Dodaj do ulubionych

Utrudnianie kontaktów

28.02.05, 11:11
Rozpoczynam nowy wątek, bo uważam za wysoce niestosowne, aby kontynuować go w
wątku o porwaniu dziecka przez ojca. Poza tym mam parę przemyśleńwink

Pojawiło sie stwierdzenie, że 80% matek otrudnia ojcom kontakty z dzieckiem
po rozwodzie. Osoba stwierdzająca to została poproszona o żródło tych danych.
Uważam, ze osoba ta źródła nie poda, bo po prostu nikt takich badań nie
prowadził (oprócz pewnie pani prof. Wandy Stojanowskiej, która swe rewelacje
opiera zapewne na podstawie spraw o utrudnianie kontaktówwink. Nie uważam, aby
w ogóle przeprowadzenie takich badań było możliwe. Wiadomo bowiem, że 100%
ojców powiedziałoby, że utrudnia im się kontakty, zapewne tyle samo matek
stwierdziłoby, że kontaktów nie utrudnia. Myliłby się ten, kto sądziłby, że
wiele do powiedzenia mają w tej kwestii sędziowie - jeśli już mają bowiem
jakieś zdanie, to wyrobione na podstawie przeprowadzonych spraw sądowych -
czy to o utrudnianie kontaktów właśnie, czy na podstawie obserwacji. Uważam
jednak, że rozwiązujący swoje sprawy rozwodnicy za pośrednictwem sądów nie są
grupą reprezentatywnąwink
Może mieliby dużo do powiedzenia psychologowie przy RODKach.

Osobiście jednak spotkałam się tylko z JEDNYM przypadkiem, kiedy to ojciec
dziecka uważa, że matka nie utrudnia mu kontaktów.

Weźmy Chalsię: mogę się założyć, że jej ex zarzucił jej utrudnianie kontaktów
bo chciała je usestymatyzować i uregulować.

Weźmy mnie: ojciec mojego dziecka zarzucił mi, że utrudniam mu kontakty, bo
RAZ (podkreślam - raz) w ciągu CAŁEGO ROKU śmiałam zaproponować inny termin
jego przyjazdu do córki.

A dlaczego 100% ojców zarzuca matkom utrudnianie kontaktów? Moim zdaniem
odpowiedź jest oczywista: bo zdecydowana większość z nich (pomijając
przypadki, kiedy matka rzeczywiście te kontkaty utrudnia - moimzdaniem bardzo
rzadkie), a więc zdecydowana większość z nich zrzuca w ten sposób
odpowiedzialność na matkę za to, że sami są miernym ojcami i nie potrafią dla
dziecka znaleźć czasu. Mają mnóstwo wymówek: a to ni ema kasy na dojazdy, a
to praca, a to coś tam (sorry, brak mi wyobraźni w wymyślaniu debilnych
wymówek), ale najlepszą i najsuteczniejszą wymówką jest - oczywiście - to, że
utrudnia im się kontakty.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • konkubinka Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 11:19
      a mnie sie wydaje ze jest tak:
      ludzie w wiekszosci przypadkow rozwodzac sie nie mieja ze soba dogadywac sie w
      najprostszych sprawach.Uwazam wiec ze w kazdym przypadku podczas rozowdu
      powinny byc rozpatrywane kontakty ojca z dzieckiem i precyzowanie ich.Wtedy
      kazdy tata mialby mozliwosc dostosowac sie do wyroku i wykazac.A kazda mama
      mialaby swiadomosc tego czy tata stara sie czy nie.
      I byloby mnie przypadkow spraw o utrudnianie.
      To naprawde jest wina sadow i lenistwa sedziow- bo sad jest po to aby pomoc sie
      dogadac, rozstrzygnac spory anie rozwiazac malzenstwo i odlozyc akta na polke.
      Uwazam takze ze kazda sprawa precyzujaca kontakty winna byc prowdzona z wielka
      starannoscia bo chodzi tu o dzieci.Niektorzy ojcowie nie powinni widywac dzieci
      tyle ile im sad dal mozliwosci a inni powinni o wiele wiecej.
      A sama wiem jak wygladalo to na sprawie mojego partnera- slyszeli tylko z eksia
      ze "powinni sie dogadac"a dogadac sie nie umieja do dzis i nikt im do dzis nie
      pomogl.
    • done2 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:11
      Czy według Ciebie zmiana nr telefonu na nowy przez matkę dziecka i
      nieudostępninie nowego numeru ojcu (co przy ustawie o ochronie danych wiąże się
      z brakiem kontaktu telefonicznego) jest utrudnianiem czy nie?
      • virtual_moth Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:16
        done2 napisała:

        > Czy według Ciebie zmiana nr telefonu na nowy przez matkę dziecka i
        > nieudostępninie nowego numeru ojcu (co przy ustawie o ochronie danych wiąże
        się
        >
        > z brakiem kontaktu telefonicznego) jest utrudnianiem czy nie?

        Jeśli ojciec nie ma innego kontaktu z dzieckiem jak telefoniczny stacjonarny
        (np. przez internet lub komórkę), mieszka 500 km od dziecka a nie na sąsiedniej
        ulicy to uważam, że matka w ten sposób utrudnia dziecku kontakt z ojcem.

        A o co chodzi?

        Pozdrawiam
        • done2 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:32
          To był tylko taki mały przykład podejścia do problemu z punktu widzenia dwóch
          stron. Ojciec - mieszka daleko, nie ma internetu, chce się spotykać z
          dzieckiem. Matka - absolutnie (jak twierdzi) nie utrudnia kontaktów. A że
          zmieniła nr telefonu - uważa że to jej sprawa - jej telefon, nie musi nikomu
          dawać nowego numeru. I to są właśnie takie małe drobiazgi z życia codziennego -
          matka twierdzi że nie utrudnia kontaktów, ojciec - odwrotnie. Teoretycznie
          można sobie poradzić bez telefonów (kiedyś posiadanie telefonu było luksusem a
          ludzie jakoś żyli). Praktycznie - ciężko.
          • virtual_moth Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:40
            done2 napisała:

            > Ojciec - mieszka daleko, nie ma internetu, chce się spotykać z
            > dzieckiem. Matka - absolutnie (jak twierdzi) nie utrudnia kontaktów. A że
            > zmieniła nr telefonu - uważa że to jej sprawa - jej telefon, nie musi nikomu
            > dawać nowego numeru. I to są właśnie takie małe drobiazgi z życia codziennego

            No i znowu taki tatuś biedny... Normalnie patowa sytuacjawink
            Niech tatuś kupi dziecku lub matce komórkę specjalnie do celów kontaktowania
            się w sprawie dziecka.

            Pzdr
            • done2 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:47
              I owszem, kupił, na kartę TAK TAK. Wg mamusi komórka się zgubiła. Druga (z
              nowym numerem również na kartę) się "zepsuła". I kontaktu dalej nie ma.
              "No i znowu taki tatuś biedny... " - nie chodzi o to żebyś ironizowała.
              Nie chcę się spierać - po prostu chcę Ci naświetlić, że zawsze są 2 strony.
              Również pozdrawiam.
              • virtual_moth Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:15
                No dobrze, załóżmy, że ta opisywana przez Ciebie matka utrudnia kontakty. Czy
                to jednak świadczy o tym, że większość utrudnia? Albo że chociaż spora częśc
                utrudnia? Nie.

                Czy ktoś tu zaprzecza, że są "dwie strony"? Nie. Ja nawet pisałam o tym w
                pierwszym poście: matka uważa, że nie utrudnia, ojciec uważa, że utrudnia. Ty
                stoisz po stronie ojca, ale ja nadal NIE WIEM, czy relanie te kontakty są
                utrudniane. A może i tak tych kontaktów w ogóle nie było, a może były na tyle
                rzadkie, że były przyczyną jakichś problemów psychicznych dziecka
                (sydnrom "tatuś pojawia sie i znika"), a może matak rzeczywiście jest złą
                kobietą i się msci. To, ze Ty napiszesz na forum o tym, że zmieniła nr telefonu
                KOMPLENITNIE O NICZYM nie przesądza.
                I właśnie o tym jest ten wątek. O tym, ze NIE MOŻNA powiedzieć, iż "prawdą
                jest, że 80% matek utrudnia kontakty ojców z dziećmi".

                Pozdrawiam
          • czekolada72 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:43
            Pozwolicie ze sie wtrace. A co sadzicie, o sytuacji, kiedy to ojciec dziecka
            zmiena nr el., adres zamieszkania i nie informuje o tym ani ciagle jeszcze zony
            ani dziecka? De facto - kontakt pozostaje tylko przez prace. Po czym malzonek
            ma pretensje, bo zona powinna telepatyczne odgadywac plany mieszkaniowe i sama
            pytac o adres....
              • czekolada72 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:00
                done2 napisała:

                > Też świństwo. Ciekawe jakby się tatuś czuł gdyby chodzilo o zadecydowanie o
                > jakiejś ważnej sprawie jeśli chodzi o dziecko (np. operacja) a z tatusiem nie
                > ma kontaktu.

                No, proste - to wtedy matka utrudnia kontakt i ograniczawladze rodzicielska...
    • omama Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:27
      Danych oczywiście nie ma - zrobienie rzetelnych i sensownych badań wymagałoby
      pracy znacznie większej niż przesłanie pojedyńczych ankiet. Należałoby
      rzeczywiście zweryfikować potem te dane, a także rozciągnąć badanie w czasie -
      bo często po opadnięciu emocji rozwodowych sprawy zaczynają układać się inaczej.
      I oczywiście, że wielu mężczyzn zeznałoby, że się im utrudnia kontakty,
      bo "nieutrudnianie" zdefiniowaliby jako możliwość wizyty czy spotkania w każdym
      odpowiadającym im miejscu i czasie, a więc w gruncie rzeczy jako pozwolenie na
      traktowanie byłego domu jako nadal własnego, a także na zaaprobowanie, że plany
      ojca mają pierwszeństwo przed planami matki.
      Niemniej jestem zdania że są kobiety utrudniające kontakty z powodów błahych, a
      może raczej nie mających nic wspólnego z dzieckiem. Sądzę, że należą do nich
      przede wszystkim te kobiety, które odejście mężczyzny z rodziny traktują na
      zasadzie "odszedł od nas" a nie "odszedł ode mnie", nawet jeżeli ów odchodzący
      jest wzorem ojca. I myślę też, że oboje rodzice miewają niefortunne skłonności
      do używania dziecka jako monety w grze "czyje na wierzchu" i "niech ci się nie
      wydaje".
    • tata_malolata Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:35
      Generalizowanie nie jest najlepszą rzeczą.

      Prawdą natomiast jest, że dość powszechnym jest utrudnianie przez matki
      normalnych kontaktów dziecka z tatą. Tak jak prawdą jest, że więcej jest
      mężczyzn, którzy dają "nogę" i nie interesuje się swymi dziećmi niż tych,
      którzy potrafią i chca opiekować się dziećmi. Oni jednak istnieją. I nie mało
      ich na tym świecie.

      PROBLEM tkwi w tym, że:

      1) matki "utrudniające" robią to - w większości przypadków - nie z troski o
      dziecko tylko z potrzeby odwetu. Czasem pojawia się też swego rodzaju "poczucie
      własności" (tak, tak - nie raz czytałem tu, nie raz sam słyszałem : "moje
      dziecko, u mnie w brzuchu siedziało więc jest moje"). Nie twierdzę, że zawsze
      świadomie - czasem może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że to podświadome.

      2) orzecznictwo sądów rodzinnych jest takie, że ojcowie nie mają "równych
      szans" - nie mają bo istnieje swego rodzaju odpowiedzialność zbiorowa (z powodu
      wspomnianej wyżej powszechności wystepowania "niebieskich ptaków") i świadomość
      społeczna, że ojciec nie potrafi. Guzik prawda - potrafi, niejeden z nas. I
      często bylibyśmy lepszymi wychowawcami niż niejedna egoistyczna,
      nieodpowiedzialna matka. Nierówność szans powoduje, że kobiety mają "wolną
      rękę" w działaniach opisanych w p. 1. Są bezkarne co wręcz zachęca
      do "rozgrywania dzieckiem" spraw dorosłych.

      3) wreszcie kwestia ograniczania częstotliwości - tu funkcjonuje mit: "jak
      matka ma sobie ułozyć życie jeśli ojciec dziecka przychodzi tak często".
      Niestety tu nie o komfort matki lub ojca chodzi. Dziecko potrzebuje
      naturalnego i nieskrępowanego kontaktu z każdym z rodziców i to jego potrzeby
      winny być zaspokojone. Jeśli ojciec chce i może to czemu stawiać jakąkolwiek
      barierę ? Nie mam pojęcia. Gdyby mój syn mieszkał ze mną to moja żona mogłaby
      być, widzieć się z nim codzienne. Nic nie miałbym przeciw.


      Na koniec - drogie Panie. Wiem, że BARDZO WIELE z Was boryka się z problemem
      całkowitego braku ojca Waszych dzieci. Powiedzcie "mamusiom-izolatorkom", że
      chyba jednak lepiej gdy dziecko ma ojca często i bez ograniczeń. Może Wy
      będziecie to potrafić wytłumaczyć smile
      • chalsia Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:55
        Spojrzę na to z perspektywy własnej sytuacji - ojciec uważa, ze utrudniam i
        ograniczam kontakty. Jednak sam stwierdził, że nie przestąpię progu jego domu.
        No więc nie bardzo widzę w wykonaniu swojego eksa tego co Ty piszesz - czyli
        ponoć nieskrępowanego kontaktu matka-dziecko gdyby ono przebywało u ojca (nawet
        jak dziecko odbieram czasami od ojca to musze czekać ZA drzwiami klatki
        schodowej w bloku. Bardzo to wychowacze jest dla dziecka, nie sądzisz Tato-
        malolata ????, ze matka jest przez ojca gorzej niż listonosz traktowana??
        Chalsia
      • virtual_moth Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:06
        tata_malolata napisał:

        > Prawdą natomiast jest, że dość powszechnym jest utrudnianie przez matki
        > normalnych kontaktów dziecka z tatą.

        A moim zdaniem to nie jest prawdą. Owszem, zdarzają się RZADKIE przypadki,
        kiedy matka rzeczywiście utrudnia. Moim zdaniem nie jest to jednak zjawisko
        powszechne. I kto ma rację? Badań na ten temat nie ma. pozaostają nam tylko
        argumentywink

        > 1) matki "utrudniające" robią to - w większości przypadków - nie z troski o
        > dziecko tylko z potrzeby odwetu.

        Powiedz mi, Tato_małolata, jakie znaczenie ma PRZYCZYNA utrudniania przez matkę
        kontaktów ojca z dzieckiem? Czyżby tylko na potrzeby stwierdzenia, że "exie są
        be"?
        Dlaczego tak często mówi się o tej "chęci zemsty", a nawet nie zrobiono
        rzetelnych badań potwierdzających, że matki "powszechnie" utrudniają?

        > 2) orzecznictwo sądów rodzinnych jest takie, że ojcowie nie mają "równych
        > szans" - nie mają bo istnieje swego rodzaju odpowiedzialność zbiorowa (z
        > powodu wspomnianej wyżej powszechności wystepowania "niebieskich ptaków")

        Zgadzam się. Tylko kogo za taki stan rzeczy winić, chyba nie samodzielne?wink

        > Są bezkarne co wręcz zachęca
        > do "rozgrywania dzieckiem" spraw dorosłych.

        Póki mentalność mężów i ojców nie zmieni się, to Wy, ojcowie - rozwodnicy
        walczący, będziecie zbierać tego frycowe. Do Was zatem należy, oprócz walki o
        kontakty z własnymi dziećmi, uświadamianie ojców i mężów, czym powinno być
        ojcostwo i odpowiedzialność za rodzinę. Założę się, że tu nawet nie
        potrzeba "niebieskich ptaków". Spytaj przeciętnego ojca z pełnej rodziny jak ma
        na nazwisko jego wychowawczyni w szkole, w której szufladzie trzyma majtki i co
        jadło wczoraj na obiad. To powinno rozwiac Twoje wątpliwości na temat tego,
        dlaczego sądy są "promatczyne".
        Co do traktowania przez matkio dziecka jako kartę przetargową, to jest to
        tylkop i wyłącznie Twoja interpretacja. Moją interpretacją jest to, że matki,
        jeśli już utrudniają kontakty, to w większości mają ku temu uzasadnione powody
        (agresja, alkoholizm, zagrozenie dla dziecka). Kto ma rację?

        > Dziecko potrzebuje
        > naturalnego i nieskrępowanego kontaktu z każdym z rodziców i to jego potrzeby
        > winny być zaspokojone. Jeśli ojciec chce i może to czemu stawiać jakąkolwiek
        > barierę?

        Tia. Jeśli już sznowny ojciec MOŻE, to oczywiście NALEŻY ZAWSZE, kiedy tylko
        sobie zażyczy, udostępniać dziecko (oczywiście, jeśli dziecko chcewink. Otóż
        nie. Matka też ma prawo do swojego życia, intymności. Nie będzie tego miała z
        codziennie wizytujacym exem. Jeśli dla Ciebie to nie problem - OK, ale nie
        wymagaj tego od innych.

        > Na koniec - drogie Panie. Wiem, że BARDZO WIELE z Was boryka się z problemem
        > całkowitego braku ojca Waszych dzieci. Powiedzcie "mamusiom-izolatorkom", że
        > chyba jednak lepiej gdy dziecko ma ojca często i bez ograniczeń. Może Wy
        > będziecie to potrafić wytłumaczyć smile

        No dobrze, bardzo chętnie, tylko znajdź mi taką mamusięsmile

        Pozdrawiam
    • burza4 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 12:39
      coś w tym jest...

      Po pierwsze - gdyby ludzie się dogadywali, toby się nie rozwodzili tak często.
      po drugie - gdyby wraz z rozwodem zastosowali grubą kreskę i nie ciągnęli przez
      resztę zycia urazy i pretensji - łatwiej by się dogadali. Po trzecie - wbrew
      poprzedniczce uważam, że sąd jest od rozwiązania małżeństwa, ustalenia zasad i
      egzekwowania ustaleń i na tym się jego rola kończy - od reszty są poradnie
      rodzinne i terapia. I ta powinna być OBOWIĄZKOWA w przypadkach konfliktowych.
      Nie RODK w takiej postaci jak obecnie, a kontakt z psychologiem, który by
      pomógł ułożyć jakoś porozwodowe relacje.

      co do utrudniania - sama z czymś takim spotkalam się ale dotyczyło przypadków
      sprzed lat, "dzieci" które tych kontaktów nie miały są obecnie dorosłe. W
      okolicy w tłumie niestety rozwiedzionych przyjaciół jakoś nikt większych
      problemów nie ma. Naturalnie jak się chce, to można się doszukaćsmile - eks
      kumpeli zarzucił jej kiedyś, że mu utrudnia bo np. w czasie wakacji dziecko
      jest na działce pod miastem z dziadkami. Kumpela zaś nie widzi sensu trzymania
      małego w domu skoro a) przsedszkole nieczynne i nie ma go z kim zostawić, b)
      tata generalnie ma problem z wygospodarowaniem czasu, i po prostu szkoda jej
      kisić dzieciaka w bloku cały tydzień, BO MOŻE tata znajdzie czas, żeby wpaść na
      godzinkę-dwie. Pomijam już kwestię, że gdyby chciał, bez problemu mógłby
      podjechać na działkę, ale "on się tyle najeździ w pracy, że mu się nie chce".

      Utrudnianie kontaktów to pojęcie plynne, dość subiektywne. Kazdy coś innego
      przsez to rozumie. Najbardziej oczywiste wydaje się faktycznie uniemożliwiania
      spotkań, czy nastawianie dziecka, ale gdy mowa o tym, że mama się nie
      dostosowuje za każdym razem do planów eks - to przesadą jest okreslanie tego
      jako utrudnianie.
      • konkubinka Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:17
        Podczas rozwodu sad zajmuje sie powierzeniem wladzy rodzicielskiej nad dziecmi
        i uwazam ze o wiele bardziej przyklada sie do podzialu majatku niz do tego.
        Ale np sprawa mojego partnera o sprecyzowanie kontaktow musiala czekac 2,5 roku
        aby sad nalozyl kuratora , ktory jak to napisano w wyroku"ma pelnic role
        mediatora".I nadal nic nie da sie zrobic z tym , ze przez rok ow mediator byl
        nie do namierzenia , nieobecny i nic nie robil choc mial taki przykaz z sadu.
        Nikt nie zaprzeczy , ze w wiekszosci przypadkow Sad z gory ustanawia miejce
        zamieszkania przy matce i pelnie wladzy dla obojga rodzicow i tym samym :
        1-nie bada czy dla dziecka wskazane jest zamieszkanie przy matce
        2-nie bada czy wskazane jest pelnienie wladzy rodzicielskiej pelnej przez ojca
        w sytuacji gdy rodzice sie rozwodza a wiec co za tym idzie w wiekszosci
        przypadkow- nie dogaduja sie.
        3-nie interesuje sad psychiczne samopoczucie dziecka w sytuacji miedzy mlotem a
        kowadlem

        a wiec NIE KIERUJE sie DOBREM DZIECKA
      • virtual_moth Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:24
        burza4 napisała:

        > gdy mowa o tym, że mama się nie
        > dostosowuje za każdym razem do planów eks - to przesadą jest okreslanie tego
        > jako utrudnianie.

        Ciekawe co na ten temat powie autorytet Milchy, pani prof. Wanda Stojanowska,
        według której 95,5% sędziów uważa, że matki utrudniają kontakty częściej niż
        ojcowiewink Czyżby owi sedziowie wrzucili do jednego wora przypadki ewidentnego
        utrudniania, utrudniania poprzez "próbę uregulowania kontaktów", utrudniania w
        pojęciu tatusiów, którym jest wygodnie tak sądzić, utrudniania, bo mamusia nie
        ma ochoty patrzeć codziennie na twarz exa, utrudniania, bo samo dziecko nie
        chce?

        Wydaje mi się, że JEDYNĄ drogą dla matki dziecka w przypadku oskarżeń o
        utrudnianie kontaktów jest wniesienie o ustalenie kontaktów do sądu (jeśli
        dogadać się nie można) oraz BEZWGLĘDNE stosowanie się do wyroku sądu.
        Przynajmniej jest nadzieja, że wtedy sąd będzie winny utrudniania kontaktów, a
        nie matkawink

        Pzdr
        • omama Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:29
          Virtual, ty się nie przejmuj panią prof.
          Te 95 procent równie wiele mówi o świecie, jak informacja, że matki częściej
          biją dzieci niż ojcowie. Przyczyna jest ta sama. To matki najczęściej, także w
          pełnych rodzinach, dziecko wychowują. To matki najczęściej po rozwodzie
          mieszkają z dzieckiem.
        • chalsia Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:33
          Jednym z powodów, dla których JA wystąpiłam do sądu o ustalenie kontaktów jest
          własnie odległa przyszłość - gdy dziecko będzie już mocno dorosłe i będzie
          chciało mi zarzucić utrudnianie i ograniczanie kontaktów z ojcem będe mogła
          pokazac wyrok sądu oraz zapiski dotyczace tego w jaki sposób ojciec te ustalone
          kontakty realizował.
          Chalsia
    • done2 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 13:52
      A co powiesz na takie utrudnianie / nie utrudnianie:
      kilka minut przed spotkaniem z ojcem mama mówi do 5-cio letniego dziecka: "idź,
      baw się dobrze z tatą. Mama w tym czasie będzie bardzo smutna, będę płakać
      przez cały dzień bo ciebie nie będzie, ale ty idź".
      Mama nie utrudnia - sama mówi do dziecka: idź. Jeśli dziecko jest tak małe a na
      dodatek związane z mamą emocjonalnie (co jest normalne) albo pójdzie i będzie
      myśleć jak tam mama się czuje, albo - najczęściej - zrezygnuje ze spotkania z
      tatą i spędzi z wesołą już mamą ten czas.
      Pozdrawiam
          • milcha1 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 14:53
            Jeśli chcecie poznać choć jedną taką historię:



            Mój mąż ma dwóch synów z I małżeństwa.
            Ex odeszła od niego do innego, początkowo nie zabierając dzieci. Po dwóch
            miesiącach zgłosiła się po starszego (nie jest biologicznym synem męża,
            przysposobił syna Ex z I małżeństwa, jego ojciec nie interesował się nim w
            ogóle, po rozwodzie nie widział go ani razu, nie płacił alimentów). Młodszy
            został z mężem, który złożył wniosek o sprawowanie opieki nad
            nim. Syn bardzo tęsknił za matką, więc mąż uprosił matkę aby się z nim
            spotkała. Matka zabrała syna i nie odwizła go po wizycie. Zmieniła miejsce
            zamieszkania, starszemu szkołę, młodszemu przedszkole, w międzyczasie złożyła
            wniosek o rozwód.
            Wylała kubeł pomyj na męża, zależało jej na szybkim rozwodzie. Mąż nie znał
            jej miejsca zamieszkania, adresu miejsca pracy, adresu szkoły starszego ani
            przedszkola. Rozwód zapadł bez orzekania o winie. W międzyczasie mąż odnalazł
            przedszkole do którego chodził młodszy. Po pierwszej wizycie, synek więce się
            tam nie pokazał. Potem odnalazł skzołę do której chodził starszy. zPo
            miesiącu przeniosła go do innej.
            Nie chciała aby dzieci widywały się z ojcem. po kilku miesiącach od rozwodu
            nagle sama poproiła aby spotkał się z synami, łaskawie pozwoliła na kilka
            wizyt. Okazało się, że chce wrócić do męża, ponieważ rozstała się ze swoim
            nowym partnerem.
            Mąż nie chciał. Nie mógł zapomnieć krzywdy jaką wyrządziła dzieciom i jemu
            rozbijając rodzinę, fundując dzieciom tułaczkę, uniemożliwijając im kontakt z
            ojcem, każąc im mieszkać nagle z e swoim partnerem ale dla nich obcym facetem.
            Mąż starał się sądownie ustalić kontakty z synami. Matkla w tym czasie
            manipulowała ich psychiką. negatywnie nastawiał ich do ojca. Nie wiem czy
            znacie pojęcie "syndrom Gardnera"? Do tej sytaucji pasuje jak ulał. Kontakty
            dzieci z ojcem zostały ustalone przez sąd. Standard I i III weekend miesiąca,
            tydzień ferii, miesiąc wakacji, jeden dzień powszedni na dwa tygodnie.
            Mąż nie chciał być ojcem weekendowym, chciał uczestniczyć w ich życiu,
            wychowaniu, mieć wpływ na wykształcenie, leczenie, rozwój. Nic z tego.
            Skutecznie urudniała kontakty manipulując psychiką chłopców. Starszemu
            wmawiała, że ojcu na nim nie zależy, młodszemu, że krzywdzi brata zgadzając się
            na kontakty z ojcem. Mąż miał nadzieję, że kara finansowa ją ostudzi. została
            ukarana przez sąd grzywną. Wcześnie
            mąz usiłował porozumieć się z nią, prosił, błagał, przekonywał, próbował
            przekupić. Nic. Ex przejawia wobec niego patologiczną nienawiść i to samo
            zaszczepia synom. Starszy popadłw konflikt z prawem, ojca nie chce nawet
            widzieć. zachowuje się w stosunku do ojca agresywnie, nieufnie, napastliwe.
            Młodszy początkowo chciał widywać ojca dopóki mama skutecznie nie wybiła mu
            tego z głowy. Teraz zgadza się jedynie spotykać z ojcem w szkole dzięki temu
            mąż wie, co się z dziećmi dzieje. Może to nie potrwać długo, ponieważ Ex jest
            osobą nieobliczalną i odgrażała się, że załtwi tę sprawę w kuratorium.
            Od czasu rozwodu ( cztery lata) mąż zabrał synów na weekend 8 razy i raz na
            miesięczne wakacje. W każdy I i III weekend jeźdż po synów lae najczęsciej
            rozmawia z domofonem albo całuje klamkę.
            We wrześniu po ukaraniu grzywną Ex wniosła sprawę o ograniczenie mężowi
            władzy rodzicielskiej, gdyż jak swtierdziła wizyty u ojca źle na nich
            wpływają a starszy syn nie życzy sobie kontaktów z ojcem. A młodszy jak
            swterdziła po miesięcznym pobycie u nas ma myśli samobójcze - chce się rzucić
            pod samochód ( dziecko lat 9. Oczywiście zabierała go psychiatry, gdzie snuła
            opowieści o tym. Mąż na szczęście dowiedział się do jakie przychodni chodziła i
            otrzymał dotęp do dokumnetacji medycznej. Musiałam zeznawać w
            sądzie i opowiedzieć sądowi jak wyglądały wizyzty chłopców u nas i jak
            spędzili wakcacje. Na szczęscie oprócz mnie byli jeszcze inni świadkowie,
            mieliśmy dużo zdjęć. Odbyło się badanie w RODK, kolejne zresztą, ponieważ było
            takie przy sprawie o ustalenie kontaktów, gdzie wyraźnie napisano, że matka
            izoluje chłopców od ojca i dla prawidłowego ich rozwoju konieczny jest częsty i
            regularny kontakt z ojcem.
            zaznaczam, że oboje pochodzimy z porządnych rodzin, mamy wyższe
            wykształcenie, jesteśmy normalni, zdrowi na ciele i na umyśle, oboje
            pracujemy zawodowo. Wychowujemy wspólnie mojego synka.
            Nie wiemy już jakie środki przedsięwziąć aby mąż mógł spokojnie uczetniczyć w
            wychowaniu i życiu syna.
            Sąd nie jest w stanie dopomóc mu w wyegzekwowaniu kontaktów z dzieckiem.
            Adwpkat jest bezradny. Miediacje zawodzą. Co robić dalej?
            Adwokatka męża złożyła wniosek o przejęcie opieki nad dzieckiem. Niestety
            musiała go wycofać gdyż sąd musiałby rozpatrzeć taki wniosek w innym trybie.
            czyli musi to zrobić po zakończeniu tej prawy. Oddalony też został wniosek Ex o
            pozbawienie władzy rodzicielskiej. A czas płynie. Synowie są
            coraz starsi, coraz bardziej oddalają się od niego. A matka udaje kobietę
            samotnie wychowującą dwóch synów ( partner wrócił po przerwie). Policja jest
            częstym gościem u nich w domu, bijatyki Ex z jej matką, libacje, brak
            należytego dozoru nad dziećmi to wszystko jest mało ważne. Ważne jest jak
            powiedział kurator, że dzieci mają dwa łóżka i dwa biurka do nauki.
            Dowody w aktach sprawy.
            zaznaczam, że miałam dobry kontakt z synami męża dopóki sporadycznie się u
            nas pojawiali.
            Mąż bardzo to przeżywa. Niedawno przeszedł załamanie nerwowe na tym tle.
            martwi się o przyszłość chłopców. Ich matka pracuje w malłej firmie sw0ojego
            partnera i jest od niego uzależnona całkowicie. M Mieszkanie małe w którym
            mieszkają należy do jej matki, która często pomieszkuje tam ze swoim mężem.
            Nie ma warunków do nauki dla chłopców. Babka chłopców - matka Ex jest osobą
            niezrównoważoną. Leczyła się w specjalnym zakładzie dziennyn.
            Skróciłam opowieść jak tylko się dało. W międzyczasie potrafiła przyjechać do
            naszego domu konkubinem, swoją matką i karkiem zabrać oczywiście dzieci i na
            klatce urządzać awantury, bo nie spodobało jej się to czy tamto.
            Zadzwonić do naszych drzwi zostawić dzieci i uciec. Pominę kilka innych
            naprawdę przykrych szczegółów. Odnoszę wrażenie, że Ex jest chora. Przebywa w
            środowisku gdzie wszyscy akceptują jej zachowanie. A jeśli ktoś nie akceptuje
            to staje się wrogiem publicznym nr 1.
            Nie wiem co z tego wyniknie. Na dzień dzisiejszy mąż widuje się z młodszym raz
            w tygodniu w szkole kilka godzin. Zaprowadza go na basen i po basenie dwie
            godziny mają dla siebie. Gdy przyjeżdzą po niego w sobotę, oidmawia wyjścia
            tłumacząc, że nie czuje się z nim swobodnie. A gdy chce go zbrać np. na godzinę
            matka odpowiada, że mały ma wyprane rzeczy i nie może wyjść z atusiem.
            Starszy syn nie chce go widzieć. Nienawidzi go już tak samo jak matka.
            Serce mi się kraje na myśl o ich przyszłośći.
              • milcha1 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 19:28
                Niestety, wielu scen byłam świadkiem, ponieważ ona uwielbia konfrontacje, wiele
                usłyszałam od wspólnych znajomych, rodziny, od niej samej. Poza tym zgadza się
                na pewne ustalenia - nie dotrzymuje słowa. Mąż prosił, błagał, miało się
                wszystko odbywać na jej warunkach i co. Jeśli ktoś zgadza się na pewne
                ustalenia z góry wiedząc, że nie ma zamiaru ich dotrzymywać to o czym my
                mówimy.
                Sporo ciekawych rzeczy same dzieci mówiły. Zresztą bez poinformowania ojca
                dzieci zmieniła im wyznanie.
                Ona sobie zapracowała na taki mój osąd. Ale miałam przed oczami wypisy z noatek
                policyjnych, co się wyrabia w ich domu. dzielnicowy ma założoną grubą teczkę na
                ich mieszkanie. Przykro pisać. bardzo przykro.
                Na początku, gdy kilka razy dała synów ja wyprowadzałam się z naszego domu,
                żeby chłopcy się nie stresowali. Dopiero kiedy postanpowiliśmy się pobrać mąż z
                nimi o nas rozmawiał. Większość czasu spędzali z ojcem ja wspomagałam jedynie
                logistycznie.
                Sama miałam macochę weekendową, która mnie nie akceptowała widząc we mnie
                zagrożenie dla swojego związku z moim ojcem i swojego dziecka więc starałam się
                postępować taktownie. Polubili mnie.
                Spędzili u nas cały sierpień. mam naprawdę wspaniałe wspomnienia. mam nadzieję,
                że oni również.
                Gdyby ich matka postawiła warunek, że nie mogę być obecna przy weekendowych
                spotkaniach zgodziłabym się. Mąż przystałby na wszystkie warunki ale ona nawet
                nie chce z nim rozmawiać. Uważa, że teraz ojcem jest jej obecny konkubent i to
                ona razem znim podejmuje decyzje dot. dzieci.
                Gdy byłam na rozprawie jako świadek, widziałam pod salą jak obie adwokatki i
                męża i jej starają się ją przekonać aby dla dobra dzieci pozwalała na kontakt z
                ojcem. Nic. Po prostu nic.
                WEg niej mąż powienien się usunąć i nie wtrącać w ich życie.
      • chalsia Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 14:37
        Obiektywnie to NIE jest utrudnianie kontaktów, ale nastawianie dziecka
        przeciwko ojcu. Czyli inna forma. A czym się skończy w przyszłosci (dla
        dziecka) - aż szkoda mysleć.
        Chalsia
      • burza4 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 14:59
        Wiesz co? co prawda mi nie przyszło do głowy pogrywac w ten sposób, bo trzeba
        nie mieć piątej klepki, żeby takie testy sprzedawać dziecku w jakichkolwiek
        okolicznościach, ale - nie mniej jednak - jestem przekonana, że gdyby mi coś
        odwaliło i usiłowałabym ojca zdyskredytować w oczach córki - to nie byłabym w
        stanie RADYKALNIE wiele zwojować. Czemu? z prostego powodu - ona była z nim od
        zawsze bardzo silnie związana i nie sadzę, żeby ktokolwiek zdołał wmówić jej że
        tata jest be. Bo ona nawet w dzieciństwie miała mnóstwo dowodów na to, że tata
        ją kocha i nie dałaby się zindoktrynować. Na takie sugestie podatne są dzieci,
        których ojcowie znajdowali się na marginesie ich życia nawet wtedy kiedy
        rodzina była razem. Tacy w typie kanapa i telewizor, a dziecko się bawi obok
        klockami - i to się nazywa wkład w wychowanie - w przypadku kiedy kontakty
        ojciec-dziecko tak wygladały wczesniej, dziecko nie ma wizji kochającego,
        zaangażowanego ojca i daje się ustawić - jesli ma takie wspomnienia, to trudno
        się dziwić, że bez żalu rezygnuje ze spotkań z tatą...
        • done2 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:12
          To nie chodzi o to, że mówisz: tata jest be. Dziecko, które wie że tata jest
          TATĄ (nie takim od leżenia na kanapie tylko takim od smarowania pępka dziecka
          od razu po porodzie bo mama się brzydziła i takim, który przecierał zupki bo
          mama szła na łatwiznę i kupowała GERBERA) ale które kocha (co jak było
          wcześniej wspomniane jest oczywiste) mamę, po takim emocjonalnym praniu mózgu
          nie pójdzie na spotkanie.
          • ann_mart Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:20
            No to moje dziecko nie ma TATY - nie smarował pępka bo sie brzydził i nie
            przecierał zupek tylko, trzeba mu przyznać sam, kupował GERBERA - po prostu
            zgroza, natomiast uwielbia lezenie na kanapie.
            BTW znam wielu ojców, którzy mając nieograniczony kontakt z dzieckiem po
            rozwodzie prowadzili taką indoktrynację dziecka przeciwko matce, że Twój
            przykład wysiada. I czego to dowodzi? Ano tego, że po obu stronach są gady. Nie
            dowodzi natomias absolutnie tego, co chcewz udowodnić - że matki w tych
            sytuacjach sa be a tatusiowei dobrzy czy odwrotnie.
    • rybkavielorybka Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 14:50
      statystyki zostay juz podane w poprzednim watku, wiec choc czuje sie wywolana
      do tablicy to jednak odpuszcze, bo mam inne rzeczy do roboty...

      Ja na peczki znam matki,ktore szantazuja ojcow i traktuja dzieci jak
      przedmiot ,swoja wlasnosc.

      Przyklad :mozesz sie widziec z synem ale jak wyrazisz zgode na paszport
      dziecka..(tekst mojej siostry, ktora bardzo kocham tak nawiasem mowiac..)

      Albo inny przyklad z wlasnego podworka zaraz po tym jak urodzilo nam sie dziecko
      (jesli wystapisz w sadzie o obnizke alimentow, to juz nigdy go nie zobaczysz...)

      Albo jeszcze to (mojej wlasnej kolezanki) albo przyjdziesz wtedy kiedy ja chce
      albo spotkacie sie innym razem(niewadomo kiedy..)

      Takich przykladow znam setki.Dla mnie to wlasnie jest utrudnianie kontaktow.

      pozdrawiam
      Mama Dominiki
      _________________
      w sprawach dzieci-konserwa...
      • kkokos Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:01
        no to już wiemy, skąd u rybkivielorybki takie statystyki - ona po prostu kocha
        WIELKIE liczby. zna SETKI przykładów i NA PECZKI matek, co utrudniają....
        żadna z nas, choć wiele z nas jest bardzo towarzyskich, nie zna SETEK
        przykładów i NA PĘCZKI matek, a rybkavielorybka owszem. taka bystra kobieta
        jest.
        • milcha1 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:17
          Akurat. Byłaś mądrą matką, która dzień po dniiu nie sączy jadu dzieciom.
          Poza tym kobieto jeśli dziecko mieszka z matką i jest od niej zależne a matka
          doskonale wie jak to wykorzystać to swoje gadanie możesz wsadzić sobie w d....
          Zresztą po drugim badaniu w RODK pani psycholog równiez stwierdziła, że matka
          nastawiała i nastawia negatywnei syna do ojca. i to znajdzie si ę w opinii dla
          sądu.
          Poza tym ukrywała się przez kilka miesięcy razem z dziećmi bo konkubent nie był
          jeszcze rozwiedziony. Szukał ich przez policję szkoły i porzedszkola. W tym
          czasie zmieniła milka razy miejsce zamieszkania.
          Oprócz tego jeśli matka dzień po dniu mówi,że ojciec jest zły i ich nie kocha
          umijejętnie grając na uczuciach dzieci wtedy 5 i 13 latka to ojciec, który ich
          odnajdzie i spotka się 5 minut w szkole to wiesz co może zrobić. A jak się
          pobraliśmy to była jeszcze inna śpiewka.ojciec ma nową żonę, teraz będziesz
          miał nową mamę i brata a mamusi już nie kochasz. Idż do tatusia. Będziesz miał
          nową rodzinę, no idź, przecież tak lubisz byc z tatusiem.
          Ty nie stosujesz takich metod ale inne stosują i wierz mi mąż nie był ani nie
          jest kanapowcem. To ona uważała, że dzieciom wystarczy włączyć telewizor.
          ma wspaniałe podejście do dzieci ale cóż. Ponosimy konswkencje swoich wyborów,
          więc mąż znosi to, bo wie, że za swoje wybory ponosimy odpowiedzialność. Tutaj
          konsekwencje ponoszą dzieci.
          • milcha1 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:25
            Znam w swoim otoczeniu jeszcze trzy przypadki utrudniania kontaktów. Matka
            szantażuje córki nastoletnie samobójstwem a ponieważ juz raz znalazła się w
            szpitalu córki boją się i nie chą widywać z ojcem.
            Drugi przypadek kobieta, która chciała aby jej nowy mąż zastąpił ojca i
            skutecznie utrudniała kontakty swojemu Ex, co było dość łatwe zważywszy fak, że
            jej nowy mąż był sędzią.
            Trzecci przypaedk znajoma, z zazrdości o to że jej Ex ułożył sobie życie na
            nowo a ona nie. Mimo, że to ona od niego odeszła. No i jeszcze jeden przypadek,
            gdzie kobiecie w końcu ograniczono władzę rodzicielską i wyznaczona kuratora
            dla 13 lkatki.
            Przypadków złych ojców, którzy mają gdzieś swoje pociechy znam dwa.
            • milcha1 Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:32
              Ale jesteśmy na forum samodzielnej mamy, więc która potępiłaby matkę Polkę
              utrudniającą kontakty z ojcem w trosce o dobro dziecka. na pewno musi mieć
              jakiś powód. Bo przecież nie z czystej złośliwości, z żadzy odwetu, z zemsty
              czy też czasami patologicznej nienawiści, że jemu się powodzi a mnie nie.
              Skądże znowu.
              • poxywka Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 22:33
                milcho; staram sie zrozumiec i nie moge; skad tyle niesprawiedliwych osadow
                samodzielnych mam ? pokaz mi tu taka mame, ktora stanie po stronie exi Twojego
                meza; tu bardzo wiele dziewczyn ma odwrotna sytuacje; one musza walczyc z exem
                nie tak jak Wy, inaczej, ale sytuacja jest czesto rownie dramatyczna; nie ma
                sensu przerzucac sie cierpieniem; jak rozumiem Twoja mama rowniez byla exia?
                czy jej sie zylo latwo? nie chce wchodzic z butami w Twoje wspomnienia ale nie
                potrafie zrozumiec dlaczego drwisz z bolaczek samodzielnych majac tak rozne
                doswiadczenia?
                to ze Wasza exia jest psychiczna nie znaczy, ze patologia dotyczy wszystkich
                pozdrawiam
                poxywka
                • milcha1 Re: POXYWKA 01.03.05, 07:47
                  Przepadałam za ojcem, mimo, że z powodu swojej II żony ( która nie lubiła mnie
                  i nie przepadała za moimi odwiedzinami) nie miał zbyt wiele czasu dla mnie.
                  zastanawiam się dlaczego nie okazał się bardziej stanowczy. Dlugo bolało.
                  Poradziłam sobie z pomocą psychologa. mama zachęcała mnie do kontaktów z ojcem
                  i często samam do niego dzwoniła , żeby przyjechał, widziała bowiem, że
                  tęsknię. Relacje z ojcem mam poprawne, bez większych serdeczności, mam dobry
                  kontakt z siostrą przyrodnią, z macochą kontakt grzecznościowy.
                  Moja mama wyszła po raz drugi za mąż. Zaakceptowałam jej męża. Jego dzieci
                  bywały u nas bez ograniczeń. ma dwie córki trochę starsze ode mnie. Jedna z
                  nich ma już córeczkę, która często bawi się z moim synkiem.
                  mama bardzo dbała i przypominała o spotkaniach z córkami, zapraszała je,
                  pamiętała o urodzinach i imieninach tak jak teraz pamięta o o jego wnuczce.
                  mama nauczyła mnie tego, że własne urazy trzeba odłożyć, gdy w grę wchodzi
                  dobro dziecka. Była też samodzielna finansowo, tego mnie również nauczyłą i
                  szacunku do pracy. Ale przede wszystkim odpowiedzialności i ponoszenia
                  konsekwencji ZA SWOJE CZYNY.
                  Kiedy zostałam samodzielną mamą pomogła mi cała rodzina. Ojciec dziecka ulotnił
                  się.
                  Ale nie wieszałam na nich wszystkich psów, bo mogłam ruszyć i głową i pomyśleć
                  co ja robię. Nie zrobiłam tego, więc trzeba było sobie radzić samej.
                  Nie drwię z bolączek samotnych mam. Zastanawiam się dlaczego wyłączną winą za
                  całą syt. obwiniacie mężczyzn. Przecież wy też macie w tym swój udział mniejszy
                  lub większy. Trzeba się najpierw z tym uyporać. Wiem, że nieodpoiedzialni
                  ojcwoie ale zdaje sobie sprawę, że są złe matki. A tutaj widzę, że wszystkie
                  macie zdanie zły ojciec kontra matka Polka.
                  Przeczytaj sobie niektóre komentarze. Utrudniała? Widocznie miała powód. Skąd
                  wiesz, że twój mąż taki uczciwy?

                  • derena33 Re: milcha 01.03.05, 08:43
                    Nigdy nikomu nie powiedzialam, ze to nie jego miejsce, ale jednak w twoim
                    wypadku, to robie.

                    Idz na forum macochy gdzie historia twojej patologicznej exi znajdzie
                    zrozumienie lub wroc na forum w strone ojca, gdzie wszystkie matki, ex zony to
                    dziwki k... producentki i tym podobne.

                    Nie wiem czy to tak trudno zrozumiec, ze kazdy czlowiek patrzy na zycie przez
                    pryzmat wlasnych przezyc, a tutaj z reguly pisza kobiety, ktore zle kiedys
                    wybraly w zyciu. Tak zreszta jak i ty kiedys zle wybralas ojca swojemu dziecku.
                  • poxywka Re: POXYWKA 01.03.05, 11:15
                    rozumiem, ze Twoja mama poradzila sobie bez problemow (ale moze nie musialo byc
                    walki o 300 pln alimentow ?), Ty poradzilas sobie bez wiekszych problemow a sa
                    tacy, ktorzy sobie nie poradza; po pierwsze zalezy to od wieku, w ktorym
                    zostaje sie matka, od wyksztalcenia, posiadanego zawodu i takze od rekacji
                    wlasnej rodziny; sa osoby, ktorych sytuacja z dnia na dzien staje sie
                    tragiczna; jesli ojciec sie ulatnia to moim zdaniem zasluguje w pelni na
                    wieszanie na nim psow; kobieta nie ma obowiazku zarobienia na siebie, dziecko,
                    opiekowania sie tym dzieckiem sama i jeszcze bycia zadowolona z tego; jesli
                    ktos potrafi to podziwiam, ale to nie powinien byc standard; nalezy probowac
                    robic co sie da w tym rowniez scigac takiego tate o pieniadze; to, ze zwiazek
                    sie rozpada lub ze kobieta zachodzi w nieplanowana ciaze jest rowniez jej wina;
                    ale nie tylko ona powinna za to placic;
                    a co do atmosfery na forum; tak jak na macoszkach znajdziesz nieduzo dziewczyn,
                    ktore nie narzekaja na exie tak tu jest malo tych, kotre nie narzekaja na exow;
                    fora roznia sie tym, ze na macoszkach jest o wiele wiekszy odsetek kobiet
                    zadowolonych z zcyia; one maja problemy, ale maja z kim je dzielic; nie
                    przezyly wlasnie szoku rozstania, nie maja nagle problemu za co sie utrzymac;
                    dlatego atmosfera jednak lzejsza; chociaz przypadki oczywiscie bywaja rozne;
                    to jest powod dla ktorego tu rzadko pisze i w sumie tez rzadko czytam; bolaczki
                    tutejsze za bardzo mnie nakrecaja bojowo, przybijaja i przypominaja o wlasnych
                    porazkach; uwazam tez, ze tak jak na macoszkach dziewczyny chca ponarzekac tak
                    i tu; ja tylko nie chce sie przylaczac do narzekania ale mnie ono nie zlosci
                    pozdrawiam
                    poxywka
      • kammik Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 15:06
        Cherlawy ten pęczek.

        BTW, d;aczego ojciec dziecka nie chcial wyrazic zgody na paszport?

        Chociaz wiesz co, twoj wpis wiele wyjasnia. Mam na mysli ten srodkowy przyklad,
        o pomysle na obnizenie alimentow po udanej prokreacji.
        • rybkavielorybka Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 20:20
          No dziewczynki żeby Was trochę połechtać to napisze inny przykład z życia
          wzięty.
          Para się rozchodzi, mała ma 2 latka, oni dłużej znieść się nie mogą.Mała
          zostaje z mamą.On zawsze był dobrym ojcem ale bez przesady raczej jak większośc
          nieco biernym...
          Ona na wychowawczym beż środków do życia.On ani mydśli placić alimenty.Ona
          idzie do sądu,on w sądzie mówi:'..mam w życiu wyższe cele niż charowac na
          alimenty...płacić nie zamierzam". Ona załamana ,bo jak tu żyć ale zaradna.
          Woecie co zrobiła??
          Wróciła do pracy ,zapisała małą do żłobka i o godz. 6.30 przywiozła dziecko
          tatusiowi,stanęła w drzwiach i powiedziała; nie płacisz więc ja wróciłam do
          pracy,dziecko ma tu i tu żlobek i o tej a otej ma wyjść z niego.Tu są klucze do
          naszego mieszkania,masz ją odporowadzić ,nakarmić i położyć.Ja z pracy wracam o
          19.00.Tak będziesz spełniał swój obowiązek alimentacyjny,nie masz pracy więc Ci
          ją dałam.
          I uwierzcie mi to działa już 2 lata...
          pozdrawiam

          A co do "prokreacji" to no coments nie uda CI się mnie sprowokować smileTwoje
          posty spływają po mnie jak po kaczce...

          Co do obniżenia alimentów, to gdyby matka dziecka mojego męża na to nie
          wpadła , to do głowy by mi to nie przyszło.Zresztą ona zrozumiała,że w życiu
          nie chodzi o 100zł...

          Mama DOminiki
          ______________
          w sprawach dzieci -konserwa...
      • kkokos A poza tym.... 28.02.05, 15:16
        oczywiście, że jak poskrobać, to każdy zna opowieść o wrednej matce, co ojcu
        kontakty utrudniała. każdy zna też opowieść o wrednej urzędniczce, oszukującej
        sprzedawczyny, bijącej dzieci nauczycielce, zmuszającej do jedzenia
        przedszkolance, pazernym księdzu, leniwym szefie itd. Ale czy z tego wynika, że
        wszyscy (och, sorry, znakomita większość) szefowie, przedszkolanki, księża,
        sprzedawczynie tacy/takie są???? nie. opowieści o ludzkiej wredocie są
        malownicze i dlatego chętnie kolportowane. ale uogólnianie na ich podstawie to
        zwyczajne świństwo.
          • kkokos I jeszcze jedno 28.02.05, 15:44
            a właściwie dwa argumenty z tych powyżej mnie wkurzyły.
            1. "bo matka to robi z żądzy odwetu" . Zarzucanie matce chęci odwetu czy
            mściwego chartakteru jest wspaniałym wytrychem dla tych wszystkich, którzy chcą
            się np. uwolnić od wyrzutów sumienia albo usprawiedliwić we własnych oczach
            własną małość - wiadomo, bycie podłym wobec podłej jest mniej podłe niż bycie
            podłym wobec kogoś przyzwoitego.
            2. "bo matki lubią podtrzymywać mit, że sobie na nowo nie mogą życia ułożyć z
            powodu częstych odwiedzin byłego męża". A dlaczego tata-małolata uważa, że to
            mit? ojciec odchodzi od rodziny i jeżeli jego możliwość spotykania się z innymi
            kobietami cokolwiek ogranicza, to raczej nie kręcąca się wokół niego osoba
            byłej żony. Nocuje gdzie chce i z kim chce. Wolno mu zmnieniać partnerki jak
            rękawiczki. Była żona może nie mieć cienia pojęcia, że on już kogoś ma. A ona
            sama, jeśli dziecko jest za małe, by spędzać np. weekendy u ojca, jest w
            dalszym ciągu na cenzurowanym tatusia...
            • milcha1 Re: I jeszcze jedno 28.02.05, 16:26
              Uderz w stół a nożyce się odezwą. Czyli co kkokos wniosek jeden matce wolno być
              podłej -tatusiowi dożywocie za obrazę majestatu.
              _Była żona może nie mieć cienia pojęcia, że on już kogoś ma. A ona
              > sama, jeśli dziecko jest za małe, by spędzać np. weekendy u ojca, jest w
              > dalszym ciągu na cenzurowanym tatusia...
              Jeśli Ex chciałaby wiedzieć czy on kogoś ma może wystarczy zapytać?
              Tatusiowi odmawiamy widzeń w domu mamusi i dziecka bo mamusia czuje się
              skrępowana. U tatusia też być nie może bop jest za malutki. Więc odwołujem
              widzenia z dzieckiem aż podrośnie? Do ilu lat? Może do pełnoletności?
              No cóż, wiedziałam, że ten watek to tylko prowakacja ze strony virtual moth.
              Wiedziałam też, że takie będą wasze reakcje.
              Zero refleksji z waszej strony, zastanowienia się, lu i na odlew.
              • chalsia Re: I jeszcze jedno 28.02.05, 16:35
                > Jeśli Ex chciałaby wiedzieć czy on kogoś ma może wystarczy zapytać?

                Zapytałam. W odpowiedzi zostałam okłamana w żywe oczy, że nie ma.
                Chalsia

                PS. nie wszyscy ludzie Milcho sa uczciwi.
                • milcha1 Re: I jeszcze jedno 28.02.05, 16:43
                  Mój mąż zapytała Ex dlaczego się wyprowadziła się (nie zabrała dzieci mąż
                  pomagał przy wyprowadzce)powiedziała, że muszą od siebie odpocząć. A
                  zamieszkała z innym facetem.

                  A niektórzy to gady.
              • kkokos Re: I jeszcze jedno 01.03.05, 11:09
                milcha1 napisała:

                > Uderz w stół a nożyce się odezwą.

                ja się nie poczuwam. ale to przysłowie to kolejny wygodny wytrych smile


                Czyli co kkokos wniosek jeden matce wolno być
                >
                > podłej -tatusiowi dożywocie za obrazę majestatu.

                a z czego wysnułaś ten wnosek?? nic takiego nie napisałam!!

                > _Była żona może nie mieć cienia pojęcia, że on już kogoś ma. A ona
                > > sama, jeśli dziecko jest za małe, by spędzać np. weekendy u ojca, jest w
                > > dalszym ciągu na cenzurowanym tatusia...
                > Jeśli Ex chciałaby wiedzieć czy on kogoś ma może wystarczy zapytać?

                tu ci ładnie chalsia odpowiedziała. ona spytała, bo chciała wiedzieć z jakichś
                powodów.
                ale mnie nie chodzi o pytanie i informację - chciałam pokazać, że tatus po
                rozwodzie może sobie układać życie na nowo bez przeszkód i bez konieczności
                opowiadania się, a mamusia - powtórzę to - jest na cenzurowanym.

                > Tatusiowi odmawiamy widzeń w domu mamusi i dziecka bo mamusia czuje się
                > skrępowana. U tatusia też być nie może bop jest za malutki. Więc odwołujem
                > widzenia z dzieckiem aż podrośnie? Do ilu lat? Może do pełnoletności?

                nie, nie chodzi o odwoływanie widzeń. chodzi o zauważanie argumentów i racji
                drugiej strony oraz o branie pod uwagę uczuć drugiej strony. bo na razie
                prezentujesz pogląd "tatuś ma prawa, matka ma obowiązki".

                > No cóż, wiedziałam, że ten watek to tylko prowakacja ze strony virtual moth.
                > Wiedziałam też, że takie będą wasze reakcje.

                jak wszystko wiesz z góry, to po co włączasz się do jakichkolwiek dyskusji??

                > Zero refleksji z waszej strony, zastanowienia się, lu i na odlew.

                a o chyba autocharakterystyka......
    • ashan Re: Utrudnianie kontaktów 28.02.05, 16:46
      poczytałam sobie cały wątek i myślę sobie, że miara tkwi w oku patrzącego.
      Jeżeli ktoś ma w bezpośredniej bliskości sytuację taką, jak Milcha i jej mąż,
      to może ulec złudzeniu, ze już samo stanie się samodzielną mamą z definicji
      wiąże się z utrudnianiem kontaktu dziecka z ojcem. Swoją drogą sporo uroku ma
      silna wiara Milchy w uczciwość i prawdomówność eksmałżonka (pod warunkiem
      oczywiście, gdy chodzi o mężczyznę wink, bo kobieta-samotna matka kłamie z
      zasady wink).
      Z mojego podwórka:
      * pierwszy zarzut o ograniczanie kontaktu z dzieckiem - chciałam określić mniej
      więcej kiedy mogę spodziewać się jego wizyt. Usłyszałam, że będzie wpadał, jak
      będzie mógł (były to czasy, gdy nie miałam telefonu domowego, a komórki miały
      rozmiary przenośnego radia i były osiągalne dla nielicznych). Na prośbę o
      konkrety typu co drugi dzień w godz... usłyszałam, że utrudniam kontakty, więc -
      ach, ta męska logika - tata przestał się pokazywać zupełnie


      cdn, bo muszę lecieć...
      a.
      • konkubinka Re: Utrudnianie kontaktów 01.03.05, 09:11
        wiecie co, z racji mojej sytuacji - spotkalam sie i z utrudnianiem i z
        olewaniem dziecka przez ojca w swoim najblizszym otoczeniu, podobne dyskusje sa
        poprostu bezcelowe.Mam wrazenie , ze Done bez konca bedzie mnozyc przyklady ,
        ktore i ja i Milcha moglybysmy podawac bez konca a Samodzielne beda bez konca
        udowadniac swoje racje.
        Czy ta dyskusja ma jakis cel czy sens?Czy tylko ten co zwykle, zeby udowodnic
        czy jajko bylo pierwsze czy kura?

        Mam tylko prosbe abysie zauwazyli jedno:na to forum wchodza glownie takie
        samodzielne , ktore boli brak kontaktu ojca z dzieckiem- normalnego kontaktu i
        brak normalnego ojca.
        Panie utrudniajace kontakty nie skupiaja sie na dyskusjach o dobru dziecka w
        internecie , bo je to wcale nie obchodzi a zajmuja sie w tym czasie wlasnym
        tylkiem lub snuciem planow jak tu znowu dokopac tatuskowi.
        A Panowie tatusiowie , ktorzy maja w dupie dzieci nie siedza na forum
        wstroneojca bo ojcostwo im zwisa i powiewa , no chyba ze dzieki takiemu forum
        uda mu sie obnizyc alimenty lub dokopac matce i dziecku w inny sposob.
          • konkubinka Re: Utrudnianie kontaktów 01.03.05, 10:53
            Kokkos ale jest tez pare samodzielnych , ktore udowadniaja z definicji , ze
            ojcowie na forum dla ojcow wymyslaja historie o utrudnianiu.
            A ja sie w tym wszystkim nie moge odnalezc, bo staram sie obiektywnie patrzec.I
            smutno mi sie robi gdy czytam podone dyskusje .
            • milcha1 Re: Utrudnianie kontaktów 01.03.05, 10:56
              I tylko o to mi chodziło. O tych parę słów, które napisała konkubinka i może
              jeszcze chwila refleksji nad własnym życiem.
              Konkubinko, twoje słowa jak balsam na moje znękane serce.... smile
            • kkokos Re: Utrudnianie kontaktów 01.03.05, 11:15
              ale oczywiście że tak. oczywiście że istnieją wredne samodzielne. podobnie jak
              dobrzy ojcowie, dobre macochy i dobrzy macochowie.
              ale też szlag mnie trafia, jak czytam "bo wy to utrudniacie" albo "bo wam się
              nie chce pracować"....
                • kkokos Re: kkokos 01.03.05, 16:05
                  a co milcho, czyżbyś uważała, że to nieprawda, iż nie chce nam się pracować??
                  albo że utrudniamy kontakty ojcom naszych dzieci z tymi dziećmi??
                  • milcha1 Re: kkokos 01.03.05, 18:46
                    Nigdzie nie napisałam, że wszystkim samotnym mamom nie chce się pracować i
                    nigdy tak nie uważałam. ZTo nie moje słowa.
                    I nie napisałam, że wszystkie samodzielne mamy utruniają kontakty b. partnerom
                    z dziećmi.
                    Czytaj uważnie jeśli chcesz dyskutować.
                    Sama byłam samodzielną mamą i wiem jak ciężko utrzymać dziecko. Zwłaszcza, że
                    nie otrzymywałam nigdy alimentów na dziecko. na szczęście miałam pracę i byłam
                    na urlopie macierzyńskim a potem na wychowawczym gdzie samotna matka otrzymuje
                    zasiłek. Dorabiałam pracami zleconymi. Do tego doszła również pomoc rodziny.
                    uważam, że alimenty na dziecko to psi obowiązek ojca niezależnie od wszystkich
                    uwarunkowań. Natomiast matka również ze swej strony powinna zadbać o swoją
                    częśc na utrzymanie dziecka. Wiem, że różni są ludzie. Niektórzy bardziej
                    zapobiegliwi inni mniej. Niektórym bardziej zależy na pracy innym mniej.
                  • milcha1 Re: kkokos 01.03.05, 18:55
                    Nigdzie nie napisałam, że wszystkim samotnym mamom nie chce się pracować i
                    nigdy tak nie uważałam. To nie moje słowa.
                    I nie napisałam, że wszystkie samodzielne mamy utruniają kontakty b. partnerom
                    z dziećmi. Niektóre matki utrudniają ojcom kontakty z dziećmi.
                    Czytaj uważnie jeśli chcesz dyskutować.
                    Sama byłam samodzielną mamą i wiem jak ciężko utrzymać dziecko. Zwłaszcza, że
                    nie otrzymywałam nigdy alimentów na dziecko. na szczęście miałam pracę i byłam
                    na urlopie macierzyńskim a potem na wychowawczym gdzie samotna matka otrzymuje
                    zasiłek. Dorabiałam pracami zleconymi. Do tego doszła również pomoc rodziny.
                    uważam, że alimenty na dziecko to psi obowiązek ojca niezależnie od wszystkich
                    uwarunkowań. Natomiast matka również ze swej strony powinna zadbać o swoją
                    częśc na utrzymanie dziecka. Wiem, że różni są ludzie. Niektórzy bardziej
                    zapobiegliwi inni mniej. Niektórym bardziej zależy na pracy innym mniej. Część
                    woli iść do pracy a część albo nie może albo woli czekać na zmiłowanie boskie.
                    I dotyczy to wszystkich ludzi.
                    Co do utrudniania kontaktów. Niestety, patrzę być może przez pryzmat moich
                    doświadczeń i z mojego kręgu znajomych. Generalnie znam chyba więcej syt. gdzie
                    matki utrudniają kontakty niż takich gdzie ojcowie olewają zupełnie swoje
                    potomstwo. Tu na forum też się zdarzają takie matki.
                    • ann_mart Re: kkokos 02.03.05, 09:02
                      milcha1 napisała:

                      Niestety, patrzę być może przez pryzmat moich
                      > doświadczeń i z mojego kręgu znajomych.

                      I to niestety jest zwodnicze. Np czy jeżeli moja teściowa mnie nie lubiła to
                      znaczy, że większość nie lubi i w związku z tym powinnam mnożyć posty
                      umoralniające "Jak chcesz, żeby synowa cie lubiła to lub ją lub, bo sama sobie
                      będziesz winna"?

                      Generalnie znam chyba więcej syt. gdzie
                      >
                      > matki utrudniają kontakty niż takich gdzie ojcowie olewają zupełnie swoje
                      > potomstwo.

                      A to widzisz odwrotnie niż ja, zrobiłam rachunek sumienia - a jestem w wieku, w
                      którym więcej par się rozstaje niż pobiera i wśród moich znajomych wiekszość
                      jest po rozstaniach - i wyszło mi, że na kilkanaście kobiet tylko jedna
                      faktycznie utrudnia kontakt (akurat myślę, że nawet Ty uznałabyś w jej
                      przypadku takie postępowanie za usprawiedliwione), zaś na kilkunastu mężczyzn
                      tylko jeden zachował się bardziej niż przyzwoicie (płaci z własnej inicjatywy,
                      mając drugie dziecko z next i trzecie w drodze, alimenty b. wysokie + opłaca
                      prywatną szkołe a dziecko jest u niego przez większą część tygodnia + kupiła
                      byłej żonie i dziecku mieszkanie bo mieszkali w maleńkiej kawalerce).
                      Reszta panów nie bardzo chce się z dziećmi widywać a teksty "nie będę jej
                      płacił, żeby się nie wzbogaciła" (dwoje dzieci), czy "wolę raz na jakiś czas
                      kupić rowerek niż jej płacić na kosmetyki" (jedno dziecko matka w trakcie
                      chemii - rak nerek - nie pracuje) są na porządku dziennym.

                      Tu na forum też się zdarzają takie matki.
                      Tu się zgadzamy, ale dla mnie nie jest to powód, żeby prowadzić krucjatę, przy
                      każdej okazji, nie znając tak naprawdę problemu, dotyczącą "wzięcia się do
                      roboty" czy "postawy roszczeniowej".
                      NB - znalazłam tu nowe rozumienie "postawy roszczeniowej" - oznacza ona
                      mianowicie domaganie się by ktoś się wywiązał ze swoich obowiązków. I jest to
                      bardzo potepiane. I tu mogłabym już prowadzić krucjatę wink), bo TO jest chore.
                      • derena33 Re: kkokos 02.03.05, 09:25
                        Ja tez jestem w wieku, gdzie w parach rozwodzacych sie wiekszosc dzieci to
                        nastolatki, ktorych nie da sie zmanipulowac i ktore jak chca/ojciec chce
                        potrafia znalezc mozliwosc spotkania, nawet jak matka wierzga. I wtedy wychodzi
                        szydlo z worka, bo czesto tatusiowie przechodzacy druga mlodosc, czy tez kryzys
                        wieku sredniego, zajeci nowymi partnerkami, nie maja czasu dla swoich dzieci.

                        Mysle ze z ta walka ojcow o dziecko, to czasem troche jest tak, ze jak cos jest
                        trudnodostepne, to wtedy jest lakomym kaskiem, natomiast jak nie trzeba sie
                        natrudzic by go zdobyc, to staje sie kula u nogi lub przykrym obowiazkiem.
                        • derena33 dopisek 02.03.05, 09:28
                          zapomnialam dodac - jezeli chodzi o nastolatki to wszechwladnym uczuciem jest
                          przekora i bunt, co bardzo ulatwia spotkania z ojcem. jezeli ten tylko chce.
                          • dyrgosia Re: dopisek 02.03.05, 09:39
                            tak mi sie przypomniało; jeden tatuś walczył w sądzie o ustalenie kontaktów (
                            chociaż miał nieograniczone), wezwał na pomoc nawet komitet ochrony praw ojców(
                            bardzo ciekawa organizacja), kiedy już dostał te widzenia , przez jakiś czas je
                            egzekwował , a potem przestał , kiedy zwróciłam się do sądu o egzekwowanie
                            widzeń od tatusia sędzina stwierdziła :"przecież nie można go zmuszać ( znaczy
                            tatusia)", ale dziecko można ....
                          • monika9920 Re: dopisek 02.03.05, 14:28
                            Witam

                            Ja własnie doszłam do wniosku, że mojemu eks trzeba niestety utrudniać kontakty
                            z naszym dzieckiem.
                            Ostatnio miał zmienić opiekunkę (która siedziała w domu z chorym dzieckiem) o
                            13.00, po czym za dziesięć pierwsza zadzwonił do mnie (do pracy), żeby
                            poinformowac mnie, że jednak do dziecka nie przyjedzie bo zapomniał, że dziś
                            idzie ze swoją dziewczyną do lekarza ....... Całe szczęscie, że opiekunka mogła
                            zostać do tej 16.00
                            W tym samym tygodniu spotkaliśmy się z eks w przychodni - ja miałam jechać do
                            pracy a on z chorym dzieckiem do domu - tak się umówiliśmy kilka dni
                            wczęśniej i eks miał mieć fotelik w swoim aucie. Po kilku dniach dowiedziałam
                            się, że fotelika nie wziął i przewiózł normalnie dwulatka na siedzeniu - mało
                            tego nie widzi w czym problem bo to było raptem kilka ulic.....
                            Podobne numery (np. wywiezienie dziecka "na antybiotyku" za Warszawe do jego
                            przyrodniego brata - który właśnie przechodzi ospę - oczywiście bez mojej
                            wiedzy i zgody) upewniły mnie w twierdzeniu, że dla bezpieczeństwa i zdrowia
                            dziecka mały nie będzie widywał się ze swoim ojcem (ja nigdy nie wiem, gdzie
                            ojciec bierze dziecko, z kim mały się spotyka, często jak jest z dzieckiem eks
                            nie odbiera komórki, nie przywozi małego na czas, okłamuje mnie w wielu
                            kwestiach dot. jego spotkań z dzieckiem) a dziecko jeszcze nie mówi, więc boje
                            się o nie tym bardziej.......tak więc nie bardzo chce się zgodzić zeby eks
                            zabierał małego, ale z drugiej strony nie bardzo mi się podoba, żeby siedział
                            z nim u mnie....... a ojciec domaga się spotkań (które zresztą potem bardzo
                            często odwołuje, albo nawet nie odwołuje po prostu nie przyjeżdża - a ja muszę
                            pocieszać zapłakanego malucha).....
                            Ja na razie nie wiem jak z tego wybrnąć ale fakt jest faktem, że niektórzy
                            ojcowie nie powinni mieć kontaktów ze swoimi dziećmi, i myślę, że w większości
                            przypadków nie wynika to z "widzimisię" byłych żon, ale z ich autentycznej
                            troski o dziecko.
                            Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka