Takim pytaniem uraczył mnie wczoraj mój synek

Nie muszę chyba pisać, że
byłem maksymalnie zdziwiony. Zagadnąłem, dlaczego o to pyta i okazało się, że
wcale nie on pyta, tylko jego zapytano. Oczywiście powiedział mi, kto go o to
zapytał, po czym przypomniał sobie, że miał nie mówić

Od rozmowy się nie
wymigałem, przycisnął mnie do muru, więc powiedziałem mu, że nie mam, zapytał
dlaczego, ja zręcznie odbiłem pytanie, czy nie miałby nic przeciwko, gdybym
miał. A on (uwaga, uwaga) stwierdził, że gdyby była wporzo (skąd on zna takie
słowa?), to nie ma sprawy. Potem jeszcze wyznał, że się już nawet
zastanawiał, czy mi nie jest smutno, bo wszyscy tatusiowie mają swoje żony, a
ja nie mam i to w sumie niesprawiedliwe, że mną się nikt nie opiekuje.
Wzruszył mnie malec swoją empatią

Ale na koniec nie omieszkał z łobuzerskim
uśmiechem dorzucić, że pani, która go o to pytała, to chyba mnie lubi, a jak
na jego gust jest całkiem wporzo. Taaaa, tylko zdaje się, że gusta mamy
zupełnie inne

Wszystko pięknie, dostałem pozwolenie na dziewczynę, które
teraz szczególnie mi się przyda, ale nie wiem, czy mój synek w praktyce
również podejdzie do tego z takim entuzjazmem, w końcu to czas i uczucia.
Ech... Teraz przypomina mi się, jak jakiś miesiąc temu z wielkim
zaangażowaniem młody opowiadał mi o Bartku, koledze z przedszkola, który nie
miał taty, a teraz jego mama znalazła mu nowego tatę i czy to nie jest
wspaniale, że tak sobie można nowego tatę znaleźć. I wtedy oczywiście
przytaknąłem, że wspaniale, a teraz odnoszę wrażenie, że losy kolegi Bartka i
jego mamy to chyba była mała aluzja

) No dobra, koniec tych refleksji nad
moim życiem osobistym
Pozdrawiam serdecznie wszystkie wporzo mamy

Borys