Dodaj do ulubionych

ratunku!!! chyba zagryzę...

02.04.06, 18:55
no to jestem cholernie wkurzona, jak wiecie 31.03 miałam niby posiedzenie z
kuratorem w sprawie nadzoru nad kontaktami ojca z dzieckiem (kontakty
ustalone wg prośby ojca tj. 2xw m-cu, soboty po 5h, wnioskował wprawdzie o
wywożenie dziecka 3,5 r. 250 km do swoich rodziców, gdzie mieszka, ale Sędzia
oddalił ten wniosek twierdząc, że dziecko jest zbyt małe...
no i: posiedzenie okazało sie spotkaniem z dwiema kuratorkami, jedna
społeczna, jedna zawodowa (przy czym ta pierwsza odwiedziła mnie dwa razy w
terminie wyznaczonych kontaktów z ojcem, raz go nie zastała, a drugi raz już
się z nim tel umówiła i był), na "posiedzenie" strażnik nie chciał mnie do
Sądu wpuścić, bo Sąd był już zamknięty....dziwne, ale dopiero wtedy zdałam
sobie sprawę, że Sąd jest czynny do 15.30, a ja mam wezwanie na 16.00, a
trwało do 18.00, faktycznie o tej porze już tylko panie sprzątaczki
śmigały..., czekali na mnie: b. mąż i dwie kuratorki, panie napadły na mnie
zasypując pytaniami i zarzutami, miałam pisemko o faktycznie realizowanych
przez ojca kontaktach (na 11 spotkań 5 razy go nie było, sam to potwierdził),
pani kurator, ta, której nie znam, zapytała mego b.męza o "życzenia", on
stwierdził, że chce wywozić dziecko i zaczęło się ustalanie przez panią
kurator nowych kontaktów pt. wyjazdy weekendowe dziecka do ojca, i tak, mam
kilka razy pojechać z dzieckiem, wynająć sobie hotel, a dziecko przekazać
tacie, a potem już sama wysyłać dziecko, bo "niech pani nie mówi, że jest
małe", nie wolno mi mówić: "moje dziecko" o mojej córce, bo pani kurator
powiedziała: "to nie pani dziecko"!, obojętnie kiedy i z kim rozmawiam nie
mogę mówić: moja córka,tylko nasza córka, nie wolno mi zwracać się do b. męża
po imieniu, tylko "tata", bo to źle wpływa na rozwój dziecka, mam się nie
interesować jak dziecko spędza czas z ojcem i co robią, bo: "to nie pani
sprawa" (czyli nie moja), ostatnio zarezerwowałam im bilety do kina i to ten
zakazany czyn, alergia pokarmowa to wg. kuratorki nie problem i "może sobie z
tatą jeść hamburgery, aż jej nosem wyjdą", mam się nie interesować czy i co
zjadło, jestem "dziwna", bo kąpię i kładę dziecko spać ok. 20.00 zawsze
(kurczę ja lubię takie schematy, sama wstaję o 6.00), nie pozwalam na powroty
o 22.00 - spory zarzut, wcale nie ustosunkowała się do tego, że ojciec nie
wykorzystuje zasądzonych mu kontaktów, nadzór kuratora sprowadził się do 2
wizyt, w tym tylko jedno z udziałem taty, wydaje mi się, że pani kurator
wyszła z roli, przekroczyła swoje kompetencje...no bo powiedzcie: jeśli
ustanawia się nadzór kuratora nad konkretnymi kontaktami ustalonymi przez
Sąd, które de facto nie są realizowane przez ojca, to czy kurator ma
prawo "proponawać" własne, inne formy kontaktów, bo mnie sie wydaje, że
powinien się trzymać tego co jest w wyroku (postanowieniu) Sądu????!!!!
A, i najfajniejsze, pani kurator uprzedziła mnie, że napisze notatkę w której
stwierdzi, że.... utrudniam kontakty ojcu, po zapytaniu na jakiej podstawie
tak twierdzi i o które kontakty jej chodzi, powiedziała: "z tego co pani mówi
to myślę, że może pani to w przyszłości zrobić"
p.s. b.mąż na zakończenie powiedział: WIEDZIAŁAŚ, ŻE MOJA MATKA JEST
KURATORAEM, ZAŁATWIMY CIĘ, żałuję, że nie miałam dyktafonu....
jakie są Wasze refleksje????? ludzie co robić????????
Obserwuj wątek
    • labomba666 Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 19:09
      Dla mnie jesteś osobą mało wiarygodną, co dało się już zauważyć po Twoich
      wcześniejszych postach. Mam nadzieję, że Twojemu eksowi uda się wreszcie
      wyegzekwować należne mu prawa, dla dobra Waszego dziecka. Szkoda jedynie, że to
      wszystko odbywa się za pieniądze podatników, czyli też moje.

      LaBomba
      • caldwell Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 19:17
        oj, wiedziałam, że się tu zjawisz, naprawdę daruj sobie, nie muszę być
        wiarygodna dla Ciebie wiarygodna, daj spokój, grunt, że Ty jesteś...
        nie mam nastroju na polemikę, co do odatników to mnie tez to bulwersuję, ale
        pamiętaj, że to nie ja składałam wniosek do Sądu
        • labomba666 Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 19:26
          > pamiętaj, że to nie ja składałam wniosek do Sądu

          Właśnie! I gdyby nie Twoje niedojrzałe zachowanie obyłoby się bez kosztów
          kuratorskich, nerwów i stresu dla dziecka. Pomyśl o tym, zanim zdrobisz eksowi
          kolejną jazdę.

          LaBomba
          • kini_m Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 19:53
            Caldwell
            No niestety ale niewiele bym się tu czepiał do uwag kuratorek.
            Chyba tylko do dwóch rzeczy:
            - żeby nie nakazywać matce jak się ma zwracać do ojca (o ile nie prezkracza
            kulturalnych norm),
            - żeby zwracać uwagę na alergie pokarmową (ale musisz to zaświadzyć), ale to w
            żaden sposób i tak nie winno wpływac na kontakty z drugim rodzicem.
            Poza tym reszta ich uwag może być zasadna.
            Wiesz... chodzi o to, że poruszasz się po cienkiej granicy, za którą jest się
            już klasyczną "właścicielką" dziecka. Czy Ty juz tę granicę zacząłaś
            przekraczać, czy jeszcze nie - to nie mnie tu oceniać. Ale możesz być
            niebezpiecznie blisko tej granicy i dlatego takie reakcje kuratorek. Bo jesli
            te granice przekroczyłaś - to wtedy ich reakcja może być słuszna. I tyle...
            • wyobrasnia Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 21:26
              Czy to nie jest w ogóle jakieś chore? Sorry, Kini, ale ja mam (na razie) męża i
              gdy on z naszym dzieckiem wychodzi na dłuższy spacer, z czystej ciekawości
              dopytuję się, czy coś jedli, co robili (oczywiście najczęściej sami dość
              wyczerpująco opowiadają, aby się tym podzielić). Czyli po rozwodzie nie wolno
              już pytać, czy dziecko na spacerze jadło lody czy może ciastko, ani czy było w
              parku czy może w kinie?!

              Jeśli mój małżonek zachce sobie pójść w świat i tym razem już nie wrócić, na
              serio będę rozważać samobójstwo. Na cholerę mi to (prezentowane w detalach na
              tym forum i na Macochach) całe to użeranie się...

              P.S. Co do alergii, to że hamburgery nie są zdrowym pożywieniem - tego chyba
              nie trzeba zaświadczać?
              • kini_m Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 21:51
                wyobrasnia napisała:
                > gdy on z naszym dzieckiem wychodzi na dłuższy spacer, z czystej ciekawości
                > dopytuję się, czy coś jedli, co robili (oczywiście najczęściej sami dość
                > wyczerpująco opowiadają, aby się tym podzielić). Czyli po rozwodzie nie wolno
                > już pytać, czy dziecko na spacerze jadło lody czy może ciastko, ani czy było
                > w parku czy może w kinie?!
                Eeee, Wyobrasnia nie przyrównuj sutuacji z małżeństwa do sytuacji po rozwodzie.
                Pytać...? Owszem możesz, nikt Ci nie broni.
                Ale zejdź na ziemię.
                Teraz rozważ (hipotetycznie) sytuację w której rozchodzisz się z Twoim mężem.
                I tym razem pomyśl w drugą stronę.
                Ty zostajesz na codzień z dzieckiem 6 dni na tydzień, a mąż dochodzi na
                odwiedziny 1 dzień na tydzień.
                Czy Ty uważasz za normalne jeśli mąż będzie Ciebie wypytywał co dziecko jadło
                przez te 6 dni, żebyś relacjonowała mężowi jadłospis dziecka z tygodnia?

                Ja Ci pytać nie bronię, ciekawość to Twoja sprawa (ale czasami to tylko
                osobista, niekonieczna i upierdliwa sprawa).
                Ale sama byś chyba była oburzona jakby ex Tobie kazał relacjonować jaki
                jadłospis miało jego własne dziecko przez te dni, gdy on nie widział dziecka.
                W jaki sposób i jak długo byś ścierpiała taką ciekawość exa?
                Czy taka ciekawość exa uwazałabyś za normalną?
                Zapewne byś była wkurzona, że Twój ex nie ma do Ciebie zaufania i zadaje tak
                głupawe pytania.

                > P.S. Co do alergii, to że hamburgery nie są zdrowym pożywieniem - tego chyba
                > nie trzeba zaświadczać?
                A owszem.
                I ja w sądzie wyciągam również takie kwestie, gdy na wakacjach ja robiłem córce
                normalne śnidania a exia nie umiała zrobić kolacji tylko zabierała córkę na
                kolację na hamburgery. Co śmieszniejsze - takie kwiatki wydusiłem z jej
                własnych świadków na rozprawie.
                • wyobrasnia Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 03.04.06, 14:44
                  Właśnie dawno spadłam na ziemię, Kini. Dlatego wiem, co piszę, gdy piszę, że
                  nie dałabym rady żyć w pseudo-związku (związana dzieckiem) po rozwodzie.

                  Co do wypytywania, nie wiem, ale chyba bym się nie obraziła, gdyby ex-mąż
                  wypytywał o jadłospis. Dziecko ma problemy z odżywianiem (nieduże ale
                  upierdliwe) i pewnie sama bym się chciała chwalić (albo żalić), co dziecko
                  zdjadło a czego nie zjadło. Poza tym, akurat mój mąż opiekuje się dzieckiem pół
                  na pół ze mną i tak było od zawsze. Akurat tu bym miała pełne zaufanie.
                  • kini_m Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 03.04.06, 21:51
                    Chalsia, Omama - jeszcze raz powtórzę:
                    Obawy, spostrzeżenia jakie macie dobrze znam podnoszone u swojej Exi.
                    Jest jedno istotne: "ale".
                    Otóż takich spostrzeżeń, rygoryzmu rytmów dnia, itp - nie było u Exi dopóki
                    żylismy razem. (A wychowywłem córkę tak, jak o swoim partnerze pisze
                    Wyobrasnia, a może i więcej, bo ja zostałem w domu dla opieki.)
                    Nagle taki ordnung w życiu dziecka zaczął się pojawiać w słowach matki, gdy
                    trzeba było "udowodnić" w sądzie - ile to nie może córka być z ojcem.
                    Dobrze pamiętam jak, o której dziecko śpi, co się stanie jeśli przegapi się
                    pewien moment na drzemkę w ciągu dnia, co trzeba wtedy zrobić.
                    Tylko powiedzmy sobie jasno - takie zdarzające się niedotrzymanie tych pór nie
                    zniszczy dziecku zdrowia. (Na codzień pomagam przy 2-letniej siostrzenicy która
                    zmęczona umie zasnąć na schodach przed chwilą biegawszy po domu. Nikt przy niej
                    nie czeka z zegarkiem w ręku w południe. Nie kładzie na siłę pod kołderkę jak
                    dziecko jeszcze nie czuje spiące. Nie zachoruje od tego.)
                    Ale takie dotrzymanie pór - służy przede wszystkim rodzicowi, żeby miał
                    łatwiejszą opieką nad dzieckiem.
                    Ja z córką moglismy sobie na to pozwolić z jenego względu - bo mam dla niej
                    anielską cierpliwość i gdy zajmowałem się opieką nad nią to mogłem zwrócić
                    uwagę na jej każde niezadowolenie. Zresztą przy mnie nigdy nie zdarzało jej się
                    jakieś rozstrojenie nastroju, miała mnie do dyspozycji na każdy kaprys, bo
                    zawsze byłem blisko i byłem blisko.
                    Byc może wy sobie na to nie możecie pozwolić bo trzeba zobić wiele innych
                    rzeczy: przynieść pracę do domu, zrobić pranie, jedzenie, porządki, itp. Za
                    wyjątkiem tego pierwszego (raczej nie robiłem) to wszystko inne umieliśmy robić
                    razem z córką, a przy tym jeszcze nieźle się nabawić tymi obowiązkami.
                    Wiecie co... jak się was czyta, to człowiek myśli że wychowanie dziecka to
                    jedna mordęga w której wszystko trzeba gorzej niż w pracy zawodowej, pilnować z
                    zegarkiem w ręku.
                    Sorry, ale osoby które w taki sposób podchodzą do wychowania dziecka to
                    powinny... eh, szkoda gadać. Macie swój pomnik matki polki? To dobrze, bo
                    normalnym rodzicom wystarczy radość z dzieckiem, bez żadnego egzaltowania ich
                    trudem w pilnowanie godzinek. Moja Exia od momentu rozstania też nagle zaczęła
                    zaczęła interpretować marudliwość córki jako efekt niedotrzymania trybu dnia. I
                    widzę z bliska że to chore interpretacje robione pod jeden cel. Takie
                    interpretacje zaczęły się sypać jak z rękawa w konretnym momencie naszego
                    związku, a nie życia dziecka.
                    Sorry, ale nie zamierzam dalej polemizować z osobami którym pod czaszką dzwoni
                    tylko jedno: ordnung muss sein.
                    • allunia77 Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 03.04.06, 22:11
                      > Dobrze pamiętam jak, o której dziecko śpi, co się stanie jeśli przegapi się
                      > pewien moment na drzemkę w ciągu dnia, co trzeba wtedy zrobić.
                      Może Tobie wydać się dziwne, ale dziecko rozwija się z dnia na dzień. I to co
                      było przed miesiącem nie zawsze obowiązuje juz danego dnia.
                      • kini_m Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 03.04.06, 22:21
                        allunia77 napisała:
                        > Może Tobie wydać się dziwne, ale dziecko rozwija się z dnia na dzień. I to co
                        > było przed miesiącem nie zawsze obowiązuje juz danego dnia.

                        BINGO.
                        i dlatego właśnie najbardziej "leczą" mnie wszystkie takie sztywne kawałki jak
                        niektórych przedmówczyń.


                        • wyobrasnia a ja chyba wiem 04.04.06, 08:18
                          o co Tobie chodzi, Kini. Strzelam w mrok (nie w ciemno, bo czytałam tu trochę
                          postów na forum), że tworzyliście z Twoją ex taką smarkatą studencką
                          akademikową parkę (jak bardzo smarkatą, to wyszło w praniu). Mogę sobie
                          dopowiedzieć, jak w takim układzie wyglądało wychowanie dziecka. Czyli chyba
                          rozumiem Ciebie, czemu masz żal do eks. Jak byliście razem, to panowała wolna
                          amerykanka (brak sztywnego planu dnia) i wydwało się Tobie, że eks to
                          akceptuje, a teraz niejako z dnia na dzień eks życzy sobie, aby istniał ścisły
                          rozkład.

                          Pozostaje pytanie, czy eks i za tamtych czasów nie tęskniła do takiego
                          tradycyjnego, higienicznego, ułożonego rozkładu zajęć (chociaż jak się mogę
                          IMHO domyślić/spekulować, sama nie miała dość siły/chęci/determinacji, aby taki
                          rozkład wprowadzać, a potem, znowu domniemanie, tylko żal do życia). Może ją
                          męczyło studenckie życie "na walizkach", może sobie marzyła w głębi duszy o
                          solidnej drobnomieszczańskiej stabilizacji? (sorry, to spekulacje, takie
                          sieciowe ble ble)

                          A co do rozkładu dnia, to może ja nie będę chwalić się naszym domowym schematem
                          wychowania smile))) na forum na którym przewija się temat pozbawiania praw
                          rodzicielskich smile)))) a brak planu dnia uważany jest za zbrodnię, omalże. Nasze
                          dziecko też urodziło się w akademiku. Jak pisałam, z mężem zajmowalismy się
                          dzieckiem pół na pół (no, może ja 2/3 a on 1/3, obcenie jest 50/50 a nawet z
                          przewagą po jego stronie). Nie mielismy niańki ani babci. Zajęcia (praca,
                          uczelnia) były w różnych terminach i nie dało się ustalić ścisłego ani nawet
                          przybliżonego rytmu dnia. Nasze dziecko po prostu musiało to znieść. I jakoś
                          nie widać po dziecku traumy, wręcz przeciwnie, w groni rówieśniczym bryluje
                          inteligencją, emaptią i otwartością na kontakty. Może lepiej by i było gdyby
                          dziecko jadało regularne posiłki i to zawsze z gotowanym, domowym obiadem, ale
                          nie dało się tego zorganizować, nawet kuchni nie mieliśmy (z apetytem i ilością
                          zjadanych potraw oraz specyficznym wąskim gustem kulinarnym to są problemy, ale
                          z drugiej strony, dziecko rośnie zdrowe i sprawne fizycznie), więc cóż? Ok,
                          ścisły plan dnia to taki ideał z podręczników o wychowaniu, ale czy zawsze
                          warto o to kruszyć kopie?
                          • chalsia Re: a ja chyba wiem 04.04.06, 11:32
                            Widzisz, Kini wszystko odnosi do siebie. Wierzę, że w jego przypadku było jak
                            było i on nie rozumie, czemu nagle jego eksi się zmieniło co do rozkładu dnia
                            dziecka. I w swojej sytuacji traktuje to jako "sztuczny argument antyojcowski".
                            Ale uwazam, że z jego strony grubym błedem jest zakładanie, że skoro u niego
                            była i jest taka sytuacja, to i u innych było tak samo.
                            U mnie tak nie było. Na przykład - niestety moje dziecko nigdy nie dopominało
                            się jedzenia i trzeba było karmić według zegarka. A ze względu na ciężką
                            alergię nie możan było pozostawić kwestii tego co i jak czesto jada dziecku.
                            Tak więc w moim przypadku (i wielu mam tutaj) stosowanie się do rozkladu dnia
                            miało miejsce od poczatku i nie było nigdy powiązane z faktem bycia lub nie
                            bycia razem z ojcem dziecka.
                            Chalsia
                          • kini_m Re: a ja chyba wiem 04.04.06, 13:13
                            Wyobrasnia,
                            z tego co piszesz o swojej sytuacji, to u nas było praktycznie tak samo.
                            Więc o co mi chodzi?
                            O to żeby niektóre mamusie spróbowały skalkulować:
                            - Czy warto do upadłego walczyć o sztywny i nieugięty plan dnia (a raczej
                            tygodnia) kosztem stosunków dziecka z ojcem?
                            - Czy jednak odstępstwa od tego nie będa istotnym zagrożeniem dla zdrowia
                            dziecka, ale może za to istotnie polepszą się kontakty na lini dziecko-ojciec
                            (a w konsekwencji także ojciec-matka)?
                            Nie zamierzam kruszyć kopi o zwalczanie rytmu dnia dziecka, ale czy nieugietość
                            w tej kwestii jest warta aż takiej walki po trupach (jakości kontaktów z
                            ojcem)???

                            (Co do mojej Exi - w sposób pewny będzie można ocenić czego ona sama chce,
                            kiedy wyrwie się z toksycznej rodziny, która gołym okiem widać że wpływa na jej
                            decyzje. Zresztą jej własny styl życia to był, nazwijmy to "artystyczny
                            nieład". Oczywiście możesz powiedzieć że ludzie się zmieniają - ale o 180% ???
                            Pozwole miec tu jednak własną interpretację, że tam wszystko jest podyktowane
                            kryzysem emocjonalnym - czyli awersją do exa.
                            Taki przykład z boku:
                            Przedwczoraj chciałem przesłać córce zdjęcia wiosennych kwiatków mejlem.
                            Wróciło info że mejle nie dotarły. Poprosiłem telefonicznie o jakis e-adres
                            abym mógł córce przesłać obrazki. Dostałem od niej odpowiedź: "Nie życzę
                            sobie". Czy to osoba o normalnym stanie emocjonalnym? Czy ona potrafi odłożyć
                            jej awersję na bok?)
                            • omama Re: a ja chyba wiem 04.04.06, 14:41
                              Kini, równie dobrze można powiedzieć, żeby niektórzy tatusiowie spróbowali
                              skalkulować, czy warto do upadłego walczyć o sztywny i nieugięty brak planu
                              dnia kosztem swoich stosunków z dzieckiem?(...) czy nieugiętość w tej kwestii
                              jest warta aż takiej walki po trupacj (jakości własnych kontaktów z dzieckiem?.
                              A od z prywatnego podwórka powiem tyle: na szczęście nie mam problemów
                              wynikających z braku szacunku innych osób do tego, co po doświadczeniach i
                              długiej obserwacji uważam za dobre dla mojego dziecka. Mam wrażenie, że ojcowie
                              często przyujmją postawę "nikt mnie tu uczyć i rządzić mną nie będzie" - bo tak
                              definiują wymogi matek w tej kwestii.
                              • kini_m Re: a ja chyba wiem 04.04.06, 15:39
                                Omama -tak jak już powiedziałem- jak chcesz to odbijaj sobie tę piłeczkę z exem.
                                Ale dobrze wiemy że są rzeczy w życiu dziecka, które trzeba bezwzględnie
                                pilnować (np. alergie pokarmowe), a są takie w których odstępstwo nie zagraża
                                zdrowiu dziecka. To już prywatna wojna, jeśli do każdej własnej opini
                                podchodzisz z trwałością betonu. Tylko jeśli trwa konflikt z exem, to potem nie
                                mów, że zrobiło się wszystko co możliwe aby go zażeganć. Bo w tej kwesti akurat
                                dziecko nie doznałoby traumatycznych przeżyć jeśli by dopuszczono odstępstwo.
                                Miłego ping-ponga życzę.
                      • chalsia Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 04.04.06, 00:32
                        Owszem. Z jakiegoś ustalonego rytmu dnia robi się inny, nowy rytm dnia. Do
                        nastepnej zmiany - wtedy jest znów inny rytm dnia.
                        Chalsia
            • caldwell Re: ratunku!!! chyba zagryzę... 02.04.06, 22:01
              kinim, czyli Twoje doświadczenia są takie, że to normalne, że półroczny nadzór
              kuratorski nad konkretnymi ustalonymi przez Sąd kontaktami, kończy się na dwóch
              wspomnianych wizytach, a rozmowa nie dotyczy tego co było i jest, a tego co wg.
              pani kurator może być? Czyli kurator ma prawo ustalać inne kontakty niż te,
              które ma nadzorować?
              Jutro składam skargę na kuratora, bo dla mnie to absurd, ale ja się na tym nie
              znam, więc jeśli faktycznie tak jest, to może powinnam to zaakceptować? Nie
              mogę jednak oprzeć sie wrażeniu, że nie tak to powinno wyglądać... sad((, a
              poziom rozmowy też pozostawia wiele do życzenia, pani kurator np. podawała
              mi "hipoteczne" przykłady rozwoju wydarzeń...to takich mamy kuratorów??!! mam
              jednak nadzieję, że to wyjątek...oby!
    • kini_m caldwell napisała: ludzie co robić???????? 02.04.06, 21:57
      caldwell napisała:
      > jakie są Wasze refleksje????? ludzie co robić????????

      Zacząć sie dogadywać z exem.
      A jak nie wiesz jak - to skorzystac z pomocy mediatora (byle prefesjonalnego.)
      • caldwell Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 02.04.06, 22:10
        to powiedz, czy facet, który nie znajduje czsu, aby odwiedzć swoje dziecko 2x w
        m-cu, ale ma ogromne cisnienie jedynie na to, aby zabierać je do swojego
        rodzinnego domu nie wydaje Ci sie troszeczkę podejrzany? Ja osobiści bałabym
        się wyjechać z dzieckiem tak daleko od matki, szczególnie noc mogłaby być
        ciężka, poza tym, to on nie chce za mną rozmawiać, a przez to nie wie nic o
        swojej córeczce, o jej nawykach, co lubi, a czego nie i te wszystkie istotne
        pierdołki, nie mamwidocznie tyle wiary w swoje umiejętności i obawiałabym się,
        ze zwyczajnie mogę sobie nie poradzić...
        p.s. nie mam nic przeciwko wyjazdom, ale jeszcze nie teraz, jestem opętana?
        • kini_m Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 02.04.06, 22:43
          caldwell napisała:
          >> a rozmowa nie dotyczy tego co było i jest, a tego co wg. pani kurator może
          >> być? Poziom rozmowy też pozostawia wiele do życzenia, pani kurator np.
          >> podawała mi "hipoteczne" przykłady rozwoju wydarzeń...
          Jeśli rozmowa wybiega w przyszłość to chwała Bogu. Bo to znaczy że nie polega
          tylko na rozdrapywaniu i wyliczaniu sobie co, które, komu i ile narobiło. Ale
          probuje się robić jakąś projekcję sytuacji na przyszłość.
          Ja dobrze wiem, że jeśli chcesz to znajdziesz tuzin albo i całą kopę argumentów
          żeby ex nie mógł tego, tamtego i owego. I mogę się nawet domyślać, że to będą
          argumenty prawdziwe.
          Ale równie dobrze ex może znaleźć na Ciebie wiele argumentów żeby to, tamto i
          owo. I co wtedy? Długo jeszcze ta walka?

          Myślisz że ex dawał świadectwo że nie może się opiekować dzieckiem?
          Jeśli by naprawdę nie miał umiejetności, to nie pchałby się do tej roli i
          zostawił swoje dziecko jak duża część exów tutejszych dziewczyn.
          Owszem, może mu się coś nie udać najlepiej, ale bez obaw - nie pozwoli
          skrzywdzić dziecka.
          Boisz się że dziecko przy nim zachoruje?
          To pamiętaj że przy Tobie też dziecko napewno choruje!

          Caldwell, nie obraź się o to stwierdzenie, ale uważam że nie umiesz ufać
          ludziom. Takie problemy mają swoje źródło zazwyczaj jednak poza związkeim, poza
          tym nieudanym związkiem.

          > Czyli kurator ma prawo ustalać inne kontakty niż te,
          > które ma nadzorować?
          Nie wiem co kurator ma prawo.
          Natomiast wiem, że najgorsze co się może przydarzyć dziecku - to sztywne wg
          papierka zapisanie realizacji potrzeb dziecka. Czyli zapisanie
          kontaktów "od...do" i rodzice którzy nie umieją elastycznie reagować na
          potrzeby rozwojowe dziecka. Ale jedynie wymagają sztywnej realizacji wychowania
          wg paragrafów orzeczenia.

          >> poza tym, to on nie chce za mną rozmawiać,
          A czemu nie chce rozmawiać?
          Jesli w rozmowach jestes zbyt emocjonalna - to nie dziwne.
          Wtedy potrzeba kogos z zewnątrz - i tu polecam profesjonalnego mediatora (ja
          osobiście wydałbym tu każdą kasę, bo to przecież w interesie dziecka).

          >> a przez to nie wie nic o swojej córeczce, o jej nawykach, co lubi, a czego
          >> nie i te wszystkie istotne pierdołki,
          No to dziecko pokaże tatusiowi na jego własnej skórze. Taki 3,5latek już umie
          się doprosić o to, o co mu chodzi. Bez obaw, jeszcze wlazie nieźle na łeb
          tatusiowi.

          >> p.s. nie mam nic przeciwko wyjazdom, ale jeszcze nie teraz, jestem opętana?
          Takie 3,5-letnie dziecko - to dziecko które juz zazwyczaj chodzi do
          przedszkola.
          Więc przebywanie mu poza domem i bez mamy nie jest niczym obcym.

          >> nie mamwidocznie tyle wiary w swoje umiejętności i obawiałabym
          >> się, ze zwyczajnie mogę sobie nie poradzić...
          No to najwyższy czas podjąć tę próbę. Popracowac nad tą wiarą i umiejętnością
          zaufania. Czasem nawet na siłę, wbrew wszelkim obawom.
          Powolutku, spokojnie.
          • omama Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 02.04.06, 22:59
            Co do kuratora się nie wypowiem.
            Natomiast Kini &co zwracam uprzejmie uwagę, że rodzic, który nie szanuje
            informacji o chorobie dziecka i wymaganiach dietetycznych z niej płynących, na
            zaufanie sobie nie pracuje. Rodzic, który bez szczególnego powodu chce łamać
            tryb dnia dziecka - analogicznie. A w ogromnej większości przypadków rodzic nie
            pełniący bezpośredniej ma bliskie zeru doświadczenia pt. co zrobić w sytuacji
            awaryjnej.
            Autorce wątku mogę zaś powiedzieć, że zgadzam się, że 3,5 latek jest za mały na
            wyjazdy o 250 km - czas na nie będzie wtedy, gdy dziecko dojrzeje do noclegów
            poza domem i bez mamy. Mam nadzieję, że sąd będzie miał podobny pogląd na
            sprawę.
            • labomba666 Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 02.04.06, 23:12
              > Mam nadzieję, że sąd będzie miał podobny pogląd na sprawę

              Ja też. A ponadto dodam, że kuratora nie przydziela się z powodu złej pogody,
              wygranych wyborów przez Kaczyńskich, czy spadku wartości Euro. Kuratora
              przydziela się, jeśli istnieją uzasadnone podejrzenia, że kontakty nie
              przebiegają zgodnie z postanowieniem sądowym.

              LaBomba
            • kini_m Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 02.04.06, 23:24
              Omamo
              Nie chcę sie wypowiadać na co zasługuje były partner Caldwell, a na co nie
              zasługuje - bo tego nie jestśmy w stanie ocenić nie mogąc wysłychać obu stron.
              (Niestety ale po osobistym doświaczeniu, gdy zajmowałem sie córką od urodzenia
              dosłownie od narodzin na sali porodowej, cały czas przez 2,5 roku - a dzisiaj
              jestem przez Exię komentowany jako ten, co się dzieckiem w ogóle nie
              interesował - do każdej relacji podchodzę ze szczyptą rezerwy.)
              >> A w ogromnej większości przypadków rodzic nie pełniący bezpośredniej ma
              >> bliskie zeru doświadczenia pt. co zrobić w sytuacji awaryjnej.
              Jak sam anazwa wskazuje -sutuacje awaryjne- to takie na które nikt nie jest
              schematycznie przygotowany, ale musi wymyśleć rozwiązanie od ręki. Jeden tu
              nadrobi inteligencją, inny intuicją, a jeszcze inny doświadczeniem.
              Ty nie oczekuj że dobry rodzic to jedynie superrodzic.

              >> Autorce wątku mogę zaś powiedzieć, że zgadzam się, że 3,5 latek jest za mały
              >> na wyjazdy o 250 km - czas na nie będzie wtedy, gdy dziecko dojrzeje do
              >> noclegów poza domem i bez mamy.
              Nie ma jednej granicy okreslenie tego wieku.
              Pierwsze noce bez mamy moja córka za mna przezyła mając ok. 1,5-roczku.
              Pierwsza noc była trudna, kolejne już bez problemu.
              A powiem coś dziwnego - pamiętam jak ja boleśnie przezyłem swą pierwszą noc sam
              w szpitalu w wieku 8 lat, a mój brat pisał dramatyczne listy do rodziców z
              sanatorium w wieku ok. 10 lat.
              To tez może znaczyc że 10-latek nie jest gotów na noc poza domem.
              Czy to aby słuszne rozumowanie???????
              Aha... sąd przyznał nocowanie córki u mnie w wieku niecałe 3,5 roku.
              Jesli odległość jest duża - to zapewne też to przyzna, bo nie będzie kazał
              jechać rodzicowi pół dnie w jedna i w druga stronę żeby ten sie spotkał z
              dzieckiem na 2 godziny. Zejdźcie na ziemię. Nie tylko wasze subiektyne odczucie
              się liczy.
              • omama Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 00:13
                Kini, ty nie możesz krócej?
                Właściwe zareagowanie na sytuację awaryjną wymaga wiedzy i umiejętności. Wiedza
                to w tym przypadku również wiedza o dziecku, jego potrzebach, lekach, sposobach
                wychowawczych.
                Rytm dnia jest dla dziecka ważny. Jeżeli moje dziecko w czasie weekendu np. nie
                będzie miało dziennej drzemki, to udaje się je wyrównać dopiero około środy.
                (Wcześniej jest męczliwe, rozdrażnione, ma gorszy apetyt. Dziecku to na dobre
                nie wychodzi, a osoba zajmująca się nim na codzień ma przez te dwa dni
                przechlapane. Dlatego przestaję dawać dziecko dziadkom na cały dzień, bo
                niestety z kładzeniem sobie nie radzą. Natomiast chętnie puszczam je na pół
                dnia (uprzedzam, jakby mi miał ktoś do gardła skoczyć).
              • caldwell Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 00:15
                a analogicznie: dla dziecka 4-5 godzinna do i z, aby spedzić weekend z tatą, i
                rano do przedszkola?
                Moja córka nie spędziła jeszcze nocy beze mnie poza domem, próbowałam
                dwukrotnie wrócić do domu później, jednakzawsze kończyło się to powrotem do
                domu "na sygnale", bo bardzo płakała, mimo że zostawała z babcią, z którą jest
                bardzo związana...
                nie chciałabym, by przezyła traumę..., a to interpretowane jest jako
                nadopiekuńczość? wyznam też, że owszem, obawiam się o indoktrynację ze strony
                rodziców ex, jesteśmy w konflikcie, bo rozwiodłam się z ich idealnym
                jedynakiem...
              • caldwell Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 00:21
                i jeszcze jedno, nie godzę się, aby bez nowego postanowienia Sądu, to pani
                kurator modelowała kontakty, tylko dlatego, że jest koleżanką matki ex, wiem,
                bo dał mi to do zrozumienia, że jego matka iterweniowała u kolezanki po fachu...
                • chalsia Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 01:00
                  Kurator nie ma mocy prawnej zmienic wyrok sadu, więc nie jesteś wypowiedziami
                  tej pani zobligowana do niczego. Jednak w przypadju gdyby Tówj ex ponownie
                  wniośł sprawe o kontakty (ich rozszerzenie) to opinia tej pani może miec dla
                  sadu znaczenie.
                  Świetnie cię rozumiem (mój eks tak samo - zero możliwosci dogadania sie,
                  dziecko traktowane przedmiotowo, niedopilnowywanie zaleceń dietetycznych w
                  związku z alergią, brak zrozumienia dla trybu zycia dziecka i stopnia jego
                  rozwoju emocjonalnego).
                  Koniecznie miej zaświadczenia od alergologa co do zakresu alergii i wymaganej
                  diety.
                  Psycholog z przedszkola potwierdziła, że moje dziecko idąc do przedszkola w
                  wieku 3 lata 8 miesięcy nie miało dojrzałości przedszkolnej. I to przez parę
                  miesięcy jeszcze. Dopiero teraz jest ciut lepiej. Co tylko potwierdziło moje
                  obserwacje, że dziecko nie jest jeszcze dojrzałe do np. weekendów z ojcem.
                  Czego zarówno ojciec jak i sad nie chcieli wziąc pod uwage.
                  Chalsia

                  PS. moje dziecko zawsze asypiało i zasypia kole 20.30.
                  • kini_m Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 05:45
                    Słuchajcie, nie zamierzam dyskutować o godzinach spania, jedzenia, regulowania
                    trybu życia - bo dobrze wiem, że robicie z tego oręż aby dziecko oddać jak
                    najmniej pod opiekę drugiego rodzica.
                    I to bardzo łatwo dowieść:
                    Gdy się jest w związku, w pełnej rodzinie - to rodzice przymkną oko na to jeśli
                    raz, czy kilka razu dziecku zdaży się położyć spać o godz. 23.
                    (A u mnie bywało, że jak z exią gdzieś się wybraliśmy i zostawiliśmy córkę
                    dziadkom - to nawet umiała im "popalić" do 1.00 w nocy. ALE WTEDY EXIA NIE
                    PODNOSIŁA LAMENTU O NIEUREGULOWANIE TRYBU ŻYCIA DZIECKA. DOPIERO PO ROZEJŚCIU
                    ZACZĘŁA NAGLE PODNOSIĆ ARGUMENT O TRYBIE ŻYCIA DZIECKA.)
                    Czy wy mnie za kretyna macie żebym nie wiedział że teoria sobie, a praktyka
                    sobie. Czy ja mam uwierzyć że Wy dzień w dzień, bez żadnych nigdy odstępstw
                    realizujecie tryb życia dziecka z kalendarzem i zegarkiem w ręku.
                    Ja już ww napisałem - że argumentów możecie szukać do woli. Tylko na ile one są
                    tak właściwie sztywnymi i obligtoryjnymi argumentami, a na ile orężem przeciw
                    ojcom (mam na myśli ojców którzy chcą się zajmować). Chcecie walczyć i stale
                    udowadniać swoje racje? No to sobie walczcie i róbcie piekiełko z exami. Wasza
                    wola.

                    Omama, jeśli rozumieć Ciebie dosłownie - to dziecka bez podręcznika ani rusz. I
                    jeszcze pewnie z zegarkiem w ręku liczyć kiedy powinno już być głodne.
                    Otóż nie moja droga. Dziecko to taki naturalny, niezepsuty jeszcze organizm,
                    który dopomni się o swoje wtedy gdy będzie potrzeba.
                    Będzie pora na sen - to zaśnie gdziekolwiek będzie.
                    Będzie pora na jedznie - to włączy syrenę o jedzenie tak, że nawet nieumięjetny
                    rodzic w try miga mu przyrządzi, żeby mieć spokój.
                    Do tego nie trzeba mieć specjalnego przygotowania, niewidomo jakiego
                    doświadczenia i zegarka odmieżającego idealnie każdą porę dnia.
                    Dziecko już w okresie płodowym jest takim drapieżcą, który wyeksploatuje to co
                    ma wokół i przeżyje. (Tak, matka w ciąży może być chora i osłabiona - a płód ja
                    zeżre od środka, taka jest prawda którą znają dobrze lekarze. Tak naprawdę w
                    ciąży Ty bardziej musisz dbać o swoje zdrowie, bo płód już sam o siebie zadba.
                    Tak to ustawiła natura.)

                    Chalsia jeśli dziecko w wieku 3lata+8mies nie miało dojrzałości przedszkolnej,
                    to powiedz Ty mi: kiedy miało dojrzałość złobkową? Jeśli to co usłyszałaś od
                    psycholog z przedszkola jest obowiązujące, to wobec tego wszystkie dantejskie
                    sceny z rozstawaniem dzieci z rodzicami przy odprowadzaniu do przedszkola
                    powinny byc zakazane. Czy tak jest?
                    Ja Ciebie Chalsia rozumiem o co Ci chodzi.
                    Tylko same widzicie po sobie:
                    - Caldwell obawia się żeby nie być posądzona o nadopiekuńczość,
                    - Chalsia jednak ciągnie w tę stronę chcąc oszczędzić dziecku przeżyć.
                    Tutaj nie ma prostych rozwiązań (nawet w pełnych rodzinach ich nie ma, a co
                    dopiero w zdezintegrowanych). Dlatego będę powtarzał że wg mnie jedynym
                    sposobem jest gadać, gadać i gadać z exem, wsłuchując się w obie strony. Bo
                    inaczej tracimy wyczucie:
                    Co jest jeszcze zasadną obawą, a co już walką przeciw exowi?
                    Jakie przeżycie dla dziecka jest zbyt duże, ale przekroczenie której bariery
                    trzeba mu już "zafundować" ?
                    -----
                    (sorry Omama, że nie spełniam twoich nadziej co do krótkości wypowiedzi)
                    • omama Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 09:41
                      Kini, dyrdymały opowiadasz. Rytm życia mojego dziecka nie ma nic wspólnego z
                      żadną walką o udziały w czasie i uczuciach dziecka, bo takowa nie istnieje.
                      Podałam argument - zaburzenie rytmu w weekend = dziecko płaczliwe, męczliwe i z
                      gorszym apetytem przez poniedziałek ew. także wtorek. I tak dzieje się również
                      bez udziału jakichkolwiek osób trzecich, tzn. kiedy jestem z dzieckiem sama w
                      domu i nie uda mi się go o przepisowej porze uśpić(tak, przepisowej, bo jeżeli
                      przegapię czas między 13. a 14, to mogę sobie już darować - nie zaśnie).
                      Być może dzieci-kwiaty chowały swoją progeniturą inaczej. Nie widzę jednak
                      żadnych argumentów, by ich naśladować.
                      I tak, dziecko jest głodne o mniej więcej regularnych porach. I dostaje mniej
                      więcej regularne jedzenie. I nie widzę powodu, żeby dziecko zamiast lekkiego
                      obiadu w południe, dostało hamburgera i frytki o 15. Incydentalnie - ok, ale
                      nie raz na tydzień, i nie jako licencja dla ojca, dziadków, czy innych
                      chwilowych opiekunów. Bo jak wówczas przymuszać dziecko do dziennego snu,
                      świeżych warzych czy mycia zębów, skoro tata, babcia itd. nie zmuszają...
                      To jest wychowanie Kini. Polega na uznaniu pewnych zasad przez wszystkich
                      zajmujących się dzieckiem. Inczej dziecko byłoby szarpane pomiędzy sprzecznymi
                      wymaganiami. A naprawdę, wiek przedszkolny jeszcze nie jest okresem stosownym
                      do prezentacji konkurencyjnych postaw wychowawczych.
                      A już olewanie diety alergicznego dziecka woła zwyczajnie o pomstę do nieba.
                    • chalsia Re: caldwell napisała: ludzie co robić???????? 03.04.06, 11:40
                      a ja już myślałam, że coś zacząłeś rozumieć. Ale się zawiodłam. W moim
                      mniemaniu nie rozumiesz nawet tego co czytasz.

                      > Chalsia jeśli dziecko w wieku 3lata+8mies nie miało dojrzałości
                      przedszkolnej,
                      > to powiedz Ty mi: kiedy miało dojrzałość złobkową?

                      Nie chodził do żłobka więc nie wiem.

                      > Jeśli to co usłyszałaś od
                      > psycholog z przedszkola jest obowiązujące, to wobec tego wszystkie dantejskie
                      > sceny z rozstawaniem dzieci z rodzicami przy odprowadzaniu do przedszkola
                      > powinny byc zakazane. Czy tak jest?

                      To dotyczyło MOJEGO DZIECKA głąbie (przykro mi, ze musze tak napisać). W
                      przeciwieństwie do Ciebie WIEM, że dzieci są różne. Podałam to jako
                      kontrprzykład do tego co wczesniej było napisane.
                      We wszystkim co piszesz popadasz w tak egzaltowaną przesadę, że może warto by
                      było byś zbadał sobie poziom estrogenów.

                      > Ja Ciebie Chalsia rozumiem o co Ci chodzi.
                      Tak??????? TY mnie rozumiesz???? I wiesz o co mi chodzi???? To napisz o co
                      chodzi według mnie. Ciekawa jestem.

                      > Czy ja mam uwierzyć że Wy dzień w dzień, bez żadnych nigdy odstępstw
                      > realizujecie tryb życia dziecka z kalendarzem i zegarkiem w ręku.

                      Możesz nie wierzyć, Twoja sprawa. I do tego wcale nie potrzeba kalendarza, ale
                      zegarek - owszem jest wazny, bo bez niego można właśnie "zapomnieć" w trakcie
                      zabawy, że pora na spanie JUŻ jest. Nie chodzi o to by dziekco mi padło o 22 -
                      bo następnego dnia będe mieć problemy z szykowaniem do przedszkola i wstawaniem.
                      I owszem - dzień w dzień. Jedyne odstępstwa ( z mojej strony) to ewentualnie
                      późniejszy powrót do domu z badań u lekarza lub party urodzinowe kolegów
                      dziecka. Ale to są sytuacje sporadyczne, w przeciwieństwie do notorycznych
                      spóźnień ojca przywożącego dziecko do domu. Jakoś tak się dziwnie składa, że
                      bycie z ojcem po za domem własnym = niemożność obejrzenia dobranocki. A dla
                      dziecka to TEŻ jest ważne.

                      Nie jest dla mnie argumentem to co się dzieje w pełnych INNYCH rodzinach z
                      INNYMI dziećmi. Moje dziecko jest jakie jest i ma takie a nie inne potrzeby.
                      Gdybyśmy byli razem z eksem raczej też bym starała się "pilnować" trybu życia
                      dziecka. Jak by było w praktyce - nie wiem, bo ojciec jest dochodzący odkąd
                      dziecko skończyło 5 miesięcy.

                      Chalsia
                      • sylwii32 hmmm u kazdego inaczej 03.04.06, 13:36
                        Forum jest kiepskim miejscem na kłotnie
                        On widzi z jednej strony,Ty z drugiej
                        Ale wszak ukształtowały Was na dzis wasze doswiadczenia

                        Jedno jest wiadomo nie moze rodziców ponosic i niestety chociaz czasem trudno i
                        az piana bije w zeby trzeba wciaz probowac od nowa sie dogadywac
                        To co te Panie robia opisałąbym szczegółowo i niestety ale zaskarzyła
                        Chodzby to ze sa zobligowane do zachwowania kultury jest juz powodem
                        Inna sprawa jesli ciezko pojac dobro dziecka znów poszłąbym do sadu by wyjasnic
                        kilka kwesti bo za zadne skarby nie jechałabym 250km by spac w hotelu
                        Zwłaszcza za włąsne pieniadze bo wiadomo ze lepiej dziecku cos kupic
                        A rzeczy dla dzieci i samo zycie nie kosztuja mało

                        Co do tego jak to przebiega moze czas kupic cos co bedzie długo nagrywac a nie
                        bedzie sie rzucac w oczy
                        Jednak sadze ze po rozwodzie jestes wsciekła na exsa i to powoduje ze czasem
                        reagtujesz nadpobudliwie.
                        Nie zarzucisz mi tez ze niewiem jak to jest bo sama mam 3 dzieci dwoje w
                        odsepie 11 miesiecy a jedno niepełnosprawne i rózne rzeczy musiałam robic
                        Dzis tez robie ale w odwrotnym kierunku co wcale nie znaczy ze nie mam zalu i
                        ze nie jestem wsciekła
                        Skłamałabym by w tym co sie dzieje nie odnosic prywatnej czasem małej czasem
                        wiekszej satysfakcji ale jednak
                        Mimo to bacze bardzo by nie rzutowało to na to co dzieci mysla czy czuja do
                        niego
                        Zawsze robiac cos musisz tak Ty jak i inni pamietac ze kochasz swoje dziecko
                        ale ono równiez kocha Twojego exsa i ze potrzebuje jego miłosci
                        Teraz czasem marzycie by Ci walczacy exie poznikali ale szybko zaczełybyscie
                        szukac z nimi kontaktu takie mam zdanie.
                        Nie dlatego ze Wy byscie potrzebowały ale dlatego ze dziecko przejawiałoby
                        wszelkie oznaki tesknoty z tatem
                        Dzieci kochaja slepo i bez zastrzeżeń tak to juz jest
                        I poki dzieci poty trzeba szukac porozumienia
                        One nie przestana kochac obojga bez wzgledu na wasze poglady i kontakty

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka