
zarzuca mi, że mam zbyt ambitne podejście, że ważniejsze jest dla
mnie karmienie piersią a nie zdrowie dziecka. Że skoro na mleku
modyfikowanym będzie lepiej przybierać i chętnie je to powinniśmy go
dawać więcej. Dochodzi między nami do spięć związanych z karmieniem.
Wczoraj, kiedy mała 5 min possała pierś i już zdecydowanie nie
chciała więcej podał jej "na próbę" mleko w butelce - 10 min po moim
kamieniu wypiła łapczywie 210 ml z butelki!!! :(
Teściowa, która karmiła swoje dzieci piersią może tydzień - "z mamy
piersi to pewnie już niewiele leci" i pokazująca dziecku butelkę
(chociaż teściową najmniej się przejęłam, jest dobrą babcią, tylko
za jej czasów podejście do karmienia było inne).
I na koniec problemem jestem ja sama - dobita, smutna, wydaje mi
się, że mleka mam coraz mniej, pełna wątpliwości (czy nie chcę
karmić za wszelką cenę nawet kosztem zdrowia dziecka?!).Do tego
wszystkiego od przyszłego tygodnia wracam do pracy, więc nie będę
miała możliwości częstszego przystawiania do piersi.
Jednym słowem - zwątpliłam. Nie tyle w to, że warto karmić piersią.
Ale w moje własne piersi. Potrzebuję psychicznego kopniaka, który
postawiłby mnie do pionu...
Sorry,że takie długie to...