Dodaj do ulubionych

Pogodzenie - czy ma to sens?

17.05.05, 15:37
Mam trudny orzech do zgryzienia - unormowanie stosunków z matką dziecka
mojego brata. Generalnie Sytuacja jest mocno zagmatwana i bardzo
nieprzyjemna. Mój brat ma dziecko z przygodnego seksu z przypadkową
partnerką, dziecko powstało na pierwszej randce. Zostały przeprowadzone
badania DNA, alimenty zasądzone są płacone. Kontakty z dzieckiem on ma
regularne, a nasza rodzina na tyle regularne na ile pozwalają kaprysy matki.
Mój brat jest bardzo związany z tym dzieckiem, kocha je i chciałby zrobić
wszystko dla jego dobra. Matki dziecka nie kocha, nie mają żadnego
porozumienia, żadnych wspólnych zainteresowań, żadnych wspólnych tematów do
rozmów, nie mniej od jakiegoś czasu, zaczął się zastanawiać nad możliwością
związania się z Tą osobą "dla dobra dziecka" - i stara się w jakiś sposób
naprawić stosunki rodzinne. Tylko że dla wszystkich zainteresowanych jest to
problem, bo po spotkaniach w sądzie (gdzie alimenty płacone dobrowolnie przez
brata zostały obniżone), gdzie dowiedzieliśmy się że brat jest pijakiem, a
ona biedną ofiara, mama moja niegodną babcią bo nie chce się wnuczką
opiekować, ja wredna suką bo zapłaciłam za badania i wywlekłam jej kłamstwa
(w stylu studiuję na Uniwerku w Białymstoku - tylko nie mam matury), nie
zaproszeniu na chrzest małej ani ojca ani nikogo z nas ale twardemu żądaniu
uczestniczenia w kosztach przyjęcia i prezentów - poważnie itd. itp. latami
po sąsiadach i opowiadaniu różnych dziwnych historii czy jest to w ogóle
możliwe - czy jest jakiś sens?
Obserwuj wątek
    • ania_rosa Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 15:47
      sens jest, ale zauważ, że w grę wchodzą nie Tylko Twoje (Wasze) uprzedzenia, ale
      prawdopodobnie analogiczne uprzedzenia matki dziecka, do których ona także ma
      prawo. Moja rada (jeśli ktoś jest ciekaw): nie wtrącaj się, niech brat sobie to
      sam załatwia. A jesli załatwi wtedy przyjdzie czas na pogodzenie reszty rodziny
      z matką dziecka.
      Rosa
      • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 16:00
        Widzisz, problem polega na tym że mój brat ma własną wizję … tylko nie wiem
        jak to określić czego… chce być z dzieckiem matkę traktuje jako dodatek do
        dziecka - nie mów mi że to chore, zdaję sobie sprawę z tego, wychodzi to
        poza "prawidła" tego społeczeństwa, ale tak jest. Od jakiegoś czasu,
        systematycznie "żyje" z matką, ale nie chce się z nią ożenić, ani uregulować
        jakoś tej sytuacji, a jednocześnie ma do nas nieme pretensje że nie chcemy
        przychodzić do niego gdy jest matka dziecka, nie zapraszamy jej lub ignorujemy
        tą sytuację. Dziewczyna ma prawo mieć anse, ale fakt pozostaje faktem ze sama
        się władowała w taki układ, kłamiąc ze bierze pigułki (było to powiedziane w
        sądzie). Jej zachowanie jest nie do przyjęcia, ale też przyznam szczerze nigdy
        nie chciałabym jako kobieta być tak traktowana jak ona przez mojego brata -
        chodzi o rodzaj lekceważenia i traktowania kogoś jako dodatek do dziecka.
        Ostatnio mieliśmy długą dyskusje, on nie rozumie mojego i rodziców stanowidska.
        • megan58 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 16:08
          Przepraszam, za to co teraz napisze.
          Ale przez takie zachowanie przemawia skrajna niedojrzałość, egoizm i .. słów mi
          brak.
          Krzywdzenie wszystkich w koło łącznie z "kochanym" dzieckiem - byle zadowolić
          siebie samego.
          Na to po prostu nie ma słow.

          Jak drugi człowiek może ukartować taki plan, grac na cudzych uczuciach,
          emocjach , nadziejach i ..traktować jak rzecz. Myślę , ze jak dla mnie jest to
          jasny obraz tego człowieka - o ile tym mianem można go w ogóle nazwać.


          • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 16:56
            Megan nie do końca rozumiem to co piszesz. Krytykujesz postępowanie mojego
            brata, ok. Każdy ma prawo do własnego zdania. Jego zachowanie nie jest
            jednoznacze. Byłoby jednoznacze i zrozumiałe gdyby olał dziecko, lawirował z
            alimentami, i matkę wyzywał od dziwek, bo tak się zachowała.
            Ale to nie jest takie proste. Brat kocha swoje dziecko, tak zwyczajnie. Matka
            dziecka znała go, podobno się w nim "zakochała"i z premedytacja "wrobiłła" w
            sposób celowy. Żeby się ożenił, bo dziecko w drodze. Zachował się jak każdy
            porządny chłop. Powiedziała że bierze pigułkę, kochali się w jej płodne dni.
            Jest psychiczna - nie wiem, czasami jej bezwzględne dązenie do celu jest
            zastanawiające. Dziewczyna przedstawiła się u nas w domu jako studentka tego
            kierunku który skończyłąm ja i mama i mój dziadek, czy był to przypadek?? Ze
            mówiła o studiach nie mając matury?
            Czy on ma zachowanie niedojrzałe, moze i tak, ale nie jestem przekonana. Wydaje
            mi się ze sytuacja raczej jego i nas przerasta
            • mameja2 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 19:48
              czy mówiąc, że się zachowala jak dziwka masz na myśli tę noc? Przecież oboje to
              zrobili, nie nazywaj tego w ten sposób, może to był impuls chwili, a że Tobie
              się tak nie zdarzyło, to nic nie znaczy. Trochę popieram megan, żeby byc dobrym
              ojcem ,niekoniecznie trzeba byc mężem, jeszcze w taki sposób. Rozumiem trudną
              sytuację, w jakiej się znaleźliście.Jeśli brat jej nie kocha, to niedługo mogą
              się rozejść. Wtedy będzie większa krzywda dla dziecka. Dziecku nie jest
              potrzebne nieszczęśliwa, dziwna rodzina.Chyba lepiej, żeby ojciec spotykał się
              z nim z zewnątrz a nie razem mieszkał. To może zdeformować młodą psychike.
              • pwrzes Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 20:32
                Daj spokoj, co aniazwarszawy reprezentuje soba pokazala tu:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=19505292&a=19505292
                Niektorzy chyba maja dziwne mniemanie o innyxh, ze inni zapomna o
                niechlubnych "wystepach". Nadal pozostaje pytanie z tamtego watku "co jest
                prawda w jej postach"

                M.
                • agamagda Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 21:42
                  Wiesz, Pwrzes, akurat tu się z Tobą nie zgodzę. To jakby ciąg dalszy tamtej
                  historii.
                  O ile, widać problem pozostaje nadal nierozwiązany.
                  Tu zresztą, trudno doradzić, coś innego oprócz tego, żeby zerwali kontakty
                  (łatwo mówić;-((() z matką dziecka - może ona sobie ułoży wtedy życie z kimś
                  innym i sytuacja wyklarowałaby się sama z siebie.
                  Widzenia z dzieckiem powinny być bez matki(o ile dziecko jest w takim wieku że
                  byłoby to mozliwe), gdyż wyraznie wygląda na to że rodzice tworzą jakiś sado-
                  masochistczny zwiazek. Sam pomysł akceptowania matki dziecka jako dodatku do
                  dziecka - jest dla mnie podejrzanie niezdrowy w dorosłych relacjach. Zawsze
                  wydawało mi się, ze to dziecko powinno być ukoronowaniem miłości dwojga ludzi,
                  a nie na odwrót.
                  A rodzina pana młodego, też chyba zbyt mocno stoi murem za tatusiem.
        • chalsia Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 17.05.05, 23:50
          > poza "prawidła" tego społeczeństwa, ale tak jest. Od jakiegoś czasu,
          > systematycznie "żyje" z matką, ale nie chce się z nią ożenić, ani uregulować
          > jakoś tej sytuacji, a jednocześnie ma do nas nieme pretensje że nie chcemy
          > przychodzić do niego gdy jest matka dziecka, nie zapraszamy jej lub
          ignorujemy
          > tą sytuację.

          A może byście tak, zamiast tłumaczenia całą rodziną, zrobili dla odmiany coś
          innego?. Ja się zgadzam, ze to chore "traktowac matkę jako dodatek do dziecka"
          i jednoczesnie z nią żyć, etc. I że długoterminowo pewnie zaskutkuje to i tak
          rozstaniem (z większym cierpieniem dziecka).
          A mianowicie co innego zrobić? Stanąć na bratem murem i wesprzeć go w jego
          staraniach, a nie powodować, by miał do Was nieme pretensje. Czyli nie
          ignorować matki dziecka, zapraszać ja i wizytowac brata i dziecko jak ona jest
          w domu.
          Chalsia
          • megan58 Chalsia- pytanie 18.05.05, 08:57
            Wiesz aj nie rozumieme.
            Wiesz , ze dom w którym jeden drugigo traktuje jak przedmiot nie jest dobrym
            domeme, jak gra sie na cudzych emocjach i nadziejach.. , jedengo tratuje sie
            jak nieczłowieka to nie jest dobre dla nikogo a juz na pewno nie dla dziecka.
            Powiedz mi - bo zakładam , ze jest w tym jakis sens - czemu oni maja go w tym
            popierac?
            • chalsia Re: Chalsia- pytanie 18.05.05, 09:48
              Megan, mam wrażenie, ze nie zrozumiałaś mojego postu. Nie piszę tam o tym, by
              rodzina faceta traktowała ją jako dodatek dla dziecka, tylko by zaczęli do niej
              podchodzić jak do matki dziecka i kobiety, żktórą układa sobie życia ten facet -
              czyli żeby swoim zachowaniem nie ignorowali jej (jak to było do tej pory) - co
              właśnie jest działaniem dokładnie takim samym, co do którego mają uwago w
              stosunku do brata.
              Chalsia
              • megan58 Re: Chalsia- pytanie 18.05.05, 10:03
                Chalsia
                1. Zadadzam sie że powinni ta kobieta Trakowtać jak matke dziecka is syna,
                brata itd. i jak CZŁOWIEKA!
                2. Nie zadzam sie , ze jak kogos kto chce budować swe życie. Bo traktowanie
                jako przedmiot - nie jest wspólnym budowaniem życia.

                Tok mojego rozumowania jest taki . Punkt pierwszy - jak najbardziej - puntk
                drugi - janse postawienie sprawy z moje strony i wstrząśniećie delikwentem -
                zże pwenych rzeczy robić w życiu nie można. I czułabym sie winna , ze
                wychowałam człowieka który w ten sposob może traktowąc drugiego.. I napewno nie
                miał by w tym mego poparcia. Nie poieram rzeczy , które uważam za złe.
    • kini_m Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 01:50
      Tak szczerze mówiąc, czytając o Twoim bracie i jego dziewczynie, to myslę że
      trafił swój na swego.
      On - jedyną osobę którą umie pokochać w życiu to malutkie dziecko.
      Ona - jej ogromna awersja we współżyciu społecznym też wskazuje na problemy w
      wychowniu.
      Oboje zapewne potrzebują terapi, aby wyprostować sprawy z dzieciństwa.
      To bardzo fajnie bo żadne nie będzie sie czuło dyskryminowane pod tym względem.
      I to może byc punkt (choćby słaby, ale na początek) zaczepienia.
      Anka, a ty oczywiście że jeśli się nadarzy okazja to skorzystaj z szansy
      wyprostowania stosunków - ale jeśli oni oboje sie nie wyprostuja to twoja nauka
      pójdzie w las.
      Pozdrawiam.
      Kini_m
    • derena33 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 10:53
      Mysle, ze rodzina powinna sie pogodzic z wyborem twojego brata. I tu lezy pies
      pogrzebany. Mam dziwne wrazenie ze to wy, lub wrecz ty sobie nie zyczysz jego z
      nia zwiazku, szkalujac i oczerniajac ja w oczach reszty. Chcialabys zeby tak
      bylo, ze twoj brat jest z matka swojego dziecka z dziwnych poza uczuciowych
      powodow, a ja mysle ze jest zgola inaczej, tylko on nie chce, lub boi sie do
      tego przyznac przed toba i rodzicami.

      Pamietam twoj poprzedni watek, zawsze budzila we mnie niechec hipokryzja i
      ferowanie wyrokow, tzw "lepszych sfer" do ktorych wydaje ci sie ze nalezysz.

    • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 12:23
      Nie należę do lepszych sfer bo takowych wg mnie w dzisiejszej rzeczywistości
      nie ma. Skończyłam studia, uczciwie pracuję, nikogo nie wykorzystuję, zarabiam
      normalnie na życie. Kwestia braku akceptacji tej osoby nie jest czystym widzi
      mi się, ani nie wynika z wtrącania się. Mam zdecydowanie negatywne nastawienie
      do tej osoby, z uwagi na jej merkantylne nastawienie, na wykorzystywanie i
      szantaż uczuciowy, na ciągłe pretensje do mnie między innymi za to ze
      ośmieliłam się dawać drogie zabawki lub ubranka dziecku, bo szkoda na to
      pieniędzy. Pieniądze które oczywiście lepiej byłoby jej dać (ma 700 zł
      alimentów). Kiedyś spotkałyśmy się w parku, (kiedy jeszcze była w ciąży i
      stosunki między nami były poprawne - bez większej przyjaźni, ale na pewno z
      niewątpliwą dozą sympatii i pozytywnego nastawienia) przeraził mnie fakt, jak
      mało łączy ją z moim bratem, brak zrozumienia najprostszych jego reakcji, brak
      współczucia (był w tym okresie w szpitalu) a jedynie zastanawianie się czy jej
      dziecku coś przypadnie gdyby brat się "przewinął". Potrafiła przez ponad
      godzinę opowiadać tylko jakieś plotki, historie i czepiania się o osobach
      których zresztą ja nie znam.
      Dziś sytuacja wygląda w ten sposób, że nie mam najmniejszej ochoty na
      utrzymywanie z nią kontaktów dopóki jasno nie będzie powiedziane kim ta osoba
      jest, czy matką dziecka czy konkubiną, czy przyszła żoną czy też żoną.
      Nie chce mi się udawać, że wiatr wieje gdy ktoś mnie czy moich najbliższych
      opluwa. A mój brat poniekąd do tego dąży. Do udawania że wszystko jest, ok. do
      unormowania stosunków, zostawiając rozbabrane sprawy.
      Acha, do Dereny - mój brat wcale jej nie wybrał, on ucieka przed decyzją, boi
      się utraty kontaktu z dzieckiem. Dla mnie wybór to postawienie jasno sprawy -
      żenię się albo jest moją konkubiną i koniec. Tylko problem polega na tym że
      panienka musiałaby z nim zamieszkać, czego ona nie chce. Mieszkali już razem
      przed porodem i po, było zbyt trudno dać sobie radę, z opieką nad dzieckiem
      studiami (których nie robi ponieważ nie ma matury) ze sprzątaniem itp.
      • megan58 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 12:31
        Aniu - możesz mi napisac jaki jest cel tego posta i czego od nas oczekujesz?
        Bo jasno wiesz czego chcesz, co wedłóg ciebie jest dobre. Janso widzisz jej
        wady, i my jasno widzimy , ze wg. ciebie jest jedno zródło wszelkiego zła.
        Więc myśle , ze nie chcesz i nie oczekujesz ani porady ani wyjasnieni - bo to
        wszystko sama WIESZ LEPIEJ.
        Ani nie jestes zainteresowana naszym punktem widzenia.
        Po co ten post? Czego chcesz?
        • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 12:45
          Megan mylisz się, chciałabym przeczytać co inni ludzie bez subiektywnych odczuć
          zrobiliby w tej sytuacji. Buntuję się wewnętrznie przed faktem, że ta panienka
          stawia mnie w sytuacji, zmusza mnie poniekąd, szantazem uczuciowym, bo nie da
          dziecka, mojemu bratu, bo nie pozwoli na kontakt z dziadkami, do tego żebym
          udawała, że wszystko jest w porzadku, zaakceptowała jej postepowanie, jej
          kłamstwa. Szczerze przyznam, że nie wiem do czego moja, czy moich rodziców
          akceptacja jest jej potrzebna. A jeśli tak bardzo jest jej to niezbędne w życiu
          dlaczego nie przyjdzie i nie przeprosi za swoje zachowanie? albo niech wykarze
          jakąś dobrą wolę w działaniu, a nie tylko szantaż, grozby...
          • megan58 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 12:53
            Ja osobiści -doradziałbym jej by nie wchodziła w jakikolwiek związek z
            człowiekiem który drugich traktuje jak przedmoity....I gra na na emocjach i
            emocjami...

            Dziecko bedzie miało cięzkie zycie , z Ojcem który w ten sposób postepuje. Ale
            trudno , tego już cofnąć nie mozna. "Kocha dziecko" w kontekscji gry na
            emocjach - dla mnie nie brzmi prawdziwie.
            • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:13
              Ależ ona juz weszła w zwiazek, sama z własnej nieprzymuszonej woli. I sama z
              nieprzymuszonej, niczym i nikim, kontynuje tą relacje, stosując rózne metody.
              Megan, Ty się tylko rozczulasz nad dziewczyną ignorując sedno problemu.
              Współczujesz jej, ok, to ludzkie zresztą wiekszość ludzi ma taką reakcję, z
              uwagi na fakt że to ONA jest samotną matką, a to że jest to rezultat jej
              poczynań, jest kompletnie niezauważany.
              • megan58 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:30
                Nie lituje sie nad matak - bo jest samotna. Sama jestem i wiem , ze nie trzab
                listości bo daje sobie rade i jest mi dobrze.

                Dotykam sebdna problemu.
                Mysłe, ze ten nieudany związek itd.. IWynika miedzy innym z faktu , ze
                Pan ..tata - traktuje ludzi przedmiototw .
                Juz od poczatku znajomosci chyba tak traktował - miała zaspokoic jego potrzeby
                ityle i delej chce tak trakotwać. I niepokojące jest to , ze rodzina nie
                dostrzega tego.
                Mozże warto porozmawiac z delikwentem - ze czas podejmować dorosłe decyzje i
                przestac wszystkich trakotwać jak rzeczy - a czas dostrzegac w innych ludzi.

                Matak - nie wypowiadam sie - bo nie wiem i ty też- chyba nie jestes zaufana jej
                ososba - więc Ci sie nie zwierza- o jej ucczuciach, muyślach , zamiarach itd...
    • asaroth Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:22
      Mogłybyśmy sobie podać ręce ... Też jestem siostrą, której brat jest w podobnej
      sytuacji i został potraktowany dosadnie mówiąc jako "dawca nasienia". On też
      zamieszkuje z kobietą, z którą ma dziecko, jest z nią bo boi się odcięcia od
      dziecka - a jest to bardzo możliwe bo takie sygnały a raczej próby szantażu
      były. Całe to wspólne ich życie jest takie na siłe (gdyby nie dziecko nie
      próbowaliby). Podejrzewam, że potrwa to do czasu aż dziecko skończy 5-6 lat bo
      wtedy to matka tak łatwo nie wyrzuci tatusia z życia dziecka
      Jedyne co można zrobić w takiej sytuacji to zacisnąć zęby i dbać o poprawne
      relacje z matką dziecka.
      Chaotycznie to wygląda ale długo musiałabym wyjaśniać ... Scenariusz był
      baardzo podobny i podobny chrakter kobiety, i podobne próby "bycia" z matką
      dziecka.
      • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:35
        Jezu, jak się cieszę, ze znalazł się ktoś w podobnej sytuacji i w końcu dał mi
        jakąś konktertną odpowiedz. Oczywiście, wiem ze trudno, jest generalnie
        zrozumieć, że nie zawsze za takie sytuacje są jednoznaczne, a osoby trzecie tak
        jak nasza rodzina, też cierpią, z powodu czyiś kaprysów.
        Może i masz rację, że do 5-6 lat dziecka trzeba zacisnąć zęby aczlolwiek jest
        to strasznie trudne.
        • asaroth Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:57
          A pewnie, że trudne ale to tak na początku. Ja staram się oddzielać relacje z
          tą kobietą od tych które dotyczą dziecka mojego brata i jego samego. Moi
          rodzice robią podobnie bo to przecież nasza wnuczka i też nie pałają jakąś
          wielką miłością do matki dziecka tylko zachowują się poprawnie czyli tak jak
          tego wymagają takie zwykłe relację międzyludzkie. Takie podejście trochę ją
          uspokoiło, irracjonalne pomysły i oczekiwania są i będą ale można podchodzić do
          takich spraw na zasadzie: tak tak masz racje i robić swoje wink) Ja czasem
          staram się (nawet z dodatkiem ironii) pokazać bezsens jej zachowania i albo to
          działa albo nie wink) Jak długo można zachować minimum poprawności to warto to
          zrobić bo użerać przed sądem zawsze się zdąży ... Pewnie się tak skończy ale na
          razie jest jak jest ...
          • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 15:22
            Dzięki za słowa otuchy. Ja szczerze mówią, nie mam ochoty w ogóle jej widywać.
            Nie dlatego że sie wywyższam, jak tu któraś z dziewczyn sugerowała, ale dlatego
            że nie mam jej nic do powiedzenia. Zresztą relacje były mniej więcej poprawne,
            do momentu, gdy kobieta ta zaczęła dyktować - dosłownie- swoje żądania. Poszła
            do sądu - podwyższyc alimenty które mój brat płacił dobrowolnie - sąd je
            zmniejszył uzasadniając potrzebami dziecka, zarządała żeby moja mama opiekowała
            się wnuczką, bo ona musi chodzić na studia (??). Problem polega na tym że moi
            rodzice pracują, a ona nie.Itd, itp... W ramach kary nie zostaliśmy zaproszeni
            na chrzest. Teraz pojawił się problem, bo zostały zarezerwowane wakacje, ale
            ona nie da dziecka jeśli nie przyjdzie jako "Oficjalna nazyczona" na mój ślub.
            Po prostu krew mnie zalewa
            Teraz chce
    • aniuta7 Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:31
      Często czytam to forum,chociaż nigdy nie pisałam.Teraz postanowiłam to
      zrobic,bo odnoszę wrażenie,że sytuacja twojego brata jest twoją sytuacją.Sama
      pisałaś o sobie w którymś z postów.Wydaje mi się dziwna zbiezność twojej
      histori z historią twojej "bratowej".Takie same okolicznosci zajścia w
      ciążę,taka sama wys.alimentów (dosyć duze).Wybacz,ale myslę,że masz problem ze
      sobą a nie z bratem.....tylko nie rozumiem po co tak gmatwasz sytuację?Która z
      twoich histori jest prawdziwa?A może cierpisz na "rozdwojenie jaźni" i raz
      piszesz jako kobieta a raz jako "kobieta" (tzn,jesteś facetem i piszesz z jego
      pozycji).Nie piszę tego złosliwie,tylko z ciekawości.Poza tym nie lubię jak
      ktoś robi mnie "w trąbę"wink.Pozdrawiam.
      • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 18.05.05, 14:57
        Mylisz się albo nie doczytałaś.
        Wyrażnie napisałam w tamtym wątku, że podszyłam się pod moją "bratową",
        chiałam zobaczyć czy to ja mam niezdrowe reakcje czy inni też ją tak by
        odbierali.
        Zresztą większość odpowiedzi była taka jak oczekiwałam.
        • kini_m Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 19.05.05, 02:14
          Aniu, piszesz:
          > Szczerze przyznam, że nie wiem do czego moja, czy moich rodziców
          > akceptacja jest jej potrzebna. A jeśli tak bardzo jest jej to niezbędne w
          > życiu dlaczego nie przyjdzie i nie przeprosi za swoje zachowanie?
          A sprawa jest bardzo prosta - duża doza akceptacji jest potrzebna osobom które
          jej nie dostały (tyle ile trzeba) w dzieciństwie. Ten powód jest niezmienny
          zawsze. Więc tak jak pisałem poprzednio - te sprawy sie rozwiązuje
          terapią, "wyrzuceniem" swoich braków bez obciążania bliskich. (Inne pytanie:
          jak to zrobić - gdy mało kto przyjmuje dobrowolnie sygnał o potrzebie terapi.)

          Ach, Megan:
          > Mozże warto porozmawiac z delikwentem - ze czas podejmować dorosłe decyzje i
          > przestac wszystkich trakotwać jak rzeczy - a czas dostrzegac w innych ludzi.
          Cóż, nie ma lepszego sposobu na powiedzenie komuś "Ja wiem najlepiej co
          powinieneś."

          Asaroth:
          > mój brat jest w podobnej sytuacji. On też zamieszkuje z kobietą, bo boi się
          > odcięcia od dziecka. Podejrzewam, że potrwa to do czasu aż dziecko skończy 5-
          > 6 lat bo wtedy to matka tak łatwo nie wyrzuci tatusia z życia dziecka
          Niestety, ale myślę że sytuacja prędzej się wyklaruje lub ustatkuje. W
          dzisiejszych czasach juz nikt aż tak długo ze sobą nie wytrzyma
          psychicznej "sieczki", zaciskania zębów wyłącznie dla dziecka. (Brzydko ujmę,
          ale uważam że to kwestia 0,5 do 2 lat). Szczęściem będzie żeby choć dziecko
          mogło zaznać ciepła ojca gdy już dobrze poukłada z nim swoje więzi (2-3 rok
          życia.)
          • aggtt Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 27.05.05, 01:44
            Ja przepraszam. Ale czasem bywam jędzą.

            Aniu ze stolicy,
            żal mi Twojej rodziny, naprawdę. Twojego Dziadka i Taty, oraz Ciebie mających
            wyższe wykształcenie w jednym kierunku i nie potrafiących zrozumieć, że Twój
            (równie wykształcony???) brat jest - UWAGA - D O R O S Ł Y (sic!)
            Czyli poniekąd(?) ma prawo do własnych decyzji i błędów!
            Jeżeli mieszka z dziewczyną i ma z nią dziecko to bez względu na wszystko macie
            obowiązek traktować ją jak oficjalną narzeczoną, bo tak to już jest! I
            choćbyście jej nienawidzili, to skoro twój brat zdecydował się z nią być - nie
            możesz tego kwestionować... I na Twój ślub musi ona ptrzyjść jako oficjalna
            narzeczona, czy Ci się to podoba czy nie.
            Zrobisz jak zechcesz, ale w sposób powyższy zachowałaby się według mnie osoba
            na poziomie...
            Pozdrawiam i życzę zimnej krwi i zmniejszenia nadopiekuńczości w stosunku do
            braciszka. Poradzi sobie, skoro umiał zgłuszyć pannę na jedną noc, wytrzyma z
            nią wesele...
            • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 27.05.05, 10:52
              Jeżeli mieszka z dziewczyną i ma z nią dziecko to bez względu na wszystko macie
              >
              > obowiązek traktować ją jak oficjalną narzeczoną, bo tak to już jest! I
              > choćbyście jej nienawidzili, to skoro twój brat zdecydował się z nią być -
              nie
              > możesz tego kwestionować... I na Twój ślub musi ona ptrzyjść jako oficjalna
              > narzeczona, czy Ci się to podoba czy nie.
              Moja droga, nigdy nie pisałam ze on z nią mieszka, ona mieszka z rodzicami.
              Ona "bywa" u niego , zostaje na kolacje ze sniadaniem, ale razem nie mieszkaja.
              Gdyby razem mieszkali byłby to rodzaj deklaracji. I chyba nie doczytałaś, bo
              problem dla wszystkich polega na tym, że mój brat zdecydował, ze nie chce z nią
              być, ale chce być ojcem dziecka.
              Na mój ślub nie będzie ta osoba zaproszona. Zaproszenie jest na mojego brata z
              osoba towarzyszacą. Niech wybiera kto ma to byc.
    • chicarica Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 27.05.05, 09:14
      Myślę, że trafił swój na swego. Cała rodzinka porąbana, poczynając na bracie,
      poprzez Ciebie, rodziców, więc jak trafiliście na kogoś podobnego Wam, to
      faktycznie macie ciężki orzech do zgryzienia.
      Braciszek chyba nie jest na tyle głupi, żeby nie wiedzieć czym może się skończyć
      przygodny seks? Nawet jeśli panna twierdzi że bierze pigułki, to dla własnego
      bezpieczeństwa zakłada się wtedy gumę (choćby z powodu chorób), a jeśli nie, to
      zaciska się zęby i ponosi konsekwencje.
      Być może, gdybyście choć trochę przyjaźniej odnosili się do "szwagierki", brat
      ułożyłby sobie z nią w miarę dobre życie, kto wie - może by się nawet i
      pokochali. Jednak Wy za wszelką cenę chcecie chronić biednego wykorzystanego
      chłopca przed pazerną zdzirą, nie widząc, że chłopiec to już dorosły mężczyzna.
      Brat emocjonalnie skarlały - bo inaczej nie da się wytłumaczyć traktowania
      dziewczyny jako dodatku do dziecka, a panna też niezłe ziółko z roszczeniową
      postawą. Jednym słowem, doborowe towarzystwo. Tacy ludzie zawsze się jakoś
      wzajemnie przyciągają.
      Słodkiego miłego życia życzę.
      • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 27.05.05, 11:02
        Wiesz, nie jeden mądry Polak po szkodzie prawda?
        > Być może, gdybyście choć trochę przyjaźniej odnosili się do "szwagierki", brat
        > ułożyłby sobie z nią w miarę dobre życie, kto wie - może by się nawet i
        > pokochali. Jednak Wy za wszelką cenę chcecie chronić biednego wykorzystanego
        > chłopca przed pazerną zdzirą, nie widząc, że chłopiec to już dorosły mężczyzna
        Od razu widać ze nie wiesz o czym piszesz, bo nie znalazłaś sie w podobnej
        sytuacji. Dziewczyna jest pazerna, kłamliwą zdzirą, z którą mój brat nie chce
        byc, ale chce mieć kontakt z dzieckiem.
        Dziś minął jakiś czas od tamtego postu - który był reakcją, na pewne
        okoliczności i próbę kolejną szantażu - typu albo jestem przez was akceptowana
        albo dzieciaka nie zobaczycie.
        A tak a propos, Panienka sama się postawiłą w sytuacji "dodatku do dziecka",
        Nawet jeśli było ono robione we dwoje, wiadomo jest, ze to kobieta ponosi
        większe konsekwencje. Trudno, jest tak a nie inaczej.
        Dziś, albo ona dostosuje sie i zmieni swoje postępowanie, przepraszajac np. na
        początek, albo sytuacja będzie trawała w ten sposób.
        • chicarica Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 27.05.05, 11:45
          No to mówię, ona jest kłamliwą zdzirą, Twój brat egoistycznym niedojrzałym
          dupkiem, a cała rodzinka bandą zapatrzonych w synusia degeneratów. Taki obraz
          wyłania się z Twoich postów.
          Ludzie, otwórzcie oczy, ta laska jest porąbana, ale reszta z Was w niczym jej
          nie ustępuje.
        • pelaga Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 27.05.05, 13:32
          Swietne, po prostu swietne. Laska wkopuje faceta w dziecko (jakby nie "umoczyl"
          to by go nie wkopala, przepraszam co wrazliwsze istosty smile, nie maja wspolnych
          tematow i w ogole to jakis straszny mezalians jest niegodny braciszka, co
          jednak nie przeszkadza mu pracowac na kolejne, zapewne nie chciane, przez niego
          dziecko (czyt. "wkopane"). Ciekawe...
          Ale to on jest swiety a ona beeeee, no i sama sobie zapracowala. On tez sobie
          sam zapracowal. Taki lajfffff, a fe...
        • kini_m Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 29.05.05, 19:39
          > Dziś, albo ona dostosuje sie i zmieni swoje postępowanie,
          > przepraszajac np. na
          > początek, albo sytuacja będzie trawała w ten sposób.
          > [...] próbę kolejną szantażu - typu albo jestem przez was
          > akceptowana albo dzieciaka nie zobaczycie.
          Anka, sugeruję wyzbądź się takiej roszczeniowej co do przeprosin postawy.
          Ja nawet nie oczekiwałem przeprosin a exia i tak zagrodziła córce i mi dostęp
          do siebie nawzajem.
          Powiem Ci co wystarczyło żeby zagrodzić dziecku dostęp do ojca (sorry że ujmę
          to w jednym miejscu po męsku):
          a) Odważyłem się zwrócić uwagę na zmianę jej stylu życia (z buntowniczej
          naturalistki zaczęła się z niej robić umalowana kobietka), że na wspólnych
          spacerach z dzieckiem muszę się do tego przyzwyczaić i jest to dla mnie jeszcze
          trochę irytujące.
          W tym momencie ograniczyła mi opiekę nad dzieckiem z 3-4 dni w tyg (pełnej
          opieki) do 4 godz w tyg.
          b) Od tamtego momentu nie życzyła sobie żadnych dyskusji. I gdy podczas jednej
          z takich wizyt z dzieckiem na mieście, chciałem wziąć córkę do małej kuzynki z
          którą się lubią bawić i do dziadków - to exię wziął szał i zaczęła wyrywać
          dziecko z rąk na ulicy.
          Później się dowiedziałem że rzekomo groziłem jej odebraniem dziecka i
          straszyłem policją. Od tamtego momentu zagrodziła córce i mi całkowicie widywań.

          Może ten pierwszy komentarz mogłem sobie i odpuścic, był błachy, ale
          powiedziałem szczerze co mnie irytuje, u osoby której oddałem kilka lat życia,
          której podporządkowałem wiele spraw.
          Ale jeśli ktoś z takiego powodu niszczy własnej córce życie psychiczne, jak to
          traktować?
          W drugiej sytuacji były już ewidentne urojenia (że rzekomo jej czymś grożę).
          Naprawdę osoba słabo "osadzona" psychicznie bywa całkowicie nieprzewidywalna,
          prędzej czy później. Z taką osobą dla przetrwania sytuacji: albo można się
          ciągle "podkładać" (czego nikt nie umie na dłuższą metę), albo od razu sztywno
          sądownie ustalić sprawy dziecka, albo spróbować terapi lub konsekwencji w
          układaniu przyszłości.
          Jakoś po mojej exi nie umiem być naiwny że coś tam się na dłuższy moment
          wyprostuje, tak po prostu.
          Jeśli panienka już odstawia takie numery z grożeniem to wynika z jej braków
          emocjonalnych (zahaczyłem o to poprzednio) - i to będzie działało nadal i się
          powtarzało, i nawet narastało. Taka osoba sama z siebie nie umie wycofać się z
          takiej postawy (bez fachowej pomocy) i z powodu nieumijętności konfrontacji z
          rzeczywistością (wstydu) brnie w to coraz głębiej.
          Więc stawianie jej oczekiwań tylko może zaostrzyć sytuację.
          • chicarica Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 29.05.05, 20:55
            Czzłowieku, profesjonalnej pomocy to ty potrzebujesz, nie twoja eks. I to raczej
            szybko. Ale nie wątpię, że jesteś przekonany o tym, że to ty jesteś normalny,
            tylko cały świat wokół zwariował.
            Kreujesz się na anioła, aż się niedobrze robi. Natrafiam tu na ciebie już od
            dawna - cały czas starasz się udowodnić sobie samemu, że to co się stało to nie
            twoja wina, ale NIGDY sobie tego nie udowodnisz do końca, bo to nieprawda.

            Może zainteresuje cię opinia kogoś, kto nie jest ani samodzielną, ani nawet
            matką, więc jest najbardziej obiektywny jak się da.
          • chalsia Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 02.06.05, 01:05
            ŻE WHAT ???!!!! Przeprosiny ??????

            W tym miejscu zgodzę się z jednym jedynym zdaniem Kini_m - trzeba zapomnieć o
            przeprosinach. Bo niby co? Oczekujesz Aniu z Wwy, że ona przeprosi Ciebie? A
            niby za co?
            A brata Twojego też ma przepraszac? Jak dla mnie to u nich jest jeden do
            jednego. Skoro oczekujesz, że ona przeprosi Twojego brata, to on ją też
            powinien przeprosić (za nieużywanie gumy w - badź co bądź - seksie z przygodną
            partnerką).
            Chalsia
            • aniazwarszawy Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 02.06.05, 09:41
              Biorąc pod uwagę, charakter i styl Panny, nie liczę na przeprosiny. Za co ma
              przepraszać , za bardzo konktertne sprawy, za chamskie zachowanie gdy przyszła
              odbierać dziecko do moich rodziców. Przyszła, mimo że nikt jej nie zapraszał, a
              dziecko jest zawsze odwożone na czas, żeby właśnie nie dawać pretekstów do
              awantur. Przeprosić za kłamstwa mówione w sądzie, że brat jest np. pijakiem. Co
              ciekawe, pewnie większość z Was zna nastawienie sądów do samotnych matek i
              tatusiów, generalnie , sąd zawsze stoi po stronie "słabszej społecznie stron"
              czyli matki. W tej sprawie sąd OBNIŻYŁ alimenty z 1200 dobrowolnie płaconych na
              700, więc to chyba też o czymś świadczy. Prawda jest taka, że gó..ara nie
              pracuje, nie uczy się dzieckiem zajmują się dziadkowie (jej rodzice) a ona robi
              fanaberie że się z nią slubu nie brało.
              Cozzz, widzę jednak że solidarność samotnych działa, brońmy zwartym szeregiem
              każdą , nawet tą której nie koniecznie trzeba bronić
              • chalsia Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 04.06.05, 00:34
                > Cozzz, widzę jednak że solidarność samotnych działa, brońmy zwartym szeregiem
                > każdą , nawet tą której nie koniecznie trzeba bronić

                No to ja w takim razie rozumiem, skąd tak zapiekły konflikt między Toba a matką
                dziecka, skoro mój post potraktowałas jako bronienie tejże kobiety i
                solidarnośc samotnych.
                Jeśli powyższego nie rozumiesz, to i tak nie mam co więcej tłumaczyć.
                Chalsia
                • aggtt jasność wypowiedzi, właściwi adresaci 05.06.05, 02:57
                  Anno z wawy,
                  jeśli chcesz żeby Cie dobrze rozumieli, to się jasno wypowiadaj.
                  Żadna z nas nie zna (tak przypuszczam) sprawy od podszewki, a wiele z rzeczy,
                  które napisałaś przypominają nam nasze osobiste tragedie. Jeśli potrzebujesz
                  sobie ponajeżdżać na samotne to idź na macochy albo w strone ojca. Tu,
                  wszystkie się jakoś będziemy nawzajem usprawiedliwiać, bo takie są nasze
                  doświadczenia.
                  Może faktycznie dziewczyna jest porąbana, a Wy - OK, ale tu, wśród kobiet
                  zranionych i przeżywających wiele przykrości ze strony ojców swoich dzieci to
                  ta dziewczyna znalazła by więcej wsparcia. Bo to NIE jest forum obiektywnie
                  roztrzygające niesnaski rodzinne, tylko forum dla samodzielnie wychowujących
                  dzieci kobiet.
                  I nie obrażaj się za to, że doświadczywszy tyle złego ze strony naszych ex i
                  ich rodzin, w Twojej rodzinie też dostrzegamy wady. Ja na przykład w każdej
                  takiej historii słyszę echa mojej, tak bardzo odległej...
                  Pozdrawiam i gratuluję ślubu. Obyś nigdy nie musiała pisać z pozycji
                  samodzielnej....
                  • aniazwarszawy Re: jasność wypowiedzi, właściwi adresaci 05.06.05, 10:12
                    Chyba masz rację, pomyliłam forum. Generalnie poczytuję, głównie na kobiecie i
                    ciąży, (tak w perspektywie hihihi), więc gdy znalazłąm to forum to chciałam
                    zobaczyć jak taka sytuacja jest oceniana przez osoby z tej strony bariery.
                    Masz jednak rację, nie tu o tym pisać, tym bardziej, w sumie nie potrzebuję
                    potwierdzenia ze "bratowa" jest nie tak. Czasami tylko, jak ostatnio z próbą
                    zaprszenia się na ślub i szantażem typu jak mnie tak traktujecie to wyjadę i
                    nie zobaczysz dziecka, człowiek po prostu wkurza się, wychodzi z siebie i staje
                    obok.
                    Dzięki za ciepłe słowa i serdecznie pozdrawiam
        • ann_mart Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 30.05.05, 15:55
          A za co ma przepraszać???
          A może to Wy powinniście przeprosić ją?
          Poiza tym jeżeli kolacje ze sniadaniem nie są jednak deklaracją to co nią jest?
          Na litośc Boską, on z nią sypia żeby z dzieckiem się widywać? A jakby nie
          sypiał toby nie mógł?

          Zapomnij, że Ty to pisałaś a potem przeczytaj. Może wtedy zobaczysz co piszesz.
          Najpierw, że martwi Cię zachowanie brata, potem, że nie masz mu nic do
          zarzucenia ba "sama sie postawiła jako dodatek do dziecka", potem pytasz co
          macie robić, potem zaś, że "ma przeprosić i koniec".
          Dla mnie to chore, niestety.
    • agamagda Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 30.05.05, 16:52
      Wiecie tak się zastanawiałam nad tym wątkiem i im dłużej myślę tym bardziej mam
      ochotę zagrać "adwokata diabła".. Co więcej, mimo negatywnego pierwszego
      wrażenia jakie się odnosi po przeczytaniu postów Ani z Warszawy, po bliższym
      zastanowieniu dochodzę do wniosku, że jej postawa i postawa jej rodziny jest
      właściwie taką jaką większość ludzi miałoby w podobnej sytuacji. Chyba każdy z
      nas zna podobne wydarzenie, które zdarzyło się koledze z pracy, sąsiadowi, czy
      znajomemu znajomego. Wiele z adwokatów specjalizujących się w prawie rodzinnym
      też zauważyło pewien wzrost spraw o wysokie alimenty na dzieci powstałych z
      przygodne seksu - zmiana obyczajowości, zmiana wartości, Dziś bycie panną z
      dzieckiem nie jest postrzegane jako wstyd, wstydem jest raczej nie posiadanie
      pieniędzy.
      Zastanówmy się jeśli ojciec płaci alimenty i chce mieć kontakt z dzieckiem -
      to lepiej się wywiązuje ze swoich obowiązków niż większość panów "po
      przejściach".
      Czy facet ma obowiązek bycia z matką dziecka, jeśli do siebie nie pasują - nie
      czarujmy się nie wszyscy do siebie pasują - poza tym coś takiego jak mezalians
      też istnieje. Czasami chodzi o kolor skóry, czasami o religię, czasami o
      różnice w wykształceniu, czy w pozycji materialnej.
      To ze traktuje ją jako dodatek do dziecka jest oczywiście niedopuszczalne,
      ale ... no właśnie dlaczego ona jest na spotkaniach ojca z dzieckiem...(nie
      wiem w jakim wieku jest dziecko, ale przy regularnych kontaktach, nawet 2-
      3letnie dziecko idzie bez większych oporów z tatusiem, no chyba że obecność
      matki jest wymuszana jej chęcią kontaktów z ojcem. No bo która z nas
      dobrowolnie dawałaby się traktować jako dodatek do dziecka?
      Czy rodzina ma obowiązek akceptować w swoim gronie osobę której nie lubią? Tak
      sobie myślę, że gdyby mój syn, którego staram się wychować tak żeby nie miał
      tego typu przejść, znalazł się w podobnej sytuacji i nie chciał się ożenić z tą
      dziewczyną, czy chciałabym się spotykać z nią mimo wszystko? Jeśli ciągałaby
      ona mojego syna po sądach, albo miałabym wrażenie że "wrabia" ona w coś mojego
      syna?
      Oczywiście sytuacja generalnie jest niezdrowa. I pytanie czy warto godzić się
      nadal pewnie pozostanie bez odpowiedzi.
      • ann_mart Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 31.05.05, 08:12
        Agomagdo - ja zrozumiałam nie to że ona jest na spotkaniach ojca z dzieckiem
        ale, że spotyka się z ojcem dziecka. Przecież Ania wyraźnie pisała, że wchodza
        w grę kolacje ze śniadaniem. Ot, po prostu nie mieszkają razem.
        • agamagda Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 31.05.05, 11:18
          ania pisze
          "Tylko problem polega na tym że
          panienka musiałaby z nim zamieszkać, czego ona nie chce. Mieszkali już razem
          przed porodem i po, było zbyt trudno dać sobie radę, z opieką nad dzieckiem
          studiami (których nie robi ponieważ nie ma matury) ze sprzątaniem itp. "
          Wiesz, Ann Mart ja tam ich nie bronię - ale z drugiej strony, na pewno nie
          dążyłabym do kontaktów z osobą, którą się spotykałam w sądzie, a potem bez
          jakiegoś konkretnego "uregulowania" typu ślub, oficjalne zamieszkanie, czy
          pierścionek, miałabym się z nią dzielić jajeczkiem na Wielkanoc.
          • edzieckokarenina Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 05.06.05, 16:07
            agamagda-nie zgodzę się z Tobą w tym co piszesz.Historia tutaj opisana mierzi
            mnie.
            Pierwsza sprawa do autorki wątku: odczep się od tej dziewczyny i nie angażuj
            się w prywatne sprawy swojego brata-czy brat wybiera Ci męża albo kochanka?
            druga sprawa: Twój brat jest dla mnie obleśnym typem który jak wykorzystał
            kobitę sexualnie tak nadal to robi.Mówisz że to dlatego że chce się widywać z
            dzieckiem-hehe, chyba sama w to nie wierzysz.To totalna bzdura.
            Jemu idealnie pasuje taki układ-ma sex bez zobowiązań i nie mieszka z dzieckiem
            (czyli zero obowiązków).Ciekawe co biedny zrobi jak kobieta ponownie
            bestialsko "wrobi" go w drugie dziecko? na pewno będzie mógł wypłakać się w
            Twoje troskliwe siostrzane ramięwink
            fantastyczne wprost.
            A dziewczynie się nie dziwię że ma jakieś "ale" z dawaniem wam dziecka-przecież
            jak sama piszesz JAWNIE jej nie lubicie, nie sznujecie, nazywacie zdzirą itp.
            Takich rzeczy kochanie nie ukryjesz przed dzieckiem-dziecko doskonale widzi
            jakie są relacje między dorosłymi.Też żądałabym szacunku wobec mojej osoby.
            Dalej nie chce mi się pisaćwink pozdrawiam i życzę ciekawszych tematów do
            rozważań-masz chyba jakieś inne zajęcie oprócz grzebania się w życiu braciszka?
            • agamagda Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 05.06.05, 23:14
              Przepraszam z którą częścią mojej wypowiedzi się nie zgadzasz?
              Co do historii i stanowiska Ani i jej rodziny mamy podobne odczucia - negatywne.
              Mi się zresztą wydaje że Ania i jej rodzina nie sa z duzego miasta - raczej z
              mniejszego gdzie tego typu sensacje- panna z dzieckiem u potomka "panicza z
              dobrej " rodziny jest jeszcze sensacją. Sądzę, że w dużych miastach jest to
              bardziej anonimowe i rozchodzi się po kosciach. Ale mogę się mylć.
              Chyba o wykorzystywaniu seksualnym też nie mozna mówić. Po co matka chodzi na
              spotkania z dzieckiem? To jakieś wszysko dziwne. Ja chyba nigdy bym się nie
              dała traktować jako "dodatek" do dziecka - i nie lazłąbym na spotkania z tego
              typu facetem. Dziecko jednak bym dawała, bo to jego ojciec i wywiązuje się z
              obowiązków.
              • edzieckokarenina Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 06.06.05, 12:57
                Chyba o wykorzystywaniu seksualnym też nie mozna mówić. Po co matka chodzi na
                spotkania z dzieckiem? To jakieś wszysko dziwne. Ja chyba nigdy bym się nie
                dała traktować jako "dodatek" do dziecka - i nie lazłąbym na spotkania z tego
                typu facetem. Dziecko jednak bym dawała, bo to jego ojciec i wywiązuje się z
                obowiązków.
                *********
                dziecko "bym dawała"wink-może inaczej to określę-nie miałabym nic przeciwko
                spotkaniom ojca z dzieckiem.Chodziło mi o oddawanie dziecka pod opiekę
                kochających inaczej niedoszłych teściów i siostry amanta.Oni jawnie okazują
                matce wrogość i dziecko na pewno czuje że uważają ją za coś gorszego
                (matkę ,niedziecko).
                A co do wykorzystywania sexualnego- jeśli dziewczyna jest zakochana w amancie(a
                nawet autorka wątku to przyznała gdzieś w swoim tekście) to zakochana kobieta
                za bardzo nie myśliwink
                możliwe że ona inaczej odbiera tą sytuację niż amant.Może mysli że ich wiezy
                się ciągle zacieśniają?
                amant wszak odwiedza dziecko i zaprasza matkę na kolację ze śniadaniem-tak samo
                chyba wyglądają randki osób zakochanych na pewnym etapie znajomości-prawda?
                • agamagda Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 06.06.05, 16:40
                  dziecko "bym dawała"wink-może inaczej to określę-nie miałabym nic przeciwko
                  spotkaniom ojca z dzieckiem.Chodziło mi o oddawanie dziecka pod opiekę
                  kochających inaczej niedoszłych teściów i siostry amanta.Oni jawnie okazują
                  matce wrogość i dziecko na pewno czuje że uważają ją za coś gorszego
                  (matkę ,niedziecko).
                  ****
                  No tak, ale to jest rodzina dziecka. Dziecka, mam wrażenie, jest przez nich
                  akceptowane, i chyba kochane. Matka stosuje szantaż, wykorzystuje ich uczucia w
                  stosunku do dziecka, żeby zostać przez nich zaakceptowana (tylko na miłość
                  boską po co jej to???). Po co chce iść na ślub osoby której nie lubi??? Wiesz
                  dla mnie to jest też chęć udowodnienia na siłę czegoś w stylu a ja wam pokażę".
                  A takich osób w życiu generalnie się nie lubi.


                  A co do wykorzystywania sexualnego- jeśli dziewczyna jest zakochana w amancie(a
                  nawet autorka wątku to przyznała gdzieś w swoim tekście) to zakochana kobieta
                  za bardzo nie myśliwink
                  możliwe że ona inaczej odbiera tą sytuację niż amant.Może mysli że ich wiezy
                  się ciągle zacieśniają?

                  *****
                  Tak naprawdę, zwróć uwagę, że pisze to osoba "trzecia" w całym tym układzie - i
                  bardzo trudno jest określić jakie są uczucia, czy stosunki między
                  dwojgiem "zainteresowanych" czyli Bratem i Bratową..
                  Widzisz, wg mnie każdy jest kowalem własnego losu. Oczywiście ze miłość jest
                  ślepa, a zakochany człowiek, obojętnie czy chodzi o kobietę czy mężczyznę, nie
                  za bardzo rezolutnie myśli, ale No właśnie, na ile jest to kwestia braku
                  szacunku do samej siebie. Jeżeli pozywasz kogoś do Sądu, i rodzina tego
                  chłopaka, traktuje Cię jak ... trudno powiedzieć co...czy, mają choć odrobinę
                  szacunku do siebie, poszłabyś do łóżka?? A jak chcesz zmusić kogokolwiek do
                  szanowania Cię czy tworzenia układu partnerskiego, go "jesteś dodatkiem do
                  czegoś czy kogoś

                  *****
                  amant wszak odwiedza dziecko i zaprasza matkę na kolację ze śniadaniem-tak samo
                  chyba wyglądają randki osób zakochanych na pewnym etapie znajomości-prawda?

                  No tu się nie zgodzę. Różnica polega właśnie na etapie znajomości. Oni już się
                  poznali, bywali w sądzie, kłócili się i poniżali. Nie osoby zakochane tak się
                  nie traktują, no chyba że mówimy o jakiś sado-masochistycznych układach....
                  • ania_rosa Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 07.06.05, 08:20
                    E tam, wiele hałasu o nic. Ja rozumiem, że w imię ideolo można na kogoś wylać
                    butelkę Ace i udowodnić swoje racje, ale jaki w tym sens?
                    IMHO jest to klasyczny przypadek wrobienia faceta w dziecko i równie klasyczny
                    przypadek potraktowania kobiety "jednonocnie". Efekty widac na załączonym
                    obrazku. Dziewczyny bronić nie zamierzam, bo z postu Ani widać wyraźnie, że jest
                    to miernota o sporych aspiracjach "klasowych" i ekonomicznych. I nie łudźmy się,
                    sporo jest panienek, które ciążę traktują jako przepustkę do lepsiejszego życia.
                    Zawsze istnieje mozliwośc, że facet się z nimi ożeni, a one będą leżeć i
                    pachnieć. Takimi panienkami jest wybrukowany każdy metr kwadratowy Galerii
                    Mokotów, a ich głowne ambicje życiowe mozna sprowadzić do bycia bluszczem i
                    znalezienia solidnego wspornika finansowego. Tak więc jateoretycznie mogę
                    współczuć, ale głupocie ludzkiej niespecjalnie współczuję. Może tylko dziecka żal.
                    Natomiast brat wydaje mi sie nie być lepszy. Skoro rola dawcy spermy i
                    okazjonalnego kochanka mu odpowiada- to gratuluję wyboru.
                    I nie ukrywam, że mnie też by cholera brała, gdyby mój brat okazał się być takim
                    gó..arzem i związał się z roszczeniową małolatą. Tak że z tego wszystkiego
                    nastawienie rodziny jeszcze wydaje mi się być zrozumiałe, tyle że akurat rodzina
                    nie ma tu nic do powiedzenia. Poza zaciskaniem zębów i dorobieniem się wrzodów
                    na żołądku.
                    Rosa
                    • edzieckokarenina Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 07.06.05, 16:24
                      Dziewczyny bronić nie zamierzam, bo z postu Ani widać wyraźnie, że jest
                      to miernota o sporych aspiracjach "klasowych" i ekonomicznych
                      *************
                      ciekawe...miernota o dużych aspiracjachwink
                      faktycznie zainwestowała w swoje życiewink
                      Historyjka jest przedstawiona tylko z punktu widzenia "ech" "och" siostry
                      amanta, ciekawe jakby ta historia wyglądała z punktu widzenia owej miernoty.
                      • agamagda Re: Pogodzenie - czy ma to sens? 08.06.05, 11:33
                        Nie jesteśmy sądem, aby oceniać prawdomóność wszystkich zainteresowanych stron.
                        Ale pewne fakty są przesłankami do tego, "bratowa" jednak jest jak to ujęła
                        AniaRosa "miernota o sporych aspiracjach "klasowych" i ekonomicznych" - choćby
                        fakt, że sąd obniżył wysokość alimentów i utrzymywanie kontaktów z ojcem
                        dziecka, mimo całej niezdrowej atmosfery.
                        Poza tym, ja sama znam podobne przypadki, podejrzewam że jak się rozejrzysz
                        wokół siebie, tez zauważysz, że nie każda z "dyskotekowych panieniek" jest
                        pokrzywdzoną ofiarą społeczeństwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka