Dodaj do ulubionych

Nie wiem - nie rozumiemiem...

13.06.05, 09:33
Nie rozumiemie czemu jeśli dorosły człwoiek nie interesuje sie własnym
dzieckiem przez X lat ( x= 2 , 3, 4,itd)- to nie jest wystarczający powód do
odebrania mu praw3 rodzicielskich.
Jesłi mataczy drugi opiekun zostawiłby dziecko na 2- 3 dni czy nawet 1 to
odebrano by mu prawa rodzicielskie.
Czytam tu i nie rozumiemi. Jak to jest . Kotos kopie dziecko w d.. na iuleś
lat - i ma do tego prawo...
I to jest OK.
To nie jest powód, to nie jest rażace zaniedbanie...
Prawa chce mieć każdy - ale obowiązek??? I to nie tylko aliemty, ale
obowiązek wobec dziecka...
Nie rozumiemiem...

Obserwuj wątek
    • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 13.06.05, 10:22
      Ja tez tego nigdy nie pojme sad
      Jesli matka zostawi dziecko z ojcem, chocby na miesiac, to ograniczenie jej
      wladzy rodzicielskiej jest zupelnie normalne, a jesli ojciec porzuca dziecko
      nawet na wiele lat to to nie jest powod dla sadu zeby pozbawic go wladzy
      rodzicielskiej, a czasami nawet o ograniczenie trudno.
    • tygrysica_krakow Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 13.06.05, 10:26
      Ja też tego nie rozumiem - oświecił mnie sąd. Były postępował tak jak piszesz -
      porzucił dziecko. Ale gdy tylko w sądzie powiedział, że kocha dziecko i chce to
      wszystko naprawić praw mu nie odebrali. Później on interesował się małą przez
      MIESIĄC. Później znowu zniknął. Nie odzywa się nawet w święta czy urodziny.
      Teraz mam inny dylemat. Wyszłam za mąż. Mała mówi do męża tato i ma w nim
      kochającego ojca. My nazywamy się inaczej, dziecko inaczej. Kiedyś gdy będziemy
      mieli wspólnego dzieciaczka cała rodzina będzie się nazywać inaczej niż moja
      córeczka. Ona na pewno będzie to przeżywać. Przynajmniej w pewnym wieku gdy
      dziecko najbardziej potrzebuje identyfikacji z rodziną. A to dlatego, że takie
      są problemy z pozbawieniem "tatusiów" waładzy rodzicielskiej. Gdyby ich nie
      było mój mąż adoptowałby Małą i byłoby po problemie.
      • tygrysica_krakow Jeszcze coś w kwestii matek... 13.06.05, 10:35
        Moja koleżanka urodziła dziecko w wieku 17 lat. rodzice wyrzucili ją z domu
        ponieważnie zgodziła się usunąć ciąży. Dziewczyna nie miała z nikąd pomocy.
        Trafiła z maluszkiem do domu dziecka. Gdy osiągnęła pełnoletność nie mogła już
        tam przebywać zostało tak natomiast jej dziecko. Przez cały czas gdy dziecko
        było w domu dziecka ta dziewczyna odwiedzała je codziennie, ale by zabrać z
        tamtąd małego musiała znaleźć prace i mieszkanie, a nie było to takie proste.
        Nie wiem dokładnie jak to się stało ale ograniczyli jej prawa do synka. I gdy
        już jako dorosła osoba po kilku latach chciała go wziąść do domu nie miała
        takiej mozliwości. Musiała długo walczyć w sądach by jej go oddali. Takie
        niestety mamy prawo.
      • bella74 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 13.06.05, 11:16
        Mam podobną sytuacje.Moje małżeństwo trwało b.krótko,slub z powodu ciąży,po
        rozwodzie(on złożył pozew i z jego winy rozwód) ze względu na dziecko zostawiłam
        sobie nazwisko exia.Potem drugi raz wyszłam za mąż i mam podwójne nazwisko (z
        drugiego związku mamy dziecko).Moje dzieci mają różne nazwiska,starsze to już
        nastolatek którym ojciec się nie interesuje zupełnie i też mam problem z
        pozbawieniem władzy rodzicielskiej(zupełnie nie zna ojca,nawet nie wie jak on
        wygląda).
    • daggy Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 13.06.05, 19:34
      Widocznie miałam szczęście - sędzina uznała całkowity brak kontaktu z dzieckiem
      za wystarczający powód do odebrania władzy rodzicielskiej. Wystarczyła jedna
      sprawa.
      Ale ja nie otrzymywałam również alimentów.
    • virtual_moth Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 13.06.05, 20:41
      megan58 napisała:


      > Czytam tu i nie rozumiemi. Jak to jest . Kotos kopie dziecko w d.. na iuleś
      > lat - i ma do tego prawo...
      > I to jest OK.

      Po poście klementynki załamałam się po prostu. Na to wygląda właśnie - facet ma
      gdzieś dziecko, a wystarczy, że przyzna się do udziału w jego zapłodnieniu (bo
      wygląda na to, że nic ponad to nie zrobił), a już ma pełnię władzyuncertain
      • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 14.06.05, 01:36
        No tak was czytam i się nie dziwię że nie rozumiecie "Dlaczego?".
        Przecież mieszacie pojęcia: ograniczenie władzy r, pozbawienie władzy r, pełnia
        władzy r. A każde z tych pojęć ma inne znaczenie dla dziecka.
        A jedyne co tkwi w waszych postach to "pozbawić ojca wszystkiego" jednoczesnie
        zapominając że w gruncie rzeczy "pozbawiacie dziecko szansy."
        Różnica jaka jest pomiędzy sędziami a waszym rozumowaniem jest taka że sędzia
        zazwyczaj zdaje sobie sprawę że to pierwsze (pozbawienie władzy)
        uprawdopadabnia to drugie (pozbawienie dziecka szansy poźniejszego kontaktu z
        dzieckiem).
        A wy wcale nie widzicie tego drugiego (pozbawienia dziecka szansy) będąc
        bardziej kierowanymi emocjami a nie mozliwosciami na przyszłość.
        Przykład: Co by się stało gdyby sędzia pozbawił praw rodzicielskich w histori
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=22839219 (MOJE SERCE KLĘKŁO I
        ZAPŁAKAŁO -MAM DOŚĆ Autor: nadzieja75)
        Zrobiłby krzywdę dziecku. I sedziowie zdaja sobie z tego sprawę, a dziwne że
        matki nie.

        ...i wcale tu nie bronię praw ojców, w ogóle tu uciekam od dywagacji o prawach
        i obowiazkach matek i ojców. Bo w zaistniałych juz warunkach dla tej kwesti ma
        to poboczne znaczenie. Tu chodzi tylko o niekonieczne zaprzepaszczanie szans
        dziecka w przyszłości.
        Cóż gdy matki myślą że są w stanie w pełni zastapić ojca (lub ojczym)... Wobec
        takiej postawy każda polemika wymięka.
        • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 14.06.05, 01:43
          ps: oczywiście istotny jest ostatni post na wątku
          • edzieckokarenina Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 18.06.05, 13:19
            ps: oczywiście istotny jest ostatni post na wątku
            ****
            człowieku! hehe co Ty piszesz? a popatrzyłeś się na daty? między pierwszym
            postem autorki a oststnim jest różnica kilku dni-nawet nie tygodniawink)))))
            jasne jest że nawet jakby złozyła pozew o odebranie praw rodzicielskich to nie
            mialaby podstaw -bo niby jakie??? że tato nie widzial córeczki 5 dni?
            heheeh-boskie jest to co piszeszwink
            sprawę o pozbawienie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej wnosi się do sądu
            jeśli ojciec(bo najczęściej są to ojcowie) olewa dziecko przez kilka miesięcy
            czy lat.I to jest w interesie dziecka-w razie np.wypadku(odpukać) matka
            przecież nie będzie szukała ojca po świecie aby ten wyraził zgodę na operację
            dziecka.Nawet z ograniczonymi czy odebranymi prawami ojciec może-a wręcz
            powinien-odwiedzać dziecko.Wiec nie gadaj tu bzdur o szansie-ojciec dziecko
            może odwiedzać-ale jak jest idiotą to tego nie robi
        • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 14.06.05, 08:01
          Proroku ty nasz Kini to ty MYLISZ pojecie wladzy rodzicielskiej i kontaktow z
          dzieckiem. Ojciec pozbawiony wladzy rodzicielskiej moze nadal kontaktowac sie z
          dzieckiem, jesli sad nie orzekl o zakazie kontaktow. A ojciec ktory porzuca
          dziecko na wiele lat na ZADNE szansy nie zasluguje i nie moze on NIC
          wartosciowego wniesc do zycia dziecka. Stad dziwia wszystkich decyzje sadow.
          • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 14.06.05, 08:19
            Pelaga - DOKŁADNIE.
            Uwazam , ze jesli ojciec który ma gdzies dziecko przez X lat - to znaczy
            wszystko mu jedno czy dziecko zdrowe czy chore, czy ma gdzie spac, czy ma sie w
            co ubrac , czy zyje czy moze juz nie. .. to chyba dosc duze zaniedbanie by
            odebrac prawa o decydowaniu o dziecku - a co do wiezi - ma je całe zycie i z
            prawami i bez nich . I na to by miec prawa - trzeba też mieć obowiąki a nie
            tylko puste obietnice...
            Smieszna obrona , kini , nijaka i jak zawsze ZAKŁAMANA....
            • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 14.06.05, 08:33
              A wiesz co mnie najbardziej brzydzi , ze jako tarcze i ochrone dla praw ojcow -
              ktorzy na to nie zaslugauja wyciagsz dzieci i uderzasz w nute rozpaczy serca
              dzieciecego...
              A ja Ci powiem , ze tata stajesz sie nie poprzez prawa ale poprzez obowiażki i
              tak też stajesz sie matka...
              Dziecko nie rozpacza za ojcem ktorego i tak nie ma - bo brak kontakatu i tak
              spra3wai , ze ojca nie ma .. - to ze ojciec ma prawa - nie poprawia wiezi,
              aledziecko teskni za ojcem -PRAWDZIwym_ to znaczy takim jaki widzi wu saisada -
              gddy porwadzi dzieci do przedkczola czy takim jak widzi gdy pomaga swojej
              zonie.. Oj tak kini - samam przekonałam sie jak moze byc wazne dla dziecka jak
              ojciec traktuje matke - nawet po rozwodzie.
              Moich odpowiedzi na Twoje posty wiecej nie bedzie .
              • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 18.06.05, 00:16
                Pelaga
                > Proroku ty nasz Kini to ty MYLISZ pojecie wladzy rodzicielskiej
                > i kontaktow z dzieckiem. Ojciec pozbawiony wladzy rodzicielskiej
                > moze nadal kontaktowac sie z
                > dzieckiem, jesli sad nie orzekl o zakazie kontaktow
                Zejdź z teorii na ziemię Pelaga. Mam całkowite prawa i z córką nie moge
                zobczazyć od 5 miesięcy.
                I wiadomo że to nie od praw zależy - a jedynie od stanu psychicznego matki
                dziecka (i stale wpływającej na nią rodzinę, a być może i także forumowiczek.
                Takich jak Ty?).
                Matka rozbiła dziecku rodzinę, odebrała ojca - a Wy ją
                jeszcze "podtrzymujecie???" na duchu.

                Megan
                > A wiesz co mnie najbardziej brzydzi , ze jako tarcze i ochrone dla praw
                > ojcow -
                > ktorzy na to nie zaslugauja wyciagsz dzieci i uderzasz w nute rozpaczy serca
                > dzieciecego...
                Mnie brzydzi że Ty tak ujmujesz sprawy - jesli ja przywołuje ten problem to Ty
                twierdzisz że robie to w obronie praw ojców. Chyba lubujesz sie w wypaczaniu
                intencji.

                > Dziecko nie rozpacza za ojcem ktorego i tak nie ma - bo brak kontakatu i tak
                > spra3wai , ze ojca nie ma .. - to ze ojciec ma prawa - nie poprawia wiezi,
                > aledziecko teskni za ojcem -PRAWDZIwym_ to znaczy takim jaki widzi wu
                saisada -
                > gddy porwadzi dzieci do przedkczola czy takim jak widzi gdy pomaga swojej
                > zonie..
                To se zobacz choćby watek Aggtty :"Ojciec nie widział dziecka od 1,5 roku :
                ( ... " (forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=23451307&v=2&s=0)
                Czytasz forum wybiórczo, czytasz tylko to co chcesz. Jako fakty opisujesz swoje
                wyobrażenia, pobożne życzenia. Dla mnie to dowód że Ty w ogóle patrzysz na
                dziecko przez jakieś "dziwnie nierzeczywiste okulary". Zapewne nie odróżnasz
                własnych potrzeb od potrzeb dziecka (w tych miejscach gdzie sie istotnie
                różnicie). Pewnie nawet nigdy nie krzywdziwz włąsnego dziecka (tzn - tak ci sie
                zdaje). Nie dziwne że nie masz ochoty na polemikę, bo Twoje stanowisko jest nie
                do obrony.
                Jedna oczywistość: Jeśli trafiłaś na faceta który nie chce pomagać własnemu
                dziecku to nie utozsamaij mnie z nim, bo kreując taka opinię o ojcach wokół
                dziecka to sie kiedyś odciśnie na dziecku. Zejdź w końcu ze swojej awersji na
                ziemię.
                • edzieckokarenina Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 18.06.05, 13:23
                  Matka rozbiła dziecku rodzinę, odebrała ojca - a Wy ją
                  jeszcze "podtrzymujecie???" na duchu.
                  ***
                  widocznie potrzebne jej wsparcie-ty nie wyglądasz na człowieka zdołowanego.
                  btw.skoro masz pełnię praw rodzicielskich to dlaczego z nich nie skorzystasz?
                  • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 19.06.05, 00:39
                    > btw.skoro masz pełnię praw rodzicielskich to dlaczego z nich nie skorzystasz?
                    Bo jak na razie jedynym "prawem" z którego matka córki umożliwia mi korzystać -
                    to być bankomatem na alimenty. Od 5 mies nie pozwala córce i mi się zobaczyć.
                    Bo w gruncie rzeczy zadrości mi stosunków z córką i poprostu lęka się utraty
                    władztwa nad dzieckiem. Bo TAKĄ RÓWNĄ mam córkę.
                    Więc pozostało jej jedynie bujnie wymyslać mi agresję i przemoc, zapomniając że
                    tymi momentami były jej napaści na moją osobę.
                    Ale przecież kto na tym świecie wierzy, że kobiecie puszczają nerwy? Przecież
                    statystyki wskazują co innego, więc trzeba w to wierzyć co podają. A jeśli
                    wychowała się w domu alkoholowym to przecież biedulka, ale napewno przecież nie
                    agresywna!?.

                    > widocznie potrzebne jej wsparcie
                    Wsparcie jej oczywiście potrzebne. Przez kilka lat próbowałem jej pomóc aby w
                    końcu odcięła się od chorego domu, zwłaszcza gdy przychodziła z depresją od
                    swoich rodziców. Niestety nie udało się pokonać wyrosłego tam konfliktu
                    emocjonalego. Doszła do kryzysu, bo oczekiwałem partnerstwa (zamiast ciągle
                    bycia jej tatusiem).
                    Dzisiaj w tym kryzysie ona otrzymuje wiele wsparcia, zwłaszcza w obmawianiu
                    partnera który stawiał we wspólnym życiu najnormalniejsze oczekiwania.
                    Sorry, ale w naszej sytuacji rozbicie emocjonalne nie miało genezy w naszym
                    związku.
                    I dziś wiem że jedyne co mógłbym zrobić - to częściej zakładać gumę aby w tak
                    chorym jeszcze związku nie urodziło się dziecko. Bo bez wiedzy terapeutycznej,
                    to nic dobrego tu nie było możliwe na dłużej.

                    > ty nie wyglądasz na człowieka zdołowanego
                    Powiedz to mojemu żołądkowi, który nie wytrzymał i 2 tyg po otrzymaniu jej
                    agresywnego pozwu nie wytrzymał, rozpadł się w drzazgi, i trzeba go było
                    zszywać na stole chirurgicznym. (Nie życzę nikomu takiego przeżycia. Zresztą
                    ktoś inny tu też pisał, że po takim związku wyszedł nawet z nowotworami.)
                    Tak, słów jeszcze używam. Ale w środku organizm nie wytrzumuje, gdy czuje że
                    własne dziecko jest krzywdzone, i to przez osobę która winna mu pomagać. A ja
                    NIC, NIC, NIC, NIC nie mogę zrobić poza wpłacaniem pieniędzy.
                    Ja: -"Ja jakoś sobie daje radę."
                    Mój lekarz: -"Nie, przecież wylądował pan na stole operacyjnym."
                    Pani porwała dziecko, ale oczywiście w pozwie i wszystkim głosi że to ja
                    groziłem porwaniem dziecka, itp, itd. (Klasyczne: krzyczę że nie krzyczę, i tak
                    w kółko Macieju).
                    Pani zapomniała ile moich wad ponaprawiałem, żyje jakimiś starymi sytuacjami z
                    przeszłości gdy sam się uczyłem życia. Lubuje się wygrzebywaniu dawno
                    nieaktualnych faktów lub wprost wymyślaniu nowych. Może po rozprawie (wtorek)
                    napiszę jeszcze jak "ładnie" ostatnio wymyśliła mi zboczenia seksualne w
                    stosunku do dziecka. Kolejne szczyty obrzydlistwa.
                    Współczuję jej. To była osoba ze wspaniałymi osobistymi predyspozycjami. Ale
                    rodzina skrzywiła jej "kręgosłup".
                    Ale jak ja mam potraktować ją na rozprawie znając jej wymysły?
                    Jak zachować szacunek dla osoby która nie zna granic w tworzeniu obrzydlistw?
                    Przecież ona nawet sędziemu powiedziała że nie chce mediacji.
                    • kammik Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 19.06.05, 09:01
                      Fajnie, fajnie, wszyscy zabraniaja, utrudniaja, policje wzywaja. A z ciebie
                      taka pierdoła, ze potrafisz tylko siedziec i biadolić nad sobą. Wygodne, nie
                      przeczę. Pozwol, ze zapytam - co zrobiles w zeszlym tygodniu, zeby zobaczyc sie
                      z corka? W zeszlym miesiacu? Polroczu?
                      • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 20.06.05, 01:37
                        > Fajnie, fajnie, wszyscy zabraniaja, utrudniaja, policje wzywaja. A z ciebie
                        > taka pierdoła, ze potrafisz tylko siedziec i biadolić nad sobą. Wygodne, nie
                        > przeczę. Pozwol, ze zapytam - co zrobiles w zeszlym tygodniu, zeby zobaczyc
                        > sie z corka? W zeszlym miesiacu? Polroczu?

                        I niestety ze względu na sytuacje procesową nie mogę Ci odpowiedzieć na pytanie
                        (tzn. mógłbym, ale gdyby exia to tutaj zobaczyła to utrudniłbym sytuacje dla
                        kontaktów córki ze mną).
                        Mogę tylko enigmatycznie powiedzieć:
                        Nawet tearaputa zajmujący sie problemami dotyczącymi Exi przyznał że pewien
                        rodzaj bierności w pewnym okresie jest słuszną postawą. (Niestety nie moge tego
                        rozwinąć szerzej przed zakonczeniem postępowania.)
                        Ale nawet ostatnie przerzedzenie działań ma konkretną strategię (zwł dla
                        dziecka) i wynika z aktualnej postawy exi.
                        Więcej nie mogę teraz ujawnić.
                        • kammik Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 20.06.05, 07:59
                          Szkoda, ze sie z nikim nie zalozylam, ze olewasz swoje dziecko - wygralabym w
                          cuglach.

                          > Nawet tearaputa zajmujący sie problemami dotyczącymi Exi przyznał że pewien
                          > rodzaj bierności w pewnym okresie jest słuszną postawą.

                          Jesli o ciebie chodzi, to na pewno - milo, ze zdajesz sobie sprawe z wlasnych
                          klopotow psychicznych i izolujesz sie od dziecka. Swoja droga, musze to do
                          wokabularzyka dopisac - "przerzedzenie dzialan" jako kolejny eufemizm
                          wyrazajacy to, ze wlasne dziecko ma sie ponizej plecow.
                        • pustelblume Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 20.06.05, 12:00
                          To jest cholera jakieś chore. Jaka pewna bierność?Jaki psycholog to doradza?
                          Znam takie uniki z autopsji, potem w sądzie można powiedziec, że wredna matka
                          utrudnia lub uniemożliwia kontakty z dzieckiem.Procedura prosta: dzwonisz i
                          chcesz widziec dziecko za pól godziny - ja nie - można przyholować patrol i juz
                          dowód, że matka nie chce "wydać" dziecka. Można dzwonic i po jednym sygnale
                          odłożyć słuchawkę - w bilingu jest ślad, że telefony są notorycznie nie
                          odbierane. Mozna jeszcze chodzic do przedszkola na "widzenia" z dzieckiem.
                          Wtedy to przedszkolanki można na świadków powołać. Krew mnie zalewa jak czytam
                          takie pieprzenie.
                          • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 22.06.05, 00:49
                            > Krew mnie zalewa jak czytam takie pieprzenie.
                            Bo nie wierzysz że matki umieją tak utrudniać życie, i nakręcać się wymyślanymi
                            argumentami.

                            > Procedura prosta: dzwonisz i
                            > chcesz widziec dziecko za pól godziny
                            Tez bym tak chciał aby działania przez Ciebie sugerowane odnosiły skutek.
                            Dzwoniłem kilka razy tygodniowo - ale uzyskiwałem tylko wykręcanie kota ogonem,
                            wrzask w słuchawce, grożenie że jeśli przyjdziesz to wezwę policję (ma do tego
                            prawo 193 KK).
                            Kilka razy przy próbie widzenia juz nasłała na mnie policję (choć to głównie
                            teściowa inspirowała).
                            I niech exia tu przypadkiem nie próbuje wciskać kitów że byłem agresywny, bo
                            tylko za to że chciałem być z dzieckiem nasyłała policję.
                            Gdy zrozumiałem że temu wszystkiemu przy telefonie z drugiej strony u exi
                            przysłuchuje się córka - zrezygnowałem. Ile można coś takiego dziecku fundować?
                            To nie są uniki.To już lepiej poczekać na sąd.

                            > można przyholować patrol i juz dowód, że matka nie chce "wydać" dziecka
                            Patrol - będzie po tej stronie kto ma tytuł do mieszkania, a nie do dziecka.
                            (Policja nie ingeruje w sprawy rodzinne, ale w własnościowe to tak.)

                            > Mozna jeszcze chodzic do przedszkola na "widzenia" z dzieckiem.
                            Tej jednej sprawy nie znam: czy jeśli exia nagada w przedszkolu że ojciec jest
                            agresywny to czy wpuszczą do przedszkola?
                            • carlafehr Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 12:35
                              Kini, Ty mi jako ojciec wyjaśnij jedną sprawę: dlaczego skoro byliście
                              małżeństwem i mieliście oboje pełnię praw rodzicielskich, w momencie rozstania
                              dziecko zostało przy matce a nie przy Tobie? Dla mnie to pytanie fundamentalne:
                              przy rozstaniach to zawsze matka poczuwa sie do opieki nad dzieckiem, a nie
                              ojciec. Dlaczego nie zająłeś się dzieckiem, zwłaszcza że ubolewasz, że matka
                              jakby nie bardzo przy zdrowych zmysłach? Pytam, bo z 1 wyjątkiem to żaden ze
                              znanych mi ojców przy rozstaniu nie zainteresował sie dzieckiem, i albo
                              samotnie opuszczał rodzinę albo pozwalał na to, żeby żona odeszła z dzieckiem.
                              Dla większości kobiet nie do pomyślenia jest zostawienie dziecka, dla
                              większości facetów nie do pomyślenia jest zabranie ze sobą dziecka. A potem
                              płaczą, że sądy takie tendencyjne...
                • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 20.06.05, 09:05
                  Kini - jako kłamaca i oszusta - bo w atkiej roli pozanłam Ci na forum - nie
                  obrażaj mnie. Nie broni nikogo i nie podeszłam do sprawy osd stronuu jedengo
                  przypadku =Ale od chrakterystycznego - juz któregos z koleji wpisu..
                  Wiec jesłi możęsz nie pisz pod moimi wpisami i w moim poscie .
                  • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 20.06.05, 10:57
                    Za cześc postu:"jako kłamaca i oszusta " - Przepraszam. Powinnam napisać , ze
                    okłamałeś mnie na forum i oszukałeś - podajać sie za kobite. To sprawiło iż dla
                    mnie jestes człowiekiem niegodnym ani zaufania ani nie ma sensu z Toba
                    dyskutowąc. A co za tym idzie - nie widze sensu byc sie dopisywał do moich
                    watków.
                    Ad1. Teskt o tesknocie za prawdziwym tata jest nie moj..
                    2. Ja nie mam problemu poruszonego w tym watku - wiec nie probuj mnie obrazac
                    płytka pseud psyhoanaliza.
                    3.Nie broniłam nikogo - ale nie ma wikszego zaniedbanai niż nieinteresowanie
                    sie własnym dzieckiem - I Twoj problem tu mnie nie interesuje - bo chyba nie
                    dotyczyc...

                    Od punktu 3 jest tylko jeden wyjatek - taki , ze jesli ososba mogła by wyżadzic
                    krzywde psychiczna lub fizyczna dziecku to lepiej zeby sie nie interesowała...
                    Od i wszystko
                    • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 22.06.05, 01:06
                      > Od punktu 3 jest tylko jeden wyjatek - taki , ze jesli ososba mogła by
                      > wyżadzic krzywde psychiczna lub fizyczna dziecku
                      > to lepiej zeby sie nie interesowała... Od i wszystko
                      Jasne, i przytakuję.
                      Ale druga strona medalu jest taka że osoba w kryzysie psychicznym (którego
                      główne podłoże często jest w dzieciństwie a nie we związku) chcąc pozbyć się
                      partnera wymyśla jemu krzywdzenie psychiczne - i już zaczyna zarzucać znęcanie
                      psychiczne i fizyczne.
                      A teraz przypatrzmy się: przejrzyj WSZYSTKIE wpisy mojej exi, i pokaż
                      jakikolwiek moment gdzie krzywdziłem własne dziecko (dziecko, a nie rzekomo
                      ją). NIE MA TAKIEGO. Ale exia mimo to zakazała widywań z dzieckiem.
                      I to jest największa krzywda dla dziecka.
                      To exia skupia się tylko na sobie. Utożsamaia krzywdzenie jej osoby z
                      krzywdzeniem dziecka. (i tu nawet nie jest istotne czy krzywdzenie exi jest
                      prawdziwe czy wyimaginowane).

                      > ale nie ma wikszego zaniedbanai niż nieinteresowanie
                      > sie własnym dzieckiem
                      Zgadzam się.
                      Dokładanie tak samo jak zabranianie mu widywań z własnym rodzicem.
                      (Bo stwarzanie dla dziecka poczucia nieinteresowania.)
                  • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 22.06.05, 00:53
                    ah, megan....
    • anetina Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 20.06.05, 13:03
      przejrzałam tak trochę pobieżnie Wasze opinie
      doszłam tylko do jednego wniosku
      jeśli się mylę, poprawcie mnie

      matka zabierając lub ograniczając prawa ojcu jest "wyrodną" matką
      nie ważne, że ojciec nie interesował się matką podczas ciąży, że nie widział
      dziecko ani razu, nie wspominając już o braku innego typu kontaktów (chociażby
      przez telefon)
      ojciec może po prostu po kilku latach przyjść i powiedzieć, że chce widywać
      dziecko np. codziennie ???
      to wtedy jest kochany tata ???

    • aggtt Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 21.06.05, 00:04
      I ja też nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem
      odwója moralność tego kraju, moje miłe Panie mnie dobija...
      • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 22.06.05, 22:05
        ojciec to ojciec, i matka to matka
        A pamiętacie scenę z chorą psychicznie matką w filmie "Tato"?
        Czy jeśli ojciec wtedy zabierał dziecko do matki do szpitala to było źle czy
        dobrze?
        Czy jednak z powodu choroby psychicznej trzeba dziecku oszczędzić kontaktu z
        takim rodzicem?
        • kini_m Aggt, Anetino... 31.07.05, 19:43
          Nie, Anetino i Aggtt.
          Tu nie ma żadnej podwójnej moralności.
          Trzeba pamiętać o dwóch rzeczach:
          - Matka utrudniająca kontakty jest niedojrzałą osobą, tak samo jak ojciec nie
          chcący znać dziecka. Myślę że każde z takich rodziców winno mieć ograniczone
          prawa rodzicielskie. Bo taka matka ocenia świat w sposób wypaczony, i
          wypaczenia przekaże dziecku w trakcie wychowawania.
          - Jestesmy w kręgu kultury chrześcijańskjiej gdzie obowiązuje przypowieść o
          synu marnotrawnym, jakkolwiek by ona trudna nie była w zastosowaniu. I wcale ta
          przypowieść nie znaczy to że istnieje podwójna moralność.
          • anetina Re: Aggt, Anetino... 01.08.05, 07:23
            kini_m napisał:

            > Nie, Anetino i Aggtt.
            > Tu nie ma żadnej podwójnej moralności.
            > Trzeba pamiętać o dwóch rzeczach:
            > - Matka utrudniająca kontakty jest niedojrzałą osobą, tak samo jak ojciec nie
            > chcący znać dziecka. Myślę że każde z takich rodziców winno mieć ograniczone
            > prawa rodzicielskie. Bo taka matka ocenia świat w sposób wypaczony, i
            > wypaczenia przekaże dziecku w trakcie wychowawania.
            > - Jestesmy w kręgu kultury chrześcijańskjiej gdzie obowiązuje przypowieść o
            > synu marnotrawnym, jakkolwiek by ona trudna nie była w zastosowaniu. I wcale
            ta
            >
            > przypowieść nie znaczy to że istnieje podwójna moralność.



            Wiesz co, ja nie utrudniam kontaktu. Jak mogę komuś utrudniać, kto nie zadzwoni
            do nas, nie przyjdzie, nie napisze !?

            Możesz mi na to odpowiedzieć !?
          • leeya Kini_m 01.08.05, 10:04
            Kini, Czlowieku, ale Ty pieprzysz. Juz normalnie nie moge!! masz jakas manie
            podciagania WSZYSTKIEGO pod Twoja teorie, ale nie Bratku, nie pozwole Ci wiara
            manipulowac dla udowodnienia wlasnych racji. I teraz co do Twoich slow:

            kini_m napisał:

            > - Jestesmy w kręgu kultury chrześcijańskjiej gdzie obowiązuje przypowieść o
            > synu marnotrawnym, jakkolwiek by ona trudna nie była w zastosowaniu. I wcale
            ta
            >
            > przypowieść nie znaczy to że istnieje podwójna moralność.
            ----------------------------
            Jak sam zauwazyles, jest to przypowiesc o SYNU marnotrawnym. A nie o OJCU
            marnotrawnym czy MATCE marnotrawnej. W Pismie jest napisane: "Cokolwiek
            uczyniles jednemu z braci moich najmniejszych mnie to uczyniles". Grzech
            zaniechania wobec wlasnego dziecka jest ogromnym grzechem. Czy dotyczy On matki
            czy ojca. Niezaleznie. Wybaczyc ojcu, ktory porzucil dziecko? Tak, bo w pismie
            jest napisane, ze trzeba nadstawiac drugi policzek. Ale tez trzeba pamietac, ze
            czlowiek ma tylko 2 policzki. Nie mozna wybaczac w nieskonczonosc tego samego
            grzechu. Nawet jezeli chodzisz do spowiedzi, to dostajesz rozgrzeszenie ale i
            pokute, ktora ma byc zadoscuczynieniem Bogu za Twoje grzechy. Ja mam swojego
            spowiednika, ktory zna mnie od dziecka. I jezeli raz po raz spowiadam sie z
            tego samego grzechu, On to dokladnie pamieta i raz nie dal mi rozgrzeszenia. Bo
            obiecalam poprzednio poprawe, a jednak znow w ten sam sposob grzeszylam. Tak,
            nie jestesmy Bogiem i nie powinnismy decydowac, komu wybaczyc a komu nie,
            tylko "...odpusc nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom..."
            Tylko, ze jest tu jeszcze jeden ogromny problem. Matka/Ojciec moze wybaczyc,
            ale tak na prawde jest to grzech przeciwko DZIECKU i to Ono glownie ma
            zadecydowac, czy wybaczy rodzicowi, ktory o nim zapomnial czy nie. Tak jak i to
            czy wybaczy rodzicowi, ktory nie zezwalal na kontakty z drugim rodzicem czy
            nie.
            Takze Kini, nie wyskakuj mi tu z przypowiesciami biblijnymi, bo calosc nauki
            Chrystusa mowi zupelnie co innego, niz Ty probujesz tu pokazac. A przypowiesc o
            synu marnotrawnym mowi glownie o tym, ze powinno sie wybaczac dzieciom ich
            bledy i pomylki, a nie, ze powinno sie przytulac do serca rodzica, ktory
            skrzywdzil dziecko. Bo grzech wobec dziecka jest w kulturze chrzescijanskiej
            bardziej pietnowany niz grzech wobec doroslego. Bo kultura chrzescijanska
            traktuje dziecko jako bezbronnego malego czlowieka, ktorego powinnismy otaczac
            opieka.

            Wiec swoje slowa:
            > Tu nie ma żadnej podwójnej moralności.
            Mozesz sobie gleboko wsadzic. Bo jak mnie uczyli na logice, wniosek wysnuty na
            podstawie blednych zalozen jest bledny. Rozpocznij jeszcze raz swoje
            przemyslenia i wywod logiczny. A jak Ci sie nie chce zaglebiac w CALOSC
            literatury na jaka sie powolujesz (Biblia) to idz do experta, moze dyskusja z
            nim rozjasni Ci troche w glowie. No i mnoe przy okazji spowiedz Ci dobrze
            zrobi. Tylko pamietaj, Bog to nie forum, On wie wszystko i widzi wszystko, w
            konfesjonale nie mozna klamac ani glupio sie tlumaczyc i stosowac zaprzeczania
            wszystkim faktom.

            Zycze milego budowania nowej teorii. Bez przeklaman, ktore mnie osobiscie do
            szewskiej pasji doprowadzaja.

            Leeya
            • poxywka Re: Kini_m 01.08.05, 10:42
              leeya - spokojnie; z psychopatami nie mozna nerwowo

              odnosnie ograniczenia praw rodziecielskich w takiej sytuacji to maja sie one
              nijak do ograniczenia wiezi ojca z dzieckiem; te wiez ograniczyl sobie sam
              ojciec nie odzywajac sie do dziecka; nalezy sie liczyc potem z konsekwencjami;
              zabiera sie prawa, aby takie indywiduum nie mialo wplywu na losy dziecka; aby
              dziecko moglo wyjechac za granice bez petania sie o podpis, by matka mogla o
              nim decydowac samodzielnie; zycie to nie bajka, nie masz w nim zagwarantowanej
              drugiej szansy; jesli rodzic opusci dzieciaka to czy ten drugi rodzic pozwoli
              mu sie spotykac potem z dzieckiem to moze nie byc najwiekszy problem; to
              wlasnie dziecko moze w koncu miec danego rodzica w glebokim powazaniu; a jesli
              ktos pojawia sie i znika znow - to wlasnie byc moze dla dobra dziecka nie
              powinno mu sie pozwolic na ponowne wizyty
              pozdrawiam
              poxywka
              • magdalens Re: Kini_m 01.08.05, 11:42

                Mając matkę która za mnie zdecydowałaby, że nie będę się spotykać i znać ojca
                bo zapomniał o mnie przez x lat ale później starał się odnowić ten kontakt.
                Znienawidziłabym ją obwiniałabym za wszystko bo nie dała mi samej szansy na to
                żeby się przekonać czy ten człowiek zasłużył na drugą szansę czy nie.
                Tłumaczenia , że to dla twojego dobra nie pomogłyby mi bo czułabym, że świat
                mógłby być zupełnie inny, że mogłabym miećświadomość że mam tego drugiego
                rodzica i on się stara i chce być tym rodzicem. To w mojej gesti byłoby
                osądzenie go nie jej.
                • poxywka Re: Kini_m 01.08.05, 13:37
                  jasne, jesli ojciec (lub tez matka) porzucili dziecko i ockneli sie po roku,
                  dwoch na pewno warto dac im szanse dla dobra dziecka; ale jesli tak co roku
                  przepadaja i wracaja na miesiac z postanowieniem poprawy to jestes pewna, ze
                  psychice dziecka wyjdzie to na zdrowie ?? ja nie wiem, ale wydaje mi sie, ze
                  niebardzo; tak czy inaczej odebranie praw rodzicielskich jest dla mnie bez
                  zwiazku i osobiscie nie wahalabym sie
                  pozdrawiam
                  poxywka
                  • magdalens Re: Kini_m 01.08.05, 13:43

                    nie mnie decydować o tym co każda z was zrobi z własnym dzieckiem i jak będzie
                    postrzegać jego potrzeby posiadania obojga rodziców.
                    Jeszcze jedno pytanie czy jest to tak strasznym utrudnieniem dla matki jeśli
                    ojciec pojawia się i znika ( nie popieram tego jest to napewno nie zdrowe dla
                    dziecka) ale zastanawiam się co jest mniejszym złem, to że się pojawia i znika
                    czy to że go wogóle nie ma i to jak decyzję o izolacji odbierze później dziecko
                    biorąc pos uwagę fakt że kiedyś spotka tego drugiego rodzica i dowie się o
                    sprawie z jego strony. Komu wtedy zaufa matce czy ojcu i odwrotnie zalezy kto
                    odejdzie.
                    • poxywka Re: Kini_m 01.08.05, 13:53
                      ja akurat takich problemow nie mam, bo ex jest lepszym ojcem niz byl w czasie
                      trwania malzenstwa; jednak nie nalezy do ludzi przesadnie slownych i wiem, ze
                      mlody potrafi przezywac sytuacje 'tatus nie przyszedl bo nie mogl'; jesli ex
                      fundnalby dziecku ze dwa razy taka traume 'pojawiam sie na miesiac i znikam na
                      rok' chyba wydlubalabym mu oczy; nie jestem przekonana czy lepiej wtedy miec
                      ojca czy nie miec wcale; jesli dziecko byloby juz wystarczajaco duze
                      postaralabym sie zdystansowac je do takiej sytuacji wyjasniajac, ze sa ludzie,
                      ktorzy nie potrafia dorosnac do roli rodzica i nie nalezy ich tak traktowac;
                      zaznaczam, ze nie pisze to o jednorazowym 'potknieciu' takiego rodzica
                      pozdrawiam
                      poxywka
                      • magdalens Re: Kini_m 01.08.05, 13:55

                        i to jest zdrowe podejście
                        Megan i Pelaga jednak ciągle się spierają że drugiej szansy nie ma raz zostawił
                        i basta koniec zabrać bye bye birdy.
                        • megan58 Re: Kini_m 01.08.05, 14:03
                          I znowu piszesz nie prawde. Podkersliłam , ze jest zawsze druga szansa.
                          Zabranie czy ograniczenie praw rodzicielski n9ie jest czyms stałym , zawsze
                          mozna wystapić o przywrocenie !!!
                          To po poierwsze.
                          Po drugie
                          Prawa to nie kontakty 0 i dla mnissa to odrebne sprawy.
                          I jeszcze raz Mafagdalens - nie władaj w moje usta swoje nienawisci.

                          Koncze z Toba dyskusje bo ty nie czytasz tego co ja pisze- ale to co chcesz
                          sama usłyszec.
                        • pelaga Re: Kini_m 01.08.05, 14:31
                          > Megan i Pelaga jednak ciągle się spierają że drugiej szansy nie ma raz
                          > zostawił i basta koniec zabrać bye bye birdy.

                          Moj ex mial szans kilka, a pewnie mialby nastepne dawane juz przez dziecko, ale
                          nie chce. Ile za te szansy moje dziecko xzaplacilo wiem ja i psycholog, ktory
                          prowadzi moje dziecko, po kolejnym porzucaniu.

                          Poczytaj sobie o wladzy i jej specyfice, bo masz braki. Szanse daje nawet
                          prawo, bo przywrocic wladze mozna, jak ustanie przyczyna jej pozbawienia.

                          I nadal niektorzy nie rozumieja, ze wladza i kontakty/tatusiowanie to dwie
                          zupelnie rozne sprawy.
    • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 11:37

      nie czytałam reszty postów odpowiadam tylko na tytułowy.
      Megan też nie rozumiem tego, ale nie widzęporównania sytuacji matki która
      opiekuje siędzieckiem a ojcem który sięnim nie opiekuję. Bo do holery jak matka
      pozostawia dziecko same bez opieki to jest to rażące zaniedbanie i grozi dużym
      niebezpieczeństwem dla dziecka a gdy ojciec nie utrzymuje kontaktów z dzieckiem
      pozostawiając je pod opieką matki to jest zupełnie co innego. Oczywiście taki
      ojciec to prawdziwy Skur. ale jest to opinia już tylko w kontekście tego że nie
      utrzymuje kontaktów z dzieckiem.
      Dalej to że po tych x latach stara sięnawiązać kontakt nie jest wcale super i
      nie należy go za to chwalić ani ubustwiać ani dawać mu laury i obsypywać
      cudownymi epitatami.
      Ale do holery jak sięstara to czym się tu przejmować to taka straszna trauma ,
      że jednak widzi te więzi i chce utrzymywać kontakt z dzieckiem. Zastanowić się
      trzeba nad tym dlaczego Megan to cię tak strasznie boli??? Dlaczego to że
      ojciec po x latach braku kontaktów nie może nawiązać tego kontaktu od nowa??
      Nie chodzi o wybaczenie mu przeszłości ale o to że chce naprawić przyszłość
      którą ty tak bardzo chcesz ograniczyć temu dziecku tylko do posiadania w nim
      jednego rodzica BO OJCA TRZEBA UKARAĆ. Dlaczego nie pozostawisz decyzji
      dziecku ?? Dlaczego decydujesz za niego?? Dlaczego zabierasz mu prawo do
      posiadania obojga rodziców??
      • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 11:45
        Magadalenas.. Nigdzie nie napisałam , ze trzeba kogos ukrac, albo ze trzeba
        zabrać dziecku czy ograniczyć kontakt.. Ale .. kwestiach dotyczacyhc wychowania
        itd.. to chyba faktycznie kontak z dzieckiem ma znaczaneieni i powinien byc
        ograniczany - nie jako kara- ale jako konsekwencja.. Zeby mie cprawa trzeba
        mieć obowiazki...

        I radze Ci magadalens rzułc za ograniczanie kontaków Twojego M i Twoje
        przemyslanai na temta Eks Twqojego M przelac na kogos innego . A nie na MNie.
        Ja Nia nie jestem . Czas najwyzszy zdac sobie z tego sprawe. I nie pisałam o
        ograniczaniu kontaktów. Co co jakiś czas prubujesz mi wcisnać.
      • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 11:48
        A najwazniejsze To rozroznic pojecia odebrania praw czy ograniczaenia kontakt z
        dana ososba. Odebrani praw - badz ograniczenia nie ma wpływu na kontak i nie
        zamyka drogi do niego. Ale Ty wszystko widzisz tylko przez pryzmat Sprawy Twego
        M.
        • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 11:58

          no kurcze Megan ale ty znasz sytuacje mojego M na tyle że sytuacja o której
          piszę jest kompletnie inna i nie ma nic wspólnego z moją więc wogóle się do
          niej nie odnoszę
          zresztą tematem który rozpoczęłaś jest raczej brak zrozumienia dla karania
          matek za opuszczenie dzecka kiedy sprawują nad nim opiekę i nie karania za to
          ojców którzy zostawiajądziecko pod opieką matki i nie utrzymująz nim kontaktów.
          więc ci odpisałam na początku postu dlaczego tak jest i na czym polega różnica
          w obu tych sytuacjach.
          Nigdzie też nie napisałam o ograniczaniu kontaktów , napisałam tylko o tym że
          matki często same biorą inicjatywę we własne ręce nie biorąc pod uwagę
          konsekwencji i tego że to dziecko powinno zadecydować o tak ważnej kwestii w
          jego życiu.
          Ograniczenia władzy rodzicielskiej lub jej odebranie często rozgrywa się w
          sytuacji kiedy są problemy z uzyskaniem podpisów od ojca na paszport itp.
          Oczywiście jest wina jest kara nie ma już drugiej szansy dla ojca powinien
          liczyć się z konsekwencjami swojej decyzji o opuszczeniu dziecka.
          Ale zaraz matka też powinna ponieść konsekwencje w wyborze ojca dla własnego
          dziecka skoro się zdecydowała na to że z tym mężczyzną chce je mieć to powinna
          teraz tak kierować sprawą żeby bez uszczerbu dla dziecka rozwiązać problemy (
          np: sądownie uzyskać zgodę na wyrobienie paszportu dla dziecka).
          Megan nie bierz mojego postu jako krucjaty w obronie złych ojców. Ja chcę tylko
          nadaćsprawie trochę inne światło i sprawić żebyś popatrzyła na to ze strony
          dziecka a nie tylko własnej wygody bo cały czas zarzucasz to tym ułomnym ojcom.
          pozdr.
          • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 12:08
            Magdalensa ..
            Wytłumacz mi uszczerbek dziecka na tym , ze matak ograniczy prawa ( nie kontak
            ojcu) ?? i np. wyjada za granice na wycieczke bez procesu sadoweg???
            • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 12:37
              Zgadzam sie z Pelaga.
              Co do ograniczenia czy odebrania praw- nigdy to
              1. Nigdy nie robi tego samam matka
              2. Nigdy nie jest to decyzja nieodwracalan - jak moze wysnuła,m wnioske z
              Twoich wypowiedzi
            • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 12:56

              proste - odebranie praw rodzicielskich zazwyczaj wiąże się z silnym argumentem
              matki, która mając totalne poparcie decyzją sądu całkowicie ograniczy kontakt
              dziecka z ojcem.
              Jeszcze jedno jeśli ojciec ma kontakt z dzieckiem to nie będzie ograniczał
              możliwości jego wyjazdu za granicę. Jeśli to robi np. nie zgadza się na
              wyrobienie paszportu to tylko przed sądem jest w stanie przedstawić swoje
              argumenty jakoże matka czyli pokrzywdzona strona nie będzie słuchać jego
              wyjaśnień i tylko w sądzie będą mogły zostać obiektywnie ocenione argumenty
              ojca które są przeciwne tego. ( np. obawy przed wywiezieniem dziecka tak aby on
              nigdy więcej nie mógł go zobaczyć itd)
              Jesli ojciec nie będzie potrafił zargumentować swojego stanowiska wtedy matka
              otrzyma prawomocną zgodę na otrzymanie tego paszportu itp.
              Sąd jest jednak ostatecznoscią w przypadu gdy rodzice nie potrafią ze sobą
              rozmawiać. Jeśli okaże się że jeden z rodziców faktycznie robi na złość drugiej
              stronie wtedy jest podstawa do rozpoczęcia czynności ograniczających
              decydowanie o przyszłości dziecka np. ograniczanie stanowienia opieki nad
              dzieckiem.
              • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:13
                Magdalens
                Odpwoiem na oba posyty.
                Cigel mylisz kontak z prawami.
                Jesli ojciec dlugo nie interesował sie dzieckiem i prawa zostały mu ograniczone
                to nie ma sie to nijak do jego kontaktu z dzieckiem - to ososbna działlak.
                Ograniczenie praw nie rowna sie ograniczeniu kontaktu A ty syatwiasz znak
                rownosci. I momi ze twierdzisz iz widzsisz rozniec to jej nie widzisz. Bo zadan
                z nas nie napisał o ograniczeniu kontaktówsmile
                Na co nie zwrociłas uwagi , a do czego ciagle zmierzasz JESZCZE RAZ ODEBRANIE
                PRAW NIE ROWNA SIE OGRANICZENIU KONTAKTOW. Dla ciebie ciagle sie rowna -
                dlatego sie nie porozumiemy. W mailiu do mnie i do pPelagi podkreslasz moznaosc
                kontaktu z dzieckiem nawet po długiej przerwie i i oczywiscie tego nie mozna
                zabraonic i zadna z nas tego nie napisła...
                My pisłayśmy o prawach - ty o kontaktach. jak to odzielisz - bedziesz mogły
                dalej dyskutowac .

                • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:25

                  Megan powiem ci dlaczego tak uważam bo:
                  w momencie kiedy zostaną odebrane prawa rodzicielskie ojcu to matka powie mu,
                  że ale zaraz zaraz ty według prawa nie jesteś już ojcem mojego dziecka bo nie
                  masz żadnych do niego praw więc sięodczep i spadaj i nikt już prawomocnie nie
                  zmusi matki do udzielenia tych kontaktów ojcu. DLATEGO TAK UWAŻAM !!!

                  I jeszcze jedno Megan ja cały czas nie chce skupić rozmowy na temat
                  ograniczania kontaktów a ty cały czas o jednym i tym samym.
                  Tłumaczę jeszcze raz że uważam że opuszczenie dziecka przez którego kolwiek
                  przez rodziców jest w sądzie tak samo traktowane nie ważne czy to matka czy
                  ojciec - prosiłam ciebie i pelagę o dowody na wasze twierdzenie że tak nie jest
                  ale wy nie dałyście tego dowodu.
                  Dziwi mnie że tak bronicie matki która zostawia dziecko i uważacie że powinna
                  dostać taką samą szansę od sądu jak ojciec i nie powinno jej się odbrać praw
                  rodzicielskich, bo skoro tak krzyczycie o tym żeby odebrać je ojcu który
                  zostawia dziecko to czego nie można teżodebrać ich matce?
                  Megan odpowiedz na zadawane pytania a nie czepiaj się słów?
                  • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:43
                    Magdalensa nie ja o tym samysm ale Ty.
                    Piszac do mnie czemu uwazasz ograniczenie paw robi krzywde dziecku powoałałas
                    sie na zabranie kontaktów !

                    Piszac do pelagi jako argument podałas:

                    porzucone ale skąd wiesz czy dziecko nie
                    chciałoby mimo wszystko zaryzykować i spróbować ponownie nawiązać kontakt

                    I ja sie z tym zgadam zabraninianie kontaktu nie jest dobre ale ja nie
                    rozmawiam o ograniczaniu czy zabieraniu kontaktu - aograniczaniu praw. Kontakty
                    to osobna sprawa i nie ma sie nijka do posiadania praw - w sadzie też !

                    Wiec to nie ja skupiam - ale ty Bo cały czas wierzes zte dwie sprawy gdy ja nie
                    widze nic wspolnbegpo. Mozna miec ogranaczone prawa i miec kontak z dzieckiem -
                    chyba ze sie jest zagrozenim dla tego dziecka - sytuacja [patologiczna.

                    I nie wiedze Tu sesnu daleszej dyskusji bo jesli ty przyjumujesz załozenie ze
                    ograniczenie czy odberani praw = ograniczeniu czy zabraniu kontaktów- a dla
                    mnie ten warunek z gruntu jest falszywyw- to dyskusja wałsnie sie rozjechalał.

                    > Megan odpowiedz na zadawane pytania a nie czepiaj się słów?

                    Dobrze to szukam tego poytania i szukam.. Jak brzmi?
                    • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:45
                      Proszęjeszcze raz:
                      Tłumaczę jeszcze raz że uważam że opuszczenie dziecka przez którego kolwiek
                      przez rodziców jest w sądzie tak samo traktowane nie ważne czy to matka czy
                      ojciec - prosiłam ciebie i pelagę o dowody na wasze twierdzenie że tak nie jest
                      ale wy nie dałyście tego dowodu.
                      Dziwi mnie że tak bronicie matki która zostawia dziecko i uważacie że powinna
                      dostać taką samą szansę od sądu jak ojciec i nie powinno jej się odbrać praw
                      rodzicielskich, bo skoro tak krzyczycie o tym żeby odebrać je ojcu który
                      zostawia dziecko to czego nie można teżodebrać ich matce?
                      • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:49
                        To co jak przez intewrne ma ci udowdnic- statystyki???
                        Czego oczekujesz????

                        Co do Twoich wypowiedzi - czy ja gdzieś bronie matki ktora porzuciała dziecko.
                        Nie ja uWazam ze prawo co do ojca powinno byc rownie w tej dziedzinie
                        rygorystyczne jak co do mataki.

                        Powstało tylko pytanie czemu prawo tak surowo karze matki ( zreszta słusznie) a
                        mnie surowo ojców???

                        I tyle. Jesli chodzi Ode mnie.

                        Radze uwazniej czytac.
                        • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:53

                          nie chce statystyk ja tylko chce żebyś przedstawiłą choć jedną taką sytuacje
                          kiedy odebrano te prawa matce bo ja jakoś tego nie widziałam a wręcz przeciwnie
                          często matki alkoholiczki które notorycznie zostawiają dzieci i je martretują
                          cały czas utrzymują te prawa i prawnie nie można nic im zrobić.
                          Więc jak wyskakujesz z takimi teoriami to chociaż postaraj się je udowodnić.
                          Rzucać zmyślne historie każdy potrafi.
                          • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:59
                            Dobrze to o jakiej zmyslonej historii mowisz???
                            • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:04
                              O tej której nie rozumiesz:
                              Nie rozumiemie czemu jeśli dorosły człwoiek nie interesuje sie własnym
                              dzieckiem przez X lat ( x= 2 , 3, 4,itd)- to nie jest wystarczający powód do
                              odebrania mu praw3 rodzicielskich.
                              Jesłi mataczy drugi opiekun zostawiłby dziecko na 2- 3 dni czy nawet 1 to
                              odebrano by mu prawa rodzicielskie.
                              • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:07
                                To nie jest zmyslona historia nie raz nie dwa czytałam o dziecach ktore zostały
                                przy babci czy cicoi i zabrano matce prawa rodzicielskie czy ograniczono.

                                I nie sa to nieprawdziwe historie. Jesli ich nie syłyszałas.. trudno.
                                Niczym zarzucisz komus ze kłamie - zastnow sie czy umiesz to udwodnic.

                                Zarzucasz mi kłastwo a sama nim operujesz. Opwoiadzsz historie - a skad mam
                                wiedziec ze sa prawdziew???


                                • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:09
                                  I jeszcze jedno nie rzoamiwam z osbami ktore obrazaja innyc nie majc ku temu
                                  ani podstaw ani prawa.
                                  Rownie dobrze kłastwo mozna zarzucic i Tobie.

                                  I histori przez Ciebie przytaczana jako nieprawdziwe.
                                  A teraz mam wiecej interesujacych rzeczy do robienie niz dywagacje z pania
                                  ktora niedosc ze obrtaza bezpodstwanie to jeszcze nie ma na kim wyzyc swoje
                                  niewnaisci i niecheci wobe esk ..

                                  Dla mnie dyskusja z Toba jest skonczona.
                                  • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:18

                                    Megan kiedy ja ciebie obraziłam??
                                    Nigdy nie miałam tego na celu, może źle to odczytałaś ale ja nigdy nie chciałam
                                    ciebie obrazić.
                                    Teraz mogłabym mieć do tego podstawy bo ty w momencie kiedy ja pytam ciebie o
                                    poparcie jakimiś faktami swojej tezy nagle się obrażasz, ale chyba dlatego że
                                    poprostu nie jesteś w stanie tego zrobić. Najlepsząmetodą jest wtedy się
                                    poprostu zmyć.
                                    pozdr.
                                • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:29

                                  Megan kiedy zarzuciłam ci że kłamiesz , jak na razie to ty takimi epitetami
                                  zarzucasz ludzi na forum, ja nigdy tak nie napisałam . Chciałam tylko żebyś
                                  poparła czymś swoje stwierdzenie. Ja za każdym razem staram się to co piszę
                                  udowodnić jakimś postem czy realną sytuacją a ty opowiadasz o jakiś
                                  hipotetycznych sytuacjach o jakichś matkach które na chwile zostawiły dziecko u
                                  babci. Od kiedy za to zabiera się prawa rodzicielskie.
                                  Mogę przytoczyć ci artykuły o matkach alkoholiczkach o których wcześniej
                                  pisałam którym nie odebrano tych praw a ty potrafisz coś znaleźć?
                                  Nie, najłatwiej jest się obrazić, to takie typowe.
                                  • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:34
                                    Ale jakie to jest fakt???
                                    Magdalensa , ze ktos napisał ze zaptaył czypo odebraniupraw bedzie miałprwodo
                                    kontasktu. Fakt jest tylko taki bedzie!
                                    I nawet jresli jakieś Pani wydało sie ze tym cos zdaziała t0 siemyliła..

                                    Natomiast - prna tym forum nie pisuja matki porzycjace dzieci - to trudno o
                                    linlki- ale prasa radio, tlewizja - dostarcza takich przykładów. Wybacz nie
                                    prowadził kartoteki kiedy i gdzie...
                                    Ty sie nie zetknełas - to dobrze. A ja tak. I stad moj poglad. Gdzie sie
                                    zetknełam napisąłm.
                          • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:39
                            > ja tylko chce żebyś przedstawiłą choć jedną taką sytuacje
                            > kiedy odebrano te prawa matce bo ja jakoś tego nie widziałam

                            Osobiscie nie widzialam, ale przyklady pozbawienia wladzy rodzicielskiej matki,
                            podawane na forum:
                            - ex meza m-m-m
                            - zdaje sie, ze ex meza Goszy
                            - mam nadzieje, ze niedlugo ex meza Wioli (nie pamietam dokladnie nicka)

                            To prztyklady dziewczyn piszacych tutaj i na macochach.
                            • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:46

                              konstruktywna rozmowa, to się zgadza tyle że one nie ograniczyły praw
                              rodzicielskich tylko z powodu braku wizyt ojca u dzieci tylko z powodu
                              indywidualnych problemów z nimi - dotyczących dzieci.
                            • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:49

                              To nie jest zmyslona historia nie raz nie dwa czytałam o dziecach ktore zostały
                              przy babci czy cicoi i zabrano matce prawa rodzicielskie czy ograniczono.

                              powiedz miczy z tego powodu można ograniczyćmatce prawa rodzicielskie?
                              Chyba że o to postarałą sięmatka albo ciocia.
                    • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:50

                      W jakim celu w takim razie tak bardzo chcesz ograniczyć te prawa, żeby paszport
                      sobie wyrobić bez podpisu ojca - przecież możesz mu o tym powiedzieć żeby
                      podpisał zgodę - nie rozumiem problemu , już ci mówiłam że jeśli ojciec jest
                      problemowy i nie potrafi argumentować swoich decyzji w sądzie to i tak jego
                      prawa zostaną ograniczone odgórnie.
                      Acha i jeszcze dlaczego sądze że ograniczenie praw wiąże mi się z ograniczeniem
                      kontaktów.
                      Megan przeleć po postach na tym forum zaczynających się od jak ograniczyć mu
                      prawa do opieki nad dzieckiem i później rozwijający się komentarz który mówi o
                      tym jak mąż zostawił żonę mieszka gdzieś i ich nie odwiedza więc ja chce mu
                      ograniczyć prawa żeby sama wychowywać dziecko a on za karę już nigdy go nie
                      zobaczył.
                      Jednak w tej dyskusji zależało mi bardziej na odpowiedzi na poprzednie pytania
                      które dwukrotnie powtórzyłam.
                      • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 13:58
                        Po pierwsze - ja nie chce nikomu niczego ograniczac. Osobiscie zrobiłam tak jak
                        mowisz i w pierwszym roku nie dostałam od ojca takiej zgody w drugim dodtałam.!


                        Jakich dodowdów oczekujesz??
                        To tak jak kazałas mi przez internet udwowandiac sprawe telefonów - miałam
                        przyprowadizć swiadka?/
                        Jak mam Ci to udwodnic. Udowdnij mi ze odebranie czy ograniczenia prawdrowna
                        sie brak kontaktu - potrafisz???

                        Widz nie zadaj rzeczy niemozliwuch.

                        Ja Ci nie udwodnie ze tak nie jest ty mnize tak jest. Dlatego sie nie dogadamy
                        bo mamy inne załozenie.

                        Wiesz jesteś czasem zabadwan. Jak matak ma poprosci oijca o parszapor sko go
                        nie ma??
                        zreszta to nie akaca jednotazwoa - trzeba poprosic o zgode na wyjazd itd..
                        Sa rozne sytułacje.

                        I jeszcze raz- nie mow do mnie presonaleni.- Bo akurat mnie jako mnie ten
                        problem nie dotyczy - mnie udaje sie rozwiazywac te sprawy bez sadu -
                        zastanawai mnie tylko czemu to prawo tak działa????
                        A skad wiem ze tak działa , takie sa moje spotrzezenai i udwoanij mi ze jest
                        inaczej.


                        • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:16
                          megan58 napisała:


                          Udowdnij mi ze odebranie czy ograniczenia prawdrowna
                          > sie brak kontaktu - potrafisz???

                          poczytaj :
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=26918260&a=26919659
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=26422698&a=26433105
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=27024638&a=27069505
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=24910071&a=26765709
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=26400139&a=26446849
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=26173465&a=26362428
                          to kilka w których głównie chodzi o to żeby pozbawić praw rodzicielskich żeby
                          zakończyć definitywnie kontakt.
                          Każdy ma powody do tego te osboy może miały słuszne nie wnikam, ale ty chciałaś
                          dowodów to ci je daje.
                          • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:30
                            Przeczytałam powodyu mamEli i nie znalażłam tam nic o checi ograniczenia
                            kontakut - a w wielu sprawach nannia siepowołujesz., Jednak konieta zapytałam o
                            dziecko ktore ma13 lat - moze w tej intencji - ale jak pisze dziecko samo nie
                            chce juz kontaktu

                            Po drugi ja pytam ile jest przypadków ze to co np kotś "chciał" idało sie w
                            sadzie. Ograniczył prawa i udało mu sie wywalczyc zabranie kontaktów mimi iz
                            ojciec chciał( a nie był poatologiczny).
                            Forum to nie sad...


                            I jaii to jest dowodó na to ze tak sie dzieje..
                            Ilu z tych ojców rzeczywiscei zabrano koprawa, ilu zabrano rownież kontakty????

                            To nie jest zaden dowoód...
                            Na tym froum sa rowniez przykłady ze mimo brakiu kotaków przed sprawa jak i
                            zanichanie kontaktów po sprawie ojcom nieodbeirano praw w oparciu jedynie o
                            obietniece.


                            I jeszcze raz - to co napisały te Panie - ito barszo nie liczna grupa z nich
                            kierowała sie chceci ograniczenia kontaktu - potwierdza fakt ze tak jest!
                            Trzeba to rozrozniac.
                            Po drugie nie zanczy - a pisałam to tez ja ze ja i Pelaga tak uwazamy. Ja
                            napsiałamze to sa dla mnie odzielne sprawy i dla sadu tez. Mozna miec odernana
                            prawa w wystapic o kontakty - to mozna sprawdzic w prawei polskim

                            Wiec przykładów kazad ze stron mozeporzytaczac - ale to niczego nie dowowdzi....
                            Bo nawet jesli kotś chce coś zrobic- to nie znaczey ze prawo mu na to pozwolic(
                            I dzieki TEMU PRAWU)

                            Te posty pokazjua jedynie ze niektore ososby do tego zmierzaja , antomiastnie
                            pokazuje ze prawo na to pozwala...

                            • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:43

                              chciałaś przykładów to ci je dałam, że tak czasami jest.

                              No i jeszcze finalizująca wypowiedź uwaga:
                              Skoro istnieje zapis w prawie polskim że jest możliwość ograniczenia praw
                              rodzicielskich to znaczy że istnieje taka potrzeba i są uzasadnione prawem
                              sytuacje w których sięten zapis stosuje.
                              Są to jednak sytuacje ściśle określone tak samo wobec matki jak i ojca i nie ma
                              tu preferencji.
                              • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:47
                                Dobrze magdalensa..
                                Jesli chcesz tak - to twoje prawo. Ja mam inne odczucia. Ze ojciec jest
                                traktowany lagodniej. tez mam do tego prwoa.
                                Jeszcze raz przykłady nie dowodziłyze tak JESt. Dowiodziły tylko ze niektozy
                                chcieli by by tak było - co nie jest rownowazne. Wiec Twoje przykłady jak dla
                                mnie nie sa przykładami na temat.

                                I na tym koncze.
          • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 12:13
            > zresztą tematem który rozpoczęłaś jest raczej brak zrozumienia dla karania
            > matek za opuszczenie dzecka kiedy sprawują nad nim opiekę i nie karania za to
            > ojców którzy zostawiajądziecko pod opieką matki i nie utrzymująz nim
            kontaktów.

            To chyba Ty nie zrozumialas. Ja (i Megan pewnie tez) pisala o tym, ze jak matka
            pozostawi dziecko z ojcem (a nie bez opieki) i pojdzie w tzw. dluga, to
            pozbawienie jej wladzy rodzicielskiej nie jest problemem, bo opuscila dziecko.
            Za taki sam czyn nie pozbawia sie ojca wladzy rodzicielskiej, bo sad nie uznaje
            tego za razace zaniedbanie.

            A na temat nawroconych ojcow tez mam nieco inne zdanie. Mnie nurtuje pytanie co
            stanie sie z dzieckiem, jak DZIECKO przezyje kolejne porzucenie, jak ojczulek
            znudzi sie swoim tatusiowaniem i ponownie zniknie??? Czy to tez bedzie "dla
            dobra dziecka"? Wybacz, ale ja w cydowne nawrocenia nie wierze.
            Ciesze sie, ze nie mam na razie tego problemu. A zapewniam Cie, ze dylematy sa
            to powazne, wlasnie z powodow opisanych przez Ciebie. Tam, gdzie chodzi o
            uczucia dziecka nigdy nie ma jednoznacznych odpowiedzi, co byloby lepsze.
            • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 12:48

              Ja (i Megan pewnie tez) pisala o tym, ze jak matka
              > pozostawi dziecko z ojcem (a nie bez opieki) i pojdzie w tzw. dluga, to
              > pozbawienie jej wladzy rodzicielskiej nie jest problemem, bo opuscila
              dziecko.
              > Za taki sam czyn nie pozbawia sie ojca wladzy rodzicielskiej, bo sad nie
              uznaje
              >
              > tego za razace zaniedbanie.

              podaj mi taki przykład bo jakoś nie widzę takich sytuacji - i ten argument jest
              raczej podkresleniem przewartościowania pozycji ojca jako tego który jest mniej
              odpowiedzialny za wychowanie dziecka niż matka a przecież jest tak samo
              odpowiedzialny.
              No to z drugiej paki, skoro tak drastycznie chcesz traktować takich ojców to
              dlaczego bulwersujesz się takim traktowaniem matek - według twojej definicji
              porzucenia dziecka właśnie tak powinny te matki zostać potraktowane. Nie
              rozumiem dlaczego je bronisz.

              Zgadzam się z tobą co do trudności w przypadku decydowania o uczuciach dziecka
              i ryzyku że zostanie po raz drugi porzucone ale skąd wiesz czy dziecko nie
              chciałoby mimo wszystko zaryzykować i spróbować ponownie nawiązać kontakt?
              • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:20
                > podaj mi taki przykład bo jakoś nie widzę takich sytuacji

                Mam z nazwiska wymienic? Przeciez nie znasz. Sa takie przypadki.

                > No to z drugiej paki, skoro tak drastycznie chcesz traktować takich ojców to
                > dlaczego bulwersujesz się takim traktowaniem matek

                Nie bulwersuje sie, TAKICH matek ANI OJCOW ja pojac nie umiem i branic ich nie
                bede, pisalysmy o nierownym traktowaniu. Zarzuca sie prokobiecosc sadow
                rodzinnych, ktorej to prokobiecosci ja nie odczulam na sprawach, w ktorych
                musialam wziac udzial.

                > i ten argument jest
                > raczej podkresleniem przewartościowania pozycji ojca jako tego który jest
                > mniej odpowiedzialny za wychowanie dziecka niż matka a przecież jest tak samo
                > odpowiedzialny.

                Teoretycznie niby jest, ale za brak zainteresowania dzieckiem nie spotka go
                zadna kara. Ja pozbawienie wladzy nie traktuje w kategoriach kary, a jedynie
                zabezpieczenia interesow dziecka. Ale pomijajac wladze rodzicielska, ktorej
                pozbawic jest baaaardzo ciezko, to jakie znasz przepisy prawne karzace ojcow za
                olewanie dzieci? Ja nie znam zadnych. Mozna kogos scigac o alimenty, ale nie
                mozna scigac za nieinteresowanie sie dzieckiem.

                > No to z drugiej paki, skoro tak drastycznie chcesz traktować takich ojców to
                > dlaczego bulwersujesz się takim traktowaniem matek - według twojej definicji
                > porzucenia dziecka właśnie tak powinny te matki zostać potraktowane.

                A gdzie sie zbulwersowalam??? Nie uwazam pozbawienia wladzy za srodek
                drastyczny. Drastycznym srodkiem dla mnie jest sadowy zakaz kontaktowania sie z
                dzieckiem. Pozbawienie WLADZY nie przekresla nikogo jako ojca/matki, nie
                pozbawia konatktu z dzieckiem.
                Znam jednego ojca, ktory nie posiadajac wladzy rodzicielskiej jest dobrym
                ojcem, mial przygode z narkotykami, teraz powoli wychodzi na prosta, ma kontaty
                z dzieckiem i to bardzo dobre i w niczym mu to pozbawienie wladzy nie
                przeszkadza, sam rozumie, ze tak bylo lepiej, kiedy byl w osrodku.

                > ale skąd wiesz czy dziecko nie
                > chciałoby mimo wszystko zaryzykować i spróbować ponownie nawiązać kontakt?

                Dziecko do pewnego wieku nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji i swoich
                emocjonalnych problemow po porzuceniu ponownym.
                A ja jestem w tej komfortowej sytuacji, ze zawsze moge dziecka spytac czego
                chce i postapic zgodnie z zyczeniem, ale moje dziecko jest juz dosc duze.
                • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:38
                  pelaga napisała:

                  > Mam z nazwiska wymienic? Przeciez nie znasz. Sa takie przypadki.
                  nie wystarczy post takiej matki albo artykuł, bo kurcze nie słyszałam ani nie
                  czy tała raczej o tym jak trudno jest odebrać prawa rodzicielskie zaniedbującym
                  dzieci matkom

                  > Teoretycznie niby jest, ale za brak zainteresowania dzieckiem nie spotka go
                  > zadna kara. Ja pozbawienie wladzy nie traktuje w kategoriach kary, a jedynie
                  > zabezpieczenia interesow dziecka. Ale pomijajac wladze rodzicielska, ktorej
                  > pozbawic jest baaaardzo ciezko, to jakie znasz przepisy prawne karzace ojcow
                  za olewanie dzieci? Ja nie znam zadnych. Mozna kogos scigac o alimenty, ale nie
                  > mozna scigac za nieinteresowanie sie dzieckiem.

                  nie znam , nie znam też takich które karałyby matki za olewanie dzieci mimo
                  tego że sprawują nad nimi opiekę


                  > A gdzie sie zbulwersowalam??? Nie uwazam pozbawienia wladzy za srodek
                  > drastyczny.
                  JA UWAŻAM ŻE JEST DRASTYCZNY. DLA KOCHAJĄCEGO RODZICA ODEBRANIE MU OPIEKI NAD
                  DZIECKIEM JEST BARDZO DRASTYCZNE - JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁA?

                  Drastycznym srodkiem dla mnie jest sadowy zakaz kontaktowania sie z
                  > dzieckiem.tO JEST JUŻ NAJGORSZE

                  Pozbawienie WLADZY nie przekresla nikogo jako ojca/matki, nie
                  > pozbawia konatktu z dzieckiem.
                  > Znam jednego ojca, ktory nie posiadajac wladzy rodzicielskiej jest dobrym
                  > ojcem, mial przygode z narkotykami, teraz powoli wychodzi na prosta, ma
                  kontaty
                  >
                  > z dzieckiem i to bardzo dobre i w niczym mu to pozbawienie wladzy nie
                  > przeszkadza, sam rozumie, ze tak bylo lepiej, kiedy byl w osrodku.
                  To przykład który potwierdza słuszność twojej teori ale tylko w niektórych
                  przypadkach - matka widocznie popierała kontakty ojca z dzieckiem, a odebranie
                  praw odbyło się pod wpływem zagrożenia bezpieczeństwa dziecka.

                  > Dziecko do pewnego wieku nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji i swoich
                  > emocjonalnych problemow po porzuceniu ponownym.
                  > A ja jestem w tej komfortowej sytuacji, ze zawsze moge dziecka spytac czego
                  > chce i postapic zgodnie z zyczeniem, ale moje dziecko jest juz dosc duze.

                  I to chyba najważniejsze.
                  • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:48
                    > > Nie uwazam pozbawienia wladzy za srodek drastyczny.
                    > JA UWAŻAM ŻE JEST DRASTYCZNY. DLA KOCHAJĄCEGO RODZICA ODEBRANIE MU OPIEKI NAD
                    > DZIECKIEM JEST BARDZO DRASTYCZNE - JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁA?

                    Odebranie wladzy rodzicielskiej to zupelnie cos innego niz pozbawienie
                    mozliwosci opiekowania sie dzieckiem. Wydaje mi sie, ze zupelnie nie rozumiesz
                    roznicy.
                    • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 14:55
                      Pelkaga przypadek opisany przez magdalenas jest :
                      DLA KOCHAJĄCEGO RODZICA
                      Powiedz mi czy DLA KOCHAJĄCEGO RODZICA
                      1.Intereuje sie dzieckie
                      2 odwiedza go
                      njest z nim w stałym kontakcie???

                      Bo my na wstepie mowilismy o ojcach ktorzy nie odwiedzaj dzieci przez X lat .
                      Rozumiem ze sa to ojcowise kochajacy inaczej.. Tak przyznam Ciezko mi zrozumiec
                      te miłosc- ktora obajwai sie dopiero na sprwie oo ograniczenie kotnakut ...ALE
                      to jak Piszesz i tak nie zmien nic w prawach do kontaktu...
                      • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 15:12

                        Pytałam się Pelagi czy dla niej jako rodzica odebranie takich praw nie byłoby
                        drastycznym rozwiązaniem.
                        Zakładam , że jest rodzicem opiekującym się dzieckiem całodobowo o ile można to
                        tak nazwać. chciałam podkreslić znaczenie słowa drastyczny.

                        A jeśli ojcu czy matce nie zależy na posiadaniu tych praw to przecież sam może
                        sięich zrzec. Skoro tego nie robi to może mu jednak zależy co w gruncie rzeczy
                        jest choć minimalnie optymistyczne.
                        Megan dlaczego opierasz się tylko na skrajnych przypadkach, już ci pisałam że
                        od tego jest prawo żeby je stosować.
                        • megan58 Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 15:19
                          Tak.. Ale własnie o takich przypadkach była dyskusja - o takim skrajnym.
                          Napisałam na wstepie ojciec nie widuje dziecka X lat...

                          Czemu oprarłam sie na tak skrajnym - bo to był czas gdy duzo czytałam o takich
                          przypadkach . Dlatego sie zastanowiłam.

                          Ja tez uwazam ze po to jest prawo by jest stosowac !!! Jak najbardziej. Dobrze
                          sie z w tym jednym zgadzamy.
                        • kkokos Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 15:55
                          >A jeśli ojcu czy matce nie zależy na posiadaniu tych praw to przecież sam może
                          > sięich zrzec. Skoro tego nie robi to może mu jednak zależy

                          podejrzewam, ze raczej nic go to w ogóle nie obchodzi - dzieko po prostu nie
                          istnieje w jego życiu i tyle, nie myśli o nim
                          ale kiedy przyjdzie do odebrania praw, to wtedy zaczyna myśleć - ale nie o
                          dobru dziecka, tylko o tym, że to niefajnie być facetem z odebranymi prawami,
                          bo to trochę źle o człowieku świadczy, no nie? skaza może nie w cv, ale w
                          jakichśtam papierach zostaje. A nikt nie lubi myśleć o sobie źle - a już nie
                          daj boże, co sobie pomyślą znajomi albo przyszły zbyt skrupulatny pracodawca,
                          co chce zatrudniać tylko tych o absolutnie nieposzlakowanej opinii - stąd są
                          te gwałtowne przypływy uczuć w sądzie
                          nic w tym optymistycznego, nawet minimalnie
                          • magdalens Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 01.08.05, 16:03

                            no tak takie przypadki też się zdarzaja
                        • pelaga Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 02.08.05, 08:37
                          > Pytałam się Pelagi czy dla niej jako rodzica odebranie takich praw nie byłoby
                          > drastycznym rozwiązaniem.

                          Ja nie dopuscilabym do sytuacji, aby byly podstawy do odebrania mi praw, a
                          wlasciwie wladzy rodzicielskiej, bo kocham moje dziecko. Tak normalnie, kocham,
                          a nie jak ojcowie, ktorzy kochaja inaczej, bez potrzeby widywania sie z
                          dzieckiem. Czyli moze to byc srodek drastyczny, jesli ktos probuje pozbawic
                          wladzy kochajacego rodzica, takiego, ktory dziecko utrzymuje i kontaktuje sie z
                          nim, tyle, ze wtedy nie ma podstaw i takiej wladzy RACZEJ ZADEN sad nie
                          odbierze kochajacemu rodzicowi. Ale dla rodzica, ktory dziecka nie widzial X
                          lat nie jest to srodek drastyczny, to POWINNA byc rutynowa sprawa. Brak
                          kontaktow powinien byc jednoznaczny z pozbawieniem wladzy. Bo po co komu
                          wladza, ktorej nie wykorzystuje???
                          • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 02.08.05, 20:46
                            Megan napisała:
                            >Ale .. kwestiach dotyczacyhc wychowania
                            >itd.. to chyba faktycznie kontak z dzieckiem ma znaczaneieni i powinien byc
                            >ograniczany - nie jako kara- ale jako konsekwencja.. Zeby mie cprawa trzeba
                            >mieć obowiazki...
                            Megan, Ty się po prostu mścisz taką postawą. I do tego się mścisz nie tylko na
                            ojcu ale zwłaszcza na dziecku. Ty w ogóle pomieszałaś wszystko w jednym "worku".
                            • kini_m Re: Nie wiem - nie rozumiemiem... 02.08.05, 20:54
                              Leeya, wiara jest po to aby z niej czerpać, a nie nią wojować
                              • kini_m do Carlafehr 02.08.05, 21:25
                                carlafehr 01.08.2005 12:35 + odpowiedz
                                >Kini, Ty mi jako ojciec wyjaśnij jedną sprawę: dlaczego skoro byliście
                                >małżeństwem i mieliście oboje pełnię praw rodzicielskich, w momencie rozstania
                                >dziecko zostało przy matce a nie przy Tobie? Dla mnie to pytanie
                                >fundamentalne: przy rozstaniach to zawsze matka poczuwa sie do opieki nad
                                >dzieckiem, a nie ojciec. Dlaczego nie zająłeś się dzieckiem, zwłaszcza że
                                >ubolewasz, że matka jakby nie bardzo przy zdrowych zmysłach? Pytam, bo z 1
                                >wyjątkiem to żaden ze znanych mi ojców przy rozstaniu nie zainteresował sie
                                >dzieckiem, i albo samotnie opuszczał rodzinę albo pozwalał na to, żeby żona
                                >odeszła z dzieckiem. Dla większości kobiet nie do pomyślenia jest zostawienie
                                >dziecka, dla większości facetów nie do pomyślenia jest zabranie ze sobą
                                >dziecka. A potem płaczą, że sądy takie tendencyjne...
                                Przepraszam, ale umknęło mi Twoje zapytanie Carlafehr, więc nadrabiam:
                                Moja b.Pani to przebiegła istota - decyzję o rozstaniu oznajmiła gdy byliśmy u
                                jej rodziców (w wakacje poza studiowaniem, w rok szkolny mieszkaliśmy na
                                stancji). Ona mając argumenty w ręku (fizycznie własny teren) JA NIE MOGŁEM NIC
                                ZROBIĆ. Po prostu nagle oznajmiła ni stąd ni zowąd: masz wyjść. (Mimo iż
                                rozstanie wisiało na włosku, to sam moment był wybrany nagle bez uprzedzenia,
                                bez omówienia sytuacji dziecka.)
                                I co niby miałem robić? Przepychanki o dziecko, przy dziecku?
                                Po obozie w górach, byliśmy już umówieni na nową stancję w miejscu jej
                                studiowania, gdzie ja miałem też pracę. Ona po prostu mogła sobie w tym
                                momencie (wakacje) pozwolić nie wrócić na stancję, a ja musiałem jakoś wrócić
                                do pracy. Mogłem jedynie wracac na weekendy podczas których dowiadywałem się że
                                za każdym razem mogę coraz mniej widzieć córkę. Powiem po męsku: "wyruchała"
                                mnie (i dziecko).
                                Wiesz, praca to też odpowiedzialność. Ale przy najbliższej okazji (nie zważając
                                na jej postępujące ograniczanie) zmieniłem prace żeby być juz na miejscu.
                                Mam jedną cholerną wadę: naiwność - ja myślę że gdy ustąpię to druga strona też
                                się dogada. Uginałem się pod jej żadaniami, gdy chciała aby z każdych odwiedzin
                                dziecko wracało do niej gdy ona żąda. I cały czas groziła użyciem policji gdy
                                nie odwiozę jej córki, bo przedkładałem jej sygnały od córki że mała nie chce
                                wracać. Dałem się po prostu zastraszyć.
                                Ot, cała prawda. Eh, Carlafehr ... jakbyś nie znała przebiegłości kobiecej, tej
                                na najniższym poziomie.
                              • kini_m Leeya 02.08.05, 21:32
                                Głupio mi patrzeć jak podstawy religine wykorzystujesz do wojowania,
                                egzekwoawania. Tych chcesz sprawiedliwośći. Otóż droga Pani. Na religię składa
                                się: i sprawiedliwość, i miłosierdzie. Z samej tylko sprawiedliwości wychodzi
                                system totalitarny.
                                Skończ okazywać rozdraznienie, nienawiść. Bo ja jej nie znam i na ten temat z
                                toba nie pogadam. (Mam żal, nie nienawiść.)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka