Dodaj do ulubionych

To tylko litość...

02.02.06, 22:08
...tak tylko litość czuje do "ojca" mojej Marysieńki. Córcia właśnie
skończyła 6 lat, a on ostatni raz ją widział jak miła 2 m-ce. Przez ten czas
spotkaliśmy się tylko dwa razy w sądzie (opowiadałam mu kawały, żeby
wyluzował), pracujemy jakieś 500 m od siebie. Płaci regularnie co m-c 300
zł. I to jest jego całe ojcostwo. Podjęłam ostatnio dość radykalną decyzje,
żeby moje dziecko wreszcie poznało swojego ojca. Brałam również pod uwagę złe
konsekwencje dla dziecka tej decyzji. Marysia nie jest już maleńka, zadawała
mi zbyt dużo pytań na które nie znałam odpowiedzi dotyczące właśnie swojego
nieznajomego "taty". Zadzwoniłam do niego (szanownego wykładowcy
akademickiego), mieliśmy się umówić na spotkanie i omówienie całej sprawy.
Oczywiście spotkanie odwołał, ponownie nie zadzwonił. A rozmawiając ze mną
przez telefon użalał się nad biednym swoim losem w domu i na uczelni, na
męczących studentów- wyobraźcie sobie, że ani raz nie spytał o dziecko. Za
parę dni po tym Marysia miała urodziny - cisza. On wzbudza we mnie tak wielką
litość, aż mi wstyd, że daje się na to złapać. Chyba klamka zapadła,
myślałam naiwnie, że córcia pozna swojego ojca i być może zacznie się z nim
spotykać, może pozna swoich dziadków. Przez swoją naiwność naraziłabym na
cierpienie i tęsknotę za "ulotnym ojcem" moje dziecko. Nie zrozumie tego
nigdy i czuje tylko litość... Wysyłam pozew do sądu o odebranie mu praw
rodzicielskich - O Marysie już od dawna dba mój partner - nie brakuje jej
męskiego wsparcia. Dziecko daje tak wiele miłości i szczęścia może by i to
wniosła w jego, w ich życie ... odrzucili to ... Nie mam wyrzutów sumienia,
tylko czuje litość...
Skrzynia
Obserwuj wątek
    • iziula1 Re: To tylko litość... 02.02.06, 22:17
      Litośc to też uczucie a na żadne uczucia tacy rodzice jak ten nie zasługuja.
      Cóż moge powiedzieć...
      Nic.
      Gratuluje decyzji i chęci unormowania życia dziecka.
      Kto wie, może twój partner kiedyS zdecyduje się na założenie rodziny z Tobą i
      zechce adoptowaĆ TWOJĄ CÓRCIE.
      Pozdrawiam i życze powodzenia w sądzie i w życiu.
      Pozdrawiam.
      Iza
    • kai_30 Re: To tylko litość... 03.02.06, 13:38
      Wiesz, w zasadzie to zazdroszczę Ci tej litości. Litość wiąże się z wybaczeniem,
      ja ojcu moich dzieci wybaczyć nie mogę. Z tym, że nasza sytuacja jest inna - on
      z dziećmi kontakty utrzymuje, haha, raz do roku w porywach do dwóch razy (tzn w
      ciągu ostatnich dwunastu miesięcy zdarzyło się to dwukrotnie, wcześniej co
      roku). Chęc kontaktu zresztą najwyraźniej wypływa od jego rodziców, którzy
      tęsknią za wnukami i chcą ich zabierać do siebie na wakacje, więc w praktyce
      wygląda to tak, że były przyjeżdża latem, zabiera ich do swoich rodziców, czasem
      spędzi tam z nimi parę dni, a czasem jedzie do siebie, i potem ich przywozi. Tej
      zimy nastąpił przełom - zadzwoniła do mnie była teściowa pytając, czy nie
      mogłabym zawieźć do nich dzieci na ferie. Zawiozłam, spędzili tam dwa tygodnie,
      tatuś pojawił się na pół dnia.

      Chciałabym móc się nad nim litować. Ale gdy słyszę po raz kolejny "Mama, a może
      tata by do nas przyjechał kiedyś? Może zadzwoń? Mama, a czemu zobaczymy tatę
      dopiero latem?" to w żołądku mi się przewraca, i (moim zdaniem) i tak wspinam
      się na wyżyny człowieczeństwa broniąc "dobrego imienia tatusia" przed dziećmi,
      wymyślając bzdury w stylu: No wiecie, tata pracuje, nie ma urlopu, sru tu tu.

      Czasem się zastanawiam, czy nie lepszy byłby całkowity brak kontaktu,
      przynajmniej sytuacja byłaby jasna...
      • anetina Re: To tylko litość... 03.02.06, 13:41
        kai_30 napisała:

        > Czasem się zastanawiam, czy nie lepszy byłby całkowity brak kontaktu,
        > przynajmniej sytuacja byłaby jasna...


        lepszy jest brak kontaktu
        przynajmniej nikt nie miesza dziecku w głowie
    • agamagda Re: To tylko litość... 03.02.06, 13:42
      cóż.. w sumie litość mu się należy... jako osobnikowi pozbawionemu uczuć
      wyższych.
      Cieplutlo pozdrawiam
      Aga
      • ewik35 Jak to zrozumiec ? 03.02.06, 15:26
        Nie umiem tego zrozumiec. Moze faceci mysla, czuja inaczej.
        Nie moge pojac jak wyksztalcony czlowiek (wiedza, rozezenanie, otoczenie ludzi)
        moze funkcjonowowac w spoleczenstwie majac takie odruchy (zero kontaktu z
        dzieckiem, uciekanie od problemu, znieczulica uczuciowa) ? Gdzie jego sumienie,
        duchowosc, czlowieczenstwo... niejeden by sie zalamal majac swiadomosc, ze
        wlasne dziecko mieszka tuz obok.....
        Ojciec mojej malej odwiedza ja raz na tydzien lub raz na dwa tygodnie, i
        uwazam, ze to smutne i trudne dla niej...choc na szczescie nigdy nie miala go
        na co dzien.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka