Dodaj do ulubionych

Niesamodzielne dzieci

10.09.04, 15:06
Mój syn zaczął we wrześniu szkołe.Zaoferowałam sie nauczycielce że bede
pomagać jej w wyjazdach klasowych na basen.Była z nami babcia jednego z
dzieci.Stwierdziła że,"dzisiejsze dzieci są mało samodzielne".
Odprowadzając mego syna do szkoły stanełam przed szatnią i niestety musiałam
przyznać jej racje.Matki rozbierające 7-8 letnie dzieci,mamusia klęcząca na
kolanach aby córce włożyc kapcie(około 9 lat),tabun rodziców oblegających
szatnie(dzieci nie mają jak wejśc,bo rodzice siedzą na ławkach i ubierają
swoje pociechy),drugi tabun przy stołówce bo muszą sprawdzic czy syn zjadł
zupę.
Czy to troska czy nadopiekuńczość?Czy poprostu początek roku i potem
dzieciaki zaczną sobie radzić same?
I gdzie konczy się pomoc a zaczyna wyreczanie?
Obserwuj wątek
    • new_live Re: Niesamodzielne dzieci 10.09.04, 15:15
      Cóz - mysle , ze moze nadopiekunczosc, amoze krotkowzrocznosc w polaczeniu z
      brakiem czasu...
      Niestety.
      Wychowujac dziecko nie raz zapominamy , ze jest to zwiazne z czasem - a
      wlasciwe ze na wszystko trzeba przeznaczyc 2, 3 razy tyle czasu co normalnie.
      Wiadomo trzy czterolate- powoli ubiera buty , i kurtke. zajmuje mu to czas , a
      my sie spieszymy - wiec my to zrobimy szybko ,"pomorzemy" mu. Nie myslim , ze
      takie wyreczeni sprawi , ze w wieku 7 lat baedzie to robil rownie wolno - bo po
      prostu trzeba znalesc ten czas by sie tego nauczyl. I poniewaz dlaej to robi
      wolno - bo czasu nikt nie znalazl.. wiec dalej rodzicee robia to za dzieci..
      Mysle, ze po prostu krotkozwrocznosci i stwierdzeni od jutra- dzis nie mam
      czasu - spiesze sie..
      Nie ma wiekszego bledu na wychowanie i nauke musi sie znalesc czas...

      Ale ten swiat pedzi ostatnio..A ja nie wiem gdzie hamulec...
      Czy na autostradzie zycia nie ma ograniczenia predkosci???

      Pozdrawiam
    • iziula1 Re: Niesamodzielne dzieci 10.09.04, 15:28
      ja też sie przyznaje do nadopiekuńczości.Jestem kwoka jak mawia mój partner.
      Ale dziś odniosłam a raczej mój syn mały sukces.Postanowiłam,że nie wchodze
      już z nim do szatni,czekam na zewnątrz.Dziś mam dzień wolny więc odbieram go
      ze swietlicy,schodzimy do szatni on idzie dalej sam.Za chwile wraca,szatnia
      zamknieta.
      Mówie"zawołaj pania i poproś zeby Ci otworzyła.On mówi,że woli,żebym to ja
      poszła.Nieustąpiłam.Syn poszedł,wrócił z wożną z kluczami a jaki był dumny.

      Ale faktycznie łapie się,że wciąz bym coś za niego robiła,poprawiała okularki
      na basenie,pouczyła ratownika jak ma traktować mego syna itp. smilesmile
      Ktos też tak ma?
      • kkokos Re: Niesamodzielne dzieci 10.09.04, 15:37
        na "naszym" basenie szczęściem matki nie mają wstępu na sam basen - siedzą za
        szybką i mogą się tylko przyglądać smile
        Natomiast po basenie matki są nieodzowne - bardzo trudno w zaparowanej szatni
        naciągnąć właściwie rajstopy, wysuszyć włosy itp., na takie rzeczy dzieci w
        drugiej klasie podstawówki są rzeczywiście (!) za małe. Ale buty i kurtka -
        spokojnie.
        Ta szatnia rano - uderzmy się w piersi - ile z nas z własnej winy wychodzi do
        szkoły za późno i potem próbuje nadgonić stracony czas, "żeby się dziecko nie
        spóźniło" właśnie oszczędzając na czasochłonnym dla dzieci roz- i ubieraniu. I
        nie mów, iziula, że ty wychodzisz z domu o właściwej porze - pogadamy w
        listopadzie smile))
        • pelaga Re: Niesamodzielne dzieci 10.09.04, 16:11
          kkokos napisała:

          > Natomiast po basenie matki są nieodzowne - bardzo trudno w zaparowanej szatni
          > naciągnąć właściwie rajstopy, wysuszyć włosy itp., na takie rzeczy dzieci w
          > drugiej klasie podstawówki są rzeczywiście (!) za małe.

          A ja od tego roku, czyli wlasnie drugiej klasy podstawowki nie ubieram po
          basenie dziecka i robi to sam i zupelnie niezle mu idzie, choc do bardzo
          samodzielnych dzieci nie nalezy raczej.

          > I nie mów, iziula, że ty wychodzisz z domu o właściwej porze - pogadamy w
          > listopadzie smile))

          Zawsze wychodze wczesniej, nie spozniam sie nigdzie i nigdy (no chyba, ze
          wypadki losowe jakies sie wydarza), bo taki mam charatkter, ze sie spozniac nie
          lubie i spieszyc tez sie nie lubie, choc wiecznie gdzies sie spiesze. Ale od
          pierwszej klasy moje dziecko rozbiera sie i ubiera w szatni szkolnej samo.

          Ale nie martwicie sie tez jestem nadopiekuncza, moze tylko w innych
          kwestiach wink
          Pozdrawiam
        • burza4 Re: Niesamodzielne dzieci 13.09.04, 11:28
          kkokos napisała:

          > Natomiast po basenie matki są nieodzowne - bardzo trudno w zaparowanej szatni
          > naciągnąć właściwie rajstopy, wysuszyć włosy itp., na takie rzeczy dzieci w
          > drugiej klasie podstawówki są rzeczywiście (!) za małe.

          Doprawdy za małe???? a to dlaczego? moje (wcale nie genialne) dziecko samo się
          ubierało od stóp do głów gdzieś od 4 roku życia... w 2 klasie włosy tez sobie
          potrafiła wysuszyć...

          > Ta szatnia rano - uderzmy się w piersi - ile z nas z własnej winy wychodzi do
          > szkoły za późno i potem próbuje nadgonić stracony czas, "żeby się dziecko nie
          > spóźniło" właśnie oszczędzając na czasochłonnym dla dzieci roz- i ubieraniu.

          Cóz - ja takich problemów nie miałam, bo po pierwsze w ogóle noga moja w
          szkolnej szatni nie postała (szkoła była pod blokiem nieomal), po drugie - od
          samego początku uczyłam córkę, że za swoje czyny odpowiada ona sama, w związku
          z tym do głowy mi nie przyszło żeby ją wyręczać, żeby się nie spóźniła... jesli
          wstała za pózno, to trudno - najwyżej się będzie pani tłumaczyć; uczyła się
          gospodarować czasem w taki sposób, żeby zdążyć, jeśli się spóźniła, to ponosiła
          konsekwencje po prostu (np. minus w dzienniczku).

          I przede wszystkim - rozbieranie i ubieranie nie jest czasochłonne dla dzieci,
          których się nie wyręcza!!! to wyłącznie kwestia wprawy...
          • new_live Re: Niesamodzielne dzieci 13.09.04, 11:32
            > I przede wszystkim - rozbieranie i ubieranie nie jest czasochłonne dla
            dzieci,
            > których się nie wyręcza!!! to wyłącznie kwestia wprawy...

            Burzo o tym wlasnie pisalam. Ze rodzice spiesza siebardzo czesto gdy dzieci sa
            male ( zaiwesc do przedszkola, szybko wychodzim do cicoci itd.. ) nie zawsze
            spuznienia sa z winy dzieci. I rodzice staracj sie to nadrobic - ubieraneim -
            DAj ja to zrobie szybiej, pomoge Ci..
            Nie iwdza , ze to sprawa zatoczy wieksze kolo i ze czasem trzeba miec czas i
            ponosi ckonsekwencje - sewgo spuznienia....

            Pozdrawiam



    • judytak Re: Niesamodzielne dzieci 13.09.04, 10:34
      na szczęście w naszej szkole po pierwszych dwóch tygodniach września jest
      absolutny zakaz wstępu rodziców rano ;o)
      (nie dotyczy to zerówek, zerówki specjalnie przychodzą na 8.15)
      niezaleznie, nawet w przedszkolu zawsze pomagałam dokładnie i wyłącznie w tym,
      czego dziecko nie potrafiło jeszcze samo zrobić
      i nigdy nie zakładałam dzieciom takich ubrań, z którymi były trudności...

      basen był u nas w drugiej klasie, Duża miała swoją suszarkę, i instrukcje
      przeróżne (np. żeby suszarkę włożyć do dodatkowej folii, a nie razem z mokrym
      ręcznikiem, żeby przechodząc z basenu do szkoły założyła czapkę i kaptur, nawet
      jesli dobrze wysuszyła włosy, itp. itd.)
      a ja na zebranich zbierałam zachwyty od innych rodziców, jakie to moje dziecko
      samodzielne :o)

      pozdrawiam
      Judyta
      • nooleczka A propos basenu 13.09.04, 14:18
        "U nas" w szkole rodzice mają absolutny zakaz wchodzenia do boksów w szatni już
        od początku września, więc siłą rzeczy nikt dzieciom przy rozbieraniu nie
        pomaga. Mój mały sam wiąże sznurowki już od roku, więc z tym też problemu nie
        ma (choć nauczycielka na zebraniu narzekała, że dużo dzieci nie umie wiązać
        sznurówek).

        Ale ja nie o tym w zasadzie... Na basen mój mały pójdzie za tydzień. I mam
        straszny problem! Przecież nie wejde z nim do męskiej szatni! Będziemy musieli
        iść do damskiej, no a w damskiej bedą dziewczynki, m.in. z jego klasy.
        Podejrzewam, że wstyd bedzie obustronny...

        Mamy chłopców!!! Jak to rozwiązałyście?
        • verdana Re: A propos basenu 13.09.04, 15:17
          No właśnie. U nas matki wchodziły do męskiej szatni jeszcze sporadycznie w III
          klasie, ku słusznej wściekłosci mojego syna.
          A co powiecie o mojej ulubionej scenie - mama(babcia) przychodzi po 1-2-3-4
          klasistę do szkoły, natychmiast bierze jego tornister, otwiera (bez pytania),
          przeglada wszystkie zeszyty, komentuje wykonanie zadań i przepytuje pozostałe
          matki, co było zadane i sprawdza, czy sie zgadza z zapisami.
          Mnie za każdym razem krew zalewa.
          • new_live Re: A propos basenu 13.09.04, 15:21
            Szkoda dzieciaka. Ciekawe jak musi sie czuc...
            Pozdrawiam
        • kkokos Re: A propos basenu 13.09.04, 15:37
          kurczę, to widzę, że na tym forum bywają tylko matki supersamodzielnych dzieci!
          A bywacie na tym basenie z tymi drugoklasistami czasem? Czy tylko odbieracie
          gratulacje na zebraniach? Bo ja owszem bywałam często i zawsze w grupie jest
          jedno-dwoje samodzielnych, nie potrzebujących pomocy i nie gubiących rzeczy (to
          dzieci forumowiczek, rzecz jasna smile) i pozostała dziesiątka tych, co to albo z
          rajstopami na niewytartych nogach mają problem, albo z włosami co się plączą
          pod suszarką albo kostiumu z szatni zapomniały.... Cóż, to dobrze, że świetnie
          umiałyście swoje dziecko usamodzielnić, przeciętna jest jednak inna. I dlatego
          upieram się, że matki na basenie są nieodzowne - choćby miały pomagać nie
          swojemu, ale cudzym dzieciom. także dlatego, że grupa musi w miarę szybko
          opuścić szatnię, bo czeka już następna.
          Oczywiście będę złośliwa - najbardziej przekonane o samodzielności swoich
          ośmiolatków są te mamy, które nigdy w życiu na tym basenie czy szkolnej
          wycieczce nie były. Bo przecież "był sam i nigdy nic nie zginęło, nauczycielka
          się nie skarżyła itp.". A ile w tym było pracy matek, które akurat opiekowały
          się grupą, tego już mama nie bywająca na wycieczkach nie wie...
          Problem matek w szatni chłopców - u nas są w każdej szatni trzy kabiny, w
          których można się przebrać. Ale niektórzy chłopcy nie widzą problemu i z kabin
          nie korzystają.


          • nooleczka Re: A propos basenu 13.09.04, 15:49
            kkokos napisała:

            > kurczę, to widzę, że na tym forum bywają tylko matki supersamodzielnych
            dzieci!
            >
            skąd ten wniosek?!
            Ja przecież wyraźnie pisałam, że CHCĘ Z MOIM MAŁYM DO SZATNI WCHODZIĆ i daltego
            mam problem, bo nie wiem jak to rozwiązać. Chodzi o basen rzecz jasna.

            > Problem matek w szatni chłopców - u nas są w każdej szatni trzy kabiny, w
            > których można się przebrać. Ale niektórzy chłopcy nie widzą problemu i z
            kabin
            > nie korzystają.
            >
            Problem w tym, że u nas nie ma szatni specjalnie dla dzieci, tylko jest taka
            ogólna (dzieci i dorośli), bo basen jest dostepny w tych porach także dla
            dorosłych. Dlatego ja do szatni męskiej na pewno nie wejdę.
            Więc bede musiala z nim wejśc do damskiej, rzecz jasna z dziewczynkami.
            Ale, kkokos, podsunęłaś mi pomysł z tymi kabinami, najwyżej mały się będzie
            przebierał w kabinie. Dzięki.

          • burza4 Re: A propos basenu 13.09.04, 18:17
            to prawda - nie byłam w szatni ani na basenie, bazuję na doświadczeniach
            domowych i z wyjazdów, gdzie kadra sprawowała ogólny nadzór, nikt się nad
            dziećmi nie roztkliwiał. Skoro w domu suszyła włosy czy się ubierała, to nie
            widzę powodu, żeby ktoś musiał pomagać "starej bubie" akurat na basenie...
            wystarczyłoby ją pogonić, żeby się pospieszyłasmile) mojej córce zdarzało się
            czegoś zapomnieć - jej problem, musi się nauczyć sama pilnować swoich rzeczy,
            musiała iść i szukać, sama prosić sprzątaczkę o pomoc itd; nie lubi takich
            sytuacji i opanowała sztukę pamiętania o swoich rzeczach, dlatego nie jestem
            zwolenniczką takiego przypominania...

            doceniam wkład matek, które swój czas poświęcają, ale właśnie - za poświęcenie
            czasu, a nie za wyręczanie, przypominanie... Bo nie chcę, żeby moje dziecko
            uczyło się tego, że ktoś inny ma za nie myśleć - efekty takiego wychowania były
            doskonale widoczne u mojego eksa.
          • pelaga Re: A propos basenu 13.09.04, 19:52
            kkokos napisała:

            > kurczę, to widzę, że na tym forum bywają tylko matki supersamodzielnych
            > dzieci!

            Nie sadze. Pisalam, ze moj nie jest samodzielny w wielu kwestiach.

            > A bywacie na tym basenie z tymi drugoklasistami czasem?

            Wyobraz sobie, ze bywam z dzieckiem drugi rok na basenie 3 razy w tygodniu, bo
            nalezy do klubu sportowego, zgodnie z zaleceniem lekarza wymaga zwiekszonej
            ilosci zajec na basenie. W tamtym roku pomagalam mu sie rozebrac i ubrac. W tym
            roku tego nie robie, bo swietnie radzi sobie sam i NIE NALEZY DO DZIECI
            SAMODZIELNYCH, to mu po prostu wychodzi. Pilnuje tylko rzeczy zeby ich wlasnie
            nie pogubil.

            > I dlatego
            > upieram się, że matki na basenie są nieodzowne

            Nigdzie nie napisalam, ze nie sa, ale im wiecej dasz dziecku mozliwosci nauki
            tym wiecej sie nauczy. Najlepiej to widac, jak ktos ma wiecej niz jedno
            dziecko, wtedy starsze szybciej uczy sie samodzielnosci, bo matka zajmuje sie
            wiecej czasu mlodszym dzieckiem.

            > Oczywiście będę złośliwa

            Zupelnie nie wiem po co.

            > - najbardziej przekonane o samodzielności swoich
            > ośmiolatków są te mamy, które nigdy w życiu na tym basenie czy szkolnej
            > wycieczce nie były.

            Bylam kilka razy na basenie, kiedy moje dziecko chodzilo jeszcze do
            przedszkola. Teraz jestem 3 razy w tygodniu. Wiem w czym moje dziecko jest
            samodzielne, a w czym ma braki.

            > Problem matek w szatni chłopców

            Wiekszosc rodzicow wchodzi z dziecmi do szatni, grupy sa wiekowo podzielone,
            wiec straszych chlopcow w tym czasie nie ma i nikt nie ma do nikogo pretensji.
            Sa dwie kabinki z zaslonka i wstydliwe dzieci tam chodza przebierac majteczki.

            Pozdrawiam
            • nooleczka Re: A propos basenu - pelaga, 14.09.04, 15:45
              pelaga napisała:

              > Wyobraz sobie, ze bywam z dzieckiem drugi rok na basenie 3 razy w tygodniu,
              bo
              > nalezy do klubu sportowego, zgodnie z zaleceniem lekarza wymaga zwiekszonej
              > ilosci zajec na basenie. W tamtym roku pomagalam mu sie rozebrac i ubrac. W
              tym

              pelago, a inni chłopcy nie mieli nic przeciwko, jak wchodziłaś do szatni
              męskiej? tatusiowie też nie mieli nic przeciwko?
              • pelaga Re: A propos basenu - pelaga, 14.09.04, 18:53
                nooleczka napisała:

                > pelago, a inni chłopcy nie mieli nic przeciwko, jak wchodziłaś do szatni
                > męskiej? tatusiowie też nie mieli nic przeciwko?

                Ale w tym czasie basen jest wykupiony tylko dla klubu sportowego i przebieraja
                sie tam tylko dzieci i to w podobnym przedziale wiekowym. Wiekszosc mam wchodzi
                ze swoimi synkami do szatni. Chodza dzieci od 5 roku zycia do ok. 4 klasy
                podstawowki. Sa dwie kabiny, do ktorych chlopcy chodza zmieniac majteczki, ci
                starsi, maluchy pokazuja pupy smile))
                Nikt nie mial do nikogo pretensji smile)) Na szczescie, bo przeciez nie mialabym
                pod reka faceta, zeby z Mlodym na basen latal 3 razy w tygodniu.
                Pozdrawiam
          • judytak Re: A propos basenu 14.09.04, 14:41
            kkokos napisała:

            > kurczę, to widzę, że na tym forum bywają tylko matki supersamodzielnych
            dzieci!

            dziękuję za gratulacje :o)

            > A bywacie na tym basenie z tymi drugoklasistami czasem?

            chodziłam z córką na basen codziennie przez 4 tygodnie po pierwszej klasie
            ja się przebierałam sama, ona też :o)

            na basen z klasą nie chodziłam - byłam w tym czasie w pracy :o)

            ale na przykład pojawiałam się całymi latami w przedszkolu, czasami nawet po
            dwa razy dziennie :o)
            i zawsze moje samodzielnie (jedno), albo prawie samodzielnie (drugie) się
            przebierające dzieci stanowiły wyjątek
            wcale mnie to nie cieszy, wręcz martwi
            to przecież tak nieprzyjemnie, być zdanym na pomoc innych...

            > (...)albo z
            > rajstopami na niewytartych nogach mają problem, albo z włosami co się plączą
            > pod suszarką albo kostiumu z szatni zapomniały....

            a kto przy zdrowych zmysłach wkłada dziecku rajstopy, kiedy ma iść na basen?
            włosy - ja chciałam ściąć, córka się uparła, powiedziałam, pod warunkiem, że
            sama będzie myła, suszyła, czesała...
            a jak ktoś zapomni kostium, to wróci i sobie weźmie...

            > (...)przeciętna jest jednak inna.

            uważam, że jeśli dziecko nie ma żadnej poważniejszej dysfunkcji, to w wieku 8
            lat jest w stanie się "obsłużyć" na basenie samodzielnie, albo przy minimalnej
            pomocy kolegów czy nauczyciela

            swego czasu miałam basen w trzeciej klasie, jechaliśmy tramwajem na drugi
            koniec średniej wielkości miasta
            jechała z nami nauczycielka i jedna babcia, żadna nie wchodziła do szatni

            na wszystkie wycieczki klasowe jechaliśmy z dwoma nauczycielkami, bez żadnych
            rodziców

            moje dzieci na wszystkie wycieczki przedszkolne jechali z dwoma nauczycielami
            bez żadnego rodzica

            > Oczywiście będę złośliwa - najbardziej przekonane o samodzielności swoich
            > ośmiolatków są te mamy, które nigdy w życiu na tym basenie czy szkolnej
            > wycieczce nie były. Bo przecież "był sam i nigdy nic nie zginęło,
            nauczycielka
            > się nie skarżyła itp.". A ile w tym było pracy matek, które akurat opiekowały
            > się grupą, tego już mama nie bywająca na wycieczkach nie wie...

            moim zdaniem, im mniej, tym lepiej :o)
            bo ja w ogóle lubie samodzielnych dzieci :o)
            owszem czasami coś zginęło, takie jest życie, ja też czasami gubię parasolki ;o)
            nauczycielka czasami chwali, innym razem się skarży - ale nawet jeśli, to nie
            na niesamodzielność dziecka ;o)

            poza tym: ja dokładnie wiem, co moje dziecko potrafi, a czego nie
            i nie mam ani sposobu, ani powodu się dowiadywać, co potrafią albo nie inne
            dzieci
            ale na własny użytek zakładam, że mniej-więcej tyle samo...

            pozdrawiam
            Judyta

        • judytak Re: A propos basenu 14.09.04, 14:10
          nooleczka napisała:
          > Mamy chłopców!!! Jak to rozwiązałyście?

          nasza nauczycielka usilnie prosiła o przychodzenie choć jednego ojca/dziadka
          nie wiem, czy był jakiś

          mamy do męskiej przebieralni nie wchodziły
          chłopaki się poporzebierali mniej-więcej, wyszli na korytarz, a mamy/babcie im
          tam suszyły włosy itp.

          pozdrawiam
          Judyta
    • iziula1 Re: Niesamodzielne dzieci 13.09.04, 21:46
      Właśnie ze względu na dzieci pomagam naszej pani i co czwartek uczestnicze w
      klasowych wyjazdach na basen.
      Jedna mama do szatni dziewcząt druga do chłopców.Nie zauważyłam by chłopcy sie
      krępowali,prosili tylko by pilnować kotary za która w pojedynkę sie rozbierali
      by nikt ich nie podgladał.Problem stanowią czepki i mokre włosy.Są różne
      dzieci,jeden chłopak wszystko robi sam,bierze prysznic,namydli
      sie,spłucze,ubierze i jest ok.Drugi rozgląda się na innych i próbuje
      nasladować,inny prosi o pomoc.
      Najwiekszym jednak problemem są mokre rzeczy które za nic świecie nie chcą
      wejść do plecaka,chociaż wcześniej tam były.
      Myśle,że na samodzielnośc trzeba czasu.I że to my musimy naszym dzieciakom na
      nia pozwolic.Mówie to ja, nadopiekuńcza mamuśka!
      • wieczna-gosia Re: Niesamodzielne dzieci 14.09.04, 12:42
        a ja bylam na takiej imprezie dla 6 latkow. Bosze co tam sie dzialo.... placze,
        rodzice machaja tuuu jestem! dzieci placza, dzieci ida sie ustawic do zdjecia
        (rodzice caly czas w tym samym pomieszczeniu) a potem poszukiwania ze lzami.
        Bylam tam z 4 letnia coreczka, bo akurat bylo wolne zaproszenie. troche sie
        zapodziałysmy, ale jak sie wszystko uporzadkowalo, ona usiadla, ja jej chwilke
        poszukalam, znalazlam i OK. Bez paniki na spokojnie....

        Tez uwazam ze dzieci sa czasami strasznie niesamodzielne. Ja wyjezdzalam od
        pierwszej klasy na kolonie i po basenie ubranie sie nie bylo problemem. Kiedy
        stare chodzily na basen w drugiej klasie bynajmniej nie pchalam sie do szatni-
        ubrały sie jak umiały. Zero rajstop- luzne spodnie i skarpetki, na to
        ewentualnie ocieplany kombinezon. Mokre rzeczy sie nie mieszcza w plecaku-
        mozna je niesc w rece. teraz Ola chodzi na karate. Owszem zaprowadzam ja,
        wchodze do szatni, otwieram szafke, ale to ona sie rozbiera i ona ubiera, ja
        tylko pomagam, doradzam. Przychodzimy na tyle wczesnie zeby zdarzyla swoim
        tempem.
        te dantejskie sceny z ryczacymi szeciolatkami byly naprawde przerazajace. I
        tlum rodzicow ktory nie chcial dzieciom zrobic miejsca pod scena "bo macius to
        mnie musi widziec." Nio ludzie, nio.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka