Dodaj do ulubionych

kochani muszę się wypłakać

29.10.04, 17:20
Dawno tu nie zaglądałam, moje plany wakacyjne wzięły w łeb, myślałąm, że
odpocznę- miałam trzy miesiące przerwy wakacyjnej (od października -
rozpoczęłam 4 semestr studiów). Mam dużo do wypłakania, bardzo dużo, więc
jeśli ktoś nie zechce czytać to zrozumiałe w 100 %, u Was też nie jest
bajecznie. Jestem już wykończona, aktualnie nie pracuję, zajmuję się swoją
córcią dwulatką. Ci, którzy wiedzą jakim "żywym sreberkiem z charakterkiem"
jest dwulatek to rozumieją o czym mówię. Dziecko wspaniale się rozwija, dużo
mówi, jest bardzo inteligentne, co ogromnie mnie cieszy oczywiście. Ale
faktem jest, że zajmuję się nią cały dzień, jestem zdana tylko i wyłącznie na
siebie. Wieczory (tzn. od godz. 22:00) wyglądają u mnie identycznie prawie -
ok. 30 minut gimnastyki, potem kąpiel, ewentualnie czasem odpowiem na jakiś
mail i od godz. 23:30 do 1:00 czy dalej uczę się. Przy gimnastyce oglądam
trochę film, czy wiadomości żeby być na bieżąco. Potem nadchodzi piątek -
przed dwudniowym zjazdem na uczelni. Do tej pory w piątki wybierałysmy się do
babci i dziadka, moja mama zaoferowała mi pomoc przed rozpoczęciem studiów, a
ja wiedziałam, że będą problemy. W moim domu rodzinnym zawsze była sztuczna i
chora atmosfera. Ojciec nadużywał alkoholu, potem się wyżywał, można
powiedzieć, że zniszczył tę rodzinę. Ja się wcześnie wyprowadziłam, została
mama i siostra. Finansowo byli i są ustawieni, co z tego, skoro brak tam
jakiegokolwiek porozumienia czy sympatii. Owszem jest sztuczna - na pokaz dla
ewent. gości. Ojciec parę lat temu zaczął się leczyć, ale zbajerował kogo
trzeba i zaprzestał terapii. Jest agresywny, co jakiś czas wyżywa się na tym,
kto jest pod ręką. Moją ogromną przyjaciółką i serdeczną powiernicą była moja
ukochana młodsza siostra. Ojciec zawsze jeździł po niej (nie miała pracy).
Siostry już nie mam. Przypuszczam, że jej organizm nie wytrzymał stałego
napięcia i konieczności bycia czujnym, bo sekcja zwłok nic nie wykazała.
Więc zostali sobie w dwójkę i z ogromem wzajemnych do siebie pretensji i
ukrytych wstrętów. Odwalili mieszkanie jeszcze bardziej i co z tego.
Więc do tej pory w piątki chodziłam tam z córką, w soboty i niedziele
zajęcia, wracałam tam wieczorem, kąpałam i karmiłam córkę. Kiedy córka była
młodsza, spanie tam w domu rodziców było bezproblemowe (ja też tam śpię z
nią, nigdy nie zostawiłam jej samej na noc). Po kąpaniu było mleczko i
spanie. Ja co prawda nie mogę się tam za bardzo uczyć, bo światło i
przeszkadza, bo świeci im w oczy (mają trzy pokoje), albo hałas, itp. Ale to
nie istotne. Jak pisałam , wiedziałam, że będę zdana na siebie i zacisnę zęby.
