Jestem "przypadkiem"...

06.06.05, 14:48
Przykro mi się dziś zrobiło. Na innym forum, dla matek i ciężarnych, była
mowa o seksie. Pisałam, że mnie i mojemu facetowi było pod tym względem
rewelacyjnie, ale jak widać to nie wystarczyło... bo on raczej ze mną i z
moim bebikiem nie będzie. Na to odpowiedział jeden z facetów biorących udział
w dyskusji, że trzeba uważać, żeby nie stać się takim "przypadkiem"... Nie
wiem czy o mnie mu na pewno chodziło, przeczytałam to z 10 razy, ale chyba
tak... Smutno mi się zrobiło. To, że wypowiadałam się na temat seksu, nie
znaczyło, że ja mojego K. nie kochałam (bo kocham go nadal i tęsknię do tych
coraz rzadszych spotkań...). Poczułam się urażona... sad(( Czy to moja wina,
że on kochał, kochał, a jak przyszła pora na odpowiedzialność, to tchórzy???
    • asca25 Re: Jestem "przypadkiem"... 06.06.05, 14:50
      Dla wyjaśnienia dodam, że jestem w 19 tygodniu ciąży wink
      • szymon00 Re: Jestem "przypadkiem"... 06.06.05, 21:13
        asca25 napisała:

        > Dla wyjaśnienia dodam, że jestem w 19 tygodniu ciąży wink


        ech... i właśnie to powstrzymuje mnie od mego skromnego komenatrza.
        • asca25 Re: Jestem "przypadkiem"... 07.06.05, 07:31
          A czy ja mam kłamać, że mi było z nim źle w łóżku, skoro było wspaniale??? A
          wspaniale było właśnie dlatego, że go kochałam!!! sad((
    • maminekb Re: Jestem "przypadkiem"... 06.06.05, 21:45
      Kochana, najważniejsze jest żebyś Ty nie myślała o tym co się stało w tych
      kategoriach. Ja uważam, iż moje dziecko zostało poczęte w wyniku miłości. Może
      największej miłości mojego życia. Pomyliłam się i zdecydowanie moje dziecko nie
      było zaplanowane. Ale nie myślę o niej ani o sobie jako o przypadku. tak się
      czasem zdarza. Ten gość co tak napisał też moze kiedyś zostać zostawiony przez
      żonę - i co? jedno pewne nie będzie w ciąży wink)
      Naprawdę nie martw się opiniami innych. Żyj dla siebie i Dziecka. I żyj
      szczęśliwie i z klasą. A to że się potknęłaś, że raz Ci się niepowiodło - no
      cóż bywa.
      • asca25 Re: Jestem "przypadkiem"... 07.06.05, 07:35
        Ja nie uważam, że się potknęłam. Ja cieszę się z tego dziecka i kocham je...
        coraz bardziej... i cieszę się, że to Jego dziecko, bo mimo że mnie tak
        zawiódł, nadal za nim tęsknię. On też mi mówi, że mnie kocha, ale na
        odległość... więc co mi z tego, skoro nie jest przy mnie??? A po koszmarze
        nawet nie mam się do kogo przytulić... sad(( On nie rozstał sie ze mną
        definitywnie, spotykamy się jeszcze. Ale mój żal, jego niezdecydowanie, to
        wszystko powoduje, że już nie potrafimy rozmawiać jak kiedyś i czuję, że nie
        będziemy razem... chociaż jeszcze się łudzę sad((
        • szymon00 Re: Jestem "przypadkiem"... 07.06.05, 17:13
          asca25 napisała:

          > Ja nie uważam, że się potknęłam.

          co??????

          oto fragment Twojej wypowiedzi z dnia 19.05.2005:

          "Po 10,5 roku związku rozstałam się z moim chłopako-mężem. 7 lat było
          wspaniałe,
          potem... miłość się jakoś skończyła, była przyjaźń, seks niezbyt... Potem
          przestaliśmy rozmawiać, byliśmy jak stare małżeństwo. Był opiekuńczy, dobry
          (miał swoje wady oczywiście), ale rozstałam się. Do dziś dzwoni do mnie, pisze
          SMSy, że zniszczyłam mu życie i takie tam, powodując we mnie wyrzuty sumienia,
          bo nie jest miło kogoś krzywdzić...sad((
          Potem poznałam innego faceta, to było czyste SZALEŃSTWO!!! Coś pięknego w moim
          życiu, na co długo czekałamsmile)) Niestety, proza życia dosięgnęła mnie również i
          tu. Teraz jestem w ciąży i On nas nie chce... chyba... zastanawia sięsad(( Mimo
          to, spotykamy się, więc sama już nic nie wiem, zagmatwane to jest jeszcze
          bardziej, ale nie będę o tym pisać.
          Dziś zastanawiam się co mnie skłoniło do tego, że rzuciłam dobrego faceta,
          który by mnie na rękach nosił gdybym dała mu dziecko, a jestem/nie jestem z
          takim, który dziecka nie chce i przez to pokazuje mi, że mnie też nie kocha
          tak, jakbym chciała. Zastanawiam się też co powoduje, że cieszę się, że to
          właśnie Jego dziecko noszę w sobie, że mam część "Jego"...
          Odpowiadając więc na pytanie - rozumiem jak można się z kimś rozstać, pozornie
          nie mając powodów. Bardzo to rozumiem. Ja dodam, że mimo, że jestem teraz ze
          wszystkim zupałnie sama i przerażona, nie wiem jak dam radę z dzieckiem i
          pracą, nie żałuję niczego. Tak miało byćsmile)) I może jestem naiwna lub głupia,
          bo On zranił mnie tyle razy, cierpiałam strasznie, gdy okazało się że nie chce
          dziecka (to był dla mnie SZOK...) ale ja nadal za Nim tesknię... Brzmi to wręcz
          śmiesznie, ale tak jestsmile
          Teraz czekam na moje maleństwo, żyję jeszcze nadzieją że On zmądrzeje, a
          jednocześnie przygotowuję się do bycia samejsad"

          >>>> ja osobiscie gratuluję wyobraźni i inteligencji.




          • natasza39 Re: Jestem "przypadkiem"... 07.06.05, 22:49
            no cóz szymon....
            Muszę z Tobą zgodzić sie po raz kolejny, choć z tego powodu nie cierpięsmile))
    • nilka13 Re: Jestem "przypadkiem"... 07.06.05, 15:36
      asca, cóż ty się taką dulszczyzną przejmujesz. Dużo jeszcze wody upłynie, zanim
      ludziska przestana krzywo patrzeć na kobietę ( to u niej brzuch widać), nie
      łącząc ze sprawą faceta. Z taką hipokryzją nie raz się spotkasz- nawet przy
      alimentach wyjdziewink
      To tylko forum. Z fragmentów nie złozysz całej opowieści, a ludzie muszą się
      gdzieś wyżyć, powymądrzać, powiedzieć to, czego bali się rzec szefowiwink
      Żyj swoim zyciem.
      Nilka
      • asca25 Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 11:48
        Właśnie to mnie denerwuje. Człowiek pisze, żeby go ktoś pocieszył, a spotyka
        się z krytyką. Ja jestem osobą, która wiele potrafi wybaczyć. O facecie, z
        którym byłam 10,5 roku nie powiem, że był zły i wiem, że z dziecka by się
        cieszył... ale nikt ze znajomych, mojej i jego rodziny nie wie, że zdarzyło mu
        się na mnie rękę podnieść (raz nawet powiedziałabym, że była to więcej niż
        ręka). Pamiętam również wiele rzeczy, których nie mogłam znieść będąc z nim,
        np. wieczne narzekania, nawet za 5 min. spóźnienie - na nic były tłumaczenia,
        że musiałam zostać dłużej w pracy. Ale nie powiem, że był zły i nigdy go nie
        szkaluję i zawsze będę wspominać z uśmiechem na twarzy, bo wiele pięknych chwil
        razem przeżyliśmy. Przyszedł jednak taki moment, że dłużej z nim być nie mogłam
        i całe szczęście, że odeszłam, choć nie ukrywam, że po tylu latach razem było
        to trudne (tęsknię za jego rodziną- niegdyś moją...) i często wspominam różne
        rzeczy. Zresztą pisałam tam, że rozumiem, jak ktoś odejdzie od faceta POZORNIE
        (zwracam uwagę na to słowo!) bez powodu.
        Nie przytaczaj więc Szymonie moich pojedyńczych wypowiedzi i nie gratuluj mi
        wyobraźni, bo znasz zaledwie 1/100 mojej historii. Nie wiesz o wielu rzeczach,
        a takie parę słów, to jedynie sproszczenie i ogólne wprowadzenie. Nie o ocenę
        mi chodzi, w zasadzie chodzi tylko o to, żeby się trochę wypisać.
        Zresztą, teraz mój 4-dniowy dół przeszedł i nieważne jest, co ktoś sobie o mnie
        pomyśli smile)) Po pierwsze - znowu czuję ruchy dziecka i siedzę teraz w pracy
        szczęśliwa!!! Po drugie - Krzych dziś wieczorem do mnie przyjeżdża na 4 dni i
        znowu nic innego się nie liczy smile)) I znowu w niego wierzę... tak mocno
        wierzę... że, nam się uda smile)) Szkoda tylko, że gdy znowu odjedzie, to po 2
        dniach samotności, znowu zacznę wątpić... sad Ale teraz to się nie liczy, a
        dzidzia pewnie czując moją radość znaowu zaczęła się wiercić tongue_outsmile))
        Zdaję też sobie sprawę, że wykazuję się wielką naiwnością w kontaktach z
        facetami... i nie tylko, ale taki urok wszystkich kobiet w mojej rodzinie -
        same naiwniaczki tongue_outsmile))
        Ale mimo, że dobiegam 30-stki nadal wierzę, że jak jest się dobrym, to ktoś
        inny też staje się dobry i do mnie dobro wróci. Więc czekam na decyzję mojej
        miłosci i nie napieram (a może powinnam być nachalna?), ale nie chcę kiedyś
        usłyszeć, że był ze mną tylko ze względu na dziecko. Mało tego, jeśli on się
        zdecyduje (oby...), to będzie mnie musiał jeszcze przekonać, że mnie kocha
        naprawdę, a nie tylko gada, i że jest na 100% pewny, że chce abyśmy ja i nasz
        bebik byli jego rodziną. Taka juz jestem... coś tam mi krąży... jakieś słowa,
        że dla dobra dziecka... ale moja mama była z ojczymem dla dobra mojego i
        siostry i żadne dobro z tego nie wynikło. Jak nie ma miłości między rodzicami,
        to g. z tego wyjdzie. Takiego jestem zdania i tego się trzymam smile
        No, to sobie znowu popisałam, a i tak nikt nic z tych moich urwanych myśli nie
        zrozumie smile)))) Trala la la, ale mam dziś humorek, mam ochotę wrzeszczeć jak
        bardzo Go kocham smile)) Ups, trzeba się uspokoić, bo głupkowato uśmiecham, a
        siedzę w pracy tongue_outsmile))
        • jasama3 Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 11:53
          Witam jestem tu poraz pierwszy ale to chyba będzie juz na zawsze miejsce dla
          mnie sad
          Bardzo bym chciała żeby to nie była prawda żeby nasz tatuś otworzył oczy ale
          tak się już chyba nie stanie
          Ja bardzo go kocham
          Boli mnie świadomość tego że nie chce tworzyć z nami rodziny
          Boje się że nigdy o nim nie zapomne bo codziennie będe patrzec jak rośnie nasze
          dziecko osoba która powstała równiez z niego
          Nie daję sobie juz rady ze swoim zyciem !!
          • naturella Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 17:02
            Jasama3, przykro mi bardzosad Ściskam Cię mocno...!
        • daga_ka Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 12:27
          asca25 napisała:

          > Zdaję też sobie sprawę, że wykazuję się wielką naiwnością w kontaktach z
          > facetami... i nie tylko, ale taki urok wszystkich kobiet w mojej rodzinie -
          > same naiwniaczki tongue_outsmile))

          Zabrzmi to źle i chociaż nie chcę Cię obrazić, to stwierdzam, że nie tylko
          naiwna, ale i niedojrzała strasznie jesteś a Twoje dziecko to powieli, bo
          niczego innego nie będzie znało. Otrząśnij się i pomyśl trzeźwo co się w Twoim
          życiu dzieje i czego naprawdę doświadczasz ze strony tzw partnera. Kobietą w
          ciąży trzeba się opiekować a on..eh szkoda słów.



          • asca25 Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 15:19
            Wiem o tym... Dlatego tu jestem i czytam te wszystkie wątki o alimentach,
            sprawach sądowych - choć mnie to przeraża. Nie chę by tak było z nami...

            Nic nie poradzę, że On jest dla mnie nadal ważny. Nie chcę też pamiętać tych
            chwil, które przeżyłam, gdy zobaczyłam jaką reakcją się wykazał na wiadomość o
            dziecku...

            Nadal mam nadzieję, że może będziemy razem i nie skreślę tego, jeszcze będę
            czekać, mimo cierpień... sad((

            Na koniec napiszę też, że znam taką samą historię, która wydarzyła się parę lat
            temu... on chciał by usunęła, ona tego nie zrobiła i czekała, a kiedy była w
            szóstym miesiącu on płakał i po brzuchu ją całował... i są udanym małżeństwem
            już od 7 lat i mają super dzieciaczka. Zawsze mnie to pociesza i dlatego BĘDĘ
            CZEKAĆ... jeszcze trochę... sad(

            Może mój facet też dojrzeje... liczę na to.
            • asca25 Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 15:34
              Tak czytam, czytam te posty... nie chcę też ziać nienawiścią do swojego
              partnera, jak niektóre kobiety tuitaj. Na nic mi się to nie zda, a tylko żyć
              trudniej.

              Moja decyzja - CZEKAM. Może się nie doczekam, ale może...
              • jasama3 Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 15:48
                Boże
                TO JEST NIESAMOWITE jak czytam twoje posty to tak jakbym o sobie i swojej
                sytuacji czytała nie muszę nic dodawać bo to jest to samo co u mnie..
                CZEKAM I BEDE CZEKAĆ...
                • asca25 Do jasama3 08.06.05, 15:54
                  Właśnie czytam wiadomości z twojego forum. Oj, przeszłaś więcej niż ja. U mnie
                  zero problemów z bejbikiem, mimo że na początku było tyle stresów, że schudłam
                  5 kg (a nigdy nie wymiotowałam). Pozdrawiam Cię serdecznie i już mam Twoje
                  forum w ulubionych, będę czytać i pisać smile
                  • asca25 Jeszcze do jasama3 08.06.05, 15:59
                    O Jezu... czytam kolejne posty. Z pracą też u mnie lepiej, mam dobrą,
                    wspaniałego, mądrego i wyrozumiałego szefa... i w miarę płatną. Akurat w moim
                    przypadku finanse nie będą ogromnym problemem (choć zdaję sobie sprawę, że
                    koniec z wieloma przyjemnościami)... problemem będzie tylko pustka po Nim... no
                    i to, że ze wszystkim zostanę sama (mój dzień, to będzie żłobek, praca, żłobek,
                    dziecko, krótki sen i tak na okrągło... nie ma co ukrywać przydałaby się druga
                    para rąk do pomocy smile ).
            • madziaa26 Re: Jestem "przypadkiem"... 08.06.05, 16:33
              asca!
              wiem,ze zdarzaja sie cuda,ale zastanow sie czy warto tak zyc w ciaglej
              niepewnosci?nie wiesz na czym stoisz.tez wierzylam tak jak Ty i inne
              dziewczyny,a teraz jak patrze na siebie z przed kilku miesiecy to zal mi
              siebie,ze bylam tak glupia,naiwna,ze wierzylam w niego i w to ze jednak
              bedziemy znow razem pomimo tego,ze kazal mi usunac,bo innego rozwiazania nie
              widzial.ciezko mi bylo przelknac przykra prawde,ze on sie po prostu nie
              zmieni.a tak na dobra sprawe,to co by to bylo za zycie z kims takim?kiedys
              myslalam,ze miloscia duzo zdzialam,kochalam go bardzo,moze nadal kocham,ale
              czasami sama milosc nie wystarczy.a teraz sama wychowuje mego cudnego syneczka
              i jestem naprawde bardzo szczesliwa,a z nim nigdy takiego szczescia nie zaznalam
            • madziaa26 jeszcze raz do asca 08.06.05, 16:42
              moze teraz w to nie wierzysz,ale jak juz Twoje Malenstwo bedzie na tym
              swiecie,to Twoj facet zejdzie na bardzo daleki plan,zycie wywroci sie do gory
              nogami,w pozytywnym tego stwierdzenia znaczeniu.dziecko daje tyle radosci ze
              brak slow,zobaczysz ze wszystko samo sie jakos ulozy i ze bedziesz szczesliwa
              • jasama3 Re: jeszcze raz do asca 08.06.05, 16:50
                może to nie było bezpośrednio do mnie ale bardzo bliska jest mi sytuacja ascy i
                ja wiem co ona czuje
                Powiedz madziaa myślisz że nam bedzie łatwo zapomniec o mężczyznach którzy
                pomimo tego że wyżądzili nam wiele krzywd to my dalej ich kochamy!! i powiedz
                czy to nie jest tak że bedzie nam bardzo trudno przecież my bedziemy patrzeć na
                nasze dzieci i dzieci też tych facetów których nadalkochamy a którzy nie chcą
                już z nami być Dlaczego nie mozemy żyć nadzieja czemu nam chcesz tą nadzieje
                odebrać? przecież nam nie zostaje nic nnego niż mieć nadzieję że oni przemyślą
                i wrócą...
                • leeya Re: jeszcze raz do asca 08.06.05, 16:54
                  Wydaje mi sie, ze teraz powinnyscie skupic sie na sobie i dzieciatkach, a nie
                  na tym, czy faceci wroca czy nie. I raczej przyjac, ze nie wroca. Wtedy bedzie
                  latwiej. I sprobowac pogozic sie z tym, ze bedziecie same... przynajmniej na
                  razie, bo facetow wieeeeelu wokol jestsmile

                  Mowie z wlasnego doswiadczenia.

                  Leeya
              • asca25 Re: jeszcze raz do asca 08.06.05, 16:56
                Szczerze mówiąc też tak myślę, że jak pojawi się moja kluseczka, to On może
                zejść "na drugi plan". Nie wiem, ale tak moze być, bo ja zawsze "matkowałam"
                facetom... Jednak na razie jest mi potrzebny. Uwierz, lepiej mi widzieć się z
                nim czasami i czasami czuć radość i szczęście, niż kolejne 4,5 miesiąca być w
                dołku. Myślę, że to i lepiej dla mojego bebika. A ponadto... ta szalona
                nadzieja... smile))
                • asca25 Re: jeszcze raz do asca 08.06.05, 17:04
                  A jeszcze dodam, że myśląc o Nim i czekając na niego wcale nie zaniedbuję
                  mojego dzieciątka. Jest na pierwszym miejscu! I nastawiam się na to, że będę
                  sama, dlatego tu jestem.

                  Przyznam się, choć nie chciałam zapeszać... On coś ostatnio wspominał o jakiejś
                  przeprowadzce do mnie, jak to sobie wyobrażam i coś o jakimś pierścionku (mam
                  gdzieś ten pierścionek, chcę tylko by był ze mną i żebyśmy spróbowali być
                  rodziną)... tylko na razie to były słowa... a ja wiem, że On dużo potrafi
                  mówić. Ale to wszystko powoduje, że myślę sobie, że on się nad tym naprawdę
                  zastanawia... możliwe oczywiście, że mnie zwodzi, bo ma jakieś tam swoje
                  cele... W takim razie widocznie chcę się łudzić...

                  Nie ma się co rozpisywać, ja tak postanowiłam i moja rodzina to akceptuje i
                  nikt się nie wtrąca. Ja dam mu jeszcze szansę... bo wiem, że on będzie kiedyś
                  bardzo żałował, jeśli nie dokona dobrego wyboru... więc czekam.
                  • madziaa26 Re: jeszcze raz do asca 08.06.05, 17:16
                    jak to czytam,to widze siebie,podobnie myslalm,a teraz zaluje,bo zadreczalam
                    sie tak naprawde na wlasne zyczenie,analizowalam kazde jego slowo i dopisywalam
                    do tego swoj scenariusz,a pozniej nic oprocz wielkiego rozczarowania i bolu
                    mnie spotkalo.nie twierdze ze i z Wami tak bedzie(oby nie),przytaczam tylko to
                    co sama przezylam.robilam wszystko zeby uratowac nasz zwiazek,zeby pozniej nie
                    miec niedosytu,ze czegos jednak nie zrobilam,zgadzalam sie na to czego on tylko
                    chcial,a on sie mna bawil i manipulowal,wykorzystal na maxa moja milosc,az
                    zaczelam sie zastanawiac czy on naprawde mnie kochal.i postanowilam na
                    przyszlosc,ze jesli bedzie chodzilo o faceta to nie bede sie ludzila i zyla
                    nadzieja,ale to jest tylko mije zdanie
                    • milcha1 Re: jeszcze raz do asca 08.06.05, 20:10
                      Naiwność ludzka nie zna granic.
                    • asca25 Do madzi 09.06.05, 12:45
                      Madzia, Ty teraz na to tak patrzysz, może ja też tak będę za parę miesięcy, ale
                      czy ktoś byłby do Ciebie w stanie przemówić, gdy nosiłaś dzidzię w sobie?
                      Pewnie nie... więc nie dziw się. Mnie bardzo pocieszyło, że jednak jestś
                      szczęśliwa teraz, mimo że go nie ma smile Cokolwiek się stanie ja na pewno też
                      będę. Pozdrawiam Cię i twojego bobaska cieplutko smile))
    • asca25 Czekam... 09.06.05, 12:34
      Cierpliwość i wiara również...

      Oj, dziewczyny takimi tekstami możemy sobie rzucać, to bezsens.
      • asca25 Na zakończenie 09.06.05, 12:53
        W sumie to już mnie bardzo zmęczył ten temat.

        Na zakończenie może napiszę co ja czuję. Mam w sobie coś nowego, oprócz
        fizycznego bebika w brzuchu, jakiś taki spokój, życzliwość, dobro dla
        wszystkich i radość, której nic nie zmąci, nawet On, gdy odejdzie. Teraz sobie
        myślę, że ja sama nie wiedziałam, jak ja tego dzieciaczka potrzebuję, czuję się
        jakaś taka "dopełniona", dowartościowana... nie umiem tego wytłumaczyć... ja
        nawet teraz jakoś bardziej kobietą się czuję...

        Kto by pomyślał jeszcze pół roku temu, że takie coś będę przeżywać... i że to,
        co początkowo wydawało się najgorszym nieszczęściem, może się okazać
        największym odkryciem, najwspanialszym celem w życiu!

        Doły, dołami, na pewno nie raz nie dwa jeszcze o nich usłyszycie, ale
        wewnętrznego spokoju i pewności nic nie jest w stanie zakłócić...
        • madziaa26 do asca 09.06.05, 14:25
          asca25 napisała:

          .
          >
          > Na zakończenie może napiszę co ja czuję. Mam w sobie coś nowego, oprócz
          > fizycznego bebika w brzuchu, jakiś taki spokój, życzliwość, dobro dla
          > wszystkich i radość, której nic nie zmąci, nawet On, gdy odejdzie. Teraz
          sobie
          > myślę, że ja sama nie wiedziałam, jak ja tego dzieciaczka potrzebuję, czuję
          się
          >
          > jakaś taka "dopełniona", dowartościowana... nie umiem tego wytłumaczyć... ja
          > nawet teraz jakoś bardziej kobietą się czuję...



          milo sie to czyta,czulam to samo,a im dluzej czekalam na mego Skarba tym
          bardziej bylam szczesliwa.wszystko chyba trzeba przezyc zeby cos
          zrozumiec,ciezkie to zycie a zarazem tak piekne.zobaczysz ze wszystko Ci sie
          ulozy,dzieki za pozdrowienia,rowniez w imieniu mego syneczka,pozdrawiam i zycze
          powodzenia.


          "co nas nie zabije,to wzmocni"
          • kini_m Re: do asca 10.06.05, 02:11
            Asca, a ja myślę że Ty żyjesz wyobrażeniem swojego faceta, a nie jego realną
            osobą. Jego zaletami i wadami. Nie godzisz sie z jego wadami, tylko próbujesz
            je pomijać (nawet gdy głośno mówisz). Chcesz w nim widzieć kogos innego niz sam
            jest. Masz fantazyjne oczekiwania co do niego, a nie oczekiwania oparte realnie
            o jego osobowość. Mam wrażenie że w końcu brutalnie to do Ciebie dotrze i wtedy
            być może go znienawidzisz. Więc może jednak zacznij mierzyć zamiary wg faktów,
            bo inaczej to będzię cie coraz bardziej bolało, aż kiedyś to będzie tak bardzo
            nie do wytrzymania że spotkacie sie "na noże" w sądzie.
            • kini_m Re: do asca 10.06.05, 02:18
              Co do tekstu:
              > Na to odpowiedział jeden z facetów biorących udział
              > w dyskusji, że trzeba uważać, żeby nie stać się takim "przypadkiem"...
              Mnie moja była pani ostatecznie potraktowała jak taki "przypadek" - i do
              dzisiaj nie wiem jak by dało się tego uniknąć. Tego zasadniczego wniosku który
              by przed tym uchronił do dziś nie mogę spuentować. Faceci równie dobrze dają
              sie "naciągnąć".
              • asca25 Do kini_m 10.06.05, 09:08
                Taaa... z tym życiem "wyobrażeniem" faceta możesz mieć rację... też już o tym
                myślałam... Wczoraj wieczorem przyjechał do mnie i dziś będzie kolejna tura
                poważnych rozmów... zobaczymy co z tego wyniknie... Ale coraz mniej boję się
                być sama i z tego się cieszę.
                Ja jestem wytrzymała, energiczna i zawsze optymistka - dam radę ze wszystkim...
                czasami tylko z żalem myślę o nim, że jeśli on nie weźmie się w karby, to
                smutne będzie jego życie... nie da sobie sam rady ze sobą i swoimi myślami...
                ale to będzie jego wola. Na razie czekam na niego, ale gdy postanowię, że to
                koniec, to nie będzie powrotów...

                Mimo to sądzę, że jak na obecną sytuację moja kondycja psychiczna zaczyna być
                całkiem dobra smile))
Inne wątki na temat:
Pełna wersja