caldwell
02.04.06, 18:55
no to jestem cholernie wkurzona, jak wiecie 31.03 miałam niby posiedzenie z
kuratorem w sprawie nadzoru nad kontaktami ojca z dzieckiem (kontakty
ustalone wg prośby ojca tj. 2xw m-cu, soboty po 5h, wnioskował wprawdzie o
wywożenie dziecka 3,5 r. 250 km do swoich rodziców, gdzie mieszka, ale Sędzia
oddalił ten wniosek twierdząc, że dziecko jest zbyt małe...
no i: posiedzenie okazało sie spotkaniem z dwiema kuratorkami, jedna
społeczna, jedna zawodowa (przy czym ta pierwsza odwiedziła mnie dwa razy w
terminie wyznaczonych kontaktów z ojcem, raz go nie zastała, a drugi raz już
się z nim tel umówiła i był), na "posiedzenie" strażnik nie chciał mnie do
Sądu wpuścić, bo Sąd był już zamknięty....dziwne, ale dopiero wtedy zdałam
sobie sprawę, że Sąd jest czynny do 15.30, a ja mam wezwanie na 16.00, a
trwało do 18.00, faktycznie o tej porze już tylko panie sprzątaczki
śmigały..., czekali na mnie: b. mąż i dwie kuratorki, panie napadły na mnie
zasypując pytaniami i zarzutami, miałam pisemko o faktycznie realizowanych
przez ojca kontaktach (na 11 spotkań 5 razy go nie było, sam to potwierdził),
pani kurator, ta, której nie znam, zapytała mego b.męza o "życzenia", on
stwierdził, że chce wywozić dziecko i zaczęło się ustalanie przez panią
kurator nowych kontaktów pt. wyjazdy weekendowe dziecka do ojca, i tak, mam
kilka razy pojechać z dzieckiem, wynająć sobie hotel, a dziecko przekazać
tacie, a potem już sama wysyłać dziecko, bo "niech pani nie mówi, że jest
małe", nie wolno mi mówić: "moje dziecko" o mojej córce, bo pani kurator
powiedziała: "to nie pani dziecko"!, obojętnie kiedy i z kim rozmawiam nie
mogę mówić: moja córka,tylko nasza córka, nie wolno mi zwracać się do b. męża
po imieniu, tylko "tata", bo to źle wpływa na rozwój dziecka, mam się nie
interesować jak dziecko spędza czas z ojcem i co robią, bo: "to nie pani
sprawa" (czyli nie moja), ostatnio zarezerwowałam im bilety do kina i to ten
zakazany czyn, alergia pokarmowa to wg. kuratorki nie problem i "może sobie z
tatą jeść hamburgery, aż jej nosem wyjdą", mam się nie interesować czy i co
zjadło, jestem "dziwna", bo kąpię i kładę dziecko spać ok. 20.00 zawsze
(kurczę ja lubię takie schematy, sama wstaję o 6.00), nie pozwalam na powroty
o 22.00 - spory zarzut, wcale nie ustosunkowała się do tego, że ojciec nie
wykorzystuje zasądzonych mu kontaktów, nadzór kuratora sprowadził się do 2
wizyt, w tym tylko jedno z udziałem taty, wydaje mi się, że pani kurator
wyszła z roli, przekroczyła swoje kompetencje...no bo powiedzcie: jeśli
ustanawia się nadzór kuratora nad konkretnymi kontaktami ustalonymi przez
Sąd, które de facto nie są realizowane przez ojca, to czy kurator ma
prawo "proponawać" własne, inne formy kontaktów, bo mnie sie wydaje, że
powinien się trzymać tego co jest w wyroku (postanowieniu) Sądu????!!!!
A, i najfajniejsze, pani kurator uprzedziła mnie, że napisze notatkę w której
stwierdzi, że.... utrudniam kontakty ojcu, po zapytaniu na jakiej podstawie
tak twierdzi i o które kontakty jej chodzi, powiedziała: "z tego co pani mówi
to myślę, że może pani to w przyszłości zrobić"
p.s. b.mąż na zakończenie powiedział: WIEDZIAŁAŚ, ŻE MOJA MATKA JEST
KURATORAEM, ZAŁATWIMY CIĘ, żałuję, że nie miałam dyktafonu....
jakie są Wasze refleksje????? ludzie co robić????????