Ostatnie miesiące (to znaczy już jak zaczynałam 3 sem. moja córka zaczęła
gorzej tam zasypiać - sądzę,że to z powodu nadmiaru wrażeń, poza tym
dorasta). U mnie w domu jest raczej bezproblemowo. U babci jest płacz ogromny
przy kapaniu, mleka nie chce, spać też nie. Siedzi i ryczy chce,żeby przyszła
babka i zabawę. Moja matka zupełnie nie liczy się z moim sposobem
wychowywania dziecka. Rozmawiałam o tym z nią wielokrotnie, aby nie pozwalała
jej na wszystkie fanaberie, bo w efekcie, to czego nauczę ją w domu, tzn np:
sprzątania swoich zabawek po zabawie, grzecznego pójścia spać czy kąpać -
wszystko to bierze w łeb. Mała już nawet nie wita się ze mną jak w sobotę czy
niedzielę wracam tam po zajęciach do niej. Wiadomo, że dwulatek to dwulatek,
ale moi rodzice zapomnieli już jak to było. Fantazjują, że ja i siostra nie
płakałyśmy, co jest bzdurą, bo stosowali wobec nas wyjątkowo perfidne metody,
łącznie ze straszeniem mnie oddaniem do domu dziecka, no nie będę o tym
pisać. Dzieciństwo moje i siostry było mocno "niespecjalne". Więc począwszy
od piątku, nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę mała budziła się w
nocy, popłakiwała, wyrzucała mnie z łóżka, cuda się działy. Było mi cholernie
przykro, wiedziałam, że to znowu zasługa działań mojej matki (przypuszczam,
że nieświadomie to robi) to typowe działanie, którego mechanizm rozumiem -
ona daje jej wszystko i na wszystko pozwala dla świętego spokoju. Potem się
chwali, że mała nie płakała. Jak może mała płakać, jak na wszystko jej tam
pozwalają, nawet nie musi poprosić, wyprzedzają jej życzenia, a jak nie zdążą
to mała się krzywi a nie daj jej Boże płakać - totalnie ich opanowała.
Nadmieniam, że taka sytuacja u mnie w domu nie istnieje. Ale wróćmy do
problemów nocnych. Otóż ostatnio właśnie była taka seria - noc piątek,
sobota, niedziela. W sobotę i niedzielę byłam cały dzień na uczelni.
Wyobraźcie mnie sobie w poniedziałek rano (w poniedziałek wracamy do domu i
jest normal). Po tych nocach, kiedy mała kazała mi wychodzic z łózka i miała
wtedy (w nocy o 3:00) przychodzić baba, rano byłam nieprzytomna i potwornie
rozżalona. Nie dość, że mi nie pomagają, nigdzie nie mogę wyjść, zawsze z
małą, bo inaczej to dziecka nie moge poznać, taka jest odmieniona. Te dwa
dni, to dni wyjęte z życiorysu. Więc w poniedziałek rano mój chory
psychicznie i niedoleczony alkoholik - ojciec postanowił po mnie pojeździć.
To co usłyszałam zjeżyło mi wszystkie włosy. Przez cały tydzień próbowałam
stanąć na nogi psychicznie - tak mną wytarł buty. Moja matka się w to nie
miesza - tak się określiła. On zrobił mnie odpowiedzialną za te płacze (bo on
się nie wyspał - jest emerytem siedzi w domu), wszystko z rozdartą mordą - że
ja ją biję, że ona do mnie nie ma zaufania...Tym podobne brednie. Jestem
samotną matką ale wiem czym jest krzywdzenie dziecka - psychiczne i fizyczne.
Sama przez to przeszłam i nie zgotuję tego swojemu dziecku. Czułam się
potwornie upokorzona i samotna. Matka nigdy nie stawała po stronie ani mnie
ani siostry, ona woli spokój. Nie jestem też gó..arzem - mam 31 lat, jestem
samodzielna i od dawna mieszkam osobno - wszelkie problemy rozwiązuję sama,
zresztą moje problemy nigdy nikogo nie obchodziły (oprócz młodej,której nie
ma). W efekcie ryczę przez cały tydzień, postanowiłam napisać do Was, nie
wiem co robić, przypuszczam, że oni nieświadomie chcą traktować moje dziecko
jak to, które odeszło, a przecież nikt na to nie pozwoli!!!
Studiów nigdy bym nie przerwała,na razie jutro matka do mnie przyjdzie, ja
tam już nie chcę spać, moja córka zresztą wcale tam nie wypoczywa. Ona się
budzi tam o 6;00 i zaraz babka do niej leci, żeby natychmiast dać czadu, tzn:
muzyka, książeczki, tańce - dziecko dopiero co się rozkręca, tak cały dzień
na wysokich obrotach.
Pocieszcie mnie choć trochę, muszę wytrzymać do końca studiów (licencjackie)
wtedy zmienię pracę i wynajmę opiekunkę, bo chcę robić magistra. Do końca
licencjata jeszcze 4,5,6 sem, no to ok. 1,5 roku. Czy i jak ja to wytrzymam.
Popłaczcie ze mną, albo pocieszcie mnie...
Obserwuj wątek
    • virtual_moth Re: kochani muszę się wypłakać 29.10.04, 17:48
      Wiesz co, Anusinek, poradzę Ci coś - chociaż pewnie nie oczekujesz rad i
      chciałaś się tylko wyżalić.

      Ja też dziś napisałam dłuuugiego posta na podobny temat, ale przed wysłaniem go
      wykasowałam. Uznałam, że to wstyd, aby dorosła baba żaliła się, że babcia czy
      dziadek to lub tamto. W diabły z nimi wszystkimi.

      Po prostu trzeba wziąć brutalnie tyłek w troki, iść do roboty i zarobić na
      opiekunkę. Innej rady nie ma, i dla Ciebie i dla mnie. Czasami musimy liczyć
      tylko na siebie.

      Pozdrawiam smętnie dziś.
      • anusinek Re: kochani muszę się wypłakać 29.10.04, 18:13
        Dzięki kochana za odzew, faktycznie wstyd i hańba, że taka jestem
        przewrażliwiona jak mawiał mój eks, ale cóż. Specjalnie pisałam, że jestem na
        wychowawczym, bo pracuję w takim zakładzie gdzie pensja w sumie jest równa
        kwocie jaką dostaję teraz. Poszłam na wychowawczy, bo chciałam w spokoju zrobić
        studia. Wychow. kończy mi się w październiku 2005, wtedy jak się uda,a myślę,
        że tak, to zacznę 6 sem. i wrócę do roboty, gdzie zarabiam wiesz ile. Dla mnie
        wyjściem jest tylko skończenie studiów a teraz co? Jak mówisz: gębę zamknąć i
        ryczeć i uczyć się - chyba to mi pozostaje, dzięki że się odezwałaś, raźniej mi.
        Pozdrawiam, Ola
        • virtual_moth Re: kochani muszę się wypłakać 29.10.04, 18:48
          Wiesz, życie wbrew pozorom jest cholernie proste. Za wszystko musisz płacić i
          najczęściej płacisz możliwością stanowienia o sobie, o swoim życiu.
          A jeśli masz jeszcze "fanaberie" typu studia, to musisz liczyć się z tym, że
          będziesz uzależniona od innych i od ich widzimisię.

          I tak niestety będziesz musiała zrobić: buzia na kłódkę i tyłek do bicia.

          Życzę dużo siły
        • california_dreaming Re: kochani muszę się wypłakać 29.10.04, 20:00
          Bardzo Ci współczuję. Sama niestety też wiem co to zycie w strachu i też mam
          złe wspomnienia z domu rodzinnego.
          Z tego co piszesz to Twoja mama nie potrafi dobrze zająć się córką. Nie stawia
          granic a mała przez to tylko cierpi bo brak jej poczucia bezpieczeństwa. Ale
          przynajmniej Twojej mamie się chce. Moja mama ani nie potrafi ani nie chce tak
          długo jak u Ciebie. Moja najdłużej jest w stanie "się poświęcić" (dla jedynej
          wnuczki - sic!) przez 6 godzin.
          Gdybyś jednak wolała dać małej odetchnąc troche od toksyczności babci, to może
          manewr taki: poznaj w sąsiedztwie jakąś mamę z dzieckiem w wieku Twojej małej
          i się wymieniajcie opieką, tj. w tygodniu np. dwa popołudnia Ty zostajesz z
          dwójką, a w weekendy ona jakies dwie połówki dnia?
          • anusinek Re: kochani muszę się wypłakać 29.10.04, 21:02
            Słonko, to ja Ci na "pociechę" taką anegdotkę:
            w ubiegłym miesiącu chciałam coś dla siebie zrobić, bo dobrze mi idzie na
            studiach i ogólnie radzę sobie, a ponieważ miałam odłożone troszkę kasy,
            postanowiłam pójść do fryzjera i coś zrobić z głową. Nie było mnie AŻ 3 godziny!
            Wspomnę, że byłam jeszcze na poczcie i po zakupy. Po prostu byłam ZA DŁUGO.
            Tego rodzaju przyjemności stosuję raz na ok. 4 miesiące. Tak nigdzie nie
            wychodzę i przez to dziczeję.
    • maminka_wiktorynki Re: kochani muszę się wypłakać 29.10.04, 20:07
      Mój tatuś mawia: "mając miękkie serce trzeba mieć twardą dupę"! a tak serio to
      chyba zaczyna się przesilenie jesienne, bo wszyscy wokoło wpadają w depresjesad
      łącznie ze mną! dzisiaj po raz drugi zawiodłam się na "przyjaciółce" (po raz
      ostatni ją tak nazwałam). no i summa summarum doszłam do wniosku,że nie ma na
      tym świecie takiego czegoś jak miłość dwojga ludzi do siebie (pomijam
      oczywiście miłość rodzicielską), ani przyjaźni, ale za to są pieniądze! Nie łam
      się... choćbyś przelała morze łez to i tak się nic nie zmienismile Tak jak virtual
      Ci mówiła...rękawki zakasać i do robotysuspicious
      • anusinek Re: kochane jesteście 29.10.04, 21:58
        Naprawdę jesteście bardzo kochane - żałuję, że nie zdecydowałam się napisać na
        forum zaraz po-... - nie straciłabym tygodnia na żale i smutki, które jak
        wiadomo niczego nie zmienią. Virtual_moth - dotarłaś do mnie bez dwóch zdań -
        człowiek wszak te wszystkie prawdy zna, ale czasem zapomni, uśpi czujność i
        buch po łbie dostaje, wiem, wszystko to koszty (koszty uzyskania przychodu -
        wszędzie ta rachunkowość!). California_dreaming - pomysł współpracy z inną mamą
        z małym dzieckiem jest fantastyczny, ale w moim przypadku niewykonalny, w
        sąsiedztwie nie znam żadnej takiej, a moje sąsiadki są tragiczne (w całym tego
        słowa znaczeniu). Maminka_wiktorynki - moja d...jest już tak twarda, jak mój
        łeb, a w zasadzie łeb mam sześć na dziewięć.
        Fakt, że jesień wpływa na większość osób dołująco, szczególnie podatne są te
        osoby, które na codzień muszą być bardziej dzielne niż pozostali (i jeszcze
        potrafią innych tak fantastycznie podnieść na duchu, za co im dzięki!). Ale
        jest coś, czym muszę się Wam pochwalić, a mianowicie - szykują mi się dwie nowe
        przyjaźnie, z osobami, z którymi nie sądziłabym, iż mogę być bliżej. Czas
        pokaże, czy będą to tylko studenckie przyjaźnie, czy przetrwają dłużej, faktem
        jest, że nie jestem samotna, a obawiałam się, iż po stracie, o której pisałam -
        zamknę się na ludzi...
        Proszę Was jeszcze o radę w sprawach że tak powiem technicznych. Mianowicie -
        jak reagować, wiem,że spokojnie, ale co robić, kiedy moja mała w środku nocy
        ryczy i chce babki (babka już czeka) a mnie wywala z łóżka - iść spać byle
        gdzie, a może pozwalać na to by spały razem i mieć to z głowy, czy to nie
        pójście na łatwiznę i czy to nie sprawi, że moje dziecko się ode mnie odsunie?
        Ona wszak ma dopiero dwa lata, przecież to nie będzie trwało wiecznie - błagam
        o rady "techniczne".
        Pozdrawiam Was najserdeczniej i ściskam mocno, Ola
        • california_dreaming rada techniczna 29.10.04, 22:16
          A jak Tobie bedzie wygodnie z tym spaniem? Nie wiem w jakim łóżku Ty śpisz z
          małą - jej czy Twoim? Jeśli Cię wywala ze swojego łóżka, to idz Ty do
          swojego. Ale zdaje się to ma miejsce u dziadków i wywala Cię ze wspólnego
          łóżka "na bruk" tj. masz do wyboru podłogę albo kanapę?
          Wiesz, bez przesady z tym że wszystko dla dziecka. Tobie też należy się wygoda,
          sen , szacunek.
          Może to córcia, jeśli tak chce do baby, to by poszła do niej do łóżka? O ile
          oczywiście baba nie śpi z dziadem??!!
          • anusinek Re: rada techniczna/ubóstwiam twoje teksty 30.10.04, 00:37
            Ryczę tym razem ze śmiechu.... baba nie śpi z dziadem już od stuleci, pewnie
            dlatego tak im wali na mózgi... Tak jest, mamy wspólne łóżko z córcią u baby i
            dziada, a w chwilach kryzysowych muszę iść do łóżka baby,a ona idzie do małej.
            tak myślę, że jak ta babka taka zapalczywa to może ja ją i w kąpanie małej
            wmanewruję, a tak to lęcę z jęzorem do pasa z uczelni, bo małą trzeba wykąpać.
            Oczywiście w soboty i niedziele nie jadam nic oprócz bułek w szkole, bo u babki
            jeść nie ma czasu. Więc schudłam.
            Całuski i uściski.
            • california_dreaming :) 31.10.04, 14:46
              No to fajnie, niech sobie sie kąpia, śpia razem w łóżku baby. Nic sie małej
              złego nie stanie. Jak skończysz studia rozluznisz stosunki.
              ALE teraz sobie przypominam: jak mała pójdzie do przedszkola prawdopodobnie
              zacznie dużo chorować przez pierwszy rok, dwa.
              Szykuj powoli zaplecze, wsparcie na ten trudny czas.
              • anusinek Re: :) 31.10.04, 21:34
                Najlepszym chyba wsparciem dla kobiety jest kochający mąż i dobry ojciec (sic).
                Ani czasu, ani ochoty na poszukiwania. Zresztą mężczyźni teraz tacy jacyś
                niewydarzeni. Czy jest zalecane,aby dziecko poszło do przedszkola w wieku 3
                lat? Ja planuję jej edukację przedszkolną rozpocząć w wieku 4 lat?
                Pozdrawiam i zajrzyj do skrzynki.
                • california_dreaming Re: :) 01.11.04, 18:30
                  Tak, dobrze byłoby mieć kogoś kochajacego do pary, ale .... Ja w dodatku juz w
                  wieku podeszłym wink!
                  Tymczasem trzeba sobie jakoś radzić.
                  Zalecane? Przez kogo? Obowiązkowa jest dopiero zerówka, od 6 lat. Przedtem
                  to Ty decydujesz czy poślesz dziecko do p-kola. Można od 3, można od 4. W
                  każdym wieku przez pierwszy rok bedzie dużo chorować, więc miej w zanadrzu
                  opiekunkę, sąsiadkę, ew. swoją mamę. Gdyby to było kiedy jeszcze będziesz na
                  wychowawczym to miałabys pewien komfort.
                  • anusinek Re: wiek podeszły... 02.11.04, 20:24
                    Mój wiek niby nie podeszły, ale znalazłam siwiznę na głowie, cóż - bywa. W swej
                    naiwności myślałam, że stresy nie zostawiają żadnych śladów na mnie...
                    Wychowawczy mam jeszcze cały rok - do października.Właśnie rozpocznę szósty
                    semestr i pójdę do roboty. Tak więc moja mała jeszcze ma trochę czasu na
                    przedszkole. Chciałabym Ci wysłać zdjęcie mojej małej na skrzynkę, daj znać,
                    czy doszło...
                    Pozdrawiam serdecznie, Ola.
                    • california_dreaming Tak, super 02.11.04, 21:51
                      Twoja mała jest super. Podziwiam też jej kucyki. Moja to urwipołeć i nie daje
                      sobie nic z włosami robić (bo jej to przeszkadza w fikaniu).
                      Spróbuje Ci też jej zdjęcie wysłać.
                      Heja
                      • anusinek Re: dzieciaczki 03.11.04, 22:54
                        Moja Ania to też urwisek,ale jakimś cudem łapię ją z rana i plątam jakieś
                        kucyki, ogonki, bo dzieciątku do ocząt by wchodziło. Ten fryz to był wizytowy,
                        na co dzień nie ma szans na tyle spokojnego siedzenia.
                        Chciałabym też bardzo zobaczyć Twoją Pociechę
                        Serdeczności, O.
                        • california_dreaming Re: dzieciaczki 04.11.04, 09:06
                          Wysłałam do Ciebie zdjęcie na @, widać nie przeszło, spróbuje jeszcze raz!
                          • anusinek Re: dzieciaczki/nie przechodzą 04.11.04, 18:31
                            Nie mam nic na żadnej ze skrzynek, przykro mi. Może trochę zmniejszyć zdjęcia?
                            Nie wiem jakie są tutaj ograniczenia odnośnie wielkości wysyłanych fotografii.
                            Raz jeszcze adres, gdyby tutaj nie przechodziły: ola_ania@o2.pl
                            Pozdrowienia, O.
      • viedzma Re: kochani muszę się wypłakać 31.10.04, 09:01
        wiecie co dziewczynki... chce wam powiedziec na pocieszenie, ze mam prawie to
        za soba moja cora ma 11 lat i nie jest juz na tyle absorbujaca, ze musze jak
        ide do pracy w weekend zostawiac jej z babciami i inna rodzina smile przetrwacie!
        jest ciezko ale juz niedlugi nie bedzie tych problemow smile
        jakby co, moge weekend zajac sie jakims Maluszkiem, zeby ktoras z was mogla
        wyskoczyc chocby do kina. Ah jestem z wawy
        pozdrawiam cieplutko
        V.
    • natasza39 och anusinku kochany! 29.10.04, 22:01
      Poryczalam sobie na tym twolim poscie razem z Toba!
      Mam nadzieje, że Ci troche lzej, bo jako baba wiem, ze nic tak nie robi nam
      kobitkom dobrze, jak wspólne pochlipywanie!
      Masz nieciekawych tych rodziców, to fakt!!!
      Twoj post przekonal mnie jeszcze raz jak wielkie ja mam szczescie, ze mam
      cudowna matke!
      Moja mama moze stac w Sevre pod Paryżem jako wzorzec. Oczywiscie rozpieszcza
      wnuki (mojego syna i córke mojego brata), ale w granicach przyzwoitosci.
      Rola rodziców to wychowanie dziecka, a rola dziadkow to rozpieszcanie wnuków.
      Ja tam swoje wnuczeta tez bede rozpieszczala okrutnie, ale do rzeczy....
      Nie ma w takim układzie jak twoj, innej rady jak 100%-owe liczenie wyłacznie na
      sama siebie. Chroni to przed stresem i rozczarowaniami. Tak jak toksycznymi
      rodzicami byli dla Ciebie i siostry rodzice twoi, tak samo sa toksycznymi
      dziadkami (szczególnie ojciec). Matki juz nie zmienisz, ojca nie wychowasz,
      wiec jedyne wujscie olać!
      Pewnie, że nie bedzie to łatwe (ach te pieniadze) ale moze jakies prace zlecone
      weź teraz, niech Ci ex pomoze (chyba mógłby zajac sie dzieckiem chociaz przez 1
      dzien?).
      A na poczatek powiedz wyraxnie i stanowczo swojej mamie, ze:
      1. ma juz tylko jedna córke i jedna wniczke.
      2. niech ci pilnuje dziecka wylacznie w twoim mieszkaniu i na twoich zasadach
      stwosujac twoje metody wychowawcze.
      3.zaszantazuj ja ze inaczej zrywasz z nimi stosunki wszelakie. albo na twoich
      zasadach, albo nie bedziecie sie spotykac
      4 Skoncz te studia bezwzglednia. Nawet jak cie wkurza teraz "rozpieszczanie"
      małej, to po tym okresie wyprostujesz to. Bycie malej z babcia przez pare
      godzin w weekend nie zwichruje dziecku psychiki
      Musisz albo wybrac "mniejsze zlo" albo postawic na swoim.
      Wybór nalezy do Ciebie
      Aleja trzymam kciuki i zycze wszystkiego najlepszego!

      Ps. Twoj post przekonal mnie po raz wtóry, że nie warto byc z alkoholikiem dla
      tzw. "dobra rodziny". Tworzy to chore i złe stosunki i zachowania na przyszłośc.
      A propos Twojej śp siostry... samobójstwo, czy moze ojcie sie przyczynil
      bezposrednio?
      Jesli to drugie to ja osobiscie balabym sie zostawiac dziecko z takim
      indywiduum!
      • anusinek Re: och anusinku kochany! 30.10.04, 01:08
        Kochana Nataszo! Dzięki za słowa pełne optymizmu, które jeszcze raz mnie
        utwierdziły w przekonaniu, że szacunek i godność to podstawa. Sprawy się
        komplikują przez następujące fakty: z exem nie utrzymuję żadnych kontaktów
        (smutne), z moją matką tysiąckroć razy prowadziłam rozmowy łagodne i bardziej
        stanowcze odnośnie tego, jak sobie życzę wychowywania SWOJEGO dziecka (mur i
        groch o ścianę), matka płaci moje studia - ja mam miesięcznie ok. 700 zł. na
        całokształt, (jestem chyba geniuszem ekonomicznym). Nawet w swojej
        niezmierzonej naiwności wiem, że nie mogę postawić się tak pięknie jak
        napisałaś, choć marzę o tym i wiem, że nadejdzie taki dzień, kiedy powiem te
        wszystkie zdania, z głową podniesioną.
        Co do mojej ukochanej siostry... Nie było to samobójstwo, ani żadnen jakby to
        powiedzieć widoczny ślad agresji... On ją wykańczał latami. Mam na myśli
        równanie z błotem, wywalanie ich obu (z matką) z domu w nocy, a potem wyzwiska
        i poniewieranie. Potem dołączyła do niego matka (bo jak była po jego stronie w
        domu miały względny spokój). Moja kochana siorka po prostu weszła wieczorkiem
        do łazienki, i tam po cichutku umarła, nigdy nie sięgała nawet po papierochy, a
        co dopiero inne gó..., nikt się nigdy nie dowie co było powodem, była śliczna,
        młodziutka i studiowała na tej uczelni, co ja, poniekąd aby być częściej ze
        mną. Była wysportowana i szczupła, ćwiczyła czasem dla kondycji, często
        robiłyśmy piesze wypady za miasto na zakupy.Serce miała zdrowe i nigdy nie była
        w szitalu. Tak jak pisałam sekcja nie wykazała ABSOLUTNIE NIC. Ale w tydzień po
        fakcie śniła mi się i ostrzegała, że mam się oszczędzać, bo mnie stres
        wykończy. Nikt tak jak ona nie nienawidził ojca. Miała go na codzień i wszystko
        tłamsiła w sobie, mnie jednak i tak potrafiła podtrzymać na duchu i pewnie nie
        mówiła wszystkiego, bo wiedziała,że wszystko strasznie przeżywam i biorę do
        siebie. Co to za wiek 23l.?
        Chciałabym, aby czekała tam na mnie i nie zapomniała o swojej starszej sister.
        Ale zasmuciłam, ale cóż.
        Pewnie każdy to już wie, ale alkoholizm to straszna choroba, wredna i
        podstępna. Oni potrafią długo nie pić, ale nadchodzi (szybko)czas, że muszą, bo
        inaczej biada tym, co w pobliżu...
        Można być spokojnym, a w ułamku sekundy przeistoczyć się w monstrum tak
        agresywne, że uciekać najlepsza rada. Nikomu nie życzę, ja tam nie mieszkam,
        ale mimo wszystko żal mi tej matki (orzekła,że to nie moja sprawa).
        Ach, kochana, pozdrawiam Cię serdecznie, dzięki za wszystkie wspaniałe słowa i
        życzenia.
        • natasza39 Re: och anusinku kochany! 30.10.04, 19:40
          Anusinku, nie dziw, że ja wspominasz. Wszak Dzień zmarłych tak blisko, szkoda,
          jej młodego zycia.
          Twoja historia dowodzi tego, że zbrodnia matki jest utrzymywać małżeństwo "dla
          tzw. dobra dzieci" z alkoholikiem, albo a kimś kto używa wobec nas przemocy nie
          tylko fizycznej. Czasem ta psychiczna jest o wiele gorsza...
          Pozdrwiam Cie serdecznie.
          • anusinek Re: och anusinku kochany! 30.10.04, 20:43
          • anusinek Re: nataszo droga 30.10.04, 20:54
            Myśli o niej to nie wspomnienia, nie ma znaczenia też zbliżające się Święto
            Zmarłych. Nadal jest i będzie moją najukochańszą siostrą, częścią mojego życia,
            czuję czasem jej obecność, pomoc i wsparcie. Poniekąd wiem, że jest nadal,
            tylko jak to określam "w innej formie" i nie ma to związku z wiarą. Choć obie
            uwielbiałyśmy się i przyjaźniły wzajemnie, to nie sądziłam, że jest to aż tak
            silna więź, która mimo wszystko nie została przerwana. Każdemu życzę tak
            cudownej siostry, albo chociaż spotkania takiej osoby na swojej drodze. Ja
            swoją szansę miałam i naprawdę ją wykorzystałam, za to jestem wdzięczna losowi.
            Także pozdrawiam, Ola
    • zeltow Re: kochani muszę się wypłakać 04.11.04, 10:14
      anusinku kochany, podziwiam Twoją walkę o własne godne życie, ciesz się
      dzieckiem bo to wielki dar, który nie zawsze doceniamy, bądź twardzielem i
      skończ studia, nie daj się .Idź koniecznie do kina na barrrdzo dobry film
      PRĘGI, by przekonać się że nie jesteś jedyna na świecie z takimi
      problemami,chociaż to może nie jest pocieszające, ale idź! podrawiawm i życzę
      wiele dobrego, uwierz że przed Tobą i dzieckiem jest ciekawa przyszłość.
      • anusinek Re: kochane, bardzo mi pomogłyście 04.11.04, 18:19
        Dziękuję za te piękne słowa otuchy, dzięki temu wiem, że nie jestem sama.
        Dzięki temu forum, na którym zresztą nieczęsto bywam, nabrałam dystansu do
        wielu spraw, ostatnio co prawda miałam straszny dół, jaki miewam chyba dwa razy
        w roku, kiedy to wszystko się nawartstwi... Teraz znowu w biegu, nie ma czasu
        na zamartwiania, ale dzięki wspaniałym osobom, które odpowiadały mi na moje
        smutki czuję, że wszystko co dobre przede mną, a to złe niedługo minie
        Dzięki serdeczne.
        Na "Pręgi" pójdę na pewno, zrobię to dla siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka