Wkrótce składam papiery do sądu ws. ustalenia ojcostwa, alimentów i ograniczenie praw ojcu mojego dziecka. Wiem, że on przyjdzie z adwokatem. Potrafię mówić, ale boję się, że ta adwokat tak zbałamuci to co mówię, że nie dam rady

O alimenty już nie tyle mi chodzi co o ograniczenie praw. Ojciec małego chce się niby z nim widywać, ale płacic już nie... Ponadto to osoba z powaznymi zaburzeniami psychicznymi, agresywna, na co są dowody [pobicie ojca co skończyło się "zawiasami", matka wzywała policje kiedy ja dusił, leczył się psychiatrycznie, niestety bezskutecznie]. Koszt pomocy adwokata- ok 1000 zł w moim mieście[podejrzewam, że 1 rozprawy plus napisanie wniosku]. Pożyczyłabym te pieniądze, bo to sprawa "życia i smierci", ale zastanawiam się jak sąd patrzy na adwokata biednej samotnej mamy?? Czy zrozumie jak ważne dla niej jest wygranie sprawy czy raczej- skoro ma kasę na mecenasa to na dziecko tez powinna...
Zwlekam z tym cały czas, ponieważ ex zobowiązał się płacić 400 zł miesięcznie na synka. Niestety nie doatałm od niego ani grosza, a mały ani misia z kiosku kiedy odwiedzał go w szpitalu. Musze więc zacząć działać.