Witajcie kochane
Po wielu przemyśleniach, miesiącach w niepewności, strachu, przeliczeniach, analizie wszystkich plusów i minusów, dojrzałam do decyzji, aby złożyć wniosek o uznanie + alimenty + ograniczenie praw [najlepiej odebranie, niestety zdaję sobie sprawę, że to niełatwe].
Synek ma pół roku. Ex, osoba bardzo zaburzona psychicznie [aktualnie zwiał z oddziału zamkniętego w psychiatryku i gdzieś się ukrywa], na zmianę pyta o syna/ proponuje mi piwo/ grozi, ubliża/ straszy samobójstwem [ i próbuje je popełniać tak aby napędzić wszystkim stracha, ale sobie nic nie zrobić] itp.. Atrakcji miałam wiele, teraz zmieniłam nr telefonu i mam powiedzmy "spokój". "Spokój", bo zyję w ciągłym stresie, strachu o nasze bezpieczeństwo, co powoli rujnuje moją psychikę

Proponowałam mu ugodę następującą- nie będę się starać o alimenty, ale niech da nam na zawsze święty spokój. Nie zgodził się... Synka widział 2 razy- w szpitalu i raz na spacerze- nie dązy do kontaktów. Zapowiedział się na święta z prezentem dla małego- nie dotarł, proponował alimenty w wysokości 400 zł- nie dał ani grosza.
Jutro mam rozmowę z prawnikiem w MOPR, wypytam o szanse na ograniczenie a najlepiej odebranie praw, przy jednoczesnym zasądzeniu alimentów. Mój dochód to będzie wychowawczy + 220 zł z MOPS'u. Nie dam rady za to utrzymać siebie i synka, mimo że mieszkamy z moimi rodzicami.
Trzymajcie kciuki, abym wytrwała, bo do tej pory wyznawałam zasadę, g**** lepiej nie ruszać i mieć spokój. Ale spokoju mieć nie będę. Exowi wiele nie zasądzą- wykształcenie zawodowe, bezrobotny, zaburzony- pewnie udowodni depresję, ale zawsze to choć trochę zasili nasz budżet...
Pozdrawiam Was serdecznie!