iziula1
10.09.04, 15:06
Mój syn zaczął we wrześniu szkołe.Zaoferowałam sie nauczycielce że bede
pomagać jej w wyjazdach klasowych na basen.Była z nami babcia jednego z
dzieci.Stwierdziła że,"dzisiejsze dzieci są mało samodzielne".
Odprowadzając mego syna do szkoły stanełam przed szatnią i niestety musiałam
przyznać jej racje.Matki rozbierające 7-8 letnie dzieci,mamusia klęcząca na
kolanach aby córce włożyc kapcie(około 9 lat),tabun rodziców oblegających
szatnie(dzieci nie mają jak wejśc,bo rodzice siedzą na ławkach i ubierają
swoje pociechy),drugi tabun przy stołówce bo muszą sprawdzic czy syn zjadł
zupę.
Czy to troska czy nadopiekuńczość?Czy poprostu początek roku i potem
dzieciaki zaczną sobie radzić same?
I gdzie konczy się pomoc a zaczyna wyreczanie?