Dodaj do ulubionych

czegos mi jednak brakuje....

16.12.05, 14:40
Hej,jestem sama juz od 2 lat,przyzwyczailam sie do tego,ale jednak czegos mi
zaczelo brakowac.Mam pieknego synka ma juz 3 latka.chyba tesknie za pelna
rodzinka,chcialabym zeby moj synek mial tatusia nacodzien a nie tylko od
swieta.Mozliwe ze mialabym kogos ale po tym wszystkim co przezylam trudno mi
teraz zaufac komu kolwiek.Bede musiala sie tego nauczyc bo chce bardzo zeby
moc sie wreszcie oprzec na meskim silnym ramieniuwinkczasami nie mam juz sily
sama tego dzwigac,chociaz wszyscy mnie podziwiaja.Bycie samotna matka w tym
kraju nie jest proste.Dobrze ze mam rodzicow ktorzy mnie nie
zostawili.Pozdrawiam wszystkie mamuski ktore borykaja sie z takimi samymi
problemamiwink
Obserwuj wątek
    • adachris Re: czegos mi jednak brakuje.... 16.12.05, 14:43
      Witaj,ja jak zaszlam w ciazee bylam sama,poronilam wrocil do mnie,bardzo chce
      miec znow dziecko,rozmawiamy o tym,tylko czy jak znow zajde w ciaze zostawi mnie
      ? nie wiem,czy warto jest zachodzic w ciaze w tak niepenej sytuacji, wiedzac ze
      moge zostac sama,kocham go i bede kochala to dziecko jesli sie
      pocznie...zalujesz ze masz dziecko bedac sama?
      • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 16.12.05, 15:06
        nie zaluje tego ze mam dziecko to najpiekniejsza rzecz jaka mi sie
        kiedykolwiek przytrafilasmiletylko wlasnie chcialabym zeby mojego synka wychowywal
        tez tatus.Moj narzeczony tez chcial wrocic ale postanowilam ze jednak z tego
        nic nie bedzie.Bylo trudno ale mysle ze to byla dobra decyzja dlatego ze za
        duzo juz sie zlego wydazylo.Jesli go kochasz to warto smileJa tez musze kiedys w
        koncu komus zaufac.
    • kotka.na.dachu Re: czegos mi jednak brakuje.... 16.12.05, 14:56
      Masz dziecko i rodzinę, więc tak naprawdę nie jesteś sama.
      Do silnego ramienia trzeba nieco okrzepnąć.
      Uszy do góry!
      • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 16.12.05, 15:08
        dzieki za pokrzepiajace slowosmileJa sie trzymam tylko czasami dopada czlowieka
        taka bezsilnosc.Masz racje a jak bym byla calkiem sama nie wiem jak bym to
        zniosla Pozdrowionkasmile
        • kini_m tak na boku 16.12.05, 17:03
          Jesli dobrze rozpoznję to rocznik 81 ma okropnie ciężka sytuację (asiouek/nimi,
          scania, kingula). Dużo tu braku wiary, braku zaufania, dda.
          • mmaggz Re: tak na boku 16.12.05, 18:16
            ja tak w nawiązaniu do rocznika 81... Stan wojenny dziewuchy chyba.....
            A tak serio to może coś w tym jest. Ja tez 81, tylko jakos ja mam w sobie teraz
            wiecej optymizmusmile odkąd pozbylam sie meza widze nowe mozliwosci Może mam
            jeszcze na swiezo...
            Ale fajnie jak go nie ma
            • kingula81 Re: tak na boku 16.12.05, 21:57
              spokosmile wiesz co ja tez sie pozbylam tylko mojego narzyczonego i mysle ze
              dobrze zrobilam.Bylabym z nim nieszczesliwa.A teraz brakuje mi czegos a moze
              kogos,jeszcze nie wiemwinkale napewno nie jego.Jestem wesola osobka tylko czasami
              popadam w melancholie.chyba kazdy tak mawinkA tak poza tym to sobie radze,nie
              jest zle.AAA chcialabym wlasnie poznac kogos kto jest w podobnej sytuacji jak
              jasmilepozdro
          • kingula81 Re: tak na boku 16.12.05, 21:52
            wiem ze czasami mam malo wiary w sobie,ale coz probuje dalej.....smileTak to moj
            roczniksmilepozdro
    • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 19.12.05, 08:55
      ja nauczyłam się być sama
      nie chciałam mieć faceta obok siebie, bo ...
      właśnie nie potrafiłąm zaufać

      zmieniło się

      poznałam M.
      nauczył mnie ufać
      jeszcze nie do końca, ale wierzę
      wierzę Jemu
      wierzę sobie
      wierzę światu

      jak to się mówi, czas leczy rany
      i to jest prawda
      • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 19.12.05, 18:39
        dzieki anetina dodalas mi otuchysmile pozdrowionka
        • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 20.12.05, 20:06
          kingula81 napisała:

          > dzieki anetina dodalas mi otuchysmile pozdrowionka


          od rozstania z eksem i ojcem Małego minęło 2,5 roku, gdy poznałam M.
          Mały nie miał jeszcze 2 latek
          chłopaki się od razu zaakceptowali

          ja nie potrafiłam
          M. więc co tydzień przyjeżdża 350 km, aby spotkać się z nami tylko 1 dobę
          próbuje mnie nauczyć zaufania i miłości

          ostatnio zauważyłam, że brak mi jest jego
          i to tak bardzo
          planujemy już wspólną przyszłość

          i gdyby mi to jeszcze ktoś powiedział jakiś czas temu, że jednak pokocham kogoś
          że Mały będzie miał ojca - wyśmiałabym go

          nie chciałam nikogo
          a los kolejny raz pokazał mi, że nigdy nie można mówić nigdy

          a teraz...
          teraz czekamy jeszcze ponad 4 doby i się zobaczymy
          M. będzie aż do Sylwestra
          chyba że już znajdzie tu pracę, to zostaje z nami

          dlatego dziewczyny uwierzcie, że los nam to wszystko wynagrodzi
          nam i naszym dzieciom

          trzymam za to mocno kciuki



          • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 20.12.05, 23:21
            widze ze tez troche czasu minelo zanim kogos zaakceptowalas.Od rozstania z moim
            bylym minelo tez juz dosyc 2lata.Ale na poczatku to bylo straszne mialam tak
            dosyc mezczyzn, wogole mnie rzadny nie interesowal.Dopiero jakos od nie dawna
            moje myslenie pomalu sie zmienia.I chyba bym mogla juz komus zaufac.Tez
            zaczynam w to wierzycsmilesmilesmilesmile zobaczymy co czas pokaze....Pozdrawiam
            • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 08:42
              kingula81 napisała:

              > widze ze tez troche czasu minelo zanim kogos zaakceptowalas.Od rozstania z
              moim
              >
              > bylym minelo tez juz dosyc 2lata.Ale na poczatku to bylo straszne mialam tak
              > dosyc mezczyzn, wogole mnie rzadny nie interesowal.Dopiero jakos od nie dawna
              > moje myslenie pomalu sie zmienia.I chyba bym mogla juz komus zaufac.Tez
              > zaczynam w to wierzycsmilesmilesmilesmile zobaczymy co czas pokaze....Pozdrawiam



              jakby nam ktoś kiedyś powiedział, że czas leczy rany - wyśmiałybyśmy go
              ale to jest jednak prawda
              po jakiś 2 latach zaczęło mi jednak brakować faceta obok siebie
              ale odsuwałam od siebie te myśli
              swojej podświadomości wmawiałam, że jednak nie potrzebuje
              i wtedy pojawił się M.
              nauczył mnie, że jednak można facetowi zaufać i pokochać
              z M. czujemy, że znamy się latami
              rozumiemy się bez słów
              Mały czasami woła na niego TATA
              a ja staram się M. wdrażać w nasze codzienne sprawy
              on kąpie, karmi, ubiera Małego
              widzę, że się akceptują, lubią i kochają

              czas jednak leczy rany

              a eks ...
              nie odzywa się
              dziecka nie widział ani razu
              niech go szlag trafi


          • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 21.12.05, 10:43
            Hej anetinasmile a jak sie poznaliscie jesli mozna zapytac?Pozdrawiam
            • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 08:47
              a poznaliśmy się ...

              trochę jest to zabawne
              mam jedną siostrę
              wychodziła za mąż, a ja sama
              poprosiłam kolegę, przyjaciela za osobę towarzyszącą

              na 2 dni przed weselem moja ciocia spytała się mnie, czy jej partner może
              przyjechać z synem
              chłopak byłby dla mnie osobą towarzyszącą
              na stwierdzenie, że mam partnera - odpowiedziała, że będę miała dwóch
              na dodatek ze mną poszedł jeszcze mój synek

              i tak poszłam na wesele z trzema facetami - dwóch partnerów i syn
              na poprawinach bawiłam się już tylko z M.
              i od tej pory przyjeżdża co tydzień razem 700 km, aby się z nami zobaczyć

              a ja na wesele nie miałam ochoty iść
              • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 11:08
                Kurcze to pikne anetina co napisalas, chcialabym tez kogos takiego spotkacsmile I
                przyjezdza taki szmat drogi,musi naprawde kochacsmile
                A po ilu spotkaniach zaufalas mu, czy jeszcze sie tego uczysz?
                pozdrowink
                • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 11:52
                  kingula81 napisała:

                  > Kurcze to pikne anetina co napisalas, chcialabym tez kogos takiego spotkacsmile
                  I
                  > przyjezdza taki szmat drogi,musi naprawde kochacsmile
                  > A po ilu spotkaniach zaufalas mu, czy jeszcze sie tego uczysz?
                  > pozdrowink


                  wiem, że jest piekne
                  i wiem, że kocha

                  czasami myślę tylko, że to jest bajka, sen
                  ale zaczynam już wierzyć

                  a zaczął przyjeżdżać już tydzień po poznaniu
                  • kini_m Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 14:09
                    Dziewczyny, mam nadzieję że nie obrazicie o te kilka moich słów.
                    Z jednej strony bardzo się cieszę, gdy czytam wasze słowa o odzyskiwaniu wiary.
                    Że staracie się iść do przodu, najlepiej jak umiecie.
                    Ale z drugiej strony, to szczerze sam bym już nie podjął znajomości z osobą
                    która z takim trudem ufa. Madrzy ludzie mówią, że pod brakiem zaufania do kogoś
                    kryje się brak zaufania do samego siebie.
                    Więc jeśli ktoś, mimo to ma siłę cierpliwość być z Tobą, ceń go po stokroć.
                    Ja już bym chyba nie umiał... przez kilka lat tylko gasłem przy takiej osobie,
                    kolejny raz to już chyba było samobójstwo.
                    • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 15:05
                      kini_m ja wlasnie moglabym juz komus zaufac,wczesniej nie moglabym tego
                      zrobic,dlatego nikogo nie dopuszczalam do siebie blizej.Ale juz sie wyleczylam
                      i mysle ze tekie osoby sobie poradzasmile czas i jeszcze raz czas.I my wlasnie juz
                      jestesmy po dlugim czasie oczekiwania na lepsze,teraz pora na lepszewink
                      • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 15:33
                        kingula81 napisała:

                        > kini_m ja wlasnie moglabym juz komus zaufac,wczesniej nie moglabym tego
                        > zrobic,dlatego nikogo nie dopuszczalam do siebie blizej.Ale juz sie
                        wyleczylam
                        > i mysle ze tekie osoby sobie poradzasmile czas i jeszcze raz czas.I my wlasnie
                        juz
                        >
                        > jestesmy po dlugim czasie oczekiwania na lepsze,teraz pora na lepszewink



                        cieszę się, że masz mozliwość powiedzenia, że już pora komuś zaufać
                        ja nawet jak poznałam M., tego bym tak nie powiedziała
                        nie byłam gotowa zaufać
                        dopiero M. mnie nauczył, że czas leczy rany
                        że nie można żyć przeszłość
                        że pora już na miłość
                        • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 22:56
                          Wlaśnie zaczynam pomalu tesknic za tym zeby sie oprzec na meskim ramieniu,bo
                          ilez juz tak mozna samemu funkcjonowac.Juz czasami nie mam sily.Ale to chyba
                          jak kazdy.No coz bede cierpliwie czekacwink
                          • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 23.12.05, 08:27
                            czekaj cierpliwie
                            a naprawdę się doczekasz

                            życzymy Wam tego
                    • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 15:31
                      kini_m napisał:

                      > Dziewczyny, mam nadzieję że nie obrazicie o te kilka moich słów.
                      > Z jednej strony bardzo się cieszę, gdy czytam wasze słowa o odzyskiwaniu
                      wiary.
                      >
                      > Że staracie się iść do przodu, najlepiej jak umiecie.
                      > Ale z drugiej strony, to szczerze sam bym już nie podjął znajomości z osobą
                      > która z takim trudem ufa. Madrzy ludzie mówią, że pod brakiem zaufania do
                      kogoś
                      >
                      > kryje się brak zaufania do samego siebie.
                      > Więc jeśli ktoś, mimo to ma siłę cierpliwość być z Tobą, ceń go po stokroć.
                      > Ja już bym chyba nie umiał... przez kilka lat tylko gasłem przy takiej
                      osobie,
                      > kolejny raz to już chyba było samobójstwo.



                      facet, a dlaczego mam komuś zaufać?
                      po to, żeby znowu nas skrzywdził?
                      po to, żebym znowu miała łzy w oczach?
                      po to, żeby moje dziecko straciło osobę ważną w jego życiu?
                      po to?

                      dlatego nie ufałam nikomu
                      ale sobie - ufam
                      gdybym nie ufała - zabiłabym siebie
                      zabiłabym wtedy dziecko

                      a tak wyszłam na prostą
                      wychowałam dziecko na spokojnego, porządnego małego mężczyznę
                      pracuję, stać mnie na wszystko, co bym chciała ja lub dziecko mieć
                      i to bez łaskawego 150 zł miesięcznie alimantów

                      sobie ufam
                      a że zaufałam eksowi - to był błąd
                      cierpi przez to dziecko
                      dla Małego obiecałam sobie, że nie dam już kolejny raz zrobić się w balona
                      nie będę już przez nikogo cierpieć

                      los jednak chciał odwrotnie
                      postawił przed nami M.
                      ciężko było jemu przekonać mnie do siebie
                      ale mu się udało

                      mój synek wie chociaż, co to jest za uczucie mieć przy sobie ojca, przyjaciela,
                      powiernika
                      Mały od niego uczy się stosunku do kobiet, podejścia do życia

                      a ja ... zaufałam M.
                      wierzę, że nas nigdy nie zostawi

                      i to jest własnie zaufanie, miłość
                      wiem, że M. jest taką moją drugą połówką
                      że z nim będziemy szczęśliwi, a on z nami

                      a odnośnie
                      nie będę z kimś tylko dlatego, aby nie zostać sama
                      mam być tylko z kimś, bo łaskawie na mnie spojrzał?
                      tylko dlatego, żeby ludzie widzieli, że ktoś mnie jeszcze chciał?

                      NIE
                      nie mam sobie nic do zarzucenia
                      nie chciałam litości ani współczucia

                      wolę być sama niż być z kimś, kogo nie kocham ani moje dziecko by nie
                      zaakceptowało
                      i to jest właśnie zaufanie do swojej osoby
                    • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 22.12.05, 23:22
                      Do kini_m Nie mozesz sie nam dziwic,nam kobitkom i nie tylko kobitkom, ze mamy
                      tak malo zaufania w stosunku do drugiej osoby, jesli juz nas ktos wczesniej
                      mocno skrzywdzil.Przeciez nie mozna od nas wymagac zaufania z dnia na dzien.Tu
                      potrzeba troche czasu.Ale czlowiek jednak sie otrzasa i idzie dalej....i moze
                      potrzebuje tez osobki kora wskarze mu droge do celu.
                      • kini_m Re: czegos mi jednak brakuje.... 29.12.05, 02:06
                        anetina napisała:
                        > facet, a dlaczego mam komuś zaufać?
                        > po to, żeby znowu nas skrzywdził?
                        > po to, żebym znowu miała łzy w oczach?
                        > po to, żeby moje dziecko straciło osobę ważną w jego życiu?
                        > po to?
                        Niestety musze przyznać że jestem podobnego odczucia: po co zaufać kolejnej?
                        -żeby znowu rozbiła rodzinę?
                        -żeby znowu kolejnemu dziecku matka zakazała widzieć własnego ojca?
                        -żebym znowu jako ostatni dowiedział się po fakcie że moje dziecko wylądowało w
                        szpitalu?
                        -żeby znowu nie mógł wiedzieć do którego przedszkola chodzi moje dziecko?
                        -żeby znowu słyszeć pomówienia o stosowanie przemocy?
                        -żeby znowu kolejna teściowa mnie ciągała po sądach?
                        -żeby znowu poświęcić dobrą pracę, przyjaciół, własne życie a końcu
                        usłyszeć "Wszystko to twoja wina"?
                        Kurde, jeszcze żyję miłymi wspomnieniami z tamtych niegdysiejszych chwil.
                        Ale to już nie zmieni tego, że aktualnie została porywaczką dziecka które
                        tęskni za ojcem. I inaczej jej traktować nie umiem.

                        kingula81 napisała:
                        > Wlaśnie zaczynam pomalu tesknic za tym zeby sie oprzec na meskim ramieniu,
                        A ja na odwrót. Z czasem coraz bardziej przechodzi mi ochota na cokolwiek
                        kobiecego. Coraz mniej za tym tęsknię. Po swoim przypadku wiem jak ocenić czy
                        związek jest rozwojowy czy na odwrót, tak żeby nie zajęło to aż 5-ciu lat. Ale
                        mimo to gdy widzę atrakcyjną dziewczynę to nadal nie wiem co się w niej kryje.
                        Dziś boję się ponieść uczuciom zanim znowu będzie za późno.
                        Pamiętam jaka była młoda gdy zaczęliśmy być razem (nie miała jeszcze 18) i za
                        cholerę nie umiałbym przwidzieć tego co....
                        > Co nas nie zabije, to Nas wzmocni
                        A jednak mi po tym wszystkim organizm się rozstroił. Po dwóch mies odcinania od
                        dziecka wylądowałem na operacji, na szczęście zdążyli mnie dowieźć. Byłem poza
                        miastem i gdybym nie miał telefonu pod ręką to.... Trudno to uznać za
                        wzmocnienie. Za miętki jestem.
                        > Do kini_m Nie mozesz sie nam dziwic,nam kobitkom i nie tylko kobitkom, ze mamy
                        > tak malo zaufania w stosunku do drugiej osoby, jesli juz nas ktos wczesniej
                        > mocno skrzywdzil.Przeciez nie mozna od nas wymagac zaufania z dnia na
                        > dzien.Tu potrzeba troche czasu.Ale czlowiek jednak sie otrzasa i idzie
                        > dalej....i moze potrzebuje tez osobki kora wskarze mu droge do celu.
                        Rozumiem jak po własnych przejściach można mieć dość.
                        Ale nie rozumiem jak można tak dokopać swojemu pierwszemu związkowi
                        (partnerowi) i nie oszczędzać dziecka.
                        • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 29.12.05, 23:42
                          Do kini_m przykro mi ze miales takie nie mile doswiadczenia.Ale uwierz mi nie
                          wszystkie kobiety sa takie.Ja wrecz przeciwnie zabiegam o to zeby ojciec Adaska
                          sie z nim widywal.Bo nie wiem czy sam z wlasnej woli by do niego
                          przychodzil.pozdro
                          • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 02.01.06, 09:11
                            kingula81 napisała:

                            > Do kini_m przykro mi ze miales takie nie mile doswiadczenia.Ale uwierz mi
                            nie
                            > wszystkie kobiety sa takie.Ja wrecz przeciwnie zabiegam o to zeby ojciec
                            Adaska
                            >
                            > sie z nim widywal.Bo nie wiem czy sam z wlasnej woli by do niego
                            > przychodzil.pozdro


                            ja nie zabiegam
                            próbowałam
                            nie chciał
                            mnie to wisi
                            dziecko samo go kiedyś oceni
                        • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 29.12.05, 23:48
                          i napewno nie dokopalam mojemu bylemu tak jak na to zasluguje.Jestesmy w
                          dobrych kontaktach.
                          • kini_m Re: czegos mi jednak brakuje.... 30.12.05, 00:37
                            kingula81 napisała:
                            > Ale uwierz mi nie
                            > wszystkie kobiety sa takie.
                            Wierzę, choć czasami na siłę.
                            Jestem mi jednak głupio z tym że ona zniesmaczyła mi spojrzenie na kobiecość.
                            Dzisiaj gdy mijam na ulicy dziewczynę, to przyglądam się co niesie jej
                            spojrzenie. Czuję się przeczulony.
                            Sam też się zastanawiam co widać po mnie, bo tęskniąca córka nie schodzi mi co
                            dnia, co chwilę z myśli. Choć ostatnio przyjaciółka powiedziała mi że lepiej
                            już wyglądam.
                            Ciekawe że jednym z najczęstszych życzeń jakie słyszałem na święta to: "dobrej
                            żony".

                            A jak na razie zapowiada się sądny rok.
                            (Obrona przed sprawami wytoczonymi przez teściową - za próby odwiedzin córki
                            czyli naruszenie tertorium teściowej, i exię - pomawiającą mnie o hakerstwo, co
                            na forum już było. Dodatkowo sędzina spytała czy ja też zgłosiłem do
                            prokuratury czyny których dopuściła się exia, bo to by zmieniało okoliczności.)
                            Ja tego coraz mniej wytrzymuję, a ona na rozprawach jest w swoim żywiole.
                            Ostatnio zaczęła się z sedziną kłócić próbując uzsadnić czemu nie informuje
                            ojca o stanie zdrowia dziecka.
                            Czemu akurat ja???
                            pzdr
                            • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 30.12.05, 12:21
                              Przykro mi z tego powodu ze tak cierpisz.Ale niestety sa na swiecie tacy
                              ludzie,ktorzy lubia takie sceny,nie wiem dlaczego, poprostu tak maja.Mialam
                              kiedys taka przyjaciolke,ktora krok po kroku mnie niszczyla.To raczej nie byla
                              przyjazn,ale wtedy tak myslalam.Wiem ze u Ciebie to calkiem co innego,wiec
                              trzymaj sie i nie bierz tak wszystkiego do serca co twoja byla i tesciowa
                              wygaduja.Trzymam kciuki zebys mogl spokojnie sie spotykac ze swoja coreczka i
                              zeby to wszystko skonczylo sie dobrzesmile Pozdrowionka
                            • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 30.12.05, 12:26
                              Wiesz nie dziwie ci sie ze masz takie spojrzenie na kobiety.Ale to wszystko
                              przeminie,potrzeba czasu.Ja napoczatku jak moj byly mnie skrzywdzil tez
                              nienawidzilam meskiego narodu a teraz mam pelno kolegow.Jeszcze nie mam tego
                              jedynego(po moim synku oczywisciesmile,ale wiem ze sie znajdzie i bede juz z nim
                              do koncawink
                              • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 02.01.06, 09:16
                                kingula81 napisała:

                                > Wiesz nie dziwie ci sie ze masz takie spojrzenie na kobiety.Ale to wszystko
                                > przeminie,potrzeba czasu.Ja napoczatku jak moj byly mnie skrzywdzil tez
                                > nienawidzilam meskiego narodu a teraz mam pelno kolegow.Jeszcze nie mam tego
                                > jedynego(po moim synku oczywisciesmile,ale wiem ze sie znajdzie i bede juz z nim
                                > do koncawink



                                a ja nie chciałam nikogo
                                a że życie postanowiło nam kogoś przedstawić - wzięliśmy hihihihi

                                a odnośnie czasu ...
                                cały czas jestem zła na eksa
                                czas jednak leczy rany
                                nadal co prawda w jakiś sposób go nienawidzę za to, co nam zrobił
                                ale po części (i to dużej) jestem mu wdzięczna - mam synka
                          • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 02.01.06, 09:12
                            kingula81 napisała:

                            > i napewno nie dokopalam mojemu bylemu tak jak na to zasluguje.Jestesmy w
                            > dobrych kontaktach.



                            ciekawe, jak można już facetowi dokopać ??
                            chciałabym

                            życie samo mu da w kość
                            pokaże, co stracił
                            • kini_m Re: czegos mi jednak brakuje.... 02.01.06, 18:46
                              Podobno to faceci mają wszystko porozdzielane na "oddzielne szufladki" (np.
                              seks a miłość, itp).
                              A ja już dzisiaj po sobie czegoś takiego nie widzę.
                              Mam wrażenie, że jakbym miał zacząć nowy związek to zacząłbym go od:
                              opowiedz o swoich rodzicach, czy miałaś w nich wsparcie, kto był dla ciebie
                              autorytetem gdy byłaś młoda, co zrobiłaś aby poukładać dobrze stosunki z exem
                              (jeśli exia)?

                              Bo dziewczyny mi tu w końcu powiedziały: "widziały gały co brały, córka zawsze
                              przemieni się w swoją matkę".
                              Tylko że jeśli te gały miały widzieć co brały, to musiałyby zadać powyższe
                              pytania. Bo inaczej nic nie zapowiadało tego co się stało. W tamtym czasie ona
                              naprawdę była inicjatywną i romantyczną dziewczyną, i zapewne w jakiejś części
                              nadal taką jest.
                              Wtedy na początku było tylko jedno malutkie "ale" - nie układały się rozmowy na
                              jakiekolwiek poważniejsze tematy: ja o stole ona o bawole, ja pytam o zdanie
                              ona nie umie wyrazić własnego zdania, rozmawiając z nią zazwyczaj musiałem
                              poruszać się "po omacku". (Mówiłem jej o tym, że musi więcej mówić bo ja nie
                              zawsze będę trafnie odgadywał czego ona chce.)
                              Tylko kto myśli, że to może zwiastować coś niepokojącego, jeśli jest cały w
                              niej zaślepiony i chce oddać jej wszystko co ma.
                              Dopiero gdy zaczęły się pojawiać różnice stała się bardziej "wygadana".

                              Chciałbym jeszcze kiedyś z powrotem stać się takim niepoprawnym optymistą jakim
                              byłem wtedy.
                              Bo dziś niestety wątpię czy umiałbym uwierzyć gdybym usłyszał: tylko z tobą na
                              zawsze.
                              Ale w ogień poszedłbym za kobietą, która by obiecała: tylko z tobą przez
                              wszystkie trudy, zwłaszcza te które sami sobie będziemy zadawali.
                              • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 09:01
                                kini_m napisał:

                                > Podobno to faceci mają wszystko porozdzielane na "oddzielne szufladki" (np.
                                > seks a miłość, itp).
                                > A ja już dzisiaj po sobie czegoś takiego nie widzę.
                                > Mam wrażenie, że jakbym miał zacząć nowy związek to zacząłbym go od:
                                > opowiedz o swoich rodzicach, czy miałaś w nich wsparcie, kto był dla ciebie
                                > autorytetem gdy byłaś młoda, co zrobiłaś aby poukładać dobrze stosunki z exem
                                > (jeśli exia)?


                                o moich rodzicach: same zalety, nie mogę złego słowa powiedzieć
                                miałam zawsze wsparcie, zdarzały się oczywiście jakieś niedomówienia, ale
                                zawsze się dogadywaliśmy
                                ojciec zawsze był dla mnie autorytetem, a ja jego kochaną córeczką

                                o eksie:
                                zostawił mnie, jak byłam w drugim miesiący
                                był termin ślubu, odwołałam
                                próbowałam się dogadać
                                nie chciał, wolał życie bez zobowiązań
                                powiadomiłam go, że urodził mu się syn, nawet nie kwapił się go odiwedzić,
                                zadzwonić
                                MAM PROSIĆ ???
                                ile razy można !!!


                                > Bo dziewczyny mi tu w końcu powiedziały: "widziały gały co brały, córka
                                zawsze
                                > przemieni się w swoją matkę".
                                > Tylko że jeśli te gały miały widzieć co brały, to musiałyby zadać powyższe
                                > pytania. Bo inaczej nic nie zapowiadało tego co się stało. W tamtym czasie
                                ona
                                > naprawdę była inicjatywną i romantyczną dziewczyną, i zapewne w jakiejś
                                części
                                > nadal taką jest.


                                myślisz, że po takich przeżyciach dziewczyna się nie zmienia !!! ???
                                ja się bardzo zmieniałam


                                > Wtedy na początku było tylko jedno malutkie "ale" - nie układały się rozmowy
                                na
                                > jakiekolwiek poważniejsze tematy: ja o stole ona o bawole, ja pytam o zdanie
                                > ona nie umie wyrazić własnego zdania, rozmawiając z nią zazwyczaj musiałem
                                > poruszać się "po omacku". (Mówiłem jej o tym, że musi więcej mówić bo ja nie
                                > zawsze będę trafnie odgadywał czego ona chce.)


                                trzeba było więc ją nie wybierać


                                > Tylko kto myśli, że to może zwiastować coś niepokojącego, jeśli jest cały w
                                > niej zaślepiony i chce oddać jej wszystko co ma.
                                > Dopiero gdy zaczęły się pojawiać różnice stała się bardziej "wygadana".
                                >
                                > Chciałbym jeszcze kiedyś z powrotem stać się takim niepoprawnym optymistą
                                jakim
                                byłem wtedy.


                                ja myślałam, że nigdy już nie będę w stanie zaufać
                                optymistką zawsze byłam
                                gdybym myślała inaczej, dawno bym się wykończyła


                                > Bo dziś niestety wątpię czy umiałbym uwierzyć gdybym usłyszał: tylko z tobą
                                na
                                > zawsze.
                                > Ale w ogień poszedłbym za kobietą, która by obiecała: tylko z tobą przez
                                > wszystkie trudy, zwłaszcza te które sami sobie będziemy zadawali.


                                a ja bym nie poszła
                                dziewczynom, które mają dzieci, ciężej jest zaufać
                                • kini_m Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 22:29
                                  anetina napisała:
                                  > myślisz, że po takich przeżyciach dziewczyna się nie zmienia !!! ???
                                  Moja była pani...?
                                  Tylko coraz bardziej idzie w zaparte.
                                  Ostatnio na rozprawie nawet powiedziała sędzinie: "prawnik mi radził abym nie
                                  zezwalała na spotkania córki z ojcem" (kto o zdrowych zmysłach by tak
                                  powiedział do sądu?)

                                  > a ja bym nie poszła
                                  > dziewczynom, które mają dzieci, ciężej jest zaufać
                                  Anetina - to czy z dzieckiem, czy bez dziecka - jak dla mnie ma drugorzędne
                                  znaczenie. Zresztą kobieta z dzieckiem jak dla mnie, jest NIE MNIEJ pociągająca.
                                  A sposobowi rozejścia (to że samotnie wychowująca) trzeba zawsze się przyjrzeć:
                                  porzuciła faceta:
                                  a) bo facet sprawiał trudności nie do pokonania, czy jednak
                                  b) bo miała sama zbyt duże problemy emocjonalne żeby stworzyć stabilny związek,
                                  została porzucona:
                                  a) bo stała się niewygodna dla faceta, czy jednak
                                  b) bo sama była "nie do strawienia" na dłuższą metę.
                                  Więc z samego faktu rozstania, zanim się nie dokona rozpoznania sytuacji
                                  patrząc z boku, jeszcze niewiele dla mnie wynika. A to, że każdy sam o sobie
                                  uważa to co w odpowiedzi a) - to oczywiste. (Dziwny byłby człowiek, który nie
                                  ma odruchu obrony swego wizerunku.)

                                  Natomiast z góry mogę zawsze zauważyć jedną rzecz - czy była partnerka opisuje
                                  swego byłego partnera jako psychopatę, czy jednak bardziej humanitarnie go
                                  opisuje panując nad emocjami? Czy jeśli go krytykuje to: czy umie podać
                                  okoliczności jego błędnych uczynków, czy po prostu wywala: bił mnie, szarpał
                                  mnie, znęcał się nade mną.
                                  Niestety, ale zawsze jest jakaś logiczna takiego zachowania przyczyna,
                                  praprzyczyna, prapraprzyczyna (przyczyna - nie znaczy usprawiedliwienie -
                                  sic!).
                                  Jeśli podająca/y się za ofiarę, takowej przyczyny logicznie nie dostrzega - to
                                  raczej znaczy że nie chce dostrzegać, a to czyni prawdopodobnym że wewnętrznie
                                  boi się stanać z prawdą - że albo sam/sama przyczyniło się do tego stanu, albo
                                  ta sytuacja w gruncie rzeczy wyglądałaby całkiem inaczej niż to opisuje.
                                  (Ja przyczyny sytuacji nie umiałem rozgryźć ale stale szukałem. Dziś wojownicza
                                  postawa jej toksycznych rodziców potwierdza, to co odkryłem. Gdybym tylko
                                  zrozumiał to prędzej, gdybym .......!)

                                  Jeszcze o zarzucaniu przemocy - wiesz, w ostatniej rozmowie z moją byłą nt tego
                                  czy warto było rozbić naszą rodzinę, ona stale dążyła w stronę zarzucania
                                  przemocy. W końcu powiedziała kwestię: "Przyznaj się że używałeś przemocy, ja
                                  wszystko mam zapisane w swoim pamiętniku."
                                  (Jako że ja umiem polemizować w każdych warunkach, na wolność słowa nie będę
                                  się boczył, więc pociągnałem temat).
                                  Wobec powyższego zadałem jej pytanie: "A czy w swoim pamiętniku zapisałaś ile
                                  razy i kiedy ty mnie atakowałaś?"
                                  Nie odpowiedziała, wstała i wyszła obrażona bez słowa z kawiarni.
                                  Mimo, że ona oczekiwała mojej odpowiedzi, to jednak ona nie miała odwagi
                                  dyskusji na ten sam temat, ale w inny niż dla niej wygodny punkt spojrzenia. Ja
                                  wiem jasno ile mam sobie do zarzucenia i umiem stanąć temu naprzeciw - nie
                                  uciekam.
                                  (Co więcej - na jej żadanie w życiu poprawiałem co ona wytykała. A ona - czy
                                  poprawiała cośkolwiek ze swej strony, czy kiedykolwiek dostrzegała co dla niej
                                  zmieniałem? Zapewne ma poczucie że jeśli jest matką, to już wystarczy samo za
                                  siebie. Dziś wiem że nawet nazbyt wiele rezygnowałem z siebie w jej żadaniach.
                                  Pozostała mi po niej kilkuletnia wyrwa w życiu - postawiłem wszystko na jedną
                                  i .....)

                                  Stworzenie związku, wychowanie dziecka, dzielenie trudów życia - to procesy
                                  stale wymagające od nas podejmowania tego wyzwania przyjmując
                                  nienajwygodniejsze dla nas pozycje. Niektórzy jednak albo uciekają, albo to
                                  podejmując niestety przeginają świat pod swoją jedyną wizję (np porywają
                                  dziecko od drugiego rodzica), nie zważając na to ile to wywołuje cierpienia
                                  innym.
                                  • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 04.01.06, 07:34
                                    kini_m napisał:

                                    > anetina napisała:
                                    > > myślisz, że po takich przeżyciach dziewczyna się nie zmienia !!! ???
                                    > Moja była pani...?
                                    > Tylko coraz bardziej idzie w zaparte.
                                    > Ostatnio na rozprawie nawet powiedziała sędzinie: "prawnik mi radził abym nie
                                    > zezwalała na spotkania córki z ojcem" (kto o zdrowych zmysłach by tak
                                    > powiedział do sądu?)



                                    a ja stwierdziłam w sądzie, że się nie odzywał do mnie 1,5 roku
                                    że nie wie, jak wygląda dziecko
                                    dlatego nie zgadzam się na uznanie dziecka przez niego
                                    eks stwierdził, że nie płacił, bo nie wiedział, gdzie jestem
                                    jakbym mu nie pisała, że adresu nie zmieniam, że urodził mu się syn
                                    sąd przyznał rację
                                    a eks ... powiedział, że nie będzie mi utrudniał życia i znika



                                    > > a ja bym nie poszła
                                    > > dziewczynom, które mają dzieci, ciężej jest zaufać
                                    > Anetina - to czy z dzieckiem, czy bez dziecka - jak dla mnie ma drugorzędne
                                    > znaczenie. Zresztą kobieta z dzieckiem jak dla mnie, jest NIE MNIEJ
                                    pociągająca



                                    dla niektórych (większości) facetów ma znaczenie, czy jest dziecko
                                    mnie to właściwie nie interesowało, bo nie szukałam miłości



                                    > A sposobowi rozejścia (to że samotnie wychowująca) trzeba zawsze się
                                    przyjrzeć:
                                    > porzuciła faceta:
                                    > a) bo facet sprawiał trudności nie do pokonania, czy jednak
                                    > b) bo miała sama zbyt duże problemy emocjonalne żeby stworzyć stabilny
                                    związek,
                                    > została porzucona:
                                    > a) bo stała się niewygodna dla faceta, czy jednak
                                    > b) bo sama była "nie do strawienia" na dłuższą metę.
                                    > Więc z samego faktu rozstania, zanim się nie dokona rozpoznania sytuacji
                                    > patrząc z boku, jeszcze niewiele dla mnie wynika. A to, że każdy sam o sobie
                                    > uważa to co w odpowiedzi a) - to oczywiste. (Dziwny byłby człowiek, który nie
                                    > ma odruchu obrony swego wizerunku.)



                                    a ja nie stwierdzę, że to było a)
                                    bo prawidłowej odpowiedzi nie ma wśród tych wymienionych



                                    > Natomiast z góry mogę zawsze zauważyć jedną rzecz - czy była partnerka
                                    opisuje
                                    > swego byłego partnera jako psychopatę, czy jednak bardziej humanitarnie go
                                    > opisuje panując nad emocjami? Czy jeśli go krytykuje to: czy umie podać
                                    > okoliczności jego błędnych uczynków, czy po prostu wywala: bił mnie, szarpał
                                    > mnie, znęcał się nade mną.



                                    a dla mnie temat eksa jest tabu
                                    na ten temat będę rozmawiać tylko z synem
                                    z M. nie rozmawiam - nie powinno go za bardzo interesować, jaki był eks itp.
                                    a poza tym taka rozmowa nie ma sensu - po co?



                                    > Niestety, ale zawsze jest jakaś logiczna takiego zachowania przyczyna,
                                    > praprzyczyna, prapraprzyczyna (przyczyna - nie znaczy usprawiedliwienie -
                                    > sic!).
                                    > Jeśli podająca/y się za ofiarę, takowej przyczyny logicznie nie dostrzega -
                                    to
                                    > raczej znaczy że nie chce dostrzegać, a to czyni prawdopodobnym że
                                    wewnętrznie
                                    > boi się stanać z prawdą - że albo sam/sama przyczyniło się do tego stanu,
                                    albo
                                    > ta sytuacja w gruncie rzeczy wyglądałaby całkiem inaczej niż to opisuje.
                                    > (Ja przyczyny sytuacji nie umiałem rozgryźć ale stale szukałem. Dziś
                                    wojownicza
                                    >
                                    > postawa jej toksycznych rodziców potwierdza, to co odkryłem. Gdybym tylko
                                    > zrozumiał to prędzej, gdybym .......!)



                                    widzisz
                                    rodzice mają pewną intuicję - może rzeczywiście z tobą jest coś nie tak !! ??



                                    > Jeszcze o zarzucaniu przemocy - wiesz, w ostatniej rozmowie z moją byłą nt
                                    tego
                                    >
                                    > czy warto było rozbić naszą rodzinę, ona stale dążyła w stronę zarzucania
                                    > przemocy. W końcu powiedziała kwestię: "Przyznaj się że używałeś przemocy, ja
                                    > wszystko mam zapisane w swoim pamiętniku."
                                    > (Jako że ja umiem polemizować w każdych warunkach, na wolność słowa nie będę
                                    > się boczył, więc pociągnałem temat).
                                    > Wobec powyższego zadałem jej pytanie: "A czy w swoim pamiętniku zapisałaś ile
                                    > razy i kiedy ty mnie atakowałaś?"
                                    > Nie odpowiedziała, wstała i wyszła obrażona bez słowa z kawiarni.
                                    > Mimo, że ona oczekiwała mojej odpowiedzi, to jednak ona nie miała odwagi
                                    > dyskusji na ten sam temat, ale w inny niż dla niej wygodny punkt spojrzenia.
                                    Ja
                                    >
                                    > wiem jasno ile mam sobie do zarzucenia i umiem stanąć temu naprzeciw - nie
                                    > uciekam.



                                    a ja odnoszę wrażenie, że jednak uciekasz



                                    > (Co więcej - na jej żadanie w życiu poprawiałem co ona wytykała. A ona - czy
                                    > poprawiała cośkolwiek ze swej strony, czy kiedykolwiek dostrzegała co dla
                                    niej
                                    > zmieniałem? Zapewne ma poczucie że jeśli jest matką, to już wystarczy samo za
                                    > siebie. Dziś wiem że nawet nazbyt wiele rezygnowałem z siebie w jej
                                    żadaniach.
                                    > Pozostała mi po niej kilkuletnia wyrwa w życiu - postawiłem wszystko na jedną
                                    > i .....)



                                    tego właśnie najbardziej żal
                                    straconego czasu



                                    > Stworzenie związku, wychowanie dziecka, dzielenie trudów życia - to procesy
                                    > stale wymagające od nas podejmowania tego wyzwania przyjmując
                                    > nienajwygodniejsze dla nas pozycje. Niektórzy jednak albo uciekają, albo to
                                    > podejmując niestety przeginają świat pod swoją jedyną wizję (np porywają
                                    > dziecko od drugiego rodzica), nie zważając na to ile to wywołuje cierpienia
                                    > innym.



                                    ja nie narzekam
                                    a poza tym znowu pokazujesz dwie krańcowe sytuację
                                    a w takiej sytuacji jest naprawdę niewiele osób
                              • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 11:55
                                U mnie z rodzicami jest tak,pomogli mi bardzo po urodzeniu Adaska i dalej
                                pomagaja.Jestem jedynaczka ale powiem wam ze nigdy raczej nie moglam z nimi
                                pogadac na wszystkie tematy.Jakos tak mijamy sie,nie wiem dleczego.Moim
                                autorytetem jest moja babcia ktora mieszka tez z nami.Z nia moge o wszystkim
                                pogadac i poradzic sie.Tak jakos sama ze siebie nie lubie sie z nikim
                                nienawidzic.No ale za to jak skrzywdzil mnie eks mam gleboko schowany zal do
                                niego i zlosc.Czy to sie kiedys zmieni ???Nie wiem......Poprostu rozmawiam z
                                nim na tematy zwiazane z dzieckiem.
                                Ta mi tez tak gadaja czasami-widzialy galy co braly-ale skad to mozna wiedziec
                                jak bedzie??Jaka okaze sie pozniej ta kochana osoba???Niech ktos mi to powie???
                                Jak taki madry.
                                Wiesz co jak pamietam to tez zaczelo sie od tego ze wlasnie na powazniejsze
                                tematy ja gadalam,on gadal calkiem co innego.Jakby mnie wogole nie
                                sluchal,nigdy nie mial swojego zdania o niczym.Ale wlasnie skad mozna bylo to
                                wiedziec ze nam nie wyjdzie???
                                Nie zawsze corka staje sie taka jak matka.Ja np.jestem przeciwienstwem mojej
                                matkiwinknie wiem czy to dobrze czy zle.Jestem soba poprostuwink
                                Zmienilam sie po tych wszystkich przejsciach strasznie,teraz nie wiem czy
                                jeszcze bede dzielic zycie z druga osoba po adasku.Kurcze chcialabym.......
                                Trzymajcie sie cieplutkosmile
                                • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 13:52
                                  ja też jestem przeciwieństwej swej matki

                                  a odnośnie przyszłości
                                  ja stwierdziłam, że już nigdy nikogo nie pokocham
                                  mam kumpli - przyjaciół, na których mogę polegać
                                  którzy widzą we mnie coś więcej - kobietę
                                  ale ja nie chciałam - wolałam być przyjaciółką

                                  poznając M. nie zrobił na mnie wrażenia
                                  (co prawda jest niczego sobie - wysoki, szczupły, wow)
                                  jednak jego podejście do Małego coś we mnie złamało
                                  widziałam ich rozmowy, zabawy
                                  stosunek M. do dziecka
                                  jak Mały do niego lgnie
                                  tym mnie do siebie przyciągnął

                                  a póżniej
                                  mieliśmy wrażenie, że znamy się całe życie
                                  kocham i jestem kochana
                                  a moje dziecko wie, jak to jest mieć ojca
                                  • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 15:37
                                    Ja tez nie chcialam miec nikogo i tak jak tobie nikt mi sie nie
                                    podobal.Niedawno poznalam J.byl u mnie w domku i tez mnie to ujelo jak sie
                                    zainteresowal moim synkiem.Ale mieszkamy daleko,ja jak narazie nie pracuje,nie
                                    wiem czy by to mialo sens?Zreszta ja prowadze calkiem inne zycie niz jego inne
                                    kolezanki.Mowi ze to mu nie przeszkadza ze mam dziecko.Ale ,no nie wiem boje
                                    sie.....
                                    • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 04.01.06, 07:37
                                      kingula81 napisała:

                                      > Ja tez nie chcialam miec nikogo i tak jak tobie nikt mi sie nie
                                      > podobal.Niedawno poznalam J.byl u mnie w domku i tez mnie to ujelo jak sie
                                      > zainteresowal moim synkiem.


                                      najważniejsze jest podejście faceta do naszych dzieci


                                      Ale mieszkamy daleko,


                                      a nas dzieli tylko 350 km


                                      ja jak narazie nie pracuje,nie
                                      > wiem czy by to mialo sens?


                                      wszystko ma sens
                                      jeśli tego tylko chcecie


                                      Zreszta ja prowadze calkiem inne zycie niz jego inne
                                      > kolezanki.Mowi ze to mu nie przeszkadza ze mam dziecko.Ale ,no nie wiem boje
                                      > sie.....


                                      ja też mam inne życie
                                      mam swoje lata
                                      mam dziecko
                                      mam za sobą przeszłość
                                      mam pracę
                                      mam dom
                                      nie w głowie mi imprezy i takie życie
                                      ale nie żałuję
                                      • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 04.01.06, 14:19
                                        Nie wiem naprawde co mam robic anetina.Czasami mam takie wachania.Spodobal mi
                                        sie ,ja mu chyba tez,no tak powiedzial.Czas pokaze co bedzie....pozdrowink
                                        • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 15:10
                                          kingula81 napisała:

                                          > Nie wiem naprawde co mam robic anetina.Czasami mam takie wachania.Spodobal mi
                                          > sie ,ja mu chyba tez,no tak powiedzial.Czas pokaze co bedzie....pozdrowink



                                          pamiętaj, że decyzja należy tylko do ciebie
                                          sama musisz zdecydować, co będzie najlepsze dla ciebie i dla twojego dziecka

                                          w każdym razie trzymam mocno kciuki za to, abyś wybrała najlepsze wyjście

                                          mnie było ciężko zdecydować
                                          bałam się znowu skrzywdzić dziecka
                                          nie chciałam

                                          a teraz ...
                                          jesteśmy szczęśliwi
                                          ja mam partnera, obecnie narzeczonego
                                          a mój syn ma przy sobie prawdziwego przyjaciela, opiekuna, na którego z czasem
                                          może powie świadomie TATA
                                          • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 23:40
                                            Dzieki za trzymanie kciukowsmile wlasnie ja tez bym go chciala poddac paru
                                            testom,ale jak to zrobic przez tel.czy gg?wink
                                            • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 06.01.06, 09:28
                                              ja M. testowałam poprzez różne sytuacje

                                              przykładowo
                                              do obowiązków M. należy ubieranie Małego, karmienie, kąpanie
                                              patrzyłam, jak się bawią
                                              jak ze sobą rozmawiają

                                              obserwowałam, jak M. zachowuje się w skrajnych sytuacjach
                                              jak coś każe mu zrobić
                                              jak mam humor paskudny i chodzę zła na cały świat
                                              co zrobi, jak Mały nie słucha

                                              itp.

                                              cały czas patrzę na M.
                                              obserwuję

                                              wie o tym
                                              i się śmieje, jak długo to potrwa
                            • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 11:31
                              Masz racje anetinasmile moj eks chce wrocic i od pewnego czsu bardzo zaluje tego
                              co zrobil,ale jedyne co ja moge mu teraz ofiarowac to przyjazn,to i tak bardzo
                              duzo.Zaduzo sie juz wydarzylo zebym wrocila do niego.Juz zreszta probowalam nie
                              raz ale nie wyszlo.pozdrowink
                              • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 11:37
                                kingula81 napisała:

                                > Masz racje anetinasmile moj eks chce wrocic i od pewnego czsu bardzo zaluje tego
                                > co zrobil,ale jedyne co ja moge mu teraz ofiarowac to przyjazn,to i tak
                                bardzo
                                > duzo.Zaduzo sie juz wydarzylo zebym wrocila do niego.Juz zreszta probowalam
                                nie
                                >
                                > raz ale nie wyszlo.pozdrowink



                                ja nie chcę stawiać przed takim faktem, że eks się zmienił i chce wrócić
                                może dawniej - może byłoby inaczej

                                czas jednak pokazał, że dobrze zrobiłam odchodząc od niego
                                wyszłam na prostą
                                dziecko jest szczęśliwe

                                eksowi nawet przyjaźni bym nie oferowała
                                za dużo niemiłych wspomnień

                                teraz tym bardziej - mam kogoś
                                jesteśmy w trójkę szczęśliwi
                                planujemy przyszłość


    • sammam Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 19:56
      witam,ja mam córeczkę, która ma 9 m-cy i też samotnie ją wychowuje. Na szczęście nie brałam ślubu z gościem, z którym mam dziecko, natomiast on jak się dowiedział to chciał żebym usunęła. sku..el jeden!!! ale wracając do tematu to też brakuje mi pełnej rodzinki, ciepełka z tym związanego, mocnego męskiego ramienia. nie załamałam się jednak tym faktem i nie zatraciłam zaufania, kocham mocno moją córeczkę i próbuję zastępować jej ojca.
      • kini_m Re: czegos mi jednak brakuje.... 03.01.06, 22:19
        kingula napisała:
        > Ta mi tez tak gadaja czasami-widzialy galy co braly-ale skad to mozna
        > wiedziec jak bedzie??Jaka okaze sie pozniej ta kochana osoba???
        > Niech ktos mi to powie??? Jak taki madry.
        No właśnie, doszłem do mało przyjemnego wniosku że trzeba by zbadac kilka mało
        przyjemnych kwesti w kadydtce/owi: pytań które napisałem poprzednio. Tylko że
        to sie nieco kłóci z zaufaniem, miłoscią, i w ogóle...

        Brakuje mi pełnej rodzinki, brakuje córki.
        Ale nie brakuje exi, nie tęsknię jak na razie za czymś kobiecym. (Może jeden
        wyjątek - wolę pogadać tutaj, niż egzaltować się z innymi walczącymi
        tatusiami.)
        Nieco szczęścia mam w tym, że na codzień mogę pomagać przy siostrzenicy,
        niesamowitym dwuletnim szkrabie. Siostra nie wie jak wyegzekwować od niej żeby
        posprzątała po sobie zabawki lub jak ją zachęcić do mycia ząbków.
        A ze mną mała te rzeczy robi to od razu i z chęcią.
        • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 04.01.06, 14:23
          Za eksem tez nie tesknie.Ale chcialabym zeby ktos sie mna kiedys zaopiekowal,bo
          jak narazie to ja jestem mamusia,tatusiem na koncu kobieta.I wszystkie te
          osobki we mnie chca oparcia,bo juz czasami opadam z sil.
          To prawda przydalby sie taki maly tescik sprawdzajacy ta druga osobewinkzeby
          wiedziec na samym poczatku co i jak.
          • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 15:11
            ja z każdej strony sprawdziłam M.
            wiedział o tym, że go testuje
            i ...
            zdał wszystko śpiewająco
            • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 23:38
              U nas jedyna przeszkoda jest ta odleglosc.Nie wiem poprostu czy to co jest
              rozkwitnie.Bo cos jest...Jak narazie nie wiem kiedy sie spotkamy.On mnie
              zapewnia ze napewno sie spotkamy.Ja jeszcze mam w weekendy zjazdy na uczelni i
              nie ma mnie wtedy w domciusad jeszcze do tego sesja sie zaczyna.Co nam pozostaje
              telefon i ggwinkno nic zobaczymy co bedzie... pozdrawiam cieplutkosmile
              • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 06.01.06, 09:31
                przeszkoda

                u nas te 350 km dla mnie jest męką
                a dla M. - jeżdzi co tydzień, co dwa, aby się chociaż kilka godzin zobaczyć z
                nami

                pocieszam się tym, że koleżanka moja z pracy do narzeczonego ma aż 2000 km
                i tak bardzo nie płacze smile


      • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 04.01.06, 07:39
        sammam napisała:

        > witam,ja mam córeczkę, która ma 9 m-cy i też samotnie ją wychowuje. Na
        szczęści
        > e nie brałam ślubu z gościem, z którym mam dziecko, natomiast on jak się
        dowied
        > ział to chciał żebym usunęła. sku..el jeden!!! ale wracając do tematu to też
        br
        > akuje mi pełnej rodzinki, ciepełka z tym związanego, mocnego męskiego
        ramienia.
        > nie załamałam się jednak tym faktem i nie zatraciłam zaufania, kocham mocno
        mo
        > ją córeczkę i próbuję zastępować jej ojca.



        najlepszym wyjściem w takiej sytuacji jest nie branie przymusowego ślubu
        bo ja to tak nazywam

        my ustaliliśmy termin ślubu jeszcze przed ciążą
        póżniej zaplanowana ciąża

        i ...
        głupota zrobiona przez eksa, czego się nie daruje
        i czym zmarnował swoje życie
      • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 04.01.06, 14:00
        Tak trzymajwink Bo ja Ci powiem ze dochodzilam do siebie dosyc dlugo.Dalej mam
        czasami takie braki zaufania do mezczyzn,a moze dlatego ze spotykam jednak
        samych palantow ktorzy sami nie wiedza czego chca!Najpierw mowia-mozesz na mnie
        liczyc- a potem i tak cie maja gleboko w .....!Sorrki ale jestem dzisiaj chyba
        bojowo nastawiona hihi.pozdrowink
    • lilis1 Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 14:47
      czesc smile ja jestem w podobnej sytuacji jak Ty. BARDZO bym chciała by mój
      malutki miał pełną rodzinę. Martwie sie o niego co bedzie czuł gdy zrozumie że
      powinien byc też tata. Narazie synek ma 16 miesięcy i na wszystkich facetów
      mówi pan smileOjca nie zna ponieważ mąż zostawił nas gdy mały miał 2 miesiące, nie
      utrzymuje z nami żadnego kontaku. A mi sie marzy taka prawdziwa rodzina i
      jeszcze jedno dzieciątko smile)))
      • sammam Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 20:12
        lilis1 napisała:

        > czesc smile ja jestem w podobnej sytuacji jak Ty. BARDZO bym chciała by mój
        > malutki miał pełną rodzinę. Martwie sie o niego co bedzie czuł gdy zrozumie że
        > powinien byc też tata. Narazie synek ma 16 miesięcy i na wszystkich facetów
        > mówi pan smileOjca nie zna ponieważ mąż zostawił nas gdy mały miał 2 miesiące, nie
        >
        > utrzymuje z nami żadnego kontaku. A mi sie marzy taka prawdziwa rodzina i
        > jeszcze jedno dzieciątko smile)))

        HMMM, PRAWDZIWA RODZINKA... TEŻ MI SIĘ MARZYsmileI JESZCZE KOLEJNE DZIECIĄTKO TEŻ.

        I JUŻ NAWET NIE CHCĘ NIC PISAĆ NA TEMAT TYCH NIEDOROSŁYCH MĘŻCZYZN I MAMUSIEK, BO WŁAŚCIWIE TO JEST ICH PROBLEM CO ZROBILI.

        A MY MUSIMY CZERPAĆ SIŁE Z WYCHOWANIA NASZYCH MALEŃSTW, CZERPAĆ SIŁĘ Z ICH UŚMIECHÓW I RADOŚCI IŚĆ DALEJ PRZEZ ŻYCIE, I WPIERAĆ SIĘ SAMOTNE MAMUSIE I TATUSIOWIE.

        POZDRO DLA WSZYSTKICH SAMOTNIE WYCHOWUJĄCYCH I NIE TYLKO.

        • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 05.01.06, 23:29
          Wiem ze mam super synka i przy nim wszysko odchodzi w niepamiec bo nie ma czasu
          wtedy na problemy.On umie mnie rosmieszyc najbardziej i wszystko wtedy
          odplywa.Wlasnie wtedy gdy nie jestesmy razem, bo maly chodzi do zlobka,nachodza
          mnie rozne mysli.Patrze na osoby ktore sa wokol mnie i widze same pary
          wspierajace sie w codziennym zyciu.I tak sobie mysle,fajnie by bylo kiedys miec
          kogos takiego jeszcze przy boku zeby nad nami czuwal...Tego nam zyczewinkpozdro
          cieplutkie
          • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 06.01.06, 09:33
            ale pomyśl sobie, ile w tych parach jest udawania
            a tak poważnie
            żadne małżeństwo szczęścia nie daje
            pamiętaj, że lepiej być szczęśliwej samej z dzieckiem niż być na siłę w związku
            i unieszczęśliwiać trzy osoby
            • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 06.01.06, 17:27
              Masz racje,w wielu przypadkach to tylko pozory.Ja nie wyszlam za mojego eksa bo
              milosc gdzies poprostu odeszla po tym wszystkim co sie zdarzylo.I na sile juz
              nie chcialam byc z nim tylko dlatego zeby inni nie gadali.Nie, to nie dla mnie.
              Juz wole byc- dokladnie sama z synkiem- niz wiklac sie w zwiazek bez sensu.
              Wlasnie ta odleglosc jest najgorsza bo tez bym z checia poddala go testom i
              tescikom hihi.A tak ,to narazie jest lipa.Moze kiedys sie to odmieni...pozdrowink
              • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 08:46
                a widujesz się w ogóle z facetem?
                • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 12:07
                  No wlasnie o to chodzi ze nie mamy jak.Moze by cos z tego bylo,a tak to tylko
                  telefony i gg.W tyg.nie ma szans.A w weekend ja mam znowu zjazdy na uczelni w
                  Opolu i juz tam zostaje na caly weekend.Moze sie spotkamy w ten
                  piatek...zobaczymy czy nam sie uda???Nie mam tak fajnie jak tywinkpozdro
                  • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 12:36
                    ja mogę stwierdzić - mamy fajnie
                    i się cieszę z tego, co mam
          • w012 Re: czegos mi jednak brakuje.... 08.01.06, 21:58
            ja mam małą córeczkę i podobne odczucia.nie zawsze jednak znajduję siłę aby
            cieszyć się tym że ona jest.coraz częściej łapię się na tym że nie mam siły
            walczyć ze wszystkim co jest związane z samotnym wychowywaniem dziecka.nie wiem
            jak inni to robią,że potrfią czerpać siłę z tego,że po prostu jest
            dziecko.chciałabym tak mieć. mój partner zostawił nas półtora roku temu a ja
            wciąż nie mogę się podżwignąć i nie mam ochoty się oszukiwać ,że wystarczy mi
            miłość do córeczki.po prostu brakuje mi pełnej rodziny i nic tego nie
            zastąpi.dzień w dzień wmawiam sobie,że jest ok i dędzie lepiej i że co nas nie
            zabije to nas wzmocni ble ble ble.tak naprawdę to puste slogany a w koło
            problemy, pustka i dziecko przed którym gram super mamę.
            • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 08.01.06, 23:39
              znam to uczucie,czasami mialam takiego dolka ze nie umialam sobie z tym
              poradzic.Dobrze ze mam przyjaciol ktorzy powiedzieli ze jestem super,ze sama
              sobie daje rade,ze mnie podziwiaja.Juz poprostu taka jestem ze biore sie w
              garsc jak jest zle i zyje dalej i czekam na lepsze.A kiedys ono napewno
              bedzie,kurcze musi!Jak jest zle ,to zeby za duzo nie myslec wyszukuje sobie
              tyle zajecia ze naprawde nie mam czasu na rozmyslanie.A moj synek,maly urwiswink
              tez mi nie daje czasu na dolowanie sie.Usmiechnie sie tylko,zrobi cos glupiego
              i juz wszystko inne odplywa w dal.
              Trzyam kciuki za to zeby nam sie udalo.pozdwiam
            • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 08:58
              w012 napisała:

              > ja mam małą córeczkę i podobne odczucia.nie zawsze jednak znajduję siłę aby
              > cieszyć się tym że ona jest.coraz częściej łapię się na tym że nie mam siły
              > walczyć ze wszystkim co jest związane z samotnym wychowywaniem dziecka.



              rzeczywiście są momenty ciężkie
              ja nieraz siedziałam i płakałam z bezsilności
              ale patrząc na Małego starałam się być silna
              chociaż nieraz chciałam z tym skończyć



              nie wiem
              > jak inni to robią,że potrfią czerpać siłę z tego,że po prostu jest
              > dziecko.chciałabym tak mieć.



              nie czerpiesz takiej siły z dziecka
              po prostu po części żyjesz dla mnie
              chcesz mu wszystko zapewnić - dlatego czujesz się zmęczona
              wyluzuj troszkę
              jeśli masz z kim zostawić dziecko - wyskocz sama na spacer
              to już ci pomoże



              mój partner zostawił nas półtora roku temu a ja
              > wciąż nie mogę się podżwignąć i nie mam ochoty się oszukiwać ,że wystarczy mi
              > miłość do córeczki.po prostu brakuje mi pełnej rodziny i nic tego nie
              > zastąpi.



              brakuje bardzo faceta w życiu
              ale ja się przyzwyczaiłam, że można być samej
              a teraz jest mi trochę ciężko przyzwyczaić się, że jednak jest w moim życiu
              facet
              ma ciężką przeprawę ze mną



              dzień w dzień wmawiam sobie,że jest ok i dędzie lepiej i że co nas nie
              > zabije to nas wzmocni ble ble ble.tak naprawdę to puste slogany a w koło
              > problemy, pustka i dziecko przed którym gram super mamę.



              będzie lepiej
              uwierz
              a my będziemy trzymać za to kciuki
              jakby co odzywaj się, a zawsze ci pomożemy
              • sammam Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 09:44
                WITAM PONOWNIEsmile
                A WIECIE CO MI SIE MARZY OD ROKU - WAKACJE Z MOJĄ CÓRCIĄ. MAM OCHOTE NA GÓRY I MORZE. NIE DOŚĆ SIŁY, ŻEBY SAMA WSIĄŚĆ W ROZLATUJĄCY SIĘ SAMOCHÓD, NIE DOŚĆ SIŁY ŻEBY ZAPAKOWAĆ MANATKI DO POCIĄGU.

                NIBY KOLEŻANKI WOKOŁO, ALE ZAJĘTE SWOIMI MIŁOSNYMI PERYPETIAMI, I ZAJMUJĄCE SIĘ CZUBKIEM SWOJEGO NOSA. BO WIECIE CO, ONE POPROSTU NIE WIEDZĄ JAK BARDZĄ NAM JEST BRAK DRUGIEJ OSOBY ŻEBY POMOGŁA.

                A PRZEDE WSZYSTKIM ZDAŁAM SOBIE SPRAWĘ TAKĄ, IŻ POTRZEBNA MI JEST MĘSKA RĘKA. DO CZASU CIĄŻY POTRAFIŁAM SOBIE PORADZIĆ Z ILOŚCIĄ PRZEJECHANYCH KILOMETRÓW, Z ILOŚCIĄ NIEPRZESPANYCH NOCY, Z ZEPSUCIEM AUTA. ALE NARODZINY CÓRECZKI WYZWOLIŁY WE MNIE UCZUCIE MACIEŻYŃSTWA, ŁĄCZĄCEGO DZIECKO Z MATKĄ I POKŁADY KOBIECOŚCI. BRAK MIEJSCA NA TYPOWE MĘSKIE ZACHOWANIA.

                I TAK NAPRAWDĘ DROGIE MAMUSIE ALBO WEŹMIEMY SIĘ RAZEM I ZACZNIEMY TYPOWO FEMINISTYCZNE ŻYCIE TAKIE JAK W SEKSMISJI ALBO NAUCZYMY FACETÓW ŻE SĄ NAPRAWDĘ NAM POTRZEBNI!!!
                • kingula81 Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 12:26
                  Mi tez sie marza wakacje,nie musza byc gdzies daleko,tylko zeby poprostu stad
                  na chwilke uciec.Gory mam blisko to bym sie tam wybrala,powdychac swierzego
                  powietrza i napatrzec sie na krajobrazy z synkiem.
                  A co do kolezanek to tez sie ulotnily.Jak bylam w ciazy to wtedy zapytaly sie
                  chociaz jak sie czuje,a teraz...zostali mi tylko prawdziwi przyjaciele.Maja
                  swoje zycie,mezow,narzeczonych,chlopakow i dbaja o wlasne interesy.No coz tak
                  to jest w zyciu,smutne to troche.Pewnie jak beda miec swoje dzieci to wtedy sie
                  odezwa.
                  Czasami mam takie okresy ze nie chce nikogo obok siebie,chce byc sama z
                  synkiem.Jak mnie ktorys zdrzazni to nie mam wtedy ochoty na plec przeciwna.
                  Ale to chwilowe,w glebi serca jednak chcialabym miec ta podpore przy sobiewink
                  • anetina Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 12:39
                    ja też marzę o wakacjach
                    ale w wakacje odważyłam się i sama z Małym pojechałam na Mazury
                    tylko 550 km w jedną stronę
                    bałam się jechać - sama z dzieckiem
                    ale się odważyłam i nie żałujemy
                    potrzebowaliśmy spędzić prawie 2 tygodnie sami
                    a teraz myślę, kiedy dałabym taki wypad powtórzyć, ale w góry i z M.
                  • sammam Re: czegos mi jednak brakuje.... 09.01.06, 12:39
                    TEŻ TAK U MNIE JEST,ZE ZNAJOMYMI.

                    WIEM DOBRZE ZE TAKI WYJAZD DOBRZE BY MI ZROBIŁ.

                    WIECIE MOŻE GDZIE NA STRONKACH INTERNETOWYCH ORGANIZUJE SIE WSPÓLNE WYJAZDY DLA MATEK Z DZIEĆMI?

                    JA MAM 9-MIESIĘCZNĄ DZIEWCZYNKĘsmile
    • ajak001 Re: Mnie też 03.02.06, 23:03
      Chciałabym, żeby moja córka miała koło siebie wzór jak męższczyzna kocha kobietę.
      A dla siebie chciałabym usłyszeć od faceta że mnie kocha, pragnie, że ładnie
      wyglądam, że do twarzy mi w tym kolorze...Chciałabym jechać samochodem pełną
      rodzinką a nie wiecznie we dwie, na wakacjach nie być piątym kołem u wozu
      znajomych.Przydałaby się pomocna dłoń przy zakupach, przykręcaniu
      śrubek.Miałabym dla kogo przyszykować specjalny obiad, z kim wypić kawkę, wino
      do kolacji, iść na spacer, do kina, na basen, pojechać na narty, porozmawiać o
      czymkolwiek, obejrzeć film, pożartować, poradzić się.
      I niby z facetem bywa średnio, ale bez niego świat nie ma kolorów tęczy...
      • kini_m Re: Mnie też 04.02.06, 00:21
        ajak001 napisała:
        > Przydałaby się pomocna dłoń przy zakupach, przykręcaniu
        > śrubek.Miałabym dla kogo przyszykować specjalny obiad, z kim wypić kawkę, wino
        > do kolacji, iść na spacer, do kina, na basen, pojechać na narty, porozmawiać o
        > czymkolwiek, obejrzeć film, pożartować, poradzić się.

        No i jak tak piszesz to znowu mi zaczyna brakować.
        A już myslałem że na jakiś czas mam spokój z takimi potrzebami aby móc dla
        kogoś być przydatnym.
        • ajak001 Re: Mnie też 23.03.06, 23:03
          Właśnie. Trafiłeś w sedno: "móc dla kogoś być przydatnym". Myślę że to o to
          chodzi. I tego nie da się zapomnieć, oduczyć czy zagłuszyć w sobię taką
          potrzebę.Dajesz dużo, otrzymujesz jeszcze więcej.
          Chciałbym kiedyś znów poczuć się przydatna. I tego Wam wszystkim życzę. Tym
          którzy chcą oczywiście smile)
          • kini_m Re: Mnie też 23.03.06, 23:25
            Ojeju, jakie to wszystko pokręcone.
            Ironia losu podpowiada - lepiej być zimnokrwistym łajdakiem.
            A serce ciągle podpowiada - przytul kogoś czule.
            Niby nie wiem co wybrać, choć chyba i tak wiadomo że nie zmienię się w kamień.
            Ja bym tylko nie chciał drugi raz zostać na lodzie. Auuuu....
            • labomba666 Re: Mnie też 23.03.06, 23:42
              Kini, spójrz na to z innej strony. Wolny facet po trzydziestce, to towar
              DEFICYTOWY. Na takiego, jak Ty przypada ok. 2,5 kobiety w stosownym wieku. W
              dodatku masz doświadczenie i już potrafisz oddzielić ziarno, od plew.
              No i żadna nie zarzuci Ci starokawalerstwa.

              LaBomba

              P.S. Dane, które przytoczyłem powyżej nie są wyssane z palca. Przez pewien czas
              byłem właścicielem ... biura matrymonialnego.
              P.S.2 Najlepiej mają wolni faceci w wieku 40-45 lat. Przypada 5-6 kobiet
              zainteresowanych na jednego. Tak więc, jest po co żyć wink
              • kini_m Re: Mnie też 24.03.06, 03:24
                LaBomba, ale ja nie chcę 2-3 kobiet (lub 5-6 kobiet za 10 lat).
                Ja chcę tą Jedyną. Buuuu....
                • labomba666 Re: Mnie też 24.03.06, 07:45
                  Kini, może będę zbyt brutalny, ale powiem Ci, że ta Jedyna nie istnieje.
                  Wszystkie różnią się jedynie czasem, przez jaki myślisz, że to właśnie ta Jedyna.
                  Więc daj sobie spokój. Założyłeś rodzinę, masz cudowne dziecko - próbowałeś -
                  nie wyszło. Trudno, kijem Wisły nie zawrócisz. Czas pomyśleć o sobie.

                  LaBomba
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka