Dodaj do ulubionych

refleksja i moje obawy

13.08.04, 15:57
Czesc
Tak sobie czytam i czytam co tu piszecie, wczuwam sie w Wasze sprawy, sledze
watki i przejmuje sie. Mysle o tym wieczorami, no i zamartwiam sie, bo
zastanawiam sie jak to bedzie kiedy ja bede miala dziecko.
Boje sie, naprawde bardzo sie boje ze zostane sama z tym dzieckiem, z
przeciwnosciami losu, ze nie bede wystarczajaco bohaterska jak Wy.Ze bede to
dziecko bardzo kochac, ale ze moze byc tak ciezko, ze nie daj Boze moge nie
miec wystarczajaco sil zeby np. umiec dzien w dzien te milosc i cierpliwosc
okazywac. Kiedys byl taki watek, ktoras z dziewczyn oburzala sie ze
samodzielnosc nie z wyboru a z okolicznosci to nie bohaterstwo, tylko taki los
i ze nie chce wspolczucia a jedynie zrozumienia i pomocy DYSKRETNEJ.
I ja, ktora niedlugo bede mezatka, a pozniej planuje zostac matka za jakis
czas, zauwazylam ze po cichu zaczynam sie asekurowac na ewenualna okolicznosc
zostania sama. Nic ku temu nie przemawia, naprawde, zyje w szczesliwym zwiazku
z moim przyszlym mezem, ale cos mi w glowie takiego siedzi, ze musze sie
hartowac...
Chcialam Was wszystkie bardzo serdecznie pozdrowic i prosze, trzymajcie za
mnie kciuki. Moze to zwykla paranoja.
majka
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: refleksja i moje obawy 13.08.04, 16:13
      Myślę, że można na Twoje odczucia spojrzeć dwojako:
      - lęk przed zmianą - ostateczną odpowiedzialną decyzją nt. małżeństwa i
      nieodwracalną decyzją o dziecku (i związaną z tą odpowiedzialnością)
      ALBO
      - jakaś wewnętrzna intuicja, która w taki sposób dochodzi do głosu bo może
      jednak nie wszystko Ci tak naprawdę odpowiada w Twoim partnerze i waszym
      związku, ale tego sobie nawet nie uświadamiasz

      Wiem, ze w niczym Ci pewnie powyższe nie pomogło ale może warto się
      pozastanawiać.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • bojana Re: refleksja i moje obawy 13.08.04, 16:36
        Można spojrzeć nawet "trojako". Do tego co napisała Chalsia dodam, że takie
        myślenie może być sprawcze. Jeżeli to nie podświadomość czy intuicja - to może
        subtelny pesymizm (przez to forum wywołany, a jakże) Dlatego, ciesz się tym co
        masz i nie myśl "co by było gdyby" bo to do niczego dobrego nie prowadzi. W
        życiu jest czas na różne rzeczy, w Twoim teraz jest czas budowania i postaraj
        się, aby trwał przez wieki, czego Ci życzęsmile
        Pozdrawiam
        PS. Jeżeli ktoś wierzy (nie piszę tu o Tobie, podaję tylko przykład), że coś
        się nie uda, to prawdopodobieństwo powodzenia pikuje w dół. Jeżeli zaś wierzy,
        w tej samej sprawie, że będzie ok., jest odwrotnie - prowdopodobieństwo rośnie.
        Myślenie sprawcze... dla mnie to fascynujące "zjawisko".
    • basia_31 Re: refleksja i moje obawy 13.08.04, 19:13
      Osobiście preferuję zabezpieczanie się na przyszłość ale bez rozgłaszania tego
      wszem i wobec. Jestem mężatką od 9 lat. Od zawsze miałam zaskórniaki na tzw.
      czarną godzinę. Nigdy nie wiadomo, kiedy będą potrzebne. Mężowi ufam (chyba),
      ale bez przesady. Samobójczynią nie jestem. Omal go śmiechem nie zabiłam gdy
      pod groźbą rozwodu zażądał wydruków z mojego konta osobistego i upoważnienia do
      dysponowania nim. Na kilka lat wcześniej robił mi różne głupie numery (kumple,
      wyjazdy, odżyła znajomość z poprzednią miłością, totalne nieinteresowanie się
      dzieckiem). To mnie tylko utwierdziło w przekonaniu, że muszę sie zabezpieczać
      na przyszłość. Na początku nic nie wskazywało na to, że mogłabym się czegoś
      obawiać. Miłość i sielanka. Wychodzę z założenia, że jak ja sama nie będę
      chciała o siebie i dziecko zadbać to nikt tego za mnie nie zrobi. Lepiej
      dmuchać na zimne. Miłość miłością ale rozsądek też powinien współistnieć.
      Jestem głównym najemcą mieszkania. Braliśmy samochód na raty, jestem
      współkredytobiorcą więc dopilnowałam abym była też w dowodzie rejestracyjnym
      współwłaścicielem (poprzedni samochód mąż sprzedał bez mojej zgody, pieniądze
      poszły w błoto, teraz już się nie dałam wykiwać). Moje obawy wyniosłam z domu
      rodzinnego. Jestem przewrażliwiona ale dobrze mi z tym i nie chcę tego
      zmieniać.
      Stoję mocno na ziemi. Po tych szarpaninach związek znów jest sielanką.
      Spodziewamy się maleństwa. Obawy są poza mną. nawet gdyby coś się mężowi
      odmieniło - poradzę sobie.
      Życzę powodzenia i pozdrawiam
    • leeya Re: refleksja i moje obawy 14.08.04, 23:06
      Wiem, ze kazdego moglyby niektore watki na tym forum zdolowac, ale pamietaj, ze
      nie kazdemu sie to zdarzasmile
      A co do zabezpieczania sie na przyszlosc, to zawsze mialam taka teoria, ze
      nalezy tak ukladac sobie wszelkie sprawy, zeby w razie czego nie zostac na
      lodzie. I teraz tez jakos nie boje sie materialnego aspektu mojej samotnosci,
      nawet jako mamy. Mam prace, zawsze mialam oddzielne konto, moj eks niegdy nie
      wiedzial ile zarabiam i ile tak na prawde mam pieniedzy. Mysle, ze to dobry
      uklad, bo w sumie cala ciaze bylam sama (eks byl na postdocu we Wroclawiu i do
      domu wpadal na co drugi weekend) i ani razu nie uslyszalam od niego
      pytania "moze potrzeba Ci pieniedzy". Dlatego nawet bedac w udanym zwiazku
      warto miec swoje pieniadze, chociazby dlatego, ze jezeli stwierdzisz, ze masz
      ochote na swietne perfumy za 300PLN, to nie bedziesz musiala Swojego meza o nie
      prosi, tylko kupisz je sobie sama.. A jaka przy tym frajdasmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka