Dodaj do ulubionych

Mam b.ważne pytanie!

08.11.04, 20:50
Co jakiś czas przez nasze forum przewija sie temat o ograniczeniu,pozbawieniu
władzy czy praw rodzicielskich.Ze strony prawnej rozumiem różnice pomiędzy
władzą a prawami rodzicielskimi czy ograniczenie a pozbawienie.
Mam pytanie do wszystkich rodziców,którzy ograniczyli lub pozbawiali władzy
rodzicielskiej drugiego rodzica.Dlaczego i czym sie kierowali?Jakie były ku
temu przesłanki,powody?
Ojciec mego syna odwiedził Go 3-4 razy w ciągu jego 7 letniego zycia.Chciałam
ostatnio wyrobić mu paszport i napotkałam trudności.Do tej pory nie myślałam
o wnoszeniu sprawy o ograniczenie jego władzy rodzicielskiej.I nie wiem czy
powinnam ale z drugiej strony cała odpowiedzialnośc spoczywa na mnie po co mu
pełnia władz skoro z niej nie korzysta?
Zastanawiam sie,że czasem wystarcza kilku miesieczne niewidzenie sie z
dzieckiem ale czy to nie za mało?Czy samo punktualne płacenie alimentów to
już troska o byt dziecka?
I pytanie do Szymona.Słyszałam ostatnio o roli mediatorów.Czy w tego typu
sprawach też istnieje możliwość skorzystania z tej formy dogadania sie bez
uciekania "jaki zły jest tatuś"lub czy "mamusia na pewno dobrze sie prowadzi".
Za każdą odpowiedz dziękuje.
Iza
Obserwuj wątek
    • california_dreaming Re: Mam b.ważne pytanie! 08.11.04, 22:00
      Mogę na priva?
      • maminekb Re: Mam b.ważne pytanie! 08.11.04, 22:31
        Iziulu,
        Ja też się nad tym zastanawiam. JA wyrabiałam paszport dla córki, zadzwoniłam
        do Byłego i podpisał wniosek razem ze mną. Moja sytuacja nie zmusza mnie do
        występiąnia o ograniczenie praw rodzicielskich - mimo iż Były nie widuje córki
        (sad(( drań). Może więc i Ty zrób to samo zadzwoń - niech podpisze. Nie widzę
        potrzeby szarpania się przed sądem skoro zamiast z prawa (a w tym przypadku
        ograniczenia prawa) mogę skorzystać z innego rozwiązania. Wiem jednak, że nie
        zawsze można sad Wydaje mi się że chyba tylko do paszportu jest wymagana zgoda
        ojca. Dlatego sądzę że jeżeli Matka ma kontakt z Ojcem i który jest jako tako
        cywilizowanym człowiekiem to nie ma sensu występować o ograniczenie praw.
        A Ojciec Twojego synka nie wyraża zgody?
    • betty33 Re: Mam b.ważne pytanie! 08.11.04, 22:30
      Niestety tak to jest z tymi "tatusiami", że bardzo lubią mieć władzę i prawa,
      tylko nie umieją albo nie chcą z tych dobrodziejstw korzystać. Jeśli jesteś
      pewna, że chcesz próbowac swojemu byłemu ograniczyć prawa rodzicielskie, to
      próbuj. Ale jak znam życie , wtedy ex oświadczy, że chce się poprawić,
      spróbować jeszcze raz i inne opowieści dziwnej treści. A polskie sądy są
      niestety jakieś takie pro- tatusiowe. W moim przypadku tatuńcio odwiedzał
      synka z częstotliwością 1 godz/2 miesiące, bez ustalonych terminów widzeń,
      anonsował się godzinę przed spotkaniem.Oczywiście były też spotkania na które
      się umawiał, po czym nagle je odwoływał.A dziecko czeka... W końcu miałam dosyć
      tej wolnej amerykanki i zadecydowałam, żeby zniknął z życia dziecka, albo
      określił dokładnie terminy spotkań. W końcu dziecko przede wszystkim potrzebuje
      stałości i pewności. Zniknął więc na 8 miesięcy, po czym okazało się,że założył
      sprawę o ustalenie kontaktów z dzieckiem. Jest w końcu ogólnie szanowanym panem
      doktorem z rodziny z wartościami Bog, Honor, Ojczyzna wypisanymi na czole (a w
      duszyczkach lekko wieje zgnilizną. Na sali sądowej oczywiście odegrał scenkę
      pt. skrzywdzony tatuś, któremu niedobra mamusia utrudnia kontakty z synem.
      Nawet wyszarpał adres przedszkola małego, oczywiście tam nigdy nie był. Sędzina
      oczywiście przyznała mu kontakty- w niedziele, 2 razy w miesiącu, przez 4
      godziny. Był raz, po czym zadzwonił, że on tak nie może, tak na stałe i tak
      długo( Że nie może długo, to już wiedziałam wcześniej, hi, hi). Nie mam już
      siły do walki z nim, naprawiania jegoo skrzywionej duszy, wyjaśniania co i jak
      powinien, bo do niego i tak nie dociera. Jak z dumą mówi ma defekt emocjonalny,
      czyli w ogóle slabo odbiera bodźce, i dobre i złe. I w ogóle to na moje dziecko
      nie ma za wiele czasu ani chęci, bo ma tyle pracy, jedno dziecko z pierwszą
      żoną, teraz jeszcze nowe dziecko z następną żoną, więc przy tym natłoku zajęć
      trudno mu po prostu mojego małego wpisać w grafik. Więc przyłazi raz na miesiąc
      na dwie godziny, nowa kobieta życia dzwoni, on wychodzi i tak do następnego
      razu. Ja go już olałam, nie walczę z nim, nie opowiadam o małym, i tak go to
      nie interesuje. Ale w oczach każdego sądu rodzinnego oczywiście jest świetnym
      ojcem, przychodzi, płaci alimenty. Tylko nawet nie wie jaki jest ulubiony film
      synka. Za to ma dobry wizerunek w oczach tzw.środowiska- tyle ma tych dzieci i
      tak o nie dba. Matka, która olałaby swoje dziecko i przez 8 miesięcy nawet nie
      zapytała o nie, pewnie byłaby gwiazdą TVN, a tatuś marnotrawny jest dobry i
      fajny.
      No więc podsumowując moje gadulstwo wydaje mi się,że mogłabyś o ograniczenie
      praw powalczyć, bo jak na razie to z tatusia nie macie zadnego pozytku ani Ty
      ani dziecko, a raczej kłopoty. Gorzej jak tatuś weźmie pyskatą adwokatkę i
      zacznie obiecywać poprawę.
      Co do paszportu, jeśli ojciec dziecka robi problemy, to z tego co wiem, trzeba
      złożyć wniosek do Sądu Rodzinnego o wydanie paszporu i jeśli będziesz mieć
      pozytywną decyzję, wtedy dla Biura Paszportowego tatuś może nie istnieć.

      Strasznie się rozgadałam, ale to mój pierwszy dzień na tym forum,więc wybacz.

      Pozdrawiam,

      Beata
    • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 08.11.04, 22:42
      U mnie sytuacja wyglada tak:
      W moim przypadku nie doszlo do uznania Kuleczki przez ojca. Niedlugo mamy
      sprawe w sadzie o ustalenie ojcostwa. Wnioskowalam o pozbawienie go praw.
      Pytasz, czym sie kierowalam...?? Hmmm... Kilkoma sprawami, najwazniejsze z nich
      to:
      1. Chce sama decydowac o tym, kiedy Kulcia moze wyjechac ze mna za granice a
      nie prosic o zgode na to jej ojca (paszport).
      2. Nie chce, zeby w razie mojej smierci Kuleczka trafila pod opieke ojca.
      3. Tatusiek powiedzial, ze JEZELI MI ZALEZY to on sie moze zrzec praw do
      Kuleczki.

      Nie musze chyba dodawac, ze ten trzeci argument przewazyl...?

      Pozdr,
      Leeya
      • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 08.11.04, 22:48
        Ale sie nieprecyzyjnie wypowiedzialamsmile)))
        Nie doszlo do uznania Kuleczki przez ojca w USC. Tatusiek nie ma watpliwosci co
        do swojego ojcostwa. Szkoda, ze nie zrobilam numeru i nie przeszlajalam sie po
        cudzym lozku.... W sumie za to co mi nawywijal w zyciu byloby to teraz dla
        niego niezla nauczka.. Ze tez ja taka uczciwa jestemsad

        Leeya
        • pustulka_75 Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 22:47
          Mój ex też nie miał wątpliwości, że jest ojcem. Przez całą ciążę i pół roku
          życia dziecka nie miał wątpliwości. Tylko jakoś zawsze coś stało na
          przeszkodzie wizycie w USC. A to nie mógł dojechać (mieszka w innym mieście), a
          to był chory. Kiedy w końcu złożyłam pozew w sądzie diametralnie zmienił zdanie
          i zażądał badań DNA. Podejrzewam, że to gra na czas, a to, że mnie tym upokarza
          to już nie miało dla niego znaczenia. sad
    • szymon00 Re: Mam b.ważne pytanie! 08.11.04, 23:06
      > I pytanie do Szymona.Słyszałam ostatnio o roli mediatorów.Czy w tego typu
      > sprawach też istnieje możliwość skorzystania z tej formy dogadania sie bez
      > uciekania "jaki zły jest tatuś"lub czy "mamusia na pewno dobrze sie prowadzi".
      > Za każdą odpowiedz dziękuje.
      > Iza

      odp:

      polecam link:

      www.wstroneojca.ngo.pl/mediacje.htm

      bardzo ładnie jest tam to opisane.

      Ale o czym należy pamiętać przy mediacji, że przede wszytskim i chyba
      najważniejszym czynikiem aby mediacja się udała to chęć obu stron do
      porozumienia i szukania rozwiązania problemu bez drogi sądowej. Jeśli takiego
      czegoś nie ma, to mediacja traci jakikolwiek sens. Niemniej jednak warto
      chociaż spróbować.

      pozdrawiam
    • iziula1 Re: Mam b.ważne pytanie! 09.11.04, 19:49
      Dzięki za link Szymonie i za każdą odpowiedz.
      Co do mojej sytuacji i ojca dziecka.Ja tak naprawde nie wiem gdzie on jest,co
      robi,nie znam jego miejsca zamieszkania-tylko meldunek.Zero kontaktu listowego
      czy telefonicznego.On mój numer zna.
      Czasem nawiązuje ze mną kontakt telefoniczny proponuje spotkanie i sie nie
      zjawia. Co do częstotliwości wyzyt,które doszły do skutku- było ich 3. Syn ma
      lat 7. Ojca widział ponad 2 lata temu.
      Podczas rozmów NIE jesteśmy w stanie niczego uzgodnic,bo on sie na wszystko
      zgadza ale nie dotrzymuje warunków. Prosiłam o uregulowanie wizyt,o telefony do
      syna by miał możliwośc go poznać. Jednak rozmowy takie nic nie dają.
      On poprostu składa deklaracje i znika. Alimenty mamy zasadzone.Płacą za niego
      rodzice.
      W takiej sytuacji nie jestem w stanie uzyskać czegokolwiek.Tu chodzi tylko o
      paszport ale co gdyby chodziło o coś znacznie poważniejszego?
      Nie chce walki,ciągania sie po sądach.
      Moja cała złość i żal do tego człowieka już wygasła.
      Zastanawiałam się czy sam fakt tak rzadkiego kontaktu z dzieckiem dla sądu
      wystarczy? Nie chce pozbawiać go mozliwości spotkań z dzieckiem.Chociaż jemu
      najwyrażniej na tym nie zależy. Obawiam się tylko jednego,że w momencie
      złożenia wniosku on zacznie walczyć.Tak dla zasady.
      • x_slawek Re: Mam b.ważne pytanie! 09.11.04, 21:28
        Tu chodzi tylko o
        paszport ale co gdyby chodziło o coś znacznie poważniejszego?

        Oby nie chodzilo o nic poważniejszego! Zgodę na operację muszą podpisać oboje; i
        mama i tata. Tak samo decyzję o wyborze szkoły i inne ważne życiowe decyzje. W
        Twoim przypadku brak kontaktu... (?)
        • iziula1 Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 10:14
          Sławku, przy zapisywaniu dziecka do szkoły czy wcześniej do przedszkola nikt o
          jego ojca nie pytał.Nie musiałam nawet nic wyjasniac.
          Możliwe,ze to wynik tego, ze ja i syn nosimy te same nazwisko.
          Zdaje sobie sprawe,że ten brak kontaktu naprawde wiele utrudnia lub moze w
          przyszłości utrudnic.Jednak najgorsze nie jest to,że ja nie wiem gdzie on
          jest.Najgorsza jest nieprzywidywalność tzn że nie jestem w stanie niczego od
          niego uzyskać.Że nawet gdybym uzyskała od niego ustną zgode na paszport to on
          prawdopodobnie nie zjawiłby sie w urzędzie,tak jak było z USC,alimentami i
          wyrok sądu w tym przypadku byłby najrozsądniejszym wyjściem.
          Chyba sama siebie musze przekonac.Nie cierpie sądów.
          Pozdrawiam.
        • serengetti Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 10:21
          Dokładnie - córka jest już w gimnazjum, ja się rozwiodłam jak miała 4 lata i
          nikt mnie nigdy o ojca nie zapytał, nie robił żadnych trudności. Z operacją
          nigdy na szczęście nie sprawdzałam, ale myślę, że w tym wypadku ojciec raczył
          by wyrazić zgodę. A o paszport wystarałam się sądownie, bo się zaparł, że się
          nie zgodzi - po to, by mi kłopotów narobić, to wszystko.
        • alka44 Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 10:56
          x-sławek napisał:
          Tu chodzi tylko o
          paszport ale co gdyby chodziło o coś znacznie poważniejszego?

          Oby nie chodzilo o nic poważniejszego! Zgodę na operację muszą podpisać oboje; i
          mama i tata. Tak samo decyzję o wyborze szkoły i inne ważne życiowe decyzje. W


          Nikt przed operacją nie pytał o ojca, a córka miała 2 operacje i 1 zabieg.
          Już 15 lat sama wychowuję dzieci i nigdy nikt nie chciał ode mnie do niczego
          zgody ojca. Teraz wystapiłam do sadu o pozbawienie władzy rodzicielskiej tylko
          ze wzgledu na to, aby chociaż częściowo zabezpieczyc dzieci przed alimentacją
          ojca w przyszłosci. Obecnie ex, żeby nie płacić zadnych alimentów- ukrywa się i
          pracuje bez zarejestrowania. W przysłości nie będzie emerytury ani nic i
          przypomni sobie o dzieciach (jak nie on to pomoc społeczna)
          • x_slawek Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 12:40
            Mam bardzo małe doświadczenie. Moja córka ma dopiero pięć lat. Wiem, że w czasie
            rozprawy, właśnie o ograniczenie władzy rodzicielskiej, Sąd zarzucił mi iż nie
            mam pisemnej zgody matki na zapisanie córki do przedszkola. Udalo mi się
            udowodnić, że była zgoda ustna, ale...
            Trudno jest wychowywać dziecko, decydować o jego życiu, kiedy nie ma kontaktu z
            osobą, która przynajmniej teoretycznie, ma prawo współdecydowania. Faktycznie
            nikt nie pytał mnie o zgodę matki (córka ma moje nazwisko), ale znajoma lekarka
            uprzedzała mnie, że przy niektórych zabiegach taka zgoda (lub postanowienie
            Sądu) jest konieczna. Mama mojej córki nie interesuje się losem swojego dziecka.
            Obawiam się jednak, że z nienawiści do mnie wykorzystałaby gdybym podjął
            jakąkolwiek decyzję bez jej wiedzy.
    • iziula1 Re: Do Californi.. 09.11.04, 19:58
      Jesli tylko masz na to ochote możesz pisac do mnie w każdej chwilismile
      Uwielbiam maile!
      Pozdrawiam.
      Iza
      • gosza26 niestety...niedobra mamusia... 10.11.04, 11:17
        Nie wystąpie tutaj z historia tatusia, któremu mamusia zabrania kontaktów z
        synem....Wręcz przeciwnie to ojciec wychowywał syna przez całe życie, dlatego
        wystąpił do sądu o ograniczenie praw...

        Na poczatku tego nie chciał, ale kiedy mój pasierb wracał od matki (300 km ),
        coraz częściej zaczynały sie kłopoty w szkole, a dziecko popadało w depresje.
        M. nigdy nie pytał co tam się działo (chciał żeby dziecko czuło sie swobodnie).
        Dopiero psycholog z Komitetu Ochrony Praw Dziecko ,,wyjasniła,, co się
        dzieje.Młody długo dochodził do siebie,a teraz gdy ma 14 lat wogóle nie mówi o
        matce i o tym co sie działo pomiedzy jego 9-12 rokiem zycia...

        A sąd..nie ograniczył praw matce..na słowo uwierzył jej że nie pije już
        nałogowo, i dał jej możliwość zabierania Młodego do siebie. Ten oczywiście nie
        wyraża zgody i od 2 lat nigdzie nie jeżdzi..Kiedy tylko poruszalismy temat
        jego ewentualnego wyjazdu dostał histerii (jak wtedy kiedy matka chciała mu
        kupić nr do tel kom)...

        Ja myślę,że sądy zbyt pobłażają nieodpowiedzialnym rodzicom(bez względu na płeć
        rodzica)...Orzecznictwo Sądu Najwyższego mówi o konieczności przestrzegania
        praw dziecka. Niestety w Polsce narazie można o tym zapomnieć....
        • x_slawek Re: niestety...niedobra mamusia... 10.11.04, 12:43
          Pobłażają, nawet wtedy gdy stanie się tragedia nie ma winnych. Kurator wiedział,
          Sędzia wiedział... ale Sąd jest niezawisły.
    • bob_dinozaur Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 11:31
      A mi sie wydaje ze te sprawy o pozbawienie praw rodzicielskich to takie kopanie
      lezacego. Przeciez te prawa to fikcja. Ciekawe ile z was rozmawialo z bylym na
      temat np wyboru szkoly i w ilu przypadkach w ogole podejmujecie wspolnie z bylym
      tego typu decyzje smile))). Oprocz jednego powaznego moim zdaniem aspektu, czyli
      wyrazenia zgody na operacje (byc moze szpitale respektuja to po to zeby miec
      dupochron w razie czego), nie widze zadnego powodu zeby szarpac sie po sadach o
      pozbawianie faceta i tak fikcyjnych, praktycznie nieegzekwowalnych, praw. Chyba
      chodzi o czar samego okreslenia "prawa rodzicielskie". Osobiscie, gdyby moja
      byla zamierzala mnie ciagac po sadach w sprawie pozbawienia tych "praw", nawet
      nie przyszedlbym na rozprawe. Po co sie sadzic o fikcje.
      • gosza26 nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 11:44
        bob_dinozaur napisał:

        > A mi sie wydaje ze te sprawy o pozbawienie praw rodzicielskich to takie
        kopanie
        > lezacego. Przeciez te prawa to fikcja.
        --------------------------------------------------------------------------------
        nie taka fikcja jak ci sie wydaje, jeśli M. nie będzie mógł wychowywac Młodego
        (wypadki chodzą po ludziach), u nas byłaby tragedia....

        A poza tym czytałam niedawno artykuł o pewnej dwudziestokilkuletniej
        dziewczynie, które MOPS nakazał płacić za utrzymanie ojaca w domu opieki. A ona
        pytała jak po latach nieobecności ojca w jej zyciu, i tego co zrobił wcześniej
        (alkoholizm i znęcanie) teraz ona ma brac za niego odpowiedzialność(ojciec nie
        miał odebranych praw)...


        żyj i pozwól żyć innym!
        • alka44 Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 11:50
          Własnie o to chodzi.
          A poza tym, to zgodnie z tym schematem wszystko jest fikcją:
          Alimenty- 0 sciągalnosci
          Prawa dziecka - 0 kontaktu
          To po co sądy, jak i tak wszystko zalezy od dobrej woli?
          • bob_dinozaur Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 13:00
            Dokladnie Alka! Nie wiem po co sa sady rodzinne. Wydaje mi sie ze chyba do
            zasadzania alimentow, bo to akurat idzie dosyc szybko i nie przekracza tak znowu
            mocno mozliwosci intelektualnych sedziego. Natomiast sprawy zwiazane
            bezposrednio z losem dzieci, to jakby powierzyc decyzje o przyznaniu pieniedzy
            na badania naukowe, robotnikowi z pgru. Dlatego zeby nie wysilac zbytnio szarych
            komorek, stosuje sie wygodne szablony, a jesil rzeczywistosc do nich nie pasuje
            tym gorzej dla rzeczywistosci. Sady nie rozwiazuja problemow, a czasami je
            tworza. Wynika to z samej natury sadu, ktos atakuje, ktos inny sie broni. Jeden
            wygrywa a drugi przegrywa. Tam gdzie rozwiazaniem jest mediacja i kompromis mamy
            wojne i w efekcie jeszcze wieksze zacietrzewienie. Sad powinien ingerowac tylko
            w sytuacji patologicznej, a nie jak teraz traktowac wszytkie sprawy wedlug
            jednej schtanzy. Zaloze sie ze nie wszystkie matki utrudniajace kontakty czy
            ojcowie nie placacy alimentow sa tak mocno zdemoralizowani ze nie mozna do nich
            dotrzec "po dobroci", wytlumaczyc tak zeby sami zrozumieli ze robia zle, ustalic
            jakies reguly akceptowane przez obie strony. Tylko w Polsce nie ma ani
            instytucji, ani ludzi ktorzy by sie tym zajmowali. Utrzymujemy za to sady
            "rodzinne" ktore nie rozpoznaja tak naprawde sprawy i produkuja nieegzekwowalne
            wyroki, poniewaz dla urzednikow tam zatrudnionych wazna jest nie sprawa a
            szybkie pozbycie sie problemu.
            Poniewaz jest jak jest zeby osiagnac cokolwiek, trzeba dogadac sie z druga
            strona, a jesli nie ma woli porozumienia sie to niestety w naszej rzeczywistosci
            zaden sad nic nie zdziala
        • x_slawek Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 12:50
          Ciekawe co na to powie Szymon, ale mi wydaje się, że ograniczenie, bądź nawet
          pozbawienie praw rodzicielskich nie zwalnia dziecka z alimentowania rodziców w
          razie potrzeby. Jedynie w przypadku przysposobienia przez "nowego rodzica" stary
          traci prawo do alimentów.

          Jeżeli się mylę to może ktoś mnie poprawi.

          slawek

          <a href = "http://slawek.textamerica.com">Slawek i Marta</a>
          • alka44 Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 12:58
            x_slawek napisał:

            > Ciekawe co na to powie Szymon, ale mi wydaje się, że ograniczenie, bądź nawet
            > pozbawienie praw rodzicielskich nie zwalnia dziecka z alimentowania rodziców w
            > razie potrzeby. Jedynie w przypadku przysposobienia przez "nowego rodzica"
            star
            > y
            > traci prawo do alimentów.

            Nie tylko. W razie takiej sprawy jak ma się dowody, że ojciec się nie
            interesował i nie pomagał w utrzymaniu i wychowaniu, to sady nie przyznają
            alimentów . Uznają, że nie jest to zgodne z zasadami współzycia społecznego.
            Pozbawienie władzy jest w tym bardzo wazne.
            Na 100% nie mozna sie zabezpieczyć, ale chociaz cześciowo. Dzieci od ojca nie
            dostały nic przez całe lata. Podejrzewam, ze nawet nie wie ile mają lat
            dokładnie.
            >
            > Jeżeli się mylę to może ktoś mnie poprawi.
            >
            > slawek
            >
            > <a href = "http://slawek.textamerica.com">Slawek i Marta</a>
            • bob_dinozaur Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 13:07
              no tak, ale zakladajac ze placil regularnie alimenty a nie mial praw
              rodzicielskich i sie nie interesowal to ta niezgodnosc z zasadami wspolzycia
              spolecznego nie jest taka oczywista
              • alka44 Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 13:16
                bob_dinozaur napisał:

                > no tak, ale zakladajac ze placil regularnie alimenty a nie mial praw
                > rodzicielskich i sie nie interesowal to ta niezgodnosc z zasadami wspolzycia
                > spolecznego nie jest taka oczywista
                U mnie akurat nie płacił i to jest podstawa.
          • szymon00 Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 13:10
            x_slawek napisał:

            > Ciekawe co na to powie Szymon, ale mi wydaje się, że ograniczenie, bądź nawet
            > pozbawienie praw rodzicielskich nie zwalnia dziecka z alimentowania rodziców w
            > razie potrzeby. Jedynie w przypadku przysposobienia przez "nowego rodzica"
            star
            > y
            > traci prawo do alimentów.
            >
            > Jeżeli się mylę to może ktoś mnie poprawi.
            >
            > slawek

            odp; masz rację Sławek. Pozbawienie władzy rodzicielskiej rodzica nie zwalnia
            dziecka od jego alimentowania. Alimenty są świadczeniami płaconymi ze stosunku
            pokrewieństwa tzw. "więzów krwi" lub powinowactwa, czyli mąż-żona, oraz
            powinowactwo wynikające z art. 144 KRiO. Jednak, gdy rodzic nie przyczyniał się
            do utrzymania dziecka to dziecko w przyszłości wrazie czego aby nie łożyło na
            marnotrawnego rodzica może oprzeć się na art. 5 KC, czyli na zasadę współżycia
            społecznego, ale to może nie wypalić. Lub innym wyjściem takim pewniejszym jest
            przysposobienie dziecka. Ale przysposobienie to inna bajka i nie bedę się na
            ten temat rozpisywał.

            pozdrawiam
        • maminekb Re: nie tak znowu fikcja... 10.11.04, 23:04
          No ja się chyba zgodzę z bobem - mój byy też ma prawa, nie ciagam go po sądach
          i te prawa do niczego nie są mu potrzebne ani mi de facto ich odbieranie.
          Jedyną konkretną podstawą jest paszport ... A w przypadku alimentów na
          rodziców i odwrotnie nie ma znaczenia czy rodzic ma prawa rodzicielskie, czy
          został ich pozbawiony.
          pozdr
      • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 22:59
        bob_dinozaur napisał:

        > A mi sie wydaje ze te sprawy o pozbawienie praw rodzicielskich to takie
        kopanie
        > lezacego. Przeciez te prawa to fikcja. Ciekawe ile z was rozmawialo z bylym na
        > temat np wyboru szkoly i w ilu przypadkach w ogole podejmujecie wspolnie z
        byly
        > m
        > tego typu decyzje smile))).
        --------------------------------
        No o szkole jeszcze nie rozmawialismy, ale ja staram sie rozmawiac z ojcem
        Kuleczki o wszystkich aspektach zycia Malej. Moja glupota kaze mi traktowac go
        jak OJCA Malej nie jak dawce spermy. Dlaczego glupota?? Bo on z kolei woli
        chyba siebie widziec jako dawce spermy a nie ojca. Chociaz nie, jak dawce
        spermy z PRAWAMI, ktorymi uwielbia sobie twarz wycierc i mnie w poczucie winy
        wpedzac, ale oczywiscie bez obowiazkow. No i moja glupota kaze mi sie na to
        zgadzac....

        Pozdrowienia,
        Leeya
        • maminekb Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:07
          Leeya
          Mam tak samo jak Ty smile
          ale wiesz przynajmniej mogę sobie myśleć : jestem ok, nie napadam na Niego,
          zrobiłam wszystko żeby córka miała ojca itd. Traktuję to jako egoizm a nie
          głupotę smile
          • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:14
            Oj Maminku...
            Zwykle traktuje to jako prawo JULKI do OJCA, ale dzic mnie troszeczke
            zatrzeslo... Myslalam, ze jak tatusiek pojedzie do afryki pogrzac sie na 2
            tygodnie, to bede miala spokoj... nic bardziej mylnego... Po prostu dzis
            stwierdzilam, ze kurde ja mu sie z dzieckiem narzucam, a on tego w ogole nie
            chce.. Inaczej, traktuje to tak, ze ja przez Kulke chce byc z nim znowu!!!!!! I
            dochodze do wniosku, ze nalezy juz skonczyc z tym!!! Powoli dorastam do
            radykalnych rozwiazan...

            Leeya
            • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:19
              Kurka Wodna!!! Zaraz mnie cos trafi!! Zesz....!!!! 30 listopada sprawa w sadzie
              o ustalenie i nienadawanie praw. Dostanie prawa jak nic!!! Nawet mu nie
              ogranicza!!! A kulka ma w lutym operacje. I co, jasniepan tatusiek bedzie
              gwiazda, bo bedzie musial podpisac zgode???? Znow wszyscy beda musieli na
              primadonne czekac???? Wycofam pozew, jak mi Bog swiadkiem, wycofam. Niech Kulka
              nie ma ojca niz ma miec takiego jak ten pan!!!!!
              L.
              • maminekb Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:30
                Nic nie rozumiem z Twojego drugiego postu. To Twój były nie uznał JULKI???
                Ostatnio byłam na etapie że chciał z Tobą rodzić .... Przepraszam, tak to jest
                jak się czyta niesystematycznie ...
                No nie w takiej sytuacji to PALANT totalny i chyba bądź radykalna. Nie dostanie
                jeżeli Jej nie widuje - no bo przecież skoro nie uznał to chyba nie widuje
                • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:42
                  maminekb napisała:

                  > Nic nie rozumiem z Twojego drugiego postu. To Twój były nie uznał JULKI???
                  > Ostatnio byłam na etapie że chciał z Tobą rodzić .... Przepraszam, tak to
                  jest
                  > jak się czyta niesystematycznie ...
                  --------------------------------------
                  Maminku, mozna sie pogubic, bo mam troszke skomplikowana sprawesmile Sama ja tak
                  skomplikowalamsmile Ale juz wyjasniam....
                  Ojciec Kuleczki nie ma watpliwosci co do ojcostwa Kulki. Tylko, ze jeszcze jak
                  bylam w ciazy to powiedzial mi, ze jezeli MI zalezy to on sie ZRZEKNIE praw do
                  Malej. Jak powiedzial, tak sie teraz dzieje. Poszlam za rada Szymona, wzielam
                  adwokata i idziemy w tym kierunku, czyli: sama zarejestrowalam Kuleczke w USC
                  (nie doszlo tam do uznania), nastepnie sprawa w sadzie o ustalenie ojcostwa i
                  nienadawanie praw. Tylko, ze w miedzyczasie mu sie pozmienialo i teraz to ON
                  JEST OJCEM (ha ha ha ha) i chce miec prawa do Kulci. Czyli sprawa bedzie
                  wygladala tak, ze on w sadzie uzna Mala i nie zgodzi sie na odbieranie mu praw.
                  A dowodow moze przedstawic i swiadkow powolac na to bez liku. Bo przeciez
                  dzwonil, przychodzil, znaczy sie interesowal sie dzieckiem! I sad da mu te
                  prawa!!!! A gdzie pytam obowiazki???? Bo jak musze jechac do lekarza z Kulcia
                  to taksowke biore, bo jasniepan spoznia sie na umowione spotkanie 30 minut i
                  jeszcze lekarza JA musze przepraszac.... Jak mowi, ze przyjdzie we wtorek o
                  12.00, to przeciez co sie wqrzam jak przychodzi w piatek o 17.00.
                  PRZYCHODZI!!!! I z tego sie powinnam cieszyc.
                  I co teraz??? Zapomni, ze ma podpisac zgode na Kulci operacje??? Znow sie
                  spozni???? Ja od miesiaca walczylam o termin lutowy!!!! Nastepny jest w
                  sierpniu!!!! Ale co mu tam, najazniejsze, ze on ma dobre samopoczucie!!!!

                  Leeya
                  • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:45
                    A wqrzam sie, bo dostalam dzis smsa o tresci:
                    "Przemyslalem sprawe. Chce, zeby Julka miala moje nazwisko. Bede o to walczyl w
                    sadzie."
                    Zaraz mnie chyba cos trafi!!!!!!!!!!
                    L.
                    • sokka Re: Mam b.ważne pytanie! 11.11.04, 00:00
                      a może faktycznie dojrzał odrobinkę, hmm? jesteś pewna, że chce Ci tylko
                      dokuczyć? mój były namawiał mnie swego czasu bym usunęła ciążę - no może to
                      nadinterpretacja - raz tylko o tym wspomniał, a teraz stara się być dobrym ojcem
                      (rezultaty rozmaite, ale chęci szczere smile
                      on też nie jest szczególnie odpowiedzialnym egzemplarzem.
                      • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 11.11.04, 00:27
                        A starac sie byc dobrym ojcem dziecka z moim nazwiskiem nie moze?? Juz mi
                        troche emocje opadly... Porozmawiam jutro z adwokatka i zrobie jak mi bedzie
                        podowiadala. Jezeli kocha corke i mu na niej zalezy, to bedzie przynajniej
                        staral sie byc dla niej ojcem, nawet jesli nie bedzie wpisany w "papiery".

                        A tego smsa odczytuje niestety jako chec dokuczenia misad Bo czy nazwisko sie
                        liczy czy dziecko???

                        Pozdr,
                        Leeya
                        • maminekb Re: Mam b.ważne pytanie! 12.11.04, 21:53
                          leeya,
                          smile to moja znajomość relacji z ojcem Kulki była rzeczywiście zacofana smile
                          skomplikowałaś to prawda smile
                          zawsze jednak pamiętaj że ważne jest to iż ją widuje
                          z tym nazwiskiem to różnie bywa. Moja Córa ma nazwisko Ojca którego nie
                          pamięta. Nie zmienię na swoje ponieważ
                          a. może wyjdę za mąż (???)
                          b. ma ładne nazwisko (smile))
                          c. nie chcę występować do sądu
                          d. i tak Jej będą dokuczać i tak sad
                          miałam dziś kolejne wspomnienie o tacie i jestem bardzo smutna sad( przejdzie
                          jak narazie to dla mnie bardziej smutne niż dla Niej...
            • sokka Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:21
              raczej wątpliwe jest by udało Ci się przez najbliższe 20 lat go motywować...

              pozdr
            • maminekb Re: Mam b.ważne pytanie! 10.11.04, 23:26
              Leeya,
              Olej to co On sobie myśli ...
              Myśl tylko o Córce - do widywania nie zmusisz ale co powiesz kiedy się Ciebie
              zapyta jaka byłaś dla Taty? Ja mogę odpowiedzieć : wspaniała. I to jest dla
              mnie ważne. A to co On sobie myśli to jest jego sprawa smile I to jest JULKI PRAWO
              DO OJCA tylko ze OJCIEC JULKI TO PALANT (WYBACZ TO JA NAPISAŁAM NIE TY smile ) I
              TEGO PRAWA NIE RESPEKTUJE zatem jedyne co możesz zrobić to zadbać o swoje dobre
              sdamopoczucie że zrobiłaś wszystko. Ja sporadycznie odzywam się do Byłego , On
              czasem prześle życzenia np. urodzinowe dla Córki lub zapyta o zdrowie. Ale ja
              śpię spokojnie bo wiem że on wie że może ją zobaczyć i że za Jej łzy (brak
              taty ...) jest winny tylko ON. Może i dziecinne - ale mi pomaga... Do końca
              swych dni będę Go informowała raz na jakiś czas o tym co slychać u JEGO córki.
              Chyba że zacznie uznawać kogoś innego za swojego ojca smile...
              • gosza26 ja sie martwie o coś innego!!!!!! 11.11.04, 09:52

                • gosza26 Re: ja sie martwie o coś innego!!!!!! 11.11.04, 09:56
                  gosza26 napisała:
                  i poszło za szybko...a martwimy sie przyszłościa Młodego. Matka nie ma
                  ograniczonych praw rodzicielskich, a wczoraj wczytaliśmy sie w jej Karte Karną.
                  TYlko w tym roku trafiły 2 akty oskarzenia do śądu, 3 inne w po przednich
                  latach, a e jescze 5 innych jest tylko sprawa zawieszona. Ponadto ma wyrok w
                  zawieszeniu za oszustwo...

                  tylko tak w przybliżeniu napisałam co nas martwi, bo gdyby w przyszłości Młody
                  chciał iść w śladu ojca i pracować w którejs z instytucji jak:prokuratura ,
                  policja czy adwpkatura to na Dzień Dobry mu podziękują, bo matka była karana...


                  PO zakończeiu sprawy rozwodowej będziemy się zastanawiać jak to ugryżć w
                  rodzinnym, ale coś czarno to widze...
                  >
    • samodzielny Re: Mam b.ważne pytanie! 12.11.04, 22:24
      A ja uwazam tak.
      Sad z urzedu orzakajac, ze miejscem pobytu dziecka jest dom jednego rodzica
      powinien drugiemu rodzicowi ograniczac prawa.
      Ktoz wie lepiej, jaka szkola jest odpowiednia dla dziecka, niz rodzic
      mieszkajacy z nim na codzien?
      Gdzie szukac drugiego, gdy potrzebna szybka decyzja?

      k.r.io.
      Art. 93. § 1. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom.
      § 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo.
      Art. 97. § 1. Jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom, każde z
      nich jest obowiązane i uprawnione do jej wykonywania.

      § 2. Jednakże o istotnych sprawach dziecka rodzice rozstrzygają wspólnie; w
      braku porozumienia między nimi rozstrzyga sąd opiekuńczy.

      Przeciez to absurd!!!
      Np. 17letnia panna ojca widziala raz na 2 lata i winna mu posluszenstwo???
      A jesli matka zgodzi sie na liceum a potem studia a ojciec woli zawodowke
      (wczesniej usamodzielni sie, alimenty odpadna) to do sadu??

      Nie lubie samowolnego ograniczania wladzy przez matki, ale bez przesady .
      Pozdr


      • leeya Re: Mam b.ważne pytanie! 13.11.04, 02:53
        samodzielny napisał:

        > A ja uwazam tak.
        > Sad z urzedu orzakajac, ze miejscem pobytu dziecka jest dom jednego rodzica
        > powinien drugiemu rodzicowi ograniczac prawa.
        ...
        > Gdzie szukac drugiego, gdy potrzebna szybka decyzja?
        ---------------------------
        Wytlumacz to mojemu bylemu....
        Ja mu bede musiala przynajmniej postarac sie to wytlumaczyc...
        Juz widze te piane na ustach i warczenia "ja mam prawa..."
        A potem znow oleje Kulke. Bo nowa mu nie pozwala sie z nia spotykac.
        Ale on przeciez qrde ma prawa.

        Ide spac, juz mnie glowa boli od plakania

        L.
    • iziula1 Re: Mam b.ważne pytanie! 13.11.04, 11:26
      To moje ważne pytanie pojawiło sie nie bez powodu.
      Zastanawiałam sie jakimi powodami kierują sie rodzice wystepujący o
      ograniczenie praw drugiej strony i jak to motywuja przed sądem oraz czym
      kieruje sie sąd wydający wyrok o ograniczeniu/pozbawieniu władzy rodz.
      W przypadku mojej śmierci opiekę nad dzieckiem sprawuje ojciec.Bo ma pełnie
      praw.To ze się nim nie interesował,to ze widział dziecko 3x w ciągu jego życia
      dla sądu może nie mieć zadnego znaczenia,bo ten fakt nie zaistniał w formie
      pozwu.
      I moje obawy rodzi pytanie co wtedy stałoby sie z moim synem, który nie zna tej
      drugiej rodziny,który nie zna biologicznego ojca.
      Zycze sobie długiego zycia ale zawsze jakieś są obawy.
      Ktoś napisał,ze te prawa to fikcja, mozliwe ale jednak te prawa są na tyle
      prawdziwe,że zadecydować mogą o dalszej jakości życia dziecka.Mojego dziecka.
      Ja do tej decyzji dojrzewam.Musze przełamać moją niechęć do sądu,chociaż tu nie
      chodzi o sąd a raczej o forme walki jaką może przybrac druga strona.Już raz to
      przeszłam.Poprostu dla zasady próbowano mnie zgnębic(tu uzyłam naprawde
      łagodnego określenia)
      I może mediacje sa najlepszym wyjściem a przynajmniej próba znalezienia
      lepszego rozwiazania.
      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka